Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Visala z Rodu Lukerrid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Visala z Rodu Lukerrid. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 października 2022

Od Visali c.d Shori ~ "Fale"

– Chodźmy, powinnyśmy zdążyć przed popołudniowymi zadaniami – powiedziała Shori. Visala miała wątpliwości, czy to naprawdę najlepszy pomysł. Pomimo tego skinęła głową w stronę nowo poznanej wadery o wiele pewniej, niż się czuła. Ruszyły dosyć pospiesznym tempem. Na szczęście Shori nie odezwała się więcej, najwyraźniej wyczuwając małomówność Visali (albo być może sama była niezbyt rozmownym typem). Dało to Vis aż nadto czasu na introspekcję. Czuła, że drży trochę z niepokoju, a w pysku wyschło jej, jakby nie piła od tygodnia. Zaledwie kilka miesięcy temu opuściła swoją rodzinną sforę, żeby oszczędzić im niepokoju i zapewnić bezpieczeństwo przed katastrofą naturalną, jaką była ona sama. A teraz co? Miała tak po prostu dołączyć do nowej watahy jak gdyby nigdy nic? Z pewnością tutejsze wilki równie szybko zorientują się, że jest zagrożeniem? Z drugiej jednak strony, jakie inne opcje miała w tej sytuacji? Mogła jedynie spróbować uciec tam skąd przyszła, ryzykując ponowne spotkanie z basiorami z wcześniej. Zresztą musiała przyznać, że zmęczenie przeszywało ja do kości – potrzebowała schronienia, a wataha gwarantowała bezpieczeństwo. Jednocześnie w pamięci miała spokój i ulgę, które ogarnęły ją nad jeziorem zaledwie kilka chwil wcześniej. Być może to nie był aż taki zły pomysł. Spróbuje powstrzymać swój “dar” jak najdłużej, a później po prostu odejdzie, kiedy nie będzie to już możliwe. “Może sytuacja wcale nie jest taka tragiczna” – pocieszała się w myślach.
Zwracając nieco baczniejszą uwagę na swoje otoczenie, Visala dostrzegła, że zbliżają się ponownie do lasu. Mieszanina zapachów innych wilków stawała się coraz bardziej wyczuwalna, a w pewnej odległości słychać było szum wody. Zapewne z małego wodospadu lub płytkiego strumienia. Spojrzała na swoją towarzyszkę, ta jednak wyraźnie skupiała się na swoim zadaniu, gdyż była niemal całkowicie od niej odwrócona. Visala była prawie pewna, że między drzewami mignęła jej jakaś szaro-niebieska wadera. W końcu obydwie wilczyce zatrzymały się przed masywną formacją skalną, najwyraźniej jaskinią Alfy. Vis poczuła, jak niepokój bulgocze jej w żołądku, kiedy Shori skinęła zachęcająco głowa w stronę wejścia. Biorąc głęboki oddech, Visala weszła do środka. Powitał ją widok raczej przyjemnej jamy oraz wadery o futrze jedynie trochę jaśniejszym od jej własnego. Alfa spojrzała na nią wyczekująco, chociaż wyraz jej pyska wydawał się przyjazny. Zanim jednak miała szansę coś powiedzieć, Visala odchrząknęła dwukrotnie i chichocząc nerwowo, zaczęła mówić:
– Ja, hm, eee... Shori? To znaczy tak, Shori mnie tutaj, emm, przy-p-prowadziła. Do Alfy, to znaczy to cie-ciebie. Oczywiście do ciebie, ha ha. Bo prze-prze-przekroczyłam granice. Niespecjalnie o-oczywiście! P-p-po prostu biegłam i nagle by-byłam tutaj, i zobaczyłam to jezioro, i później zobaczyłam Shori i... – Visala mówiła coraz szybciej i szybciej, aż w końcu zamilkła, łapiąc oddech. Stojąca przed nią Alfa uniosła brew, wyglądając na raczej rozbawioną.
– I jak masz na imię? – odezwała się po raz pierwszy. Mimochodem Visala zauważyła, że jej głos był naprawdę przyjemny, prawie melodyjny. Przestąpiła nerwowo z łapy na łapę.
– Vi-visala. Visala z rodu Lukerrid, hm, pani Alfo proszę pani.
– Renesmee w zupełności wystarczy. – Uśmiechnęła się. Visala czuła bulgoczące w niej zakłopotanie. Postanawiając się wreszcie zamknąć, wbiła wzrok w niezwykle interesujący zielonkawy kamień leżący tuż obok jej łapy. Widząc to, Renesmee w końcu przerwała niezręczną ciszę: – A więc co cię tu sprowadza Visalo?
– Ja... To znaczy, jakby szukam schronie-enia. Tak myślę? To znaczy, nie musisz mnie tu wcale witać czy coś, mo-mogę sobie pójść!
– Hmm. W czym jesteś szczególnie dobra w takim razie?
