Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stara znajomość nie rdzewieje nigdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stara znajomość nie rdzewieje nigdy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 listopada 2021

Od Itami c.d Atrehu ~ Stara znajomość nie rdzewieje nigdy

Zaraza, mór, franca i trąd niech zabiorą mój niski wzrost!~ Pomyślała sfrustrowana Itami, gdy nie mogła dostrzec królika, którego zdołała wywęszyć, jednakże z drugiej strony była na dobrej, aczkolwiek niepewnej drodze. Każdy fałszywy ruch, każde nieopacznie wykonany krok, mogło spowodować, że ofiara zdoła ją usłyszeć i łacno uciec w popłochu. Węch podpowiadał jej, że kieruje się w dobrym kierunku, a wrażliwe uszy wskazywały, iż jest bliska celu. Starała się poruszać cicho, jak kot, przy tym nabierając nieco gracji. Jej lisi, wielobarwny ogon, bez najmniejszego szelestu, przesuwał się między źdźbłami trawy, a gdy jej nos wyściubił spod kurtyny zieleni, ujrzała to, czego szukała. Dosłownie kilka metrów od niej, odwrócony tyłem, biały królik, zajmował się swymi sprawami, a gdy próbowała postąpić kilka kroków naprzód, nastąpiła na gałązkę, która trzasnęła momentalnie. Królik z przestrachem w oczach uniósł uszatą główkę i obejrzał się za siebie, po czym kilkoma susami czmychnął w zarośla.
~ Teraz albo nigdy! - warknęła w myślach i pobiegła w ślad za królikiem. Przytłoczona stresem, wywołanym przez myśli o porażce, sprawiło, że zapomniała o wszystkim, co przekazał jej Atrehu. Nie miała wyciągniętych pazurów, ale starała się wytężyć słuch i węch. Zapach strachu ofiary doprowadził ją na trawiastą równinę i dostrzegła, jak przecina ją biały, pędzący naprzód punkcik. Nie zamierzała dać za wygraną! Puściła się w szaleńczy pęd za ofiarą. Musiała pamiętać, aby nie przeciążać się wysiłkiem, ale musiała to zrobić. Dla siebie! Aby udowodnić Atrehu, że umie! Że da radę... I nie dała rady. Królik, zaledwie kilka kroków od pyska Itami, odbił gwałtownie w prawo, a wadera momentalnie wpadła w nagły poślizg, szorując tyłkiem po zielonej trawie... a potem stoczyła się ze stromego pagórka, niczym futrzana piłeczka. Ostatecznie z piskiem wylądowała na pierzynce gęstej trawy. Tak przypuszczała, że znów zawaliła kolejny pościg, więc w pewnym sensie nie zawiodła się zbytnio. Była przygotowana na porażkę. Nagle z lewej usłyszała śmiech, który stawał się coraz głośniejszy, a w następnej sekundzie, ujrzała załzawione oczy Atrehu. Rzuciła mu gniewne spojrzenie, aczkolwiek po chwili zaczęła się śmiać razem z nim. Samiec stanął dosłownie nad nią, a jego nos zawisł o kilka cali nad jej nosem.
- Mam dwie złe wiadomości. Pierwsza, będziesz musiała obejść się bez kolacji... druga, zawaliłaś test. - po wypowiedzeniu ostatniego słowa, puścił jej oczko.
- Aż tak źle? No wiem, wiem... jestem beznadziejna.
- Nie prawda, zakradłaś się do królika na piątkę, ale na koniec schrzaniłaś... nie przejmuj się, kiedyś w końcu ci się uda. - Jego oddech był ciepły i przyjemny, aż poczuła w środku uderzenie nagłego gorąca.
- Tak myślisz? - odparła, uśmiechając się niewinnie. Wpatrywała się w płomień jego oczu, które swym urokiem dosłownie obezwładniały, gęste futro poruszane przez delikatny wiatr, falowało w jego rytmie. Itami wodziła oczami po jego ciele... od ust, masywnej klatki piersiowej. Atrehu w jej oczach dosłownie tryskał męskim urokiem, ale chciała się jakoś opanować. Samiec pomógł jej wstać, otrzepać futro z pyłków.
- Wiesz, od czasu mojej tułaczki, aż do teraz marzyłam, aby znaleźć się blisko basiora... - Itami, co cię nagle wzięło na zwierzenia?~ Zapytała siebie w myślach, ale było już za późno. Atrehu bowiem podszedł do niej, zbliżył swój pysk blisko jej policzka, ale nie skłonił się do pocałunku, jak zakładała wcześniej. Czuła jedynie jego ciepły oddech.
- Wiesz, że jestem do twej dyspozycji... - szepnął jej do ucha zadziornym i na swój sposób wyuzdanym tonem. A potem podgryzł ją delikatnie, czując lekki ucisk mocnych zębów.
- Hej, hej... nie pozwalaj sobie na zbyt wiele, cwaniaczku! - Wstała i skierowała się w stronę leśnej głębi, lecz gdy odwróciła głowę, obdarowała Atrehu psotnym wzrokiem.
- No dobrze... a teraz czas na drugą część treningu... - odparł, uśmiechając się figlarnie, chociaż sama nie wiedziała czemu, za tymi słowami coś się kryło. Nie trzeba chyba mówić, co. Ruszył w jej stronę pewnym i zdecydowanym krokiem, po czym zbliżył swój nos do miejsca pod uchem. Itami poczuła, jak jej ciało zalewa fala drżenia.
- A co z waderą, która ci towarzyszy? - spytała niepewnie.
Atrehu nie odpowiedział jej od razu, lecz postąpił pewny ruch, którego się nie spodziewała, a jego wręcz zadowolił. Była na tyle niska, że Atrehu bez problemu stanął nad nią, a swą lewą łapą zniżył jej głowę, aż podbródkiem dotknęła wilgotnej ziemi.
- Myślę, że nie będzie mieć nam to za złe, jak przyłożymy się do... lekcji.
- Tylko bądź delikatny, proszę...
- Będę...
Następny ruch, którego się mogła w żaden sposób przewidzieć, było uczucie zaciskających się zębów na karku Itami i nieregularny oddech Atrehu na skórze. A potem jakoś to szło...

( Dwie godziny później)

Minęło może kilka chwil, zanim doprowadziła się do jak największego porządku, jeśli chodzi o euforyczne drżenie jej ciała. Nie przypuszczała nigdy, że czas spędzony z jej przyjacielem z rodzinnej watahy, doprowadzi ją do całkowitego zapomnienia o wszystkim i kompletnie oddać się przyjemnościom. Przyjemnościom z treningu oczywiście, bo z czegóż by innego?! Nagle obok niej stanął Atrehu, który bez ostrzeżenia zbliżył pysk do jej prawego ucha.
- Byłaś wspaniała... - wyszeptał.
- Dzięki - odparła z udawaną nieśmiałością, po czym wydała z siebie cichy chichot. Samiec przyszpilił ją wzrokiem, pełnym dziwnego spokoju. Poza tym płomienie szalały w źrenicach, niczym grzywa rumaka w szaleńczym galopie. Porażały pięknem, zmuszały do uległości.
- Czas poszukać Tsumi, myślę, że przyda się jej nasze towarzystwo.
- Więc do dzieła.

(Koniec wątku).

