Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawona Shanar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawona Shanar. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2022

Od Pawony c.d Ereden ~ Więcej niż Myślisz

Po jakże udanym śnie, który trwał dobrych kilka godzin, piaskowa wadera obudziła się praktycznie przed zachodem słońca. Przeciągnęła się leniwie, ziewając przy tym niemo i wyginając swoje ciało w spory łuk. Zrobiła jeszcze kilka ćwiczeń rozciągających, po czym miała zejść na dół, ale jej fioletowym oczom ukazała się półka z pismami. Najpierw chwila paniki, a później złość opanowały umysł piaskowej wadery. Świecące pustką miejsce doskonale znała.
- Jak mógł?! - Wycedziła przez zaciśnięte zęby. Trzepnęła ogonem niczym biczem, po czym zeszła piętro niżej, kierując się do wyjścia. Zamierzała udać się do Nabi, albo poszukać Sininen lub Shori, gdyż były to jedyne opcje na znalezienie basiora złodziejaszka. Miała właśnie wyjść, gdy siwy basior wparował z jej łapopisem, o drzewie śmierci, w pysku. Przez chwilę wpatrywali się w siebie. Pawona nie ukrywała złości, którą aż kpiła. Jej oczy skrzyły się złowrogo, mięśnie napięły się na widok osobnika, którego najwidoczniej niesłusznie uznała za ułożonego. Basior był ewidentnie spięty i zaskoczony widokiem wadery. Zapewne obstawiał, iż fenkowa wilczyca jeszcze smacznie śpi. Nie ma tak dobrze! Ereden wypuścił wolumin z pyska i pewnie chciał się tłumaczyć.
-Pawona... - Nie dokończył. Wadera w mgnieniu oka doskoczyła do niego, podniosła się na tylnych łapach i strzeliła mu z liścia, dając upust swej złości. Basior przyłożył łapę w piekące miejsce, znosząc karę w milczeniu.
- Nigdy więcej nie sięgaj po nic bez wyraźnej zgody. - Wysyczała Pawona. Zgarnęła łapą zwój i miała zamiar go odnieść, jednak coś ją powstrzymało. Odłożyła pismo na kamiennym stole i nie odwracając się do basiora, spytała już bardziej spokojnie, jednak nie wyrażając większych emocji.
- Co wyczytałeś? - Było to pytanie kluczowe, bowiem w tejże watasze, z tego co było waderze wiadomo, wilki nie posługują się Griffolk. Basior milczał chwilę, ale odpowiedział zdecydowanym i pewnym siebie tonem.
- By lepiej nie zbliżać się do Manchineel. - Gniew wilczycy w dużej mierze ustąpił miejsca skrytemu uznaniu. Przytaknęła skinieniem głowy i odwróciła się do Eredena, mierząc go wzrokiem. Mimo swego nagannego zachowana basior zaimponował waderze znajomością jej rodzinnego języka. ~Tylko... Skąd on go zna?~ Zastanawiała się chwilę. Wadera westchnęła ciężko, by po chwili marszcząc brwi, masowała sobie okolice nasady nosa.
– Zejdź mi z oczu. Zwój jest cały, więc nie poniesiesz już żadnych konsekwencji. – Powiedziała, sama nie wierząc, że po prostu puszcza już młodszego od niej wilka. Basior wpatrywał się w piaskową przez chwilę, po czym dalej milcząc, wyszedł z jej miejsca zamieszkania i odszedł w swoją stronę.