To pytanie Visala mogła całkowicie zrozumieć – zresztą ona sama nie miała nic przeciwko byciu przydatną dla lokalnej społeczności, skoro już chciała skorzystać z ich gościnności. Nie zmieniało to jednak faktu, że w jej mózgu pojawiła się pustka. Nic, cisza, biały szum, zero. Odlegle pomyślała, że nikt wcześniej jej o to nie zapytał. Nikt nigdy nie musiał pytać. Czując presję narastającego milczenia, odezwała się:
– Ja, hm, ekhem, to znaczy, eee... Medycyna? Tak myślę. To znaczy, nie jestem jakaś wybitna
czy, hm, czy coś, ale szkoliłam się w domu i...
– W takim razie, może spróbujesz swoich sił jako sanitariusz – Renesmee przerwała jej, zanim zdążyła na dobre się rozkręcić w swojej chaotycznej paplaninie. – Kiedy już się zadomowisz, to znaczy. Poznasz kilka innych wilków, znajdziesz suche miejsce do spania.
Wtedy możesz się zgłosić do Belief, ona cię odpowiednio pokieruje.
– Och! Ja, hm, dziękuję. To b-bardzo uprzejme z twojej s-s-strony!
Renesmee uśmiechnęła się miło, co Visala entuzjastycznie odwzajemniła.
– Witamy w Watasze Renaissance.
Visala nigdy nie sądziła, że zostanie tak ciepło przyjęta. “Ale jak zawsze pozytywne nastawienie to podstawa” – pomyślała zadowolona. Następnie reflektując się, że niepotrzebnie przedłuża rozmowę, szybko odezwała się:
– Myślę, że cz-cz-czas już na mnie, ekhem. Jeszcze raz, hm, dziękuję. – Po czym pospiesznie wycofała się na zewnątrz. Była prawie pewna, że za sobą usłyszała serdeczny śmiech. Zmrużyła nieco oczy na oślepiające słońce na zewnątrz jaskini.
— Hej Visalo, jak poszło? — odezwała się Shori. Visala spojrzała na nią zaskoczona, że wciąż tam jest. Szczerze spodziewała się, że Shori ruszy dalej bez chwili zawahania po wykonaniu swojego obowiązku, zostawiając ją samą sobie. Vis musiała przyznać, że było to przyjemne, choć obce uczucie. Uśmiechając się, odpowiedziała:
– Renesmee powiedziała, hm, że mogę się tu zatrzymać. I że mogę zbadać okolicę.
– W takim razie cieszę się, że zostajesz z nami. – Po czym z wahaniem dodała: – Niestety muszę już lecieć. Patrol, sama rozumiesz.
– Och, jasne, hm, pewnie, rozumiem. To ja może już, hm, pójd… – pospiesznie wydukała
Visala.
– Mogłabyś iść ze mną! Pokażę ci trochę terenów w drodze, a później rozejrzysz się sama –
przerwała jej Shori.
– O. Ja, hm, tak, pewnie. – Nieśmiały uśmiech wpełzł na jej pysk. To byłoby naprawdę miły gest ze strony nowo poznanej wadery. – W takim razie, hm, prowadź. Shori rozpromieniła się i wskazując łbem w kierunku południa, ruszyła umiarkowanym krokiem.
– Chodź, pokażę ci trochę wybrzeża. – Po chwili wahania dodała: – Miałaś morze w swoich rodzinnych stronach?
– Je, eee, nie, nie bardzo. To znaczy, mieszkaliśmy głównie w górach, więc hm, dużo, dużo
drzew i bardzo mało wody. Poza strumykami to znaczy. – Visala zaśmiała się nerwowo.
Shori jedynie skinęła twierdząco, przyspieszając nieco tempo. Między waderami zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie trzaskiem gałęzi, kiedy przedzierały się przez gęstsze krzewy. Visala przestąpiła niespokojnie, łamiąc sobie głowę w poszukiwaniu tematu do rozmowy. Jej myśli wydawały się jednak kręcić w koło, bez żadnego ładu i składu, z jedynym spójnym pytaniem “Co powiedzieć dalej?” na czele. Kątem oka mogła dostrzec, że druga wilczyca również czuje się raczej niewygodnie w tej sytuacji. Desperacko rozejrzała
się dookoła, szukając jakiejkolwiek inspiracji, a znajdując jedynie trochę zielonych liści, pożółkłych igieł i ładne, ale niezbyt pomocne jezioro. A może…
– Jaki jest twój ulu… – odezwała się Visala, w tym samym momencie, w którym Shori
zaczęła mówić:
– Więc właśnie mija…
Obydwie zamilkły, uśmiechając się do siebie niezręcznie.
– Mo-hm-może ty pierwsza – wypaliła Vis.
– O, chciałam tylko powiedzieć, że mijamy Lac doré. Nie robi teraz wrażenia, ale jeśli wrócisz o zachodzie słońca, możesz być zaskoczona. Więc… o co chciałaś zapytać? Wzrok Visali powędrował niespokojnie w bok, uświadomiwszy sobie, jak głupie było wymyślone przez nią naprędce pytanie. Czując się niezwykle kretyńsko, że nawet wypowiada je na głos, wydukała zarumieniona:
– Ja, hm, to znaczy, jaki jest twój, eee, ulubiony kolor?

