Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Powiew nadziei". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Powiew nadziei". Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2022

Od Belief c.d Lorelai ~ "Powiew nadziei"

Wracała wieczorową porą do swojego domu, zmęczona po treningu. Trzeba przyznać, że Naharys dał jej dzisiaj porządnie w kość, ponieważ czuła wszystkimi łapami delikatny ból. Marzyła jej się teraz tylko kąpiel i sen na miękkiej ściółce tuż obok swojej nory. Brała głęboki oddech raz po raz, uśmiechając się radośnie do każdego napotkanego motyla czy innego stworzenia. Czuła po raz pierwszy od dawna jakąś namiastkę szczęścia, mimo że wciąż jeszcze noce spędzała samotnie i z dala od pozostałych członków stada. Przynajmniej każdego dnia miała przymusowy długi spacer, który nie pozwalał jej na rozleniwienie mięśni. Niczym niezmącony spokój, zaprowadził białą waderę wprost nad jezioro Lac de Cristal, które czarnoucha obrała sobie za swój dom, znajdujący się w norze nieopodal, u podnóża jednej z gór. Gdy była już blisko, zatrzymała się, by wziąć głęboki oddech, jak zawsze, kiedy chciała się upewnić, że jest sama. Dzisiejszego wieczora jednak coś ją zaniepokoiło. Wiatr zawiał w jej plecy, niosąc ze sobą nieznajomy zapach całkiem obcego wilka. Wadera nie odwracając się nawet, przez wzgląd na to, że mogłaby być obserwowana, zastrzygła lekko uchem. Od razu przypomniała jej się, groźba cieni, które zapuszczają się na tereny watahy w ostatnich czasach. Jednak były widywane do tej pory w zupełnie innym miejscu. Czyżby zawędrowały tak daleko by teraz uprzykrzać życie młodej posłańczyni? Zastrzygła czarnym uchem raz jeszcze i ruszyła w dół ścieżki. Gdy była już na dole, nagle ruszyła biegiem w bok w zarośla. Przebiegła kilkadziesiąt metrów wykonując różne manewry mające na celu zgubienie istoty, która ją śledzi, po czym nie mając za bardzo innego wyjścia, wślizgnęła się do swojej nory. Ułożyła się w niej wygodnie i wystawiła łeb na zewnątrz, moszcząc go w trawie, która okrywała wejście i wilczycę. Miała widok na jezioro, więc zastygła w bezruchu i czekała na to, co się wydarzy, odrzucając kąpiel na dalszy plan.

