Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na jedno kopyto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na jedno kopyto. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 stycznia 2022

Od Naharysa c.d Nabi ~ Na jedno kopyto

 Czego ja mógłbym chcieć~ Pomyślał przelotnie Naharys, spoglądając na taflę zimnej, czarnej wody. ~ Chyba tylko tego, aby cofnąć czyny, których się żałuje do tego czasu... 
Spojrzał na niewidomą waderę, uśmiechnął się przyjaźnie, przybliżając się nieznacznie. 
- Wiesz, cokolwiek sobie życzyłem, spełniło się już dawno, a czego pragnę, tego już raczej nie da się spełnić. Można by rzec, są marzenia i pragnienia, których lepiej żeby się nie spełniały. Z życzeniami trzeba ostrożnie.
- Prawda. - oznajmiła wadera po chwili. 
- Chodźmy się jeszcze przejść... na przykład nad kryształową rzekę, co? Lubię posłuchać szumu płynącej wody, ale pewnie też skuta jest grubym lodem. 
- Skąd o tym możesz wiedzieć, skoro jeszcze tego nie sprawdziłeś? - odparła wadera, spoglądając na basiora swymi mętnymi, ale też lśniącymi w srebrzystym blasku księżyca. 
- Możemy to sprawdzić. Chodźmy. 
W czasie drogi, Naharys zasypywał Nabi opowiadaniami z jego stron, tam gdzie basiory wraz z waderami na równi są szkoleni bojowo- to daje świadectwo, iż wadera może czuć się tam traktowana z równym szacunkiem i równymi szansami, co basior. Nikogo nie obchodzi wątła postura, ani co miesięczne krwawienie - zdobywała chwałę, walcząc, albo okrywała się hańbą, uciekając. W tej kwestii nie było wyjątków. Naharys także poruszył temat ciężarnych wader - tamtejsze przyszłe matki obejmuje się czułą i ciepłą opieką - powiedziałoby się, że one, jak i seniorzy, były nieoceniane. Seniorzy wiadomo, szanuje się za ich doświadczenie i mądrość, a przyszłe matki, za to, że pod swymi sercami chowają pokolenia wojowników, którzy w przyszłości będą, jak tarcza, osłaniać dolinę północy i chlubą rodziny. Nabi słuchała go z niekłamanym zainteresowaniem, trzymając się blisko towarzysza. 
  Gdy stanęli nad bardzo stromym wzgórzem, zagradzającym im przejście na drugą stronę, Naharys zwrócił się do samicy. 
- Może pozwolisz, że wezmę cię na barana? 
- Może lepiej zawróćmy? - odparła luźno Nabi. 
- Serio? Chcesz odpuścić? Chodź będzie super. 
Z tymi słowy, za pozwoleniem Naharysa, Nabi wskoczyła na jego grzbiet i zaczęli krótką, choć męczącą dla basiora wspinaczkę.
~ Mięśnie pamiętają. - pomyślał, gdy wspiął się na szczyt grzbietu szerokiego wzgórza. Nabi zeskoczyła na skutą szronem trawę i w tamtym momencie do uszach Naharysa zadźwięczała melodia płynącego nurtu kryształowej rzeki. Lac de Cristal? Tak to się nazywało? Basior nie miał pojęcia, kto wymyślił tak dziwaczne nazwy, ale nie miał zamiaru komentować tego przykładu kompletnej bezsensowności.  
- No! Już jesteśmy. Ah! Szkoda, że tego nie możesz zobaczyć, Nabi. - powiedział Naharys z żalem, klepiąc przyjacielsko waderę po ramieniu. 
- Aaa może spróbuję wyobrazić sobie. Co widzisz?
 Widział, jak srebrzysty blask księżyca odbija się od krystalicznie czystej wody, pieniącej się przy jej korycie i rozbijającą się o wystające kamienie, a w jej tafli odbijał się obraz drzew, za którymi rozpościerało się pasmo wysokich gór o zaostrzonych szczytach, niczym zębiska groźnego potwora. Tenże opis, Naharys przedstawił niewidomej waderze. 
- Jestem w stanie sobie to wyobrazić i powiem, że obrazowo mi to wszystko opisałeś. 
- Nie ma za co. Mi też się tutaj podoba. - oznajmił Naharys.