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 849
Ilość zdobytych PD: 425
Obecny stan: 425

sobota, 6 listopada 2021

Od Atrehu c.d Itami ~ Stara znajomość nie rdzewieje nigdy [+16]

Tego co czułem, nie dałoby się opisać słowami. Potworny ból, wszechogarniająca rozpacz, ogromna wściekłość, szok i w końcu chęć wbicia swych ostrych kłów w tętnicę mojego brata. Takie właśnie uczucia odbijały się w moich oczach w trakcie i długo po tym, jak Itami opowiedziała o wydarzeniach sprzed swojej ucieczki. Widziałem łzy w jej oczach, gdy o tym mówiła. Czułem, jak krwawi jej serca, a ciało wypełnia żal. Przez chwilę mogłem poczuć to, co ona. Choć nie zrobiłem nic złego, nie potrafiłem sobie wybaczyć. Zostawiłem ją tam, na pastwę tego tyrana. Wiedziałem, że Lupus jest zdolny do wszystkiego, ale mścić się na niewinnej samicy? I tylko dlatego, że mieliśmy ze sobą kontakt? Jakim potworem trzeba by być, by zrobić coś takiego. Nie rozumiałem i nie wiedziałem, czy chcę zrozumieć. Trzęsąc się jak osika na wietrze, z trudem hamowałem wybuch. Moje oczy całkowicie zamieniły się kolorami.
- Atrehu, wyjdź i ochłoń. - ciepły głos Tsumi z trudem przebił się przez szum, który drażnił moje uszy. Posłuchałem jej jednak. Z impetem wybiegłem z jaskini, kierując się Bóg wie gdzie. Było już ciemno i chyba przeraźliwie zimno, a ja pchany przez instynkt, pędziłem przed siebie. Mroźny wiatr smagał moje futro, ale nie czułem nic poza złością. Wspomnienia pojawiały się i znikały. Co rusz inne. Potrząsnąłem gwałtownie głową, pragnąć się od nich odpędzić, jak od wkurzającej muchy. Na niewiele się to zdało. Moje łapy prowadziły mnie same. Na przemian balansowałem między pozbawionymi już całkowicie liści drzewami a ostrymi krzewami, które cudem mnie jeszcze nie zraniły. Może się powtórzę, ale nie wiem, nie chciałem się też nad tym zastanawiać. Po prostu dałem się ponieść. Nim się jednak spostrzegłem, stałem z powrotem u wejścia do jaskini. Całkowicie zziajany, zmęczony, z wywieszonym jęzorem. Było mi na przemian gorąco i zimno. Mięśnie mi drżały, przeholowałem. Nie mniej jednak uspokoiłem się na tyle, by na powrót stać się sobą. Wziąłem głęboki wdech, po czym go wypuściłem ze świstem. Wyrównałem oddech. Pozwoliłem mięśniom się rozluźnić. Moje oczy wróciły do normalności. Moja aura nie miała w sobie nic z tego, czym emanowała jeszcze chwilę temu. Trochę to trwało, lecz w końcu wszedłem do środka. Natychmiast opatulił mnie gorąc, czułem przyjemne ciepło. Zlustrowałem wnętrze, od razu dostrzegając Tsumi. Nie zastanawiając się, podszedłem do niej, skradając przy tym słodkiego całusa. Wadera wydawała się na początku zaskoczona, ale już po chwili nasze języki wirowały w szaleńczym rytmie. To był szybki, acz niezwykły całus. Wystarczający, by poprawić mi humor. Spojrzałem na nią czule, a ona wiernie przylgnęła do mego boku. Zamknęła oczy wyraźnie rozluźniona. Uśmiechnąłem się delikatnie, przysiadając na ziemi. Po chwili jednak westchnąłem ciężko, zastanawiając się, co dalej. Powrót do watahy jest niemożliwy, aczkolwiek z wielką chęcią bym to uczynił. Z jeszcze większą patrzyłbym, jak z mojego przeklętego brata ucieka życie. Jak gasną jego zimne i pozbawione skrupułów oczy... Jak... ~ Zamiast gdybać, co by było, gdyby, powinienem skupić się na teraźniejszości. - pomyślałem, nastawiając uszu. Przez dłuższą chwilę panowała zupełna cisza. Poczułem się dość nieswojo i nawet obecność Tsumi nie pomagała. Nie, żebym nie był przyzwyczajony. Po prostu dziwnie tak jakoś. Nagle z pobocznej komnaty dało się słyszeć plusk wody. ~ Wygląda na to, że trochę sobie poczekamy. - położyłem się na ziemi, czekając na powrót Itami. Głowę ulokowałem na łapach i ziewając przeciągle, zamknąłem oczy. Mała drzemka dobrze by mi zrobiła. Odgłos łap uniemożliwił mi jednak tę czynność. Na dodatek zostałem dźgnięty w bok przez moją małą słodką partnerkę. Niechętnie podniosłem łeb, spoglądając na Itami. Wadera wyszła z kąpieliska i zaczęła iść w moją stronę. Wstałem, nie spuszczając ją z oczu. Musiałem przyznać sam przed sobą, że jest inna niż kiedyś. Zmieniła się, wydoroślała. To nie była już ta sama dziewczynka, z którą bawiłem się wcześniej. Teraz to piękna, dojrzała kobieta. Jedyną rysą w całokształcie, to jej wychudzone ciało. ~ Hmm... a gdyby tak...
- To, co teraz zrobimy? - głos wadery niósł się echem po jaskini. Zastanowiłem się chwilę, ale przecież nie mam nic do stracenia, a owe umiejętności, z pewnością jej się przydadzą.
- Pomyślałem, żeby wybrać się z tobą na polowanie, aby cię co nieco nauczyć. - uśmiechnąłem się szeroko, spoglądając na nią ciepłym wzrokiem. Nasze spojrzenia się spojrzały. Serce Itami gwałtownie przyśpieszyło swe bicie.
- Ale... ja nie mam ani daru, ani umiejętności... - spodziewałem się tej odpowiedzi. Wszak już za dziecka miała problem z polowaniami. Dwie lewe łapy. Przypomniało mi się, jak zawalała kolejne próby, aż w końcu dała sobie spokój z dalszą nauką. Postanowiłem więc, że trochę ją podręczę i przynajmniej spróbuje czegoś nauczyć.
- Nic nie szkodzi. Poświęcę ci tyle czasu, ile będziesz chcieć. Aż nie pojmiesz zasad. Jasne? - moje spojrzenie było twarde i zdecydowane. Wyprostowałem się, odwracając ku wejściu. Ruchem głowy, nakazałem jej iść za sobą.
