Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Attano Luzige. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Attano Luzige. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 czerwca 2022

Od Attano do Kogoś ~ Odwilż

Lawrence potwierdził taktownym skinieniem pyska, ostrożnie mrużąc szarawe ślepia. Attano zatrzymała się w półkroku tuż przed wejściem na podmokłe wrzosowiska. Już od dłuższej chwili brodzili łapami w niewyraźnej kaskadzie mokrego śniegu i błota, ale dopiero teraz, gdy opuścili leśne ostępy i znaleźli się na niewielkiej polanie, ujrzeli skutki nagłych roztopów. Zbliżała się wiosna i cały śnieg topniał, zostawiając po sobie ciężką wilgoć w oddechu i mętne kłęby mgły, graniczących niekiedy z granicą wyższych krzewów. Luzige radośnie wyszczerzyła wszystkie kiełki, kiedy brat niechętnie wlazł w płytkie bajoro i z wysoko uniesionym łbem próbował zachować jak najmniejszy kontakt z wodą.
- Ruchy, Lawrence. Jeszcze się utopisz w tej kałuży.
Karmazynek prychnął, fuknął i przyśpieszył, nerwowo kręcąc ogonem i jakże niezręcznie młócąc łapami w mulisku. Zerknęła w górę, tuż nad kwitnące pąki na gałęziach niewysokich chaszczy. Idzie pora letnia… Perspektywa ocieplenia była nad wyraz kusząca — więcej zwierzyny, mniej głodowania. I znacznie bardziej przyjemne noce, charakteryzujące się ciepłotą powietrza i przyjaznym dla nocującego otoczeniem. Lawrence, choć nie uważał się za wybrednego, dość już miał kulenia się w wychłodzonych wyrwach, starych gawrach czy na prędko wykopanych norach, skrytych pod grubą kołdrą śniegu. Jedynym źródłem ciepła był on sam, wszak Attano dużo ciepła do funkcjonowania nie wymaga, ale ogrzewanie siebie czy jej przy pomocy płomieni było ryzykowne… i męczące dla basiora, który przez cały czas musiał skupiać swą uwagę, by nikogo nie poparzyć. Attano wpierw by go udusiła, wyrwała pazurami tchawicę i na końcu finezyjnie zamordowała, wyciągając z jego truchła jeszcze gorejące i tętniące serce. A to wszystko zdarzyłoby się, gdyby nie był ostrożny i na jej profilu pojawiła się, choć drobniutka zmarszczka spowodowana oparzeniem... Lepszym i znacznie bezpieczniejszym dla każdego wyjściem było już zwinięcie się w kłębek i wtulenie w kufę braciszka, ale i tutaj jest pies pogrzebany, albowiem z gardła starszego Luzige z każdym oddechem wyrywało się głuchawe chrapnięcie, niekiedy budzące ich obu. Lawrence, śpiąc, niemiłosiernie zakłócał ciszę nocną swym chrapaniem. Na tyle, że Attano serdecznie dość już miała takiej zabawy.
Kilka kolejnych dni było łudząco podobne. Schemat działania dla obu wilków ten sam… Wstają, szukają źródła i po krótkim odpoczynku ruszają przed siebie, niezłomni w działaniach maszerują do ściemnienia. Jak dorwą królika, świętują. O mięso się nie kłócą, bo wprawdzie nie sensu tracić energii, gdy żylastego ciała zająca starczy na dwa kęsy. A jeśli natrafią na ślady sarny, to wytropią i napchają skurczone żołądki sycącym mięsem.
I żaden kolejny dzień nie byłby wyjątkiem, gdyby nie to, że stali teraz przed nazbyt znajomym dla Attano miejscem. Kroczyli tuż przy spadzie stromego osuwiska, omijając większe skały czy zerkając z ostrożnością na ciąg długiej, kamiennej skarpy tuż nad ich głowami. Wadera z początku niemal odruchowo odrzucała pewne wspomnienie i łudząco podobny widok nie brała na poważnie, tłumacząc to jedynie przypadkowym podobieństwem, ale gdy doszli do końca i wspięli się na szczyt w najmniej stromym punkcie, porządnie wkurwiona Attano zawarczała gardłowo. Dłuższe pobłażanie było szkaradnym w swej istocie czynem. I ten głupek powinien zrozumieć, że takie zagrywki nie są mile widziane. I w pizdu poszedł spokój, który budowali przez tygodnie.