Shori?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1166
Ilość zdobytych PD: 583 + 5% (29 PD)
Obecny stan: 612

wtorek, 2 sierpnia 2022

Od Visali do Shori – “Fale”

Im starsza się stawała, tym mniej pewna była czegokolwiek. Aż wreszcie pewnego dnia jej niepewność zaczęła ją definiować. Visala wyraźnie pamiętała jednak pierwszy raz, kiedy zaczęła mieć wątpliwości. Było to nieco ponad pół roku po tym, jak dostała swoje dary. Popołudnie było słoneczne, a ona i jej bracia bawili się niedaleko wejścia do ich rodzinnej jaskini, korzystając z wolnej chwili, kiedy nikt nie potrzebował ich pomocy. W powietrzu było słychać ich radosny śmiech. Liriel właśnie podtoczył do niej szyszkę, kiedy z pobliskich krzewów usłyszała zbliżające się głosy:
– ...jestem pewien, że Ellenis nie będzie miała nic przeciwko.
– Mam taką nadzieję, ostatnim razem szczeniak był bardzo pomocny – odparł Gael, w tamtym czasie dowódca polowań w stadzie.
– Tak, może jego brat też by się nam na coś dzisiaj przydał. Visala pacnęła bez przekonania szyszkę, bardziej skupiając się na podsłuchiwaniu rozmowy. Dorosłe wilki zawsze były takie tajemnicze! Gdzieś nad nimi dzięcioł zaczął stukać w drzewo.
– Pewnie tak, ale lepiej, żeby został z tą dziewuchą. Nie chcemy się przecież wszyscy potopić. – Myślałem, że Ellenis mówiła ostatnio o tym, jak dziewczynie udało się przemienić wodę w śnieg. Podobno zrobiła to celowo.
– Tak, zrobiła śnieżkę, rzeczywiście bardzo przydatna umiejętność – prychnął Gael. – Zapamiętaj moje słowa, jeśli do tego czasu nie udało się jej zrobić nic ze sobą, to nie ma już na co liczyć. Właśnie wtedy po raz pierwszy Visala zwątpiła w siebie. Oczywiście wcześniej wiedziała, że różni się od swoich braci i matka jest dla niej bardziej surowa, ale nigdy nie widziała tego jako słabości. Jak się wydawało, była jedyną. Jednak w tej chwili, patrząc na delikatne fale jeziora, po raz pierwszy od lat czuła spokój. Odkąd opuściła swoje stado, cały czas ciążył na niej żal, a nieprzyjemne uczucie bulgotało w dole jej brzucha. Teraz do napięcia dołączyło coś innego, coś jak ulga. Przez kilka minut poczuła się prawie wolna. Nad taflą wody zerwał się gwałtowny wiatr, przyjemnie chłodząc bok jej pyska. Nagle nos Visali drgnął. Wydawało jej się, że zwęszyła w powietrzu nową woń. Bezwiednie odwróciła głowę w stronę, z której myślała, że coś wychwyciła. Wytężyła wzrok i słuch, i przez sekundę znowu dostrzegła kątem oka błysk bieli w pobliskich krzakach. W momencie, w którym wiatr się zmienił, słodki zapach innego wilka stał się wyraźnie wyczuwalny. Visala była jednak pewna, że zapach ten nie miał nic wspólnego z Calebem czy jakkolwiek tam nazywał się basior (naprawdę starała się raczej zapomnieć o tym nieprzyjemnym spotkaniu). Nie zmieniało to faktu, że po wcześniejszych wydarzeniach dnia była nieufna. Już i tak było wystarczająco źle, że po raz kolejny ktoś się do niej podkradł bez jej wiedzy. “No naprawdę, z takim nieuważnym podejściem do otoczenia można by pomyśleć, że ledwo wyszłam ze swoich szczenięcych lat” – pomyślała z irytacją. Odchrząknęła, poświęcając najpierw kilka chwil na zebranie się w sobie, po czym odezwała się jako pierwsza:
– Halo? Wiem, że tam, hm, jesteś. Ni-nie wiem, czemu tylko, hm, stoisz i patrzysz, ale lepiej wyjdź! Tylko po-hm-powoli! Zanim nawet zdążyła skończyć, z lasu z wysoko podniesioną głową wyłoniła się biała wadera. Już z daleka było widać, że jest tylko trochę wyższa od Visali, ale jej duże skrzydła dodawały jej dobrych kilka centymetrów, przez co wyglądała na znacznie większą. Swoim wyglądem od razu przywodziła na myśl puszystą chmurkę. Pozory jednak mogą mylić, dlatego nie chcąc znowu dać się zaskoczyć, Visala naprężyła się gotowa do ruchu. W końcu to głos nieznajomej przerwał napięcie pomiędzy nimi:
– ...

