Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belief. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belief. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2022

Od Belief c.d. Yneryth/Noiter’a ~ „Misja ratunkowa” (+16)

W tym samym czasie Belief z Ynerythem znaleźli dogodny punkt oczekiwań na postępy Noitera. Było to wzgórze, nieopodal terenów stada czarnego wilka, z którego było widać las i część odsłoniętych polan, które były otoczone z każdej strony wielkimi bagnami. Było to terytorium Oseara oraz Ariesa, który był tam uwięziony. Samica stała długo na wzniesieniu i spoglądała w dół, widząc w oddali jakieś wilki. Bardzo mocno im współczuła, ale jeszcze bardziej cieszyła się, że ich koszmar wkrótce się zakończy. Zerknęła kątem oka na swojego przyjaciela, który intensywnie usiłował w tym czasie znaleźć im jakąś bezpieczną kryjówkę. Uśmiechnęła się do siebie, po czym usiadła i wróciła do obserwacji terenów watahy. Delikatny nocny wietrzyk, smagał jej poplątane błotem futro. Samica westchnęła, bowiem martwiła się całym sercem o Noitera. Znała go zaledwie od dziś, ale jednak jej instynkt i wrodzona troskliwość nakazywała jej martwić się o swoich współtowarzyszy. Nie tylko o Noitera się troskała. Martwił ją również Yneryth. Sprowadziła tu ich oboje do pomocy w walce ze złem. Ale czy słusznie postąpiła? Czy nie powinna wziąć więcej wilków? Czy dadzą sobie radę w trójkę? Belief pogrążyła się w niepewnościach, które zaprzątnęły jej głowę. Nie było już odwrotu. Przybyli taki kawał drogi, że nierozsądnie byłoby teraz się wycofać. Bała się, lecz stłumiła strach w sercu, przełykając ślinę. Przecież jest po naszej stronie jeszcze wataha, która o niczym innym nie pragnie jak o wyzwoleniu. "Damy radę... na pewno" pomyślała, jednak w tym samym momencie ktoś wytrącił ją z zamyślenia.
- Belief? Belief! - Dopiero dwukrotne wypowiedzenie jej imienia, spowodowało, że samica zwróciła się w stronę samca. Jednak jego widać nie było. Biała otrzeźwiała i zaczęła zastanawiać się, czy aby wilk znów nie użył jednej ze swych sztuczek z iluzją.
- Yn, potrzebujemy prawdziwego schronienia. - rzekła nieco smutno jak na nią.
- No przecież takowe znalazłem. Schyl się, tutaj jestem.
Posłusznie wykonała polecenie i faktycznie pod jedną z bujnych iglastych drzewek zobaczyła parę oczu należących do białego samca.
- Oh, wybacz, już idę. - rzekła, wstała, po czym obeszła drzewko na około i położyła się, po czym wczołgała się pod jego bujną suknię. Oparła się o pień drzewa bokiem i spojrzała na samca. Nie było tam zbyt wiele miejsca, więc oboje położyli łby na łapach i oddali się leniwemu oczekiwaniu.

W tym samym czasie Aries, który odprowadzał Timbada, czuł się okropnie. Mimo iż nowy samiec wyglądał na wrednego typa, coś mu jednak w tym wszystkim nie pasowało.
- Kolejny nieszczęśnik.. Och Ariesie, bardzo ubolewam. Tak bardzo chciałem mu powiedzieć, aby uważał na naszego alphę... tak bardzo chciałem. - jęczał biały samiec.
- Wiem Timbadzie. Ja również mam ochotę powiedzieć o tym każdemu nowemu, ale kara, która nas za to spotyka, jest gorsza niż cokolwiek na tym świecie.
Biały samiec zatrzymał się i spojrzał z dołu Ariesowi prosto w oczy.
- Czy Ty wierzysz w to, że Twoja siostra przybędzie nas uratować?
Samiec przez moment wydawał się, jakby dostał w pysk czymś ciężkim i twardym. Wypuścił powietrze ze świstem. "Właściwie to dawno jej nie widziałem, może się zmieniła... może nie dopełni obietnicy" Pomyślał, po czym naprędce odparł białemu.
- Ależ oczywiście. Wiara Timbadzie to ostatnie co nam pozostało, więc należy trzymać się każdej, najdrobniejszej nadziei. - zaśmiał się na koniec i dodał myśl, która przyszła mu do głowy. - Być może teraz właśnie nas ratuje. - zażartował, jednak widząc minę przyjaciela, odpuścił i westchnął. - Wybacz. - spojrzał mu w oczy głęboko i szczerze. - Jestem przekonany, że Belief przybędzie. Jej imię zobowiązuje do dotrzymania obietnicy, w którą my tak mocno wierzymy.
Biały chwilę pomyślał, po czym przytulił po przyjacielsku Ariesa.
- Dziękuję Ci skrzydlaty wilku za tak pokrzepiające słowa. Bez Ciebie my już dawno byśmy się poddali. Jesteś naszą iskierką w tym wielkim mroku.
- Nie ma sprawy. A teraz idź Timbadzie do swoich synów i dodaj im otuchy, bo tego z pewnością najbardziej potrzebują.
Biały kiwnął głową i ruszył prędko w stronę swojego domu. Wydawałby się teraz zupełnie innym samcem. Pełnym odwagi i hartu, a nie tym samym, który przed chwilą trząsł się cały podczas łatania ran Retiona w jaskini Oseara.
Aries odprowadził go wzrokiem i gdy zniknął mu z oczu w cieniu swej groty, szary odwrócił się. Stwierdził bowiem że to dobry moment, aby wrócić w pobliże groty Oseara i sprawdzić co się dzieje. Czuł w kościach, że coś się szykuje. Że być może będzie komuś potrzebna jego pomoc. Jak pomyślał, tak też zrobił.
Kiedy zbliżał się do groty, poczuł dziwny i niepokojący zapach. Jakby coś się paliło albo gotowało. Lecz tutaj na bagnach to naprawdę dziwna sytuacja. Samiec przyspieszył odruchowo, szybko kierując swoje łapy w kierunku głównej jaskini. Gdy dotarł na miejsce, nie mógł uwierzyć, w to, co widzi. Z groty Oseara wydobywał się błękitny dym. Ostatnim razem coś takiego widział, kiedy był młodym szczeniakiem i pokazywano mu magiczne sztuczki. Wciągnął woń w nozdrza. Pachniało bagniście, ale i nieco inaczej jakby ziołowo. Zerwał jakiś liść i zatkał sobie nim nos, po czym odważył się, by wejść do środka groty. Na głównej hali, dokładnie tam, gdzie jeszcze niedawno, Timbad opatrywał rany strudzonemu wędrowcowi, leżeli oni. Retion i Osear. Aries nie mógł uwierzyć, w to, co właśnie zobaczył. Machnął skrzydłem, by odgonić kłębki dymu sprzed oczu, co pozwoliło mu zobaczyć dziwny krąg z ogniskiem pośrodku. Czyżby jakiś rytuał? Czyżby marzenia Oseara się spełniły? Być może, ale to, co Ariesowi najbardziej zadziałało teraz w głowie to alarm. Przecież Osear leżał, nieważne z jakiego powodu, ale spał jak mops i to była ta chwila, w której powinni zaatakować jaszczury, który w tej chwili nie były kontrolowane. Aries otwarł szeroko oczy i natychmiast odwrócił się i wybiegł z groty, po czym rozwinął skrzydła i poleciał w stronę centrum watahy. Gdy stał już na ziemi, zawył donośnie, co sprawiło, że pozostałe wilki wyszły ze swoich domostw.
- Co się Stało? Nie wolno nam wyć! - krzyknął Timbad, który zasłonił łapą swoją córkę, która ciekawsko również wyjrzała z jego groty.
- To nasza szansa, musimy zaatakować jaszczury. Teraz! Szybko! - krzyczał Aries, jakby kompletnie postradał zmysły.
- Na pewno? - spytała jedna z samic, która była wojowniczką.
- Na pewno Isir. Osear zasnął z tym nowym, chyba jakiś rytuał... szybko, bo nie wiadomo ile mamy czasu.
Wilki zawyły radośnie i rozpierzchły się we wszystkich kierunkach. Szczenięta oddano pod opiekę partnerce Timbada, białego medyka. Ona jako jedyna pozostałaby chronić ich dzieci. Aries biegł przodem wraz z Timbadem oraz szarym. - Farimem i rudym. - Manu, z którymi najczęściej przyszło mu pracować. Wbiegli na bagna i atakowali wszystko, co choć trochę przypominało jaszczury. Cała wataha Oseara rzuciła się niczym jedno ciało na wielką wojnę przeciwko bestiom swojego władcy.

**

Do nozdrzy białej dobiegła dziwna woń. Jakby zioła, kwiaty i chwasty... zaraz, zaraz... kwiaty!
Podniosła gwałtownie łeb do góry, co spowodowało szum, gdyż włożyła głowę w igliwie. - Noiter! - szepnęła bardzo głośno i poderwała się do przodu, zostawiając za sobą zamglonego znudzeniem w oczekiwaniu i nieco zaskoczonego samca. Biała, wydostawszy się z zarośli podeszła na szczyt wzniesienia, z którego było widać zalesione terytorium Oseara. Samica odwróciła się do Ynerytha.
- Czujesz? Tak pachniały kwiaty Noitera. Jestem przekonana, że daje nam sygnał. - Po chwili ujrzeli wydobywający się z lasu gęsty błękitno niebieski dym.
- Albo na obiad będziemy jeść Noiter'a. - lekko się uśmiechnął
Spojrzała na samca i skarciła go wzrokiem.
- To nie czas, na żarty Yn. Chodź, musimy iść. - Poczekała aż samiec, wygrzebie się, spod choinki. - Biegnij za mną, dam znać stadu, a potem wspólnie ruszymy na jaszczury.
- Już idę. - Biały wygrzebał się powoli spod choinki, po czym otrzepał się z igieł i ruszył w ślad, za białą towarzyszką.
Zbiegali z górki bardzo szybko, biała biegła, jakby miała zaraz potracić łapy. Nawet na treningu u Naharysa nie biegła aż tak szybko i intensywnie. Teraz walczyła przecież nie tylko o uwolnienie wilków z watahy, ale przede wszystkim walczyła o Noitera, nowego przyjaciela. Zacisnęła zęby i przeskoczyła z gracją zwalony pień, który pojawił się na jej drodze. Słyszała tętent łap za sobą, co świadczyło o tym, że jej towarzysz dotrzymuje jej kroku. Teraz kierowali się w stronę centrum watahy. Wadera, wbiegając już w ten teren, zdała sobie sprawę, że jest zbyt cicho i zbyt pusto. Zbyt pusto. W końcu zatrzymała się, obserwując uważnie pobliskie groty i nory. Yneryth uważnie obserwował wyraźne ślady po jeszcze niedawno obcujących w tej okolicy wilkach. Zniżył łeb i zaczął wąchać.
- Gdzie są wszyscy? - spytał po chwili.
- Nie mam pojęcia. - Samica bezradnie wypatrywała oczu, które zazwyczaj obserwowały każdy jej krok, gdy była w pobliżu. Jednakże bezskutecznie. Nagle jej uwagę przykuło chrząknięcie Ynerytha. Spojrzała na niego, a gdy ten dał jej znak, by spojrzała przed niego, ujrzała starszą od siebie waderę, a wokoło jej łap pokaźne stado młodych szczeniąt.
- Belief? Czy to naprawdę Ty? - Spytała obca samcowi samica, spoglądając na niego raz po raz nieufnie.
- Tak! To ja, co tu się stało? Gdzie się wszyscy podziali?
- Czyli... Ty nie wiesz? -spytała i cofnęła się krok w głąb groty, schylając głowę ze smutkiem.
- Co się stało? Opowiedz mi, proszę!
- Aries.... Aries nam obiecywał, że przybędziesz, ale chyba już za późno.
Wadera była przekonana, że Osear wpędził wilki w pułapkę specjalnie, wyczuwając obecność Belief.
- Nie rozumiem, dlaczego za późno? Wszystko szło zgodnie z planem. - Odezwał się Yneryth zirytowanym tonem.
- Gdzie jest Aries? - Ponowiła pytanie Belief, tym razem jednak była o wiele bardziej przekonująca i stanowcza.
- Aries przybiegł tu przed chwilą i oznajmił, że Osear zasnął razem z jakimś nowym przybyszem. I że to szansa jedyna na pokonanie jaszczurów. - Na twarzach pary wilków pojawiły się uśmiechy. " Czyli Noiter wykonał misję" - Nie rozumiem. Co was bawi? To na pewno pułapka, jesteśmy zgubieni.
Belief spojrzała na Ynerytha, po czym posłała samicy pokrzepiający uśmiech.
- O nic się nie martw Pani. Jeszcze tego poranka wasze stado będzie uwolnione.
- Nie wiesz o czym, mówisz. młoda damo.
- Wiem aż za dobrze.
- To była część naszego planu. - dodał Yneryth.
- Uśpienie czujności Oseara, by móc zabić jaszczury a później stoczyć z nim walkę... równą walkę.
- Ale... - zaczęła stara wadera, jednak Belief nie dała jej dokończyć.
- Musimy biec, pomóc waszemu stadu w walce z tymi paskudami. Zostań tu i pełnij straż nad waszymi dziećmi. Niech w Twojej myśli będą wasi najwspanialsi wojownicy.
Yneryth wymienił się z Belief porozumiewawczym spojrzeniem, po czym nie dając już wilczycy prawa głosu, odwrócili się i pobiegli w kierunku bagien.
- Oh... powodzenia kochani. - Wadera zniżyła łeb do szczeniąt i weszła do groty, by położyć się i ogrzać swoim ciałem szczeniaki, które tłumnie ją otoczyły, szukając ciepła w tę zimną noc.
Bel i Yn znów biegli. Nie było czasu do stracenia, toteż starali się nie robić już żadnych przerw. Do ich uszu zaczęły dobiegać odgłosy walki. Zaraz po tym wbiegli na niewielką polanę, gdzie rozgrywały się sceny niczym z prawdziwej wojny. Wilki różnych umaszczeń rozszarpywały ciała potężnych, lecz nieco niegramotnych jaszczurów na strzępy. Zdecydowanie wilki prowadziły do zwycięstwa.
- Popatrz, jakie są otumanione.
- Huh? - spojrzał na nią, ledwie powstrzymując się od rzucenia się do walki.
- Bez Oseara, są jakieś takie... jakby nie wiedziały, co się dzieje.
- To chyba lepiej dla nas. - posłał jej uśmiech, po czym spojrzał na jaszczura, który nadbiegał w stronę Belief i rzucił się na niego, nim on zdążył zrobić cokolwiek. Belief natychmiast odskoczyła, warcząc i pomogła samcowi powalić przeciwnika. Jednak zza drzew przybiegały kolejne i kolejne zwabione zapachem krwi i dźwiękami walk. Nie były trudnymi przeciwnikami, toteż szło całkiem sprawnie. Belief rzuciła się na dwa kolejne, zręcznie unikając ich ciosów ogonami, zaś Yneryth pognał na większe stadko. Użył swojej zdolności z odłamkami lodu, którymi obrzucił kilka z nich. Pokaleczone, stały się jeszcze łatwiejszymi przeciwnikami. Walka trwała. Wiele wilków żyjących na bagnach angażowało się z całych sił, podczas gdy Osear i Noiter leżeli w wielkiej grocie otoczeni szczelnie błękitnym dymem, pachnącym kwiatami z bagien. Osear co jakiś czas podrygiwał łapami, zupełnie tak jak pies, gdy śni o czymś bardzo intensywnie. Zapewne za sprawą Noitera, który potrafił bardzo dobrze to kontrolować.
Kiedy wilki wybiły wszystkie jaszczury na polanie, rozdzielono się, by sprawdzić każdy zakamarek terenów. Dobijano każdą bestię, jaką tylko znaleziono w sporym promilu od terenów ich stada, by żaden na tych bagnach nie przetrwał. Gdy już ukończono akcję, wilki powróciły do centrum watahy. Na samym końcu przybyła Belief z Ynerythem. Aries wyszedł z tłumu im naprzeciw.
- Oh siostrzyczko. - Przytulił ją, nie zważając na to, że wszyscy byli brudni od krwi bestii, jak i swoich. - Przez chwilę wątpiłem, że faktycznie się zjawisz.
- Nie mogłam pozwolić cierpieć tylu wspaniałym istotom. No i Tobie braciszku.
- Kim jest Twój przyjaciel?
- To jest Yneryth. Ufam mu, ponieważ przeżyliśmy już wspólnie jedną przygodę. Jest z nami jeszcze wilk, który leży z Osearem.
- Retion? Nie wyglądał na przyjaznego. - zmartwił się skrzydlaty samiec.
Bel zaśmiała się cicho i spojrzała na Ynerytha, który stał niewzruszony jak miał w zwyczaju.
- Będziesz miał jeszcze okazję go poznać, może zmienisz o nim zdanie.
- Wybaczcie, ale nie czas i nie pora na pogaduszki. Nasz słodki przyjaciel czeka. - przerwał im Yneryth.
- Słodki? - przekrzywił głowę Aries.
Yneryth, jedynie wyszczerzył kły w uśmiechu i ruszył wraz z Belief w stronę jaskini Oseara. Aries wezwał do siebie Manu i Farima. Najdostojniejszych wojowników, po czym ruszyli za swymi wybawcami. Teraz czekała ich już tylko walka z głównym bosem. - Osearem. Szli w milczeniu przez dłuższy czas. Dopiero gdy dotarli na miejsce i stali przed grotą, odezwał się większy szary wilk, Farim:
- To, musimy zaczekać, aż się obudzą?
- Czy zabijamy go we śnie? - dodał rudy.
- Manu!... To, że on z nami pogrywał, nie znaczy, że my tego chcemy. Po tylu latach, przemocy wobec całej naszej watahy, pragnę jedynie zemsty. Pragnę zatopić kły w jego gardzieli i poczuć jak jego duch odchodzi.
- Racja.
- Zabicie go we śnie oznaczałoby wielki ból dla naszego przyjaciela. - Wtrącił się Yneryth. - Musimy stanąć do otwartej walki.
Samica kiwnęła głową.
- A więc chodźmy.
Weszli do środka i stanęli w kole, pośrodku mając dogasające ognisko oraz leżących samców. Wszyscy w napięciu oczekiwali wielkiej pobudki.
W końcu nadszedł ten moment. Najpierw obudził się Noiter. Spojrzał zamglonym wzrokiem po grocie, widząc kilkoro wilków, bardziej i mniej sobie znanych, po czym wymamrotał powoli.
- Ugh... Zrobiliście swoje? Udało się?
- Udało się, Noiter wspaniale się spisałeś. - oznajmiła dumnie Belief.
- Dobrze... - wymamrotał i potrząsnął głową, dochodząc powoli do siebie, przypominając sobie wydarzenia. - Bądzcie gotowi, może być ciężko! - krzyknął, krzywo stając na łapy, widząc, że zaraz po jego obudzeniu, drgnął również Osear. Otworzył najpierw jedno później drugie oko, po czym podniósł łeb.
- O cholera! Śniło mi się, że... - przerwał bowiem, zdał sobie sprawę, z tego, że nie ma w nim mocy. Mocy która, dawała mu potęgę. Potęgę nad jego dziećmi, nad jaszczurami. - Co się stało? - zaczął nerwowo spoglądać na siebie, jakby szukał jakiejś cząstki samego siebie, która mu nagle uciekła.
Wszyscy przyglądali mu się w milczeniu. Nawet Noiter znieruchomiał, znajdując się naprzeciw niego.
- Już wiem, to Twoja wina, to ten zasrany rytuał, który chyba Ci się nie udał Retion!
- Oj, nie pamiętasz chyba końcówki swojego pięknego snu. - powiedział skrzydlaty, zadowolony, że jego przyjaciele nie poznają całej prawdy. Uśmiechnął się. - Rytuał, był zmyślony. A te kwiatki? Jak pewnie wiesz, działają dobrze na sen, ale nic poza tym. No, chyba że dla kogoś, kto potrafi, powiedzmy, wejść w twoje sny... Przyznaje się do winy. Choć ja tylko wcisnąłem odpowiednie guziczki, a resztę zrobiłeś za mnie sam. Choć twój przyjaciel był męczący... - Noiter znów się rozgadał, jednak wrócił do rzeczywistości, widząc karcący wzrok Yna. - W dużym skrócie, ty przegrałeś, my wygraliśmy, oddaje głos innym.
Czarny zaczął warczeć gardłowo i nieprzyjemnie. Dopiero teraz dostrzegł, że nie są sami z Retionem. Spostrzegł znajome pyski oraz jednego nieznanego białego samca.
- Dalej Farim, czego tak stoicie? Aries? Manu? Brać ich! Są dla nas zagrożeniem.
- Nie zagrożeniem, lecz wybawieniem Panie. - rzekł ze stoickim spokojem Farim, najstarszy i największy z samców.
- To koniec, nadszedł dzień wyzwolenia! - zagaił Manu, stojący obok Farima.
- Myślałeś, że wiecznie będziesz władał tymi bagnami, a wilki poprzez cierpienie będą Ci posłuszne? - Odezwała się Belief, która stała za plecami Oseara. Ten odwrócił się do niej, a jego oczy zaświeciły się jaskrawofioletowym blaskiem. Wciąż drzemała w nim moc i siła, jaka posiada wilk, cień. Choć brakowało w nim ducha, który dawał mu największą potęgę i władzę nad bestiami z bagien.
- Belief, śliczna Belief. Ty też przeciwko mnie?
Biała spojrzała na Ynerytha, później na swojego brata, na koniec prosto w oczy Oseara.
- Nie mów tak do mnie. - warknęła cicho, lecz stanowczo, jeżąc przy tym sierść na grzbiecie.
- Widzę, że tak stawiacie sprawę. No cóż... nie pozostawiacie mi wyboru. - Osear nagle po prostu zniknął, dematerializując się w cień i kopcący się dym. Oplótł się pomiędzy wilkami, po czym pojawił się ponownie, tym razem wgryzając kły w jednego ze stojących tam samców. Osear rozpoczął atak i tym samym ostateczną walkę.