- Lawrence, szybkie pytanie. Co my, do cholery, robimy na terenie obcej watahy?
Basior odpowiedział fuknięciem i stanięciem tuż przed nią, pyskiem zataczając koło tuż przy jej ślepiach. Wystarczyło ostrożne uniesienie zbolałych warg, by Attano dała za wygraną i z wściekłością w ślepiach opuściła gardę, wycofując się ściągnięciem uszu. Tylko skrajny idiota dążyłby do bezsensownej jatki. A za plecami kamienna wyrwa… Przeklęty cwaniaczek! Nie dał się zwieść jej zachowaniu, uprzednio upewniając się, by ta nie miała możliwości odwrotu. I choć doskonale zdawał sobie sprawę, że niegdyś już tutaj była, to z niezłomnym zapałem raz jeszcze chciał spróbować doczepić się do jakiejś sfory. I to akurat tej. Na cholerę im wataha?
- Ostatnim razem uciekłam stąd jak tchórz i oczekujesz, że raz jeszcze będę się ubiegać tutaj o miejsce? — wymamrotała niechętnie, ostrożnie rozglądając się na boki. Jeśli są tak blisko ich granic, kto wie, czy ich nie obserwują? Raz jeszcze wlepiła ciężkie spojrzenie w oblicze basiora. Wzrok starszego brata czule karciło jej zachowanie, choć z równoczesnym zmartwieniem obejmowało jej wychudzone boki - Drań! Była zima — warknęła wymijająco — Zresztą, ty też wyglądasz jak siedem nieszczęść, a sam widzisz, energii masz co niemiara. Uświniony pyłem traktu, wychudzony mrozem i z uśmiechem straceńca.
Basior wyszczerzył się niewinnie. Na tyle, by wzbudzić w Attano niejakie wątpliwości co do jego poczytalności.
- Dobrze wiemy, kto z naszej dwójki jest największym desperatem — gdzieś w koronach zakwiliło stado ptaków — A co ci tak właściwie szkodzi? Nie masz nic do stracenia. I z tego, co słyszałem, chyba nie chcieli cię przepędzić czy zagryźć.
Fuknęła przecząco, nieco zawstydzona. Natknęła się tu jedynie na uskrzydlonego medyka, który swobodnym tonem zaproponował jej zatrzymanie się w tutejszej okolicy na pewien czas. Stwierdził wówczas, że do niczego jej nie zmusza i nie wydawał się wrogo nastawiony, ale kto tam wie, co zamierzał… Napuściłby na nią nagonkę, zawołał znajomków lub otruł jakimś podejrzanym chabaźkiem? Cholera wie.
- Jeśli mam być szczery, przespałbym się w jakimś ciepłym miejscu bez strachu, że do mojego legowiska wtargną jakieś bestie lub obce wilki — uśmiechnął się basior, rozciągając zastałe barki. Stęknął, gdy coś strzyknęło mu pod karkiem — Nie chciałabyś trochę odpocząć, co?
- O czym ty…
- Bo ja chciałbym. Zwiedziliśmy całe pasmo górskie i pomału kończą nam się pomysły na kolejne wycieczki. I marzą mi się jeszcze regularne posiłki, wiesz?
- Nie wierzę, że mówi to taka powsinoga jak ty.
- Nawet powsinoga chciałby pospać w bezpiecznym miejscu! Przepraszam, kochanie, ale czasami obawiam się nawet ciebie! Kto wie, czy nie skoczysz mi do gardła podczas snu? — teatralnie udał omdlenie, zataczając oczyma szerokie koło — I co ja wtedy, biedny i pokaleczony, pocznę?
- Nie widzę tego — odparła, wyraźnie zmarkotniała całą tą sytuacją. Z trudem oddychała przez zaciśnięte kły — Nie chciałabym… Nie chciałabym, żeby inni widzieli… — z zaciśniętych warg wyrwał się rozeźlony skowyt — Z resztą, nie jest to istotne! Jeśli dzięki temu zdobędziemy trochę siły, to jestem gotowa na poświęcenie.
