Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 marca 2022

Itami ~ Walentynkowy szał (Pisarski - Dowolony) [Event]

Dzień, jak co dzień, dzień po dniu, ciągnęły się w nieskończoność, jak taśma w fabryce i szczerze mówiąc, ta codzienna rutyna lekko nudziła waderę. Itami nie odczuła też zbytniej różnicy, gdy nadeszły walentynki — czas zakochanych i dzień, kiedy zakochani łączą się w pary, romantycznie spędzając czas ze sobą — jednak nie myślała o tym, jak o czymś nadzwyczajnym. Może dlatego, iż wmawiała sobie, że nie ma z kim spędzić czasu w tym dniu? Tak, myślę, drogi czytelniku, że tak.
Itami wyłoniła głowę z ciepłej wody jej jaskiniowego kąpieliska — grzybki zmieniły kolor emitującego światła z bladozielonego, na żywą pomarańczę, co niezwykle ją ucieszyło. Pomarańcz wpływał na nią uspokajająco i rozluźniająco, poza tym pozwalał się jej wyciszyć. Oparta głową o brzeg basenu kąpieliska, leżała spokojnie, luźno układając swe ciało na kamienistym dnie. Bycie singlem miało dobre strony — nikt nie suszył jej głowy żadnymi przyziemnymi sprawami, w trakcie relaksu, jakiego czerpała z gorącej kąpieli — ale każda sytuacja ma swoją drugą stronę medalu. Niemalże zapomniała, co oznacza ciepło drugiej osoby, od ostatniego jej związku (który miał miejsce jakieś półtora roku temu, gdy jeszcze mieszkała w rodzinnej watasze) - co z resztą nie wspominała go dobrze. Jej poprzedni partner pełnił funkcję strażnika na wysokim stanowisku i kariera wymagała od niego pełnego poświęcenia czasu, co znacznie odbiło się na ich związku. Co prawda zjawiał się od czasu do czasu, aby spędzić z Itami chwile wolnego (Czasami nawet poświęcał się, aby do utraty zmysłów oddać się rozkoszom miłości), a tak poza tym, rzadko widywała basiora na oczy. I też z powodu jego kariery, niezbyt dobrze wspominała owe walentynki — dosłownie zazdrość ją zżerała, gdy spostrzegała spotykających się ze sobą wilków, aby uświęcić zapieczętowaną między sobą miłość — wręczali sobie drobne prezenty w postaci króliczych ogonów — co według wierzeń, miały one dodać zakochanym wigoru i energii — a czasami także drogocenne kamienie.
Otrząsnęła się ze wspomnień. ~ Cholera, miałaś skupić się na relaksie, nie na tym, co już było i przeminęło z wiatrem czasu. Teraz było dla niej ważne, aby wstać (co niechętnie to uczyniła) otrząsnąć się z przyjemnie ciepłej wody i ruszyć w drogę do lecznicy, gdzie obecnie czekali na nią pacjenci oraz Lonya.
Wiatr pędził z południa, a wraz z nim ciepłe i wiosenne powietrze — Itami czuła się wręcz nieziemsko, gdy pieścił jej wilgotne futro, jak przyjemny oddech ukochanego.
Czekała ją już tylko szara codzienność — wtem pomyślała o Naharysie i jego żonie — mają, co świętować, ale pojęła nagle, że nie powinno ją to interesować — choć w głębi serca, bolało ją strasznie, że nie miała z kim nawet słowa zamienić o tym i owym. Z czasem to minie i przyzwyczai się do tego — tak przynajmniej sobie wmawiała. Z takową chmurą myśli, droga do lecznicy się jej skróciła, choć przyznała szczerze, że wolałaby przejść ją w czyimś towarzystwie. Lonya przywitała ją ciepło i zaraz wróciła do pacjenta, cierpiącego na nieżyt nosa — z tego powodu musiała pójść i szukać odpowiednich ziół. Zdarzało się nie raz, że zakochani spotykali się w lecznicy — przykładem może być Copycat, która trafiła tu, ze złamanym lewym żebrem.