Yneryth? Jak potoczy się walka? Który wilk rozpocznie Twój odpis z zębami Oseara w tyłku? (xD)

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2719
Ilość zdobytych PD: 1359 + 200% (2718 PD)
Obecny stan: 4077

czwartek, 27 października 2022

Od Belief c.d Naharys'a [cz.11] ~ Pozbawieni snu

 


https://www.youtube.com/watch?v=2I65k-hVRJ8 

 

Kiedy Naharys wydał rozkaz odwrotu, Bel przez chwilę odniosła wrażenie, jako iż jej misja była zupełnie bezsensowna. I po chwili usłyszała Itachiego, który najwidoczniej też to stwierdził, pytając dowódcę, czemu tu przybyli. Przez chwilę, zrobiło jej się smutno i wycofała się na moment z dyskusji. Jej wzrok przykuło coś poruszającego się w oddali, coś, co połyskiwało wśród traw. Wyciągnęła powoli głowę w górę i zobaczyła to, co Naharys miał okazję zobaczyć z bliska. Widok całej hordy dziwacznych stworów, kotłujących się niczym robactwo wokoło bardzo dziwnej postaci, która unosiła się jakby nad ziemią. Od razu miała w głowie kilka możliwych opcji, obstawiając w myślach, co to może być za paskudztwo, jednak nie miała na to zbyt dużo czasu.
- Ruchy!
Usłyszała jedynie ostatnie słowa Naharysa, nieco podniesionym głosem, ale na tyle cichym, by nie zostać usłyszanym przez stworzenia. Biała zastrzygła czarnymi uszami i przyglądnęła się jeszcze przez chwilę dziwnej scenie, analizując dokładnie każdy szczegół. Chciała jak najwięcej zapamiętać. Kiedy była gotowa, odwróciła się i pobiegła wślad za samcami. Początkowo przyspieszyła nieco i bez problemu dogoniła wojowników. Kłóciła się w myślach sama ze sobą, czy na pewno powinna zostać posłańcem. Może Naharys wykonał jedynie złośliwy żart, aby ją zniechęcić? Może... a może nie, może to przypadek i on naprawdę nie spodziewał się zastać tutaj tej armii. Spojrzała w górę ponad korony drzew. Na razie biegali bez sensu w te i z powrotem, westchnęła.
-Świetnie się spisałaś.
Nagle usłyszała pokrzepiający, ciepły głos Naharysa, który niemalże natychmiast sprowadził jej myśli na ziemię. Spojrzała na niego, a później odwróciła głowę, kryjąc delikatny rumieniec.
- Dziękuję. - odparła cicho i pomyślała, że chyba jednak to nie było takie bez sensu. Spojrzała na niego jeszcze raz, badając jego ciało zielonym spojrzeniem. Pomyślała teraz, że nie mógłby przecież zrobić jej takiego okrutnego żartu tylko po to, by ją zniechęcić, bo przecież przypomniała sobie, że zniechęcał ja od samego początku, gdy deklarowała mu swoją chęć pracy w tej dziedzinie. Przecież to dowódca, więc z pewnością wie, co robi.

- Uwaga! - Wrzasnął Lawrence, skręcając nagle w lewo. Naharys niemalże od razu popchnął samicę w prawą stronę. Belief mało łap nie potraciła, nagłym uderzeniem, ale udało jej się złapać równowagę. Czwórka wilków rozbiegła się na boki, kryjąc się wzdłuż leśnej ścieżki za konarami i w krzewach. Belef z Naharysem po prawej stronie, natomiast Lawrence i Itachi znaleźli się po przeciwnej stronie, łapiąc ze sobą wzajemny kontakt wzrokowy. Nie do końca wiedzieli, co się dzieje, tylko Lawrence wymieniał z dowódcą jakieś spojrzenia. Belief zamarła, gdy w oddali na ścieżce pojawiło się coś szpetnego. Wyglądało trochę jak wilk, trochę jak niedźwiedź i trochę jak jakiś przerośnięty jaszczur. Szło powoli, niespiesznie, jednak w linii prostej. Zdawało się, jakby nie zauważyło czwórki wilków, ukrytych w gąszczu, ani nie wyczuwało ich zapachu. Zbliżało się powoli i dostojnie. Charczało wręcz okropnym odgłosem wydobywającym się z gardzieli. Kiedy przechodziło, pomiędzy wilkami, Belief w swoich emocjach i strachu, nawet nie czuła, kiedy wepchnęła swój bok niemalże na Naharysa, aż w końcu skuliła ciało ku ziemi, obserwując jedynie sytuację przez szparę, spod wystającego korzenia. Była nieco sparaliżowana, jak zresztą wszyscy wokoło, którzy mieli świadomość, bo istota, która właśnie pomiędzy nimi przechodziła, najwyraźniej szła niczym ćma do światła, prowadzona jakąś tajemną mocą. Kiedy przeszła przez ścieżkę i poszła dalej, wilki mogły odetchnąć z ulgą. Itachi był na tyle odważny, że jako pierwszy wskoczył an ścieżkę i spojrzał za odchodzącą i znikającą w mrok istotą.
- Co to do cholery było?!
Lawrence wychylił się, zza konara i pokiwał przecząco głową. Jedynie Naharys nie mógł się ruszyć, ponieważ Bel nieco się rozepchała,
- khem.. Bel, już jest bezpiecznie.
Drgnęła jak poparzona, natychmiast odsuwając się i kuląc się w bezpiecznej odległości, uświadamiając sobie nagle, że trochę przesadziła.
- Oh, wybacz! - położyła uszy po sobie z przepraszającym spojrzeniem. - To stworzenie było, przerażające. W życiu nie widziałam czegoś równie okropnego i ten charkot z jego gardzieli. - potrząsnęła głową, próbując wyrzucić go z pamięci. - Ciężko było jej przyznać, że nieco sparaliżował ją strach i tylko dlatego naruszyła przestrzeń osobistą samca. Nie chciała wyjść na nachalną, ale to jak odebrał to samiec, już nie zależało od niej. Pozostało jej jedynie zachowywać się naturalnie. Samiec posłał jej uśmiech i wyszedł również na ścieżkę.
- Musimy się pospieszyć moi mili, sprawa wygląda gorzej, niż zakładałem do tej pory. - rzekł Naharys nieco spokojnym, jak na sytuację tonem.
- A może dogonimy go i zaatakujemy? Jest nas czwórka. - zaproponował Itachi.
Jednak Naharys zaprzeczył:
- Nie wiadomo, czy w pobliżu nie czai się ich więcej, lepiej na razie obstawić lasy i obserwować ich zachowania.
Kiwnęli więc zgodnie głową i ruszyli w dalszy bieg, w stronę Rene. Cała czwórka biegła w milczeniu i skupieniu. Belief jedynie zerkała od czasu do czasu w stronę Naharysa, nieco speszona swoim poprzednim zachowaniem, a raczej chwilowym brakiem odczuwania tego, co robi.
Było minęło, miała tylko nadzieję, że nie pomyśli sobie o niej czegoś złego. Westchnęła i odrzuciła od siebie te myśli, ponieważ dobiegali już do celu, czyli w pobliże jaskini Alphy. Powitała ich, oczekując na zewnątrz. Belief zatrzymała się na końcu, gdzieś za samcami, jednak szybko została wywołana z tłumu przez dowódcę. Wyszła powoli naprzeciw alphy i ukłoniła się delikatnie. Czekała cierpliwie aż Naharys rozmówi się z alphą.
- Ile ich było? - spytała, gdy już usłyszała raport.
- Ciężko zliczyć, całe mrowie. - rzekła Bel.
- Cała horda. - skwitował Naharys.
- Czy widzieliście coś jeszcze? - skierowała pytanie do białej.
Belief spojrzała na samca, ale szybko zrozumiała, że to ona ma odpowiedzieć.
- Tak, był potwór, jego oczy zionęły pustką, szedł w linii prostej i nie widział nas ani nie wyczuwał. Był prowadzony przez jakąś moc. Nigdy nie widziałam czegoś równie szkaradnego i owianego mrokiem. - zerknęła kątem oka na samca, by złapać otuchy i kontynuowała. - Jego charkot był bardzo donośny, z pyska lała się ślina. Był umięśniony niczym niedźwiedź, o posturze wilka i człapał niczym ociężały jaszczur.
Rene wyraźnie zmartwiła się opisem stworzenia.
- Do tego był na naszym terenie! Szedł z przeciwnego kierunku, jakby z naszych terenów. - dodał Naharys. - Gdyby nie spostrzegawczość Lawnrence, być może musielibyśmy z nim walczyć.
- Będzie trzeba wzmocnić straż i zwiadowców w tamtych rejonach naszego terytorium. Musimy być gotowi na wszystko. - rzekła alpha po chwili namysłu, po czym spojrzała na Belief. - Naharysie, dopilnuj, by Belief jak najwięcej się teraz nauczyła. To jej szansa na zdobycie niezbędnego doświadczenia, które później może okazać się nam zbawienne. - Spojrzała znów na Belief. - Moja droga, Twoja szansa nadeszła szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał, ale skoro obrałaś tę ścieżkę, to podążaj nią z dumą w sercu i nie zawiedź nas.
Te słowa od samej alphy, przeszyły serce wadery na wskroś. To była zarazem wielka pochwała, jak i wielka rada i to od samej przywódczyni stada. Biała niemalże zesztywniała z emocji. Była zarazem szczęśliwa, jak i mega poważna. Ukłoniła się z gracją, na jaką było ją stać mimo ogromnego pozytywnego stresu, jaki odczuwała, po czym ustawiła się posłusznie gdzieś z tyłu za Naharysem.
Przez jakiś czas na polanie panował chaos, każdy podawał jakieś pomysły, jedynie Belief siedziała oparta o drzewo i w głębokim zamyśleniu przeżywała swój mały szok.

 Naharys?

