Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogrzebać przeszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogrzebać przeszłość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 września 2022

Od Shani c.d. Ynerytha ~ Pogrzebać Przeszłość

- Mam plan. Byłoby bezpieczniej, gdybyś na chwilę odeszła z okolicy tego drzewa – oznajmił Yneryth.
- Zaraz, jaki plan? Nie chcesz chyba robić wszystkiego sam? Halo? Ja też się mogę przydać! – Wadera mówiła szeptem, nie chcąc spłoszyć ptaka. Jej głos był jednak stanowczy i dało się w nim wyczuć poirytowanie.
Jak grochem o ścianę. Basior zdawał się wyłączyć wszystkie zmysły, choć, znając życie, doskonale słyszał, co Shani próbuje mu przekazać i postanowił mistrzowsko ją ignorować. Stał się tak obojętny, że wilczyca aż czuła bijący od niego chłód… Nie, zaraz! Temperatura powietrza naprawdę malała z każdą chwilą, podczas gdy futro basiora pokrywało się cieniutką warstewką szronu.
Shani, nieco przestraszona, cofnęła się o kilka kroków, aż jej zadek natrafił na coś twardego – najpewniej pień jednego z drzew. Potem… potem sama nie rozumiała, co widzi! Żywioły naginały się do woli Ynerytha, który zaklinał je niczym tancerz podczas występu. Basior wspinał się z gracją na drzewo, na bieżąco wyczarowując wspomagającą go w tym konstrukcję. Serce Shani stanęło, gdy przeskakiwał z jednego drzewa na drugie. Później sprawy potoczyły się zdecydowanie za szybko. Niewiele widziała z poziomu ziemi, jednak odgłosy szarpaniny nie napawały jej entuzjazmem. Krążyła nerwowo wokół pnia, czując się zupełnie bezsilna. W którymś momencie poczuła, że spadają na nią pierwsze krople deszczu… nie, to była krew! Zrosiła jej pysk makabrycznymi piegami. Nie umiała po zapachu rozpoznać, czy to posoka wilka, czy też jego przeciwnika – ich woń zlała się teraz w jedną całość.
W końcu zapadła cisza. Na kilka niesamowicie długich sekund nawet ptaki przestały śpiewać. Całe napięcie zeszło jednak z Shani, gdy zobaczyła Ynerytha stojącego na skraju gniazda. Wypuścił z pyska woreczek z prochami i zaczął schodzić na ziemię.
Wilczyca posmutniała jednak, widząc nieruchome skrzydło smętnie zwisające z krawędzi. Tylko pojedyncze pióra kołyszące się na wietrze tworzyły iluzję tlącego się życia, zbyt słabą jednak, by przekonać obserwatora. Czy ta śmierć była potrzebna? Szara wiedziała, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Mimo tego nie mogła nie czuć smutku. Było to nie tyle współczucie, co żal po stracie czegoś niezwykłego. Shani nigdy wcześniej nie natknęła się na podobne stworzenie w żadnym z tekstów naukowych ani nawet w ustnych przekazach. Kiedyś jeszcze na pewno tu wróci i zbada gniazdo, jednak na opisanie zwyczajów zwierzęcia nie miała już szans.
- Zabrałem ci jedno ze świecidełek, o ile chcesz – głos Ynerytha momentalnie wyrwał ją z rozmyślań.
Jej oczy odruchowo skierowały się na przedmiot, który basior trzymał w pysku. Wypolerowany na gładko kamień, w którym tańczyły kolory. Wyglądał na jedyny w swoim rodzaju. Potem dwukolorowe spojrzenie wilczycy przeniosło się na pysk Ynerytha naznaczony nowymi zadrapaniami. Odezwał się w niej jakiś instynkt; przypływ ciepłych uczuć, który chciał nakłonić ją, by oczyściła jego rany. Szara jednak domyślała się, że basior nie będzie chciał przyjąć pomocy.
- Dziękuję – w jej głosie dało się słyszeć zakłopotanie. – Jest piękny. Nie wiem, jak ci się odwdzięczyć.
- Nie trzeba.
- Nalegam.
- Pomyślisz o tym później – uciął Yneryth. – Mamy zadanie do wykonania.
Szara uznała, że nie ma szans wygrać w tej dyskusji. Wsunęła podarunek do torby na leki, gdzie ledwo się zmieścił.