Niefortunny upadek, po prostu, a wraz z tym, zapewniła sobie nieustanną uwagę swego zalotnika — Noitera. Po południu zajrzał do niej ostatni raz, przynosząc w darze króliczą łapę, którą ułożył obok jej łóżka. Itami uśmiechnęła się na ten widok — mimo tego, nadal kąsała ją stara pusta po swym byłym partnerze. ~ Atteru, co teraz robisz? Czy może znalazłeś sobie lepsze szczęście u innej wadery? Jeśli tak, życzę wam pomyślności i powodzenia.
W tamtym momencie, do opustoszałej już jaskini wpadł Naharys w towarzystwie Atrehu — rudy basior wyglądał, jakoś tak osobliwie. Rozglądał się wszędzie nieobecnym wzrokiem, z trwale wykrzywionym uśmiechem na pysku.
- Lonya, Itami... dzieje się coś z Atrehu. Nie odpowiada, dziwnie się zachowuje, a gdy go tknę, choćby palcem, chichocze jak smarkacz, który upaćkał się błotem.
Wadery przyjrzały się basiorowi z badawczo i z jak największą uwagą, ale Atrehu skutecznie im ją zakłócał — powtarzał każdej, jaka to jest piękna, urokliwa i pociągająca — A Atrehu, jak to on, zwykł prawić komplementy każdej ładnej waderze, ale był jeden szkopuł. Jego głos był nienaturalnie niski, jakby w jego ciele siedział jakiś demon romantyzmu — był gotów nawet zbliżyć swój pysk blisko policzka Itami, aby musnąć ją swym językiem. Jego oczy, wcześniej płonęły żywym ogniem, który momentalnie zmuszał do uległości, teraz jakby przygasły i osłabły. Odczytać można było z nich jedynie zmęczenie, ale urok nadal pozostał.
- Dawajmy go na łoże, zbadamy mu oczy i gardło, może czymś się zatruł albo naćpał — odezwała się Lonya swym stanowczym głosem. Atrehu, będąc prowadzony przez swojego rosłego kompana, stawał kroki sztywno i niepewnie, były pozbawione swej gracji.
Cokolwiek by nie zrobiono, nie dało się uspokoić silnego, sprawnego i wysokiego basiora, który z chwili na chwilę, robił się coraz bardziej pobudzony — jakby ktoś mu wstrzyknął końską dawkę adrenaliny. Lonya próbowała zajrzeć do gardła basiora, ale na prośbę otwarcia pyska, Atrehu na moment spełniał prośbę, a potem zamykał ją z głośnym trzaskiem zębów, jakby usiłował ją ugryźć w nos. Itami natomiast nie mogła w ogóle nic zrobić — próbując zbadać przyjaciela, ten usiłował się do niej dobrać; po prostu, bezwstydnie jeździł łapą po jej szyi, mrucząc przy tym cicho, wzdychał podniecony, jakby wyobrażał sobie najbardziej rozkoszną rzecz na świecie. W końcu zachowanie Atrehu doprowadziło go, do natychmiastowej utraty przytomności, co też dosłownie doprowadziło obie wadery do skraju bezradności. Zmierzono mu tętno; biło mu ono w zastraszającym tempie, jakby myśl o zastrzyku adrenaliny była prawdziwa, a serducho waliło mu, jakby miało wyskoczyć przez klatkę piersiową. Itami była gotowa pomyśleć, że mu ono zaraz eksploduje w środku, jak podłożona bomba czasowa.
- On już taki był, jak się spotkaliście? - zapytała Itami, gdy spojrzała na zdezorientowanego Naharysa.
- Trenował ze mną od rana rekrutów. Dopiero przed wczesnym popołudniem zaczął się dziwnie zachowywać. Zamiast spoglądać na tyłki trenujących wader, co zazwyczaj robił, chodził wokół wahadła, próbując namówić go na randkę! Potem gdy usiłował go pocałować, wahadło wykręciło się i Atrehu dostał pniem w gębę, aż się zakręcił w miejscu i zwalił się na ziemię. Grupa miała z niego taką polewę, że musiałem go stamtąd zabrać. Potem zaczął mnie obwąchiwać, jak parujące mięso i chciał zajść od tyłu, ale tylko mocny strzał w pysk przywrócił go do porządku. Chwilowego porządku... - urwał Naharys, biorąc głęboki wdech -... i wtedy zaczęła się jazda. Ślinił palce i próbował wilkom wsadzać je do ucha, wskakiwał waderom na grzbiety; efekt był taki, że zaniepokojona grupka basiorów, próbowała odciągnąć go od nich. O bogowie... omal ich wszystkich nie pozagryzał!

