Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zostajemy tu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zostajemy tu. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 września 2021

Od Naharys'a c.d Piny ~ Zostajemy tu / Nowe znajomości



Stałem jak długi kołek wbity głęboko w ziemię. Kopara lekko mi opadła. Wpatrując się jak Pina po tym, co zrobiła, zaczęła skocznymi krokami zmierzać ku mojej siostrze. Lonya zaś siedziała w cieniu, rzucanym przez młodą sosenkę, z miną pełną uznania oraz pewnego rodzaju zdumienia. Zaraz po tym podszedłem do pań, z namalowanym mimowolnie bananem na pysku. Musiałem wyglądać wtedy kretyńsko.
- Lonya, a ją co napadło? - zapytałem, wskazując na mega zadowoloną Pinę.
-"Miłość rośnie wokół nas..." - Lonya zaśpiewała swym słodkim i melodyjnym głosem. - Tylko jeszcze brakuje spokojnej, jasnej nocy.
Lonya zaśmiała się głośno, zarzucając głowę w górę. Mnie jednak cholernie nie było do śmiechu. Wpatrywałem się w obie panie bez cienia wesołości. Nikt jednak nie wiedział, że to pozór jedynie.
- Lonya, gdzie moja sarna? - spytała Pina z namalowanym na swym pyszczku chytrym uśmieszkiem.
- A więc to był zakład, hę? - zapytałem z początku agresywnym tonem. Stało się tak, jak się spodziewałem. Ich uśmieszki powoli zmazywały się z pyszczków. Po chwili dodałem tonem, zmienionym o sto osiemdziesiąt stopni.
-Znajdzie się dla mnie trochę sarniny?
- Jak sobie upolujesz, kołku! - powiedziała Lonya gniewnie, ale jakże mistrzowsko udawanym. Wiedziałem to po jej lekko uniesionym kąciku ust.
Ostatecznie skończyliśmy polowanie na sarnę, którą moja siostrzyczka winna była Pinie, a ja jedynie wspomogłem ją w dotrzymaniu umowy. Koniec końców cała trójka cieszyła się soczystą, grubym obiadem. Tego po treningu mi brakowało, a jednocześnie wspomnienia z rodzinnych stron wracały, niczym strony poprzedniego rozdziału. Też po treningu zajadaliśmy się zdobyczą w ciepłym, rodzinnym kręgu. Pamiętam, jak mięśnie ostro grały pod skórą, zaś mama opowiadała nam historie o magicznych istotach, które można spotkać w lesie. O niebezpieczeństwu czającym się w dolinie wiecznie skutej lodem, gdzie żywi tracą swe dusze, które później są spaczone przez demoniczne moce.
- Pamiętasz Exan, jak rodzice opowiadali nam wiersze i historie przy ognisku oraz kawale sporego mięsa?
- Tak, pamiętam, jakby to było wczoraj. - odparłem, wracając wspomnieniami do tamtych czasów.
- Jakie historie? Wiersze? - wyskoczyła Pina z zainteresowaniem w głosie.
- Chcesz posłuchać, ale ostrzegam, że zapamiętałem tylko tę negatywną. Nadal chcesz posłuchać?
- Pewnie! - oznajmiła ostatecznie Pina.
- W naszych stronach wiersz zatytułowano "Pieśnią o lodzie". A brzmi ono tak.
"Jęzor szkaradny ogniem pluje.
W dolinie bieli swe korytarze rysuje.
Korona lodu wznosi się wysoko
Aż pod pięty samego Soko.
Tam swe ziarno zło sieje
Ciepło i dobro wręcz nie istnieje.
Tam brat bratu kły w serce wbija.
Tam zimny oddech śmierci w powietrzu się wzbija.
Tam się rodzi zło szkarłatne
W łonie wiecznych łez.
Tak się maluje obraz smutny
Doliny wiecznej zmarzliny Targmarynu. "
Ja i Lonya recytowaliśmy zwrotkę po zwrotce poematu, którego nauczyliśmy się od rodziców. Pieśń miała dać do zrozumienia każdemu, że nawet zło ma miejsce na tym świecie. Nie można go ignorować, nawet gdy wilk ma położyć się spać. Pina z zainteresowaniem nas słuchała i wydawałoby się, że nie widać po niej cienia strachu.
- Nie wyglądasz na zmartwioną?
- A czym? Przecież to tylko wiersz i to całkiem ciekawy.