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 562
Ilość zdobytych PD: 281
Obecny stan: 1224

Od Visiali: Quest XII ~ Spojrzenie

Zatrzymawszy się by złapać oddech, wilczyca obejrzała się za siebie. W uszach nie słyszała nic poza dudnieniem własnej krwi, chociaż jej paranoiczny umysł upierał się, że ktoś ją śledzi. Powoli zaczerpnęła tchu, odganiając te myśli. Wbiła wzrok w krzewy, gdzie światło gwiazd wydawało się odbijać od ostatnich jaskiń na terenach jej ukochanej watahy. Visala wiedziała jednak, że to tylko pobożne życzenie i tak naprawdę otaczała ją jedynie ciemność nocy. Nikt za nią nie przyjdzie. Nikt nie zauważy zniknięcia, a przynajmniej nie przed późnym popołudniem następnego dnia. Ból i miłość do rodziny zdawały się rozrywać jej serce na pół. Zmieszanie łączyło się z poczuciem słuszności. Nie planowała tego, przez te wszystkie lata pomysł na odejście pozostał jedynie cichym głosikiem w tyle jej umysłu. Aż do dzisiaj. Tej nocy sen jej umykał, a krzyki Inella sprzed kilku dni, wraz ze wściekłością i smutkiem wymalowanymi wtedy na jego pysku, rozgrywały się w jej umyśle w pętli. I w tym momencie coś po prostu kliknęło. Odeszła jak stała, bez słowa pożegnania – to chyba bolało ją najbardziej. Głęboko w niej tkwiło jednak przeświadczenie, że była to dobra decyzja. Nadszedł czas, a ona walczyła już z tym zbyt długo. Sprawi, że jej rodzina będzie dumna. Odwróciła powoli wzrok od znajomych terenów i ruszyła przed siebie nieco wolniejszym truchtem. Nie miała czasu do stracenia. Musiała w końcu dotrzeć jeszcze do strumienia i ruszyć w górę rzeki, aby zatrzeć swoje ślady. Może nie będą jej szukać, ale zamierzała zrobić to dobrze. Księżyc powoli wyłonił się zza chmur, oświetlając jej drogę.