Ilość napisanych słów: 1149
Ilość zdobytych PD: 574 PD + 10% ( 51PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 3192 PD

wtorek, 11 października 2022

Od Belief c.d Eowiny ~ Kiepsko to wygląda [cz5]

- Wolałabym pójść do Twojej jaskini, jeśli nie masz nic przeciwko. Coś czuję, że u medyków stadnych mi się oberwie. - położyła uszy po sobie i westchnęła. - wiesz, nie chcę podpaść na początku. Zapewne coś niecoś o tym już wiesz. - posłała jej uśmiech, po czym wypiła miksturę, która miała uśmierzyć jej ból. Kiedy wypiła, syknęła jeszcze kilka razy z bólu, zmieniając nieco pozycję. Ziewnęła przeciągle. Mimo że już żołądek był pełen, to wciąż jeszcze nie odzyskała sił.
- Sama nie wiem, jakim prawem jeszcze żyję. - zaśmiała się nieco ironicznie. - to, co przeżyłam tamtej nocy, było takie.... niewyobrażalne.
- Co takiego się wydarzyło? - Eowina usiadła zaciekawiona życiem białej.
- Poznałam wilka z watahy, późnym wieczorem w lesie, bo zastał mnie na drzemce, usłyszeliśmy hałas, a potem jakby wycie łosia. Poszliśmy to sprawdzić. Długo szukaliśmy, aż w końcu znaleźliśmy ciało łosia rozszarpane bez najmniejszego problemu i ślady wleczenia przez spory odcinek. To był Bies, to bydle jest naprawdę niebezpieczne. - spojrzała na swoją ranę. - Drasnął mnie dość mocno, nie sądziłam, że aż tak długo będę z tego się wygrzebywać. - położyła uszy po sobie i zerknęła na szarą. - Zabiliśmy go i chyba to jest najważniejsze.
Eo wysłuchała uważnie wypowiedzi Belief, na temat przyczyny jej obecnego stanu, kiwając co jakiś czas łbem na znak, że rozumie co biała do niej mówi. Wyglądała na zainteresowaną tematem, choć znaki zainteresowania nie były wymowne.
- Dla mnie nie było to dość mądre walczyć z taką istotą we dwójkę. - Wypowiedziała to tak spokojnie, jakby mówiła o pogodzie.
Nie pozwoliła jednak wypowiedzieć się białej i mówiła dalej. - Jednak cieszy mnie, że nic wam nie jest. - Choć wilczyca starała się ukryć, że brak swobody przy wypowiedzianych słowach, to i tak zdradził ją zachwiany głos. - A jeszcze głupsze było odwlekanie pójście do medyka. - Pouczyła ją jak niesforne szczenię, na co Belief skarciła ją w myślach. To było ostatnie, o czym chciała słyszeć w tej chwili, zwłaszcza że zwróciła się do niej, by nie usłyszeć tego od innego medyka. Eowina spytała po chwili.
- A twój kolega, gdzieś tutaj jest? Potrzebuje pomocy? - Zaczęła się rozglądać za ewentualnym, kolejnym pacjentem mając nadzieję, że nie jest w gorszym stanie niż Belief.
- Nie. Tylko ja oberwałam. On walczył dzielnie i poza kilkoma zadrapaniami, wyszedł z tego o niebo lepiej niż ja. Ma się dobrze. - posłała jej delikatny uśmiech, przypominając sobie jednocześnie o basiorze. Zastanawiała sie, co też teraz on porabia, jednak szybko ta myśl rozpierzchła się, gdyż poczuła niesamowitą ulgę w pieczącym bólu, jaki nie dawał jej od jakiegoś czasu spokoju. Z zadowoleniem odwróciła się od rozmówczyni, by spojrzeć i nachylić się nad raną. Eowina uważnie ją obserwowała, kiedy biała napięła mięśnie, by zbliżyć pysk do bolącego miejsca. Obwąchała starannie, po czym spojrzała na szarą z delikatnym uśmiechem.
- Chyba możemy już ruszać. - po tych słowach czarnoucha wadera napięła ponownie mięśnie i podpierając się na przednich łapach, zaczęła mozolnie się podnosić. Wcześniej robiła tak samo, tylko o wiele wolniej. Teraz robiła to podobnie z tą różnicą, że nie bolało, ale mimo to nie chciała niczego naciągnąć. Kiedy już stała na czterech łapach, odwróciła się jeszcze za siebie, by spojrzeć na swoją grotę, niewidoczną dla nikogo, kto w niej wcześniej nie był, po czym spojrzała na Eowinę. - Prowadź.
Ta tylko kiwnęła łbem i spojrzała z konsternacją, obmyślając plan jakby teraz przetransportować Belief do groty medyków. Po chwili wpadła na pewien pomysł. Najpierw oblała wodą ranę wilczycy i lekko ją przymroziła, powodując lekkie odrętwienie nogi.
- Na drogę powinno wystarczyć. - Powiedziała bardziej do siebie niż do Belief. - Nie będziesz przez drogę czuła bólu, ale coś za coś i nogi też nie. - po czym podeszła do niej i pomagając jej utrzymać równowagę, ruszyła w drogę. Szła tak wolno, by Belief mogła nadążyć i by w razie czego, gdy się zachwieje ją przytrzymać. Eowina nie da rady jej ponieść sama. Co jakiś czas robiły przerwy, by biała mogła odpocząć. Podczas jednej z takich przerw, Bel zebrało się na ciepłe słowa i zaczęła niepewnie.
- Wiesz Eowino? Nie znam Cię aż tak dobrze, nie wiem co nas łączy, a co nas dzieli tak naprawdę, ale chcę, abyś wiedziała, że jakimś trafem, czuję do Ciebie zaufanie. - Przekręciła łbem, jakby sama nie wierzyła, w to, co mówi, ale tak właśnie powiedziała i nie żałowała swoich słów. - Nie mam pojęcia skąd to uczucie, ale wydaje mi się, że jeszcze nie jedna przygoda przed nami. - zaśmiała się cicho i jednocześnie pokrzepiająco, gdyż na pysku Eo malowało się zakłopotanie. Zapewne szara chciała jak najszybciej zakończyć leczenie i mieć "z głowy" Bel, a ta jeszcze gada do niej takie rzeczy, prosto z mosto i bez ogłady. Te miłą chwilę jednak przerwał im szmer nieopodal. Biała natychmiast uchwyciła ten szelest i spojrzała w owym kierunku. Drygnęła lekko i schyliła głowę, szepcząc do szarej.
- Chyba któryś z członków watahy przechadza się nieopodal. Chodźmy szybciej. - wyszeptała, tak cicho, jak tylko mogła, niemal wprost w ucho szarej, po czym ruszyły bez wahania na przód. Szły już do końca w całkowitym milczeniu, co jakiś czas tylko wzdychając cicho, gdy Bel czuła lekki ból.
Kiedy w końcu dotarły do jaskini Eowiny i weszły do środka, Belief natychmiast znalazła sobie miejsce, które jej zdaniem zostało przygotowane dla potencjalnych pacjentów, po czym obwąchała go, sprawdzając, czy ktoś przed nią grzał to miejsce. Zaraz po tym, starannie umościła się w nim i położyła się na boku, tak by ranna noga była całkowicie dostępna dla medyczki. W następnej kolejności powiodła wzrokiem po grocie, zwracając uwagę na gdzieniegdzie porozrzucane zioła, które Belief doskonale znała, ale były też takie, których nie wiedziałaby jak użyć. W końcu Belief była zaledwie sanitariuszką i posługiwała się jedynie podstawami medycyny, a przecież leczenie to o wiele bardziej zawiła sprawa.
- Muszę przyznać, że całkiem ładnie się urządziłaś. - zagaiła z uśmiechem, mając ciągle w głowie obraz swojej norki. - Musisz kiedyś wpaść do mnie. Mam może trochę ciasno, ale ciągle pracuję i kopię, by ją nieco poszerzyć. Goście są ostatnio w moim życiu w cenie. Szara wilczyca odpowiedziała jej uśmiechem.
- No więc czas, bym zajęła się Tobą na poważnie. - Odwróciła się jeszcze od białej, by pogrzebać w stercie swoich ziół, mamrocząc coś cicho pod nosem. Belief grzecznie czekała, delikatnie poruszając końcówką czarnego ogona. Prawdopodobnie był to efekt lekkiego poddenerwowania. Ufała szarej, ale czy na pewno powinna? Taka myśl jej teraz krążyła po głowie. Położyła niedbale łeb na łapach, czekając na to, co Eowina dla niej szykowała.

Eowina?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1040
Ilość zdobytych PD: 520 PD + 10% (52 PD) za długość powyżej 1000 słów
Obecny stan: 2561 PD

czwartek, 6 października 2022

Od Belief ~ Event Wakacyjny (Pisarski ~ Plażowy dzień)

Tego dnia zarządzony został dzień plażowy. Każdy wilk został zaproszony do pojawienia się na plaży Plage Sud. Zapowiedziano także atrakcje na spędzenie tego czasu wspólnie. Bel z początku miała co do tego kiepskie nastawienie, ale po namyśle postanowiła jednak spróbować spotkać się z innymi. Wyszła więc ze swojej nory i skierowała się jak zwykle na południe. Wchodząc do lasu, natknęła się niespodziewanie na białego basiora. Zatrzymała się i przywitała.
- Witaj.
- Cześć, gdzie się wybierasz?
- Szłam... na plażę. - zrobiła pauzę, niepewna czy wilk ma ochotę w ogóle się ruszyć w tamtym kierunku. - idziesz ze mną?
Samiec nie wyglądał na zachwyconego tym pomysłem, skrzywił się tylko z kapryśną miną. Samica jednak nie dała za wygraną. - Na pewno? Chcesz być tutaj zupełnie sam?
Samiec kiwnął głową z uśmiechem, a Bel westchnęła cicho. Nie chciała iść tam sama, ale chyba nie miała innego wyjścia. Ruszyła kilka kroków naprzód i odwróciła się jeszcze do niego. - Yn, ja też nie chciałam iść, też wolałam siedzieć sama, ale jesteśmy członkami watahy, trzeba poznać lepiej innych, żeby później to wszystko miało jakiś sens. - patrzyła na niego przez chwilę, jakby oczekiwała odpowiedzi z jego strony, ale on ani drgnął.
- Zastanowię się Bel. - pokiwał w końcu głową w zamyśleniu. - W razie czego, dogonię Cię.
- No cóż, dobrze więc Do zobaczenia mam nadzieję. - odwróciła się i poszła dalej na południe.
Biegła dalej, zbaczając nieco na lewo, by ominąć polanę alphy i przypadkiem natknęła się na kolejne jezioro. Na tej podstawie wiedziała już, że zbyt mocno odbiła na bok i powinna kierować się dalej nieco na prawo. Jednakże coś przykuło jej uwagę. Nad jeziorem, na jednej ze skał stał samotnie wilk ze skrzydłami. Nie zdążyła go jeszcze poznać, więc zainteresowała się nim. Podeszła nieco bliżej, jednak pozostała w ukryciu w zaroślach, nieco za nim. Zaczęła obserwować. Był to ciemny wilk z rogami na głowie, posiadał też skrzydła, co było często spotykane w tym stadzie i wcale to samicy nie zdziwiło. Stał na plaży z łapami zanurzonymi w wodzie i był wpatrzony jak w obrazek w dryfujący na wodzie nieco głębiej przedmiot. Prawdopodobnie był to jakiś owoc, ponieważ był żółty i okrągły. Bel przekrzywiła nieco łeb na bok, kiedy wilk zrobił kilka kroków, na przód, niepewnie mocząc łapy w coraz głębszej wodzie. W końcu zdecydował się i plusnął cały do wody, i machając łapami rytmicznie, usiłując podpłynąć do owocu. W końcu udało się, zadowolony zgrabnie zawrócił i począł wysiłki ku wydostaniu się z wody. Bel miała wrażenie, że on walczy tam o życie, ale przecież nie wchodziłby na głębinę bez tych umiejętności. Wyszła więc z ukrycia i podeszła bliżej ku plaży, a samiec zauważył ją bez trudu, jednak... Samiec, widząc nieznajomą wilczycę, tak się zdekoncentrował, że coś poszło nie tak i nagle zaczął naprawdę tonąć, wypuszczając tym samym cenny owoc z pyska. Zaczął się krztusić i pląsać w wielkim chaosie. Samica natychmiast i bez jakiegokolwiek wahania wbiegła do wody, by mu pomóc, jednak chaos, jaki tworzył wokoło siebie, nie pozwalało wilczycy na udzielenie sprawnej pomocy. Wyszła więc na brzeg i szybko rozejrzała się. Doskoczyła do długiej gałęzi leżącej nieopodal , chwyciła ją w połowie i wróciła do nieszczęśnika. Włożyła gałąź do wody i złapała za koniec.

- Łap gałąź! - krzyknęła do pląsającego w wodzie samca, a ten jakby ponownie łapiąc swoje zmysły na wodzy, przestał machać łapami na wszystkie strony i odszukał gałąź. W ostatniej chwili już wpadając pod wodę, złapał z całych sił mocną gałąź zębami, więc Bel z całych sił zaczęła ciągnąć, wyciągając samca na płyciznę. Dalej nie miała już sił. Podbiegła do wilka i naparła na niego ciałem, by pomóc mu wstać. Dusił się, lecz pod naporem pomocy podniósł się i plącząc się swoimi własnymi łapami, pomaszerował ze wsparciem wilczycy na bezpieczny brzeg. Położył się znów i kaszlał jeszcze chwilę ochryple, a samica usiadła w bezpiecznej odległości, naprzeciw niego, czekając, aż dojdzie do siebie. Chwilkę mu to zajęło, a gdy tylko złapał oddech, spojrzał za siebie, na wciąż dryfujący owoc.
- Hej, To było niebezpieczne, czy ten owoc był tego wart? - spytała w końcu biała.
- Tak, to znaczy, - spojrzał na samicę. - To Mango dla Pliszki.
Potrząsnęła głową.
- Dla kogo?
- Pliszki? - dodał nieco zestresowany samiec. - to nasza mała kruszynka. Szczeniak, którym się opiekuję.
- Ah! Wybacz, nie zrozumiałam, chyba jej jeszcze nie spotkałam, tak samo, jak Ciebie. Jestem Belief, sanitariusz, w czym właśnie Ci się przysłużyłam i przyszły posłaniec. Szłam właśnie na plażę do reszty wilków, ale zobaczyłam, że masz problem.
- Ja jestem Noiter, opiekun szczeniąt.
Samica spojrzała na owoc, a potem na samca.
- Wiesz co? Pomogę Ci. - wstała, minęła samca, którego oddech wciąż zdawał się wyczerpujący, a on powiódł za nią wzrokiem. Weszła powoli do wody, popłynęła po owoc i wróciła w mgnieniu oka na brzeg. Otrzepała futro, przez co teraz wyglądała nieco komicznie i wróciła do samca, kładąc mango obok jego łap. Z uśmiechem na pysku widząc radość samca, usiadła na swoim miejscu.
- Dziękuję! Naprawdę dziękuję, jestem Ci winny przysługę. - zaśmiał się cicho, tuląc jednocześnie owoc do siebie. - Pliszka będzie zachwycona, uwielbia te słodkie owoce, a wyjątkowo ciężko je tutaj zdobyć.
- Drobiazg, ale następnym razem uważaj podczas pływania, dobrze?
- Dobrze. - samiec wstał i również otrzepał futro, po czym rzekł. - mówiłaś coś o plaży, mogę iść z Tobą?
- Oczywiście! - posłała mu wesoły uśmiech i już miała wstać, kiedy usłyszała szelest za sobą. Odwróciła się i oczywiście nie zobaczyła nikogo, jednak miała wrażenie, że ktoś między nimi jest. I nie myliła się. Nagle pomiędzy wilkami pojawił się znikąd samiec.
- Yneryth! Przestraszyłeś mnie. - krzyknął Noiter, wyraźnie podskoczywszy na bok i gubiąc owoc. - Oh! - rzucił się za nim, by znów go podnieść.
- Czemu oboje jesteście... mokrzy? Wiecie, że to nie jest ta plaża, o której mówiła alpha? - spytał, nie mogąc powstrzymać się od ciepłego śmiechu.
- Wiemy Yn. - zadziornie odpowiedziała samica i szturchnęła go nieco. - Po prostu zaszedł pewien incydent i sytuacja wymagała odpowiednich działań. - wyjaśniwszy, wygięła pysk w tajemniczym uśmiechu.
- Dokładnie tak Yn, dokładnie! - podkreślił równie tajemniczo Noiter. - Yneryth?
- Tak?
- Czy zechcesz pójść z nami na Plage Sud?
- Eh. - biały westchnął ponownie, tak samo, jak wcześniej do Belief. - No nie wiem, nie wiem.
- Proszę! Chodź z nami! - Noiter wykonał błagalne spojrzenie, przy którym nawet najtwardszy by nie wytrzymał i Yneryth również uległ.
- No dobrze, ale tylko na chwilkę.
- Wspaniale! Więc idziemy. - czarny samiec wziął do pyska Mango i ruszył, a dwójka wilków podążyła razem z nim.
Gdy dotarli na miejsce, ich oczom ukazało się stado bawiące się znakomicie. Pod nadzorem alphy dzieci Naharysa, konkurowały w różnych dyscyplinach konkursowych. Sam Naharys ze swoją siostrą Lonyą leżał nieopodal i zerkał na nich, dumnym ojcowskim okiem. Niko, Cian, Shani z Eowiną, pływały w jeziorze, czerpiąc ze źródeł darmowej ochłody w ten gorący dzień. Nieopodal w cieniu leżała Itami w towarzystwie Atrehu, tego rudego, którego lepiej byłoby omijać w przeświadczeniu Belief. Nieopodal ich, odpoczywali beztrosko Visala, Stormy oraz Mystic, Dusław, Itachi i Lawrence.
Noiter szybko odnalazł wzrokiem Pliszkę i udał się w jej stronę, a cała reszta oczywiście podążyła w jego ślad. Młoda leżała sobie nad brzegiem wody w zacienionym miejscu, w oddaleniu od reszty i dość blisko ściany bujnych zarośli.
- Jesteś w końcu! - krzyknęła uradowana, widząc podarek w jego pysku. - Dzień Dobry!
- Witaj Pliszko, Jestem Belief, a to jest Yneryth. - biała pozwoliła sobie przedstawić towarzysza. Młoda zachichotała i zabrała się za pałaszowanie owocu. Wilki usiadły i później położyły się, wspólnie spędzając czas na rozmowie ze sobą, oraz z młodym pokoleniem. Może Yneryth nie tak wyobrażał sobie ten dzień, ale jednak został na dłużej w towarzystwie. Belief również nie spodziewała się, że spędzi ten dzień tak miło, a już w ogóle nie sądziła, że spotka szczeniaka, co było dla niej interesującym doświadczeniem, bo poza sobą jako młódką, nie widziała zbyt wielu szczeniąt, nie wspominając już nawet o rozmowie z nimi.
Tak oto minęło popołudnie aż do wieczora. Spokojna rozmowa z dobrymi znajomymi, w bezpiecznym otoczeniu całej watahy. Tego wieczoru samica poczuła, że to jest to, że więzi watahy stają się coraz mocniejsze i była z siebie dumna, że zaszła tak daleko, jak na nią.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1313
Ilość zdobytych PD: 656 + 50% (328 PD)
Nagroda za Event: Nagrody zostaną przyznane później
Obecny stan: 1989