- Dobrze więc gołąbeczki, ja wracam do swych pacjentów. Do zobaczenia, bracie. - Zanim odeszła, trąciła mnie czule swym ogonem w ramię. Patrzyliśmy tak na siebie znad niedojedzonej sarniny, ze szczególną uwagą. Oboje byliśmy brudni od juchy, która powoli zaczęła krzepnąć na naszych pyszczkach.
- Ścigamy się? - zaproponowała po chwili Pina.
- Z pełnymi brzuchami? Będziemy ociężali.
A poza tym, co z sarną?
- Wrócimy po nią. No nie daj się prosić, Exan! - zawołała z namalowanym na pyszczku chytrym uśmieszkiem.
- No dobrze, dam Ci pobiec dwadzieścia metrów przed siebie. Z moimi łapami dogonię cię z łatwością.
- No wiesz? - wydała z siebie Pina krótkie westchnienie, ale po chwili namysłu, kiwnęła głową. I jak to ona, wykorzystała swą szansę.
- 3...2...1...Start!
Pina pomknęła o dziwo szybkim biegiem przed siebie, zostawiając za sobą tumany kurzu. Jak na jej wzrost, wadera szybko biegała.. Ma jakiś talent? Po chwili rzuciłem się za nią w pogoń, czując podświadomie, że zabawa zamieniła się w kotka i myszkę. Chyba źle ją oceniłem, sądząc, że na swych krótkich łapkach nie zdoła pokonać nawet kilku metrów. Uwierzcie mi na słowo, że w tamtym momencie zrobiło się mi strasznie głupio. Już sobie też wyobrażam, jak Pina w duchu naśmiewa się ze mnie. Niech się śmieje na zdrowie, mała cwaniara...
- AAAA!!
- Pina?!! - zawołałem wystraszony nagłym jej krzykiem, dobiegającym od strony gęstej ściany lasu. Sprintem zboczyłem ze ścieżki, skracając sobie drogę skrótem, a w głowie, będąc pod napięciem emocji, zaczęły się kreować wizje nieprzyjemnych rzeczy dla Piny. Kolejny niedźwiedź, który nabrał ochotę na małą waderkę. Jakiś obcy Wilk może jej teraz robić krzywdę. Jak się okazuje, odpowiedź szybko mi się nasunęła, jak na tacy.
Pina leżała na ziemi, jakby wpadła na stojącego przed nią basiora. Wyglądem przypominał mieszańca, u którego wilcze geny widocznie dominowały w jego posturze. Silne łapy, masywny pysk. W doskoku dotarłem do Piny, oddzielając ją swym ciałem od nieznajomego.
- Pina, wszystko w porządku? - zadałem pytanie, nie tracąc ze wzroku płomiennych oczu obcego basiora.
- Tak, wszystko w porządku. - odparła i stanęła obok.
- Kim jesteś? - zapytałem nieznajomego na chwilę obecną spokojny tonem. Moje mięśnie łap były w każdej chwili gotowe do wyprowadzenia ataku, ale nie dałem tego po sobie poznać.
- Ty pierwszy. - odpowiedział basior. Jego głos był dość wyniosły, typowy dla wilków, które miały zaszczyt urodzić w rodzinie Alfy. Mój zaś był czysty, płynny.
- Naharys Exan Ravennight.
- Atrehu. - przedstawił się. - I zanim zaczniesz zadawać absurdalne pytania, co zrobiłem twojej przyjaciółce, od razu mogę powiedzieć, że nic takiego. Wpadła na mnie, gdy biegła.
- Wierzę Ci. - odparłem z opanowanym i chłodnym spokojem, nie odkrywając wzroku z oczu Atrehu. - Jesteś tutaj nowy? Wcześniej cię nie widziałem.
- Tak, dołączyłem niedawno.
- Pina! - zawołał jakiś głos, dobiegający zza pleców Atrehu, a w następnym momencie pojawiła się równie niska, co Pina, urocza wadera o zachwycającej grzywce i oczach.
- Tsumi! - odpowiedziała na odzew Pina i obie panie przywitały się serdecznie.
- Wy się znacie? - zapytaliśmy chóralnie. Ja i Atrehu.
- Tsumi to moja mentalna siostrzyczka! - powiedziała i obie panie wpadły w cichy chichot. No nie powiem, ciężki kamień spadł mi z serca.
- Przyjaciele Tsumi są też moimi przyjaciółmi, ty również. - oświadczył po chwili Atrehu.
- No nie wiem. - odparłem pozbawionym ufności tonem.
- Exan, Atrehu zna się z Tsumi. A to oznacza, że możesz mu ufać, jak ja ufam jej. - wtrąciła się Pina, wchodząc między mnie a basiorem. Pina zwróciła się po chwili do Atrehu.
- Zjecie z nami sarninę. Niedawno polowaliśmy.
- Hmmm.. Czemu nie, jeśli to ma zapieczętować nową znajomość. - Płomienne oczy skierowały się ku Pinie.