- Tak jest, panie Alfo! - skrzywiłem się nieznacznie na to określenie. Nie byłem alfą i samica doskonale o tym wiedziała. Nie mogła sobie jednak odpuścić, by ciut podgrzać atmosferę. Wyszliśmy całą trójką, lecz w pewnym momencie Tsumi wymigując się obowiązkami, pokierowała się w inną stronę. Nie byłem z tego zadowolony, ale nie miałem tu nic do powiedzenia. Nie byliśmy parą. Nie mniej jednak martwiłem się, czy bezpiecznie dotrze do jaskini. Było już ciemno, a czasy mamy takie, iż lepiej dmuchać na zimne, niż gasić pożar. Skoro jednak obiecałem pomóc w treningu, zamierzałem dotrzymać słowa. Pokierowałem nas ku najlepszemu według mnie miejscu. Przysiedliśmy obok klonu, wokół którego leżały porozrzucane przez wiatr liście. Jesień miała się ku końcowi. W sumie dziwne, że jeszcze nie spadł pierwszy śnieg. Spojrzałem na waderę. Od czego by tu zacząć...
- Pierwsza rzecz, Itami... pazury. - uniosłem łapę, prezentując swoje ostre kolce. Zgiąłem delikatnie opuszki łap. W przeciwieństwie do innych gatunków wilki mają głównie czarne paznokcie, aczkolwiek zdarzają się wyjątki. Zależy od genetyki. Czyste wilki mało kiedy odziedziczają inny kolor. Mieszańce w sumie są mieszańcami, nigdy nic nie wiadomo. - Zapewniają ci przyczepność przy ostrych skrętach, nie możesz mieć ich schowanych, bo po prostu wpadniesz w poślizg! - wadera pokiwała głową ze zrozumieniem, spoglądając przy tym na swoją łapę. Wygląda przy tym na zamyśloną.
- Druga sprawa... ogon! - pomachałem nim przed jej pyszczkiem. Śledziła każdy mój ruch. Dobrze. - Zapewnia ci równowagę podczas biegu. On sprawia, że nie wywalisz się na pysk w trakcie biegu. - instruowałem krok po kroku, upewniając się, że Itami słucha wszystkiego. Mając tę pewność, wyliczałem kolejne podpunkty. - Uszy w górę... - zbliżyłem się do niej, po czym łapą nastawiłem jej uszka pionowo. - Masz ładne, wrażliwe uszy, korzystaj z nich! - uśmiechnąłem się figlarnie, zerkając w jej oczy. Były piękne. Takie jak zapamiętałem. - Jeśli nie zdołasz usłyszeć ofiary, kieruj się węchem. Z pewnością wyczujesz jej strach. Poza tym, jeśli przyczajasz się na ofiarę, powinnaś ustawić się w kierunku przeciwnym do wiejącego wiatru, dzięki czemu, w powietrzu nie roztoczysz swego zapachu, którego z pewnością wyczuje sarna, czy zając. - położyłem się na ziemi, prezentując odpowiednią pozycję. - Uszy połóż po sobie, abyś była mniej widoczna. Twoje uszy mogą cię zdradzić... - Nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym jej przekazać. Teoria teorią, niby ma coś wspólnego z praktyką, lecz trzeba nabrać doświadczenia. Zawsze się coś może zdarzyć. Nikt nie jest przygotowany na wszystko.
- Możemy przystąpić do praktyki?
- Tak, możemy! - entuzjastycznie pokiwała głową. Z uśmiechem podniosłem się do pionu. Ona natomiast zniżyła się do podłoża, lecz było w tym coś nie tak. Tylne łapy praktycznie ze sobą złączyła, a przednie zgięła i dała pod brodę.
- Źle.
- Co? - spojrzała na mnie zdziwiona. Zbliżyłem się do niej, stając dokładnie nad nią.
- Przednia prawa łapa do przodu. Zgięcie w nadgarstku musi być na poziomie nosa. Lewa natomiast do tyłu. Coś jakbyś robiła krok do przodu. - swoimi łapami zacząłem ustawiać jej łapy. Dla zwiększenia efektu zaprezentowałem to jeszcze raz. Wadera starała się dokładnie skopiować moje ruchy. Szło jej to dość niezdarnie. W pewnym momencie sfrustrowana poprawiła ułożenie tylnych łap, podnosząc swój tyłek do góry, jednocześnie zahaczając tym samym nim o moje krocze. Zdębiałem, nabierając gwałtownie powietrza. Ten ruch był niespodziewany, nagły, ale wystarczający, by obudzić mojego przyjaciela. W popłochu spojrzałem na Itami. Zdawała się nawet nie zwrócić uwagi na to, co zrobiła. Wręcz przeciwnie, ze stoickim spokojem ponownie wykonała ów ruch. Wstrzymałem powietrze, starając się opanować. Byłem jednak pewny, że moja męskość wyszła na zewnątrz. Poczułem mroźny wiatr, ale i ciepło w podbrzuszu. Najdziwniejsze w tym było to, iż Itami kompletnie nie zdawała sobie sprawy z całej sytuacji. Skupiona na zadaniu, w końcu zaprezentowała odpowiednią pozę.
- Teraz dobrze. - szepnąłem w jej ucho, delikatnie je przy tym przygryzając. Nie wykonała żadnego ruchu, nie odtrąciła mnie. Wszak już kiedyś tak robiłem. Była to aprobata, gdy coś dobrze zrobiła. Z tą różnicą, że w dzieciństwie miało to inne znaczenie, a teraz inne. Tylko, czy zdaje sobie ona z tego sprawę? Chyba wolałem nie wiedzieć. Z trudem z niej zszedłem. Nie, żebym nie miał na to ochoty, bo miałem i to potworną. Nie chciałem jednak, by pomyślała, że trening to tylko pretekst do tego, by zaciągnąć ją do jaskini. W jakim dokładnie celu chyba dziecko by się domyśliło. No, ale mniejsza. Będąc pewnym, że nie poczuła mojego nabrzmiałego kolegi blisko swojej muszelki, odetchnąłem z ulgą. Wadera patrzyła przed siebie, nie zwracając na mnie uwagi. Idealnie. Miałem więc czas, by ten złowieszczy drań łaskawie się schował. W końcu się udało.
- Dobrze, w takim razie zadanie numer jeden. Znaleźć cel. - spojrzałem w stronę nieba, węsząc nosem wysoko w powietrzu. Itami starała się naśladować moje ruchy, lecz jak można było się spodziewać, przy jej niskim wzroście za wiele nie wyczuje. - Jeśli w powietrzu nic nie czujesz, dokładnie obwąchaj okolicę. - dla przykładu, zbliżyłem swój nos do ziemi. Wadera tupnęła łapą o ziemię, prezentując tym swoje zdecydowanie. Była zmotywowana i właśnie o to mi chodziło. Samica chodziła w kółko po łące, co rusz poszerzając swój krąg. W pewnym momencie zatrzymała się, nastawiając uszu.
- Tam. - ruchem głowy wskazała miejsce docelowe. Ładnych parę-naście metrów dalej, między zaroślami dało się zauważyć białe futerko. Zwierzątko ostrożnie stąpało po ziemi. Opuszki łap ledwo muskały podłoże. Dobrze. Wyszczerzyłem zęby się w jej stronę. Następnie zniżyłem się ku ziemi, dając waderze wskazówkę. Przybrała odpowiednią pozę, powoli ruszając ku dźwiękom. Miała o tyle gorzej, iż z tej pozycji nie widziała ofiary. Musiała polegać wyłącznie na słuchu i węchu.
- Powodzenia. - uśmiechnąłem się zadziornie, nie ruszając się z miejsca.