Lawrence ostrożnie doczłapał się do Attano i z ciężkim sercem wtulił pysk w miękką szczecinę siostry, tuż pod drążcym w nerwach podgardlem, ale ona nawet nie drgnęła, mrużąc jedynie chłodne ślepia w apatycznym namyśle. Jej serce waliło jak oszalałe i z każdą sekundą basior coraz bardziej żałował, że poruszył ten temat, ale czy była inna droga? Attano była chorobliwie uparta i jeszcze bardziej zawzięta; jedyną słuszną metodą było wzięcie jej z zaskoczenia. Bo w pełni świadoma nigdy by tutaj nie przyszła.
Z jednej strony Lawrence czuł się niewyobrażalnie winny, ale wrodzona siła i swawolna pycha szybko uspokoiła jego skołatany oddech; czy on chciał zrobić Attano krzywdę? Gotowy był oddać żywot w jej obronie. Walczyć do ostatniej kropli krwi, do ostatniej sprawnej kończyny i kła w tej głupiej, niewyparzonej gębie. Siostrzyczka miała charakter twardy jak stal, ale Lawrence z wyraźną łatwością odczytywał emocję na jej poharatanym pysku. Honor trzymany na wysokim piedestale, zacięcie broniony i pielęgnowany, nawet własnym kosztem. Chciał jej pokazać, że oprócz skwapliwie planowania zemsty i zbierania sił jest jeszcze życie. Jest radosny poranek, spokojny spacer i pełne adrenaliny polowanie, a nie tylko desperackie próby przeżycia w pochłoniętych śniegiem górach.
A w głowie Attano, jak gdyby nigdy nic, zajaśniał obraz krwistych plam na futrze i rozpalonych bólem warg. Krew nie była podobna do wody. Barwiła futro na rdzawe plamy, wgryzała się w białka ślepi i uświadamiała każdemu, jak nietrwała jest powłoka, w której zamknięto jego duszę. Woda zaś jest dwojaka w swej istocie i zamyśle; zbawia wysuszony jęzor i spragnione wilgoci nozdrza, ale zdolna jest, by zdusić i wyrwać z piersi ostatni dech. A krew tylko uświadamia i zostawia szramy. Nieważne już, czy spływa po tobie własna, czy czyjaś jucha. Krew to krew i krwią będzie każda ciecz okupiona czyimś cierpieniem. Wszak jak pozyskać posokę, nie czyniąc komuś szkody?
Wataha oznaczała wilki i w jakże prostej kalkulacji Attano — wilki oznaczają śmierć. Dziesiątki istot, gotowych rzucić się na ciebie z kłami, pazurami i otrzymanymi mocami. I to wszystko pod ciepłą i kolorową przykrywką złudnego szczęścia czy udawanej jedności. Bo szczerości nie odróżnisz od kłamstwa i jeśli ktoś tysiąc razy powie ci, jak bardzo miłuje twoją obecność, to w końcu uwierzysz. Poświęcisz swoje sekrety, odsłonisz część duszy i odkryjesz trzymane głęboko w sercu wspomnienia. Kto da gwarancję, że w odpowiednim czasie inni nie wykorzystają tego przeciwko tak brutalnie, niszcząc zbudowaną relację? Tego obawiała się Attano i ten lęk nękał jej duszę, coraz bardziej odbierając dech. Ileż można? Raz ktoś zdradził i do końca życia nie da się wyrwać z siebie tej okropnej podejrzliwości, dręczącej właściciela na każdym możliwym kroku? Choć chciała, nie potrafiła.
Drgnęła, wyrwana z ciężkich rozmyślań. Po szybkim wyswobodzeniu z objęć brata, nieznacznie uniosła powieki. Naprzeciwko, na szeroko rozstawionych łapach, stał zdrowo wyglądający wilczur.
- Przychodzimy w pokoju! — zaświergotał Lawrence, szczęśliwie unosząc spojrzenie. Wykrzywił pysk w przyjaznym uśmiechu i stanąwszy przed Attano, wyrównał krok — Czy jesteś członkiem watahy? Razem z moją drogą siostrą szukamy nowego domu i jesteśmy gotowi służyć alfie swoją siłą za bezpieczne schronienie.
Attano nie protestowała, słysząc taką prośbę. Pogodziła się już z nową rzeczywistością i jedynie wymamrotała ciche powitanie w stronę nieznajomego, unikając jego wnikliwego spojrzenia. Skryła się za wysokim bratem i jego czerwoną szczeciną, modląc się, by nieznajomy wilk nie zadał żadnych niewygodnych pytań skierowanych w jej stronę.