<Pina, Atrehu? >


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1046
Ilość zdobytych PD: 523 + 5% (26 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 1119 + 549 = 1668

poniedziałek, 13 września 2021

Od Piny c.d Naharys'a ~ Zostajemy tu

- Co ci się tak spodobało noszenie mnie? - Zapytała rozbawiona.- Umiem chodzić.
- Tak, ale moje tempo chodzenia to twój szybki trucht, nie pamiętasz?
- Co ja poradzę, że genetyka mnie nie lubi i poskąpiła mi wzroku? - Wymamrotała udawaną obrazę, co wywołało parsknięcie Exana. Kto by pomyślał, że znajdą nic, porozumienia tak szybko zresztą, hah.
Spacer na miejsce docelowe umilali sobie rozmowami albo raczej żartami, skoro co chwila ktoś wydawał z siebie rozbawione odgłosy. W takich właśnie pozytywnych nastrojach dotarli na miejsce treningowe dla wojowników, gdzie to już trenował Hinata, co na ich widok kiwnął głową. Nie chcąc męczyć towarzysza, niska wadera delikatnie zeskoczyła z grzbietu Exana i zajęła miejsce obok w cieniu, w formie ochrony przed słońcem. Może nie grzało aż tak, wolała dmuchać na zimne.
Pina, co tu ukrywać, z uwagą obserwowała trenującego basiora i to na tyle, że ograniczyła rejestrowanie otaczającego ją świata. To był powód, dla którego wzdrygnęła się na nieco rozbawiony głos innej wadery obok.
- Rozumiem, że to pewnie jest bardzo pasjonujący obrazek, co?
- Ach?! Och, dzień dobry Lonya. - Pina przywitała się po tym mini zawale serca. Pół lisica zerknęła na nią kątem oka, po czym zaraz znowu patrzyła na brata.
- Skaranie boskie z rodzeństwem, co? Ale on zawsze taki był, taki jego urok.
- Coś w tym musi być. - zgodziła się mniejsza.
- Ale wiesz co? - Lonya nagle uśmiechnęła się tak, że było wiadome o jakimś planowaniu.- Mogę się założyć o sarnę, że...
- Że co? - Wizja darmowego obiadu skutecznie ściągnęła uwagę na medyka.
- Że nie dałabyś rady wykonać ku niemu jakiegoś gestu, który jednoznacznie wskazuje na głębsze zainteresowanie.
- Ahaha, na pe... Zaraz, co?
Wyższa jedynie się uśmiechnęła z nutą przebiegłości. Skąd to się nagle wzięło? Spojrzała wyraźnie z tym pytaniem w oczach, jednak nie zyskała odpowiedzi. Zamiast tego, jedynie narzekanie, że myślała o Pinie jako odważniejszej a tu taki klops.
- Bogowie, jakbym słyszała Letho - wymamrotała. Zaraz jednak wstała i rzuciła przez ramię do Lonyi- ale ta sarna ma być tłuściejsza!
Odpowiedzi brak, ale zamiast czekać na nią, podeszła do Exana kończącego trening. Pytanie, jakie powinna była sobie zadać, brzmiałoby następująco: ile czasu upłynęło od rozpoczęcia do zakończenia serii?
- Hm? Co tam słychać? Nie nudziłaś się? - Zapytał po przeciągnięciu się i zauważeniu koleżanki. Machnęła łapą na znak, że wszystko gra.
-Spokojnie, wszystko w jak najlepszym porządku. - uspokoiła go z przyjemnym oku uśmiechem.- Widziałam, że trenowałeś ciężko, chciałam ci jakoś dać nagrodę za twoje starania.
- Och, co takiego?
- Zniż trochę głowę. - poprosiła, co zaraz zrobił. Pina wykorzystała tę okazję i zaraz delikatnie pomiziała go po uchu swoim noskiem. Zaraz odsunęła się lekko zarumieniona i z cichym chichotem oznaczającym zawstydzenie, wycofała się, by zaraz wesoło wystrzelić jak z procy przed siebie.

Naharys? C:

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 439
Ilość zdobytych PD: 220
Obecny stan: 711 + 220 = 931

Od Naharys'a c.d Piny ~ Zostajemy tu

Pierwszy tydzień minął odkąd ja i moja siostra dołączyliśmy do watahy i zdołaliśmy przez ten czas wyciągnąć same pozytywy. Oboje mieliśmy jakieś zajęcie, któremu z pasją się oddawaliśmy. Lonya wzbogacała się co jakiś czas o kilku nowych pacjentów, zaś ja do czynienia miałem z treningiem wraz z innymi wojownikami. Tego dnia niezbyt dobrze się czułem, ale starałem się zrozumieć dlaczego. Po prostu nie wyspałem się z powodu dręczących mnie koszmarów, których Bogu dzięki nie pamiętam. Zamiast udać się na trening, swój czas poświęciłem na poszukiwaniu jakiegoś zacienionego miejsca. Jakiejś ostoi, gdzie będę mógł się w spokoju zdrzemnąć. Znalazłem je pod cieniem niskiego buczka, otoczonym ostrokrzewem. Cień i schronienie przed wzrokiem innych. Tego teraz potrzebowałem.
Ułożywszy się wygodnie, szybko zapadłem w twardy, mało szczegółowy sen, który brutalnie został przerwany przez kogoś, komuś zachciało się żartów. I tym kimś była Pina. Poderwałem się lekko, myśląc z początku, że zostałem zaatakowany, zaś w następnej chwili spostrzegłem, że ktoś na mnie leży. Fioletowe piękne oczy wpatrywały się we mnie z rozbawieniem. Pina ułożyła brodę na mojej klatce piersiowej i wywaliła jęzor.
- Wstawaj śpiochu! - zawołała wesoło.
- Pina?! O cholera, Pina! - zaniepokojony zilustrowałem waderkę swym zaniepokojonym wzrokiem. - Jakby co, nic nie widziałaś, dobrze?
- To znaczy, czego nie widziałam? - zapytała tym swoim uroczym głosem.
- Noo, że ja tu tak śpię. Jakby zamiast ciebie, obudziłaby mnie alfa, byłbym w drodze do granicy ze śladem kopniaka na rzyci.
Na moje słowa, Pina zachichotała cicho, po czym zbliżyła swój nos blisko mojego.
- Nie martw się. Nic nie widziałam ani nie słyszałam. Umówmy się, że mnie tu nie było.
- Dobrze. Dobra dziewczynka. - odparłem, dziarsko się uśmiechając, po czym zerwałem się na równe łapy. Teraz to Pina leżała na plecach w cieniu rzucanym przez moje ciało.
- A skąd możesz wiedzieć, że jestem dobra? - mruknęła, nie ruszając się z miejsca, bo nagle schyliłem się ku niej, aby nasze oczy zaliczyły bliższe spotkanie.
- Ja wiem wszystko. Pamiętaj o tym. - mruknąłem i ponowiłem swój dziarski uśmiech.
- Dobrze, panie niebezpieczny. Co dzisiaj robimy?
- Chce ci się iść ze mną na trening? Co prawda lekko spóźniony...
- Pewnie. Nigdy nie widziałam cię w akcji. Pora to odhaczyć.
- No do jazda. - oznajmiłem, po czym poderwałem Pinę w powietrze i zarzuciłem ją na swój grzbiet.
- Już nie mam bandaża, pamiętasz?
- Pamiętam, ale tak jakoś zdążyłem się przyzwyczaić.