^^
Samotna wadera, idąc tropem Belief, musiała nieźle się na główkować, nim pokonała wszystkie przeszkody, na którą trasie pokonała wilczyca, której poszukiwała. W końcu jednak trop się urwał, ale jej oczom ukazało się potężne jezioro. Nikt nigdy nie zaprzeczał piękności tego miejsca, bowiem za jeziorem rozciągały się wspaniałe dla oczu pasma górskie. Samotniczka westchnęła i podeszła do tafli jeziora, by napić się wody. Nie umknęło to spojrzeniu, ukrytej w pewnej odległości Bel. Przyglądała jej się uważnie, oceniając ryzyko, jakie mogłaby przysporzyć stadu. Jednak po chwili obserwacji jej zachowania, stwierdziła, że nie ma się czego obawiać. Bel zobaczyła w białej wilczycy siebie, przed laty, kiedy tułała się w samotności, po obcych terenach, szukając swojego miejsca na ziemi. To natychmiast dodało jej otuchy i spoglądając jeszcze chwilę na samicę, nasunęła jej się myśl, że samica wygląda na wyczerpaną i zagubioną. Wyszła więc z nory bardzo cicho i pobiegła w głąb lasu, zostawiając nieszczęśniczkę, ale to tylko pozory. Po paru chwilach Belief powróciła, niosąc coś w pysku. Położyła to na ziemi i spojrzała jeszcze raz na samicę, która ku jej myśli, została przy jeziorze, siedząc przy nim i obserwując otoczenie. Wzięła więc znów do pyska martwego zająca i potruchtała wesoło bliżej, zwalniając, gdy przekraczała ścianę krzewów i wyszła na kamienne podłoże. Gdy została już zauważona, podeszła bardzo powoli do samicy, pod kątem, by jej nie wystraszyć. Położyła zająca na ziemi i spojrzała na nią. Zapadła chwila ciszy, a samice przyglądały się sobie. Lorelai dostrzegła białą wilczycę o zielonych oczach, trzech zielonych kreskach pod oczami, bujnym czarnym ogonem, końcówki uszu i łap o atletycznej budowie. Belief zaś zobaczyła z bliska samicę, którą obserwowała wcześniej z daleka i dopiero teraz zobaczyła dokładnie jej futro i umięśnione łapy. Przekrzywiła lekko głową i posłała jej serdeczny uśmiech, jak to miała w zwyczaju.
- Cześć. Nazywam się Belief.
- Witaj, ja jestem Lorelai. - odpowiedziała nieśmiało tamta, wciąż spoglądając na Bel nieco zestresowana.
- Wyglądasz mi na zmęczoną, zagubioną, głodną i....
Nie dokończyła, ponieważ Lorelai to zrobiła
- ... samotną?
- właśnie! Przypominasz mi mnie, kiedy byłam równie samotna i oddalona od domu.
- Jaa.... już nie pamiętam, kiedy ostatnio...
Tym razem to Belief przerwała.
- Nic nie musisz mówić, wiem jakie życie potrafi być brutalne. - zniżyła łeb z uśmiechem i nie wymagając niczego więcej w zamian, popchnęła nosem królika pod jej łapy. Podniosła łeb i oddaliła się w bezpieczną odległość, by samica czuła się bezpiecznie.
Kiedy zjadła, Belief zaprowadziła ją do swojej nory. Nie była to może wielka grota, ale z pewnością wystarczająca, by pomieścić dodatkowych gości. Bel opowiedziała jej o sobie i swojej nieśmiałości wobec watahy z uwagi na dość trudną historię życia, co i Lorelai potwierdziła u siebie. Belief gdzieś w podświadomości czuła jakieś podobieństwo z waderą. Choć pochodziła z całkiem innej watahy, przecież jej przodkowie mogli być z krain pochodzenia Lorelai. Nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza jeśli nie wie się zbyt wiele tak jak w przypadku Bel.
Lorelai spędziła spokojną noc w norze czarnouchej, która spała na zewnątrz, pilnując, aby niebezpieczeństwa trzymały się na dystans. Kiedy Bel zbudziła się rankiem, Lorelai czekała już na nią przy jeziorze.
- Dziękuję za bezpieczną noc.
- Polecam się, jeśli będziesz potrzebowała pomocy, wiesz gdzie mnie szukać.
Samica kiwnęła głową i uśmiechnęła się delikatnie. Samice rozmawiały jeszcze przez chwilę.
Zupełnie odruchowo i naturalnie Bel zapytała nową członkinię o to, czy chciałaby poznać tereny, gdy tamta kiwnęła głową z aprobatą, wilczyce wstały i ruszyły na długi spacer. W pierwszej kolejności, gdy zatrzymały się na wielkiej polanie, Belief wskazała łapą na rosnący w oddali bujny i ciemny las Forêt Ombragée.
- Tam pod żadnym pozorem nie wolno chodzić, a zwłaszcza samemu. Alpha przestrzegła nas przed tymi lasami. Mieszkają tam podobno stworzenia, które nie są dla nas przyjazne, a nawet wrogo nastawione. - tłumaczyła. - czasem zapuszczają się na nasz teren i trzeba uważać, by nie znaleźć się zbyt blisko tamtego miejsca.
Dalej wilczyce maszerowały na południe, Belief po wcześniejszym wywiadzie, omijała miejsca, które samica już zdążyła poznać, aby uniknąć znudzenia. Gdy weszły ponownie do wielkiego lasu i minęły kilka lokacji, nagle Belief zastrzygła uszami i rozejrzała się. Usłyszała bowiem bardzo dziwny dźwięk z głębi lasu. Obie przystanęły na chwilę i niespokojnie badały wzrokiem teren. Instynkt Belief i osobowość która, podpowiadała jej w takich momentach, by sprawdzić każdą dziurę, byle by się dowiedzieć, co to było, rwały ją na przód. Jednak świadomość, że ma u boku całkiem nową osóbkę i przypominając sobie siebie przed laty, skuliła się jedynie i spojrzała na Lorelai, by odczytać z jej pyska, co chciałaby teraz zrobić.