 Przybrzeżne kamienie zatrzymywały rozmokłe gałęzie i liście, które upadły jesienią, a sama woda zaś, była lodowata, ale dla Naharysa to był przyjemny chłód - od razu przepłynęły po nim ciarki, gdy spróbował zanurzyć łapę w rwącym nurcie. - Ponadto basior słyszał, że woda ma ponoć właściwości lecznice i chciał się o tym przekonać. Tylna łapa dokuczała mu po tym, jak raz udało się Naharysowi ją zwichnąć tydzień temu na treningu. Wszedł do wody po kolana i poza porażającym zimnem nie czuł nic. Być może trzeba do niej wchodzić i brać kąpiele dzień po dniu? Nie chciało mu się nad tym teraz zastanawiać. 
- No i jak? - zapytała Nabi. 
- Poza tym, że woda jest niebywale piękna i zimna, to nic więcej. 
 Gdy już mieli odwrócić się i wracać drogą powrotną do watahy, basior ujrzał też bardzo ciekawy widok - od wschodniej strony lasu, przez zamarznięte wrzosowisko, kroczyło coś, co kształtem przypominało konia, otoczonego srebrzystym obłokiem, widocznym nawet z kilkunastu metrów. Wyglądał, niczym ten duch marzeń, wymieniany w opowieściach i mitach, ale co on tu robił? Zawsze takie zjawiska widzi się o... północy? 
Była już północ. Koniec dnia i początek następnego. Nie miał zamiaru sprawdzać dokładnie, co to za stwór, ale Nabi spytała po chwili...
- Co tam widzisz? 
 Naharys uniósł lewy kącik ust wysoko, próbując znaleźć i dobrać dobre słowa, odpowiadające opisowi temu czemuś. 
- Jakiś srebrzysty koń przechadza się przez wrzosowisko. 
- Żartujesz sobie ze mnie? - spytała wadera. 
- No nie, mówię ci serio. Chodźmy stąd, zanim z krzaków wyleci coś gorszego. 
Naharys nie był pewien, czy spacer z nowo poznaną waderą mógł zaliczyć do udanych, bowiem nie uważał, aby w trakcie tego, wydarzyło się coś nadzwyczajnego, poza spotkaniem ze srebrzystym koniem. Chociaż z drugiej strony, fajnie było wyrwać się na nocne, rześkie powietrze i odetchnąć od obowiązków - powinno to być dobre także i dla Nabi. Cały dzień bez opuszczania jaskini wydawało się takie przygnębiające. Gdy byli już blisko jaskini Nabi, basior zapytał się niepewnie. 
- Dotrzesz sama, czy dotrzymać Ci kroku do końca? 
- Myślę, że spokojnie dam radę. Zapachy mnie poprowadzą. 
- Noo, jak chcesz. Widzimy się jutro? 
Dotarło do niego, że słowo "Widzimy" nie było zbyt trafnie, po czym przeklął się w myślach za swoją głupotę, ale wadera jakby nie dostrzegając nieścisłości, odpowiedziała. 
- Nie wiem, jak będzie jutro z zapotrzebowaniem na zioła, ale zawsze jesteś mile widziany. 
- No to super. Wpadnę jutro o tej samej porze. Być może Lonya, albo Itami będą potrzebować więcej ziół dla pacjentów. 
- W takim razie będę czekać, tylko proszę cię, nie pod tym samym wpływem, co dzisiaj, proszę. - I tutaj dodała żartobliwie. - Zioła nie znoszą roztaczającego się w ich otoczeniu zapachu alkoholu.
- Wybacz, musiałem robić z siebie wtedy kompletnego kretyna. - odpowiedział i także zaśmiał się, ale dość zdawkowo. - Luźno się wilk czuje, gdy trochę wypije. Jakbyś chciała kiedyś... z Lonyą i ze mną wybrać się na małe co nieco, mów śmiało. 
- Dzięki, zapamiętam. - rzekła nieco onieśmielona, dało się słyszeć w jej głosie wycofanie i lekką niechęć. No cóż. Naharys nie zamierzał zmuszać. Chociaż już nastała ich noc, Naharys nie miał ochoty jeszcze odchodzić, w głowie rodziły się myśli, z którymi chciał się z kimś podzielić, albo zamienić parę zdań z nowo zapoznaną osobą, ale Nabi okazała się szybsza, bowiem rzekła po chwili. 
- Dobranoc, Naharys i dziękuję za ten wieczór. 
- Oczywiście, polecam się na przyszłość. - odparł, puszczając psotnie oczko, wiedząc, że wadera tego nie mogła zobaczyć. 