Kiedy wadery tak się przysłuchiwały relacjom Naharysa, Itami spojrzawszy na Atrehu, nie byłaby w stanie uwierzyć, żeby basior mógł kogoś zaatakować w takim stopniu zachowania, z jakim go tutaj przyprowadzono.
- Dlatego pomyślałem sobie; Dobra, zabieram go do Was, może wpadniecie na pomysł, jak go z tego wszystkiego wyciągnąć. Po drodze spotkaliśmy Rene... - znów basior przerwał, przecierając sobie łapą czoło — no jej widok, totalnie zafiksował! Po uprzejmych komplementach na temat jej skrzydeł, otwarcie zaproponował jej randkę! A potem musiałem świecić za niego oczami, tłumacząc, że Atrehu się czegoś nawąchał i bredzi. Całe szczęście, że Alfa była w humorze, bo pożegnała nas ze śmiechem. Już się bałem, że będę musiał kiblować wraz z tym baranem! - Naharys wskazał podbródkiem na nieprzytomnego Atrehu — wiecie, co mu jest?
Wadery pokręciły bezradnie głową.
- Podniesione tętno, pobudzenie, źrenice rozszerzone... same nie wiemy, do czego można to przypisać. Jedynie, co nam się nasuwa to narkotyki! Pytanie tylko, co ten głupek zażył — powiedziała Itami, spoglądając na basiora. Zbliżywszy się do niego znacznie, usiadła obok i gładząc łagodnie łapą jego masywny policzek, spoglądała ze zmartwieniem w zamknięte powieki. Atrehu oddychał szybko, niespokojnie i od czasu do czasu, miotał bezwładnie swymi łapami, jakby biegiem przecinał wzdłuż ukwieconą łąkę.
- Już wiem, kto... albo co może nam pomóc! - odezwała się po chwili Itami, podnosząc głowę, tak gwałtownie, że poczuła nieprzyjemny postrzał w szyi — Znaczy się... mógłby nam pomóc, gdyby znał naszą mowę.
- To już nieważne — odparł zdeterminowany Naharys — jeśli jest jakiś cień szansy, że wyjdzie z tego cało, ja w to wchodzę!
~ Nie jestem pewna, czy to, co mamy zamiar zrobić, w pełni dopomoże Atrehu, ale musimy mieć nadzieję, tylko ona utrzymuje mnie przy determinacji — myślała tak Itami w drodze do wspomnianego miejsca, gdzie miała przesiadywać owa postać, która miała dostatecznie imponującą wiedzę, aby z niej skorzystać. A ową postacią był stary kruk, przesiadujący w starej dziupli sędziwego dębu — miał on rozłożystą koronę, która tworzyła dość spory baldachim.
- Jak już mówiłam, nie wiadomo, czy uda się nam z nim dogadać. Nie rozumie naszej mowy — powiedziała w końcu Itami, przysiadując koło korzenia starego drzewa. Kruk wyłonił swą głowę, zakrakał donośnie, kłapiąc dziobem i przysiadł na grubej gałęzi, aby przyjrzeć się przybyszom z uwagą.
- Kraa? - wydał z siebie kruk, trzepocząc skrzydłami.
- Yyyy... - mruknął Naharys, drapiąc się po głowie — Nasz kra kra, przyjaciel, kra! Dziwnie, kra kra, się zachowuje, kra... czy mógłbyś nam, kra kra kra, pomóc?
~ No, nie powiem, cała ta sytuacja przyprawiła mnie o śmiech — Itami zaśmiała się skrycie.
- Kraa! - odezwał się kruk, niecierpliwie trzepnął skrzydłami — Kraa...
- Może ja pomogę — odezwał się nagle obcy głos, który należał do niskiej, bardzo młodej wadery — swoją drogą, młodszej od Itami — o kremowo-zielonej sierści oraz nietypowym wyglądzie — bowiem łapy wilczycy otaczały obficie zielone skarpetki mchu, a jej drobną szyję zaś, opatulał czule szal z trującego bluszczu — końcówka zwisała swobodnie, dotykając niemal wilgotnej ziemi. Oczy, koloru dojrzałej gruszki, były przesycone enigmatyczną energią życiową — ponadto miały łagodny i opiekuńczy wyraz, jakby spoglądała przez nie, sama matka natura. Naharys odezwał się pierwszy.
- A z kim mamy przyjemność? Nigdy cię tutaj nie widzieliśmy.
Wadera obdarzyła samca łagodnym spojrzeniem.
- Jestem Gaja i opiekuję się tym lasem, ziemią, górami i rzekami — odparła melodyjnym, bardzo czystym głosem — zwierzęta są mymi braćmi, wicher i woda siostrami, uszanujcie je, a ja w pełni okażę szacunek wam. Czy w czymś wam pomóc?
- Jesteśmy Ci wdzięczni za chęć pomocy — wtrąciła się Itami, drapiąc się nerwowo po ramieniu — czy mogłabyś przemówić w naszym imieniu do tego kruka? - Wskazała na ptaka, który międzyczasie doprowadzał swe upierzenie do porządku swym masywnym, czarnym dziobem, ignorując jednocześnie ich rozmowę. Itami opisała Gai dokładnie sytuację, z jaką przyszło się im zmierzyć, aby potem mogła w kruczym języku, przełożyć to dla sędziwego ptaka. Kruk zniknął w dziupli i nie pojawiał się przez kilka dobrych chwil, aż nagle wyłonił ponownie swą głowę, trzymając w dziobie spory kawał kory, którą później rzucił pod łapy Itami. Na wewnętrznej stronie suchego drewna, opisano z dokładnością dolegliwość, dręczącą ciało i umysł Atrehu.
- Skaza Zakochanego? - przeczytała niepewnie tytuł przewodni — dziwna nazwa. Dziękujemy Ci, kruku. I tobie też dziękujemy, Gajo. - zwróciła się następnie do wadery, kłaniając się nisko. Gaja odwzajemniła ukłon, po czym z tajemniczym uśmiechem, zmierzyła w stronę lasu, aby potem zniknąć w barwnej fali żywej zieleni. Albo wydawać by się mogło, że po prostu, ciało wadery wtopiło się w leśną poszyć. Nie wiele jednak nad tym myśląc, wilki zaczęły czytać o rzekomej „skazie zakochanego” gdzie ponoć, taka dolegliwość pojawia się u co piątego samca, które prowadzi dość bogate i aktywne życie erotyczne — Co w przypadku Atrehu się idealnie składało! - A lekarstwem na ów schorzenie ma być... pocałunek prawdziwej miłości?!