Ktośku?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 1514
Ilość zdobytych PD: 757 + 5% (38 PD) za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 795

środa, 23 lutego 2022

Attano Luzige
Lauren

Płeć: Wadera | Wiek: 4 lata | Rasa: Wilk |
Ranga: Delta | Poziom: 1 (795/3000 PD) | Stanowisko: Wojownik/Atakujący |
Właściciel: Gmail – biszkopciki.somfajne@gmail.com 
Autor: ZakraArt


niedziela, 11 kwietnia 2021

Podsumowanie marca!

Witajcie drodzy członkowie na podsumowaniu minionego miesiąca, jakim był marzec. Był to miesiąc bardziej aktywny niż luty, być może pod wpływem ciążącej nad nami wszystkimi czystce. Nadchodzi lepszy czas, Wasz beta czuje to w kościach. Zawsze na wiosnę jest lepiej. Co z tego, że za oknem jest pełno śniegu. Pora przejść do konkretów. A więc w marcu nasza aktywność i zmiany wyglądają następująco:

 Aktywność wilków:

Attano - 0 opowiadań 
Bai Lang - 1 opowiadanie
Capitán - 2 opowiadania
Daevari Azariah - 2 opowiadania
Diegore Flamero - 0 opowiadań 
Hinata - 1 opowiadanie
Ice Queen - 0 opowiadań
Kuroi Hone - 2 opowiadania
Leonardo - 1 opowiadanie
Raquel - 1 opowiadanie
Renesmee - 1 opowiadanie
Revenge - 2 opowiadania
Rodrigo - 1 opowiadanie 
Samya - 0 opowiadań
Tarou - 1 opowiadanie
Tristana - 1 opowiadanie
Tsuki - 1 opowiadanie
Tuisku - 0 opowiadań
Vaayu - 0 opowiadań
Vyan - 1 opowiadanie 


Nagrody:


1. 
z dwoma opowiadaniami: Capitán, Daevari, Kuroi, Revenge.

2. 
z jednym opowiadaniem: Bai Lang, Hinata, Leonardo, Raquel, Renesmee, Rodrigo, Tarou, Tristana, Tsuki, Vyan

3. 
brak


Postarzenia:


Renesmee - 8 lat + 1 rok = 9 lat
Tristana - 7 lat+ 1 rok = 8 lat
Attano - 8 lat + 1 rok = 9 lat
Samya - 7 lat + 1 rok = 8 lat
Ice - 6 lat + 1 rok = 7 lat
Tsuki - 5 lat + 1 rok = 6 lat
Raquel - 7 lat + 1 rok = 8 lat
Vaayu - 6 lat + 1 rok= 7 lat
Capitán - 8 lat + 1 rok = 9 lat
Tarou - 9 lat + 1 rok = 10 lat
Diegore - 8 lat + 1 rok = 9 lat
Bai - 6 lat + 1 rok = 7 lat
Tuisku - 7 lat + 1 rok = 8 lat
Kuroi - 9 lat + 1 rok = 10 lat
Hinata - 10 lat + 1 rok = 11 lat
Rodrigo - 8 lat + 1 rok = 9 lat
Leonardo - 2 lata + 1 rok = 3 lata
Revenge - 3 lata + 1 rok = 4 lata
Vyan - 1 rok + 1 rok = 2 lata
 Daevari Azariah - 7 lat (nowy członek)

 

Aktualności:

~ Miło nam powitać nową waderę w szeregach watahy - Daevari Azariah! 
~ W watasze wciąż brak nowych par oraz miotów, jednakże nastaje wiosna, a z nią nowa nadzieja. ;)
~ Przygotowywany jest event, który będzie trwał minimum miesiąc 
~ Kolejna czystka planowana jest na czerwiec, jednak może to ulec zmianie

Ogłoszenia:


W wyniku czystki związanej z brakiem aktywności, z watahy wydalone zostają następujące wilki:

Attano Luzige 
Diegore Flamero 
Samya
Tuisku 
Vaayu

Wilki te mogą do nas powrócić

Dziękujemy wam kochani za ten miesiąc. Cieszymy się, że wielu udało się uniknąć czystki. Mamy nadzieję, że z biegiem czasu nasza mała społeczność znów zabłyśnie aktywnością. Wystarczy tylko odrobina wolnego czasu. 

 


~Alfa Renesmee z Betą Capitánem

niedziela, 5 kwietnia 2020

Od Attano - Quest wielkanocny (1)