***Timeskip – Koniec Wiosny***

Minęło trochę czasu odkąd Ereden i Pawona się poznali. Przez ostatnie tygodnie jakimś dziwnym trafem dość często się ze sobą stykali, ale szczerze mówiąc, nie wyszło im to gorsze. Pawona w końcu przebaczyła wilkowi nieprzyjemną sytuację i nawet przyznała, że mu się nie dziwi. Gdyby miała podobną okazję, pewnie sama zrobiłaby coś podobnego. Sam basior dostał nawet propozycje przeczytania dwóch innych, ciekawych zdaniem Pawony, łapopisów, tym razem jednak spisanych tutejszym dialektem. Nie trzeba nawet mówić, że siwy basior był z tego faktu zadowolony. Cóż, nie okazywał tego zbytnio, ale gdy dostał pod łapy dwa, zwinięte pasma skóry, w jego oczach pojawiły się tańczące ogniki. Spokojny tryb życia watahy niestety zaburzyła tajemnicza sytuacja…
Piaskowa wadera siedziała wyprostowana, przed Grotą Alf i oczekiwała na zjawienie się skrzydlatej wadery. Rene wyszła po chwili z groty w towarzystwie medyczki Lonyi. Wstałam, a gdy wadery zatrzymały się tuż przede mną, Alfa zaczęła rozmowę.
– Cieszymy się, że tak szybko udało Ci się tu dotrzeć Pawono Shanar. Wybacz, że tak nagle przerwałyśmy Ci pracę, ale zaistniała pewna sytuacja niecierpiąca zwłoki. – Powiedziała śmiertelnie poważnie Skrzydlata. Przytaknęłam ze zrozumieniem głową, dając niemy znak do kontynuowania wypowiedzi. Rozmowę ciągnęła Lisica.
– Widzisz, jakiś czas temu zaobserwowaliśmy pojawienie się dziwnych zachowań wśród części zwierzyny. Czujki zaalarmowały również o podejrzanych obcych kręcących się niedawno przy północno-zachodniej granicy, a także o specyficznym zapachu, wyczuwalnym głównie w jej okolicach. Wraz z Itami oraz Nabi wykonałyśmy kilka badań, sama pomagałaś w przygotowaniu odczynników. Temat nie jest Ci obcy, ale…
– Nie udało Wam się określić, co to spowodowało, a podejrzani zniknęli, nie pozostawiając konkretnego śladu. – Dokończyła piaskowa. Nie podobało jej się to, zwłaszcza że dziwna woń, którą wyczuła ostatnio bliżej jej miejsca zamieszkania, była podejrzanie znajoma, a jednocześnie obca. Wyznała nawet swe obawy Rene, gdy tylko zaangażowano ją w tę sprawę.
– Pomyśleliśmy, że skoro jako jedyna kojarzysz ten zapach, byłabyś w stanie zlokalizować jego pochodzenie oraz zebrać informacje o potencjalnym niebezpieczeństwie. Nie mamy pewności, czy cokolwiek uda nam się dowiedzieć o tym zjawisku, ale musimy być przygotowani na najgorsze. Czy zgodzisz się ruszyć na misję? – Dokończyła wypowiedź medyczka. Wadery trwały chwilę w napięciu. Błyszczące oczy piaskowej wilczycy po chwili zmieniły wyraz i pociemniały. Pełne były powagi i zaciętości, bardziej dociekliwi mogli już znać odpowiedź na pytanie.
– Dobrze. Mam pewne przypuszczenia co do miejsca, które na pewno trzeba będzie sprawdzić. – Powiedziała pewnie Pawona, patrząc w oczy Rene. Na pyskach wader widać była lekką ulgę.
– Dostaniesz wilka do pomocy i eskorty. – Oznajmiła Alfa. – Przyjdę z nim do Ciebie wieczorem, by omówić szczegóły. – Skinieniem głowy, Pawona potwierdziła, zakodowanie informacji. Trójka wader pożegnała się krótkimi słowami, po czym każda ruszyła wykonać swoją pracę. Fioletowo oka, po półgodzinnej drodze, do swego domu, zaczęła przygotowywać niezbędne, jej zdaniem rzeczy do misji. Specjalna skórzana torba, która zbierała kurz odkąd, zadomowiła się w tym miejscu, znowu została wyposażona w niezbędne drobiazgi. Wilczyca wyglądała dość komicznie, nosząc ją, jednak ważne było to, iż torba była praktyczna. Nie przeładowana umożliwiała nawet walkę w razie konieczności, bez obawy o to, że spadnie i starci cenny bagaż. Wyposażona była w dwie spore kieszenie, umieszczone po bokach oraz uchwyty na niewielkie buteleczki wypełnione różnymi substancjami. Obowiązkowo w torbie znalazło się wyposażenie apteczki, mieszanki ziół wzmacniających oraz na podstawowe dolegliwości. Zapas kłębków pajęczyny, liście herbaty oraz parę niezbędnych rzeczy, które Shanar od wieków znanymi jej tradycjami, używała do przygotowania podstawowych opatrunków. Poza tak istotnymi rzeczami musiało znaleźć się miejsce na krzesiwo, kamienie grzewcze, kryształowy nożyk, zabezpieczony futrem królika, sporą buteleczkę wody z Lac de Cristal oraz zestaw eliksirów Pisakowej. Wśród nich znalazły się same najważniejsze substancje, przeznaczone do samoobrony. Bomby dymne, gaz usypiający i obezwładniający, a także łatwopalne olejki, do odcięcia drogi. Przez ułamek sekundy, Shanar rozważała nawet butelkę „dynamitu”, ale szybko zrezygnował z niej, z powodu dużej niestabilności gazów. ~Tak. Będę musiała nad tym popracować.~ Stwierdziła. Przygotowała zapas nowych fiolek na przyszłość i nim się obejrzała, nadeszła godzina spotkania.
– Ciekawe kogo wybrano do towarzyszenia mi. – Piaskowa zastanowiła się na głos, a już po chwili do jej czułych uszu dotarły ciche szmery rozmowy. Wadera wyszła naprzeciw przybywającym i skrycie wyklinała wszystkich bogów, jakich znała za to kogo zobaczyła. Nie, żeby miała coś do idącego obok Rene basiora, ale nie wyobrażała sobie dłużej wędrówki w towarzystwie Eredena. Jak to by miało wyglądać? W sensie siwy jest dobrze zbudowanym wilkiem, zapewne świetnie wyszkolonym w swym fachu, ale charaktery basiora i wadery gryzły się ze sobą, o czym mieli już nie jedną możliwość się przekonać. Dłuższe przebywanie ze sobą skutkowało irytacją obu stron, mimo iż nie robili sobie specjalnie na złość. Tak działały ich charaktery i nic na to nie poradzili zaradzić.
Wilki stanęły przed sobą. Po przywitaniu się piaskowa gestem zaprosiła zgromadzonych do siebie.
– Trochę tu ciasno, ale przyjemnie ciepło. – Skwitowała Pawona, prosząc gości do stołu. Tak, jak pewnie można się domyślić, Shanar to niezły zmarzluch i nawet 16°C To dla niej zimno.
– Więc tak, rolę eskorty wykonywać będzie Ereden. Zważywszy między innymi na to, że już się znacie. – Wyjaśniła Rene. ~I nikt inny nie mógł iść.~ Skwitowała w myślach fioletowo oka.
– Gdzie znajduje się to miejsce, które musisz sprawdzić? Ile nam to zajmie i kiedy będziesz gotowa? – Spytał prosto z mostu basior. Najwidoczniej podchodził do tego jak do kolejnego obowiązku, który zmuszony był wykonać. Po chwili zamyślenia Piaskowa odpowiedziała.