*
Szybko udało im się wrócić na właściwy szlak – wulkan nadal stanowił dla nich drogowskaz na horyzoncie. Dalszy etap drogi upłynął w dużej mierze w milczeniu, przerywanym jedynie krótkimi wymianami zdań. Nie była to niezręczna cisza, a raczej taka, która zostawia bezpieczną przestrzeń na własne przemyślenia. Shani wracała wciąż do wspomnień z ostatnich dni. Starzec z jego dziwnymi wizjami, niespodziewana śmierć i jej konsekwencje, a teraz jeszcze nieznane nauce stworzenia. Natężenie niezwykłych zdarzeń było wręcz zastanawiające. W końcu jednak nawet ta długa wędrówka dobiegła końca.
- Stać, co tu robicie?!
Shani spodziewała się takiego obrotu spraw. Już od dobrych kilkunastu minut, zagłębiając się coraz bardziej w obce tereny, miała wrażenie, że czuje na sobie czyjeś spojrzenie. Taki scenariusz powtarzał się wiele razy, gdy jeszcze błąkała się przed znalezieniem Watahy Renaissance.
Spojrzała nieznajomemu w oczy – bez niepotrzebnego pośpiechu czy emocji. Wiedziała, że nie ma się czego bać. Ani ona, ani Yneryth, nie zachowywali się w ostatnich minutach podejrzanie. Jej spokój wyraźnie kontrastował z napiętą sylwetką basiora, który jeżył futro na całym ciele. Na jego umięśnionym, pokrytym brązowym futrem ciele, pojawiały się już pierwsze siwe włosy.
- Przynosimy wiadomość – złote oczy czujki nadal świdrowały wilczycę, jakby chciały zajrzeć głębiej, przedrzeć się przez jej tkanki i dotrzeć prosto do zamkniętych w głowie myśli. – Szukamy rodziny pewnego starca.
- Starca? – Wyraz pyska brązowego na ułamek sekundy zmienił się, jednak równie szybko zastygł ponownie w gniewnym zmarszczeniu. – Powiedzcie więcej.
- Nie wiemy, jak miał na imię, ale chyba był zakochany w wilczycy o imieniu Donna.
- Zaraz, tak? I co z nim, gdzie on teraz jest? – Strażnik nie umiał już dłużej utrzymać emocji na wodzy i zaczął nerwowo przestępować z łapy na łapę. – Albo zaraz, nie, nie tutaj. Chodźcie za mną.
Shani spojrzała pytająco na Ynerytha. Skinął delikatnie, niemal niezauważalnie głową. Ruszyli za brązowym wilkiem, który co chwilę oglądał się za siebie, najpewniej po to, by upewnić się, że nie robią nic podejrzanego. Okazało się, że celem ich podróży była niewielka norka ulokowana w pustym pniu powalonego, niegdyś z pewnością robiącego wrażenie drzewa, a dokładniej – skrawek ziemi przed ową norką.
Strażnik rozchylił pnącza, które stanowiły zasłonę odgradzającą wnętrze lokum od ciekawskich spojrzeń.
- Etna? Etna, jesteś. Ci tutaj… twierdzą, że wiedzą coś o Pirycie.
Z pomiędzy zielonych liści wyłoniła się wadera o niespotykanym umaszczeniu. Jej ciało zdobiły liczne plamki w rozmaitych odcieniach brązu. Shani przyrównała ją w myślach do sowy, jednak kolory nie układały się na sierści Etny we wzór. Wyglądały raczej jak efekt przypadkowego rozlewania farbek na płótnie.
- Jeśli tak, to gdzie on jest? – Zielone oczy wilczycy skakały pomiędzy sylwetką Shani a Ynerytha.
- Właściwie, to… nie mamy dobrych wieści – odezwał się basior. – Zabraliśmy go ze sobą, ale nie w stanie, w jakim chcielibyście go widzieć, jak sądzę.
Z namaszczeniem - pewnie choć trochę udawanym, pomyślała Shani – położył sakiewkę z prochami w połowie odległości między miejscem, gdzie stał wcześniej, a łapami Etny. Rozchylił nosem materiał, by dało się dostrzec zawartość.
W tym momencie sprawy potoczyły się zbyt szybko, by Shani zdążyła chociażby zarejestrować całą sytuację. „Sowia” wilczyca rzuciła się na Ynertha, który zdążył uskoczyć do tyłu. Shani odruchowo ruszyła na pomoc kompanowi, jednak stanęła w pół kroku. Brązowy strażnik najeżył sierść i zaczął warczeć, lecz sam chyba nie umiał zdecydować, na kogo kierować swoją złość. Przez kilka sekund, które ciągnęły się niczym minuty, tkwili w pełnym napięcia bezruchu. Tę scenkę rodzajową uzupełniał warkot wydobywający się z wielu gardeł, tak że nie dało się nawet przypisać dźwięków do ich właścicieli.
Shani zauważyła jednak, że w całym tym bezruchu jest jedna zmienna. Delikatne błyski światła odbijały się od… łez, spływających po policzku Etny. Szara wiedziała już, że w sprawę zamieszane są silne emocje. Musiała teraz ważyć każde słowo, by nie zburzyć tej kruchej równowagi.
- Był szczęśliwy, kiedy odchodził. Spotkał się ostatni raz z Donną.
- Łżesz! – Samica postąpiła krok do przodu. – Donna nie żyje od wielu lat.
- Mówię prawdę – Shani spojrzała łaciatej w oczy, wkładając spory wysiłek w utrzymanie spokojnego wyrazu pyska. Nie mogła sobie pozwolić, by wilczyca zauważyła jej zdenerwowanie. Mówiła jak do przestraszonego szczeniaka, który w każdej chwili mógł się spłoszyć. – Myślisz, że szlibyśmy taki kawał, gdybyśmy to my przyczynili się do jego śmierci?
W miarę, jak Etna zbliżała się do medyczki, ta zaczynała mówić coraz szybciej, by zmieścić jak najwięcej słów w tym kurczącym się czasie.
- Zgubił się i znalazłam go samego, błąkającego się w lesie. Chciałam pomóc mu wrócić do domu, ale upierał się, że chce iść nad wodospad i zobaczyć się z Donną. Zabrałam go tam i… rzeczywiście się z nią spotkał. W jakiejś wizji czy cholera wie czym. Spędzili razem wieczór i zasnęli. Potem Piryt już się nie obudził. Yneryth pomógł mi z… transportem. Jestem medyczką. Gdyby cokolwiek dało się wtedy zrobić, pomogłabym mu, ale… nie mogłam.
Etna zatrzymała się i przekrzywiła z zaciekawieniem głowę, jednak gniewny grymas nie opuszczał jej pyska. Futro wokół oczu było sklejone przez wyschnięte łzy.
- Kochanie, ona może mieć rację – brązowy basior wtrącił się w rozmowę. Podszedł do wadery i delikatnie otarł się o nią policzkiem w geście wsparcia. - Piryt był stary i chory. Wiesz o tym. I umiał rozmawiać w myślach. Może kiedy był na granicy życia i śmierci, udało mu się porozumieć z Donną?
- Może, może… - wilczyca usiadła. – Ale w takim razie jak tu trafiliście?
- Kamienie. Piryt mi je dał – tłumaczyła Shani, wysypując z woreczka czarne, porowate koraliki. – U nas takich nie ma.
- Ah – odparła wilczyca.
Opuściła głowę i zamilkła na chwilę. Najpewniej musiała to wszystko przetrawić. Ciszę przerwał brązowy strażnik.
- Widzę, że jesteście zmęczeni po podróży. To… skromna propozycja, ale zostało nam pół sarny z porannego polowania. Mogę też porozmawiać z alfą, żeby znalazł dla was nocleg, jeśli chcecie.
Shani spojrzała na Ynerytha. Choć próbował zachować kamienny wyraz pyska, wilczyca spędziła z nim wystarczająco dużo czasu, by dostrzec wkradające się na jego oblicze zakłopotanie. Uznała więc, że pójdzie na swego rodzaju kompromis. Sama również nie uważała, by potrzebowała teraz posiłku, ale rzeczywiście czekała ich długa droga powrotna, a poza tym niegrzecznie byłoby odmawiać.
- Dziękujemy. Myślę, że posiłek to coś, czego teraz potrzebujemy.

*

- To jak to było? – Zapytała Shani, przeżuwając twarde ścięgno. – Z Pirytem i Donną.
Siedzący nieco na uboczu Yneryth raczej nie wtrącał do rozmowy, ale przysłuchiwał się z zainteresowaniem wymienianym historiom. Medyczka co jakiś czas spoglądała na niego, próbując odczytać emocje na jego pysku. Wilk był dla niej zagadką, ale mimo wszystko przez te kilka dni zdążyła go polubić. Miała nadzieję, że ta znajomość nie zakończy się wraz z ich przygodą.
- Donna to moja matka – odezwała się Etna, gdy tylko przełknęła kęs. – Piryt… był w niej zakochany na zabój. To była zakazana miłość – wilczyca uśmiechnęła się. – Ona była samotniczką mieszkającą poza terenami naszej watahy. Tam, gdzie teraz mieszkacie wy. Naszym wilkom nigdy nie było wolno się tam zapuszczać z uwagi na bliskość Lasu Zbłąkanych Dusz, jak go nazywamy. Piryt był jednak uparty. Wymykał się, by się z nią widywać. Potem z tego związku pojawiły się szczeniaki, to znaczy ja i moje rodzeństwo. Niestety Donna zmarła dość młodo. Słabo pamiętam matkę, w pamięci został tylko zapach… To chyba była jakaś choroba… Ojciec nigdy nie chciał poruszać tego tematu. Po jej śmierci przyniósł nas tutaj no i wiadomo, zestarzał się… Pod koniec już mu się chyba trochę pomieszało w głowie, zresztą wiecie, jak było…


Koniec.

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1691
Ilość zdobytych PD: 845
Obecny stan: 845

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Od Yneryth’a c.d. Shani ~ Pogrzebać przeszłość