<Nabi?>



PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1017
Ilość zdobytych PD:508 + 5% (25 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 1083 PD


poniedziałek, 10 stycznia 2022

Od Nabi c.d Naharysa ~ Na jedno kopyto

Wodospad życzeń. Przez chwilę skupiłam się na chodzeniu, ale doszło do mnie to, że powinnam wymyślić jakieś życzenie... ale czego pragnę? Zapewne dla niektórych odpowiedź byłaby jasna, ale przyzwyczaiłam się do życia bez używania oczu, że chyba dziwnie mi by było teraz do tego wrócić. To też nie tak, że o tym nie pomyślałam, bo to pierwsze wpadło mi do głowy. Czego mogłabym pragnąć...?
Nawet nie zorientowałam się, kiedy byliśmy na miejscu. Na pewno woda była zamarznięta, chociaż w pewnym momencie usłyszałam, jak lód się roztrzaskał i wpadł do wody. Pewnie była to sprawka mojego kompana, który chwilę później wręczył mi kamyk do łapy.
– Czego ty sobie życzysz? – zapytał mnie zachęcająco.
Poczułam, że zacisnął palce mojej łapy na zimnym kamyku. Stanęłam i znowu wdałam się w zamyślenie. Z tyłu głowy narodziła mi się kiedyś myśl, którą tłumiłam aż do teraz. "Życzę sobie mieć kogoś, kto mnie pokocha i nigdy nie zostawi, jak ja zostawiłam moją starą watahę." Pomyślałam, westchnęłam cicho i rzuciłam kamyk do wody.
– I jak? – zapytał. – Czego sobie zażyczyłaś?
– Nie mogę powiedzieć – odparłam półszeptem. – Inaczej się nie spełni – uśmiechnęłam się delikatnie.
– Wybacz. Zgłodniałaś?
– Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę – westchnęłam znowu i wsłuchałam się w szumy wokół mnie.
Przez chwilę otoczyła nas cisza. Pomyślałam o moim życzeniu. "Na pewno się nie spełni." Przemknęło mi przez myśli. "Chociaż to wielkie życzenie. Kto wie, co się stanie." Może głupio mi było myśleć o miłości, ale bez tego kogoś bliskiego czułam się trochę... w sumie nie wiem jak.
Zaciekawił mnie jednak wilk będący koło mnie, chciałam się więcej o nim dowiedzieć.
– Urodziłeś się w tej watasze? – zapytałam.
Zaczęłam słuchać o pochodzeniu Naharysa. Wydawało się zbyt idealne, żeby było prawdziwe, chociaż nie mówię, żeby kłamał. Po prostu chciałabym mieć takie szczęście jak on.
– To może teraz ty opowiesz coś o sobie? – poruszyłam uchem na to pytanie.
– No dobrze – chrząknęłam i przestałam bawić się śniegiem. – Urodziłam się w pewnej watasze, gdzie każdy miał wyjątkowe oczy. Nie było wilka, który albo nie wyróżniał się ich barwą, albo kształtem źrenicy czy tęczówki. Ja oczywiście nie byłam wyjątkiem – zamyśliłam się na chwilę, co dalej powiedzieć.
– Niesamowite – usłyszałam w odpowiedzi, co przywróciło mnie do rzeczywistości.
– Od zawsze interesowałam się zielarstwem i chciałam objąć związane z tym stanowisko. Niestety plany pokrzyżowała mi... choroba, o której ci wcześniej wspomniałam. To znaczy, dla mnie utrata wzroku nie oznaczała od razu, że nie mogę wykonywać tego, co lubiłam, ale wszyscy poza moimi braćmi widzieli to jako znak od bogów. Jakbym była nagle przeklęta – warknęłam ostatnie zdanie pod nosem. – Naciskali, abym była kimś, kim nie chciałam, więc odeszłam. Widać takie było moje przeznaczenie – uśmiechnęłam się delikatnie. – A i... miło mi, że jestem kogoś przyjaciółką – dodałam po chwili. – Przepraszam, że tak długo mówiłam.
– Nie musisz przepraszać. Dobrze mi się ciebie słuchało, chociaż ciężko też myśleć, że ktoś jeszcze próbuje wymusić coś na kimś.
– Racja. Dobrze, że na razie poznaję same akceptujące mnie wilki – uśmiechnęłam się bardziej w kierunku wilka. – Och, zanim zapomnę.
– Tak?
– A ty chcesz coś sobie życzyć? Czy chcemy ruszyć gdzieś dalej?