– Powinniśmy sprawdzić Moczary Umbrae et Tempestatis. Niecałe 5 dni drogi, na południowy zachód stąd. Oczywiście zakładając, że noce będziemy przesypiać, by zachować odpowiednie siły na przeprawę po mokradłach wieczorem, dnia czwartego. To dość niebezpieczna okolica i wolałabym byśmy byli w pełni sprawni. – Wyjaśniła Shanar. – Wiem, że to kompletnie inny kierunek, niż ten, z którego pojawił się zapach, ale to właśnie w tamtejszym „Przytułku” miałam styczność z podobnym. – Po plecach piaskowej przeszedł nieprzyjemny dreszcz, na wspomnienie tego odrażającego miejsca. Miała nadzieję, nie odwiedzać go już nigdy więcej, nawet jeśli oznaczałoby to wędrówkę na drugi koniec świata po pożądane składniki. Sytuacja jednak zmusiła ją do podjęcia takiego kroku, zwłaszcza że przywiązała się do swojej nowej watahy. Miała złe przeczucia i nie chciała, by któreś z nich okazało się prawdą. Musiała to koniecznie sprawdzić.
– To te rozległe bagna, o których myślę? – Spytała Rene. –To nie tam mieszkają jedni z bardziej znanych rabusi i wyjętych spod prawa psowatych? Dalej kwitnie tam handel niebezpiecznych i nielegalnych towarów? Już z kilkoma bandziorami mieliśmy niestety styczność. Jesteś pewna, że to tam znajdziesz jakąś wskazówkę, albo odpowiedź? – Przytaknęłam skinieniem głowy. Rene westchnęła. Jak można było wywnioskować, doskonale znała ów miejsce, choćby ze słuchu. Sądząc jednak po wyrazie pyska basiora, nie bardzo wiedział, o czym mówimy. Mimo tego zmarszczył brwi, słysząc nasze podejście do omawianego obszaru.
– Jeśli chodzi o oszacowany przeze mnie czas, na wykonanie tej misji, to na pewno potrzebne będą dwa tygodnie, może nieco dłużej. – Głos Pawony, brzmiał zdecydowanie. – Nie jestem pewna, czy uda nam się dość sprawnie uzyskać pożądane informacje. Natomiast jeśli chodzi o gotowość, to jestem w stanie wyruszyć już po świcie.
– Doskonale. Ruszymy spod Groty medycznej, o wschodzie słońca. – Oznajmił basior.
– To wszystko. Dziękuję za poświęcenie i powodzenia. – Głos Rene, miał pokrzepiające brzmienie.
– Dobrej nocy. – Powiedzieli wszyscy chórem, po czym Piaskowa odprowadziła wilki przed grotę. Gdy zniknęli w ciemnościach lasu, wadera wygasiła palenisko i udała się na spoczynek.
***
Kolejnego dnia, Shanar obudziła się tuż przed świtem. Udała się nad jezioro, by zapolować na młodego bażanta, którego wcześniej miła możliwość obserwować. Po jakże udanym śniadaniu i zajęciu się poranną toaletą zasłoniła skórami otwory swego domu, zabrała torbę, do której wrzuciła jeszcze, starannie plecioną linę, po czym ruszyła w umówione miejsce. Przyszła dokładnie w tym samym czasie, co Ereden. Skinęła głową na przywitanie. Basior odpowiedział tym samym. Gdy w końcu stanęli obok siebie i spojrzeli razem w dal z ust Pawony padło pytanie.
– Gotowy? – Wadera odwróciła się i zadzierając nieco głowę do góry, przyglądała się wyrazowi pyska samca. Wyglądał na zrelaksowanego i zupełnie nieprzejętego misją, na którą właśnie ruszali.
– Zawsze. – Uśmiechnął się zawadiacko, po czym zerkając na waderę, dodał. – Panie przodem.
Shanar uśmiechnęła się delikatnie w odpowiedzi. Ruszyła żwawym krokiem, prowadząc w wyznaczonym kierunku. Idąc przez las Golden Growe, wadera z przyjemnością nasłuchiwała śpiewu ptaków. Otoczenie było tak spokojne i czarujące, zupełnie nieświadome potencjalnego zagrożenia. Nie minęło wiele czasu, gdy opuścili granice watahy, a wraz z krańcem lasu w waderze pojawił się niepokój. Za tymi rozległymi polami i pagórkami znajdował się cel ich podróży. Początkiem lata trawy znacznie tu urosły. Wadera Ledo sięgała pyskiem ponad bujna roślinność.
– Nie przewidziałam tego. – Wymruczała do siebie, przedzierając się przez gęstwiny kolejnego już pagórka. Komentarz wadery nie pozostał jednak bez odpowiedzi. Za nią rozległ się cichy chichot Eredena.
– Mówisz? – Basior wyrównał krok z wilczycą, a w odpowiedzi uzyskał żądne mordu spojrzenie. – No już! Nie ma co się dąsać. – Zaśmiał się wilk, dostrzegając reakcję wadery.
– Łatwo Ci mówić wielkoludzie. Widać już koniec tego dziadostwa? – Spytała, przystając przy kałuży i biorąc kilka łyków wody. Całe szczęście, że parę dni wcześniej padało, a woda nie zdążyła całkiem wyparować, czy też. Basior zatrzymał się i rozejrzał. W oddali, na horyzoncie malowała się ciemna plama mieszanych drzew. Zapewne będą nocować właśnie w ich cieniu.
– Wieczorem powinniśmy dotrzeć do tamtego lasu. – Stwierdził. Basior obdarzył fenka tajemniczym spojrzeniem. Pawona nie dostrzegła tego, a gdy swą uwagę skierowała na wilka, ten jakby nigdy nic odwrócił wzrok. Po chwili szli już dalej. W powietrzu unosił się ciepły zapach lata, niesiony przez lekki wietrzyk. Nad głowami wilków przeleciał klucz szpaków, a niebo stopniowo zaczynało ciemnieć. Pojawiło się również kilka niewinnych obłoczków. Wraz z upływem czasu i skracaniem dystansu do gąszczu drzew, powietrze się schładzało i zaczęło wypełniać nozdrza wilków zapachami wszelakiej zwierzyny. Na szczęście podróżujących, nie było w okolicy innych psowatych, a ponadto teren nie został przez nikogo, w żaden sposób oznakowany. Oznaczało to, że mogli bez obawy o złamanie prawa i zasad dobrego wychowania, zapolować w tym miejscu. Słońce ledwo zaszło, gdy para wilków zanurzyła się w mroku drzew. Księżyc i gwiazdy gdzieniegdzie wyglądały już, zza ciemnozielonych liści, a z oddali można było dostrzec świecące się, złote oczy sowy uszatki. Stary ptak, zatrzepotał leniwie skrzydłami, pobudzając do ruchu mniejsze gałązki i zahuczał donośnym głosem. Piaskowa wilczyca przystanęła pod starym dębem i zadzierając pysk wysoko, przypatrywała się pierzastemu strażnikowi nocy. Widziała dokładnie obrys sylwetki zwierzęcia, a gdzieniegdzie nawet jaśniejsze i ciemniejsze plamy jego umaszczenia, chociaż nie była w stanie stwierdzić jakiego koloru one były. Księżyca przybierało każdej nocy. Nocą, w którą planowała, że dotrą do celu, będzie pełnia. Większość drogi minęła podróżnikom w milczeniu, aż do momentu, w którym nie zatrzymali się pod ów dębem. Gdy Wadera poczuła ciepło Eredena, stojącego obok niej, zadarło lekko błysk do góry i wpatrując się w lśniące oczy basiora, zwróciła się do niego.