Od Belief ~ Event Wakacyjny (Pisarski ~ Czas wakacji)

Kiedy alpha watahy ogłosiła dzień wolny od pracy, wilki były wyraźnie zadowolone, że chociaż jednego dnia będą mogły być po prostu sobą i nie robić zupełnie nic. Miał być to następny dzień zaraz po tym, w którym usłyszały owo ogłoszenie. Biała jedynie poruszyła uchem, patrząc jak wilki, snując wesołe plany ze sobą nawzajem, rozpierzchły się z polany wieczorową porą. Bel została. Siedziała wpatrzona w skałę, z której alpha przemawiała, przypominając sobie stare czasy, swojej rodzinnej watahy. Wszystko wydawało się tak bardzo podobne, że niemalże prawdziwe. Biała uśmiechała się sama do siebie, wpatrzona w las, kiedy nagle usłyszała znajomy głos za sobą. Odwróciła się mimowolnie i ujrzała za sobą basiora.
- A Ty Bel? Nie cieszysz się z wolnego dnia? - zagaił.
- Oh, Naharysie, owszem... cieszę się, ale... - spojrzała znów na skałę, jednak alphy również już nie było w pobliżu.
- Ale? - pociągnął temat zaciekawiony samiec. Spojrzała na niego znów, z delikatnym blaskiem w oczach, przez odbijające się promienie zachodzącego słońca.
- Ale nie mam pomysłu, w jaki sposób powinnam go wykorzystać. - wydusiła w końcu.
- Oh, nic się nie martw, po prostu przyjdź tutaj jutro. Pomogę Ci i znajdziemy Ci jakieś zajęcie.
- Znajdziemy? - powtórzyła zaciekawiona.
- No pewnie, na pewno będzie nas więcej, razem raźniej. - poklepał samicę po ramieniu i odwrócił się. - a teraz życzę Dobrej Nocy. - ukłonił się, jak to miał w zwyczaju i odszedł w stronę swojej jaskini. Bel pokiwała głową, westchnęła i również wstała, a kroki swe skierowała w stronę Lac de Cristal, czyli w stronę swojego "domu". Przyśpieszyła i po kilku chwilach była na miejscu. Zupełnie sama. Napiła się kilka łyków wody i weszła do swojej nory. Czuła się tam bezpiecznie i swobodnie. Tylko tam była tak naprawdę sobą. Nuciła i śpiewała, segregując różne zioła. Nikt nie znał jej od tej strony, ponieważ śpiewała tylko wtedy kiedy czuła się swobodnie, samotnie i bezpiecznie. Śpiewając, przypominała sobie swoją ciężką przeszłość, z którą mierzyła się każdego dnia, ale oczywiście sama. Każdy w końcu miewa jakieś swoje sekrety i rany z przeszłości, z którymi sobie nie radzi albo radzi na różne sposoby. Bel radziła sobie z nimi poprzez śpiew. Kiedy skończyła segregować zielone łodyżki, wychyliła głowę z nory, by upewnić się, że nikt jej nie podsłuchuje. Był już zmrok, więc samica zwinęła się w kłębek na posłaniu z liści i wsadziła pysk w swój puszysty czarny ogon. Otworzyła jeszcze oczy i spojrzała na wlot nory. Czuła się samotna i było jej nieco smutno z tego powodu, ponieważ zaczęła przywiązywać się do wilków z watahy, jednak wciąż brakowało jej odwagi, by się komuś napraszać. Zamknęła oczy i zasnęła.
Rankiem ciepłe promienie słoneczne zajrzały do jej norki, ale samica już nie spała. Przeciągnęła się więc i podniosła się. "Iść czy nie iść?" ~ kłębiły jej się myśli ~ " a może po prostu odpocznę tutaj? Ale, znowu sama? " ~ potrząsnęła głową i wyszła z nory. Nucąc ulubioną piosenkę, ruszyła na południe. Przechodząc przez polankę zwaną Clairière Verte, przystanęła na moment, ponieważ wyczuła znajomy zapach. Zrobiła jeszcze kilka kroków i ujrzała nieopodal śpiącego samca. Uśmiechnęła się uroczo. Widocznie to był jego sposób na "wolny dzień od pracy". Spał tak spokojnie i na swój sposób uroczo, że samica postanowiła go nie budzić. Z uśmiechem pomaszerowała dalej, kierując się na główną polanę, dokładnie tam, gdzie Naharys obiecał jej swoją pomoc. Jednak na miejscu nikogo nie było. Dostrzegła jedynie alphę, wygrzewającą się w blasku ciepłego słońca i kilku innych "plażowiczów" w pobliżu jeziorka Douce Cascade, nieopodal miejsca wygłaszania ogłoszeń. Biała przysiadła w cieniu wielkiego dębu, obserwując uważnie polanę. Było bardzo cicho i nadwyraz przyjemnie.
Samica siedziała dłuższą chwilę, opierając się o korę drzewa i ze znużenia przez moment zdarzyło jej się nieco przysnąć. Obudził ją dopiero dotyk ciepłej wilczej łapy na ramieniu.
- Belief! Jesteś tam?
- Oh.. ja, ja przepraszam. - skuliła się, natychmiast po przebudzeniu kuląc uszy po sobie, jakby zrobiła coś złego i właśnie tego żałowała.
- Hej, spokojnie młoda damo, nic się nie stało, w końcu to ja się spóźniłem. - zaśmiał się ciepło Naharys i dodał. - chodź! Czekają na nas.
Samica ożywiła się natychmiast. ~ "Jak to czekają? Kto czeka?" ~ pomyślała żywo i niepewnie wstała, kierując nos w jego stronę. Ruszyła niepewnie i po chwili w końcu wysadziła przez zęby. - Kto czeka?
- Wszyscy Ci, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić. - zaśmiał się rozbawiony samiec, kierując Belief, w stronę tunelu drzewnego Couloir forestier. Biała dziwiła się, nie mogła wpaść na żaden pomysł, co mogliby robić w tamtym kierunku. Jednak kiedy dotarli, wszystko zrozumiała.
Początek przejścia, mimo gęstości drzew i ciemności, był niezwykle miło oświetlony za sprawą świetlików i innych świecidełek działających za sprawą jakichś mocy. Kiedy Belief zatrzymała się, zobaczyła kilka innych wilków. Między innymi Eowinę, Visalę, Cuana i Niko. Wszyscy wydawali się jakby zaczarowani, albo raczej oczarowani mocą tego miejsca. Belief podeszła nieco bliżej i zaczynała rozumieć. Po prostu nie ukrywając niczego, było tam przepięknie, niczym ze snów. Po krótkiej rozmowie, z obecnymi wilkami, postanowili wszyscy się przejść tunelem drzew tam i z powrotem. Naharys zaś pożegnał się z grupką wilków i udał się w swoją stronę, zadowolony, że udało mu się zgrać samotne wilki w grupkę.
- To może mały wyścig? - zaproponowała Bel, wesoło tuptając łapami w pełnej gotowości.
- Właściwie czemu nie? - odpowiedziała Visala, spoglądając na resztę wilków, które po kolei kiwnęły głowami.
- Gotowi? Start! - krzyknął ktoś. Już nawet nie zwrócił nikt uwagi na to, czyj to był głos. Po prostu każdy z obecnych rzucił się w pogoń do końca tunelu. Na początku prowadziła Eowina, wyprzedzona przez Cuana, a on przez Visalę. Belief biegła z tyłu, wiedziała, że aby wygrać, trzeba oszczędzać siły na zakończenie. Tak też zrobiła i tym razem. Kiedy byli już w drugiej połowie drogi, biała nagle wystrzeliła z kopyta, wyprzedzając pozostałe wilki. Jednak wciąż miała przed sobą wojowniczkę. Skupiła całą swoją uwagę na swojej prędkości i na rywalce, nie zważając na nic innego. I to było błędem, bo samica nie zauważyła, że trasa wyścigu się kończy. Owszem wyprzedziła Visalę w ostatniej chwili, ale zaraz po tym, nie zdążyła wyhamować. Widząc przed sobą niewielki wodospad i jezioro u jego dołu, zawahała się przez moment, ale musiała zaryzykować, ponieważ to były sekundy. Przyspieszyła ponownie i wyskoczyła w górę, następnie w locie zwinęła się, możliwie w kłębek, oczekując na spotkanie z lustrem jeziora Cascade de rêve.
- Bel! - krzyknął Cuan.
- Belief! - zawtórowała Eowina.
Wilki z trwogą wychylały się, jeden przez drugiego z góry wodospady w dół. Na szczęście Bel pojawiła się na brzegu, dysząc i kaszląc. Otrzepała futro, nim pozostali zeszli na dół, by do niej dołączyć.
- Czyś Ty zwariowała ? - Spytał Niko, wyraźnie zdumiony faktem, że biała odważyła się na taki krok.
- Nie byłabym w stanie wyhamować. Spadłabym w kamienie i byłoby o wiele gorzej. Musiałam zaryzykować. - westchnęła biała.
- Ma racje i teraz ja z Eowiną, mielibyśmy pełne łapy roboty, a przecież to jest wolny dzień od pracy. - zażartował Cuan i wszyscy wybuchnęli śmiechem, siadając na kamieniach, by nieco odpocząć.
- Słyszeliście historię o tym, że wodospad ten spełnia marzenia, jeśli wrzuci się do wody kamyczek? - Zapytał Niko i wstał, by wsiąść do pyska mały kamień, który następnie splunął do jeziora. Zamknął oczy, myśląc intensywnie, po czym znów je otwarł. - już. Teraz wy! Śmiało, warto spróbować.
Każdy po kolei zrobił to samo, a Bel uczyniła to na samym końcu. Podniosła powoli kamień i podeszła do brzegu. Zanim wypuściła go z pyska, przyjrzała się dokładnie swojemu odbiciu w wodzie i wbrew pozorom pomyślała o tym, jak bardzo pragnie mieć rodzinę, taką jak za dawnych lat. Wilki, przy których będzie bezpieczna, przy których będzie mogła zasypiać i się budzić. Po prostu chciała znaleźć kogoś bliskiego, o kogo będzie mogła dbać całym serduszkiem. Tutaj nikogo takiego nie miała i to było coś, co powodowało u niej delikatny smutek, w szarej codzienności. Wcześniej miała chociaż brata, ale on teraz ma swoje życie i nawet jeśli znów ich drogi się złączą, to już nigdy nie będzie to samo, co za dawnych lat, kiedy byli dziećmi. Westchnęła, a pozostałe wilki wpatrywały się w nią zagadkowo. W końcu wypuściła kamyczek, myśląc nad swoim życzeniem i nieco zamyślona wskoczyła z powrotem na swój kamień. Wilki tak spędziły czas do wieczora, a później rozeszły się, każdy w swoją samotną stronę. Może potrzeba czasu, aby czuły się lepiej w swoim towarzystwie, a może trzeba czasu, by się lepiej poznały i polubiły.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1355
Ilość zdobytych PD: 677 + 50% (338 PD)
Nagroda za Event: Nagrody zostaną ogłoszenie w innym terminie
Obecny stan: 1005

niedziela, 11 września 2022

Od Belief c.d. Yneryth/Noitera [Cz.4] ~ „Misja ratunkowa” [+16]

Belief wyłoniła się zza kamienia, żeby zobaczyć, co się stało i nieruchomieje na dłuższą chwilę, robiąc komiczną minę, poruszając jedynie oczami na lewo i prawa z samca na samca, powoli dochodząc do siebie po tym, co właśnie zobaczyła.
Noiter, kiedy się potknął i upadł, wyglądał mniej więcej tak:

Natomiast reakcja Belief, przypominała ten obrazek:

Tymczasem Yneryth wychodzi z piaskowej iluzji i mówi.
- Widzisz, mówiłem, że trzeba uważać. - po czym posyła samicy perfidny uśmiech, na który ona nawet nie zwraca uwagi, gdyż nadal jest w ciężkim szoku. Rogacz zauważył białego i krzyknął:
-Yn! Wieki cię nie widziałem! Przyprowadziłeś ze sobą przyjaciółkę? A może coś więcej? - uśmiecha się wymownie.
Biały, udając, że nie słyszał pytania, szturchnął ogonem Bel i szepnął.
- Jesteś tam, Bel?
Noiter nie daje jednak za wygraną i zbliża się do przyjaciela, również szepcząc mu na ucho:
- Czy z twoją przyjaciółką wszystko okej? Wiesz, nie ma problemu, jeśli ktoś nie ma wszystkich klapek, wciąż może być coś z tego.
- Noiter!
- Ja tylko mówię, że ja tam lubię wszystkich bez wyjątku, nie wiem, co ci przeszkadza.
- Żyję... znaczy... chyba. - wymamrotała w końcu powoli, nadal wodząc oczami z Ynerytha na Noitera. - Znaczy... Dzień Dobry, miło mi Cię poznać. - przełknęła ślinę, nadal nie będąc pewna czy aby to nie kolejny z jej dziwnych snów.
Noiter zadowolony uśmiechnął się do wadery:
- A więc umiesz mówić! Miło słyszeć, przyjemny masz głos, przypomina mi głos mojej ciotki Plumy, niezbyt miła osoba, ale głos miała cudny. Oh, nie przedstawiłem się jeszcze, ale głupio z mojej strony. Zaskoczyło mnie po prostu twoje milczenie, ha. - ukłonił się, używając do tego skrzydeł. - Jestem Noiter, tutejszy opiekun szczeniąt oraz artysta z powołania. Jeśli szukasz artystycznych materiałów, nie znajdziesz lepszego miejsca w watasze, gdzie ceny są zawsze przystępne! No, skoro mamy to już za sobą... Powiedz mi coś o sobie! Najlepiej z wieloma szczegółami, chce znać wszystkie! Możemy zacząć od tego, jak masz na imię, a później jakoś się rozkręcisz. A więc?
Belief posłała Ynerythowi dość znaczące spojrzenie, jakby szukała na jego pysku odpowiedzi na parę dość nietypowych pytań, które w tym momencie zaprzątnęły całą jej głowę. - Nazywam się Belief. - spojrzała ponownie na rozmówcę. - Opiekun szczeniąt, chyba o Tobie słyszałam. Ja jestem posłańcem i sanitariuszem w podróży, ale to teraz nie istotne, będzie dość czasu, by się poznać. - posłała mu delikatny uśmiech, wciąż niepewnie zerkając na białego samca, stojącego nieopodal w milczeniu. - Yneryth mówił, że możesz nam pomóc.
- Oh, Yn mnie polecił? - spytał pozytywnie zdziwiony. - To niezwykle mile jak na niego. Dobrze, a więc z czym potrzebujesz pomocy? Trzeba ci uszyć kocyk? Zrobić zabawki? Potrzebujesz, by Ci coś namalować? Może potrzebujesz rozrywki i chcesz posłuchać jakiejś historii! No, chyba że potrzebujesz... Specjalnego towaru. - powiedział, zniżając głos. - Wiesz, mam na stanie świeże materiały, idealne do wycięcia kawału jakiemuś wilkowi. Tylko lepiej unikaj Naharysa. Powiedział, że jak jeszcze raz zobaczy moje psikusy, to mi piórka powyrywa i wsadzi, wiadomo gdzie, ale tak to mam całkiem szeroki wybór. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Kawału? Jaki to kawał można wyciąć innemu wilkowi tym sposobem? - spytała zaciekawiona.
- Mam dużo sposobów na kawały! Jednak to są tajne informacje, rozumiesz, jak wszyscy się dowiedzą o tym, czego się spodziewać, to już nie będzie zaskoczenia. A więc interesują cię psikusy, tak?
Bel kiwnęła głową, jednak na chwilę odwróciła się w kierunku pierwszego z towarzyszy i rzekła:
- Yneryth! - zmierzyła go zirytowanym spojrzeniem. - Masz coś do powiedzenia?
- Mhyy zdaje mi się, że nie. - dalej słucha, jak gdyby nigdy nic.
-Yn! Miałeś mi pomóc, a jak na razie tylko stoisz. - szepnęła, podchodząc bliżej niego. - i nic nie mówisz, podobno znasz go lepiej, więc... pomóż mi i wytłumacz mu to jakoś.
- Ahh. Sprawa jest skomplikowana. Belief potrzebuje naszej pomocy. Musimy pomóc jej dostać się do sąsiedniego stada, by mogła odzyskać brata. - Mówił, omijając ważne szczegóły.
- Oh, a co się stało, że tam utknął? Złamał nogę i nie może się ruszyć? Uuu, a może nie może sam odbyć tej podróży? W sumie nie wiem, na ile mogę się przydać, ale to zawsze jakaś przygoda. Muszę tylko załatwić parę spraw i mogę się z wami wybrać. Zgaduje, że idziemy pieszo? - powiedział, patrząc na grzbiety wilków. - Pytam, by wiedzieć, co spakować.
- Idziemy pieszo. Bez bagażu. - Powiedział stanowczo Yneryth.
- Chwila jak to bez bagażu. Gdzie wsadzę bandaże, przekąski, napoje i resztę potrzebnych przedmiotów? To są same podstawy, bez których ani rusz.
- Bez bagażu! - wywarczał przez zaciśnięte zęby.
- Spokojnie Yn, nie tak ostro. - zagaiła niepewnie Bel.
- Hmph, jak sobie życzysz. - powiedział urażony, mając jednak plan. - Okej, to skoro to mamy z głowy, to... Proszę, pomożecie mi?
Biała skuliła uszy i spojrzała na Ynerytha wymownie. Już zaczęło jej się w głowie mieszać. Przed czym niby wilk tak ją ostrzegał? Spojrzała znów na skrzydlatego. - Pomoc za pomoc. Co mamy zrobić?
- Pomóc mi się pozbyć tego? - powiedział, wyciągając łapę i wskazując na przyklejony przedmiot do jego pleców. - Nie mogę w tym stanie nigdzie iść, haha!
Wadera wychyliła się na bok, aby lepiej zobaczyć grzbiet samca. Faktycznie wilk nadal był przyozdobiony w bardzo niepokojąco dziwne przedmioty. Bel słyszała z opowieści, że mamy w watasze sympatycznego opiekuna szczeniąt, ale Yneryth twierdził, że jest on wyjątkowo niebezpieczny. Patrzyła na białego, raz po raz szukając odpowiedzi i szczerze powiedziawszy, miała ochotę pogadać z nim na osobności, ale teraz nie było to możliwe. Uśmiechnęła się więc koślawo, nie bardzo wiedząc, co powinna mówić, a czego lepiej unikać i wydusiła w końcu. - Hmm czy chodzi o... o ten... tą jakby kaczkę?
- Najlepiej wszystko, jeśli się da. - westchnął, przypominając sobie, jak trudne jest czyszczenie w tych miejscach. - Niestety, mimo że skrzydła są bardzo użyteczne, to potrafią być problemem i tak jest w tej sytuacji. Więc pomożecie mi, proszę? - spytał, robiąc słodkie oczka szczeniaczka.
Samica przyglądnęła się dokładnie sytuacji na jego grzbiecie i kiwnęła głową.
- No dobra, zdejmę z Ciebie te skóry na początek, Yneryth... Zajmiesz się kaczką? - posłała białemu złośliwy uśmiech, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że wolałby pewnie się nie ubrudzić, po czym podeszła niepewnie od tyłu do Noitera i patrząc jeszcze chwilę niepewnie, zastanawiała się, czy oby na pewno takiej pomocy potrzebowała, do uratowania brata. Westchnęła po chwili i schyliła łeb, by złapać delikatnie w zęby różową skórę i tym samym poczuła okropnie dziwny smak, jakby ziół owoców i nie wiadomo czego jeszcze.
~ Mam nadzieję, że to nie jest pułapka i skóra maczana w truciznach Pomyślała, po czym zrobiło jej się niedobrze.
Basior wziął głęboki oddech i podszedł do rogatego. Zaczął odcinać sierść razem z kaczką, za pomocą lodowych pazurów. - Może zaboleć, więc się nie wierć i szybki będziemy mieć to za sobą. - Powiedział prawie spokojnym głosem.
Czując, co się dzieje, na jego tyle, odskakuje natychmiastowo, nim jego sierść zdążyła bardzo na tym ucierpieć, przez działania jego "przyjaciela". Jedynie mały kłębek sierści opadł na ziemię.
Odskoczyła również ze skórą w pysku, uwalniając zestresowanego samca. Wypluła ją nieopodal jego groty i uśmiechnęła się rozbawiona poczynaniami samców.
- Yn, co ty przepraszam, robisz?! - zapytał zdenerwowany. - Prosiłem was o pomoc ze zdjęciem tego, a nie z obstrzyżeniem mnie na łyso!
- Spokojnie nietoperzu, jeśli wolisz, to mogę ci to oderwać.
- To w końcu świeży klej, powinno zejść, jeśli pociągniesz, nie zdążył się związać! Więc nie rozumiem, czemu próbujesz mnie uciąć na łyso.
- Jak wolisz. - Wsuwa pazury pod kawałek drewna i podważa.
Noiter czuję, że po chwili ciężar opada z jego pleców.
-Widzisz? Dało się! Teraz zostało uwolnić łapę.
Kiedy pozbyli się kaczki, czas był na miskę. - Na to chyba nie mam pomysłu. - Zachichotała cichutko.
- No nic, będziemy musieli ją amputować. - Otworzył pysk, ujawniając zębiska.
- Eh?! - wydał dźwięk zdziwienia. - Nie da się inaczej? Przepłukać czymś? Proszę?
- Agh no niech ci będzie. - Podnosi nogę Noiter'a i próbuje wytrzepać miskę. Zamyka pysk ze znudzeniem.
Noiter, mimo że pozytywny nie wierzył, że to się uda, gdyż już wielokrotnie trzepał łapą, wychodząc z jaskini. Jednakże Yn udowodnił mu ponownie, że się myli. Nie wiedział co to za magia, ale był zadowolony z wyzwolenia łapy.
- Jeju dziękuje wam bardzo. Obiecuje, że pomogę wam, jak tylko umiem! Po szybkiej kąpieli oczywiście. - powiedział, kierując się do swojej jaskini.
Samica kiwnęła głową i usiadła, oplatając ogonem przednie łapy. Kiedy upewniła się, że skrzydlaty samiec oddalił się, skierowała spojrzenie na białego, strzygący uważnie uszami. - Yneryth, nadal chcesz mi wmówić, że on jest niebezpieczny? - rzekła ani głośno, ani cicho, tak by tylko biały ją usłyszał.
- Nie muszę. Po prostu nie zawsze można wierzyć w to, co się słyszy. - Odwrócił głowę w kierunku Belief i się uśmiechnął.
- Co myślisz na jego temat? - zapytał z zainteresowaniem.
Przekrzywiła głowę. - Chcesz mi powiedzieć, że zrobiłeś mi taki żarcik? - zrobiła groźną minę. - Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy, stroisz sobie ze mnie żarty? -fuknęła pod nosem i dorzuciła szeptem. - Uważaj, żebyś kiedyś nie dostał żarciku ode mnie. - samica pogroziła mu półżartem, bo nie chciała się teraz kłócić, kiedy potrzebuje od niego pomocy w czymś o wiele ważniejszym. Westchnęła. - Jest przesympatyczny, aż za bardzo, ale... Dlaczego akurat jego wybrałeś na tak niebezpieczną wyprawę? Trochę się o niego martwię.... jednak to nie będzie spacer po łące i wąchanie kwiatów tylko dość poważna sprawa. - Mówiąc to, spoglądała na drewnianą kaczkę, leżącą nieopodal, która wcześniej tkwiła na plecach szarego samca.
- Nie nazwałbym tego żartem, ale skoro chcesz się na mnie za to obrazić, to rozumiem. - Samiec spuścił wzrok na kawałek skały. - Wolę podróżować z kimś takim jak on, niż z kimś, kto będzie mi dawał lekcję, jak powinienem się zachowywać. - Przymyka oczy, wspominając inne poznane wilki.
- Nie, to nie tak, wybacz Yn, po prostu... nie spodziewałam się, że możesz mnie wkręcać. - również spuściła łeb i wbiła wzrok w ziemię. To nie był czas ani miejsce na takie wyznania, ale sytuacja do tego zmusiła. - Po prostu jesteś moim przyjacielem. - wymamrotała w końcu i podniosła wzrok, by spojrzeć mu prosto w oczy. - Być może gdzieś się pomyliłam w ocenie tej relacji. - skuliła uszy, wyraźnie zakłopotana. Nie chciała, by rozmowa poszła w tym kierunku, a już na pewno nie chciała prowadzić do rozczarować ich obojga. - Przepraszam Yn.
- Basior skierował swoje żółte oczy na waderę. Pustym wzrokiem spoglądał jej teraz w oczy. – Też cię polubiłem, ale nie mam pojęcia, co nazywacie przyjaźnią. Nie masz za co przepraszać. – Na koniec dodał. - Chyba powinienem się cieszyć.
Skuliła uszy po sobie i wlepiła chłodne spojrzenie znów w drewnianą kaczkę. - Przyjaźń to szczerość, zaufanie i wzajemny szacunek. - rzekła cicho, zrobiła pauzę, po czym kontynuowała. - Jest to ktoś, z kim dobrze się rozumiemy i pomagamy sobie w trudnych chwilach. - wyjaśniwszy, znów zrobiła pauzę i podniosła wzrok na kilka sekund, by upewnić się, że samiec nadal jest i jej słucha. - Nie odmówiłeś mi pomocy w trudnych momentach ani wcześniej, ani dziś. Pamiętasz tamtą tajemniczą jaskinię? Mogłeś mnie tam zostawić, a jednak.... uratowałeś mnie. Teraz znów idziesz ze mną na wyprawę. Więc nie zważywszy na to, czy czujesz do mnie przyjaźń, czy nie, jestem Twoją dłużniczką Yn. - spojrzała znów na samca nieco smutnym wzrokiem, po czym powędrowała nim w stronę jaskini Noitera. Zastanawiała się, ile jeszcze przyjdzie im czekać, więc nie czekając długo, położyła się.
- Nie musisz się smucić. - Powiedział z dozą empatii, na co Bel postanowiła już nie odpowiadać. Nie chciała psuć atmosfery, choć i tak już zrobiła się dość dziwna. W tym momencie jednak uratował ją Noiter, który właśnie pojawił się ponownie u wejścia do swojej groty.
- Witajcie, towarzysze drogi! Jestem w zupełności gotowy na tę wyprawę, oczywiście mentalnie, gdyż fizycznie miałem nic nie zabierać. - zaśmiał się Noiter, wychodząc z przytupem z jaskini. - Oh, przeszkadzam w czymś?
- Nie czemu tak uważasz? - spytał biały.
- Tak jakoś, było czuć coś w powietrzu. Hm może to klej jeszcze czuć. - stwierdził, przechodząc obok nich, dziwnie zestresowany. - A więc, komu w drogę temu czas?
Podniosła się do siadu, wzięła parę głębszych oddechów i rzekła. - po prostu rozmawialiśmy. Możemy już iść, tylko chciałam spytać, czy macie jakieś pomysły? Od czego zaczniemy, gdy już tam dotrzemy? - spojrzała na Noitera, który nie miał pojęcia jeszcze, na co się pisze. - Musimy zwieść pewnego wilka, musimy mu zrobić dowcip, albo zająć go czymkolwiek, byleby nie domyślił się, po co tak naprawdę przybyliśmy. Jakieś pomysły?
- Powinniśmy zacząć od rozpoznania terenu, żeby głupio nie władować się w jakiś problem. - rzuca wzrokiem na czarnego.
- Jakby, musimy go zająć tak? Mogę udawać podróżnego bajarza i zająć go ciekawymi historiami! Kiedy będzie zajęty, wy uprowadzicie brata! Znaczy... Odzyskacie. Idealny plan, jeśli mam być szczery. - powiedział podekscytowany, zapominając o swoich nerwach.
- Albo mogę mu spróbować sprzedać kaczkę. - powiedział, wskazując na wciąż leżącą na ziemi kwaczkę.
- Wytropienie 3 wilków i jednego mu znanego to jak kaszka z mlekiem. Nie ma sensu go porywać, bo i tak nas znajdzie.
- No nic, droga daleka. - przerwała, nie dając Noiterowi nawet czasu na reakcję. - ruszajmy, omówimy wszystko w drodze. - Wstała, rozprostowała kończyny i rozejrzała się, po czym obrała odpowiedni kierunek, jakim był zachód i ruszyła, jednak po chwili odwróciła się, by spojrzeć czy wilki również zbierają się do drogi.
- Tak jest, mój przyjacielu wilczasty, najlepszy na świecie! - powiedział Noiter bardzo entuzjastycznie, gotowy do drogi.
Kiwnęła głową. - Zatem w drogę, ku przygodzie. - zaśmiała się cicho, dla dodania im otuchy.
Wilki ruszyły w długą drogę. Nie spieszyły się. Szły rozważnie, a ich krokom towarzyszyła od czasu do czasu rozmowa. Musieli bowiem wytłumaczyć Noiterowi wszystkie szczegóły, no może poza jednym.