Sytuacja nie wyglądała zbyt kolorowo, ptak siedział z dala od zasięgu łap obojgu wilków. Oboje patrzyli do góry w konsternacji. Nie wiedzieli jak odzyskać tak cenny dla nich worek prochów. Stali bezradnie pod koroną, patrząc teraz na siebie. Po chwili niemocy, żółtooki wpadł na prawdopodobne rozwiązanie problemu. Niestety nie mógł po prostu zacząć faszerować drzewa skałami, tak aby utworzyć sobie schody dookoła pnia. Takie rozwiązanie na pewno spłoszyłoby złodziejaszka. A to nie było pewnym zwycięstwem. Samiec zdawał sobie sprawę, że ptak mógł odlecieć ze świeżo zdobytym łupem, co znów zmusiłoby ich do biegnięcia za celem. To zadanie wymagało finezji, za która nieszczególnie przepadał.
- Mam plan. – Powiedział pewnym siebie głosem. – Byłoby bezpieczniej, gdybyś na chwilę odeszła z okolicy tego drzewa. – Wyciszając się, nie słuchał, co odpowiedziała, w tym momencie nie było to dla niego istotne.
Yneryth rozstawił nogi, tak aby mieć stabilną i pewną pozycję. Wyprostował ogon i zamknął swoje oczy. Powietrze w jego okolicy zdawało się powoli wibrować, a lekkie smugi wiatru go okalać. Powietrze powoli zmniejszało swoją temperaturę. Wraz z przepływem czasu było widać, jak powietrzna bańka jaśniała, wyróżniając się od reszty. Powietrze wraz ze zmianą koloru zmniejszało swoją objętość. Chwile później nie było już śladu po zaistniałym zdarzeniu, jedynie pozostały ślady na jego ciele. Futro było oszronione, a sam wilk zdawał się lekko połyskiwać. Z daleko nie było najważniejszego. Zarówno łapy, jak i jego pazury pokryły się lodem. Jednak to nie był jeszcze koniec. Biały otworzył oczy. Gałki oczne zdawały się lekko błyszczeć. Po otwarciu oczu wilk rozluźnił postawę. Basior zaczął powoli wykonywać kroki do przodu. Spod jego łap wymywał się piasek. Wił i plótł po ziemi niczym uciekający wąż. Trawa kładła się pod jego naporem i układała na ziemi. Piasek zbierał się przed wilkiem, formując się i usztywniając. Gdy piasek ułożył się w kształcie rampy, Yneryth zaczął swój bieg. Wyskakując z podniesienia, kierował się na pobliskie nieco niższe drzewo. Kiedy jego łapy szybowały już w powietrzu. Rampa gwałtownie znów wróciła do swojego naturalnego kształtu w postaci piasku. Część ze skalnych okruchów poszybowała wraz z basiorem. Biały dosłownie zniknął, dotykając drzewa. Yneryth’owi wydawało się, że cała operacja została wykonana wystarczająco cichy, lecz mimo wszystko nie opuszczał sąsiedniej korony. Czekał czy ptak jakoś zareaguję. On zaś jednak nie przejmował się niczym, siedział i bawił się swoją nową zabawką. Widząc to, samiec wykonał ostrożnie kilka kroków po gałęziach. Ostrożnie przesuwał się w głąb i górę, za pomocą swoich przedłużonych o lód pazurów. Będąc już w zasięgu skoku na drugie, lekko się zawahał. Skok mógł się skończyć bolesnym upadkiem, ponieważ powierzchnia gałęzi drugiego drzewa była dość mała. Nie miał jednak wyboru, skoczył, licząc na to, że się uda. Nie udało mu się złapać wybranej gałęzi, minął ją i przeleciał tuż obok. Z lekko paniką uderzył o pień wysokiego drzewa. Zdawało się, że dziś jednak miał trochę szczęścia. Szpony wbiły się w kory. Wilka powoli osunął się metr niżej, pozostawiając dość spory ślad na drzewie. W tej chwili jednak nie myślał o upadku, tylko o tym, czy ptak przypadkiem nie odleci spłoszony dźwiękiem. Trzepot skrzydeł rozległ się zaraz po zderzeniu. Liście i stare wyblakłe pióra posypały się z korony drzewa. Między nimi zaczęły przedzierać się promyki słońca. Yneryth gwałtownie sprawdził stan lodu. Nie był on już pierwszej świeżości, tyle musiało mu wystarczyć. Napiął mięśnie przednich łap i podciągnął się. Kilka minut później, siedział już na jednej z gałęzi. Pazury jednak nie nadawały się do dalszej podróży. Złapał szczękami za łapę i zacisnął na niej swoje zęby, Lód po chwili strzelił, rozsypując się. Teraz zdany był już tylko na siebie. Gdzieś w głębi wiedział, że szanse na upadek gwałtownie wzrosły. Przełknął ślinę i zaczął wspinaczkę.

*
Był już, prawię na samym szczycie, widział już gniazdo i złodziejaszka. Ptak przesiadywał na kupie jakiś błyszczących rupieci. Dla Yneryth’a tamte klamoty nie miały żadnego znaczenia. Właściwie to worek z prochami również, mimo tego, że była to przepustka na nowy świat. Teraz w głowie układał sobie plan jak dobrać się do worka, tak aby go nie uszkodzić. Nie przychodziło mu do głowy wiele rozwiązań. Z chęcią pozbyłby się ptaka, zaciskając na nim swoje uzębienie. Wypadało jednak w miarę się opanować, gdyż z dołu ktoś obserwował jego poczynania. Wypuścił powietrze bez większego zastanowienia. Skrzydlaty usłyszał świst powietrza, uniósł swoje skrzydła i zaczął nimi trzepotać, wydając przy tym okazałe dźwięki.
- Lepiej już nie będzie. – Powiedział w myślach, po czym zaczął zbliżać się do stworzenia.
Złapał go szczękami za jedną z nóg, tą, która trzymała worek. Ciągnął i szarpał łbem, lecz nie przynosiło to upragnionego rezultatu. Oboje szarpali się, przetrącając różne błyskotki. Szarpanina trwała w najlepsze, jedno i drugie było równie uparte. Ptaszysko próbowało złapać wilka pazurami, jak równie trafić dziobem. W samo obronie biały nie miał jednak dużego pola do popisu. Tak też gniazdo spłynęło krwią, piórami i futrem. Światło, które wcześniej odbijało się od przedmiotów, zniknęło. Maź odizolowała powierzchnie od promieni słońca. Pomiędzy błyszczącymi jeszcze kamieniami płynęła wolno stróżka świeżej krwi. Kolor cieczy powoli ciemniał pod wpływem zgęstnienia. Krew ów wypływała ze złodziejaszka, basior jednak nie uszedł bez uszczerbku na własnym zdrowiu. Na ciele Yneryth’a pojawiły się nowe rany i zadrapania. Basior jednak niezbyt się nimi przejmował. Podszedł do krawędzi gniazda i zrzucił worek z prochami. Zanim zszedł, musiał się jeszcze rozejrzeć po gnieździe, za jakimiś specjałami natury. Snuł się od kupki do kupki ostatnich migoczących rzeczy, szukając czegoś, co kupi jego oczy. Przekopując jedną z kupek, znalazł coś, co od razu wpadło mu w oko, był to kamień o płaskich i gładkich ściankach. Przedmiot był prawie przeźroczysty, ale kolor wypełniający skałę był onieśmielający. Nie był pewien, po co to zabiera, samemu wcale tego nie potrzebował, może Shani będzie chciała sobie zabrać pamiątkę. W najgorszym wypadku będzie go taszczył i odda go Noiter’owi. Warto jednak spróbować pozbyć się go od razu.

< Po zejściu z drzewa >
- Zabrałem ci jedno ze świecidełek, o ile chcesz. – Pokazuje kamień, po czym łapie w pysk upuszczony worek.

Shani?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 977
Ilość zdobytych PD: 488
Obecny stan: 1169

środa, 20 lipca 2022

Od Shani cd. Yneryth'a - Pogrzebać przeszłość

- Pamiętaj, że magia to jakby nie patrzeć, przedłużenie twoich myśli, bądź zatem kreatywna.
Wilczyca przekręciła lekko głowę, a wszystkie trybiki w jej mózgu zaczęły pracować na najwyższych obrotach. Wlepiła spojrzenie w niepozorne źdźbło trawy, które odzyskało dzięki niej zdrowie. Przeanalizowała sposób, w jaki używa magii, patrząc na nią inaczej, niż kiedykolwiek wcześniej – nie jak na zwykłą myśl, a raczej narzędzie, które może nadać jej dziełu dowolny kształt. Sięgnęła do sił witalnych roślinki – nie zostało ich już wiele – i zamiast na uzdrowienie, spróbowała skierować je w innym kierunku.
Jakież było jej zdziwienie, gdy źdźbło wydłużyło się na jej oczach. Ledwie o kilka milimetrów, ale to wystarczyło, by podsycić entuzjazm wilczycy.
- Yneryth, patrz! Urosła! – Wyrwało jej się, jak szczeniakowi, który chwali się przed rodzicem swoim osiągnięciem.
- A więc już chyba rozumiesz – samiec uśmiechnął się, po czym ruszył przed siebie.
Podekscytowana Shani ruszyła truchtem w jego stronę, w biegu rzucając:
- A jak to było na początku u ciebie?
- Moje zdolności to inna sprawa. Uczyłem się wszystkiego w samotności, nie było czasu na popełnianie błędów, więc starałem się nie być do tyłu. Na początku wszystko było przypadkiem. Porem wraz ze wzrostem ciekawości, rósł poziom użyteczności. Pierwszą mocą, która wyszła sama z siebie, była całkiem ciekawa.
W tej chwili grunt pod Shani pokrył się lodem. Wadera, w pierwszej chwili zaskoczona, oderwała odruchowo przednie łapy od ziemi, by po chwili ostrożnie je odstawić i zbadać teren pod sobą.
- To też nie wygląda groźnie, ale wystarcza, by zabić w określonych warunkach.
No tak, pomyślała wadera. Taką moc można wykorzystać na wiele sposobów. Ułatwić sobie nią przejście po rzece, a może nawet zamrozić krew w żyłach napastnika? A jakie było zastosowanie dla jej zdolności? Fakt faktem, korzystała z niej kiedyś, gdy cenne rośliny lecznicze obumierały, a zapasy suszonych kończyły się. Może, w przyszłości, mogłaby skorzystać ze swojej mocy w walce? Pobudzić małe drzewko do wzrostu, by przechodzący nad nim napastnik nadział się na nie, jak na pal? Taka siła była jak na razie daleko poza jej zasięgiem.
A może… może kiedyś odkryje u siebie też inne talenty? Nie, nie chciała teraz o tym myśleć i niepotrzebnie się nakręcać.