<Itami? Jak sobie poradzisz?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1664
Ilość zdobytych PD: 832 + 5% (41) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 1498

niedziela, 26 września 2021

Od Itami c.d Atrehu/Tsumi ~ Stara znajomość nie rdzewieje nigdy

Od chwili zbudzenia, prócz palącej suszy w gardle, Itami poczuła rozczulające i ciepłe uczucie, z chwilą zerknięcia na swego przyjaciela oraz jego towarzyszkę. Zaczęła podejrzewać, że to nie była do końca zwyczajna znajomość, albowiem zwęszyła wokół nich niezwykłą aurę. Jednak wczorajszy stan wygłodzenia dawał swe znaki, Itami nie czuła się dziś zbyt dobrze, ale wiedziała, że o niebo lepiej, niż poprzedniego dnia. Ponadto okropecznie suszyło ją w gardle, czuła w ustach jedynie piaszczystą pustynię. Nagle zauważyła, jak Atrehu podnosi się na równe, dobrze zbudowane łapy, po czym skierował się do czegoś, co nieruchomo spoczywało pod ścianą.
- Co to jest? - zapytała, zaskoczona widokiem dziwnego stworzenia, z luźno zwisającą głową łasicy w dół. Ci spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- Więc no... Tsumi na to mówi kolfrenka.
- Kol...kol...kolfrenka? - wypowiedziała w końcu, zachichotała słodko.
- Wiem, twoja reakcja jest podobna do mojej, gdy pierwszy raz to usłyszałem, nie wiem, skąd Tsumi bierze podobne nazewnictwa.
Dobrze było znowu zobaczyć przyjaciela, który... ile już minęło? Rok, odkąd widziała go ostatni raz. Zmierzyła go jeszcze raz ukradkiem i stwierdziła niewinnie, że niewiarygodnie wyprzystojniał. Nie dziwiła się Tsumi, bywa przy nim niemalże prawie cały czas. Otrząsnęła futro z zalegającego pyłu.
- Zacznijcie beze mnie, proszę, a ja może pójdę się czegoś napić... wezmę przy okazji jakąś kąpiel. - zakomunikowała, po czym udała się w kierunku odnogi, która prowadziła do kolejnej części jaskini, wypełnionej źródełkami. Korzystali z niego wszyscy lokatorzy jaskini. W przedsionku było niewiarygodnie jasno, a to dlatego, że przez wyrwę w sklepieniu, przelewały się złote promienie słońca. Oświetlona tafla wody błyszczała intensywnie. Do jej uszu dobiegał szum niewielkiego wodospadziku. Zasilał on rzeczną wodą źródełko obok, gdzie można było wziąć kąpiel. Ta jaskinia to jest szczyt moich oczekiwań ~ pomyślała z uśmiechem. Nabrała kilka łyków zimnej wody, która pobudziła i orzeźwiła jej ciało. W trakcie kąpieli Atrehu pojawił się niespodziewanie za Itami, wraz ze swoją... ukochaną? Sama nie wiedziała, czy tak ją ma mianować.
- Atrehu, baryło jedna, każdego tak zachodzisz od tyłu, jak bandyta? - rzuciła mu prosto w oczy, tylko po to, aby zobaczyć na jego pyszczku urocze zmieszanie, a potem uśmiechnęła się uroczo.
- Atrehu, niestety już taki jest. Potrafi zaskakiwać. - oznajmiła Tsumi i trąciła go lekko swym noskiem, przez co Itami zalała dziwna fala słodyczy i... hmmm... nie, to nie powinna być zazdrość. ~ Masz... a raczej miałaś chłopaka.
~ Ale to było w tamtej watasze. To zamknięty rozdział! - warknęła na siebie w myślach.
- Jak tu trafiłaś? - zapytał po chwili Atrehu.
- Wałęsałam się po pustkowiu jakieś dwa dni, nie pamiętam już. - zaczęła, nabrała trochę wody i opłukała futro na karku. - Potem resztę czasu szwendałam po lesie, zajadając się jagódkami, a jak trafiłam na grupkę łowców, którzy dzielili się ze mną swymi łupami, wtedy można by powiedzieć, że miałam wyjątkowe szczęście.
- Czemu odeszłaś z watahy? - dopytywał.
- Musiałam. Twój brat zagroził mi i mojej rodzinie. Z początku nie wiedziałam, czym sobie na to zasłużyłam, ale... pewnie dlatego, że utrzymywałam z tobą przyjazne kontakty. Lupus wyłapywał twoich znajomych, karał bez powodu i pozamykał w ciemnicy. Moją rodzinę potraktował tak samo, ale tylko dlatego, że się mu postawiłam...
- Postawiłaś się mu? - spytał lekko z niedowierzaniem.
- Tak, ale tylko dlatego, że on... mnie skrzywdził. W dzień po twoim wygnaniu zawezwał mnie do swojej twierdzy. Sama byłam zdziwiona, czego mógł ode mnie chcieć, dlatego też przywitałam go, jak należy i spytałam, czego chce. A ten... - urwała, bo nie chciała krytycznie wypowiadać się o członku rodziny Atrehu. - Bezceremonialnie mnie uderzył w brzuch. Cios był tak silny, że wydawało mi się, że się tam uduszę. Potem zaczął mnie kopać, szarpać, a mój szaleńczy płacz jedynie go nakręcał. - w trakcie opowiadania, Itami wyraźnie dostrzegła zmiany na pyskach towarzyszy. Tsumi słuchała tego z wymalowanym, niemym szoku, a Atrehu wydawał trząść się z narastającego gniewu.
- Zrobił mi wiele krzywd, czułam niewyobrażalny ból, którego... - urwała znowu. Nie chciała, żeby wiedzieli, jak panicznie boi się bólu. - Wgryzał się we mnie, szarpał i miotał mną, w co tylko chciał. Płacz, krzyki go nakręcały coraz bardziej. Doszło nawet do tego, że próbował się do mnie dobrać, ale wtedy przełamałam się przez barierę strachu i użyłam mocy. Jego wszystkie mięśnie były do mojej dyspozycji, dlatego stał tak nade mną, nic nie mógł uczynić. Podniosłam się, spojrzałam mu w oczy i wyszczekałam mu, co o nim myślę. Że może jest Alfą, ale za to marną istotą, która hańbi tę ziemię swym istnieniem. Wtedy jedynie, co pamiętam, to strażnicy dobiegli do mnie i obezwładnili, a Lupus, otrząśnięty spod mego wpływu, skazał mnie z miejsca na śmierć. W tym samym dniu, z więzienia uwolnił mnie mój chłopak, który jest strażnikiem. Kazał mi uciekać, zapewniał, że wszystkim się zajmie. No i oto jestem.
Widziała, że Tsumi nie otrząsnęła się z szoku, a Atrehu był uruchomiony do tego stopnia, że miał zmarszczony pysk. Zakładała, że miał ochotę wyrzucić z siebie wszystkie plugawe przekleństwa, jakie tylko istniały na tym świecie. Odwróciła od nich wzrok. Na wzmiankę o tych wydarzeniach, łzy napłynęły do oczu, ponadto czuła narastający strach, gdy przypomniała sobie o ciosach. Bała się panicznie bólu, dlatego nie chciała, aby widzieli, że jej rany są jeszcze świeże, nadal krwawiące. Żeby ukryć ślady po łzach, zanurzyła głowę w tafli wody, opłukała dokładnie swe błękitne oczy. Po piętnastu minutach wyszła z kąpieliska, otrząsnęła się nadmiaru wody, wystrzeliwując wokół setki kropel w powietrze.
- To, co teraz zrobimy? - zapytała po chwili Itami.
- Pomyślałem, żeby wybrać się z tobą na polowanie, aby cię co nieco nauczyć. - zaproponował Atrehu, obdarowując ją tym swoim, porażająco szarmanckim spojrzeniem. To sprawiło, że poczuła przyjemne ciepło. Bezpieczeństwo.
- Ale... ja nie mam ani daru, ani umiejętności... - odparła, nie będąc jednocześnie pewna, czy ten pomysł jest dobry. Było wielu, co starało się wbić jej zasady i wiedzę łowiecką. Teoria, teorią, ale praktyka totalnie leżała. Zawsze wmawiała sobie, że to brak talentu.
- Nic nie szkodzi. - wtrącił się stanowczo. - Poświęcę ci tyle czasu, ile będziesz chcieć. Aż nie pojmiesz zasad. Jasne?
- Tak jest, panie Alfo! - powiedziała i zaniosła się śmiechem.
Tak z tymi słowami, Itami i Atrehu pobiegli żwawo w kierunku łąki, gdzie miała odbyć się pierwsza ich lekcja. Tsumi zajęta swymi obowiązkami, nie mogła im dłużej towarzyszyć, więc musieli się zająć sobą nawzajem. Przysiedli obok samotnego, młodego klonu, wykrzywionego w dziwną pozę. Jego liście zdążyły już opaść, zgodnie z wolą jesieni.
- Pierwsza rzecz, Itami... pazury. - zaczął Atrehu, uniósł łapę i zaprezentował własne. Były wyjątkowo długie, wykrzywione i ogólnie wyglądające na ostre. Zabójcze. - Zapewniają ci przyczepność przy ostrych skrętach, nie możesz mieć ich schowanych, bo po prostu wpadniesz w poślizg!
Pokiwała głową, po czym spojrzała na swą łapę. Zawsze zapomina wyjmować pazury i dlatego wczorajszego dnia, polowanie było spalone na panewce.
- Druga sprawa... ogon! Zapewnia ci równowagę podczas biegu, on sprawia, że nie wywalisz się na pysk w trakcie biegu, uszy w górę... masz ładne, wrażliwe uszy, korzystaj z nich! Jeśli nie zdołasz usłyszeć ofiary, kieruj się węchem. Z pewnością wyczujesz jej strach. Poza tym, jeśli przyczajasz się na ofiarę, powinnaś ustawić się w kierunku przeciwnym do wiejącego wiatru, dzięki czemu, w powietrzu nie roztoczysz swego zapachu, którego z pewnością wyczuje sarna, czy zając. Uszy połóż po sobie, abyś była mniej widoczna. Twoje uszy mogą cię zdradzić...
Gdy Atrehu tak prawił i prawił, Itami chłonęła każde jego słowo, chociaż w głębi serca poczuła, że to może się nie udać. Wielu mądrzejszych od Atrehu wilków, próbowało ją nauczyć. Nie zasmucając swego przyjaciela, zaczęła nieco wątpić w jego lekcje. Jednakże, kto powiedział, że tym razem może się nie udać? No kto?
- Możemy przystąpić do praktyki? - zapytał po chwili Atrehu.
- Tak, możemy! - odparła z niepewnym entuzjazmem.