Lorelai?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1035
Ilość zdobytych PD: 517
Obecny stan: 517

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Od Lorelai do kogoś ~ "Powiew nadziei"

Życie na Wiecznych Zboczach nie należało do najłatwiejszych. Niskie, momentami skrajnie niskie temperatury połączone z silnym, mroźnym wiatrem sprawiały, że nawet najsilniejsze i najzdrowsze wilki z watahy często drżały z wychłodzenia. Śnieg nie padał tu często, jednak gdy nadchodził, sytuacja stawała się jeszcze gorsza. Nie widywano go tutaj bowiem w formie lecących powolutku z nieba pięknych płatków, nadających urok zimowemu krajobrazowi i dających choć trochę radości zmęczonej watasze, lecz jako ostre i niebezpieczne śnieżyce. Trwały one zazwyczaj po kilka dni, a w ich trakcie śnieg nie przestawał sypać nawet na chwilę. Podczas ich trwania widoczność spadała diametralnie i całe dnie pogrążone były w ciemności. W połączeniu z porywistym, nieustającym wiatrem, niosącym za sobą fale śniegu, skutecznie uniemożliwiało to opuszczanie jaskiń na dłużej niż chwilę. Nikt z resztą nie miał wtedy powodu, aby wyruszać poza bezpieczne schronienie. Zwierzyna, która była dość nieliczna w tych rejonach nawet w trakcie najbardziej sprzyjających pór roku, podczas śnieżyc znikała całkowicie, chowając się w swoich norach, bądź uciekając w stronę nizin, co wykluczało polowanie nawet na kilka następnych dni. W takich momentach wataha musiała przeżyć, korzystając jedynie ze zgromadzonych zapasów, co było nie lada wyzwaniem, nie były one bowiem liczne.
W zimę wszystkie te problemy narastały. Dlatego właśnie w tym okresie pogoda zbierała najbardziej krwawe żniwo. Wiele wilków nie wracało z wypraw, przymierało głodem, a także padało ofiarą wyziębienia, które powodowało z kolei liczne choroby, szczególnie u młodych wilków. Niestety nietopniejący śnieg znacznie utrudniał uzyskiwanie roślin leczniczych, przez co to właśnie choroby były przyczyną największej ilości zgonów.
Lorelai zdała sobie z tego sprawę już pierwszej zimy. Kiedy jeszcze jako półroczny wilczek wraz z trójką rodzeństwa tuliła się do boku matki, cały czas drżąc z zimna, jeden z jej braci zaczął zanosić się przeraźliwym kaszlem. Mimo tego, że maluchów zupełnie to nie obeszło, bo jedyną rzeczą, o której myślały w tamtym momencie, było ciepło kryjące się przy boku rodziny, to wśród dorosłych wilków wywołało to pewne zamieszanie. Mama Lorelai, Lilith, od razu zerwała się na nogi i z paniką oddzieliła chorego brata od reszty rodzeństwa. Odpoczywający nieopodal ojciec również zareagował natychmiastowo i podbiegłszy do reszty rodziny, wziął przerażonego, małego basiora za kark i pospiesznie odniósł go do innej jaskini. Przyczyną całego poruszenia był oczywiście strach. Rodzice obawiali się najgorszego, że wilczka dopadła choroba zwana w tych rejonach szczenięcą grypą. Spotykała ona, jak sama nazwa mówi, młode wilczki, szczególnie w okresie zimowym, a po wystąpieniu pierwszych objawów nie było już szans na ratunek. Przynajmniej w panujących na Wiecznych Zboczach warunkach. Niestety obawy rodziców okazały się prawdą i wkrótce basior, który od samego początku był najsłabszy z miotu, wydał swoje ostatnie tchnienie. Nikt po nim nie płakał.
Była to pierwsza, lecz nie ostatnia tragedia, której doświadczyła Lori w swoich młodzieńczych latach. Stała się dla niej dość brutalną lekcją, że tu, na północy, życie wilka nie ma za dużej wartości. Gdyby wataha przejmowała się odejściem każdego członka na tamten świat, to nigdy nie wychodziłaby z żałoby, dlatego właśnie wszyscy akceptowali to, dość bezduszne, podejście. Na początku Lori nie mogła tego pojąć, jednak z upływem czasu zrozumiała, że to tak naprawdę jedyna opcja, aby radzić sobie z życiem tutaj, bez szwanku na psychice.