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2165
Ilość zdobytych PD: 1082 + 10% (108 PD)
Obecny stan: 1190

wtorek, 30 sierpnia 2022

Od Belief do Ynerytha | Noitera ~ "Misja ratunkowa"

Kiedy dotarła do swojej norki, położyła się i pogrążyła w zamyśleniu. Pragnęła odbić brata z jego beznadziejnej sytuacji. Przecież on cierpiał każdego dnia, przez swojego Alphę, który najpierw uratował mu życie, a teraz dręczy jego i inne wilki swoimi chorymi ambicjami. Biała przypomniała sobie nudne lekcje z rodzinnej watahy o wilkach-cieniach, które potrafiły igrać sobie z innych. Że jeśli taki wilk będzie kierował się złem, to można go pokonać, ale potrzeba wiele sprytu i podstępu. Samica, leżąc na plecach, pomyślała, nie wiadomo, dlaczego o Noiterze, samcu, którego niedawno poznała nad jednym z mniejszych jezior. Byłby idealny do wprowadzenia Oseara w jakiś błąd lub mały podstęp. Jednak czy będzie prosić samca, którego ledwo zna o narażanie siebie na niebezpieczeństwo. Potrząsnęła głową. Nie mogłaby, więc kogo ma poprosić o pomoc? Naharysa? Kapitan, zaraz pytałby alphę o zgodę, a chyba ta sytuacja nie wymaga rozgłosu. Doskonale wiedząc, że nie może sobie pozwolić na samotny powrót, musiała coś wymyślić. Masując delikatnie czarną łapą ziemię w swojej norze, Belief w końcu poddała się snu.
Kiedy się przebudziła, jasne światło zmieszane z promieniami słońca wpadało jej do nory. Podniosła się i otrzepała się, dochodząc do wniosku, że jej futro jest nadal pokryte grubą warstwą zaschniętego błota i gliny. Wyszła z nory i napiła się chłodnej wody, wyglądała zdecydowanie okropnie. Usiadła jednak ze smutkiem, nie przejmując się faktem brudu. Znów zatopiła się w myślach na temat tego, kogo powinna poprosić o pomoc. Nagle jej umysł pojaśniał. Wpadła na pomysł, jednak zanim gdziekolwiek ruszyła, wstała i spojrzała na taflę jeziora. Uśmiechnęła się półgębkiem, ponieważ osobie, o której pomyślała, nie spodobałby się jej wygląd i posklejane futro.
- On przecież ceni sobie nad wszystko czystość! - Wskoczyła więc do wody i urządziła sobie porządną i długą kąpiel. Pływała w tę i nazad. Chwilami musiała zanurkować, by obmyć również głowę. Co chwila wychodziła i wchodziła z powrotem, ponieważ znajdowała jeszcze jakieś niedomyte fragmenty błotka. W końcu się udało, była czysta jak łza, bez śladu błota. Usiadła zmęczona na kamieniu i otrzepała futro. Położyła się, bowiem kąpiel tak długa ją znużyła. I znów zasnęła na chwilę, jednak szybko się przebudziła, ponieważ do jej nosa dobiegł zapach pędzącego nieopodal zwierzątka. Błyskawicznie wstała, dopadła go i zabiła, po czym szybko zjadła i obmyła znów pysk. Była jeszcze nieco wilgotna, ale mimo to ruszyła zadowolona na południe w stronę ulubionej polanki samca.
Gdy była już wystarczająco blisko, zaczęła węszyć, gdyż znała jego sztuczkę ze znikaniem. Węszyła kilka chwil, aż w końcu udało jej się złapać w miarę świeży trop. Wystrzeliła więc wesołym biegiem na przód. Yneryth faktycznie leżał sobie teraz okryty iluzją, aby mieć trochę świętego spokoju, ponieważ sporo wilków przechodziło dzisiejszego dnia przez jego polanę i było to dla niego męczące. Samica nie mając pojęcia o obecności wilka, postanowiła nagle skrócić sobie troszkę trasy i skręciła wprost na niewidzialnego Ynerytha, który nawet nie zdążył zareagować, kiedy samica krzyknęła i mało nóg nie potraciła w teatralnym locie. Zanim wilk wstał i zrozumiał, co się stało, po potężnym łupniu w plecy, wadera już ryła pyskiem o trawę i leżała chwilę w niezłym szoku. Samiec wyraźnie poczuł się winny, więc podszedł, do poszkodowanej samicy, dopiero po chwili poznając ją.
- Belief? - spytał niepewnie. - nic Ci się nie stało?
Samica ocknęła się po chwili i podniosła łeb, plując źdźbłami trawy. Potrząsnęła głową na boki i kiedy obraz w głowie jej się ustabilizował, niepewnie zaczęła się podnosić. Troszkę ją bolała jedna z łap, ale to nie było nic poważnego, trzeba było to tylko rozchodzić. Sprawdziwszy, czy wszystko jest ok, odszukała wzrokiem rozmówcy i nawet nie zdajecie sobie sprawy, z tego, jak bardzo się ucieszyła, widząc właśnie jego.
- Yneryth! Szukałam Cię.
Samiec, starając się ukryć fakt, że samica potknęła się właśnie o jego grzbiet, uśmiechnął się niewinnie.
- Tak, ale... czy wszystko w porządku ? Bo potknęłaś się dość poważnie...
- No właśnie. - rozejrzała się, szukając przeszkód. - o co ja się potknęłam.. tu nic nie ma. - wydała się zamyślona przez chwilkę, po czym machnęła łapą. - a niech tam, może mi się łapki poplątały. Posłuchaj, mam problem, czy chciałbyś może mi pomóc?
- Zależy, o co chodzi, opowiedz mi. - odparł samiec i oboje usiedli i pochłonęli się długą rozmową, w której między innymi to Belief prowadziła opowieść. Opowiedziała mu o całej sytuacji z jej bratem, jego watahą, w której włada zły cień. Nie wspomniała jedynie o fakcie, że alpha tamten chciał się targnąć ze złym zamiarem na nią samą. Zrobiła tylko znaczącą pauzę w tym momencie opowieści, postanawiając zatrzymać ten fragment dla samej siebie.
- Tak więc tamte wilki są w więzieniu Yn, obiecałam im pomóc.
- Ale to nie wygląda na bezpieczne.
- Tak, ale tylko wilki z zewnątrz mogą im pomóc. Aries obiecał zorganizować całą watahę na dzień wielkiego buntu, by w momencie naszej akcji, mieszkańcy rzucili się na te smokowate paskudy, dając nam większe szanse. Bo jeśli Osear wezwałby je na nas, to nie byłoby łatwo.
Samiec pokiwał głową, na znak, że zrozumiał.
- Ale wilk-cień.. Jeśli go nie zwabimy w jakąś zasadzke, to on zawsze będzie sprytniejszy, trzeba go będzie przechytrzyć.
- Mnie zna i zdaje się, że mnie polubił, można to wykorzystać, a także przydałby się ktoś, kto odegrałby scenę, zagadał go jakoś.. Mogłabym przyprowadzić was do niego, jako wilki, które chciałyby dołączyć?
- Sam nie wiem, zapach watahy Renesmee jest zbyt silny, mógłby się domyślić podstępu. - samiec spoglądał w dal, w poważnym zamyśleniu. Podobała mu się myśl o walce, w końcu coś by się działo, ale miał pojęcia, jakiej taktyki powinni użyć.
- Trzeba obmyślić plan, ale powiedz mi tylko Yneryth, czy mogę na Ciebie liczyć?
- Jasne. - odparł krótko. - jeśli zamiast tego miałbym się nadal nudzić, wolę iść z Tobą na akcję wartą zapamiętania.
- Tylko jest jeden problem Yn.
- Jaki?
- Pełnia była wczoraj, więc jutro na pewno będzie ciemna i czarna noc. - spojrzała na niego. - będziemy się mocno wyróżniać.
Samiec uśmiechnął się półgębkiem i odetchnął z ulgą.
- Nic się nie martw, coś wymyślimy, jak dla mnie to nawet lepiej, że nie będzie pełni. Mam też nawet pomysł, kogo możemy ze sobą zabrać.
- Naprawdę? - samica wyraźnie się ożywiła i zamachała ogonem. - Kogo?
Samiec uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.

Yneryth? (Później Noiter)

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1001
Ilość zdobytych PD: 500 + 5% (25 PD)
Obecny stan: 1937

Od Belief ~ "Dwie watahy, jedna więź" [Cz. 2]

Druga i ostatnia część opowiadania "Dwie watahy, jedna więź", a zarazem wstęp do trzyosobowego wątku, który niebawem rozpocznę :)

Dni w watasze Renesmee stawały się coraz wyraźniejsze, od kiedy uzmysłowiłam sobie, że mój ukochany braciszek odnalazł się, żyje i ma się dobrze. Zdarzało mi się odwiedzać go, ale bywało również że i on odwiedził mnie. Poznał moją przytulną norę nad jeziorem Lac de Cristal i przysiągł, że za tak piękny widok, dałby wiele, lecz ciągle spoglądał ze smutkiem w dal, twierdząc, że to nie takie proste. Uśmiechał się tak słodko, jak mój kochany brat, jednak coś powodowało, że nie był w pełni sobą. Jakby był uwięziony w czymś, owianym tajemnicą. Czy to na pewno była tylko obietnica, którą dał alphie tamtego stada? A może coś innego? Dziwne wrażenie potęgowało, gdy odwiedzałam brata w jego watasze i czułam się wręcz nachalnie podrywana przez ich alphę. Tym bardziej że Aries, zamiast mnie bronić, stał jak słup i wbiłam puste spojrzenie w ziemię, jakby miał związane łapy. To nie był już mój brat. Zawsze mnie bronił, a teraz? Musiał być jakiś mroczny sekret, o którym oczywiście musiałam się dowiedzieć. Nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała, choć w małym stopniu dociec prawdy. Nie nazywałabym się Belief.

^^

Któregoś wieczora wyszłam późno z nory. Był to czas, na chwilę po porządnej ulewie. Wybiegłam daleko poza tereny stada i wpadłam z impetem w pobliską kałużę wypełnioną mulastym błotek. Wytytłałam się w nim porządnie, tak by ukryć białe futro, następnie wyszłam i otrzepałam się lekko. Podeszłam do kolejnej kałuży, by się zobaczyć.
- Idealnie! - rzekłam z wyraźnym zadowoleniem sama do siebie, widząc w odbiciu lustra brunatną wilczycę. Spojrzałam za siebie, a zaraz po tym przed siebie i z determinacją w oczach pobiegłam w dobrze znanym kierunku, do mojego braciszka na niezapowiedzianą wizytę. Żałowałam w myślach, że nie da się ukryć zieleni moich oczu, ponieważ to może zdradzić moje prawdziwe ja. Postanowiłam udawać przez jakiś czas samca. Nie było to dla mnie łatwe, ale postanowiłam spróbować, w ostateczności zawsze mogę jednak zostać odebrana jako ktoś niedorozwinięty. Przyspieszyłam, ale tylko na tyle, by nie stracić z siebie cennego błotnego kamuflażu. Gdy dobiegłam wystarczająco blisko terenów, przejrzałam się jeszcze raz w jakiejś kałuży i wzięłam głęboki oddech. - Teraz albo nigdy. - rzekłam sama do siebie, jakby dodając sobie otuchy. Po czym zwolniłam i wkroczyłam na tereny watahy. Była już noc, a pełnia księżyca rozświetlała leśną ścieżkę i polany, które raz po raz wyłaniały się z gęstwin.
Znałam kilka ich słabych punktów, więc zboczyłam ze ścieżki i kierowałam się lasem, tam, gdzie brakowało strażników. Przemknęłam niewidocznie pomiędzy kilkoma patrolami, brnąc w zaparte w stronę jaskini, w której podobno spał Aries, oraz kilka wilków wyższych, a w głębi ich alpha. W końcu dotarłam. Wskoczyłam bezszelestnie na kilka skał i położyłam się na jednej z półek, na której była mała dziurka do wewnątrz, przez którą mogłam co nieco zobaczyć, co dzieje się wewnątrz. Mój nowy kolor sierści idealnie skomponował się z otoczeniem, przez co byłam niemalże niewidzialna, jedynie mój zapach mógłby mnie w tym momencie zdradzić, jednakże i on pozostał wymieszany z błotem, a futro przesiąknięte wilgocią pachniało również bagniście, jak ziemia po deszczu i wszystko wokoło. Leżałam dość długo, prawie przysypiając, kiedy w końcu usłyszałam znajomy głos. Tak to był mój brat, wracał właśnie z patrolu w towarzystwie dwóch innych samców. Kiedy weszli do groty, otrzepali futra i zaczęli rozmawiać.
- No, dzisiaj wracam z pustymi łapami. - odezwał się rudy samiec.
- Jak to wytłumaczymy Osearowi?
Aries milczał, wyraźnie niezadowolony.
- Aries, Ty dzisiaj mu to powiesz.
Samiec spojrzał na rudego z błyskiem strachu w oczach. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to jego kolej na łomot od szefa. Westchnął tylko i kiwnął głową. Wstał i przeszedł do kolejnej komnaty jaskini. Przesunęłam się lekko, do kolejnej szczeliny, by obserwować co się tam dzieje. Wewnątrz było coś w rodzaju legowiska, tronu. Jednak alphy w nim nie było. Osear (Osir), bo tak brzmiało imię czarnego samca, o białych łapach, najwyraźniej nie było w domu, albo skrywał się w miejscach, których nie mogłam dostrzec.
- Alpho, przynoszę dziś złe wieści. Wracamy z niczym. - oznajmił Aries, tonem poważnym, waląc prosto z mostu, wypuszczając jednocześnie powietrze ze świstem, jakby czekając na karę.
- Jak to z niczym? - w grocie rozległ się syczący głos, jakby alphą był wąż, a nie wilk. Aries z kolei zatrząsł się i skulił. - Jak śmiesz, wracać tutaj z niczym! - wrzasnął głos.
- Nie było możliwości....
Potworny krzyk przerwał mu wypowiedź.
- Nie ma czegoś takiego jak brak możliwości. Dobrze wiesz, że jeśli będziesz się dalej opierał, to zabiję Twoją siostrę albo zrobię z nią coś gorszego. Wiem gdzie mieszka, wiem gdzie leży wataha Renesmee. - znów rozniósł się głos.
- Proszę, mścij się na mnie, ale proszę, nie mieszaj to w Bel. - szepnął, jakby wiedział, że zostanie usłyszany.
- Dobrze wiesz, że nie możesz przede mną uciec Arrrries. - "R" jego imienia zadźwięczała mi w uszach, tak bardzo, jak nigdy wcześniej. Nagle dostrzegłam w mroku jaskini dwoje przerażających oczu. Świeciły się i mrugały ogniście niczym prosto z otchłani piekieł. W końcu do światła wyłoniła się cienista postać, a kłęby dymu ciągnęły się za nią, niczym cień śmierci. Postać owinęła się niczym wąż wokół ciała Ariesa i zacisnęła go, powodując okropny ból, bez wyraźnych śladów po przemocy na ciele skrzydlatego samca. Kiedy ból minął, postać rozpłynęła się w czarny dymek i szepnęła znowu:
- Jeśli nie znajdziecie tego w ciągu następnych kilku dni, rozkażę przyprowadzić tutaj Twoją śliczną siostrę i na Twoich oczach wezmę z nią ślub, a Ty będziesz cierpiał i patrzył, jak ona podpisuje nieświadomie zgodę na stanie się tym samym złem, co ja. - Aries, chciał mu przerwać, ale cień wyprzedził go i zacisnął mu się wokół pyska. - Ciiii... Nie martw się o to, czy ona będzie tego chciała, czy też nie. Mam moc, która sprawi, że nawet nie będzie wiedziała, kiedy się na to zgodzi. - po grocie rozległ się donośny śmiech. Cień zniknął w cieniu, a po chwili wyszedł na posłanie w formie tronu czarny samiec o białych łapach. Łypnął z uśmiechem na Ariesa i oblizał pysk.
- Możesz iść, ale pamiętaj, macie trzy dni. Następnym razem, gdy będzie Twoja kolej, lepiej byś wrócił z tym, co mi obiecałeś.
Aries fuknął pod nosem, odwrócił się i wyszedł. Widać było, że troszkę utykał. Był zupełnie zdruzgotany, jakby ktoś odebrał część jego samego, odseparował i zamknął gdzieś daleko. Obserwowałam jeszcze chwilę Oseara, który położył się na posłaniu i zdało się, że położył się do snu. Wyglądał teraz zupełnie normalnie, jak miły alpha ze stada brata, jednak okazał się taką poczwarą. Prawdopodobnie był to jeden z wilków-cieni. Są to wilcze zmory, które mają moc zmiany w cień i poruszania się znacznie szybciej. A zapach, który za sobą niesie, przypomina dym z wygasającego ogniska. Faktycznie, gdy odwiedzałam brata w jego stadzie, wciąż miałam w nosie dym ognia, i sprawdzałam ciągle, czy aby na pewno coś nie płonie w pobliżu. Teraz układa się wszystko w jedną logiczną całość. Przesunęłam znów ciało do poprzedniej groty i znów spojrzałam przez lufcik.
- Wściekł się?
Aries kiwnął głową i zakaszlał ciężko.
- To się musi skończyć, ten chory gość powinien się leczyć. Żeby codziennie wymagać od nas znalezienia czegoś, co nie istnieje? Jesteśmy tylko jego marionetkami.
- Zagroził, że przemieni moją siostrę w tą samą bestię, którą on stał się przed laty.
Rudy aż się podniósł i zaskomlał.
- Świnia!
- Hekhem. - Chłopaki, nie zapominajcie, że jestem tutaj. - Osear wyszedł do wilków i skierował się do wyjścia. - Schlebiasz mi rudzielcu, świnie są bardzo sprytnymi stworzonkami. - poczochrał go po czuprynie, niczym prawdziwy, dobry alpha, po czym wyszedł z groty. Rozejrzał się dookoła, a ja poczułam się nieswojo, bowiem miałam wrażenie, jakby mnie dostrzegł. Na szczęście jednak zobaczyłam, jak zmienia się w cień i oddala się w przeciwnym kierunku z bardzo dużą prędkością. Teraz już wiem, w jaki sposób mnie odnalazła, kiedy walczyłam ze stworzeniami, przed którymi mnie uratował. Może teraz będzie oczekiwał w zamian czegoś? Z pewnością o to mu chodzi, ale nie może tak po prostu wyrwać mnie z watahy Rene, należę przecież do Rene, a ona mnie nie odda. ~ A jeśli odda? ~ Pomyślałam, jednak potrząsnęłam głową, starając się odrzucić od siebie tę myśl.
- Poszedł. Dobra chłopaki. Jego córka zginęła kilka lat temu, jej ciało widział, wie, że nie żyje, więc dlaczego wciąż każe nam jej szukać żywej?
- Może to jest jakaś zagadka...
- Nie możemy go po prostu zabić? - warknął w końcu Aries. - Jest nas więcej.
- Niby jest nas więcej, ale on ma na skinienie łapy wszystkie te smoki, których się roi na naszych terenach, nie pozwalają nam odchodzić poza tereny, przecież wiesz, jesteśmy tu uwięzieni. Tylko Ty możesz się czasem wyrwać dzięki skrzydłom.
- To jakaś paranoja i chora gra. Słuchaj Aries, a gdybyś poprosił siostrę o wsparcie? Jeśli nie zaatakuje go ktoś z zewnątrz...
- Nie, nie mogę jej narażać.
- Ale... Aries przemyśl to, każda nasza próba buntu kończyła się dla nas prawie śmiercią. Każdy żyjący w naszym stadzie wilk wie, że nie może mu się postawić. I każdy wilk tutaj wesprze sprawę.
- Nie dam jej zginąć!
Pomyślałam, że to jest moment, w którym warto się ujawnić. Zeskoczyłam ze skał i weszłam do jaskini, przy czym natychmiast rzucił się na mnie drugi z wilków, szary samiec. Warczał głośno, aż ślina uciekała mu z pyska.
- Spokojnie, to ja Belief.
- Bel? - Aries nie krył zdumienia, a szary natychmiast odstąpił.
- Tak, musiałam Ar, wiedziałam, że coś przede mną ukrywasz.
Samiec wbił wzrok w ziemię.
- Chłopaki, pomogę wam.
- Nie, Belief, nie możesz.
- Nie mów mi co mam robić, sprowadzę wsparcie. Zaatakujemy Oseara i nim zdąży się zorientować, niech wilki tutejsze będą w pogotowiu i zaatakują smokowate poczwary, tak by nie mógł ich wezwać do pomocy, okey?
Pozostałe wilki wyglądały na zadowolone, gdy Belief wygłosiła swój pomysł.
- Zgoda.
- Aries? Schowaj choć raz ten honor i pozwól sobie pomóc, jesteście w beznadziejnym położeniu i Twoi przyjaciele mają rację. To jest psychol i tylko wilki z zewnątrz mogą wam pomóc. Przybędę drugiego dnia w nocy i mam nadzieję, że wyjdziemy z triumfem i zwłokami, waszego alphy. Z Bel się nie zadziera. - warknęłam donośnie. - a teraz muszę wracać do stada!.
- Dobrze Belief. Niech tak się stanie, tylko proszę Cię, uważaj na siebie. On potrafi przejąć kontrolę nad umysłem tylko jednego wilka, więc nie przychodź tutaj sama.
- W porządku. - przytuliła samca i wybiegła z groty. Rozejrzała się, czy aby na pewno jest sama. Nie dostrzegłszy zagrożenia, ruszyła tą samą drogą do domu. Do watahy Rene, do swojej nory, by odpocząć i przemyśleć sytuację oraz obmyślić plan.