<Atrehu, Tsumi?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1243
Ilość zdobytych PD: 621 + 5% (31PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 590 + 652 = 1242

sobota, 25 września 2021

Od Atrehu c.d Itami ~ Stara znajomość nie rdzewieje nigdy

Kolejna nieprzespana noc. Ten sam koszmar nawiedzający mnie od dawna. Nie potrafię się z niego uwolnić, ale też nie znam sposobu, by z nim walczyć. ~ Może, gdybym mógł cokolwiek w nim zmienić bądź choćby wybrać inną drogę... - pomyślałem z przekąsem, przewracając się na drugi bok. Nie usnę już, nie ma szans. Mimo tego nie miałem ochoty wstawać z miękkiego posłania. Skrzywiłem się jednak, gdyż potwornie ścisnęło mnie w pęcherzu. ~ Muszę siku, ale jest mi tak bardzo wygodnie. - Sfrustrowany, warknąłem pod nosem. ~ Nie ma bata, nie wytrzymam. - Bądź co bądź, musiałem się więc ruszyć. Z głośnym jękiem, wstałem na równe łapy. Otrzepując się z resztek snu, zlustrowałem szybko wnętrze jaskini. Niby nic nadzwyczajnego. Pusta komnata z wygodnym posłaniem przy jednej ze ścian. Z lewej strony niewielkie, prowizoryczne schodki prowadzące do jaskiniowego jeziorka. Coś na kształt baseniku, nie wiem, jak to nazwać. Po prawej stronie od wejścia leżał ogromny konar, który z niewielką pomocą Exana, udało mi się tu wnieść. Sam nie wiem, po co go tu targaliśmy. Meh. - westchnąłem ciężko. ~ Nic poza tym tu nie ma. Tak naprawdę, wcale nie jest tu przytulnie. Będę musiał poprosić Tsumi o pomoc. Może ona coś tu zaradzi! - z tą myślą wyszedłem ze swej jaskini. Brzuch zaczął już niemiłosiernie boleć, więc rozejrzałem się wokół. Od razu spostrzegłem swój cel. Nie zważając na nikogo, czmychnąłem w krzaki. ~ Nie, żebym się wstydził robić to przy kimś. To normalny odruch — przeszło mi przez głowę, nim poczułem cudowne ukojenie. Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na otoczenie. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest już południe! Słońce wisiało wysoko nad moją głową, dając przyjemne ciepło. ~ Przespałem pół dnia! A to nowość, od dawna mi się to nie zdarzyło. - Zachichotałem nagle wesoło, mając wrażenie, że ten dzień będzie wyjątkowy — No, a przynajmniej jego druga część. A jeszcze przed chwilą nie chciało mi się wstawać. Zamknąłem oczy, delektując się cudowną, leśną ciszą. Przyjemny wiaterek otulił moją sierść. Słychać było pogwizdywanie ptaków i jeszcze to słoneczko. Żyć nie umierać. Wziąłem głęboki wdech. Wzdychając woń lasu, docierały do mnie bodźce ze wszystkich stron. Mnie jednak interesował tylko jeden, pewien szczególny. Już po chwili go czułem. Do moich nozdrzy dotarł słodki aromat. Uśmiechnąłem się szeroko, a mój ogon zaczął podrygiwać. Zawsze tak jest, gdy czuję jej obecność. Zwróciłem się w prawą stronę, dostrzegając ruch między zaroślami. Jest tak blisko, ale przecież może być jeszcze bliżej. Nie czekając, aż mnie zauważy, podbiegłem do Tsumi w podskokach.
- Dzień dobry śliczna — zaświergotałem jej do ucha, który po chwili delikatnie podgryzłem. Wadera wzdrygła się, a raczej przyjemny prąd przeszedł jej po kręgosłupie. Zamiast się odsunąć, przylgnęła do mego boku z błogim uśmiechem.
- A dzień dobry, widzę, że ktoś ma dziś dobry humor.
- Nie narzekam, aczkolwiek może być jeszcze lepszy. - szepnąłem cicho, czym zwróciłem jej uwagę. Zaintrygowana i zaciekawiona spojrzała na mnie tymi swoimi oczyma.
- Ah tak? - zapytała swym słodkim głosem, a mną aż zatelepało. To uczucie było nieziemskie, ale nie mogłem się tak łatwo poddać.
- Yhym... - z tajemniczym błyskiem w oczach, schyliłem swój łeb ku jej. Domyśliła się, co chcę zrobić, a przynajmniej tak jej się wydawało. A ja, zamiast dać jej upragnione buzi, przewróciłem ją na grzbiet. Zwisając nad nią, miałem najlepszy widok na świecie. Zdziwiona, z otwartym pyszczkiem spoglądała na mnie. Już miałem zacząć tortury w postaci łaskotek, gdy znikąd wyskoczył królik. Dosłownie zatrzymał się tuż przed nami. Był mały, ale smakowicie wyglądał. Oboje z Tsumi zerknęliśmy na siebie. Tak, oboje myśleliśmy o tym samym. Nim puchata kulka zdążyła uciec, rzuciłem się na nią, błyskawicznie zabijając. To trochę dziwne, bo wydawało mi się, że nawet nie próbował się ratować. Na koniec chwilę się tylko rzucał w agonii. I dziwnie pachniał. Zaciągnąłem się jego zapachem, stwierdziwszy, że to nie od niego. Dziwnie znajoma woń nie dawała mi spokoju. Zmarszczyłem brwi, spoglądając w kierunku, z którego przybył. Dźwięk łamanej gałęzi gdzieś bardziej z prawej wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałem w jego kierunku i oniemiałem. Nie, to przecież niemożliwe. To... To się dzieje naprawdę?
- Czy mogłabym...
- Itami?! - rzuciłem zająca na podłogę, wypowiadając jej imię. Przez chwilę miałem wrażenie, że nie dosłyszała. Zamiast tego, tępo wpatrywała się w jeden punkt. Na wszystkich Bogów tego świata, co się stało!? Wpatrzony w wychudzone ciałko wadery, jej widoczne już kości, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Przede mną stała, a raczej chwiała się Itami. Jedyna samica, która stanęła po mojej stronie, w dniu mojego wygnania. Jedyna, która nie widziała we mnie tylko dobrego materiału na męża. Ta sama, która wychowywana była bez biologicznej matki. Teraz jest tu, ledwo przytomna. Nieobecna. Tak daleko od domu, a tak blisko mnie.
- Atehu? Wy się znacie? - spojrzałem na Tsumi, kompletnie zdezorientowany. Przez całą tę sytuację, zapomniałem, że nie jestem sam. Uśmiechnąłem się nieco niepewnie.
- No tak! To moja dobra znajoma z poprzedniej watahy — Itami! Ależ ona nędznie wygląda, niech zje z nami. - zakomunikowałem, zdając sobie sprawę, że z całą pewnością jest głodna, a raczej wygłodniała. Świadczyło o tym jej zachowanie. Brak komunikacji. I chyba mnie nie poznała! Nie czekając na odpowiedź Tsumi, złapałem martwego królika w zęby. Wręcz biegiem położyłem go pod nosek wyczerpanej samicy. Wgryzła się w niego, połykając kawałki bez przeżuwania. Jak tak dalej pójdzie, to się udławi!