Pogoda była cudowna, wreszcie, po tylu krótkich dniach, nastała wiosna z prawdziwego zdarzenia. Choć Luzige z tego powodu aż taka szczęśliwa nie była. Niegasnący, poranny świergot ptaków doprowadzał ją do szału i nawet nie miała frajdy z polowania, gdyż prawie wszystkie zwierzęta wolały ze sobą obcować niż uciekać przed jej zębiskami. Szczególnie króliki. Przeklęte, głupie króliki. Nie mogła sobie wybić z łba obrazu hasającej po łące grupki, która była tak zajęta sobą, że nawet jej nie zauważyła. Dopiero krew towarzysza w szczękach wilka wybudziła w wesołych króliczkach instynkty ucieczki.
Wadera zatrzymała się przed sporym, suchym już korytem jakiegoś strumyczka. Wokół brzegów rozkwitały kwiecia wszelakiego rodzaju, wabiąc tym samym owady. Z przeogromnych śnieżnych zasp nie zostało nic, nawet najgłębsze kałuże zdążyły wyschnąć. W powietrzu czuć było delikatną woń kwitnących wokoło kwiatów, która przyjemnie łaskotała w nozdrza. Do momentu, kiedy pierwszego marsza nie zaczął grać zapach w ogóle nie pasujący do szczęśliwej otoczki krajobrazu. Krew. Źrenice srebrnej wilczycy rozszerzyły się, gdy ta wiedziona instynktem zaciągnęła się świeżą wonią juchy. Nie należała do wilka czy do innego zwierzęcia, Attano by od razy wyczuła podobieństwo do cieczy, która płynie w jej własnych żyłach. Głodna nie była, więc od razu zrezygnowała z myślach z ewentualnego polowania na nieznaną jej zwierzynę. Obstawiała wiewiórkę czy kreta, choć pewna do końca nie była.
— Halo? Jest tu ktoś?
Jej zachrypnięty głos rozniósł się po polanie, wzbudzając ptaki w krzakach do lotu. Przeszybowały kilkanaście jelenich skoków i zniknęły za koronami ciemnych drzew. Przeszła szybkim krokiem w stronę leśnej kniei i niemal od razu dostrzegła wylaną przed jej łapami ciecz. Dotknęła krwi opuszką łapy i zaciekawiona stwierdziła, że ta jest jeszcze ciepła. Przyśpieszyła i ruszyła tropem krwawej ścieżki, zapewne prowadzącej do jakiegoś rannego zwierzaka.
Nie myliła się. Pod drzewem leżał spory królik, którego boki powoli się podnosiły tylko po to, aby po chwili znowu opaść. Jeszcze żyje. Attano cofnęła się o krok, nie wiedząc czy dobrze robi zbliżając się do tego zwierzęcia. A jeśli jakiś samotnik upolował sobie tego zwierzaka i zostawił okaleczonego na później? Taka ewentualność wchodziła w grę, choć pycha Luzige popchnęła ją do przodu. Jeśli ktoś się pojawi, to go po prostu pokona. Głupia i słaba nie była, ma przecież swoją wartość. Przecież nikt nie może zabronić jej przechodzenia akurat przez ten kawałek lasu! Dotykać znienawidzonego zwierzątka, też coś, takich zamiarów nie miała. Jeszcze gdy mgła wisiała nad leśną ściółką, wadera zdążyła się porządnie najeść innymi przedstawicielami leśnej fauny. Dopiero, gdy podeszła bliżej, dostrzegła prawdziwy powód tego, że zając się nie rusza. Jego tylną łapę przetrzymywały wnyki, które wbijały się w skórę. Na grzbiecie widniała rana, na której pojawiły się już zaczątki ropy. Gdy Luzige trąciła go nosem, ten otworzył przestraszone ślepia.
— Kto cię tak urządził, drogi kolego?
Zając poruszył uszami i przymknął oczy. Attano niemal czuła jego ból, rozchodzący się w spazmach po kręgosłupie.
— Jak ci powiem, to mnie dobijesz?
— Aż tak ci spieszno na drugą stronę?
Jej rozmówca nie odpowiedział. Może było gorzej, niż myślała. Dzisiaj nie miała nic do roboty i może by jakoś odkupiła swoje poranne winy.
— Dobrze, pobawię się w altruistkę. Zjadłam rano dziś dwóch czy trzech twoich krewniaków i muszę jakoś połechtać swoje sumienie.
Znowu do jej uszy dotarła pustka. Wadera westchnęła i zaczęła rozgrzebywać wnyki. Z łatwością przegryzła linkę i uwolniła więźnia pod dębowym płaszczem z liści. Jego całkowity brak reakcji zaczynał ją już pomalutku irytować. Chwyciła go gwałtownie za kark i ruszyła biegiem w stronę miejsca, gdzie dzisiaj rano widziała najwięcej królików. Przez całą drogę zastanawiała się, czy już nie litościwiej byłoby go po prostu zabić.
Gdy dotarła po dość krótkim czasie jak na taki dystans, położyła zwierzaka pod krzakiem.
— Może znajdziesz tu swoich przyjaciół. Do zobaczenia i nie polecam wchodzić mi w drogę! Drugiej taryfy ulgowej nie będzie.
Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę królika na granicy śmierci i widziała w jego oczach zdziwienie. Uśmiechnęła się mimowolnie pod nosem i skierowała swe kroki do legowiska. Miała ochotę się dzisiaj porządnie wyspać.