~ Dość nieoryginalne rozwiązanie — pomyślała sucho Itami. Czas na uleczenie chorego mija o północy. Po tym czasie Atrehu może dosłownie „umrzeć z miłości". Itami, drapiąc się po potylicy, z niepokojem przyglądała się wypalonym nań napisom, odniosła nieprzyjemne wrażenie, iż trudno będzie znaleźć kogoś, kto szczerze kocha Atrehu i w rzetelny sposób, okaże to poprzez pocałunek. W pierwszej chwili Itami na pewno nie mogłaby się uważać za takową osobę — Po pierwsze, gdzie takiej zwyczajnej waderze, szarej myszce, było po drodze do Atrehu? Syna Alfy, który miał odziedziczyć po nim władzę, a dusza jego, aż kipi od charyzmy i siły — Taki powinien być prawdziwy władca! Gdzie Itami mogłaby myśleć, że jej uczucie do basiora może oznaczać cokolwiek, ale po chwili wadera poczuła coś, co nazywa się „przyjemnym ciepłem". Przeżyła z nim swoją upojną chwilę, pragnęła go bardzo, albowiem roztaczający się wokół zapach Atrehu, doprowadzał jej zmysły do szaleństwa. A gdy spojrzy na jego usta, jej własne stają się mokre i gotowe do pocałunku. W tym całym rozgardiaszu szalonych myśli, serce zaczęło jej bić w zawrotnym tempie, aż Naharys musiał sprowadzać ją na ziemię, machając swą łapą przed jej oczami.
- Ziemia do Itami! Halo!? No i co tam pisze ciekawego?
Wadera potrząsnęła głową, rozwiewając dokuczliwe myśli w nicość i spojrzawszy ponownie na spisany tekst na suchej korze dębu, wskazała palcem fragment ciekawemu basiorowi.
- Trzeba go pocałować — odparła - To jest jedyne lekarstwo.
- Na mnie nie licz! - odezwał się pośpiesznie basior, odwracając znacząco pysk.
- Nie, nie... źle mnie zrozumiałeś — powiedziała z niewinnym chichotem — Tu nie chodzi o byle jaki pocałunek. Tu chodzi o pocałunek od serca. Osoby, której jest bliska sercu Atrehu.
- Itami, a może ty...
Wadera momentalnie poczerwieniała na policzkach, jak dojrzały i soczysty pomidor, dlatego odwróciła głowę, aby ukryć takowy fakt przed oczami Naharysa.
- Co? Ja?! Skądże! Gdzie mi tam do niego... daj spokój.
- Itami, nie oszukasz mnie. Ja mam oczy i uszy — odparł spokojnie basior — myślisz, że nie widzę, jak patrzysz na Atrehu? Myślisz, że nie słyszę, jakie słowa toczą się na twój i jego temat? Oczywiście, zazwyczaj ignoruję takie pogłoski. A poza tym, próba nie strzelba, możesz spróbować.
- Serio tak myślisz? - spojrzała niepewnie na basiora. Naharys wykrzywił usta w znaczący uśmiech i kiwnął bez słowa głową — na dodatek pchnął waderę lekko, zachęcając do powrotu. W trakcie Itami poczęła się zastanawiać, jakie to będzie miało znaczenie, gdy ona spróbuje szczęścia? Z pewnością ich relacja „przyjaciel dla korzyści” nie zmieni się zbytnio — W pewnym sensie, ich wspólna upojna przygoda była tylko pojedynczym wyskokiem, ale przez resztę znajomości, Atrehu korzystał z jej towarzystwa, choćby do wspólnej kolacji, wzbogacanej o pocałunki. Często basior lubił też posłuchać jej śpiewu, co niezwykle pochlebiało waderze — kochała go natomiast, za jego ciepło, okazywane jej przy każdym spotkaniu, troskę i typową dla samców powagę. Często też myślała o nim, jako o osobniku iście pociągającym, ale to nie to było dla niej najważniejsze. Kiedy Atrehu miał sposobność objąć ją swym masywnym, mocnym ramieniem, ogarniało ją niezwykłe uczucie bezpieczeństwa — a gdyby te wszystkie cechy złączyć ze sobą, powstałaby totalna eksplozja wizji idealnego kochanka albo... partnera życiowego?
Itami jednak do pewnych spraw się nie przyzna, woli, aby pozostawić je domysłom samców i czytelników. Kiedy wrócili do lecznicy, Atrehu leżał nieruchomo, od czasu do czasu podrygiwał kończynami, a ogon zaś podskakiwał co jakiś czas, jak wybudzany ze snu wąż.
- Jesteś gotowa? - zapytał Naharys.
Itami nadal nie była pewna — stanęła przed decyzją, a ona sprawiła, że odbierała nieodparte uczucie, jakby uważała Atrehu za kogoś obcego — ale z drugiej strony, musi myśleć o nim, jak o przyjacielu. Umierającym przyjacielu, więc nic innego nie powinno stanąć jej na drodze. Z uwagą przyjrzała się ustom basiora i momentalnie zrobiło się jej gorąco. ~ No to do dzieła! - z tą myślą, zbliżyła pyszczek do ust Atrehu, musnęła jego wargi swym językiem — a potem przeszła do namiętności. Całowała go tak, jakby jego usta były soczystym owocem, słodkim na dodatek. Czuła nieodpartą przyjemność, ciepło i pragnienie o więcej. Kiedy oddaliła się od samca, Itami otarła wierzchem łapy swe mokre wargi i poczęła wypatrywać jakiekolwiek zmiany, świadczące o tak zwanym „uzdrawiającym” skutku jej pocałunku. Naharys i Itami dostrzegli, jak policzki Atrehu po chwili zadrżały nieznacznie — a potem otworzył oczy, jak zwykle z zaklętym w sobie ciepłym płomieniem i zaczął się im przyglądać z nieodpartym zdziwieniem.
- Czy... coś mnie ominęło? - zapytał słabo basior.
- Itami! Udało Ci się! - zawołał Naharys, łapiąc zaskoczoną waderę w mocne objęcie — Jesteś najlepszą medyczką, jaką nosi ta cholerna ziemia! Udało ci się!
- Ale co jej się udało? - zapytał zdezorientowany basior, drapiąc się po ciemieniu.
- Nic, nic... i tak byś nie zrozumiał. Ważne, że się udało! - odparł z radością Naharys, odstawiając waderę z powrotem na ziemię. Itami, ze znaczącym uśmiechem i płomieniem na policzkach, spojrzała na basiora, który widząc jej rumieńce, ugościł zadowolenie na swej twarzy.
~ Domyślił się — pomyślała po chwili Itami.
- Nie wiem, co wy piliście, ale jestem zły, że nic nie zostawiliście dla mnie! - odparł Atrehu, przybierając pozycję półsiedzącą — Ale cieszę się, że jesteście tacy szczęśliwi z mojego powodu. A jednak ktoś mnie jeszcze kocha w tej watasze.