- Itami, wszystko w porządku? - zapytałem łagodnie, gdy zwolniła nieco tempo. Spojrzała na mnie uważnie. Przenikliwie i długo, po czym przekrzywiając swój łepek w bok, zmarszczyła mocno brwi.
- Atrehu?
- No w końcu poznałaś! - odetchnąłem z ulgą. Widać, potrzebowała dawki soczystego mięska. Na nowo zaczęła komunikować i ogarniać, co się wokół niej dzieje.
- Wybacz, byłam śmiertelnie głodna. Nie byłam w stanie kontaktować, a co dopiero kojarzyć. - jeszcze raz dokładnie się jej przyjrzałem. Nic się nie zmieniła. Te same błękitno-białe futerko z domieszką brązu, złota i czerni. Ten sam wzór pioruna na jej przedniej, lewej łapie. Te same świdrujące oczy, spoglądające na wszystko z błyskiem. Teraz trochę bardziej przygaszonym. Jedyną różnicą i skazą w jej ciele, była jej wychudzona sylwetka. Przez brak pożywienia, jej futerko straciło blask. Wyglądała strasznie. Nie tak, jak ją zapamiętałem. Jak do tego doszło?!
- Rozumiem. - szepnąłem, po czym spojrzałem na swoją towarzyszkę. - A obok mnie to Tsumi. - uśmiechnąłem się delikatnie, wskazując na waderę obok mnie. Ta, jak to ona, z entuzjazmem zamachała puchatym ogonem.
- Cześć, miło mi cię poznać, Tsumi.
- Najadłaś się? - zapytałem nagle, spoglądając na niedojedzonego królika. Byłem pewny, że wciąż jest głodna. Znaczy, nie wiedziałem, od jak dawna nic nie jadła, a nagły dostęp do pożywienia może okazać się fatalny w skutkach, ale z drugiej strony... - potrząsnąłem głową, pozbywając się potoku myśli. Za bardzo się martwię, na pewno nic jej nie będzie. Musi jeść!
- Nie przeszkadza wam, że za bardzo pozwalam sobie z poczęstunkiem? - jej cichy głosik ledwo dotarł do mych uszu. Była taka niepewna, z wahaniem spoglądała na moją zdobycz. Znałem ją na tyle, by wiedzieć, że wyrzuty sumienia dopadną ją już za chwilę. Nie mogłem na to pozwolić, bo zaś nic nie zje.
- Ależ skąd! Wcinaj, Itami, wcinaj, bo widzimy, że jesteś jakaś... wynędzniała.
- Spróbuj sam przeżyć, żywiąc się kilkoma jagodami na cały dzień, założę się, że wyglądałbyś tak samo. - powiedziała, po czym ponownie wgryzła się w padlinę. Obserwowałem jej poczynania z niepokojem. Nadal połykała w całości duże kawałki. Napiąłem mięśnie, by w każdej chwili być gotowym do pomocy. Wystarczy jeden sygnał, a ruszę do dzi... nie dokończyłem myśli, gdy wadera skończyła jeść. Z królika zostały tylko czyste kości. ~ Kiedy ona to...? Spojrzała sennie na naszą dwójkę, po czym ruszyła w drogę powrotną. Zdezorientowany, zerknąłem na Tsumi. Pokiwała tylko głową, ruszając za Itami. Wspólnie odprowadziliśmy ją do jej jaskini, gdzie bez zbędnych słów, ułożyła się na swoim posłaniu. Nie minęła nawet sekunda, gdy jej oddech się unormował.
- Zasnęła... - przysiadłem niedaleko wejścia. Wciąż byłem nieźle skołowany, ale jednocześnie szczęśliwy. Kto by pomyślał, że spotka mnie tu taka niespodzianka. Przeczucie, że ten dzień będzie wyjątkowy, okazało się prawdziwe. Z jedną różnicą. Nie spodziewałem się, że zastanę swoją znajomą w takim stanie. Dopiero teraz dotarł do mnie sens jej wcześniejszych słów. - Tsumi, czy ona naprawdę powiedziała, że żywiła się kilkoma jagodami na cały dzień?
- Tak... chyba... - moja piękna ułożyła się obok Itami, opatulając ją swym ogonem. - Biedna, przez co ona musiała przejść.
- Ja... nie rozumiem, co ona tutaj robi... - przyznałem szczerze, zbliżając się do samic.
- Długo się znacie? - spojrzałem w oczy Tsumi. Zawahałem się nad odpowiedzią. Bo w sumie nie było o czym mówić.
- Nie. Itami jest ode mnie o pół roku młodsza. Nim opuściłem rodzinne strony, wciąż była szczeniakiem. W sumie ja również uważany byłem za dziecko, ale jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Rozmawialiśmy w sumie niewiele. Zdawkowo. Każdy zajęty swoimi sprawami.
- Pochodzicie z jednej watahy? - zdziwienie na pyszczku Tsumi, wywołało u mnie uśmiech. Była taka słodka, a jej miny roztapiały mnie do żywego.
- Zgadza się. - zawiesiłem na chwilę głos. Zbierałem myśli, by powrócić wspomnieniami do przeszłości. Tej bolesnej, ale zawierającej również miłe rzeczy. Na tych właśnie starałem się skupić. - Widzisz... pochodzę z watahy Sol Rojo. Mój ojciec był szanowanym i uwielbianym przywódcą stada.
- P..przywódcą?! - Tsumi prawie krzyknęła. Oboje spojrzeliśmy na śpiącą Itami, lecz ta nawet nie drgnęła, pogrążona w mocnym śnie. Odetchnęliśmy z ulgą. - Atrehu, ale czy to oznacza, że... no wiesz... że ty...
- Nie... mam starszego brata, który objął tron. - prawie wyplułem to słowo. ~ To ścierwo nie można było nazwać bratem. Brat, nie zrobiłby takiego świństwa członku rodziny. Nie zachowywałby się jak napuszony paw w czasie godów. Nie... - zadrżałem, odganiając ponure wspomnienia. Tsumi, widząc, że zadaje mi ból, zadała jeszcze tylko jedno pytanie.
- Jak zginął twój ojciec?
- Został bestialsko zamordowany przez kogoś z naszych... zabity przez członka sfory... - warknąłem głośno. Moje oczy na pewno zmieniły kolor. Żółty płomień przyćmił ten czerwony. Oddychałem głęboko, starając się uspokoić. Nie wiadomo skąd i kiedy, tuż przy mnie zmaterializowała się Tsumi. Wtuliła się we mnie, a jej słodki zapach wdarł się do mych nozdrzy. Skupiłem się na nim. Był jak narkotyk. Uspokoiłem się po dłuższej chwili. Mrucząc zawadiacko, zacząłem sunąć nosem po jej ciele. Od czubka głowy, po puszysty kark, aż do grzbietu. Gdyby nie jej znaczące chrząknięcie, dotarłbym z pewnością o wiele dalej...
- Wybacz.... - mruknąłem zawiedziony. Dotarło do mnie jednak, że nie jesteśmy tu przecież sami...
- Wybaczone, a teraz się połóż. - wykonałem polecenie bez protestów. Z uwagą obserwowałem, jak wadera układa się na moim grzbiecie. Ona dosłownie się na mnie położyła. Awww, była taka cudowna. - Poczekamy, aż twoja towarzyszka się obudzi. - uśmiechnąłem się z zadowoleniem, gdy głowa wadery spoczęła na moim karku. - Przy okazji, idealna z ciebie poduszka. - zaśmiałem się gardłowo, starając się nie zrzucić jej z siebie. Mała wariatka