<Pina? >

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 377
Ilość zdobytych PD: 189
Obecny stan: 930 + 189 = 1119

Od Piny c.d Naharys'a ~ Zostajemy tu

Mimo iż rozmawiali co nieco podczas wspólnego powrotu do jaskini, wadera raczej miała ułożoną głowę na nim w ten sposób, że brodą opierała się o jego bujne futro na karku. Swoją drogą, jakie to było komfortowe i mięciutkie... Przez jej myśl przeszło wspomnienie z wczesnego dzieciństwa, kiedy to miała kilka okazji do zasypiania wtulona w któregoś ze starszych braci, jednak żaden z nich nie miał równie przyjemnego futra. Mimo to cieszyło ją coś takiego. Czy zbrodnią było nazwać to zjawisko, że czuła się po prostu ukojona na pewien sposób? Odłożył ją pośrodku jej niezbyt obszernego lokum i przed opuszczeniem sąsiadki życzył dobrej nocy, nim zniknął w mroku ogromnej jaskini. Napawając się ciszą, ułożyła się i przymknęła oczy. Kiedy już myślała o zaśnięciu... Pina ocknęła się i rozejrzała wokół, całkiem zapominając o jednej sprawie z wcześniej, która nie dawała jej spokoju o poranku, konkretniej z momentu poznania dwójkę rodzeństwa. Cóż, po raz kolejny zapomniała zapytać się nowego znajomego o jedną kwestię. Mając na uwadze scenariusz, że najprawdopodobniej nie zaśnie dziś, dopóki nie zapyta się o tę pierdołę, zamyśliła się. Godzina nie powinna być jeszcze na tyle późna, ale Exan mógł zwyczajnie już spać po dzisiejszych atrakcjach... Z tych myśli wyrwał ją głuchy łoskot i ciche bluzgi nieopodal. Ach, czyli jednak nie śpi. „Spróbować zawsze warto” pomyślała sobie i zaraz, odciążając poturbowaną łapę, skierowała się do najbliższej wnęki od jej własnej, którą zajmowała. Oczywiście najpierw zapukała, dając znać o swojej obecności.
- Cześć, wybacz późną porę, ale... Kim do licha jesteś i co robisz w jaskini Exana? - Nieco podniosła głos na widok zupełnie obcego czarnego wilka, który właśnie przecierał głowę, jakby miał chwilę wcześniej bliskie spotkanie z którąś z półek. Tamten zamrugał powiekami i spojrzał na nią.
- Pina? Co tu robisz?
- Exan? - Zapytała się nieco oszołomiona na usłyszenie tego samego głosu, tym razem od kogoś innego. Z wrażenia bez wiedzy własnej, osunęła się do pozycji siedzącej.
- To ja. - może i się lekko uśmiechnął, jednak mogła się założyć o śniadanie, że w jego aurze była nerwowa nuta.
- Co ci się stało? - Patrzyła się na niego, jakby doszukując jakichś ran czy jakichkolwiek uszkodzeń ciała. - Przecież...
- Moje futro ciemnieje nocą, taka przypadłość. Nie rozumiała jednej rzeczy: dlaczego to jej wyjaśnił? Przecież równie dobrze mógł powiedzieć coś w stylu „to nie twój interes”, jak to często słyszała od swoich braci przez ciekawość z jej strony. A jeszcze odpowiedział jej to raczej spokojnie...
- Czy to boli? - Spytała się cicho, znajdując się znacznie bliżej wilka. Z bliska sierść basiora nie wyglądała na odmienną od tej, którą miała okazję poznać w ciągu dnia, wydawało się to jedynie kwestią koloru.
- Nie, wcale. - odparł spokojniej i nieco ciszej. Przyjrzała się jemu oczom. One również zmieniły barwę... - Wystraszona?
Nie, nie była. To dalej był Exan, wilk, którego tamtego dnia poznała i na start uratował jej skórę. Mimo innych kolorów był taki sam jak za dnia. Powiedziała mu to. Po tygodniu wadera już poruszała się normalnie, w końcu pozbyła się bandaża, który wysoce jej pomagał, ale denerwował jak sam pierun. Oczywiście, tego zbawiennego dnia miała sporo do roboty, więc niemal w biegu wszystko robiła. Zaiste całkiem zabawny widok przedstawiała: taka mała postać, tak szybko popylająca. Ledwo co zwolniła z uwagi na bycie zaczepioną przez inną waderę w geście rozmowy, w charakterze pomocy. W zasadzie to musiała wyhamować.
- Dzień dobry Pino. - głos jej był nieco podenerwowany. - Bardzo przepraszam, że ci przeszkadzam, ale czy mogłabym liczyć na twoją pomoc? Widziałaś gdzieś Renesmee?
- Och? Właśnie kieruje się do niej. Chodźmy razem.
Faktycznie, obie wpół spokojnym wpół szybkim krokiem przemierzały trasę przed sobą. Naturalnie, zawsze znajdzie się jakaś przeszkoda i otóż ją miały! Pewien samiec rozłożył się w poprzek wąskiego, acz jedynego przejścia do pokonania.
- Um, przepraszam, ale potrzebujemy iść tędy... - wydukała nieśmiało. Tamten spojrzał leniwie na obie wadery i uśmiechnął się raczej rozbawiony nieporadną pierwszą. Pina aż za dobrze to znała.
- Hm, ależ mi tu wygodnie...
Brewka u Piny nawet nie drgnęła, przerabiała to z braćmi. Kątem oka jednak zarejestrowała, że pewne rodzeństwo przechodzi kawałek od nich. Olać, stanie się.
- Powiem to tylko raz... - zaczęła słodko Pina, czym ściągnęła sobie uwagę leżącego obiboka. Druga wadera chciała coś wnieść, ale nie zdążyła, gdyż Pina wręcz ryknęła. - RUSZŻE TO SWOJE WIELKIE LENIWE DUPSKO I ZRÓB PRZEJŚCIE!
Basior jak nie podskoczył, tak od razu zabrał się i cofnął na dwa metry wystraszony tej mniejszej.
- Co mówiłaś? - zapytała się uroczo koleżankę, ponawiając krok. Gdzieś dalej usłyszała zdrowe parsknięcie, ale nie za bardzo się tym przejęła. Wielbić wychowanie przez starszych braci, z którymi też musiała tak działać, amen.