 ~*~
Trzask! Dźwięk łamanej gałązki przerwał ciszę lasu. Uszy pasącej się na polanie sarny podniosły się, a nozdrza rozszerzyły szukając zagrożenia. W oddali słychać skrzek jastrzębia zataczającego kręgi nad piętrzącymi się górami. Czas jakby na kilka sekund zatrzymał się w miejscu. Wtem na raz dzieją się dwie rzeczy – spłoszona sarna rzuca się do ucieczki, a z okolicznych krzaków wyskakuje drobna wilczyca, ruszając za nią w pogoń. Ciemnogranatowe futro wadery lśni w promieniach zachodzącego słońca, kiedy ta stara się nadrobić odległość, którą zwierzyna zyskała przez chwilę nieuwagi. Dzieli je może dwieście metrów. Dudnienie łap o ziemię przyspiesza. Drobne kamyczki odskakują od miejsca kontaktu. Sto metrów. Zdobycz wbiega w gęste krzewy. Gałęzie smagają wilczycę po pysku. Osiemdziesiąt metrów. Czarny ptak wzbija się w powietrze przestraszony hałasem. Pięćdziesiąt metrów. Blask słońca uderza wilczycę w pysk, tak że zbliżająca się polana jest ledwie widoczna dla jej zmrużonych oczu. Nagle sarna staje dosłownie jak wryta. Rozpędzona wadera ma tylko czas na wydanie z siebie pisku zaskoczenia, zanim przelatuje obok swojej kolacji, potyka się na wzniesieniu terenu, koziołkuje kilka dobrych metrów i z hukiem zatrzymuje się na jednym z drzew. Mrugając, aby odgonić zawroty głowy, wilczyca spojrzała w stronę swojej niedoszłej ofiary. Sarna jedynie wpatrywała się w nią w bezruchu przez kilka sekund, po czym w mgnieniu oka odwróciła się i pogalopowała w przeciwnym kierunku. Visala potrząsnęła gwałtownie łbem, co tylko pogorszyło rozdzierającą migrenę, ale poczucie śledzącego ją wzroku nie odeszło. Podniosła się chwiejnie na łapy, uważając przy tym na swój obity zad. Zanim zdążyła się opanować, słowa same wyrwały jej się z pyska:
– Co to było do kur...
– Cóż, nie nazwałbym tego spektakularnym polowaniem, to na pewno – przerwał jej głos po prawej.
Visala podskoczyła, odwracając się gwałtownie. Przez chwilę szukała wzrokiem źródła dźwięku, zanim dostrzegła niewyraźną sylwetkę wilka. Jego brunatne futro niemalże zlewało się z drzewami, przed którymi stał. Teraz kiedy nie była już pochłonięta polowaniem, obcy wilczy zapach był wyraźnie wyczuwalny na polanie. Pozwoliła sobie na cichą nadzieję, że będzie to przyjazne spotkanie.
– Ja.. To znaczy, tego, no, chyba... eee, się no potk-ne-nęłam? – wybełkotała słabo, chichocząc nerwowo na końcu. Jej głos brzmiał na zdyszany. Basior był smukły, ale wyglądał na dużo silniejszego od niej. Przez głowę przemknęła jej przelotna myśl, że nie miałaby z nim szans.
– Tak, tyle zauważyłem – odpowiedział, przeciągając protekcjonalnie sylaby. Następnie zbliżając się, kontynuował niewzruszony: – Ale być może mógłbym pomóc. Byłoby naprawdę niefortunnie, żeby taka piękna drobina jak ty poszła dzisiaj spać głodna, kiedy ja jestem w pobliżu, czyż nie?
– Och, hihihi, naprawdę nie trze-eba.
– Ależ nalegam. To żaden problem naprawdę. Coś w rodzaju wymiany przysług, od jednego samotnika do drugiego, jeśli wolisz. – Visala widziała w jego złotych oczach niepokojący błysk. Niespokojnie zaszurała łapami, odwracając wzrok. – Ale, hm, nie znam-my się, a ja powinnam... – Ach, gdzie moje maniery, nazywam się Caden. – Uśmiechnął się, podchodząc jeszcze bliżej, praktycznie w jej przestrzeń osobistą. – Więc jak będzie śliczna?
– Ja, no, hm... Przed odpowiedzią uratował ją drugi męski głos dobiegający z kierunku, z którego przyszedł nieznajomy basior:
– Cade! Gdzie jesteś stary idioto? Miałeś tylko znaleźć nam...
– Cicho, nie widzisz, że jestem w środku czegoś?! – syknął Caden, odwracając się od niej. Na pysku nowoprzybyłego białego wilka zaświtał błysk zrozumienie, po czym dziwny uśmieszek wkradł mu się na usta.
– Ach, rozumiem, ale wiesz... Visala nie czekała już na resztę wypowiedzi, tylko rozpoznając rozproszenie uwagi jako swoją szansę, rzuciła się do biegu w przeciwnym kierunku. Nie oglądała się za siebie, ale z tyłu usłyszała podniesione głosy i pospieszne kroki potwierdzające jej wcześniejsze obawy. Serce na chwilę podskoczyło jej do gardła. Przyspieszyła swój bieg, skręcając gwałtownie w pobliskie krzaki. Przeskoczyła przez powalone drzewo, uważnie nasłuchując, ale pogoń nie wydawała się słabnąć. Ostry pagórek, na który właśnie się wspinała, nie pomagał jej sprawie. Niebo, które wcześniej było całkowicie czyste, gwałtownie pociemniało i wydawało się, że lada moment zacznie padać. Visala warknęła pod nosem. To naprawdę nie był najlepszy moment, żeby jej moce wymykały się spod kontroli. Miała wystarczająco dużo problemów bez konieczności topienia się w błocie, które przypadkowo sama stworzyła. Jednak jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, szczęście nie było po jej stronie i już po chwili pierwsza ciężka kropla deszczu kapnęła jej na nos, a za nią następne. Wadera po raz kolejny gwałtownie skręciła, a jej ciężki oddech był wyraźnie słyszalny. Wiedziała, że powoli brakuje jej sił i musi szybko pozbyć się wilków siedzących jej na ogonie. Ich kroki wydawały się oddalać, jednak wyraźnie jeszcze się nie poddali. Widząc po swojej lewej górską ścieżkę, Visala skorzystała z okazji, mając nadzieję, że jej prześladowcy nie będą chcieli zapuszczać się tak daleko i zrezygnują. Kamień odtoczył się spod jej łapy, przez co prawie poślizgnęła się na mokrym podłożu. Zerwał się wiatr, a ulewa zyskała na intensywności. Skręciwszy za kolejny zakręt, wilczyca zwolniła kroku. Starając się uspokoić oddech, uważnie nasłuchiwała swojego otoczenia. Jej granatowe futro było przemoczone i ciężkie, a woda kapała jej do oczu. Poza wyciem wiatru, okolica wydawała się spokojna. Westchnęła z ulgą. Naprawdę nie miała ochoty wiedzieć, co krążyło w głowach dwóch basiorów. Postanowiła jednak na razie się nie zatrzymywać, gdyż jej zapach był z pewnością wciąż wyraźnie wyczuwalny. Nie było sensu już wracać do jaskini, w której spała przez ostatnie kilka tygodni. I tak specjalnie się do niej nie przywiązała. Odkąd opuściła rodzinę prawie osiem miesięcy wcześniej, nie zagrzała nigdzie miejsca na dłużej. Nie była pewna, czego tak naprawdę szuka.