To właśnie odejście kilku bliskich jej wilków w przeciągu tamtej zimy pozwoliło jej się przygotować na wydarzenia, które nastąpiły już rok później. Nawet jeśli Lorelai nie była wtedy jeszcze w pełni dojrzałą waderą, to bez problemu wyczuwała rosnące w watasze napięcie. Pojawiło się ono kilka lat przed jej narodzinami, ale tego nie mogła już wiedzieć. Zaczęło się od słownych sprzeczek, które szybko eskalowały do bójek obejmujących coraz większą grupę wilków. Basior, który pragnął odebrać władzę prawowitemu alfie, był coraz bliżej swojego celu, bo szerzenie osobliwych, antymonarchistycznych idei za plecami władcy nareszcie zaczęło przynosić skutek. Coraz częściej dostrzec było można kierowane w stronę alfy ukradkowe, pełne nienawiści spojrzenia. Zbuntowana część watahy, która w pewnym momencie była znacznie liczniejsza niż pokojowo nastawione wilki, wkrótce zaczęła odnosić się wrogo nie tylko do władcy, ale również do jego krewnych, w tym rodziny Lorelai, a nawet do zwyczajnych członków, którzy nie zgadzali się z głoszonymi przez nich hasłami.
Co gorsza, nadeszła wtedy ciężka zima, najcięższa od kilkunastu lat. Śnieżyce nadchodziły bardzo często i trwały coraz dłużej, skutecznie skracając czas na polowania i utrudniając wyżywienie watahy. Kiedy jeden z opadów trwał już prawie tydzień, przywódca buntowników uznał, że nadeszła już właściwa pora.
Czynnikiem, który pozwolił Lori przeżyć tamtą noc, było jedynie głupie szczęście. Kiedy nadszedł wieczór wadera wraz ze swoją siostrą, w ramach zakładu, wykradła się poza jaskinię. Aby ukończyć wyzwanie, miały za zadanie znaleźć ukryty przez braci pośród śniegu czerwony, wyróżniający się kamień i odnieść go rodzeństwu. Były już bardzo blisko celu, gdy nagle usłyszały hałas dochodzący z wnętrza jaskini. Przestraszyły się, że wykryto ich nieobecność, więc postanowiły ostrożnie zakraść się do wejścia, aby zorientować się, o co chodzi w zamieszaniu i czy uda im się wejść niepostrzeżenie i uniknąć nagany. Kiedy zbliżyły się wystarczająco, aby dostrzec wnętrze jamy, cały czas pozostając w ciemności, by nie dać się zauważyć, wadery spostrzegły biegnącego w stronę wyjścia młodszego brata. Leah już otworzyła pysk, aby go zawołać, ale Lori powstrzymała ją, stanowczym pacnięciem łapą.
- Oszalałaś? – syknęła. – Nie wiem, o co chodzi Balorowi, ale mogłabyś się trochę opanować, bo jak nas zauważą, będziemy miały przechlap… - urwała nagle.
Z wnętrza jaskini, za małym braciszkiem, wyłonił się kolejny wilk, dorosły, czarny basior. Nie zastanawiając się, skoczył na biegnącego szczeniaka i rozszarpał mu gardło. Maluch nie zdążył nawet pisnąć. Leah nie udało się powstrzymać pisku przerażenia. Ku nieszczęściu sióstr wrogi wilk zdołał usłyszeć dźwięk i warcząc, podszedł do wyjścia. Lorelai zerwała się do biegu, ale jej towarzyszka nadal stała jak wryta, podczas gdy basior zbliżał się niebezpiecznie i zdawał się je dostrzegać. W ostatnim momencie waderze udało się pociągnąć siostrę i porwać ją do biegu. Wrogi wilk ruszył za nimi w pogoń, ale podczas szaleńczej gonitwy w dół zbocza pod uciekinierkami osunął się śnieg. Straciły równowagę i spadły. Ślizgając się po skale, udało im się zniknąć z oczu mordercy, który ze względu na warunki pogodowe postanowił zrezygnować z pogoni. Lori była na tyle zszokowana, że nie była w stanie się ruszyć. Poddała się jedynie sile śniegu, by po chwili uderzyć w drzewo i stracić przytomność.