Naharys? Przepraszam, że tak długo czekałeś...

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 502
Ilość zdobytych PD: 251
Obecny stan: 422

środa, 15 grudnia 2021

Od Naharysa c.d Nabi ~ Na jedno kopyto

~ A niech mnie... a żeby mnie kulawa zebra kopnęła, albo garbate wszy oblazły... - pomyślał Naharys, karcąc się jednocześnie w duchu. Jak mógł tego nie zauważyć? Matowe oczy, głąbie! No tak, że też wcześniej tego nie spostrzegł. W pewnym momencie, serce basiora wstrząsnęło żalem do wadery, która wydawała się mu tak sympatyczna z pyszczka i charakteru. Teraz spoglądała na niego lekko przymrużonymi oczami z łagodnie kreślącym się uśmiechem. Oczywiście śledziła go wzrokiem, gdy wydawał jakiś dźwięk, ale... trudno mu było opisać wstyd, jaki teraz czuł.
- Ja... nie wiedziałem, że ty... jesteś niewidoma. Jak to się stało? - zapytał Naharys.
- To przez groźną chorobę. - odparła. Exan wyczuł w głosie, że nie bardzo ma ochotę o tym wspominać. gruncie rzeczy, kto chciałby poruszać temat czegoś, przez co nie wie się nawet, z kim się ma w tej chwili do czynienia. A gdy przeczesywał w pamięci pewne wydarzenia i zrozumiał już, że odpowiedź na słowa basiora o zmianie sierści po zapadnięciu zmierzchu, nie było aktem niedowierzania, lecz pewnej niemożliwości.
- Przykro mi z tego powodu.
- Nie ma czego. Chodzę, żyję, oddycham i funkcjonuję, jak inni. Daję sobie radę.
- W to nie wątpię - oznajmił basior. - To jak? Gdzie chciałabyś się wybrać?
- Hmm, a gdzie proponujesz?
- Cóż... może pójdziemy nad wodospad, który jest całkiem ciekawym miejscem.
- Niech zgadnę. Wodospad życzeń?
Jakby czytała w mej głowie ~ mruknął w myślach i uśmiechnął się łagodnie.
- Dokładnie tam.
W trakcie zimy, miejscówka przez nich zwiedzona, nie wyglądała tak samo, jak wiosną. Była jeszcze bardziej cudna. Zlodowaciała woda, niczym błękitna ściana, ostała się w korycie, lśniąc w blasku księżyca. Woda pod grubą warstwą lodu wydawała się taka ciemna i nieruchoma.
~ Czego mógłbym sobie życzyć? - pomyślał przez chwilę. Niczego mi nie brakuje. Mam kochającą przybraną siostrę, związek z Piną wyśmienicie się mi układał, a za niedługo zima przez moc natury, ustąpi wiośnie. Pytanie było teraz następujące. Czego życzyła sobie Nabi? Co było jej takim najskrytszym marzeniem.