C.D.N

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1704
Ilość zdobytych PD: 852 + 5% (43 PD)
Obecny stan: 1412

piątek, 19 sierpnia 2022

Od Belief c.d Lorelai ~ "Powiew nadziei"

Wracała wieczorową porą do swojego domu, zmęczona po treningu. Trzeba przyznać, że Naharys dał jej dzisiaj porządnie w kość, ponieważ czuła wszystkimi łapami delikatny ból. Marzyła jej się teraz tylko kąpiel i sen na miękkiej ściółce tuż obok swojej nory. Brała głęboki oddech raz po raz, uśmiechając się radośnie do każdego napotkanego motyla czy innego stworzenia. Czuła po raz pierwszy od dawna jakąś namiastkę szczęścia, mimo że wciąż jeszcze noce spędzała samotnie i z dala od pozostałych członków stada. Przynajmniej każdego dnia miała przymusowy długi spacer, który nie pozwalał jej na rozleniwienie mięśni. Niczym niezmącony spokój, zaprowadził białą waderę wprost nad jezioro Lac de Cristal, które czarnoucha obrała sobie za swój dom, znajdujący się w norze nieopodal, u podnóża jednej z gór. Gdy była już blisko, zatrzymała się, by wziąć głęboki oddech, jak zawsze, kiedy chciała się upewnić, że jest sama. Dzisiejszego wieczora jednak coś ją zaniepokoiło. Wiatr zawiał w jej plecy, niosąc ze sobą nieznajomy zapach całkiem obcego wilka. Wadera nie odwracając się nawet, przez wzgląd na to, że mogłaby być obserwowana, zastrzygła lekko uchem. Od razu przypomniała jej się, groźba cieni, które zapuszczają się na tereny watahy w ostatnich czasach. Jednak były widywane do tej pory w zupełnie innym miejscu. Czyżby zawędrowały tak daleko by teraz uprzykrzać życie młodej posłańczyni? Zastrzygła czarnym uchem raz jeszcze i ruszyła w dół ścieżki. Gdy była już na dole, nagle ruszyła biegiem w bok w zarośla. Przebiegła kilkadziesiąt metrów wykonując różne manewry mające na celu zgubienie istoty, która ją śledzi, po czym nie mając za bardzo innego wyjścia, wślizgnęła się do swojej nory. Ułożyła się w niej wygodnie i wystawiła łeb na zewnątrz, moszcząc go w trawie, która okrywała wejście i wilczycę. Miała widok na jezioro, więc zastygła w bezruchu i czekała na to, co się wydarzy, odrzucając kąpiel na dalszy plan.

^^
Samotna wadera, idąc tropem Belief, musiała nieźle się na główkować, nim pokonała wszystkie przeszkody, na którą trasie pokonała wilczyca, której poszukiwała. W końcu jednak trop się urwał, ale jej oczom ukazało się potężne jezioro. Nikt nigdy nie zaprzeczał piękności tego miejsca, bowiem za jeziorem rozciągały się wspaniałe dla oczu pasma górskie. Samotniczka westchnęła i podeszła do tafli jeziora, by napić się wody. Nie umknęło to spojrzeniu, ukrytej w pewnej odległości Bel. Przyglądała jej się uważnie, oceniając ryzyko, jakie mogłaby przysporzyć stadu. Jednak po chwili obserwacji jej zachowania, stwierdziła, że nie ma się czego obawiać. Bel zobaczyła w białej wilczycy siebie, przed laty, kiedy tułała się w samotności, po obcych terenach, szukając swojego miejsca na ziemi. To natychmiast dodało jej otuchy i spoglądając jeszcze chwilę na samicę, nasunęła jej się myśl, że samica wygląda na wyczerpaną i zagubioną. Wyszła więc z nory bardzo cicho i pobiegła w głąb lasu, zostawiając nieszczęśniczkę, ale to tylko pozory. Po paru chwilach Belief powróciła, niosąc coś w pysku. Położyła to na ziemi i spojrzała jeszcze raz na samicę, która ku jej myśli, została przy jeziorze, siedząc przy nim i obserwując otoczenie. Wzięła więc znów do pyska martwego zająca i potruchtała wesoło bliżej, zwalniając, gdy przekraczała ścianę krzewów i wyszła na kamienne podłoże. Gdy została już zauważona, podeszła bardzo powoli do samicy, pod kątem, by jej nie wystraszyć. Położyła zająca na ziemi i spojrzała na nią. Zapadła chwila ciszy, a samice przyglądały się sobie. Lorelai dostrzegła białą wilczycę o zielonych oczach, trzech zielonych kreskach pod oczami, bujnym czarnym ogonem, końcówki uszu i łap o atletycznej budowie. Belief zaś zobaczyła z bliska samicę, którą obserwowała wcześniej z daleka i dopiero teraz zobaczyła dokładnie jej futro i umięśnione łapy. Przekrzywiła lekko głową i posłała jej serdeczny uśmiech, jak to miała w zwyczaju.
- Cześć. Nazywam się Belief.
- Witaj, ja jestem Lorelai. - odpowiedziała nieśmiało tamta, wciąż spoglądając na Bel nieco zestresowana.
- Wyglądasz mi na zmęczoną, zagubioną, głodną i....
Nie dokończyła, ponieważ Lorelai to zrobiła
- ... samotną?
- właśnie! Przypominasz mi mnie, kiedy byłam równie samotna i oddalona od domu.
- Jaa.... już nie pamiętam, kiedy ostatnio...
Tym razem to Belief przerwała.
- Nic nie musisz mówić, wiem jakie życie potrafi być brutalne. - zniżyła łeb z uśmiechem i nie wymagając niczego więcej w zamian, popchnęła nosem królika pod jej łapy. Podniosła łeb i oddaliła się w bezpieczną odległość, by samica czuła się bezpiecznie.
Kiedy zjadła, Belief zaprowadziła ją do swojej nory. Nie była to może wielka grota, ale z pewnością wystarczająca, by pomieścić dodatkowych gości. Bel opowiedziała jej o sobie i swojej nieśmiałości wobec watahy z uwagi na dość trudną historię życia, co i Lorelai potwierdziła u siebie. Belief gdzieś w podświadomości czuła jakieś podobieństwo z waderą. Choć pochodziła z całkiem innej watahy, przecież jej przodkowie mogli być z krain pochodzenia Lorelai. Nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza jeśli nie wie się zbyt wiele tak jak w przypadku Bel.
Lorelai spędziła spokojną noc w norze czarnouchej, która spała na zewnątrz, pilnując, aby niebezpieczeństwa trzymały się na dystans. Kiedy Bel zbudziła się rankiem, Lorelai czekała już na nią przy jeziorze.
- Dziękuję za bezpieczną noc.
- Polecam się, jeśli będziesz potrzebowała pomocy, wiesz gdzie mnie szukać.
Samica kiwnęła głową i uśmiechnęła się delikatnie. Samice rozmawiały jeszcze przez chwilę.
Zupełnie odruchowo i naturalnie Bel zapytała nową członkinię o to, czy chciałaby poznać tereny, gdy tamta kiwnęła głową z aprobatą, wilczyce wstały i ruszyły na długi spacer. W pierwszej kolejności, gdy zatrzymały się na wielkiej polanie, Belief wskazała łapą na rosnący w oddali bujny i ciemny las Forêt Ombragée.
- Tam pod żadnym pozorem nie wolno chodzić, a zwłaszcza samemu. Alpha przestrzegła nas przed tymi lasami. Mieszkają tam podobno stworzenia, które nie są dla nas przyjazne, a nawet wrogo nastawione. - tłumaczyła. - czasem zapuszczają się na nasz teren i trzeba uważać, by nie znaleźć się zbyt blisko tamtego miejsca.
Dalej wilczyce maszerowały na południe, Belief po wcześniejszym wywiadzie, omijała miejsca, które samica już zdążyła poznać, aby uniknąć znudzenia. Gdy weszły ponownie do wielkiego lasu i minęły kilka lokacji, nagle Belief zastrzygła uszami i rozejrzała się. Usłyszała bowiem bardzo dziwny dźwięk z głębi lasu. Obie przystanęły na chwilę i niespokojnie badały wzrokiem teren. Instynkt Belief i osobowość która, podpowiadała jej w takich momentach, by sprawdzić każdą dziurę, byle by się dowiedzieć, co to było, rwały ją na przód. Jednak świadomość, że ma u boku całkiem nową osóbkę i przypominając sobie siebie przed laty, skuliła się jedynie i spojrzała na Lorelai, by odczytać z jej pyska, co chciałaby teraz zrobić.

Lorelai?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1035
Ilość zdobytych PD: 517
Obecny stan: 517