*
- Yneryth, widzisz? To wulkan! – Wykrzyknęła Shani, która aż podskoczyła z radości na widok ściętej góry rysującej na horyzoncie gdzieś pomiędzy przerzedzonymi drzewami. – Prawie jesteśmy.
- Nie chcę gasić twojego entuzjazmu, ale to… dość daleko.
- W porównaniu do tego, co już przeszliśmy, to tylko kawałek. Damy radę – zapewniła wadera, choć jej łapy faktycznie odczuwały już zmęczenie. Nie to okazało się jednak najgorsze.
Monotonię wędrówki przerwał bowiem nagły świst. Shani dojrzała tylko szybko poruszający się, czarno-biały kształt przecinający powietrze, co sprawiło, że stanęła jak wryta. Yneryth również zatrzymał się i nastroszył czujnie sierść – wyglądał na równie zdezorientowanego, co wilczyca.
Kolejny świst nie był już jednak tak niespodziewany. Shani zdążyła odwrócić głowę w jego kierunku, by ponownie zobaczyć czarno-biały kształt zbliżający się do niej zbyt szybko, by miała szansę zareagować. Ptak – bo takie zwierzę udało jej się zidentyfikować w owym kształcie – wyciągnął szpony w kierunku szyi wadery, która nie zdążyła odskoczyć, a jedynie zacisnąć powieki w oczekiwaniu na ból. Poczuła jednak jedynie krótkie smagnięcie na szyi oraz masę powietrza wznieconą przez zwierzę. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła tylko Ynerytha trzymającego w zębach pojedyncze pióro z ogona. Basior patrzył w niebo, na którym dało się dostrzec sylwetkę ptaka, wielkością przypominającego orła. W jego szponach połyskiwał srebrny haft sakiewki zawierającej cenne prochy starca. Shani stała w osłupieniu dobrych kilka sekund, zanim zdążyła krzyknąć:
- Musimy go dogonić!
Ruszyła przed siebie, nie oglądając się za basiorem. Rytmiczny stukot jego łap utwierdził ją jednak w przekonaniu, że on również biegnie na ratunek prochom.
Pogoń za złodziejaszkiem nie była łatwa – Shani miała wrażenie, że zaraz wypluje płuca i przy okazji zgubi po drodze kończyny. Gdy ptak zataczał w powietrzu nieśpieszne koło, zwiastując, że zaraz umości się w swoim gnieździe, wilczyca zatrzymała się, by złapać oddech. Yneryth, choć również zziajany, zdaje się lepiej zniósł pościg.
Ostatnią prostą pokonali już marszem. W końcu dotarli do celu. Ogromne gniazdo wybudowane w koronie okazałego, leciwego dębu, uginało się pod ciężarem wszelakich błyskotek. Zgromadzone przez ptaka skarby lśniły w świetle słońca tak mocno, że aż ciężko było na nie patrzeć. Na szczycie skarbu siedział jego właściciel. Czarno-biały ptak przypominał aparycją srokę, jednak masą ciała bliżej było mu do wilka. W czarnych szponach jednej łapy trzymał swój nowy nabytek, oglądając go z zainteresowaniem ze wszystkich stron.
Wilki spojrzały na siebie. Nie trzeba było słów, by zrozumieć, jakie pytanie chcą sobie zadać: jak, u licha, odzyskać te prochy?

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 743
Ilość zdobytych PD: 371
Obecny stan: 1673

czwartek, 14 lipca 2022

Od Yneryth’a c.d. Shani ~ Pogrzebać przeszłość

- Yneryth, wstawaj! – Krzyknęła Shani, w której obudził się zew przygody.
Basior nie zwlekając, od razu postawił się łapy. Wstał tak szybko, jak tylko mógł, miał nadzieje, że wyjdzie na tym pozytywnie. Gdy już wstał, jego myśli nadal kołowały, a wzrok nie do końca się ustabilizował. Słuchał samicy, nie do końca rozumiejąc, o co jej chodzi. Kiedy się wybudził z dziwnego posennego stanu, zaczął się zastanawiać, czemu zasnął. Sen w takiej sytuacji był ostatnią rzeczą, która po sobie obstawiał. W myślach zadał sobie pytanie. „Czy te wilki, aż tak mnie, zmieniły” . Zaczynał z pogardą spoglądać na swoją aktualną osobowość. Nie był już taki, jaki był, gdy tu przybył.
Wypowiedź samicy kończyła się w dość niecodzienny sposób. Yneryth zauważający to, nie do końca wiedział, jak powinien na to zareagować. W takim letargu wysłuchiwał dalszych słów z zaciekawieniem. Shani opowiadała, a raczej wizualizowała, jak wygląda wulkan i jak jest zbudowany. Cały pokaz zakończyła, mówiąc o ogniu, który wypluwa z siebie wulkan. Szara zdawała się nie wierzyć w to, co słyszała od swoich rodziców. Myśląc o ogniu wypluwanym przez skałę, zaśmiała się. Biały wiedząc to, co już wie i jak informację przekazane mu przez jego opiekuna mają odzwierciedlenie na rzeczywistość, ufał temu, co usłyszał. Cały ten ogień wyrzucany ku niebu brzmiał fantastycznie i lekko niepokojąco. Basior na pewno będzie uważać, aby nie przysmażyć sobie futra. Słysząc śmiech wadery, również się uśmiechnął. Shani raczej nie przynosiła mu uczucia, do tego, aby chował się w swojej pustej pokrywie.
- Nie traćmy czasu!
Samiec ruszył od razu za nią, tak by nie pozostawać w tyle. Shani zdawała się wesoło nastawiona ku nowej przygodzie. Yneryth jednak postanowił uchować swoją ekscytację dla samego siebie.