Naharys? XD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 746
Ilość zdobytych PD: 373
Obecny stan: 338 + 373 = 711

Od Naharysa c.d Pina ~ Zostajemy tu

Mocno zarumieniony słowami mojej koleżanki i jak się okazuje, sąsiadki, co jednocześnie sprawiło, że zacząłem czuć nowy przepływ pewności siebie. Pina z wdzięcznością jadła to, co udało mi się upolować. Bardzo cieszył mnie fakt i to całkiem przyjemny, że udawało mi się zapewnić, jak najwięcej dobrej zabawy mojej towarzyszce. Ukradkiem zerknąłem na nią, gdy brała kolejny kęs. Nie rozmawialiśmy zbyt dużo podczas posiłku, dlatego przerwałem panującą między nami ciszę.
- Masz tu jakąś rodzinę?
- Tutaj? Nie, ale w poprzedniej watasze opiekowało się mną dwóch braci. Rodzice zginęli. Nawet nie wiem jaka była tego przyczyna, jednakże nie żałuję czasu, spędzonego z braćmi. A co z twoją rodziną?
- No więc.. Moi rodzice są najwyższej rangi oficerami. No... Nie miałem z nimi zbyt łatwego życia, ale też bardzo się kochaliśmy.
- Czyli oboje nie żałujemy czasu rodzinnego. Wspaniale. - odparła łagodnie Pina, ale w jej głosie dało się wyczuć coś jeszcze.. Pewnego rodzaju radość. Uśmiechnąłem się dziarsko. Jak na razie wszystko idzie gładko. Czułem, jak pewność siebie rośnie z każdą chwilą.
- To, co teraz? Zjedliśmy całkiem przyzwoity posiłek, pogadaliśmy o sobie. Może już czas wracać do siebie. Słońce się już chyli ku zachodowi.
- Tak, wydaje mi się, że tak. Chociaż przez tę drzemkę podejrzewam, że nie zasnę tak łatwo. - Odpowiedziała Pina. Chwyciłem ponownie waderę najdelikatniej, jak potrafiłem. Słońce rzeczywiście w połowie zniknęło za widnokręgiem, zalewając okolicę swym pomarańczowym blaskiem. Bałem się jednak jednej sprawy, bo nie byłem też pewien, jak Pina zareaguje na moją nocną metamorfozę. Raczej niezbyt przyjemnie wyobrażam sobie obraz ogromnego czarnego wilka o intensywnie lśniących złotych oczach, stojącego przed waderką, która bez dwóch zdań zapamiętała mnie jako śnieżnobiałego basiora. Myślę jednak, że nie wystraszę jej tak bardzo. Może i przedstawiałbym się zbyt dobrze w jej oczach, ale nie futro wilka zdobi. Może powinienem jej o tym powiedzieć? Hmmm... Myślę, że wkrótce nie trzeba będzie używać żadnych słów, aby to wyjaśnić, bo gdy słońce skryło się całkowicie, czerń zaczęła powoli i stopniowo ogarniać me ciało, począwszy od czubka puchatego ogona.


<Pina? >

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 326
Ilość zdobytych PD: 163
Obecny stan: 767 + 163 = 930