KONIEC

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 2644
Ilość zdobytych PD: 1322 + 40% Eventowy Booster (529 PD)
Nagroda za Event: 800 PD + 20 pkt do wszystkich statystyk.
Obecny stan: 2651

Yneryth ~ Walentynkowy szał (Pisarski - Niezrównoważony Kupidyn) [Event]

< 4 lata temu, 13 luty >
W powietrzu unosił się zapach lasu. Woń niebyła jedno barwna, usiana była różnymi leśnymi aromatami. Temperatura wokół był sprzyjająca dla nowo rozwijających się roślin. Śnieg zdążył już stopnieć. Poziom pobliskiej rzeki podniósł się o około dwa metry. W środku lasu nie było jednak widać większych zmian, jedynie znikająca biała otulina. Ściółka leśna była wilgotna, nie wydawała szelestów pod naciskiem. Cisze przerywały odgłosy zwierząt. Ptaki siedziały na gałęziach i śpiewały różnorodne melodie. Sarny leżały i wylegiwały się. Wiewiórki latały po drzewach jak oszalałe. Wszystkie zwierzęta zaczynały radować się wiosną. Pośrodku lasu siedziały dwa wilki. To właśnie one były najgłośniejsze. Cieszyły się z nowej pory roku, jak tylko mogły. Dwoma wilkami siedzącymi pośrodku gaju był Yneryth, biało futry młodziak i Eleshar, stary wilk z doznaniami. Starszy posiadał brązowe ubarwienie. Maskował się i kamuflował w brązowej ściółce jak kameleon. Maluch wręcz przeciwnie, było go widać z oddali. W sztuce kamuflażu nie pomagały mu głośne krzyczenie.
- A opowiesz mi jakąś ciekawą rzecz o początku wiosny? - Zapytał wesoły basiorek.
- Dobrze, ale już nie bądź tak głośno. – Usiadł starszy.
- O czym mi dziś opowiesz?- Zapytał grzecznie, siadając. Siedział wpatrzony w swojego opiekuna.
- Hmm, mogę ci wiele opowiedzieć, ale mam pomysł jak to rozwiążemy. Za tobą siedzi wiewiórka, jeśli zgadniesz na jakim drzewie bez obracania się, opowiem ci o dniu jutrzejszym, natomiast jak się pomylisz to o dzisiejszym. Zgaduj. – Uśmiechnął się, lekko widząc radość malucha.
- A mogę odpowiedzieć dwa razy? Zgadnę, a potem się pomylę. – Lekko się zaśmiał "hihi".
- Nie, możesz odpowiedzieć tylko raz. - Stanowczym głosem.
- No dobrze. - Zrobił pokazowy grymas.
Mały wilk znał dobrze okolice. Znał tu prawie wszystkie drzewa, niektóre zwierzęta nawet po nazywał, oczywiście oprócz tych, które trzeba było jeść. Zamknął oczy i wsłuchiwał się w otoczenie. Słyszał wiele odgłosów, teraz obchodziła go jednak tylko wiewiórka. Po chwili usłyszał ciche tuptanie na drzewie, było ono szybkie i ostrożne. Po tym wiedział, że to ta wiewiórka o, którą chodziło wujkowi. Teraz wyciszył umysł i skupił się na przestrzeni. Nie był pewien czy wiewiórka siedzi na sośnie, czy dębię. Zapytał ponownie:
- Na pewno nie mogę dwa razy ? – Zaniepokojony, możliwą porażką westchnął.
- Nie, naszym życiem rządzi los. Jeśli odpowiesz dwa razy, może mieć to wpływ na wiele rzeczy. Musisz pamiętać, balans jest najważniejszy. To tak jak z jedzeniem, nie zabijamy wszystkiego, zabijamy, tyle ile musimy. Los co prawda nie jest sprawiedliwy, ale to on ma wpływ na wszystko.
- Będę zgadywał. – Roześmiał się. - Los ma już dla mnie plan. Więc i tak nie ma znaczenia, co odpowiem, będzie tak, jak ma być. Hmm, czy wiewiórka siedzi na sośnie ?
- Miałeś rację, los jest dziś po twojej stronie. – Uśmiechnął się, ciesząc się wraz z Yneryth’em.
Biała kulka obróciła się, spojrzała w kierunku małego futrzaka. Zadowolony młodziak pomachał mu małą łapką. Rude stworzonko zdawało się rozumieć gest, odwzajemniła to spojrzeniem, po czym uciekła do dziupli. Yneryth obrócił się z powrotem, czekał, aż usłyszy tę ciekawszą historię. W końcu na nią zapracował, wyczuwając małego gryzonia. Zastanawiał się, co dziś opowie mu wujek.
- A więc, od czego by tu zacząć. Jutro jest czternasty lutego. Pewnie mało ci to jeszcze mówi, ale spokojnie zaraz będziesz wiedział. Gdy miałem 3 lata, należałem do stada wilków, każdy był inny. Niektóre były szare, inne zaś białe jak ty, nie brakowało nam chyba żadnego koloru. W watasze było nas około 20. Było w nim wiele par. Nawet ja miałem swoją. Moja ukochana była dla mnie specjalna.
- To o niej będzie historia ?- Wtrącił zaciekawiony.
- Nie, nie. Już wracam do sedna. Tego dnia zawsze świętowaliśmy, był to dzień, gdzie zawsze chodziliśmy parami i robiliśmy różne głupie i takie miłosne rzeczy. Tamtego dnia, każdy wilk, który miał swoją drugą połówkę, szykował coś dla niej. Mnie również to nie ominęło. Co roku tego samego dnia dawaliśmy sobie jakieś rzeczy od serduszka. W innych znanych mi watahach, a znam ich dużo, też tak robili. Nazywaliśmy to chyba walentynkami, dniem zakochanych.
- Uuuu, a co z innymi, tymi bez pary? – Zapytał smutnym głosikiem, zdawało się, że martwi się o nich.
- Uwierz mi, nie było takich wielu. Nawet te najbardziej skryte wilki, tego dnia przepełniała jakaś magiczna moc, wyznawały innym swoje uczucia. Co prawda los jest brutalny, nie każdy miał parę. Tamte wilki jednak starały okazywać sobie miłość braterską, wszystkie razem zbierały się i rozmawiały, jak każdego innego dnia. Właśnie w ten dzień powstawały plotki i małe romanse.
- Czyli jutrzejszy dzień spędzamy razem. Dwaj samotnicy. - Biegał w kółko, ciesząc się.
- Dokładnie, ja jestem za stary, a ty za młody. Więc spędzimy ten czas razem.
Oboje wstali i powolnym krokiem udali w nieznanym kierunku. Znikąd pojawiał się na niebie blask nieznajomego pochodzenia.

