Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasari. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasari. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2022

Od Nasari c.d Shani ~ Zimny prysznic

Nasari stała zdenerwowana na brzegu przypatrując się szarej nieznajomej. I pomyśleć, że dosłownie na chwilę opuściła swoją jaskinię i już spotykają ją takie przygody. Nie była z tego powodu zadowolona, gdyż bardzo nie lubiła niespodzianek. Tak samo nie lubiła, gdy ktoś, nie ważne, czy znajomy, czy nie, obserwuje ją z ukrycia, ale... ta konkretna nieznajoma prawdopodobnie uratowała ją przed atakiem węża. Niemiło byłoby więc w tej sytuacji pouczać ją niczym matka swojego niesfornego szczeniaka. Naraziła dla niej swoje zdrowie, a wręcz życie. Czuła, że w tej sytuacji po prostu nie ma prawa być na nią zła.
- Wszystko w porządku? - Nasari w końcu zebrała myśli do kupy i wydusiła z siebie to jedno pytanie.
- Cóż, nie jestem fanką morsowania, ale poza tym chyba wszystko w porządku. Ach, gdzie moje maniery. Jestem Shani. A ty?
- J-Ja... Jestem Nasari... I od kilku dni jestem członkinią watahy Renaissance. - Różowooka była wyraźnie zakłopotana. Co powinna teraz zrobić? - Uhm, czekaj, pomogę ci.
Wadera wyciągnęła swoją białą łapę ku Shani, a ta skorzystała z pomocy, oplatając swoją łapę wokół jej i podnosząc się z wody. Powoli i ostrożnie wyszła na brzeg, po czym otrzepała swoje futro z nadmiaru wody. Wtedy Nasari miała okazję lepiej przyjrzeć się nowo poznanej wilczycy. Jej wzrok od razu przykuły jej oczy- dwukolorowe tęczówki bardzo wyróżniały się na tle jej szarego futra. Poza tym jednak nic nie zwróciło szczególnie uwagi czarnofutrej, lecz zdała sobie sprawę z tego, że Shani jest od niej wyższa i nieco masywniejsza. Wprawiło ją to w typowy dla niej niepokój, swój długi ogon owinęła wokół łap, jej postura uległa lekkiemu zgarbieniu, a uszy opuściła nieco na kark. Wiedziała, że właściwie nie ma powodu, aby obawiać się Shani, zwłaszcza po tym, gdy ta uratowała ją przed żmiją. Mimo to rozum nakazał jej zachować gotowość na ucieczkę, tak na wszelki wypadek.
Nie chciała jednak ignorować faktu, iż Shani obserwowała ją z ukrycia, a kto wie? Może nawet śledziła ją od dłuższego czasu?
- Wybacz, że o to spytam. - chciała jakoś delikatnie zacząć temat. - ale właściwie, dlaczego mnie śledziłaś?
- Nie śledziłam cię, chociaż rozumiem, że mogło to tak wyglądać. - Shani wypowiedziała te słowa z wyczuwalnym zakłopotaniem, odwracając na chwilę wzrok. - Przyszłam tu tylko poszukać pewnych owoców i przypadkiem natrafiłam na ciebie. Wiesz, obcy wilk na terytorium watahy potrafi przysporzyć problemów. Mam nadzieję, że rozumiesz...
Nasari kiwnęła głową na znak zrozumienia. Nie pierwszy raz przynależała do jakiejś grupy wilków i wiedziała, że nie każdy przybysz ma dobre zamiary. Shani jedynie chciała przekonać się, czy Nasa nie zagraża jej pobratymcom, co dla skrzydlatej było zrozumiałe, nawet jeśli była odrobinę zszokowana tymi podejrzeniami. Szara wadera uśmiechnęła się przyjaźnie, lecz od tego momentu zapanowała głucha cisza. Wilczyce patrzyły na siebie w milczeniu, odwracając co jakiś czas wzrok.
- Wspominałaś coś o jakichś owocach, prawda? - cicho wypaliła Nasari.
- O-oh, tak. - to pytanie jakby obudziło nieco Shani. - Szukałam belladonny do mojego... uhm lekarstwa. Aczkolwiek patrząc na okolice, wątpię, aby coś się jeszcze ostało.
- Czyli jesteś medyczką? - Nasia z zainteresowaniem przekrzywiła nieco łeb. Shani kiwnęła głową twierdząco. - Mhm... Ale faktycznie z tymi owocami się trochę spóźniłaś. Chodzę tutaj już dłuższy czas i zauważyłam, że wszystkie już leżą na ziemi, a ich kolor i zapach nie świadczą dobrze o ich stanie.
Shani rozejrzała się, po czym ciężko westchnęła. Wyglądała na zrezygnowaną, a Nasari zrobiło się jej szkoda. Bardzo chciała jej pomóc, choć w pierwszej chwili nie wiedziała, jak ma to zrobić. Przecież nie zwróci owocom ich dawnego stanu i właściwości, a nowych jej nie wyczaruje. No ale chwila, przecież jest alchemiczką, a w swojej jaskini wszelkich ziół, kamieni szlachetnych i innych surowców ma bez liku. W końcu alchemia nawet ta opierająca się na magii dzieli pewne cechy z medycyną. Powinna mieć w swoich zapasach odpowiednio przechowane kilka sztuk belladonny.
-Wiesz, jestem alchemiczką, więc w swojej jaskini mam pewne zapasy różnych ziół czy owoców. Możemy się przejść i rzucić na nie okiem. Powinnam mieć jeszcze dobre parę sztuk belladonny. - wypaliła Nasa niemal jednym tchem.
Równocześnie po rzuceniu tej propozycji w jej głowie pojawiła się myśl:
- Cholera, Nasari, coś ty odwaliła… Właśnie zaprosiłaś do swojej jaskini praktycznie obcą ci osobę.
Czarnofutra spięła całe swoje ciało i z niepewnością co do podjętych przez siebie decyzji czekała na reakcję Shani.