< Jakiś czas potem >
Yneryth idąc w towarzystwie wadery, czuł się jakoś dziwnie nieswojo. Do tej pory jeszcze mu się to nie zdarzało. Wręcz przeciwnie, kochał przemierzać trawiaste pustkowia, jak i leśne dżungle w ciszy. Tym razem jednak było inaczej, cała cisza była dla niego trochę nieprzyjemna. Brak ciekawych wydarzeń na szlaku również go nużył. Stwierdził, że zrobi coś niepodobnego do siebie i spróbuję nawiązać rozmowę.
- Hmm, a tak w ogóle skąd jesteś? Wybacz to pytanie, ale wolałbym wiedzieć, chociaż mniej więcej z kim podróżuję. – Zapytał, udając zaniepokojenie.
- Z… daleka. W zasadzie moje rodzinne strony wyglądały trochę inaczej niż tutejsze tereny. Na pewno było znacznie chłodniej. A moja rodzinna wataha... cóż, nie wyróżniała się niczym szczególnym. Też byłam tam medyczką. A ty?
- Chciałbym znać odpowiedź na twoje pytanie, ale powiedzmy, że z daleko. Tam skąd pochodziłem, było bardziej zmiennie. Ogólnie rzecz biorąc, wcześniej nie należałem do watach. – Basior bez emocji wspomina swoje początki. – A czemu akurat medyczką? – Zaciekawiony jej kwalifikacjami.
- Od zawsze lubiłam się uczyć. Znalazł się ktoś, kto zauważył mój talent i zaraził mnie pasją do nauk medycznych, stając się moim mentorem. Dziś, niestety, nie ma go już z nami... - zasmuciła się na chwilę, jednak równie szybko odzyskała pogodę ducha. - A ty... samotny wilk, co? Co się stało, że zmieniłeś tryb życia? Um.. Jeśli, oczywiście, chcesz powiedzieć.
- Zbytnio nieprzejęty śmiercią innego wilka, lecz próbujący to ukryć. – Zadajesz celne pytania. Na razie jest to tylko przystanek. Wcześniej nie posiadając interakcji z innymi pobratymcami, nie miałem pojęcia, do czego mogą być zdolni. Na początku chciałem zostać, by rozgryźć działanie magii i jak inni ją wykorzystują. Przy okazji natchnąłem się na coś, co dało mi motywacje, by zostać na trochę dłużej. – Kończąc zdanie, lekko ugryzł się w język, aby nie powiedzieć za dużo.
- Pewnie jakaś piękna wadera, co? Wspominałeś o magii? - Zaciekawiła się wadera. - Widziałam, że jej używasz. Moje moce są... no, niezbyt imponujące w porównaniu do twoich. Z twoimi też tak było na początku?
- Naprawdę myślisz, że zatrzymałaby mnie wadera? – Widać, że się uśmiecha. – Nie mówiłaś, że coś potrafisz. – Przystanął w miejscu znacznie, zaciekawiony. – Nie chciałabyś się pochwalić?
- W zasadzie, to nie ma czym się chwalić. Wadera również stanęła. Pochyliła się nad przyschniętym źdźbłem trawy i tchnęła w nie magię. Roślinka odzyskała soczyście zielony kolor, a po jej wcześniejszym niedomaganiu nie pozostał nawet ślad. - Średnio to przydatne w walce, co? - Uśmiechnęła się krzywo.
- Pamiętaj, że to, co umiesz może mieć różne zastosowanie. Na pewno da się to wykorzystać w pewnej sytuacji. Ograniczeniem niestety jest znajomość terenu. – Ewidentnie skupiony na wykorzystaniu danej zdolności.
- Moja zdolność przydaje się czasem przy uprawie ziół... innego zastosowania dla niej nie widzę.
- Pamiętaj, że magia to jakby nie patrzeć, przedłużenie twoich myśli, bądź zatem kreatywna. – Z uśmiechem spojrzał na lekko skołowaną Shani.
-Wadera spojrzała jeszcze raz na uzdrowioną przez siebie, niepozorną roślinkę. Skupiła na niej wszystkie swoje myśli i... źdźbło w oczach wadery wydłużyło się o kilka milimetrów. Cóż, nadal nie było to imponujące, ale mimo wszystko zaskoczyło to waderę. - Yneryth, patrz! Urosła!
- Basior szczerze się uśmiechnął. – A więc już chyba rozumiesz. – Powoli ruszył przed siebie.
- A jak to było na początku u Ciebie? - zapytała wadera, która ruszyła żwawym krokiem za samcem.
- Moje zdolności to inna sprawa. Uczyłem się wszystkiego w samotności, nie było czasu na popełnianie błędów, więc starałem się nie być do tyłu. Na początku wszystko było przypadkiem. Potem wraz ze wzrostem ciekawości, rósł poziom użyteczności. Pierwszą mocą, która wyszła sama z siebie, była ciekawa. – Yneryth zaciskając przednią lewą łapę na gruncie, zamroził podłoże wokół wadery, wraz z gruntem pod nią. Obrócił się do tyłu, mówiąc. – To też nie wygląda groźnie, ale wystarcza, by zabić w określonych warunkach.

Shani?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 876
Ilość zdobytych PD: 438
Obecny stan: 698

wtorek, 5 lipca 2022

Od Shani c.d Ynerytha ~ Pogrzebać przeszłość

Niespodziewane pojawienie się młodego basiora z pewnością wywołało u Shani niemałe zakłopotanie. Ba, w pierwszej chwili zdawać by się mogło, że jej serce na moment zapomniało, iż powinno pompować krew – miast tego podeszło jej wysoko do gardła, dając wyraz fali przerażenia, która ogarnęła medyczkę. Co jak co, ale była nowa w stadzie i nie zdążyła jeszcze zdobyć zaufania swojej nowej rodziny, a sytuacja, w której się znalazła, dla osoby niezaznajomionej z poprzednimi wydarzeniami mogła się wydać dość niejednoznaczna.
Na szczęście Yneryth zareagował wystarczająco szybko, by młodzieniec niczego się nie domyślił. Nie dało się nie zauważyć, że dwa wilki dobrze się znają, co z pewnością uśpiło czujność nieznajomego. Nie oznacza to jednak, że spotkanie poszło całkowicie gładko – medyczce nie udało się bowiem uniknąć small talku, co było dla niej dość niezręczne, pomimo iż Noiter wydawał się być zupełnie w porządku. Wilczyca poczuła ulgę, gdy zostali z Ynerythem we dwójkę.
Basior przejął inicjatywę i zabrał się za porcjowanie zwierzyny. Shani całkowicie zaskoczył sposób, w jaki biały podszedł do zadania – użył do tego magii! W jej rodzinnych stronach magia była ledwie dodatkiem do życia i mało kto miał tak imponujące moce, jak Yneryth. Wadera zmrużyła oczy i przyjrzała się basiorowi, zastanawiając się, jakie jeszcze sztuczki ma w zanadrzu.
- Smacznego – powiedział w końcu.
- Dziękuję, tobie również – odparła grzecznie.
Posiłek upłynął im we względnej ciszy. Nie rozmawiali ze sobą, ale dźwięk odkrawanego mięsa i miażdżonych kości tworzył z trzaskaniem ogniska i odległymi nawoływaniami ptaków ciekawą mieszankę.
Po posiłku zmorzyła ich senność (a przynajmniej Shani – Yneryth stanowczo zaprzeczał, jakoby odczuwał jakąkolwiek niedogodność) – ustalili jednak, że będą się wymieniać podczas wypoczynku, by choć jedno z nich miało oko na ogień. Musieli w końcu zebrać siły przed długą podróżą.

*
- Yneryth, wstawaj! – Krzyknęła Shani, w której obudził się zew przygody.
Basior w ułamek sekundy postawił się na nogi, jakby wcale nie spał, a jedynie czuwał z zamkniętymi oczami.
- Ognisko się wypaliło. Zebrałam prochy do sakwy. No, mniej więcej. Część to chyba też popiół z drzewa, ale… to nie powinien być problem, nie? – Kontynuowała wadera, która podekscytowana wpadła w kompletny słowotok. – Jesteś gotowy, by ruszyć? Im szybciej zaczniemy, tym szybciej wrócimy do domu!
Basior przeciągnął się, jakby w ten sposób sprawdzał, czy jego ciało rzeczywiście jest już gotowe do drogi. Shani słyszała, jak kości po nocnym wypoczynku łupią mu w kręgosłupie. Normalna rzecz, jednak mimo wszystko na sam dźwięk wrócił do niej widok kości starca płonących na stosie. Wzdrygnęła się, lecz w ułamku sekundy udało jej się odzyskać opanowany wyraz pyszczka.
- Tak, możemy ruszać. Znasz drogę, więc chyba powinnaś prowadzić – odpowiedział Yneryth.
- Racja! Tylko, hm – zmieszała się wadera. – Kojarzę kierunek. Na pewno widziałam wulkan w drodze na nasze tereny, ale nie przechodziłam bezpośrednio po jego zboczu. Muszę cię poprosić, żebyś był czujny. Wypatruj śladów obcych wilków. Czegokolwiek. Odcisków łap, resztek po posiłku albo przedmiotów codziennego użytku. Inaczej nie znajdziemy jego rodziny – Shani spojrzała na sakwę, którą chwilowo położyła na ziemi.
- Oczywiście.
- Wiesz, jak wygląda wulkan? – Spytała wadera. Zobaczyła, że jego oblicze cały czas trzymało iście pokerowy wyraz. Postanowiła więc, że nie zaszkodzi mu opowiedzieć, niezależnie od tego, czy basior posiadał tę wiedzę. – To taka zwykła góra, ale jakby jej ktoś ułamał czubek. Jest płaska u góry. Rodzice opowiadali mi, że tak naprawdę wulkany nie są płaskie, tylko mają w środku zagłębienie. I że czasem plują ogniem. Wyobrażasz to sobie? – Zaśmiała się. – Góra plująca ogniem. – Mówiła już bardziej do siebie.
Chwyciła sakwę z prochami starca w pysk, stabilizując ją tak, by cenna zawartość nie miała szans się wysypać.
- Nie traćmy czasu! – Wymruczała przez zaciśnięte zęby i ruszyła w drogę. Jej ogon powoli kiwał się na boki, dając wyraz ekscytacji, która budowała się w jej ciele na myśl o przygodzie.


Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 608
Ilość zdobytych PD: 304
Obecny stan: 304

sobota, 21 maja 2022

Od Yneryth’a c.d. Shani ~ Pogrzebać przeszłość

Biały wilk znalazł się w ciężkim dla siebie położeniu, nie cierpiał być wyręczany i jednocześnie nie lubił prosić o pomoc. Głód jednak niezbyt pozwalał mu się kłócić. Przytaknął więc, choć w głębi swojej skomplikowanej moralności, nie był z tego zadowolony. Gdy tylko wadera znalazła się w odpowiedniej odległości, mógł znów być sobą. Rozluźnił się i uwolnił myśli od ,,dobrego pierwszego wrażenia,,. Yneryth nie miał nic przeciwko nowo poznanej wilczycy, mimo to i tak preferował samotność. Po krótkich rozmyślaniach wrócił do roboty. Sztuczka z kamieniami wywołującymi iskrę była ciekawa, on jednak nie omieszkał sobie trochę pomóc. Pozbył się kawałków kamieni i zabrał się za coś ciekawszego. Pusty żołądek nieco pomógł mu z szybkim skupieniem i już instynktownie zderzył z sobą dwie skały. Widząc iskrę, przekonał się, że warto czasem pójść na łatwiznę. Magia była dla niego już częścią życia. Gdy ogień już się rozpalił, zaczął zacierać ślady, po swoim kombinatorstwie. Co jak co, ale chwalenie się nie było w jego stylu. Samiec wolał zaskakiwać, widok zadziwionych twarzy, od początku bycie w watasze sprawiał mu przyjemność.

< Po zatarciu śladów >
Yneryth siedział wpatrzony w ogień. Żar nie był jego ulubionym widokiem, ani nawet odczuciem. Płomienie wywoływały w nim jedynie refleksję. Bawiło go to, że znów widział żywy ogień i znów czuł zapach palonego ciała. Teraz jednak nie był już podatny, na zapach palonego mięsa. Płonący staruszek wyglądał jednak mniej apetycznie, niż ktoś, kto próbował go zjeść. Podniósł wzrok, szukając w oddali nowo poznanej wilczycy. W oddali widział już jej kontur. Tak jak się obawiał, niosła ona jedzenie. Wewnętrznie lekko zadrgnął, nie chciał być zależny. Cenił sobie wolność i starał się ją utrzymać. Mimo wszystko na jej widok lekko się uśmiechnął.

< Po dialogu z wcześniejszej części >
- Co tu się wyrabia?
Żółtooki lekko się uśmiechnął, dobrze wiedząc, do kogo należy ten głos. Stwierdził, że przed Noiter’em nie musi nic ukrywać. W razie potrzeby miał nie codzienne sposoby perswazji. Rzucił okiem w kierunku ognia, czy widać na nim znaczne ślady palenia wilka. Samo ciało było wypalone do tego stopnia, że ciężko było rozpoznać co to. Kości nie były wystarczająco ujawnione, by można było stwierdzić wilcze pochodzenie.
- Robimy ognisko. W lesie leżała padlina, więc pozbywamy się resztek. – Skłamał, patrząc się w oczy wadery. – A ty, co tak sam chodzisz ?
- A z kim mam chodzić? Dziś nie mam już więcej żadnych obowiązków, wiesz w końcu to już nastolatki, coraz mniej opieki potrzebują. Więc zwiedzam. A kim jest twoja nowa koleżanka? Czyżbyś kogoś miał za plecami, hmmm?
Yneryth nie zdążył odpowiedzieć.
- Witaj, jestem Shani, a ty ?
- Noiter, miło mi poznać. Co cię tu sprowadza? - Po czym widać było, że nie mógł się powstrzymać, by dodać: - I co cię łączy z Yneryth’em?
- Shani, również mi miło. Cóż, jakby to powiedzieć, nie miałam trochę wyboru. - Odpowiedziała zdawkowo. - Co do Ynerytha... Zaoferował mi pomoc, to wszystko. Nie znamy się jeszcze za dobrze.
Basior, słuchając wymiany zdań między pobratymcami, zastanawiał się, co wydarzy się dalej.
- Nie mogłem sobie odmówić okazji, aby pozbyć się odoru, niszczącego spokojny aromat lasu. Shani przy okazji upolowała coś do zjedzenia, jeśli chcesz, możesz zjeść moją cześć. – Podświadomie cieszył się, że wymigał się od posiłku. Głód mógł poczekać chwilę dłużej.
- Yneryth ci pomógł? Tak bezinteresownie, bez żadnych haczyków? - Spytał podejrzliwie. - To nie w jego stylu. W czym ci pomógł?
- Tak jak mówiłem, palimy padlinę. – Biały pozwolił sobie trochę pomóc, piasek w ognisku podniósł się. Iluzja powstała powoli, tak aby Noiter nie zauważył. Piasek ukrył dopalający się kawałek ogona. – Sam zobacz, jeśli nie wierzysz.
- Czemu miałbym ci nie wierzyć? Zachowujesz się dziwnie, jesteś pewien, że do niczego nie doszło?
- Łapy samca widocznie zacisnęły się na ziemi, wbijając pazury w podłoże. – Tak, wydaje mi się, że nic nie przeoczyłem.
- Oki, Oki. Po prostu znam już cię trochę i brzmisz, jakbyś coś kręcił, ale nie będę na ciebie naciskał. - Powiedział, odsuwając się od ognia. - A co do twojej koleżanki, ma jakieś plany?
- Obraca głowę w stronę Shani.
- Na razie planuję pilnować ognia. - Odpowiedziała, zerkając kątem oka na Yneryth’a, jakby szukała na jego pysku jakiejś podpowiedzi. - Nie chcemy pożaru.
- A ty co dalej planujesz ? – Biały gładko zapytał, zmieniając temat.
- No, z chęcią bym poznał lepiej Shani, ale miałem uzupełnić zapasy, w tym celu zwiedzałem, szukając rzadkich barwników.

< Po odejściu Noiter’a >
Yneryth zdążył już się uspokoić. Towarzystwo dwóch wilków naraz, zdecydowanie nie było jego ulubionym doświadczeniem. Przez tę całą pogawędkę, jego żołądek zdążył zmienić zdanie co do odmówienia posiłku. Bez większego zastanowienia wstał i zaczął kroić sarnę na pół. Kończąc, zdał sobie sprawę, że Shani pewnie się zastanawia, jak podzieli kręgosłup. Lekko się uśmiechnął. Otoczenie wokół ogniska błyskawicznie się wyziębiło, ogień przygasł. Czuć było drobny wiaterek. Gdy tylko pazury były gotowe, zimne powietrze zaczęło powoli odchodzić. Ognisko znów zaczęło żarzyć i ocieplać atmosferę. Nie marnując zbędnie czasu, biały rozbił kręgosłup na dwie części. Lodowa pokrywa nie wyglądała już tak zjawiskowo, nie zamierzał więc dłużej jej używać. Uderzając łapą o pobliski kamień, pozbył się lodu. Teraz w spokoju mógł spożyć posiłek. Obracając się, podał Shani jej część. Kładąc się naprzeciwko wadery, przypomniał sobie o trwającej iluzji. Rozluźnił się, a piasek opadł, z powrotem ujawniając palące się ciało. Zanim zaczął spożywać sarnę, popatrzył tylko na szarą waderę, mówiąc ryzykownie:
- Smacznego.

Shani ?