< Teraz >
Yneryth otrzepał się. Podniósł wzrok, spojrzał i dostrzegł. Przed nim stał Atrehu. Coś tam gadał, świeżo obudzony nie wiele jeszcze rozumiał. Wstał na cztery łapy. Rozejrzał się po jaskini, nie wiedział, skąd się w niej wziął. Nie chciał chyba wiedzieć. Lekko się uśmiechał, wspominając starą opowieść swojego przybranego taty. Wszystko pamiętał jak przez sen, a może właśnie to mu się śniło. Chcąc się upewnić, zapytał:
- Jaki mamy dziś dzień?
- A to ciekawe, że pytasz. Dziś jest mój ulubiony dzień, mamy dziś walentynki. To jest święto miłości, stąd też tak je, kocham.- Powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Rozumiem, że tu też je obchodzicie ?
- A jak, oczywiście, że tak. A ty jakie masz plany na dzisiejszy dzień ?
- Hmm sam jeszcze nie wiem, może potrenuję.
- Jak wolisz.
Atrehu szedł dalej wesołym krokiem, zdawać by się mogło, że już zapomniał o białym pobratymcu. Yneryth również nie zamierzał spędzić dnia w jaskini, nigdy nie lubił tu siedzieć. Wychodząc z jaskini, zastanawiał się nad dzisiejszym dniem. Nie wiedział zbyt wiele o członkach watahy, wiedział dosłownie tyle, ile musiał. Najlepsze kontakty miał z Noiter’em. Jednak drugi samiec nie wzbudzał w nim pociągu. Biały basior nie rozumiał jeszcze co to miłość, może dlatego, że nie spędza odpowiedniej ilości czasu z waderami. W zasadzie nie wiele było tu par. Uspokoiło go to trochę, nie będzie musiał się przejmować swoim statusem w grupie.
Wchodząc w centrum terenu podległego alfie, zgłupiał. Było tak, jak mówił Eleshar, prawie każdy samiec chodził za waderą, mówiąc, jak on to jej nie kocha. Cały ten widok był dla niego zabawny. Nie dowierzał, gdy zobaczył Kotoriego, który również biegał za waderą. Cały szacunek, który posiadał on u Yneryth’a, gwałtownie spadł na wartości. Honor jednak musiał oddać Naharysowi, on lojalnie siedział ze swoją wybranką. Przechadzając się w kierunku polany, gdzie spędzał samotnie większość czasu, zauważył podejrzany przedmiot na ziemi. Trącił go łapą, on poturlał się kawałek dalej. Na ziemi leżał jakiś dziwny patyk. Długi na wymiar łapy, z jednej strony zakończony piórami, z drugiej był jakiś czerwony kamyczek. Błyszczał i mienił się w świetle słońca. Basior postanowił udawać, że go nie widzi, to nie jego problem, on tu nie śpi. Truptał powolnym krokiem w niezmienionym kierunku. Dziwnych przedmiotów przybywało, w trawie leżało ich coraz więcej i więcej. Pochylił się nad nieznanym przedmiotem i powąchał go. Czuł zapach owoców leśnych i żurawiny, cały zapach dopełniała nutka bzu. Niespodziewanie jeden z magicznych przedmiotów przeleciał mu koło głowy.
- To są jakieś jaja. - Warknął z niezadowoleniem.
Jedyną odpowiedzią, jaką usłyszał był chichot. Niezwłocznie Yneryth zaczął biec za głosem. Miał wrażenie, że dziwniej już być nie może. Mylił się, wbiegając na pagórek, zobaczył Noiter’a, który szedł za jedną z wader. Zażenowany odpuścił pogoń. Lekko było widać zniesmaczenie postępowaniem czarnego basiora. Każdy ma wolną wolę, tak więc nie przeszkadzał mu. Fochy o porzucenie postanowił zostawić na potem. Dosłownie każdy wilk świrował. Działo się tu coś dziwnego. Jednak zdawało się, że jest tu sam. Nie przeszkadzało mu to, przyzwyczaił się już do takiego stanu rzeczy. Gdzieś w głębi było mu jednak smutno. Liczył, że może ten jeden raz nie będzie sam. Los jednak utwierdził go w przekonaniu, że może liczyć tylko na siebie. Ponuro wędrując już bez celu i chęci, znów słyszał ten dźwięk. Olał go i udawał, że go nie słyszy. Z korony drzewa wyleciały dwa podejrzane przedmioty. Leciały prosto w niego. Wilk miał dobry refleks oraz świetnie wczuwał się w swoje otoczenie. Nie zwolnił nawet, by je ominąć. Z jego lewej strony wyrosły i wzniosły się ku niebu lodowe kolce. Lodowa ściana zasłoniła go przed zderzeniem. Tajemniczy dźwięk nagle ustał, w jego miejsce pojawił się inny.
- Nie nie nie... nie tak miało być. - Zdenerwowanym głosem jakby dziecka.
- A jak miało być? - Stanął w miejscu ze zdziwieniem, rozglądając się.
Z drzewa wyleciał dziwna kreatura. Wyglądem przypominała mantikorę, była jednak znaczenie mniejsza. Futro tego czegoś było krótkie, ale zadbane i lekko pofalowane nieregularnie. Głowa wyglądała dość podobnie do wilczej. Nie posiadała kłów ani grzywy. Istota miała za to masywne i umięśnione skrzydła. Para dodatkowych kończyn była masywna na tyle, że można było twierdzić ją za połowę masy ciała. Białe długie pióra, na końcu lekko zaostrzone. Cały korpus bytu kończył długi, lecz wąski ogon. Zwierzę, jak twierdził wilk, wyglądało dumnie. Nie brał jednak na poważnie jej dziecinnego głosu.
- Miałeś dostać, wszystko wtedy poszłoby zgodnie z planem. - Wykrzyknął.