niedziela, 12 września 2021

Od Piny c.d Naharys'a ~ Zostajemy tu

Waderę rozczulały kwiaty, które dostała pierwszy raz w życiu. Naprawdę, na samą myśl o nich robiło się jej ciepło na sercu, przez co czuła się w niejaki sposób wyróżniona. Poczuła delikatne ciepło na własnym pyszczku, przez co lekko opuściła głowę ku ziemi, czując zawstydzenie. Ta nieśmiałość nieco się zwiększyła, gdy basior wysnuł, według jej sytuacji psychicznej wtedy, całkiem śmiałą propozycję. Pina nie mogła zrozumieć nagłą falę nieśmiałości, która zalała ją. Zamrugała powiekami i nieco uciekła wzrokiem z powrotem na otrzymany bukiet. Exan też wydawał się nieco spłoszony, gdyż odwrócił głowę w bok i podrapał się po karku, jakby przy tym unikając patrzenia na nią.
- To znaczy, nie musisz się zgadzać...
- Brzmi świetnie. - powiedziała niezbyt głośno. - A-ale...
- Ale co? - Zapytał łagodnie. Musiał na nią patrzeć, gdyż czuła na sobie jego wzrok. Ogon Piny lekko zakrył zabandażowaną łapę. Nagle poczuła złość i wstręt do siebie, nie wiedzieć czemu.
- Oferta ważna tylko dziś czy za kilka dni jak nie będzie bandażu?
- Mogę cię zanieść, to nie jest problem. Dopiero na te słowa, ponownie nawiązała z nim kontakt wzrokowy. Dostrzegła tam ciepłe spojrzenie z nutą lekkiego podenerwowania, co nagle ich ogarnęło. Skąd to się wzięło?
- Tylko jeśli nie odczuwasz żadnego dyskomfortu z tą propozycją.
- Żadnego — pokręcił głową z lekkim uśmiechem.
- W takim razie się zgadzam — zarumieniła się i nieco przyciągnęła do siebie bukiet, jakby po prostu potrzebując się przytulić do czegokolwiek.
- W takim razie, zapraszam — to mówiąc, Exan zbliżył się do Piny i wziął ją ponownie na swój grzbiet. Sama poturbowana sprawnie chwyciła swój bukiet, po czym w ten sposób opuścili jaskinię medyczną. Samiec zaproponował od razu upolowanie dla nich obiadu, ale to ona podsunęła pomysł, by najpierw odłożyć bukiet do jaskini, którą zajmowała.
- Gdzie mieszkasz? Czekaj, pójdziemy tam.
- A ty gdzie się zdecydowałeś osiąść? - Zapytała się go zaciekawiona. Exan w skrócie opisał jaskinię, na co się ożywiła. - To ci dopiero. Mieszkamy w tej samej.
- Naprawdę? - Basior lekko się uśmiechnął. Słowa Piny faktycznie się potwierdziły, gdy przybyli pod wejście.- A którą wnękę zajmujesz? Ja tą w głębi po lewej z kilkoma płytami kamiennymi.
- No to jesteśmy sąsiadami. Ja jestem w tej po prawej. Przeznaczenie? - Pina zażartowała, na co oboje się zaśmiali cicho. Exan był takim dżentelmenem, że nie pozwolił na to, żeby Pina zeszła z jego grzbietu i tak zaszedł do jej mniejszego lokum w celu odłożenia bukietu na najbliższą półkę. Kiedy w końcu nie miała w łapach kwiatów, przyszedł czas na wspólny posiłek, który miał im upolować. Nie minęło nawet pięć minut od odłożenia przez niego samicę, a już wracał z dwoma dorodnymi zającami w pysku. Pina była pod wrażeniem, ponieważ nawet mimo jej szybkiego poruszania się, nigdy nie mogła tak od razu czegoś upolować. Właśnie dlatego przez chwilę klaskała dla nowego kolegi.
- Jesteś wspaniały. - uśmiechnęła się ciepło z nieco nieśmiałym śmiechem.

Naharys?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 460
Ilość zdobytych PD: 230
Obecny stan: 158 + 230 = 388

Od Naharysa c.d Pina ~ Zostajemy tu

Zadziwiające. Jestem w tej watasze kilka dobrych sekund, a już zaskarbiłem sobie wdzięczność osoby, której mimo wszystko, jestem winny zadośćuczynienia za szkody. Fakt, lepiej jest spaść i stłuc kolano, niż przenieść się na łono Abrahama przez wściekłego niedźwiedzia. Zasnęła po chwili. Przekręciłem lekko głowę, przyglądając się jej zamkniętym oczom, a następnie poczułem ciepło w sercu, że udało się jej wyjść z tego wszystkiego cało. Opuściłem punkt medyczny, aby zapoznać się z terenami watahy oraz to, żeby przydzielono mi miejsce zamieszkania. Opowiedziałem też o swojej przeszłości i predyspozycjach zaś alfa, zwana Reneesme na podstawie tego, przydzieliła mnie do wojowników. No i super. Gdy Pina zbudziła się ze snu, przy swej lewej łapie ujrzała ściśle związany bukiet kwiatów o mieszanych kolorach i gatunkach, które jeszcze pachniały latem. Potem zaskoczona tym niespodziewanym darem, rozejrzała się po lecznicy. Obok siedziałem ja, czekając, aż moja nowo zapoznana koleżanka zbudzi się ze snu.
- Kwiaty? - wymamrotała pod nosem, ale swym pięknym, fioletowym wzrokiem przyglądała mi się z miłym wyrazem.
- Chciałem ci się jakoś odpłacić za uraz — wyjaśniłem dość nieśmiało, co na moje, było wyjątkowo dziwną sytuacją. Wiecznie pewny siebie, odważny i twardy basior, który całe swe szczenięce lata, spędził na poligonie treningowym, szkoląc się od najlepszych żołnierzy i zabijaków.
- Mówiłam ci, że nic się nie stało, ale za kwiaty dziękuję.
- Pewnie, nie ma sprawy. - odparłem z uśmiechem. Pina ponownie skierowała wzrok na kwiaty.
- Podobają ci się? - zapytałem, tym razem znowu wbiła się nutka nieśmiałości w głosie. Za co z resztą zganiłem się w duszy. Ponadto, gdyby tego jeszcze mało, sam nie wiedziałem, co uczynić. Od kiedy ja się stałem takim wycofanym szczeniakiem?
- Bardzo!
- A jeśli chodzi o kolano to... w ramach dodatkowej rekompensaty może zechciałabyś ze mną coś zjeść?