Mocą mroku rozerwał grubą powłokę lodu na drobne kawałki, a woda zaś zachlupotała charakterystycznie. Następnie podał waderze kamyk do łapy.
- Czego ty sobie życzysz? - zapytał i zachęcająco zacisnął jej palce na zimnym, pokrytym szronem kamyku. Na początku niewidoma wadera stała w bez ruchu, oczy wbiła w nieznany punkt przed sobą, jakby zastanawiała się nad życzeniem. Naharys usiadł i cierpliwie, zamiatając od czasu do czasu śnieżne podłoże swym puchatym, czarnym ogonem. Po chwili matowe oczy wadery drgnęły i wrzuciła kamyk do przerębla, który z donośnym pluskiem, zniknął w mrocznej otchłani lodowatej wody.
- I jak? - spytał po chwili. - Czego sobie zażyczyłaś?
- Nie mogę powiedzieć. - odparła półszeptem Nabi. - Inaczej się nie spełni.
- Wybacz. Zgłodniałaś?
- Nie, jadłam niedawno. Posiedźmy tutaj przez chwilę.
Naharys przytaknął ochoczo, po czym wbiwszy wzrok swych złotych oczu, zastanawiał się nad tematem, którym mógłby uraczyć waderę. Jednakże ta była szybsza od basiora, bo zapytała.
- Urodziłeś się w tej watasze?
- Nie. Moja rodzinna wataha znajduje się daleko na północy. Tam, gdzie panuje surowy klimat, gdzie nie każdy jest w stanie wytrzymać jego warunków. Teren jest bogaty w lasy i góry... w sensie, są tam lasy skaliste, które są niebezpieczne ze względu na sporadyczne lawiny, dlatego charakterystyczne są tam zawalone drzewa, ale najwspanialsze są tam fiordy. Z nich możesz obserwować morski bezkres. Nie przynudzam?
- Nie, nie. Mów dalej, słucham cię uważnie.
- Moja wataha słynie z wojowniczości i ceni sobie odwagę, honor i rodzinę. Tam nikt nie zostawi kogoś w potrzebie... cóż, brzmi jak piękna utopijna bajka, ale to prawda. Rodzina przede wszystkim jest dla nas najważniejsza.
- Bardzo ciekawą masz watahę, Naharys.
- Przyjaciele mówią mi Exan. Ty też możesz mi tak mówić.
- Czyli już zapisałeś mnie na liście przyjaciół? - zapytała zaskoczona wadera.
- A czemu nie? Jest jakiś powód, dla którego nie powinienem tego czynić?
- Znamy się zaledwie chwilę. - mruknęła, rysując coś łapą w śniegu.
- To może teraz ty opowiesz coś o sobie?