- Jakim planem.- Uniósł lekko brew, aby oddać swoje odczucia.
- Agr… powiedzmy, że mam misje. Sprowadzam miłość na wszystko, co żywe.
- Okej i ? - Odpowiedział głosem, żeby pokazać swoją obojętność.
- To ważna misja. Nie śmiej się. Obiecałem komuś, że wszyscy poczują magię dzisiejszego dnia.
- Muszę cię rozczarować, ze mną ci się nie uda. – Odchodzi.
Dziwna bestia najeżyła swoje masywne skrzydła. Ustawiła się w pozie gotowej do ataku.
- Nie mam wyjścia, wybacz.
Był słychać dwa silne machnięcia skrzydłami. Chwile po tym powietrze było cięte przez dużą liczbę jakichś rzeczy. Intuicyjnie Yneryth gwałtownie się obrócił, postawił przed sobą kolejną lodową ścianę. Wydawało mu się, że wytrzyma ona uderzenie. Trzask lodu zaniepokoił go. Ściana była dosłownie przeszywana przez twarde jak kamień pióra. Jego skupienie opadło, lodowy mór zamienił się w wodę tak szybko, jak piorun uderza o ziemię.
- Może zmieniłeś zdanie? To jak zakochasz się ? - Zachichotała latająca istota.
- Nie zmieniłem. - Warknął zdenerwowany. – Odejdź i zostaw mnie
- Nie pozostawiasz mi wyboru.
Istota nie poddała się, machała swoimi skrzydłami, a pióra latały jak ostrza. Biały basior był zdziwiony siłą nieznanej istoty. Nie wiedział jeszcze, z jaką siłą przyjdzie mu się zmierzyć. Bestia, z która walczył, była boskim wysłannikiem. Jego rola była prosta, rozprzestrzeniać miłość. Początek potyczki był dość jedno strony, biały basior próbował unikać piór. Nie wiedział, czy one go zabiją, czy sprawią, że się zakocha. Unikał ich, jak tylko mógł, kto się spodziewał, że rady Naharysa mogą się przydać, na pewno nie Yneryth. Pierzasta salwa ucichła.
- To wszystko, co masz? - Zapytał arogancko.
Stał dumie, dopóki nie zorientował się, że stoi w wielkim serduszku. Śmiech stworzenia wypełnił puste otoczenie.
- Śmiesznie wyglądasz, taki zły i dumny, a zarazem uroczy, bo w serduszku. – Wyśmiewając, piskliwym głosem dodał.
Yneryth był wściekły, głosy w głowie nie pomagały. Od momentu spotkania skrzydlatego zaczęły szumieć i szeleścić. One same nakreślały mu powagę sytuacji. Nigdy nie pojawiały się bez powodu. Wilk wziął więc sytuację na poważnie. Futro zaczęło zmieniać barwę. Oczy lśniły jak złoto. Głosy błyskawicznie ustabilizowały się.
- Może teraz wyglądam poważniej. – Spoglądał prosto w oczy oponenta.
- Jak ty tak? Widzę, że też potrafisz co nieco.
- Podejdź bliżej, to ci pokaże.
- Wtedy byłoby za łatwo. Wystarczy, że dotkniesz moich skrzydeł, a będę mógł odejść.
W tamtym momencie wilk zrozumiał, pióra nie miały go zranić. Wręcz przeciwnie miały na celu wypełnienie jego serca. Walka stawała się coraz bardziej skomplikowana. Yneryth był w kropce, musiał unikać kontaktu, a zarazem jakoś go przegonić. Zmrożenie go nie wchodziło w grę, zabicie tym bardziej. Nie mógł zabić niewinnego stworzenia, nie miał powodu. Pierwszy raz biały nie miał planu, jak podejść do tej sytuacji. Uśmiechnął się, wspominając dzieciństwo. Dziś znów zadecyduje los. Jego łapy pokryły się lodową pokrywą, pazury wyostrzyły się.
Bitwa trwała nieustannie. Momentami była równa, czasami Yneryth miał sytuacyjną przewagę. W większości dominował miłosny wysłannik. Słychać było ciężkie uderzenia łap o skały i podłoże. Wynik był jednak jednostronny. Przez całą walkę, tylko jeden miał znaczną przewagę. Skrzydlata istota przechytrzyła zdenerwowanego basiora. W momencie, gdy wilk wyskoczył z kamiennej ściany, chcąc powalić latającego przeciwnika, ten zakrył się swoimi skrzydłami. Łapa zetknęła się z magicznymi piórami. Żółte oczy rozbłysły się. Wzrok białego nie był już taki sam. Wcześniejsza złość z walki przeminęła. Oczy były spokojne. Uderzenie w skrzydła zakończyło walkę. Pomimo przemijającej siły uderzenia, bestia miłosna runęła na ziemie z odmrożonym skrzydłem. Mimo odniesienia, poważnego bólu, wygrała. Yneryth spadł na podłożę i przewrócił się. Podniósł się jakby nigdy nic. Basior nie był już taki sam. Wilk uśmiechał się, a jego pozycja, była wolna od zimnych emocji. Stał chwilę w miejscu, po czym biegiem udał się w nieznanym kierunku.. Domyślić się można było, że zmierza do samic. Miłosny amor wygrał walkę z wilkami, niektórzy mogą twierdzić, że to źle. Prawda jest zaskakująca, żaden wilk nie miał pretensji za tamten dzień. Nawet Yneryth, samotnik, można myśleć, że bez uczuć, znalazł kogoś dla siebie, a i ktoś znalazł jego. Posłaniec otrząsnął się i wzleciał. Jego misja odniosła sukces. Odlatywał w stronę zachodzącego słońca. Szczęśliwie nucił jakąś melodię. Leciał wolno, widać było, że jedno ze skrzydeł nie działa poprawnie. Powolny lot kończył się jego zniknięciem w chmurach.