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 858
Ilość zdobytych PD: 429
Obecny stan: 1421

środa, 4 maja 2022

Od Shani c.d. Ynerytha ~ Pogrzebać przeszłość

- Musimy rozpalić ogień. - odpowiedziała wadera, uzmysławiając sobie jednocześnie, że nigdy wcześniej tego nie robiła. Na jej pyszczku odmalowała się konsternacja, co nie umknęło uwadze Ynerytha.
- Robiłaś to kiedyś? - Zapytał.
- Nie. Masz może jakąś moc... - Szara nie zdążyła nawet do końca zadać pytania. - basior pokręcił przecząco głową.
- Hm. - zaczęła więc. - Mój ojciec mówił mi, że ogień można wykrzesać, pocierając ze sobą krzemień i inny kamień.
Posmutniała na ułamek sekundy, kiedy wspomnienia ze szczenięcych czasów zalały jej umysł. Ojciec, który wręcz stawał na głowie, by objaśnić Shani i jej rodzeństwu, jak działa świat. Matka, która nuciła pod nosem swe ulubione melodie, gdy z czułością pielęgnowała futro Shani... Rodzicielska miłość, kiedyś będąca oczywistą składowaną codzienności wadery, zniknęła bezpowrotnie za sprawą jednego kłamstwa. Wilczyca miała ochotę pogrążyć się w tych słodko-gorzkich wspomnieniach, jednak świadomość, że nie jest tu sama, wymusiła na niej szybki powrót do rzeczywistości.
Rzuciła szybkie spojrzenie na Ynerytha. Basior, jak się zdawało, nie zauważył jej chwilowej niedyspozycji, co przyniosło waderze ulgę.
Podniosła z ziemi losowe kamienie, nie mając przekonania, czy wybrała właściwy kruszec, podeszła do przygotowanego ogniska i zaczęła bez przekonania zderzać je ze sobą na różne sposoby. Pierwsza wykrzesana iskra przyniosła jej nadzieję, choć nie dała początku ogniowi. Druga już nieco ją sfrustrowała, natomiast trzecia, wykrzesana po długiej „walce”, rozbłysnęła jedynie na krótką chwilę w akompaniamencie głośnego przekleństwa.
- Może ja spróbuję? Chyba już widzę, o co w tym chodzi. - zaproponował Yneryth, który do tej pory w ciszy i z zaciekawieniem przyglądał się staraniom wadery.
- W porządku.
Wilczyca spojrzała na niebo. Minęło już sporo czasu, a ona nadal nic nie zjadła. Samo palenie ciała też z pewnością chwilę potrwa. Miała wrażenie, że jej żołądek za chwilę wywinie się na lewą stronę.
- Zostawię cię tutaj i znajdę dla nas coś do jedzenia. - zaproponowała, a gdy tylko uzyskała aprobatę ze strony basiora, zniknęła wśród drzew.

*
Łania zastrzegła nerwowo uszami, gdy żołądek Shani wydał z siebie przerażająco głośną serię gulgotów i jeszcze mniej atrakcyjnych dźwięków. Wadera wiedziała, że to jej jedyna okazja. Wybiła się mocno z ziemi, rzucając się w pogoń za swoją zdobyczą.
Po chwili udało jej się dosięgnąć ofiary. Ostre kły zatopiły się w twardej, żylastej kończynie, przecinając ścięgno albo i kilka. Słodki smak krwi pobudził waderę do dalszej pogoni, a łani z każdą chwilą ubywało sił. W końcu wilczyca sięgnęła szyi i zacisnęła szczęki na tchawicy, pozbawiając ofiarę życia.
Oddech wadery powoli uspokajał się, a zapach posoki budził w niej pierwotne wręcz żądze. Miała ochotę szarpać, rozrywać, połykać... Ale! Gdzie jej maniery. Co jak co, ale przyniesienie w ramach poczęstunku napoczętej, oblepionej piachem czerwonej masy raczej nie byłoby zgodne z zasadami savoir-vivre’u.
Droga powrotna okazała się prosta. Wadera nie musiała nawet specjalnie zwracać uwagi, by wracać własnym śladem, mogła bowiem podążać za słupem dymu zwiastującym sukces Ynerytha.
W końcu udało jej się dotrzeć tam, gdzie wcześniej zaprowadziła ją cała ta dziwna przygoda. Yneryth siedział wpatrzony w ogień, jednak uśmiechnął się na powitanie, gdy usłyszał kroki Shani.
- Jedz pierwszy. - zaproponowała. - Ja chyba nie mam ochoty.
Faktycznie, choć jej żołądek błagał wręcz o jedzenie, cała ta sytuacja wprowadziła ją w dość melancholijny nastrój. Czuła też pewien rodzaj obrzydzenia, gdy zapach palonego ciała, w makabryczny sposób podobny do zapachu pieczeni, pobudzał jej gruczoły ślinowe do intensywniejszej pracy.
Położyła się na ziemi, opierając głowę na łapach, tak, by patrzeć na stos. Ciało powoli zajmowało się płomieniami, a czerń zastępowała wcześniejsze szarości. Było jej szkoda starca. Choć nie znała nawet jego imienia, czuła się w jakiś sposób z nim związana. Nie było to jej pierwsze zetknięcie ze śmiercią, ale czy z nią można się kiedykolwiek w ogóle oswoić?
Spojrzała na chwilę w bok, na Ynerytha, który wyraźnie zmieszany, nie wiedział, czy powinien tknąć zwierzynę. Może on jest z tych, co to uważają, że dama powinna jeść pierwsza?
Nie zdążyła jednak wyjaśnić z nim tej sprawy, bo nagle jak gdyby znikąd zabrzmiał nowy, nieznany waderze głos.
- Co tu się wyrabia?

Yneryth? Któż to taki nakrył nas na paleniu ciała i jak mu się z tego wytłumaczymy? :D

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 646
Ilość zdobytych PD: 323
Obecny stan: 323

czwartek, 21 kwietnia 2022

Od Yneryth’a c.d. Shani ~ Pogrzebać przeszłość

Yneryth rzucił okiem na owe kamienie, wyglądały one dla niego nie codziennie. Przed swoim spotkaniem z pobratymcami, ciągle podróżował, prowadząc pustelnicze życie. Widział naprawdę wiele, to też nie wiele potrafiło go zaskoczyć. Widać było po jego reakcji, że nie miał pojęcia, czym jest „wulkan". Czarne porowate kamienie pochodziły niby z jego okolicy. Zamyślił się lekko, wyobrażał sobie obraz bazujący na kolorze i strukturze kamyczków. Piasek pod jego łapami lekko się przemieścił. Wilk, czując, jak ucieka mu grunt spod nóg, gwałtownie się opanował, przestając marzyć o nowym dla siebie widoku. Z tyłu głowy był jednak tym totalnie zafascynowany. Trup przed jego pyskiem stracił dla niego znaczenie. Słowa wypowiedziane przez waderę otworzyły mu oczy. Słysząc sklejające się słowa, zrozumiał, że Shani łatwo się nie podda. Jej ton wybrzmiewał, wpłynął na jej wizerunek rysujący się w pamięci samca. Białemu zdawało się, że to też można nazwać szukaniem sprawiedliwości, a on tak jak miał to w nawyku, nie mógł się temu oprzeć. Może to właśnie ta podróż będzie dla niego kluczowa. Nie zastanawiał się więc zbyt długo.
- Nie wybaczyłbym sobie, gdybym pozwolił ci iść samej. – Zagryza swoje szczęki na szyi martwego, powoli ciągnąc go tyłem w nieznanym kierunku. (dźwięki drapania pazurów, przesuwania się ciała po ziemi i ciężkie oddechy Yneryth’a)
- Co ty robisz ? – Zapytała zaskoczona.
- Mówi przez zaciśnięte szczęki. – Zabieramy go ze sobą, tak?
- Tak. Myślałam bardziej o tym, żeby go trochę odciążyć przed drogą.
- Rozluźnia zaciśnięte zęby i podnosi głowę. – Hmm to jest mądry pomysł. Idę poszukać gałęzi.
Żółtooki czym prędzej skierował swoje nogi w kierunku najbliższego lasu. Pamiętał dobrze, co wydarzyło się w gaju, po drugiej stronie lasu. Jego omamy czy też wizja, nie nakłaniała go, aby tam wracać. Całym plusem wyprawy było to, że jest już po pełni, więc ma dość czasu, aby wrócić. Łapy łamały już ściółkę leśną, pozostawiając po sobie ślad. Jego kroki stanęły przed jednym z suchych i umierających drzew. Umierające drzewo dla martwego, wszystko składało się w spoistą całość. Jedynie jego żołądek szukał problemu w nadprogramowych zajęciach. Basior skupił się. Powietrze w pobliżu wilka gwałtownie oziębiło się. Pazury rozbłysnęły, wśród ciemnego lasu. Lodowe ostrza pocięły i pokiereszowały drzewo. Gałęzie leżały u jego stóp, czekając na dalszą części swojego istnienia. Złapał psykiem kilka z nich i zabrał z powrotem do nowo poznanej wadery. Wyłaniając się z gąszczu, zauważył, że Shani rozkopuje płytko ziemię. Dochodząc do niej, wiedział już, po co to zrobiła. Płytka dziura miała służyć jako miejsce na osadzenie patyków i gałęzi, a potem jako kolektor resztek ze starca. Basior powoli ułożył przyniesione gałęzie i od razu ruszył po nowe. Zrobił tak jeszcze kilka kursów, aż dół nie został wypełniony. Patyki były poukładane najpierw jako podłoże, druga warstwa składała się z suchego drewna ułożonego w górę. Patyki splatały się i zazębiały, tak aby stały stabilnie. Samiec znów przesunął ciało. Podnosząc głowę, zdawało się, że nie ma pojęcia co dalej.
- To, co dalej ? – Zapytał z niepewnością.