< Time speed ~ Jakiś czas później>
Nie wiem, ile czasu dokładnie minęło. Godzinka, dwie? Cztery? Wtuleni w siebie, spoglądaliśmy na śpiącą Itami. Na zewnątrz było już dość ciemno. Przez ten czas zdążyłem jeszcze kilka razy wyjść. Udało mi się nawet upolować to małe, wredne stworzenie przypominające fretkę. Tsumi nazwała to Kolfrenki. Skąd oni biorą takie śmieszne nazwy? Nie lepiej nazwać to jakoś przyziemnie? Ni to łasiczka, ni to fretka. Na dodatek wielobarwne, ze wkurzającym charakterem. Tak czy siak, przeszkadzała mi w polowaniu, więc skończyła jako przystawka. Gdyby ten trzeci raz nie spłoszyła mi jelenia, teraz miałbym dla pań pełną kolację. Tymczasem, muszą zadowolić się tym kolorowym czymś, co leży w koncie jaskini.
- Byliście przy mnie cały czas? - na głos Itami, postawiłem uszy ku górze. Zerknąłem na nią z uśmiechem.
- Tak, chyba nie myślisz, że od tak cię tutaj zostawimy. - zaśmiałem się wesoło, przygryzając wnętrze policzka. Jeny, wypiękniała przez ten rok. To musiałem przyznać. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na jej kobiece kształty. Krótki, lisi pyszczek od razu dawał do zrozumienia, że nie jest ona czystym wilkiem. Tak samo, jak ja, jest mieszańcem dwóch ras. U nas W Sol Rojo nie miało to znaczenia. Akceptowaliśmy wszystkich takimi, jakimi się urodzili. Ważne, by byli silni i zdrowi. Nic innego się nie liczyło. Jestem bardzo ciekaw, jak radzi sobie Lupus. Powinienem go nienawidzić, bo bez jawnych dowodów, pozbył się mnie ot, tak. Wyrzucił jak śmiecia z miejsca, w którym się urodziłem. Pozbawił kontaktów z rodziną... tego ostatniego nie mogłem przeboleć. Nie ważne, że straciłem przyjaciół, a nawet narzeczoną, o której wie tylko Itami. Nie potrafię mu wybaczyć tego, że odsunął się ode mnie, odebrał mi mamę i siostrę, tuż po tym, gdy oboje straciliśmy ojca. - Dawno się nie widzieliśmy, przyjaciółko!
- Ciebie też miło widzieć, przyjacielu. - na nowo skupiłem się na swojej znajomej. Wygląda o niebo lepiej niż te kilka godzin wcześniej. Domyślałem się, że z całą pewnością jest wciąż głodna. Wstałem więc nieśpiesznie, czekając, aż Tsumi ze mnie zejdzie. Z głośnym westchnieniem niezadowolenia, zwlekła się na podłogę.
- A było mi tak wygodnie! - cała nasza trójka zaczęła się śmiać.
- To prawda, jestem mięciutki i tulaśny, ale już późno, a nic jeszcze dziś nie jadłaś. - spojrzałem na moją słodką waderę, która zarumieniła się delikatnie. Następnie ruszyłem do ściany, gdzie pozostawiłem kolorową zdobycz.
- Co to jest!? - spojrzeliśmy z Tsumi na zdziwioną Itami. Przyglądała się temu czemuś tak samo, jak ja za pierwszym razem.

<Tsumiś? Itamiś?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2116
Ilość zdobytych PD: 1058 + 10% (106 PD) za długość powyżej 2000 słów.
Obecny stan: 2954 + 1164 = 4118