sobota, 30 lipca 2022

Od Belief c.d Naharysa [cz 9] ~ Pozbawieni snu

Czarnoucha robiła, co mogła, lawirowała zręcznie między drzewami, niczym kocica. A wszystko to, żeby pozbyć się ogona. Nie traciła czas na odwracanie się za siebie, zamiast tego wytężała uszy i słuchała, czy słychać go bliżej lub dalej. W końcu przestała słyszeć szelesty łap basiora, więc zatrzymała się na moment, by mieć pewność. Wyprostowała sylwetkę, unosząc jedną z przednich łap ku górze, będąc w ciągłej gotowości do dalszego biegu. Kiedy tak nasłuchiwała, z tyłu za nią była tylko cisza, jednak przed nią coś zaniepokoiło ją. Jej czujne uszy natychmiast skierowały się w tym kierunku, a samica nieco zniżyła łeb i idąc na ugiętych łapach, zanurkowała w wysokiej trawie. Oparła łeb o niewielką gałąź wrośniętą w trawę i przycupnęła zadem do ziemi. Wystawały jej ponad trawę jedynie uszy. Na moment zapomniała o treningu, ponieważ dochodziły do jej uszu jakieś niepokojące szmery i szelesty lasu w oddali. Jakby ktoś tam był, ale to nie były wilki ze stada. Uznała, że dobrze by było obserwować tę sytuację, jednak długo nie było jej to dane, ponieważ nagle poczuła, jak coś rzuca się na nią, przewraca i uciska gardło. Zaczęła się szamotać, momentalnie zapominając o dziwnych dźwiękach i przypominając sobie o Naharysie.
- Mam cię! - Wykrzyczał samiec agresywnie i stanowczo.
- Naharys, co ty robisz?! - wymamrotała niewyraźnie, widocznie zaskoczona nagłą zmianą samca. Biały wilk zabrał łapę z jej szyi.
- Dlaczego się tak łatwo zdekoncentrowałaś? Obserwuj okolicę, skup się i wypatruj znaków! Kiedy myślisz, że masz chwilę swobody, niebezpieczeństwo może nadejść znienacka, jasne?
Bel chciała mu powiedzieć, ale nie miała pojęcia nawet, co właściwie słyszała, więc nie wiedziała, od czego zacząć i czy w ogóle powinna zmieniać temat podczas treningu. Doskonale pamiętała, jak gadanie o innych rzeczach podczas treningu wilków z jej stada się kończyło, a w jej stronach takie sprawy załatwiało się dość nie przyjemnie, aby zachować dyscyplinę ponad wszystko. Westchnęła więc cicho i rzekła cicho.
- Przepraszam. To było głupie.
Samiec uniósł wysoko głowę, po czym uśmiechnął się i zszedł z Bel, pomagając jej jednocześnie wstać na równe łapy.
- Ale tam... w wysokiej trawie, zadałaś mi zaskakująco dobry nokaut. Co też... dla wilka takich gabarytów, jak ja, był zadziwiająco powalający, wiesz?
Wadera była nieco zmieszana i nie kryła tego. Samiec raz był miły i biło z niego nadnaturalne pokłady ciepła, a chwilami zamieniał się w srogiego agresora. Nie mogła nieco za nim nadążyć, więc zaczęła:
- Teraz nie byłeś taki...
- Ciepły i łagodny? - przerwał jej basior w pół zdania i wyjaśnił jej jaki świat jest zły i pełen zwyrodnialców, bezlitosnych maszyn do zabijania. Zapewniał, bo sam niejedno przeżył. Zapytana o "Szkarłatny incydent", pokiwała przecząco głową, jakby do siebie myśląc intensywnie. Nic jej to nie mówiło, ale gdzieś w głębi ten zwrot wydawał się jakby znajomy, jednak nie mogła nic sobie przypomnieć. Być może słyszała to hasło za szczeniaka, ale tylko tyle, nic poza tym nie wiedziała.
- Nie musisz mi mówić o okrucieństwie, bo sama je doświadczyłam, kiedy moja rodzinna wataha była mordowana przez inną. Mogę cię zapewnić, że również znam definicję okrucieństwa i mogę Ci wskazać niektóre jej przykłady, na podstawie moich doświadczeń, których nie w sposób wymazać z pamięci, ani ze snów.
Samiec wydawał się również posmutnieć:
- Dlatego rozumiesz, co mam na myśli. - Uniósł niepewnie łapę i powoli otulił nią szyję wadery. Belief aż otworzyła szerzej oczy, ze zdumienia. Nie wiedziała, co się dzieje, dlatego też zesztywniała kompletnie i zastygła w bezruchu czekając na to, co się wydarzy. Poza bratem i rodzicami nikt nigdy jej nie przytulał, więc czuła się bardzo nieswojo i dziwnie. Nie, żeby tego nie lubiła, ale po prostu nie znała zamiarów samca, a przecież zna go zaledwie od świtu tego dnia i nie wiedziała, w jaki sposób powinna to zinterpretować. Basior sam był niemniej zdumiony, kiedy ocknął się i zorientował się, co robi. Odsunął się natychmiast i usiadł w bezpiecznej odległości, spuszczając wzrok i wlepiając spojrzenie w jeden z jagodowych krzewów.
- Chciałem tylko powiedzieć, że... Bardzo mi przykro.
Samica, słysząc jego słowa, potrząsnęła głową w dość zabawny sposób, jakby chciała pozbyć się natrętnej muchy, jednak zrobiła to ze względu na to, że wydawało jej się, jakby jej się myśli pomieszały i chciała w ten sposób, aby powróciły na swoje miejsca. Zawsze tak robiła, gdy słyszała o czymś, co ją zadziwiało, to była jej pewnego rodzaju cecha. Zaśmiała się cichuteńko, jakby zupełnie sama do siebie i swoich myśli co było ledwie słyszalne dla samca i z uśmiechem odpowiedziała:
- Z powodu moich doświadczeń, czy też dlatego, że mnie przytuliłeś? - Przekrzywiła lekko łeb na bok komicznie niczym młody pies, który słyszy lub widzi coś nowego.
Samiec stwierdził, że mimo przeżytych złych doświadczeń, samica ma w sobie odwagę, by żyć dalej i nieść ciepło dla innych. Odetchnął z ulgą.
Rozmowa jakoś potoczyła się dalej. Bel chciała wiedzieć coś więcej o szkarłatnym incydencie, ale Naharys obiecał, że opowie jej tę historię innym razem. Cóż, może był już zmęczony. Jednak zaraz okazało się, że po prostu nie chciał sobie psuć nastroju podczas treningu. Wszystko wskazywało na to, że wilki powrócą na poligon i będą dalej trenować nowe rzeczy, jednak coś im przerwało. Belief znów usłyszała szelesty dobiegające z lasu, tym razem o wiele głośniej niż wcześniej. ~ Znowu? Coś chyba jest nie tak, to zbyt blisko granicy. ~ Pomyślała, a Naharys zaczął coś mówić, ale spostrzegł niepokój samicy i spojrzał w tym samym kierunku. Ujrzeli ciemne i rozmyte postacie przemykające między krzewami lasu.
Naharys dał waderze sygnał, aby padła na ziemię, zajął pozycję obok niej. Oboje przyglądali się podejrzanym ruchom zza zasłony kolorowo rosnących wrzosów.
- Co to takiego? - zapytała cicho wadera.
- Nie wiem... podejrzewam, że to te stwory, które ostatnio zdobyły śmiałość na opuszczanie Vallée Sombre. Belief... - zwrócił się do towarzyszki, tym razem oficjalnym i poważnym tonem. -... chyba czas, abyś teraz sprawdziła swych umiejętności, jako posłanka. Biegnij pędem do Alfy z takim komunikatem; Od północnej granicy watahy, zauważono obecność postaci nieznanego pochodzenia, w licznie nieznanej, nieopodal Haute Forêt. Kapitan prosi o posiłki, aby zbadać sprawę i ewentualnie spacyfikować możliwe zagrożenie. Zapamiętałaś? Dobrze, a teraz biegnij do Rene!

* * *

Biegła, jakby od tego zależało jej życie, jej i Naharysa. Biegła jakby zaraz miała pogubić własne łapy i potknąć się o nie kilkakrotnie, jednak za każdym razem, gdy zdawało jej się, że zaraz upadnie, w porę odzyskiwała z powrotem równowagę. Zatrzymała się na chwilę instynktownie i zawahała się na moment. Odwróciła głowę za siebie i szepnęła.
- Naharys, trzymaj się, bez głupstw. - po czym ruszyła dalej. Doskonale wiedziała, że jest to kapitan wojska i że na pewno nie zaatakuje niczego w pojedynkę, ale jej wrodzone poczucie troski podpowiadało jej w takich sytuacjach słowa, które często brzmiały nieco zabawnie. Taka już była Bel, nic nie poradzimy. Biegła dalej, pędząc w stronę centrum terenów, w stronę groty alphy, którą bardzo sobie ceniła za to, że przyjęła ją do stada. W głowie powtarzała sobie słowa, usłyszane od Naharysa. Problemów z pamięcią to ona akurat nie miała, więc nie był to dla niej problem, jednak wolała mieć pewność absolutną, by niczego nie pomylić.
Wpadła na polanę jak strzała. Zatrzymała się, by wybadać sprawę, wsadziła nos w trawę i zaczęła węszyć za zapachem alphy, na nic innego nie zwracając uwagi.
- Co robisz? - przerwał jej głos młodego samca. Podniosła nerwowo głowę i ujrzała brązowego, skrzydlatego samca. Jeszcze go nie spotkała, ale słyszała o nim wiele. Ukłoniła się delikatnie i przywitała.
- Wybacz mi moje zachowanie. Jestem Belief, jeszcze się nie spotkaliśmy. - posłała mu uśmiech, jednak nerwy nie pozwalały jej teraz na zbyt wiele uprzejmości. - Szukam Renesmee, czy wiesz, gdzie się ona znajduje?
- Jasne, ale dlaczego jesteś taka zestresowana? - samiec przekrzywił ciekawski głowę.
~Oh... nie, nie ma czasu! ~ pomyślała w duchu, jednak jemu odpowiedziała inaczej. - wybacz przyszły alpho, ale wykonuję teraz bardzo ważne zadanie, które sprawdza moje umiejętności jako nowego posłańca w tym stadzie. Czy mógłbyś zaprowadzić mnie do matki? - uśmiechnęła się najładniej, jak umiała, mając w oczach proszące spojrzenie.
- No dobra Belief, chodź ze mną.
Szli przez chwilę w stronę centrum watahy. Gdy byli już blisko Douce Cascade, ujrzeli alphę, rozmawiającą z kilkoma innymi wilkami. Między innymi Bel zwróciła uwagę na białego wilka w niebieskie znaczki. Nie widziała go tu wcześniej, dlatego zdziwiła ją jego obecność.
- Mamo! - krzyknął Niko, wskazując skrzydłem na Belief, gdy ta zwróciła na niego swą uwagę.
- Tak?
Belief poczuła, że to jest ten moment, więc zaczęła niepewnie:
- Witaj alpho. - skinęła głową. - jeśli pozwolisz, mam wiadomość do przekazania dla Ciebie, od Naharysa.
- od Naharysa... - powtórzyła, wydawała się nieco zamyślona, jak gdyby zastanawiała się co też ów wilk, miałby jej do powiedzenia, że sam się nie pofatygował. - dobrze więc, o co chodzi.
- Jako nowa posłańczyni, cytuję jego słowa. - alpha nie kryła zdumienia, ale i zadowolenia, że młoda samica ćwiczy swój fach. Uśmiechnęła się jeszcze zanim Bel zaczęła mówić. Bel kontynuowała - " Od północnej granicy watahy, zauważono obecność postaci nieznanego pochodzenia, w liczbie nieznanej, nieopodal Haute Forêt. Kapitan prosi o posiłki, aby zbadać sprawę i ewentualnie spacyfikować możliwe zagrożenie." - z każdym słowem Belief, Renesmee coraz szerzej otwierała oczy. Zdało się, że stopniowo pochłaniał ją strach. Gdy wadera skończyła, alpha przez dłuższą chwilę milczała, trawiąc te wszystkie informacje. Co jak co, ale tego się usłyszeć nie spodziewała. Spojrzała najpierw na białego samca, z którym wcześniej rozmawiała i rzekła w końcu:
- Hinata! Weź dwójkę zdolnych do walki i idź wraz z Belief do Naharysa.
Biały posłusznie kiwnął głową i natychmiast rozejrzał się w poszukiwaniu towarzyszy. Alpha zaś kontynuowała do Belief. - Hinata jest dobrym wojownikiem, wróć do Naharysa ze wsparciem ode mnie i przybądź znów, jeśli będzie to konieczne. Biegnijcie.. - Wadera była wyraźnie zmartwiona i poszła z Niko, by pomyśleć co dalej, natomiast do Belief podszedł samiec wraz z dwoma wilkami i przedstawił ich krótko:
- Oto Lavrence, wojownik oraz Itachi, płatny morderca. A ja jestem Hinata, zaufany sługa alphy i wojownik.
- Belief, miło mi was poznać, a teraz biegnijmy, bo Naharys jest tam zupełnie sam.
Samce kiwnęły głową niczym jedno ciało i ruszyli biegiem w ślad białej samicy.


Biegli długo, nieprzerwanie i niezłomnie. Bel coraz bardziej dawał się trening we znaki i zaczynała czuć lekkie zmęczenie, jednak nie tak mocne, by opaść z sił. Miała jeszcze ich dużo w zanadrzu, ale dawno już nie miała tak intensywnego dnia od samego poranka, no może poza dwudniową przygodą, kiedy poznała wilka o imieniu Yneryth. Wspomniała go z uśmiechem, ale musiała biec dalej. Żałowała cicho, że to nie on teraz z nią biegnie, ale cóż trzeba poznać każdego wilka w stadzie, aby później nie było zaskoczenia, tak jak Bel wcześniej nie spotkała się z Hinatą. Rozmyślania sprawiły, że podróż minęła wilkom szybko i bez większych problemów. Samce nie odzywały się za bardzo, były skupione na misji i na tym, co być może będzie ich czekać u celu podróży. Kiedy dotarli na miejsce, Bel zwolniła wyraźnie i przystanęła po chwili. Wiedziała, że nie mogą się odezwać, bo zwrócą na siebie zbyt dużo uwagi istot o nieznanych zamiarach. Zaczęła się skradać w wysokiej trawie, przedzierając się przez wrzosy i krzewy z jagodami. Itachi obwąchał grzbiet Bel i łapiąc z łatwością zapach Naharysa, począł tropić jego osobę. Na szczęście nawet do głowy mu nie przyszło, skąd zapach ten wziął się na samicy, ale skoro miała z nim wcześniej styczność, to musiała, choć odrobinę przesiąknąć jego zapachem. Lavrence zaś pilnował tyłów, odwracając się cały czas za siebie, uważnie obserwując otoczenie, by w razie czego ostrzec pozostałych. Belief była pośrodku razem z Hinatą, który starał się ją chronić.
- Posłaniec to trudne zadanie jak na waderę. - rzekł szeptem w jej stronę.
- Wiem, ale nie boję się o siebie. Chcę być pomocą w takich sytuacjach jak ta tutaj.
- Rozumiem. Będę Cię ochraniał zatem. Szkoda by było tracić jedynego posłańca w watasze. - posłał jej ciepły uśmiech i szturchnął nieco dla dodania otuchy, a zaraz potem przyspieszył, ponieważ prawdopodobnie Itachi zwęszył jakiś trop. Grupka wilków przyspieszyła, przedzieranie się przez trawy i krzewy, aż w końcu Itachi zatrzymał się, a wszyscy inni również. Bel wychyliła się zza niego i zobaczyła, że wysoka trawa kończy się, a świeży trop prowadzi na otwartą polanę.
~Naharys, miałeś nie robić głupstw ~ pomyślała Belief z lekkim przerażeniem. Któż, jeśli nie on, potwierdzi teraz jej udane zadanie? Nie to jednak było najważniejsze. Bel po prostu zdążyła go troszkę polubić, mimo iż chwilami nie wiedziała czego się po nim spodziewać i jak to miała w zwyczaju, zwyczajnie się martwiła. Sama była w lepszej sytuacji, w towarzystwie trzech doświadczonych basiorów wiedziała, że nic jej nie grozi, ale on? Kapitan był zupełnie sam, co jeśli te stworzenia go uprowadziły w jakiś sposób. Z tych myśli jednak szybko wyrwało ją mruknięcie Lavrence. Wilki spojrzały w jego stronę a w oddali za nim przy granicy lasu i polany czmychnął jeden z rozmytych postaci. Kiedy znów spojrzeli na siebie, Belief z przerażeniem odkryła, że Hinata zniknął jej z oczu.
- Hinata? - szepnęła dość głośno.
- Tu jestem Bel, bądź cicho, widzę Naharysa.
Jednocześnie jakby dostała w pysk za gadanie podczas super extra cichej misji oraz odetchnęła z ulgą na wieść, że Kapitan się odnalazł. Jednak nadal nie widziała Hinaty. Itachi zawarczał cicho i krótko, więc Bel zbliżyła się znów do niego i wyglądając na polanę. Również dostrzegła Naharysa. Leżał on przyklejony niemal do kłody drzewa, skrytej w niewielkiej kępce trawy, bardzo dobrze ukryty. Hinata już szedł w jego stronę, skradając się i niepostrzeżenie przeskakując to za kamień, to za krzew, by nie został ujrzany przez żadną z niepowołanych istot. Kiedy dopadł do jego kępy, stwierdził, że Naharys bardzo ciężko oddycha, niemalże jakby biegł bez ustanku cały dzień i noc. Basior uśmiechnął się, cieszył się bardzo, że pomoc przyszła tak szybko. Nie był ranny, jedynie potwornie zmęczony.
- Na litość wszystkich wilków na świecie, Naharysie! - szepnął znacząco Hinata. - Co się tutaj stało? Gdyby nie Belief, nie chcę wiedzieć. jak byś tutaj skończył. - pokręcił głową samiec, oczekując odpowiedzi. Naharys podniósł się i kiedy już unormował oddech, wskazał samcowi, że chce opuścić tę kępę i udać się do reszty. Tak też zrobili. Powoli przeskakiwali w kolejne kryjówki i powrócili oboje w wysoką trawę, gdzie czekała Belief.
-Dobrze, że jesteś cały. - szepnęła wadera z wyraźną ulgą. Nie potrafiła ukryć tego, że troszkę się martwiła. - Pędziłam ile sił w łapach, a teraz powiedz, proszę, co się działo w tym czasie? No i co teraz będziemy robić?
Wilki nachyliły się do Naharysa, by lepiej słyszeć opowieść snutą szeptem, a Naharys dał jej początek.


Naharys? Co się tam działo? :>
 
PODSUMOWANIE: 
Ilość napisanych słów: 2343
Ilość zdobytych PD: 1171 + 10% (117 PD) za długość powyżej 2000 słów
Obecny stan: 2211 PD