Shani?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 479
Ilość zdobytych PD: 239
Obecny stan: 781

wtorek, 19 kwietnia 2022

Od Shani c.d. Ynerytha ~ Pogrzebać przeszłość

Wadera zastygła na chwilę w bezruchu, zafascynowana widowiskiem, którego sprawcą był Yneryth. Iluzja szybko jednak zniknęła, a głos basiora szybko sprowadził Shani na ziemię.
- Wracając, to co zrobimy z ciałem?
- Trzeba go pochować… Albo znaleźć jego rodzinę i oddać im ciało. Tylko jak? Nie zdążyłam nawet zapytać go o imię – przygryzła dolną wargę, jak to jej się często zdarza, gdy jest zamyślona. – To ktoś z naszych?
- Niestety nie przypominam go sobie – odpowiedział, obdarzając ciało jeszcze jednym spojrzeniem.
- Hmm… A może imię Donna coś ci mówi?
- Niestety też nic.
Shani westchnęła, co jednak nie pomogło jej ani trochę w wyzbyciu się poczucia bezradności. Próbowała stworzyć w głowie plan działania, lecz każda taka próba kończyła się w martwym punkcie. Jasne, mogła tak po prostu pogrzebać ciało tutaj, aczkolwiek ta opcja budziła w niej wewnętrzny sprzeciw. Nie chciała pozwolić, by miejsce wiecznego spoczynku starca znalazło się na obcym terenie, gdzie rodzina nigdy go nie odnajdzie; nie będą mieli miejsca, gdzie go opłaczą. Pewnie nawet teraz wierzą, że wilk z demencją oddalił się od domu i nie umie znaleźć drogi powrotnej. Może go szukają? Albo wręcz przeciwnie – cieszą się, że już nie będą musieli się nim opiekować?
W końcu myśli wadery zbłądziły do podarunku, który wcześniej chciał jej ofiarować nieznajomy. Pochyliła się nad ciałem i rozchyliła ukryty w sierści mieszek, z którego wysypały się czarne kamyczki.
- Aha! – Krzyknęła Shani z entuzjazmem. Jak mogła wcześniej tego nie zauważyć?
Yneryth pytająco podniósł brew. Wadera była pewna, że zaczyna podejrzewać ją o postradanie zmysłów. Sama zresztą nie była pewna tezy, którą za chwilę wygłosi, lecz był to jedyny trop.
- Na początku myślałam, że to zwykłe kamienie. Ale popatrz – powiedziała, pokazując Ynerythowi czarne kamyczki. – Są porowate. Takie kamienie znajduje się tylko przy wulkanach.
Albo na plażach, przyniesione przez morskie prądy. Tego jednak nie chciała powiedzieć na głos.
- Widzę. Tylko nie wiem, co to zmienia.
- Szukając nowego domu, mijałam taki wulkan. To niedaleko naszych granic. Może mieszkał w okolicy z rodziną…
Wadera, nie czekając na odpowiedź, zajrzała do swojej sakiewki. Jak dobrze, że spotkała starca, idąc na polowanie! Wydobyła z niej fiolkę z olejkiem, który miał przedłużać trwałość upolowanej zwierzyny. Na wilczych zwłokach też musiał zadziałać, a przynajmniej powinien dać im choć trochę więcej czasu, zanim pogrzebanie ich będzie już absolutną koniecznością.
- Naprawdę sądzisz, że ich tam znajdziesz? – Zapytał basior.
- Nie – odparła, zaczynając już namaszczać ciało starca olejkiem. – Ale nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie spróbowała. To jak, idziesz ze mną?

Yneryth?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 401
Ilość zdobytych PD: 200
Obecny stan: 1004

piątek, 15 kwietnia 2022

Od Yneryth’a do Shani ~ Pogrzebać przeszłość

Był to dzień jak co dzień. Biały wilk jak zwykle wędrował swoimi ścieżkami. Nie lubił wstawać, gdy słońce górowało nad widnokręgiem. Nie miał jednak wyboru, inne „normalne” wilki żyły za dnia. Tak też i on musiał czasem wstawać o poranku. Słońce nie dodawało mu wigoru. Poranek miał zamiar wykorzystać w jak największym stopniu. Plan był prosty. Po pierwsze, trzeba odbyć codzienny trening. Następnie szybkie wynagrodzenie za ciężką pracę nad sobą, a na sam koniec patrol. Na samą myśl nad ponownym wykonywaniem swojego „obowiązku”, robiło mu się nie dobrze. Próbował uciekać od tego myślami, nie wiele jednak to dawało. Marnowanie swoich ulubionych godzin na przeszukiwanie terenu, było już nudne. Stanął na chwilę w miejscu i otrzepał się, aby pozbyć się rozmyślań ze swojej głowy. Rozejrzał się po okolicy. W oddali widział już swoje stałe miejsce bywania. Przeźroczysta i czysta woda płynęła wartko w dół. Ryby pływały i radowały się promieniami słońca. Ich ruchy wywołały lekki, lecz widoczny uśmiech na pysku wilka.
Szedł dalej wzdłuż koryta rzeki. W oddali zobaczył coś, czego wolałby nie widzieć. Dwa wilki, kierowały swoje ruchy prosto ku wodospadowi. Jego mina zmieniła się, a on sam rozmył się we wznoszonym pisaku. Łapy basiora odciskały się na wilgotnym piasku, pozostawiając głębokie ślady. Yneryth ruszył pędem, zobaczyć kto zbliża się w jego samotnie. Po kilku minutach gwałtownie zwolnił, szedł teraz powoli i ostrożnie, by nie dać się wykryć. Widział już dokładnie dwa wilki. Jednym z nich był starszy basior, drugim natomiast była wadera. Żółtooki usiadł w swojej iluzji nieopodal tamtych, przyglądał się im i analizował sytuację, w której się znajdował.

< po wydarzeniach z questa Shani >
Całe wydarzenie było dla białego zadziwiające. Nie był pewien, co się wydarzyło, aczkolwiek miał swoje przypuszczenia i teorię. Jedyne co było pewne to to, że starzec już nie żył. Leżał na ziemi, śpiąc snem wiecznym. Wadera wydawała się lekko zmieszana, podeszła i na ciele martwego narysowała jakiś znak ziemią. Yneryth zdawał się bardzo zainteresowany sytuacją, wyjątkowo nie miał ochoty odchodzić bez śladu. Podświadomie zaczął uwalniać się spod wpływu swojej zdolności. Piasek powoli osuwał się po jego futrze, ujawniając go niczym opadająca zasłona.
- Jesteś może tą nowo przybyłą waderą? – Zapytał spokojnym głosem jak na zaistniałą sytuację.
- Nie wiem, czy tą konkretnie. - Uśmiechnęła się niepewnie. - Ale tak, jestem tu nowa. Shani.
- Yneryth. Co znaczy ten znak? – Wskazuje łapą.
- Uh. W moich rodzinnych stronach wierzy się, że wilki po śmierci odchodzą do gwiazd i stają się jedną z nich, dlatego naznaczamy w ten sposób zmarłych. - Wyjaśniła. - Naprawdę to cię w tej sytuacji najbardziej zastanawia? – Zaśmiała się.
- Jemu się chyba nie śpieszy. – Lekko się uśmiechnął. – Wiesz, ja jestem przyzwyczajony do iluzji.
Piasek powoli podnosi się w okolicy wilków. Po chwili drobiny zmieniają się w płatki śniegu, zdawać by się mogło, że każda jest w innym kształcie. Oczy basiora lekko rozluźniły się, podziwiając swoją kreację, przypomniał sobie, że nie jest tu sam. Zimny obraz rozpadł się, wracając do swojego pyłowego bytu.
- Wracając, to co zrobimy z ciałem?

Shani?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów 487
Ilość zdobytych PD: 243
Obecny stan: 542