KONIEC

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 2151
Ilość zdobytych PD: 1075 + 40% Eventowy Booster (430 PD).
Nagroda za Event: 800 PD + 20 pkt do wszystkich statystyk.
Obecny stan: 3997

Itachi ~ Walentynkowy szał (Artystyczny) [Event]

PODSUMOWANIE
Nagroda za Event: 800 PD + 40 pkt do wszystkich statystyk
Obecny stan: 800 PD

wtorek, 1 lutego 2022

Miłość rośnie wokół Nas ~ Event Walentynkowy

Cześć i czołem moi kochani!
Z pewnością każdy z was wie, co obchodzimy każdego roku, a dokładnie 14 Lutego. I jestem pewna, że wielu z was cieszy się na samą myśl o prezentach i miłosnych wyznaniach waszych drugich połówek♥
- Czy to jakieś szczególne święto, które i naszą watahę nie ominie? - pyta Atrehu z wielkim uśmiechem na swym lisim pysku, po czym siada obok swojej stwórczyni i uporczywie zagląda jej przez ramię.
- Dokładnie mój drogi! Tego dnia świętujemy dzień zakochanych, bądź jak kto woli - Walentynki i nie, nie ma to nic wspólnego z waleniem tynku i w ogóle waleniem czegokolwiek... - sugestywnie zerka na basiora, ale ten widać nie zrozumiał aluzji, gdyż zajęty był szukaniem skarbów między swoimi łapami. Każdy wie, w jakim dokładnie miejscu. - No wiesz, nie przy rodzinie!
- Hehe...Przecież nic nie robię, ale sorki... - (wcale nie było mu przykro ~ uśmiecha się niewinnie).
- Wracając. Dzień miłości jest tuż tuż. A co za tym idzie, nie mogło się odbyć bez małego Eventu, przygotowanego przez waszą (i twoją Atrehu) drogą Mooni. Bierzcie zatem swoje drugie połówki i zapnijcie pasy, bo będzie iście gorąco, a wokół królować będzie róż i czerwień serc. 
- Wszystko super, ale... na czym to będzie dokładnie polegać? 
- Event będzie się składał z dwóch części: artystycznej, gdzie, jak sama nazwa głosi, każdy bez wyjątku będzie mógł wykazać się swoimi umiejętnościami w rysowaniu i tworzeniu oraz pisarskiej, gdzie kreatywność i pomysłowość w opowiadaniu będzie poddana analizie i na końcu oddana do głosowania przez całą naszą watahę.
- Hmm.. to już wiem, w której części wezmę udział. - dumnie wypina pierś.
- A jakie są nagrody? - znikąd pojawia się Naharys, niosąc w dziwnym pudełku coś cudownie pachnącego. Zanim zdążył mrugnąć, Atrehu dobrał się, jak się okazało, do smacznego mięska. - Ey, wara od moich dramstików! 
- Ja też chcę kurczaka z KFC!
- Sam je robiłem! - żachnął się Naharys, jakoby mu to dumę odjęło. - To nie jakieś przetworzone śmieci, tylko kurczak ala... 
- Nie mogę się przez was skupić! - groźny głos Mooni przywołuje panów do porządku. - Próbuje pisać o Evencie, więc cisza ma być, bo jak św. Pamięci mamę kocham, uduszę was, a potem powieszę za to coś, co wam gdzieś tam dynda. - strach w oczach basiorów to ukojenie dla duszy♥

NIE PRZEDŁUŻAJĄC JUŻ TEGO CYRKU

CZĘŚĆ ARTYSTYCZNA
ZADANIE: Na kartce bloku A4 (nie w programie) używając wszystkich dostępnych przez siebie przedmiotów, narysuj coś związanego z Dniem Zakochanych. Może to być moment otrzymania przez was Walentynki, znalezienie miłosnego listu bądź wszystko inne, co przyjdzie wam do głowy. Pamiętajcie, że rysunek musi być nawiązujący do tematu, lecz nikt nie zabroni przedstawić go wam w ciemniejszych barwach.
NAGRODY: W zależności od długości oraz miejsca na podium ~ 400-700 PD + statystyki dla waszych postaci;

CZĘŚĆ PISARSKA
ZADANIE: Napisz opowiadanie na jeden z dwóch tematów lub trzeci - dowolny. 
I. Niezrównoważony Kupidyn ~ Przygotowania do Walentynek idą pełną parą. Szykujesz właśnie swój prezent, jeszcze tylko kilka poprawek i gotowe. Nagle zatrzymujesz się gwałtownie, gdy z zewnątrz dochodzą Cię dziwne odgłosy. Zostawiasz niedokończony przedmiot i wychodzisz z przytulnego gniazdka. Na progu przystajesz jednak kompletnie oszołomiony. Wilki wokół zachowują się dziwnie. Każdy wyznaje sobie miłość po grób. Wszędzie walają się strzały z sercowymi końcówkami. Totalny chaos. Patrzysz w górę, dostrzegając chichrającego się stworka. Jak powstrzymasz Kupidyna przed zniszczeniem Walentynek? Dlaczego temu latającemu, miłosnemu strzelcowi odbiło? Czy udało ci się wręczyć Prezent na czas, a może Twoja druga połówka uległa strzale Amora i spędza ten dzień z kimś innym?  
II. Sabotaż ~ Wśród was jest ktoś, kto nie lubi Walentynek i zrobi wszystko, by i dla was ten dzień nie był taki cudowny. Ktoś niszczy dekoracje, kradnie wasze prezenty. Podejrzani są wszyscy, którzy nie mają partnerów. Jak się zachowasz w takiej sytuacji, kto okaże się winny i, dlaczego postanowił uprzykrzyć wam życie? 
III. Dowolny ~ Jeśli żaden z powyższych tematów Cię nie zainteresował, masz szansę napisać swoją własną historię. Masz pomysł, jak inaczej mógłby minąć ten dzień? Śmiało pisz, co tylko chcesz! 
NAGRODY: W zależności od długości oraz miejsca na podium ~ 600-800 PD + statystyki dla waszych postaci. Jeśli się postaracie, dorzucę coś ekstra♥;

ZASADY I WYMAGANIA
  1. Mamy się dobrze bawić i nie żałować sobie Rumu, tzn miłości przy rysowaniu i pisaniu.
  2. Wysyłając pracę, upewnij się, że w tytule zawarłeś: Imię swojego wilka ~ Walentynkowy Szał (Artystyczny lub Pisarski ~ temat opowiadania)
  3. Prace mają zostać wysłane na mój email: tittelle.tittelle@gmail.com
  4. Każdy może wysłać tyle prac, ile tylko będzie chciał.
  5. Rysunki nie muszą wyglądać niczym obrazy Matejki. Każdy z nas rysuje inaczej - jedni lepiej, drudzy troszkę gorzej, lecz każdy ma do rysowania talent! ~ nawet takie beztalencie jak wasza Mooni.
  6. Rysunki i opowiadania będą oceniane przez waszą kochaną Renesmee oraz Mooni pod wieloma względami, więc każdy będzie miał równe szanse.
  7. Termin nadesłania prac przypada na: 20.02.2022
  8. NIECH MOC I WENA BĘDĄ Z WAMI. BAWCIE SIĘ DOBRZE♥