– Niedaleko jest strumień. Poszukaj go. Idąc wzdłuż niego, powinieneś trafić na starą borsuczą norę. Nocowałam tam ostatnio. Przy niej się spotkamy. – Zameldowała piaskowa i nie czekając na odpowiedź ze strony wilka, wskoczyła na pień dębu, wbijając w niego swoje ostre pazury. Już po chwili skakała z gałęzi, na gałąź, zgrabnie balansując, nad ziemią. Z oddali można było tylko usłyszeć imię wadery i niezadowolone pomruki wydawane przez basiora.
Pawona bez problemu znalazła gniazdo parki bażantów. Ptaki spały w najlepsze, zupełnie nie spodziewając się ataku, w tak spokojnej, niezamieszkałej przez psowate, okolicy. Wielki błąd! Zawsze trzeba spodziewać się najgorszego, zwłaszcza gdy jest się na samym dole łańcucha pokarmowego. Sprawnym ruchem wadera pozbawiła życia dwójkę zwierząt. W powietrzu roznosił się cichy szum wody z pobliskiego potoku. Shanar zeskoczyła zgrabnie na ziemię i węsząc, ruszyła za jabłkowym zapachem swego kompana. Gdy wyłoniła się zza sporego krzewu, dostrzegła, jak wilk, sprawnym ruchem przerzucił sporą gałąź, odsłaniając wejście do borsuczej jamy. Fioletowe oczy wadery dokładnie zarejestrowały ruchy dobrze zbudowanych mięśni basiora. ~Ciekawe jak by to było się do niego przytulić?~ Zastanowiła się, po czym wstrząsając głową, odpędziła te myśli gdzieś w kąt, swego umysłu. Poprawiła futro oraz swe zdobycze, po czym podeszła do wilka. Położyła większą sztukę przed Eredenem, po czym usiadła naprzeciwko niego.
– Smacznego. – Powiedziała, uprzednio wypuściwszy swoją porcję z pyska. Ereden zmierzył bażanta wzrokiem, po czym przerzucił uwagę na wilczycę. Po krótkiej chwili usiadł i zwracając się do piaskowej, powiedział:
– Dziękuję i nawzajem. – Czyżby nie dowierzał własnym oczom? Możliwe, przecież ptaki te nie prowadzą nocnego trybu życia. Shanar zignorowała wszystko prócz słów basiora, ktore gdy tylko dotarły do jej czułych uszu, sprawiły, iż na jej pysk wkradł się mimowolny uśmiech. Po posiłku wadera oblizała się dokładnie. Wykopała niewielki dołek, po czym wrzuciła do niego resztki ptaka. Ostrożnie ściągnęła torbę i położyła ją obok wejścia do Borsuczej Nory. Na koniec zasypała jeszcze dołek z resztkami i poszła obmyć się w potoku. Noc była ciepła, a nurt był dość spokojny. Pawona bez żadnego problemu weszła do wody, która sięgała jej aż po brodę. Wilczyca przeszła kawałek, ukrywając się za sporymi krzakami i wierzbą, tworzącą jakby baldachim nad zakolem potoku. Obrazek można było opisać słowami "ustronne miejsce". Było idealne na kąpiel i relaks po dniu drogi. Shanar chwilę zajęło dbanie o higienę, ale gdy w końcu skończyła, czuła się o niebo lepiej. Piaskowa zgrabnie wskoczyła na brzeg, po czym gestem ogona, zebrała z siebie wodę. Płynem podlała okoliczne drzewa i jakby nigdy nic ruszyła do miejsca spoczynku. U wejścia dostrzegła leżącego basiora. Jego przenikliwe, świecące się w mroku oczy, bacznie obserwowały okolicę. Gdy siwy zarejestrował waderę, przesunął się, robiąc jej miejsce. Wilczyca weszła do dość płytkiej jamy. Położyła się, praktycznie zwijając się w kłębek. Było na tyle miejsca, by mogła się odwracać, a jednocześnie było tak ciasno, że musiała nieco ocierać się o basiora. Gdy po kilku sekundach ułożyła się już wygodnie, podniosła nieco głowę i zwróciła się ze spokojem i cichym śmiechem do basiora.
- Eredenie. Nie musisz dzisiaj czuwać. Odpocznij. W promieniu 30 km nikogo prócz nas i zwierzyny nie spotkasz. - Jej głos był łagodny. Shanar czekała na reakcję basiora, która o dziwo nieco ją przygnębiła. Większy wilk po prostu zwrócił uszy w jej kierunku, mrucząc coś niewyraźnie, a że Shanar ma świetny słuch, to faktycznie musiało być coś niewyraźnego. Wadera westchnęła tylko niemo, po czym kładąc pysk na swe łapy, powiedziała jeszcze "Dobranoc". Nie słyszała już nic, od razu zasnęła, snem na tyle twardym, że późniejsze ruchy Eredena jej nie wybudziły.
******
Następnego dnia, tuż po śniadaniu składającym się z upolowanego przez basiora zająca, nieco po wschodzie słońca wilki ruszyły w drogę przez las. Idąc wzdłuż potoku, mieli marne szanse na zgubienie się. Szli, i szli. Milczenie było dość przyjemne, a przerywanie go raz na jakiś czas, sensownym pytaniem, było nawet miłe. Czas mijał Shanar dość szybko, gdy obserwowała otoczenie, odświeżając sobie trasę. Z nieukrywaną przyjemnością rozkoszowała się aromatycznymi zapachami kwitnących roślin i chłonęła miły dla ucha śpiew ptaków oraz spokojny szum drzew. Nic dziwnego, że zdębiała, gdy usłyszała trzask łamanych gałęzi, kilka do kilkunastu metrów na lewo od niej i Eredena. Dźwięk również nie uszedł uwadze basiora. Ten od razu przybrał postawę bojową i nakazując gestem ciszę, ruszył w kierunku hałasu. Gdy basior zniknął w krzakach, pozostawiając waderę samą, nad wilczycą rozległ się ponowny trzask. Shanar odskoczyła spod buka, na którym stał przerośnięty ryś. Dosłownie sekund później dotarły do niej odgłosy walki ze strony, z w którą udał się Ereden. Shanar nawet nie myślała o tym, by wołać go na pomoc. Piaskowa wysunęła pazury, nastroszyła sierść i szczerząc swoje ostre zęby, wysyczała:
- Nie podchodź! - Rysia jednak słowa i postawa Pawony nie ruszyły. Zeskoczył jakby nigdy nic i wylądował jakiś metr przed waderą. Kotowaty był na oko 4 cm wyższy od wilczycy, nie licząc uszu.
- Nie tak agresywnie kochanie... - wymruczał. Ja tylko po Twoje skarby. - Głos rysia był tak przesłodzony, że aż odrażający. Kot chciał sięgnąć łapą w kierunku paska na piersi Paskowej, lecz nie było mu to dane. Sprawny ruch wilczej łapy mu w tym przeszkodził. Ruś syknął wściekle, na co wadera odpowiedziała mu warknięciem. Fioletowe oczy wadery zaskrzyły się złowrogo, a z kieszonki wyleciała buteleczka z pomarańczowym proszkiem. Nim Ryś zareagował, wadera zrzuciła korek i dmuchnęła substancje w pysk Rysia, wywołując tym samym pysk pieczenie jego skóry i oczu. Napastnik zapiszczał, cofając się nieznacznie i zaczął przecierać łapami pysk. Wadera wykorzystała chwilę i zrobiła taktyczny odwrót w kierunku, z którego dobiegały odgłosy walki. Jeszcze tylko pięć metrów i znalazłaby się obok basiora, który sprawnie uporał się z dwójką rysi. Nie mogło być jednak tak pięknie. Nim piaskowa wybiegła z chaszczy, coś, zbliżonego do niej wzrostem skoczyło na nią z impetem, popychając ją na pobliskie drzewo. W powietrzu słyszeć można było trzask tłuczonego szkła. Wszystkie fiolki prócz tych zabezpieczonych dodatkowo futrami, w bocznych kieszeniach, roztrzaskały się pod siłą uderzenia, uwalniając przy tym różne substancje. Shanar ledwo wstała. Cios był sporym szokiem, który spowodował, że nadal brakowało jej tchu. Dodatkowo jej piersi oraz łapy poranione były odłamkami kryształu, który jednak dość szybko zamienił się w proszek, pozostawiając po sobie jedynie dość płytkie rany, do których zaczęły dostawać się rozmaite mieszanki ziół. Kątem oka Shanar dostrzegła, że ryś, który wcześniej się jej uczepił, wykonał szybki odwrót, z mieszaniną złości, smutku oraz strachu na pysku. Gdy wadera zarejestrowała już jedną z możliwych przyczyn strachu kotowatego, sama się przeraziła. Chmura granatowego dymu podniosła się wkoło niej. Intensywne zapachy ziół obezwładniających zaczęły wypełniać jej drogi oddechowe, a te, które dostały się już do krwioobiegu, zaczynały działać. Świat zaczynał wirować, a łapy zginały się, odmawiając jej posłuszeństwa. Piaskowa upadła, oddech zwolnił, oczy same się zamknęły, a Shanar zaczęła odpływać. Nim całkiem straciła przytomność, do jej uszu dotarł ledwo słyszalny krzyk, szukającego jej basiora. ~I na co mi były te moje ziółka?~ Z tą myślą odpłynęła już całkiem. Nie czuła i nie słyszała już nic.
- Pawona?! - Gdy siwy wilk wyłonił się po chwili zza krzaka, dostrzegł potrzaskaną i poobijaną, nieprzytomną waderę, z porozcinanymi szelkami plecaka. Leżała ona w podejrzanej, granatowej kałuży i błyszczących proszkach.