Shani? Wybacz, że tak długo to trwało, ale wena poszła na spacer ^^'

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 696
Ilość zdobytych PD: 348
Obecny stan: 348

piątek, 11 listopada 2022

Od Nasari c.d Amber ~ Przybycie z przytupem

Nasari była zdumiona nietypowym towarzyszem Amber oraz zdziwiona jej gościnnością. W końcu dopiero co się poznały, a ona już proponuje jej nocleg u siebie. Oczywiście to było bardzo miłe z jej strony, lecz zarazem dość naiwne. Nasa rzecz jasna nie miała złych zamiarów wobec nowo poznanej koleżanki, jednak... Co, gdyby na miejscu czarnofutrej był osobnik o nieczystych intencjach? Mógłby chcieć ją skrzywdzić, a niebieskooka pewnie nawet nie zorientowałaby się, że ten stanowi dla niej zagrożenie. Wizja, iż gość, którego przyjęło się szlachetnie pod swój dach, mógłby stać się oprawcą tej osoby, wydała się Nasie makabryczna. A może to właśnie Nasari powinna się martwić? Może to Amber nie ma szczerych, dobrych intencji względem Nasari?
Wilczyca spojrzała na koleżankę zamyślona. Nie sprawiała wrażenia, jakby coś planowała, ale przecież nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Z drugiej jednak strony na zewnątrz lało, wiało i szalała burza, a wizja ponownego spotkania niedźwiedzia bardzo nie uśmiechała się różowookiej. I co tu robić? Nasari ostatecznie podjęła decyzję.
- Uhm, jeśli nie będzie to problem... Mogłabym zostać na noc...
- Żaden problem. - Amber radośnie zamerdała ogonem i doskoczyła do sterty siana, którą zaczęła rozdzielać.
- Jesteś... Jesteś samotniczką? - spytała Nasia, kończąc jeść rybę.
- A skądże! To tereny watahy Renaissance, do której należę od niedawna. - Amber mówiąc to, nie odrywała wzroku od siana. - Taka ilość starczy na wygodne legowisko?- spytała, pokazując Nasari oddzieloną górkę siana.
- Wataha? - różowooka natychmiast się ożywiła, ignorując późniejsze pytanie znajomej, a jej ogon zadrżał radośnie. Bardzo chciała mieć stałe miejsce zamieszkania i znajomych, gdyż to dawało jej poczucie bezpieczeństwa, a po upadku watahy, do której należała wcześniej, poczuła się zagrożona. Nie widziała siebie w roli samotniczki.
W momencie, gdy Nasari chciała wyrazić chęć dołączenia do grupy wilków i dopytać o parę interesujących ją szczegółów z zewnątrz dało się słyszeć dziwne dźwięki. Teraz prócz burzy, deszczu i wiatru dało się słyszeć czyjeś ryki i krzyki. Obie wadery od razu spojrzały wpierw na wyjście z jaskini, a później na siebie nawzajem. Amber gwałtownie ruszyła z miejsca, zabierając ze sobą Boba i kładąc go na swojej głowie, i wypadła z jaskini, aby zobaczyć, co się dzieje.
- Amber! - zawołała Nasari, a po chwili zawahania także wybiegła na zewnątrz.