Quest zostaje zaliczony ! Gratulacje 
NAGRODA: 25 pkt doświadczenia, 20 monet i 20 pkt. statystyk

czwartek, 26 marca 2020

Od Attano

Przez wychudzone ciało Attano przeszedł dreszcz, który sprawił, iż wadera otworzyła szeroko błękitne ślepia. Napędzona kilkudniową głodówką wygrzebała się z prowizorycznego legowiska i leniwie rozciągnęła, strząsając przy okazji ze swego futra przylepione do niego grudki ziemi. Zerknęła na zapadłą gawrę, w której spędziła dwie ostatnie noce. Pomijając fakt, że niemal się w niej udusiła, gdy zaczęło padać i cała woda spłynęła właśnie tam, to była ona całkiem znośnym schronieniem.
Przez zmarkotniałe oblicze przemknął cień niezdecydowania, kiedy wprost przed jej oczyma przemknął wystraszony zając. Głód wygrał jednak z rozumem, odbierając mu resztki władzy nad ciałem wadery. Do wilczego nosa dotarł zapach króliczej szczeciny i zanim rudawy gach zniknął jej z oczu, w głowie miała go już oznaczonego jako kolejny cel. Resztkami sił zmusiła zesztywniałe mięśnie do karkołomnego biegu i ze świszczącym oddechem, poczęła gonić za swym dzisiejszym obiadem.
Luzige wędrowała nieustannie już od kilku dni, przemierzając dziennie tyle, na ile pozwalało jej własne ciało. Chciała się jak najszybciej oddalić od terenów, gdzie w pościg za nią ruszyły trzy wilki. Była pewna, że już dawno zrezygnowały z pościgu, upewniając się, że była tylko samotniczką i nie miała zamiaru ich zaatakować. Mimo mocnych argumentów i tak ostrożnie parła do przodu, czasami sprawdzając, czy nikt jej tropem nie podążą. Miała dość tej ciągłej tułaczki, ciągłego strachu o własną skórę i spania tam, gdzie popadnie. Oczywiście, jest w stanie wiele znieść, ale chyba już czas, aby w końcu znaleźć sobie miejsce na tej ziemi. Choćby na jakiś czas, aby tylko odzyskać siły. Wszystkie watahy, jakie spotykała po drodze, nie potrzebowały kolejnej gęby do wykarmienia czy miały pod dostatek członków. Czasem zdarzało się, że patrol złożony z kilku silnych basiorów przepędzał ją, za nim zdążyła otworzyć pysk, aby się odezwać. Miała dość innych przedstawicieli jej gatunku, choć wmawiała sobie, że to szybko przejdzie. Że to tylko chwilowa reakcja na jej niepowodzenia i za kilka dni znowu będzie próbować. Ale nawet ona sama jakoś w to nie wierzyła.
Wadera kłapnęła szczęką zbyt szybko i zając zdążył uskoczyć w bok, unikając śmiertelnego chwytu. Samica prychnęła niezadowolona, jednak nie zaprzestała pościgu. Miała świadomość, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to straci wszystkie zachowane pokłady energii i będzie w poważnych tarapatach. Nie miała niczego w pysku od kilku dni i nie ukrywała, była z tego powodu coraz słabsza. Głód się z każdą nocą nasilał, wzmagając także jej wściekłość. Przymknęła oczy i zmusiła się, aby spiąć mięśnie. Wydłużyła krok i w ostatnim przebłysku energii, skoczyła za zającem z rozwartym pyskiem. Dorwała go ostatnimi siłami, uderzając łapą w bok i tym samym wybijając z rytmu w jakim biegł. Zacisnęła zęby na grzbiecie zwierzaka i czując ciepłą krew, wiedziała, że niesforny uszaty należy już do niej. Gdyby tylko wolniej biegał, nie cierpiał by tak długo. Attano skręciłaby mu kark i zwierzątko szybko by umarło - teraz się męczyło, wyginając się w łuk w pysku wadery. Uradowana Attano nie przewidziała jednak skarpy, która pojawiła się, zanim biała zdążyła całkowicie wyhamować. Wybiegła wprost na nią i czując tym samym, jak traci grunt pod przednimi łapami, wpadła między skalne osuwisko.