<Ereden?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 3306
Ilość zdobytych PD: 1653 + 15%  (248 PD) za długość powyżej 3000 słów
Obecny stan: 1901 PD

niedziela, 12 czerwca 2022

Od Pawony c.d Sininen ~ „Mango i strateg”

Gdy młodsza wadera opuściła mnie, pozostawiając po sobie echo ostatnich słów, stałam przez chwilę. Nie do końca wiedziałam dlaczego, ale jeszcze przez dobry moment wpatrywałam się w miejsce, w którym to przed chwilą stał intrygujący mnie młodzik. Westchnęłam, cicho i w typowy dla siebie sposób strzeliłam ogonem, niczym batem. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i udałam się w dalszą drogę, na spacer po okolicy.
– Ta dzisiejsza młodzież. Jacyż oni poważni… Gdybym ja tak do tego podchodziła, jeszcze długo kisiłabym się w domowej dziupli. – Dalej rozmyślając i nie rozumiejąc zachowań, i tak niewiele młodszych od siebie wilków, dotarłam nad jezioro Lac De Cristal. Tak na dobrą sprawę nie miałam daleko do domu. Ledwie dziesięć minut wzdłuż brzegu. Postanowiłam usiąść sobie na jednej z większych skał, do połowy zanurzonych w wodzie, by przez dobra chwilę móc rozkoszować się widokiem tego uroczego miejsca. Tak, długo się naprosiłam Renesme, aby dostać zgodę, na zamieszkanie w tej okolicy. Opłacało się jednak. Wody z tego jeziora zwiększają skuteczność eliksirów i maści leczniczych, które tu produkuję. Lisica Lonya, bardzo chwaliła maść znieczulającą, którą postanowiłam zanieść jej do przetestowania. Jutro będę przygotowywać dla niej więcej, tego preparatu. Zadowolona z mych pierwszych osiągnięć na tym terenie, nie zauważyłam, nawet kiedy coś z impetem we mnie wbiegło, sprawiając, że obydwoje znaleźliśmy się w wodzie.
– Co do kopo! – rzuciłam gniewnie, gdy tylko wynurzyłam się z lodowatej wody. Na brzegu dostrzegłam rozbawionego Rudego basiora, natomiast obok mnie wynurzyła się skrzydlata istota, której przemoczone futro powodowało, iż wyglądała ona jak utopiec albo inna upiorna postać z głębin. Jak się wkrótce okazało, była to uczennica, Atrehu.
– Shori, mówiłem, byś zwolniła. – zganił młodą basior. – Przepraszam Panią za tą, wielce nieprzyjemną sytuację. – Skłonił się i pocałował moją łapę. Uśmiechnęłam się i skinęłam lekko głową.
– Wybaczam, nic poważnego nam sienie stało. – oznajmiłam i szybkim gestem łapy zgarnęłam wodę z mojego futra, po czym uczyniłam podobnie, pomagając skrzydlatej.
– Przepraszam i dziękuję. Sini, wspominała, że tu dość ślisko. – Powiedziała energicznie wadera
– A więc Sininen to Twoja siostra? – Spytałam, a raczej stwierdziłam. – W ogóle nie jesteście do siebie podobne. No… Może puszyste ogony was łączą… – Zaśmiałam się, widząc, jak na moją uwagę zareagowała skrzydlata. Po wymianie jeszcze kilku zdań z czujką i jego uczennicą wróciłam do siebie.

END

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 366
Ilość zdobytych PD: 183
Obecny stan: 183

czwartek, 2 czerwca 2022

Event Wielkanocny ~ Część artystyczna

 ITACHI & KOTORI

BELIEF

PAWONA

YNERYTH


SININEN

EREDEN

ATREHU


CUAN

SUSLON 

Komentarz: Kochana osóbka może i nie jest członkiem bloga, ale otrzymaliśmy od niego taką prackę ♥ 

czwartek, 5 maja 2022

Od Pawony do Eredena ~ "Więcej niż myślisz"

Piaskowa wadera mruczała pod nosem najróżniejsze przekleństwa w swoim ojczystym języku. Dlaczego? Otóż w natłoku nowych obowiązków stłukła bardzo ważne flakoniki z silnymi substancjami odurzającymi i musiała zrobić nowe.
– Fumps kopo! – Rzuciła gniewnie w stronę wiklinowej misy z wodą, znajdującej się nad paleniskiem, która nie chciała się zagotować. Niewysoka wadera nie spała już od trzech dni, a wiszący wysoko na niebie księżyc wiedział, iż fioletowo oka nie zaśnie, póty nie skończy swojej roboty. Wilczycę przepełniała frustracja z powodu dorzucenia sobie pracy. Energicznie machając ogonem, Shanar chodziła z jednej strony jaskini, na drugą, w poszukiwaniu potrzebnych jej składników. Nazwy? Po co komu nazwy? Kto by pomyślał, że jakieś głupie oznaczenia mogłyby jej znacząco ułatwić sprawę. Poza tym, co niechętnie lubi przyznawać, Pawana nie ma głowy do nazw, czy imion. Pamięta świetnie wygląd, zapach i przede wszystkim właściwości. Nie potrzebowała dotąd zapisków, chyba że pisała nowe zwoje. Oczywiście, gdy nadzieje się na nazwę jakiejś rośliny, o ile ją zna, będzie wiedziała, o co chodzi, jednakże wadera nigdy nie przykłada do tego większej wagi.
– Gdzie jest ten zielony, aksamitny proszek? Przecież jeszcze wczoraj go tu widziałam. – Rzuciła w powietrze, zatrzymując się przy wyżłobionej w ścianie półce. Przymrużając oczy, w końcu dostrzegła poszukiwaną przez siebie substancję. Używając swej zdolności, ostrożnie wyciągnęła kryształowe naczynie i ruszyła z nim w stronę misy z gotującą się wodą. Najdelikatniej jak potrafiła, odłożyła naczynie obok pozostałych składników, które niestety musiały poczekać, aż woda zacznie wrzeć. Nie chcąc marnować czasu, wilczyca sięgnęła po moździerz i cztery ogniste fasolki, po czym starannie zaczęła je rozcierać, tak że w powietrzu unosił się ostry aromat przypominający swym zapachem pieprz. Pawona z trudem powstrzymała się od kichnięcia. Na całe szczęście intensywna woń ulotniła się szybko, z powodu nagłego przeciągu. Zaniepokojona takowym zjawiskiem wadera po sprawnie zakończonym działaniu, ruszyła w kierunku wejścia do swej jaskini. Przez ciało wilczycy przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wiatr przygnał chmury, jednak nie zapowiadało się na deszcz. Zjawisko to zwiastowało, iż noc będzie zimna, a dzień chłodny, czyli coś, czego kuzynka fenków nie cierpiała najbardziej. Zasłoniwszy wejście kotarą ze skór, Pawona wróciła do pracy. Woda właśnie się zagotowała i można było dodać starannie odmierzone składniki. Stara, wystrugana z udowej kości łosia chochla, była idealnym narzędziem do wolnego mieszania wywaru, który już samym swym zapachem zachwycał. Wilczyca miała wielką ochotę spróbować swego produktu, jednak wiedziała, że nie może sobie na to pozwolić, nie w czasie pierwszych tygodni w watasze. ~ Co sobie Alfa pomyśli? ~ zganiła się w myślach wadera. Shanar nie zamierzała się od razu pokazywać od tej złej strony. Propozycja relaksu była jednak bardzo kusząca i Pawona już wyobrażała sobie błogi sen, po zażyciu jakiegoś ze swych wyrobów i zakopaniu się w stosie puszystych futer, na piętrze nowego domu. Dla lepszego snu przeczytałaby jeszcze jakąś fajną powieść, spisaną na jednym ze zwojów z rodzinnej watahy.
– Mrr – pomruk rozkoszy wydobył się z pyska Pawony, gdy tylko zdecydowała, które romansidło będzie jej ofiarą, a zarazem towarzyszem wyprawy do krainy morfeusza.