<Nabi?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 621
Ilość zdobytych PD: 310 PD
Obecny stan: 1844 PD

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Od Nabi c.d Naharysa ~ Na jedno kopyto

– Nie wierzysz mi? Spotkajmy się dziś po zmierzchu. Przekonasz się, że to nie żart. To jak? Jesteśmy umówieni?
Miałam mu powiedzieć, że i tak nie zauważę różnicy, ale ugryzłam się w język. Powinnam poznać więcej wilków, a to świetna okazja. W dodatku... Exan, tak Exan wydawał się ciekawy, jak pewnie każdy wilk w tej watasze. Może też po prostu nie chciałam odmawiać. Nie ważne jaki powód, ważne, że po chwili zbędnego namysłu w końcu się odezwałam.
– Oczywiście. Będę tutaj czekać. Wolę się zbytnio nie oddalić, żeby wrócić na czas.
– Jasne, do zobaczenia.
Kiwnęłam głową na pożegnanie i wróciłam do swoich spraw. Przyjemne odgłosy otoczenia sprawiły, że praca nie była nudna. Nie, żeby segregowanie ziół było jakoś nudne na co dzień. Drgnęłam uchem. Słyszałam zbliżający się deszcz, poczułam także charakterystyczny zapach. Dopóki jeszcze było sucho, postanowiłam pokręcić się po okolicy i pozbierać jeszcze trochę krwawnika. Poruszyłam nosem.
Gdy wracałam z rośliną w pysku, zaczęły spadać pierwsze krople. Z tego, co poczułam, to był to przelotny deszcz, ale wolałam wrócić do siebie, żeby zbytnio nie zmoknąć. Odłożyłam zioła na miejsce i udałam się na chwilowy spoczynek.
Nie chciałam zasypiać, zwyczajnie leżałam, dopóki nie słyszałam, że ktoś coś do mnie mówi. Zjawił się ktoś jeszcze po garść jarzębin, ale poza tym spokój. Zaczęłam się zastanawiać, jak powiedzieć Naharysowi, żeby nie wyszło niezręcznie. Nie chciałam kłamać, jedynie wymijałam się od prawdy. Ale to przecież nie koniec świata. Chociaż z drugiej strony dziwnie robić z siebie "kalekę" dosłownie o tym mówiąc. Czy zbytnio to analizuję?
Moje myśli przerwał znajomy głos. Nie byłam skupiona i przegapiłam moment, kiedy mogłam usłyszeć jego chód. Drgnęłam uchem.
– Hej Nabi. Czekałem chwilę na ciebie, ale postanowiłem podejść.
– Dobry wieczór, jak mniemam – chciałam zacząć subtelnie, ale dziwnie się czułam, owijając w bawełnę.
– Tak, pełny gwiazd.
– Racja – uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam. – Exan. Nie chcę, żeby wyszło dziwnie. Nie, że ci nie wierzę, że twoje futro zmienia kolor, ale... Nie jestem w stanie cię zobaczyć ani niczego wokół. Tylko tyle. W sumie skoro mamy ładny wieczór to... – westchnęłam cicho. – Miło by było się przejść. Jeśli masz ochotę. Pomimo że wiem, jak się poruszać, to super mieć kogoś, kto mnie asekuruje. No i nie znam tu prawie nikogo, to tak – przerwałam. Miałam nadzieję, że zrozumiał, że po prostu chciałam się zapoznać, bo tak głupio odwoływać spotkanie. Chyba zmęczyłam tłumaczeniem się, więc w ciszy czekałam na odpowiedź.

Naharys? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 393
Ilość zdobytych PD: 196
Obecny stan: 196