Od Itami do Atrehu ~ Stara znajomość nie rdzewieje nigdy

Itami sama nie miała pojęcia, ile też czasu minęło od jej samodzielnej podróży na szlaku, pełnym przygód i niebezpieczeństw, ale jedno wiedziała na pewno, że ten czas właśnie się skończył. Była wyczerpana i strasznie głodna, gdy tutaj dołączyła. Wszystkie łapy błagały ją niemiłosiernie o chwilę odpoczynku, a pusty od kilku dni żołądek nie próbował nawet przerwać swego marszu. Wszystko dlatego, że Itami sama zarzucała sobie fakt, iż nie ma najmniejszych zdolności łowieckich. Przez cały tamten czas, żywiła się leśnymi owocami, oraz korzystała z uprzejmości napotkanych po drodze wilków, którzy użyczali jej drobną część upolowanej zdobyczy. Zazwyczaj trafiała na bezinteresownych, uprzejmych samców ze wpojonym od najmłodszych lat kulturą do wader... no, gorzej było z samicami. Krzywo się jej przypatrywały nawet wtedy, gdy przez myśl jej przeszło zapytać o wspólny posiłek — Wtedy zazwyczaj była zbywana. Musiała obchodzić się smakiem albo zadowolić się słodkimi jagódkami, które nawet lubiła oraz dziko rosnącymi malinami. Zapewne zastanawiasz się czytelniku, dlaczego Itami odeszła od poprzedniej watahy, skoro miała tam swych znajomych, którzy spokojnie zapewniliby jej pożywienie. Otóż odeszła, gdyż podważyła zdanie Alfy i jednocześnie głośno odważyła się powiedzieć, iż jest oszustem i kłamcą. W efekcie Itami znalazła się sama na pustkowiu, skazana na kaprys losu i swoje szczęście. Jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie — powiedziała wtedy do siebie, gdy próbowała zorganizować sobie, chociaż ćwierć z tego, co zjada zwyczajny wilk na przekąskę. Po prostu, do polowania brakowało jej cierpliwości, oraz opanowanej przez tak wielu jej pobratymców umiejętności. Teraz jest tutaj! W innej zupełnie watasze, gdzie panuje tutaj spokój i wolność od samozwańczych skur*****ów. Alfa, Reneesme, okazała się przyjemniejszą i bardziej wyrozumiałą przywódczynią, która widocznie dbała o każdy szczegół w watasze. Jednak nie miała tyle nadziei, że ktoś zorganizuje dla niej jedzenie, a jej duma za bardzo naciskała na język wadery. ~ Może gdzieś tutaj rosną jagódki? Po obejrzeniu swej jaskini mieszkalnej szybko też dostała przydział na stanowisko zielarki ze względu na jej wyśmienitą wiedzę, na temat roślin. Zwłaszcza że takowa wiedza niejednokrotnie uratowała Itami życie, przebywając na wygnaniu. Odpoczęła trochę w cieniu swego nowego domu, jednocześnie próbując zapomnieć o dobijającym ją głodzie...
Żołądek dosłownie wariował, zmuszał do tego, że Itami zaczęła zwijać się z nieznośnego bólu, a do tego zaczęła boleć ją głowa. Uznawszy, że z samego odpoczynku nie wyniknie nic dobrego, postanowiła ruszyć swe zgrabne cztery litery i spróbować coś upolować. Chociaż szczerze wątpiła w to. Pusty brzuch nie ułatwiał jej myślenia. Wręcz przeciwnie, doprowadzał ją do totalnej bezmyślności. Przez pewien czas chodziła sama po lesie, odliczając w myślach, ile jeszcze kroków musi zrobić, aby zdobyć jakieś jedzenie. A dla zabicia czasu oraz głodu, zaczęła nucić coś pod nosem. Uwielbiała nucić i śpiewać, gdy jest w trudnej sytuacji. Pieśń pozwalała się jej skupić. Nagle, dosłownie przed jej łapami, przebiegł młody, puszysty zając. Nie zastanawiała się ani na moment, tylko ruszyła za nim w pogoń. Był szybki, szybszy niż przypuszczała i prawdopodobnie zdobyłaby swą pierwszą upolowaną ofiarę, gdyby nie jej liche umiejętności. Po szerokim skręcie, wykonanym przez zająca, Itami próbowała ostro zmienić kurs, ale wpadła w poślizg i wyrżnęła szczęką o ziemię. Zaklęła w myślach tak szpetnie, że jej nawet nie wypadało. Pozbierała się szybko, ale gdy obrała właściwy kierunek, zając zniknął jej z oczu. Ze wszystkich sił próbowała pognać za szarakiem, ale była już zbyt słaba... Nagle poczuła jakiś zapach... Jucha, a następnie znajoma woń... tak, silny zapach samca... zapach, bardzo dobrze jej znany. Nie zastanawiała się nad tym, tylko ruszyła za zapachem. Nie ośmieliła się puścić biegiem, jej mięśnie już nie domagały. Pozostało jej usiąść jedynie i wołać o pomoc albo... zalać się płaczem. Zalałaby się, ale poczuła, że nie ma czym. Ruszyła powolnym krokiem przed siebie, próbując stłumić ten niewiarygodny ból głodowy, ale wydawało się jej to niemożliwe.
~ Zabiłabym za drobny kęs mięsa, byleby na chwilę zapełnić czymś żołądek. Po zapachu czuła, że ten znajomy ktoś jest już blisko. I rzeczywiście. Jej oczy zarejestrowały dwa osobniki. Jeden wysoki basior o lisich rysach, ale sporej wilczej budowie, a jego płomienne oczy wydawały się jej znajome. W pysku trzymał jej niedoszłą zdobycz, która wyrywała się półmartwa. Drugą osobą była niska, urocza waderka, która ledwo sięgała mu brzucha swymi oklapniętymi uszami. Nie chciała myśleć o wstępnych uprzejmościach... myślała tylko o tym, aby poprosić podejrzanie znajomemu basiorowi o jedzenie.
- Czy mogłabym...
- Itami? - Basior rzucił zająca na drogę i wypowiedział moje imię, jednakże jego słowa ledwo do niej dotarły. Przestała kontaktować, wpatrywała się tępo w martwego już zająca.
- Atehu? Wy się znacie? - zapytała towarzysząca mu wadera.
- No tak! To moja dobra znajoma z poprzedniej watahy! Itami! Ale ona nędznie wygląda, niech zje z nami.
Nie dotarło do niej nic, co miałoby mniejszy związek z jedzeniem, prócz jednego zdania "Niech zje z nami". W następnym momencie Itami wcinała delikatne zajęcze mięso, aż się jej uszy trzęsły. Zapomniała nawet o wstępnych uprzejmościach, wyszarpywała mięso z kości, nie gryzła, tylko połykała od razu. Przyznajcie drodzy czytelnicy, że dopisało jej szczęście.
- Itami, wszystko w porządku?
Zwróciła się do basiora, którego imię kompletnie jej umknęło przez ten brak skupienia, ale... ~ Zabijcie mnie, ja kojarzę jego wzrok!- pomyślała i próbowała wyszukać w pamięci jakiś szczegół... do kogo jeszcze należą oczy, w których były zaklęte figlarne i szarmanckie iskry, które aż dosłownie porażały. Ten alfy głos... To był nie kto inny jak...
- Atrehu? - powiedziała po chwili namysłu.
- No w końcu poznałaś!
- Wybacz, byłam śmiertelnie głodna. Nie byłam w stanie kontaktować, a co dopiero kojarzyć.
- Rozumiem. A obok mnie to Tsumi.
- Cześć, miło mi cię poznać, Tsumi. - odrzekła i zdołała się na uprzejmy uśmiech.
- Najadłaś się? - zapytał Atrehu.
Nie odpowiedziała od razu. Zanim dotarły do niej znaczenia tych słów, spojrzała na upolowanego zająca, na jego odsłonięte mięśnie, pełne tłuszczu i ociekającej juchy. Nie, muszę nadal jeść!
- Nie przeszkadza wam, że za bardzo pozwalam sobie z poczęstunkiem? - zapytała po chwili wahania.
- Ależ skąd! Wcinaj, Itami, wcinaj, bo widzimy, że jesteś jakaś... wynędzniała.
- Spróbuj sam przeżyć, żywiąc się kilkoma jagodami na cały dzień, założę się, że wyglądałbyś tak samo.
Po czym wgryzła się ponownie w mięśnie, a jej język chciał śpiewać, gdy poczuł jego smak.
Następnie po zaspokojeniu głodu, Itami stała się niesłychanie zmęczona, tak więc w towarzystwie swego dobrego znajomego z watahy oraz jego przyjaciółki, zaszła do swej jaskini, gdzie ułożywszy się na swym posłaniu z futer, zasnęła od razu, jak zastrzelona. Sny nie były zbyt wyraźne, a sceny odgrywające się w nich, były widoczne, jak przez mgłę... ale jedno, co utkwiło się w jej pamięci, był niewyraźny zarys twarzy jej matki. I tyle.
Obudziła się kilka minut po północy, a pierwszą nieoczekiwaną sprawą był fakt, że nie była sama. Atrehu i Tsumi leżeli nieopodal, czekając, aż Itami się zbudzi.
- Byliście przy mnie cały czas?
- Tak, chyba nie myślisz, że od tak cię tutaj zostawimy. Dawno się nie widzieliśmy, przyjaciółko!
- Ciebie też miło widzieć, przyjacielu. - odparła swym rozczulonym i łagodnym głosem.

<Atrehu? >

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1124
Ilość zdobytych PD: 562 + 5% (28PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 590