< Rano >
Z dobrym nastawieniem czas szybko minął, a praca dobiegła końca. Była jakaś godzinka po wschodzie słońca, gdy Shanar sięgnęła łapą po mieszankę mięty, melisy, zielonej herbaty oraz suszonych pomarańczy. Jakaż rozpacz i złość ogarnęły zmęczone ciało wadery, gdy ta znalazła miskę z dosłownie jednym listkiem herbaty.
– To już herbaty mi zrobić nie dają?! Skąd mam teraz wytrzasnąć choćby melisę?! – Pawona niewiele myśląc, cisnęła naczyniem o najbliższą ścianę. Kryształ rozpadł się z głośnym trzaskiem tłuczonego szkła, a to, co po nim zostało to tylko listek i perłowy proszek. Wadera stała cała nastroszona, wpatrując się w to, co zrobiła, jak w jakiś najpiękniejszy obrazek, by po chwili jej oddech zwolnił, a sierść opadła. Gdy napięcie powoli opuściło jej ciało, piaskowa hybryda fenka i wilka sprzątnęła bałagan, po czym wyszła na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i choć odrobiny promieni słonecznych, którym co jakiś czas udawało się przebić przez gęstniejące chmury. Shanar usiadła, szukając w swej pamięci informacji o jakimś zielarzu, bądź zielarce. Jej oczy zabłysły, gdy znalazła słowa pasujące do klucza. Od razu poderwała się i truchtem ruszyła w kierunku jaskini niewidomej, kremowej wadery, której imię brzmiało prawdopodobnie Nabi. Z tego, co wspominała wadera, przy ich pierwszym spotkaniu, kremowa zajmowała się roślinami. Shanar jednak nie mogła dać sobie za to łapy uciąć. Gdy zbliżała się do mieszkania poszukiwanej wilczycy, wadera wyczuła aromatyczne zapachy ziół, ale i również świeży zapach innego wilka. Ewidentnie był to basior. Mieszanina gruszki i kwaśnego jabłka wyjątkowo dobrze się ze sobą komponowała, sprawiając przyjemne wrażenie. ~ Czyżby wilczyca miała gościa?~ Zastanawiała się piaskowa. Przed wejściem do jaskini postanowiła zawołać jej właścicielkę, aby nie doszło do niekomfortowej sytuacji.
– Nabi? Hej, tu Shanar. Nie przeszkadzam? – Spytała i chwilę czekała na odpowiedź, aż z pogrążonego mrokiem korytarza wyłoniła się kremowa sylwetka.
– Witaj. Co cię do mnie sprowadza. – Spytała. Pawona nie wiedziała, jak wilcza siostra to robi, ale swoje oczy miała skierowane wprost w kryształowe patrzałki pisakowej. Potrzebowała krótkiej chwili, by dobrać słowa. Zmęczenie dawało o sobie znać, jednak nic oprócz przekrwionych oczu i nieco wolniejszych reakcji nie dawało o tym znać. Pawona wzięła wdech, po czym niechętnie przyznała, czego poszukiwała.
– Nie masz może zapasu melisy? Albo, czy mogłabyś mi zdradzić, gdzie ją znajdę? Jeszcze nie odnajduję się zbyt dobrze w okolicy. – Przyznała jak szczerej przyjaciółce. Kremowa wilczyca jednak pokręciła głową.
– Niestety, nie mam wystarczających zapasów w jaskini, ale Ereden mógłby Cię zaprowadzić w odpowiednie miejsce. – Oznajmiła ze spokojem niewidoma. Pawona zastrzygła uszami, słysząc nowe imię. – Eredenie? Spotkamy się następnym razem. Pomożesz naszej alchemik. – Oznajmiła, gdy tylko sylwetka basiora zaczęła wyłaniać się z jaskini. Pawona zwróciła swój wzrok w kierunku zdecydowanie wyższego od niej basiora. Przedstawiciel płci przeciwnej miał niemalże śnieżną sierść, zdobioną z rzadka czarnymi znaczeniami i waniliową „maską” na pysku. Jego świecące oczy zmierzyły Pawonę. Wilk musiał opuścić nieco pysk, by dokładnie jej się przyjrzeć, z kolei wadera musiał swój zadrzeć do góry.
– Dobrze – Mruknął do Nabi. Zapewne milczałby, gdyby nie fakt, iż wadera była niewidoma. Milczenie wilka było nawet Shanar na łapę, byle by dostała to, czego szukała. Po chwili przypatrywania się sobie i szufladkowania na różne sposoby nadszedł czas by wrócić do ważniejszych spraw.
– Możemy ruszać? – Spytała prosto z mostu piaskowa, gdyż Nabi opuściła dwójkę wcześniej. Czekała na ruch basiora, gdy ten przytaknął ruchem głowy i ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Shanar dumnym, jak to ma w zwyczaju, krokiem ruszyła za nim. Para wilków szła przez zielony las. Zbliżało się lato, a sam obraz był piękny, mimo iż słońce praktycznie nie wyłaniało się zza chmur, czy też gałęzi. Pawona skrycie podziwiała i fascynowała się tutejszą przyrodą. Klimat umiarkowany jest dla niej czymś nowym i fascynującym. Chłodne pory roku nie przeszkadzały jej tak bardzo, gdy mogła podziwiać takie cuda natury. Wadera musiała jednak przyznać, że obawiała się zimy, o której tyle słyszała, a nie miała nigdy z nią odczynienia. Wilki szły w ciszy. Wadera pogrążona w swych myślach i fantazjach, które zapobiegały jej zaśnięciu na łapach, a młody basior z czujnie postawionymi uszami. Ereden nie oglądał się za siebie. Chciał mieć już to zadanie z głowy. Jakaż była jego ulga, gdy dotarli na miejsce.
– To tutaj – Oznajmił wilk, zatrzymując się przed niezbyt stromym zboczem boru, którego podłoże wyścielał dywan z melisy lekarskiej. Zamierzał odejść, jednak głos wadery zatrzymał jego działanie. Ereden spojrzał na Wilczycę, która skupiwszy swój wzrok na roślinach, zwracała się ewidentnie do niego.
– Mógłbyś mi pomóc? Potrzebuję większych zapasów, a szkoda iść taki kawał tylko po kilka gałązek. – Było to raczej stwierdzenie niżeli pytanie, jednak głos wilczy miał w sobie coś takiego, że basior bez sprzeciwu przytaknął ruchem pyska i dumnym, acz energicznym krokiem zabrał się do zbierania roślin. Piaskowa wadera, zadowolona z takowego przebiegu sytuacji, również ruszyła do pracy. Zanurzyła się niczym rekin, w morze ziela, tak że tylko głowa wystawała jej od czasu do czasu ponad busz. Wyćwiczonymi ruchami ogona, zebrała rosę z okolicznej roślinności i splotła z niej coś na kształt sieci, do której to wrzucała zerwane przez siebie gałązki z dorodnymi liśćmi. Gdy sieć się zapełniła i pyski wilków również, nasi bohaterowie udali się wolnym krokiem w kierunku jaskini wadery. Zbliżało się południe, a piaskowa wilczyca niezależnie od woli od czasu do czasu uginała się na łapach. Nie uniknęło to uwadze basiora, jednak ten, milczał, widząc, iż Shanar uparcie szła dalej.