poniedziałek, 29 listopada 2021

Od Naharysa do Nabi ~ Na jedno kopyto

Naharys wiedział, że nie powinien, a teraz ma za swoje. Oczywiście dzień zaczął dość monotonnie - nie licząc niespodziewanej wizyty Lonyi, która zaprosiła go na łyczek jabłkowego rozchłodniaczka - wstał, zjadł pozostałości z upolowanej zwierzyny, przeżuwając leniwie. Pożegnał Pinę ciepłym pocałunkiem i ruszył na trening, a żeby nie było nudno, po nim, przybrana siostra zabrała go na popitkę sfermentowanego soku jabłkowego. To był błąd. Pod wpływem alkoholu, wydawało mu się, że jego organizm traci ciepło, ale też poza miłym wrażeniem karuzeli w głowie, nic więcej mu nie było.
Na utracone ciepło miał też, drodzy czytelnicy, idealny sposób, bowiem mocą ognia, wzmocnił swe ciało i zamiast kąsającego zimna oraz drżenia mięśni, czuł przyjemne ciepło. Następnie udał się do lecznicy - chwiejnymi krokami, ale jakoś dotarł- gdzie spotkał Itami. Ogólnie, nie miał nic do roboty, więc co mu stało na drodze, aby odwiedzić znajomych?
- Oh, Exan, z nieba mi spadłeś - powitała go Itami. - Potrzebuję kogoś, a ja sama jestem.
Ogólnie Naharys na trzeźwo powściągał swój język, lecz rozluźnione przez alkohol ciało i umysł, słowa wylewały się mu kaskada z pyska.
- Skoro jesteś sama, nie widzę przeciwwskazań, aby ci potowarzyszyć.
Exan, ty idioto, barani łbie, krzywym kijem robiony! Wiesz, że zabrzmiało to dwuznacznie? Itami jednak miała swoje problemy, aby przejmować się takimi niuansikami.
- Na bogów, Exan, gdzie się tak naprułeś? Jedzie od ciebie, jak z dobrej gorzelni, ale nieważne. Słuchaj uważnie... słuchasz mnie?
- Na bogów, Itami, jestem pijany, a nie głuchy! - parsknął dziwnym śmiechem.
- Potrzebuję ziół, których nie znajdę w zasypanym śniegiem lesie, poszedłbyś do Nabi po zapas ziół? Nie mogę ruszyć się ze stanowiska, a twoja siostra gdzieś nawiała.
- Oczywiście, co ci przynieść? - spytał i skupił się uważnie na każdym jej słowie.
- Potrzebuję pęczek krwawnika pospolitego, tuzin czarnego bzu, trzy uncje kwiatu lipy i pięć owoców agrestu. Zapamiętasz?
Dzięki alkoholowi, Exan był w stanie zapamiętać trzy razy więcej, bowiem jego umysł niesłychanie pozytywnie reagował na tego typu napitki. Zdecydowanym kiwnięciem głową potwierdził i zabrał się za zlecenie. Nucił coś pod nosem, od czasu do czasu cicho chichotał z głupkowatych myśli, jakie mogą się zrodzić tylko i wyłącznie w głowie lekko napranego wilka. Bywały też chwile, że ze względu na obecny stan, stał się też lekko gapowaty, gdyż prawie za każdy pokonany kilometr, kilka razy zarył pyskiem w śnieg. Otrząsnął się z upadku, zrzucając z siebie biały meszek z równie białego futra.
~ Cholera, muszę bardziej uważać! - pomyślał zgryźliwie, zachwiał się lekko, pokręcił kilka razy głową i ruszył dalej.
Po piętnastu minutach wędrówki dotarł do lokum Nabi - watahowej botaniczki. Niska wadera o jasnej, falującej sierści, ale jedno, co w niej przyciągało uwagę, były niebiesko czerwone wyblakłe oczy. Gdy Naharys stanął w wejściu, ich oczy się spotkały. Nie wiedział sam, co powiedzieć, bo tak był zainteresowany jej oczami, że nie pomyślał nad przywitaniem.
- Ciekawe masz oczy - przyznał Naharys.
- Dzięki... ale pewnie nie przyszedłeś tutaj, aby mi to powiedzieć?
- Yyy... ah tak! Itami mnie przysyła. Muszę donieść jej pewne zioła, które mogę znaleźć u ciebie.