 ~*~
 Zanim wywołana przez Visalę ulewa ustała, minęło wiele godzin. Powoli jednak niebo się oczyściło, a zza chmur wyjrzał księżyc, oświetlając drogę schodzącej z góry wilczycy. Powinna znaleźć sobie schronienie na noc już prawdopodobnie jakiś czas temu, jednak na razie bardziej skupiała się na zapachu wody, który wyczuwała. Teren powoli stawał się nieco mniej stromy, dlatego przyspieszyła kroku. Gdzieś słyszała huczenie sowy. Nareszcie wadera wyszła z lasu i zatrzymała się jak wryta, zachwycona roztaczającym się widokiem. Zaledwie kilka metrów przed nią rozciągało się ogromne jezioro, którego czysta woda wręcz lśniła błękitem, odbijając światło gwiazd. W tle majaczyły majestatyczne szczyty gór pokryte śniegiem. Oczarowana podeszła do brzegu, pragnąc przyjrzeć się bliżej. Jednocześnie z tyłu głowy poczuła dziwne uczucie, prawie jakby znowu była obserwowana. Podniosła łeb, strzygąc uszami i wbijając wzrok w ciemność. Powęszyła w powietrzy, nic jednak nie wyczuwając, gdyż wiatr wiał jej głównie zza pleców. Wydawało się, że między drzewami dostrzegła białe futro. “Zapewne tylko zając” – pomyślała Visala, odrzucając swój niepokój jako pozostałość po wcześniejszym nieprzyjemnym spotkaniu z basiorami. Odwróciła się z powrotem w stronę wody i pozwoliła ukoić się delikatnemu kołysaniu fal.

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1320
Ilość zdobytych PD: 660 + 5% (33 PD)
Nagroda za Quest: 250 PD +5 pkt kondycja, +5 inteligencja 
Obecny stan: 943

środa, 27 lipca 2022

Visala z Rodu Lukerrid
Bracia nazywali ją po prostu Vis

Płeć: Wadera | Wiek: 4 lata | Rasa: Wilk | 
Ranga: Delta | Poziom: 1 (1836/3000) | Stanowisko: Wojownik

Właściciel: [How] Zucek  
Autor: Jademerien