< Na miejscu >
Po dotarciu do jaskini wilczycy, palenisko nadal lekko się tliło, uwalniając przyjemny żar, grzejący wnętrze. Dom wadery składał się z dwóch poziomów. Parteru, gdzie to znajdowało się palenisko nieopodal szczeliny (wentylacji), wyżłobiona kamienna misa, do której zbierała się deszczówka, kąt ze stołem oraz półkami, na których stały kryształowe naczynia, w większości wypełnione różnymi substancjami oraz coś, co miało przypominać i pełnić funkcję schodów. Parter wyposażony był w otwór przypominający okno (obok misy z wodą), przez który Pawona zaopatrywała się w deszczówkę oraz wejście. Oba otwory obrobione zostały w taki sposób, by można było je zasłonić grubymi skórami. Na piętrze z kolei dwie ściany wypełnione były różnymi zwojami spisanymi na skórach (w tym znaczna część na skórach aligatora) oraz ogromne posłanie leżące w centrum. Legowisko skonstruowane było ze sporej ilości, grubych i miękkich futer, głównie w białych, kremowych oraz piaskowych barwach. Uroku temu miejscu dodawały suszące się wiązki ziół oraz grzybów, a także coś na kształt niewielkiej norki, w której to poukrywane były różne pióra, zwierzęce nóżki, łuski i inne cudactwa. Gdzieniegdzie mrok jaskini rozświetlały fluorescencyjny mech lub porosty. Całość wkomponowana została w spory klif znajdujący się w lasku, dosłownie pięć minut od Jeziora Lac de Cristal. Dość daleko od jaskiń pozostałych członków watahy, jednak owo miejsce było specjalnie wyproszone u władz. Argument, który przemówił to wyjątkowe właściwości tutejszej wody, po którą trzeba by było pofatygować się przez większość terenów watahy.
Wadera odgarnęła łapą kotarę ze skory i wpuściła basiora do środka, po czym sama wkroczyła za nim. Sufit był dość wysoki, głównie przez wzgląd na bogactwo aromatów, które musiały się tu pomieścić. Pawona ruchem uszu wskazała Eredenowi schody prowadzące na piętro. Gdy ten nieco niechętnie poszedł w wyznaczonym kierunku, Shanar ugięły się łapy, sprawiając, że z cichym jękiem wylądowała w niezbyt zgrabnej pozycji leżącej. Wykończona pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku. Wzięła kilka wdechów i wydechów po czym, wykrzesała z siebie resztki energii na dotarcie do miejsca docelowego. Nim zwróciła uwagę na poczynania basiora, odstawiła cały zapas melisy w kąt, a wodę wyprowadziła pod krzak na zewnątrz. Opadła jak długa, na swoje legowisko, po czym odwróciła pysk w stronę basiora.
– To pólka z powieściami – Wymruczała, a basiora przeszedł ledwo zauważalny dreszcz. Odwrócił się podenerwowany w stronę właścicielki tejże kolekcji.
– Wiem. Tylko się rozglądałem. – Powiedział zdecydowanie, choć wilczycy coś podpowiadało, że był podejrzany. Olała swoją intuicję, chcąc na chwilę zregenerować siły na tyle, by móc w znośny sposób podziękować wilkowi za pomoc. – Ładna kolekcja. – Przyznał po chwili basior. ~ Oczywiście. W końcu moja. ~ Pomyślała.
– Dziękuję. Może kiedyś pożyczę Ci jakiś łapopis. – Odpowiedziała po chwili. – To wszystko, możesz iść. Dziękuję za pomoc. – Nie czekała jednak na to, co zrobi wilk. Oczekiwała, iż był on na tyle ułożony, że się zmyje. Zasnęła, wykończona trzema dniami pracy. Ereden jednak nie opuścił jaskini piaskowej wilczycy. Stał i przez chwilę mierzył każdy jej centymetr wzrokiem, by po chwili podejść jeszcze raz do półek ze zwojami i zabrać jeden z nich. Wypalona była na nim obrazkiem małego jabłka z czaszką w środku. Ów piktogram wyraźnie zaciekawił młodzika. Był to zwój o Hippomane mancinella, jednak spisany został w ojczystym dialekcie Shanar, czego nie był jednak świadomy wilk. Ereden ostrożnie opuścił progi jaskini, po drodze przyglądając się kolekcji składników na parterze. Basior spacerkiem udał się, w sobie znanym kierunku, pozostawiając śpiąca alchemiczkę i jej dom, daleko w tyle.


<Eredenie?>

Jak Ci pójdzie odczytywanie „szyfru”? Myślisz, że Pawona zauważy brak, zwoju, czy pożyczenie go uszło Ci płazem? Nazwa rośliny nie jest napisana wprost. Ona również została zaszyfrowana ;3
Dla chętnych dodam, że oprócz różnicy języka używany jest też inny alfabet ;)

PS. (przerywniki i dopiska do słów „uszło Ci płazem?” mają łącznie 21 słów ;3)

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1903
Ilość zdobytych PD: 951 + 5% (47 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 998

niedziela, 27 marca 2022

Od Pawony do Sininen ~ "Mango i Strateg"