- A jakie konkretnie to zioła? - zapytała.
Z pamięci wymienił bezbłędnie wszystkie niezbędne zioła, a gdy skończył, zakołysał się niebezpiecznie, ale w ostatniej chwili uchronił się przed upadkiem w pokaźną kolekcję uprawy ziół.
- Wszystko w porządku? - Nabi przyjrzała się mu uważnie.
- Nie przejmuj się mną... przyznam, że przydałoby mi się coś na...
- Upojenie alkoholowe? - dokończyła Nabi i parsknęła cicho pod nosem.
- Skąd wiedziałaś?
- Nie obraź się za te słowa, ale czuć od ciebie jabłkami. I do tego fermentowanymi.
- Hmm... no niby racja. - przyznał uczciwie Naharys - podejrzewam, że jutro obudzę się z niezłym kacem... hahaha... - odchylił głowę do tyłu i wybuchł krótkim śmiechem. - Ale jeśli masz coś na śrubę, chętnie przyjmę.
Po chwili Nabi wróciła z wymienionymi przez Exana ziołami, wraz z pewną rośliną, którą poleciła żuć, gryźć i połykać jej soki - przyznam wam, że Naharys ze skrzywionym grymasem mielił zioło w pysk - ale wierzył, że dzięki temu więcej się nie zbłaźni.
- Dzięki - chwycił w pysk zioła przeznaczone dla Itami.
Zioło od Nabi powoli zaczął wpływać na jego stan i basior po krótkiej chwili przestał się chwiać, a w głowie zapanował luźny spokój - nie kręciło się w niej, język zaś przestał plątać się, jak szalony.
- Jak Ci dzień mija? - rzucił pierwszy lepszy temat.
- Bez rewelacji - odparła wadera.
- Czyli wszystko na jedno kopyto? W sumie tak, jak u mnie. Dzień zaczynam od treningu, a później to rób co chcesz. Czasem żałuję, że nie wyrobiłem sobie innego ciekawego fachu, ale z drugiej strony nie mogę narzekać. Lonya, moja siostra, często pozwala mi sobie pomóc...
- Rozumiem - rzekła Nabi, ale jakby pochłonięta swymi sprawami, jego słowa wpuściła jednym, a wypuściła drugim. - Coś jeszcze potrzebujesz?
Naharys odniósł niemiłe wrażenie, że może swą obecnością przeszkadzać waderze w codziennych obowiązkach, dlatego wzruszył ramionami, pokiwał przecząco głową i odwrócił się ku wyjściu.
- Nie miałam okazji cię poznać... Jak ci na imię? - zapytała.
Exan znieruchomiał w półkroku, odwrócił wzrok w kierunku wadery - przyznał, że nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
- Jestem Naharys, ale możesz mi mówić Exan. Przedstawiać się nie musisz. Zyskałaś posłuch w watasze jako pierwsza botaniczka.
- Serio? A myślałam, że o tak małej mnie, nie usłyszy nikt. - odparła z uśmiechem wadera.
- Pozory lubią sprawiać, że wilki się mylą - rzekł Naharys i podszedł do wadery, zniżył głowę, aby ich oczy miały równy kontakt. - Potrzebujesz czegoś? Mogę służyć pomocą.
- W sumie... nie, nie zawracaj sobie moimi problemami głowy. Itami cię potrzebuje.
- Oj, błagam, nie daj mi się nudzić - zachichotał pod nosem. - Wiem, że to mówiłem, ale powiem to jeszcze raz. Masz bardzo ciekawe oczy.
- W mojej dawnej watasze, wilki miały fioła na punkcie nietypowych wyglądów i kolorów, więc no... przyzwyczaiłam się do tego typu komplementów.
- W sekrecie ci powiem, że też jestem nietypowy, albowiem, gdy nastanie noc, moje futro przybiera mroczny odcień.
- Ta, na pewno... - rzekła wadera, śmiejąc się.
- Nie wierzysz mi? Spotkajmy się dziś po zmierzchu. Przekonasz się, że to nie żart. To jak? Jesteśmy umówieni?

<Nabi?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 962
Ilość zdobytych PD: 481
Obecny stan: 3604