Zaczęła szukać swojej koleżanki, co, nawet mimo jej specyficznego koloru futra, było ciężkie przez warunki panujące na dworze. Lęk przed ciemnością także nie ułatwiał jej zadania. Wypatrzyła ją jednak jakoś na niewielkiej polance pozbawionej drzew, jednak nie była całkowicie pusta. W ulewie i mroku dostrzegła... niedźwiedzia. Dokładnie tego samego, który wcześniej gonił ją przez las. Tym razem jednak rozjuszona bestia była zajęta walką z dwoma, obcymi jej wilkami.
- Naharys! Yeneryth! Już biegnę! - Krzyknęła Amber i od razu ruszyła w stronę niedźwiedzia.
- Poczekaj! Amber! Zrobisz sobie krzywdę! - zawołał basior o ciemnym futrze, robiąc jednocześnie unik przed atakiem niedźwiedzia.
Nasari była zdezorientowana, jednak odruchowo, mimo strachu, także rzuciła się w kierunku rozwścieczonego stwora. Było to głupie posunięcie z bardzo wielu powodów, jednak najboleśniej skrzydlata wilczyca przekonała się o tym w momencie, gdy misiek, chcąc zaatakować jednego z wilków przygrzmocił jej w głowę. Nasari padła na ziemię nieprzytomna, słysząc niewyraźnie swoje imię wykrzyczane przez Amber.
Leżała tak przez pewien czas, choć nie była pewna jak długo, ale w pewnym momencie zaczęła coś czuć. Coś mokrego na jej czole, a konkretniej krysztale. Otworzyła powoli różowe oczy, sycząc z bólu. Wpierw obraz był zbyt rozmazany, aby nazwać jakikolwiek przedmiot, czy osobę, lecz po chwili ujrzała coś jasnoróżowego i mokrego, co przylepiło jej się do czoła. Odskoczyła z krzykiem, jednak przez zawroty głowy znów padła na ziemię. Ujrzała przed sobą Boba, który akurat chował swój język do buzi.
- B-bob! Czemu polizałeś mój klejnot?! - zawołała zdumiona.
- Cóż, to nie jedyny klejnot, jaki zdołał polizać... - mruknął ciemny wilk o złotych tęczówkach.
Nasari spojrzała wpierw na nieznajomego, później na jego białego kolegę i na Amber. Zdezorientowana rozejrzała się po okolicy i po chwili dostrzegła martwego niedźwiedzia leżącego w trawie z licznymi ranami na ciele. Wtedy dopiero przypomniała sobie o wcześniejszych wydarzeniach z tego wieczoru. Powoli podniosła się na równe łapy, ale po chwili zdecydowała się usiąść, gdyż zawroty głowy utrudniały jej utrzymanie równowagi. Otuliła ogon wokół swojego ciała i podniosła na chwilę głowę.
- C-co tu się stało?- Spytała zdezorientowana, patrząc na Amber, a następnie spojrzała na dwa wilki obok. - I... kim jesteście?

<Amber?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 703
Ilość zdobytych PD: 351
Obecny stan: 631

poniedziałek, 7 listopada 2022

Od Nasari do Amber ~ Przybycie z przytupem

Chłodny, acz duszny, dzień pomału chylił się ku końcowi. Słońce, choć jeszcze obecne na niebie, już dawno ukryło się za ciemnymi chmurami, zwiastującymi nadejście burzy. Jednak nawet gdyby nie chmury, promienie słoneczne i tak miałyby problem, aby przedrzeć się przez gałęzie drzew w lesie, w którym przebywała Nasari. Wszechobecny półmrok najprawdopodobniej wywołałby u wilczycy niepokój, lecz tym razem było inaczej.