Po miesiącach drogi dotarłam na tereny kolejnej watahy. Uśmiechnęłam się pod nosem, starając się ustalić, co może mnie tu czekać. Uważnie obwąchałam okolicę, wyczuwając woń niezbyt licznej grupy wilków. ~Nawet lepiej, choć w razie nieprzyjemnej konfrontacji i tak nie wyjdę z tego cało. ~ Był piękny, słoneczny poranek. Na niebie nie dostrzegłam żadnej chmurki, a delikatny wiaterek przynosił wiele nowych informacji. Przeszłam kawałek, gdy do mych, sporej wielkości uszu doszły ciche szmery. Szybko zorientowałam się, że dobiegają one zza szeleszczących nieopodal zarośli. Zatrzymałam się i wyprostowałam. Na moim pysku gościł zawadiacki uśmiech.
- Witam. Z kim mam przyjemność? - powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie, a mym oczom ukazała się wadera o ognistych skrzydłach i z lekka zaskoczonym wyrazie pyska.
- Z Alfą. - powiedziała pewnie wilczyca, szybko dominując rozmowę. Po chwili dodała — Kim jesteś i co robisz na terenach mojej watahy?
- Oh, przepraszam — ukłoniłam się lekko, na tyle, na ile pozwalał mi bagaż w postaci skurzanych torb, na mych plecach. - Jestem Pawona Shanar z odległej watahy z południa. Poszukuję miejsca dla Alchemika. - odpowiedziałam z powagą. Przez chwilę obie mierzyłyśmy się wzrokiem.
- To by tłumaczyło Twoje uszy... Masz jakieś magiczne talenty, czy polegasz tylko na swojej wiedzy? – spytała, wskazując na moje wyposażenie. Z skór wydobywał się intensywny zapach suszonych ziół, kilka wiązanek wystawała spod prowizorycznego zamknięcia, mającego ochraniać moje skarby, przed deszczami. Po dłuższej chwili skrzydlata usiadła. Zrobiłam to samo, delikatnie zsuwając z grzbietu ciężary. Zaczęłam tłumaczyć, kim jestem. Nie było w końcu sensu, robić sobie wrogów.
-Wytwarzam niewielkie przedmioty z Kryształu, potrzebne do pracy alchemika. Przędzę też wodę. - powiedziałam, na co zaczęłam kreślić jeden ze schematów łapami. Zebrałam kilka kropel rosy z pobliskiego krzewu. Nadałam im kształt ptaka i sprawiłam, że latał chwile wkoło nas. Gdy zaprzestałam ruchu Łap, woda z pluskiem spadła na ziemię, wracając do ziemi. Skrzydlata wilczyca przytaknęła ze zrozumieniem. - Moim najbardziej znanym wytworem jest silny lek znieczulający i rozluźniający, ale w razie potrzeby zajmuje się też wytwarzaniem innych substancji takich jak maści, trucizny, czy nawet drobne bronie, w postaci krótkich ostrzy. Poszukujesz kogoś takiego do swojej watahy? - spytałam, przygotowując się do ruszenia w dalszą drogę, jednak odpowiedź wadery mnie zaskoczyła. Intensywnie myślała nad czymś, po czym cicho wydychając powietrze i jakby zgadzając się ze sobą, spojrzała na mnie poważnie. Uśmiechnęła się miło.
- Nadasz się idealnie na Alchemika w mojej watasze. Chodź, pokażę Ci jaskinię, w której możesz mieszkać. Mamy tam od razu mały zapas ziół. - powiedziała i wstała, czekając, aż do niej dołączę. Gdy również wstałam, zbierając sprzęt, uśmiechnęła się szerzej i powiedziała do mnie — jestem Renesme. Witaj w nowym domu Pawono Shanar.

< TIME SKIP — POPOŁUDNIE >

Po rozgoszczeniu się w jaskini oraz zapoznaniu się z zakresem zadań musiałam wymienić kilka zdań z czujkami. Gdy w końcu zostałam pozostawiona sama sobie, po szybkim polowaniu na jakże zacnego, młodego bażanta, udałam się na spacer po okolicy. Nogi i uszy poniosły mnie w kierunku niewielkiej polanki, jakieś trzy minuty od mojego nowego domu. Do mych uszu dotarł głosik młodej waderki.
- Nie, nie, nie. Przecież potrafię lepiej! - po chwili mym oczom ukazała się, zapewne roczna wadera o szarym umaszczeniu i nieziemskim ogonie. Przesuwała jakieś kamyki na ziemi. Była tak pochłonięta czynnością, że nawet nie zauważyła, kiedy podeszłam bliżej. Zatrzymałam się jakieś dwie długości ogona za waderą, po czym zagaiłam niby z lekkim śmiechem, ale i zainteresowaniem:
- Nad czym tak myślisz młoda damo? - wadera wzdrygnęła się, słysząc mój głos. Odwróciła pyszczek w moją stronę i przez chwilę mierzyła mnie wzrokiem, nerwowo przy tym ruszając końcówką swego pięknego ogona. - Ach co za maniery. Jestem Pawona Shanar. Nowa alchemiczka watahy, ale możesz mówić mi po prostu Pawona. A Ty? - uśmiechnęłam się przyjaźnie. Wilczyca rozchyliła lekko wargi, zapewne chcąc coś powiedzieć. Chwilę się wahała, po czym odpowiedziała.
- W porządku... - Jej głos był wyjątkowo neutralny, wyprany z większych emocji. - Jestem Sininen i — tu przerwała, zapewne zastanawiając się, czy może mi zdradzić coś więcej. — grałam w taką grę logiczną. - wyjaśniła, wskazując na ułożone w szyku kamyki. Jej ogon dalej lekko drgał, jednak głos niewiele zdradzał.
- Gra logiczna mówisz? Lubię takie. Są rozwijające i pozwalają się zrelaksować. Mogę? - spytałam, chcąc podejść i przyjrzeć się planszy. Sininen tylko przytaknęła ruchem głowy. Po krótkiej analizie stwierdziłam, że to coś na zasadzie pola bitwy. Kamyczki były czarnego i białego koloru. Miały mniej więcej tę sama wielkość. Wyróżniały się tylko dwa z nich, które były większe od pozostałych. - To dowódcy, a to wojska, tak? – spytała, chcąc upewnić się w swoich sugestiach.
- Owszem — waderka przytaknęła. Zamyśliłam się na moment, po czym nakreśliłam pazurem dwie strzałki.
- Gdybym była dowódca czarnych, przesunęłabym siły w tę stronę. Oczywiście, jeśli uznamy, że jest to równinna łąka. — wyjaśniłam, pokazując, o co mi chodzi. Sininen słuchała, uważnie analizując. - wtedy doszłoby do starcia, w wyniku którego jestem w stanie dostać się do dowódcy białych. Widzisz? - Przedstawiłam sytuację, żywo gestykulując − Z tej strony jednostki są rzadziej rozmieszczone. Można je wyminąć. - powiedziałam zadowolona z siebie. Faktycznie ciekawe zajęcie.
- Masz rację. A co byś zrobiła w takiej sytuacji? - spytała, przestawiając kamyki. Zabrała kilka czarnych i dołożyła parę białych. Zaśmiałam się, wiedząc, że bez wsparcia czarne jednostki nie miałyby szans.
- Wystawiłabym smoka — uśmiechnęłam się i przysunęłam jakiś liść, przypominający nieco krokodyla. Postawiłam „pionek” na naszym niewielkim polu bitwy. Kątem oka dostrzegłam zaintrygowane spojrzenie waderki.
- A jeśli nie masz wsparcia smoka? Wilki raczej się z nimi nie lubią — dodała po chwili.
- Poszukałabym alchemika z jakimś dymem obezwładniającym, albo skrytobójcy, który prześlizgnąłby się między Twoimi wojownikami. - stwierdziłam po chwili namysłu. - Masz jakiś inny pomysł Sininen? - spytałam, chcąc poznać zdanie młodszej, wyraźnie zafascynowanej strategiami wadery. Kącik ust wilczycy nieznacznie poszybował w górę, a jej łapy sprawnie przemieściły czarne kamyki. Na ziemi pojawiły się strzałki i niewielkie rowki, zapewne będące czymś w rodzaju fortyfikacji, albo pułapek. Młoda przedstawicielka watahy, coraz bardziej mnie intrygowała.

<Sininen?>
Czy tok rozumowania Pawony przypadł Ci do gustu? Może dowiesz się czegoś ciekawego w trakcie rozmów toczonych przy kamykach?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 943
Ilość zdobytych PD: 471
Obecny stan: 471
Pawona Shanar
Piwonia, Pawona, Shanar

Płeć: Wadera | Wiek: 2 lata 6 miesięcy | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 2 (82/3100 PD) | Stanowisko:Alchemik
Właściciel: [GM] alpakacookie@gmail.com | [DC] Wka122#1755 | [DG] CookieAlpaka
AutorCookieAlpaka