***
Następnego ranka waderę obudziła siostra, trącając ją nosem i odgarniając śnieg, który spadł na nią w ciągu nocy. Kiedy Lorelai otworzyła oczy, Leah nawet się nie uśmiechnęła. Pokazała jedynie w stronę znajdującego się nieopodal urwiska, z którego powoli kapała krew. Z jego szczytu zrzucane były zmasakrowane ciała, wiele ciał. Jak udało się spostrzec siostrom, znajdowały się tam również te należące do ich rodziców i braci.

***
Wędrówka Lorelai trwała już prawie dwa lata. Mimo tego, że podczas niekończącego się marszu zdołała przyzwyczaić się do samotności, to miewała momenty, w których wyjątkowo doskwierał jej brak towarzystwa. Była to właśnie jedna z tych nocy, w których wadera nie była w stanie cieszyć się pięknem zielonego otoczenia, tak pełnego życia i diametralnie różnego od jej rodzinnych stron. Krocząc przez las, wsłuchiwała się w melancholijne huczenie sowy, a gdy wyszła na niewielką polanę przysiadła zrezygnowana i skierowała oczy ku niebu.
- Gdybyś tylko była tu ze mną – westchnęła, wpatrując się w jedną z gwiazd. – Marzyłyśmy kiedyś, żeby wybrać się razem w podróż, by zobaczyć coś poza naszymi górami, pamiętasz? Spodobałoby ci się tutaj. Ciepło, pełno zieleni, zupełnie tak jak sobie wyobrażałaś. Nawet nie wiesz, ile bym oddała, aby nie musieć oglądać tego sama – zakończyła cicho.
W tym właśnie momencie omiótł ją podmuch ciepłego wiatru. Niósł się z nim zapach, którego dawno nie czuła, a za którym głęboko skrywana tęsknota towarzyszyła jej od miesięcy – woń innych wilków. Wiedziona momentem słabości, wyczerpaniem wędrówką, a także migoczącą gdzieś w środku iskierką nadziei, ruszyła w stronę, z której zawiał wiatr. Po niedługim marszu, spośród wielu unoszących się w powietrzu zapachów zaczął się wyodrębniać jeden, świeży, należący do wilka, który przechodził tędy całkiem niedawno i musiał jeszcze być w okolicy. Lorelai postanowiła go odnaleźć.

<Ktoś?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1308
Ilość zdobytych PD: 654 + 5% (33 PD)
Obecny stan: 687