<Pina?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 283
Ilość zdobytych PD: 142
Obecny stan: 625 + 142 = 767

Od Piny c.d Naharys'a ~ Zostajemy tu

Mała uśmiechnęła się szczęśliwie.
- Tak się cieszę! Na pewno nie pożałujecie tej decyzji — powiedziała ucieszona po usłyszeniu deklaracji rodzeństwa. Nawet nie zorientowała się, że zaczęła machać ogonem z radości.
- Jesteś przeurocza — nowa członkini zachichotała. - Słodki z ciebie szczeniak.
- Emmm... Nie jestem dzieckiem — powiedziała, leżąc po zakasłaniu, który najpewniej miał tłumić śmiech.- Jestem dorosła.
- Ahaha... Zaraz, co? - Oboje spojrzeli na fioletowooką.
- Wiem, genetyka ssie. Nie jesteście pierwsi ani ostatni.
- Potwierdzam. Gdy wczoraj ją poznałam, to pierwsze co zapytałam, to, czy się zgubiła rodzicom - zaśmiała się niezręcznie przechodząca Renesmee. Pina już nawet się tym nie przejmowała, nie miała wpływu na swoją wysokość, więc umiała z tego żartować. Alfa zwróciła się do drugiej samicy w jaskini.- Lonya, mogę cię prosić na słowo? Po wyjściu obu, jedyny basior zwrócił się do rannej.
- To moja wina, że jesteś ranna. Przepraszam.
- Dlaczego?- Spojrzała na niego pytająco. Było to na tyle ciekawe, ponieważ od razu poczuła z nim więź i dlatego zachowywała się bardziej uroczo, acz dziecinnie. Same problemy z tą płcią, nie próbujcie nawet jej zrozumieć.
- Dlatego, że to ja stworzyłem tę pułapkę. Dlatego przepraszam — skierował swe spojrzenie na opatrzoną kończynę wadery. Kontuzja nie była aż tak poważna, jednak medyk wolał nie narażać jej na większe ryzyko, stąd wzięła się decyzja o opatrunku u Piny.
- Ale uratowałeś mi życie — przekrzywiła nieco w bok swoją głowę. Zaraz się zaśmiała.- Lepsze stłuczenie niż bycie potrawką dla niedźwiedzia.
- Ale jak to się stało? Z czystej ciekawości.
- Z czystej ciekawości to powiem, że biegnąc, gleba mnie oszukała i wpadłam w jego legowisko. To chyba była niedźwiedzica, bo zaraz z furią chciała zrobić ze mnie chodniczek.
Exan zaśmiał się cicho, słysząc jej poczucie humoru, którego nawet nie ukrywała. Zaraz jednak ucichł, ponieważ Pina położyła głowę na swe przednie łapy i przy tym wtuliła się w jego bok.
- Uratowałeś mnie. Dziękuję ci bohaterze - powiedziała cicho, by zaraz oddać się w objęcia snu po nadmiarze emocji z tej całej przygody.

Naharys?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 317
Ilość zdobytych PD: 158