Nasa szła z nisko opuszczonym pyskiem, uszami położonymi na karku i wzrokiem wbitym w ziemię. Była zbyt przygnębiona, aby myśleć o swoich fobiach. Kilka dni wcześniej opuściła ją jej kochana, przybrana córka, która zdecydowała się nie szukać nowego miejsca zamieszkania, a przygód. Nasa nie do końca wiedziała jak poradzić sobie z tą nową sytuacją i bardzo martwiła się o swoje dziecko. Czy poradzi sobie w tym okrutnym świecie? Czy jej naiwność i natura lekkoducha stanie się kiedyś przyczyną jej zguby? Znała ją doskonale i bała się, że trafi na nieodpowiednie stado, które ją skrzywdzi, lub sama Leilani wykaże się nieostrożnością i przyczyni się do uszczerbku na własnym zdrowiu.

Wkrótce jednak jej przemyślenia zostały ukrócone, gdy zdała sobie sprawę z tego, że rozpoczęła się burza. Nagle lunął deszcz, a widoczność została bardzo ograniczona. Nasari była zdezorientowana i wystraszona. Co prawda nie obawiała się deszczu, ani nawet samej burzy, jednak takie warunki z całą pewnością nie są pożądane w podróży, zwłaszcza na nieznanym terenie i zwłaszcza nocą. No właśnie, słońce zachodziło, a Nasią aż trzęsło na samą myśl o włóczeniu się w kompletnej ciemności. Zaczęła biegać i rozglądać się, szukając w okolicy jaskini lub jakiegokolwiek bezpiecznego miejsca, w którym mogłaby spokojnie przespać tę burzliwą noc. Skręcała raz w jedną i potem w drugą stronę. Zatrzymała się na chwilkę, aby móc lepiej przypatrzyć się nowemu otoczeniu, jednak deszcz i narastający mrok wspólnie grali na jej niekorzyść.

Nagle usłyszała tuż za sobą złowrogie pomruki, lecz niestety nie była to burza. Gdy Nasari odwróciła się zamarła, widząc kilka metrów od siebie wielkiego niedźwiedzia, który wcale nie wyglądał, jakby zamierzał sobie stamtąd pójść. Wilczyca wydała z siebie głośny, wystraszony pisk i zaczęła uciekać wszędzie, gdzie tylko poniosły ją łapy. Kątem oka zauważyła, że misiek ruszył za nią w pogoń. Nie wiedziała, czy chciał ją jedynie przegonić, czy może pożreć, ale czuła, że nie powinna się zatrzymywać, ani nawet oglądać za siebie. Cały czas biegła, potykając się o wystające z ziemi korzenie drzew, błagając bogów o ratunek. Coraz mniej rozumiała, co dzieje się dookoła. Obraz stale się rozmazywał, a po chwili zyskiwał poprzednią ostrość, w której jednak wszystko tonęło przez padający deszcz. Serce biło coraz szybciej, łapy robiły się obolałe, a z oczu sączyły się niewielkie strużki srebrzystej substancji, będące jej łzami. Była coraz bardziej wyczerpana, jednak gdy na chwilę odwróciła głowę, zauważyła, że niedźwiedź zniknął z zasięgu jej wzroku, choć dalej zdawała się słyszeć jego ciche ryki.

Przebiegła jeszcze kawałek i ku swojej radości okazało się, że znalazła wydrążoną w skale jaskinię. Przemoczona i zmęczona wbiegła do środka, długo się nie namyślając. Tam jednak niemal od razu wpadła na coś, co przypominało... wilka? I to różowego? Krzyknęła przestraszona i wycofała się bardziej w głąb jaskini, gdzie jednak nagle potknęła się o coś leżącego na ziemi. Krzyknęła ponownie i uciekła pod ścianę, zdając sobie sprawę z tego, że jej drugie potknięcie wywołała... żaba. Patrzyła na czarnofutrą zobojętniałym wzrokiem, a później odwróciła go, jak gdyby nigdy nic. Nasari spojrzała więc na różową wilczycę wyraźnie zmartwioną swoim żabim towarzyszem.

<Amber?> Sory za wjazd na rewir ^^' 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 560
Ilość zdobytych PD: 280
Obecny stan: 280 PD

sobota, 5 listopada 2022

Nasari

Może być też Nasa, Nas, Nasia, Nasuś
Płeć: Wadera | Wiek: 4 lata | Rasa: Wilk | 
Ranga: Delta Poziom: 1 (631/3000 PD) | Stanowisko: Kapłanka | Alchemiczka
Właściciel:  [gmail] nasari.roza.pl@gmail.com | [Discord] Nasari Nasa#8588
Autor: Art należy do właściciela wilka