Od Naharys'a do Piny ~ Zostajemy tu

Było wczesne popołudnie. Drzewa w oddali przybierały złocistą barwę, pomieszaną z czerwienią oraz brązem. Koniec lata już nadszedł, drobnymi kroczkami zbliżała się jesień, a za nią czaiła się sroga, nieprzewidywalna zima. Taki obraz malował się mi przed oczami, gdy przystanąłem na wysokim szczycie skalistego wzgórza. Nieopodal w dole, rozciągało się wielobarwne wrzosowisko, sięgające niemalże prawie do kolan.
- Widzisz coś ciekawego? - zapytała moja, w tym momencie, najbliższa mi rodzina. Moja przybrana siostra stanęła obok mnie, pociągając przeciągle nosem.
- Nie, po prostu podziwiam widoczki - odpowiedziałem dziarsko.
- Uuu, nie wiedziałam, że z ciebie taki wrażliwiec, braciszku. - odparła Lonya udawaną ironią, po czym, jak to miała w zwyczaju, trąciła mnie lekko swym ogonem w brzuch.
- Błagam cię, wiedz, że nawet taki skurczybyk, jak ja, ma w sobie minimum uczuć. - parsknąłem wesoło. Ruszyliśmy dalej przed siebie. Drugi dzień mijał nam sprzed nosa powolnym, ślamazarnym tempem, a niebo powoli ogarniała kołdra granatu. Blask księżyca padał słabo na moje, stopniowo ogarniane przez czerń, bujne futro na szyi.
- Nadal nie mogę przyzwyczaić się do twojej nocnej metamorfozy - przyznała Lonya.
- A co? Jestem straszny? - zapytałem z uśmiechem, lustrując lisicę swymi oczami, które przybierały powoli złocisty kolor.
- Nie. Bardziej dziwny i porąbany. Ale takiego cię własne lubię, bracie.
- Nie martw się, rankiem znów zaświecę ci przed oczami śnieżnym tyłkiem. Polanę przeciął nasz głośny, przeciągły śmiech. Początek ranka rozpoczął się wesołym, melodyjnym trelem słowików wśród drzew, a gdy niezbyt szeroko otworzyłem oczy, w niewyraźnym obrazie dostrzegłem upolowaną zdobycz, obok czekającą na mnie Lonyę.
- Pobudka śpiochu! - zawołała wesoło i wetknęła mi w pysk spory kawał króliczego udźca. Uśmiechnąłem się tylko i zaczęliśmy poranny, dość skromny posiłek.
Wraz z południem nadszedł lekki, wschodni wiatr, który niósł ze sobą mnóstwo zapachów. Wilczych zapachów. Czyżby wataha? Chwilę później zrobiliśmy postój do wczesnego popołudnia. Ten czas poświęciłem na realizacji mojego pomysłu na pułapkę. Wiem, wiem, że ta pułapka była stara, jak sam grzech, jednakże z małym, drobnym dodatkiem. Wykopałem głęboki dół, kosztem niewielkiego, wręcz bajecznie niskiego wysiłku. Zanim słońce minęło najwyższy punkt na niebie, pułapka była już gotowa. Przyjrzałem się swemu dziełu z wielu stron. Z dwóch stron, biegnącą leśną ścieżkę przecinały drobne linki aktywacyjne, które po zerwaniu, obojętnie z której strony, zrzucały na głęboki, zakryty liśćmi i mchem dół, po tym, jak ofiara wpadnie do środka. Idealny sposób na przechwycenie grubego zwierza. Nie dane mi jednak będzie przetestować jej skuteczności, gdyż musieliśmy ruszać dalej. Nie pokonaliśmy nawet dziesięciu metrów, gdy nagle usłyszeliśmy głośny ryk, przywodzący na myśl wściekłego niedźwiedzia oraz krzyk strachu. Pobiegliśmy w stronę pułapki i zauważyliśmy uciekającą przed niedźwiedziem drobną postać, która szarpnęła niewidoczną linkę. Niespodziewanie dla niej, wpadła, jak piłka w dołek. Wedle mego planu, pień idealnie zablokował wylot. W głębi duszy czułem nieopisaną dumę ze skuteczności własnego dzieła, ale po chwili zrozumiałem też, że owa postać została bezpiecznie oddzielona od niedźwiedzia. Wraz z Lonyą ruszyliśmy szarżą na dziką bestię...
Zwierzę ranne, wściekłe, umknęło w głąb lasu ze śladami oparzeń, a w powietrzu roznosił nieznośny fetor palonego futra.
Po chwili nadszedł ten moment, gdy wilka opuszcza napięcie, a w sercu gości spokój. Moment, w którym należy zerknąć, co też wpadło w moją pułapkę. Wspólnymi siłami, ja i Lonya, odciągnęliśmy zawalony pień. Na dnie widzieliśmy skuloną, drobną wilczycę, pozornie wyglądającą na szczeniaka.
- Wszystko w porządku? - zapytała Lonya, gdy ja wpatrywałem się w samicę z oszołomieniem w oczach. Otrząsnąłem się lekko, po czym zaproponowałem swój ogon, jako linę ratunku. Wadera złapała się mocno zębami, aż stłumiłem jęk bólu. No zgryz, powiem wam moi drodzy, że ta maleńka miała dość odczuwalny, nawet dla takiego kawału chłopa, jak ja. Gdy wciągnąłem wyderkę na brzeg, straciłem nagle równowagę i wyrżnąłem szczęką o ziemię. Odwróciłem się, pomasowałem podbródek i spojrzałem najpierw na siostrę, która próbowała zagadać do pokrzywdzonej wadery.
Następnie podniosłem się na równe łapy i stanąwszy przed nią, zapytałem uprzejmym barytonem.
- Nie zrobiłaś sobie czegoś? - Wadera zadarła głowę do granic możliwości w górę, a w jej fioletowych, pięknych oczach błysnął zachwyt.
- Ale jesteś ogromny - powitała mnie z podziwem.
- Też miło mi cię poznać. Masz w pobliżu jakąś rodzinę? Watahę, może trzeba się tobą zaopiekować.
- Wataha, niedaleko stąd. Chodź, zaprowadzę... AAA! - krzyknęła z bólu wadera, po czym spojrzała na swe stłuczone kolano, które z chwili na chwilę, nieprzyjemnie puchło.
- Wiesz, w tym stanie, to ty nigdzie nas nie zaprowadzisz - skomentowała Lonya oficjalnym tonem.
- Zaufaj jej. Jest utalentowaną medyczką. Chodź! - Złapałem waderę bez ostrzeżenia i starałem się, jak mogłem, aby przerzucić ją na grzbiet w miarę z zachowaniem delikatności i ostrożności.
- Mów teraz, gdzie mamy iść. - zakomunikowałem. - Tak przy okazji, to moja siostra, Lonya, a na mnie możesz mówić Exan.
- Pina, miło mi. To twoja siostra? Nie wyglądacie podobnie.
- Jestem jego przybraną siostrą - dodała Lonya. Wataha, jak mówiła Pina, nie była daleko, skierowaliśmy się w kierunku punktu medycznego, gdzie mogliśmy się zaopiekować naszą nową, piękną nieznajomą. Nagle drogę zagrodziła nam wadera z bajeczną, kolorową grzywą.
- Co się stało? - zapytała kolejna nieznajoma.
- Reneesme, miałam wypadek, a oni mi pomogli - powiedziała Pina. Wadera, nazwana przed chwilą Reneesme, zmartwiła się nieznacznie, po czym zdecydowała się towarzyszyć nam w drodze do medyka. Tam zaopiekowano się Piną, a ja byłem przy niej, gdyż byłem jej to winien. W końcu, to w moją pułapkę miała pecha wpaść, ale z drugiej strony, uratowałem ją. Po chwili Lonya wróciła do mnie z uśmiechem.
- Reneesme złożyła nam propozycję dołączenia do watahy. Zgadzamy się?
- Pewnie, czemu nie - odpowiedziałem spokojnie.
- To oznacza, że zostajecie z nami? - zapytała Pina. Sam byłem zadziwiony, że dałem radę podjąć tak ważną decyzję bez namysłu. To wiązało się z tym, że czekają nas pewne obowiązki wobec watahy, ale zawsze w czymś jest jakiś plus. W końcu znaleźliśmy ostoję, jakiś punkt zaczepienia, w którym poczujemy się, jak w domu.
- Tak, zostajemy.

<Pina? >

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 935
Ilość zdobytych PD: 466
Obecny stan: 159 + 466 = 625