Jakimś cudem upadła na ziemię. Wzięła głębszy oddech, czując jak całe jej ciało przeszywa ból. Dziękowała wszystkim siłom natury, że dane było jej zatrzymać się na skarpie pokrytej trawą a nie okrychami skalnymi. Stęknęła głucho i wstała niczym oparzona, bojąc się o własne zdrowie. Jeśli coś jej się stało, to nie ma większych szans na przeżycie... Ku uldze białoszarej, wszystkie łapy bez problemu jej się słuchały i nie czuła dużego bólu w żadnej kończynie. Niepocieszona stwierdziła jednak, że zgubiła swoją jedyną nadzieję na dzisiejszy posiłek.
Attano siadła pod drzewem, ogarnięta zmęczeniem i otępieniem spowodowanym upadkiem. Miała ochotę po prostu się położyć i zamknąć oczy, aby oddać się w łapy podnoszącego na duchu snu. Aby odpocząć... Z tychże zamiarów wyrwał ją szmer i dudniące kroki. Ktoś ewidentnie zmierzał w jej stronę. Gdy tylko zarys postaci zamajaczył jej się przed ślepiami, warknęła ostrzegawczo. A co jeśli to patrol wrogo nastawionej watahy? W takim stanie jest na siłach, aby walczyć. Byle szczenię by ją pokonało! Ogarnęła polanę wzrokiem, szukając ewentualnych dróg ucieczki.
— Kim jesteś? — krzyknęła w stronę postaci, szybko odganiając kłębiące się wokół niej chmury strachu. Musi być pewna siebie, musi pokazać, że jeszcze kłapnąć zębami potrafi.
Biaława sierść na jej grzbiecie mimowolnie stanęła na sztorc a wadera lekko przykucnęła, z szeroko otwartymi oczyma wpatrzonymi w potencjalnego przeciwnika. Wilk naprzeciwko niej wyglądał na najedzonego, pełnego energii i jeszcze ten pogodny wyraz pyska... Jak mu się sierść błyszczy! Oh, ile ona by dała, aby być teraz w jego skórze! Zerknął na Luzige, zapewne zdziwiony jej reakcją i podszedł o krok, na co Attano odsłoniła rząd białych zębów. Nieufność wygrała pojedynek z osądem osobnika stojącego kilkanaście kroków przed nią. Nieważne, jak przyjazne sygnały mógł wysyłać w jej stronę i tak zawsze będzie tym obcym.
— Nie chcę nikomu przeszkadzać. Jeśli tereny, na których stoimy, należą do Ciebie, niezwłocznie je opuszczę — powiedziała po chwili namysłu i otworzyła pysk, aby coś dodać, ale zmieszana zamilkła.
Strach zwyciężył. Lekko zgarbiona obserwowała najmniejszy ruch wilka oczyma pełnymi lęku. Wyglądała na jeszcze mniejszą, niż w rzeczywistości - mimo, że chciała uzyskać przeciwny efekt.

Ktośku?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 844
Ilość zdobytych PD: 422

środa, 25 marca 2020

Attano Luzige ~ Wojownik

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

OGÓLNE INFORMACJE 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

IMIĘ: Istota przed tobą zwie się Attano Luzige.

PRZEZWISKO: Wadera żadnych przezwisk czy zdrobnień nie toleruje i nic się nie zapowiada, aby to się zmieniło.

WIEK: Attano ma 8 lat.

DATA URODZIN: 20 stycznia

PŁEĆ: Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale Attano jest waderą.

STANOWISKO: Wojownik

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

WYGLĄD ZEWNĘTRZNY 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━


APARYCJA: Przy pierwszym spotkaniu z waderą, większość wilków cofa się o ten jeden krok. Samica odstrasza nie tylko postawą czy zachowaniem wobec potencjalnego rozmówcy, ale także paskudnym wyglądem ciała, szczególnie swego oblicza. Trzy widoczne szramy ciągną się po jej pysku i kończą dopiero zatopione w kufie, na wysokości przełyku. Mają obrzydliwy dla Luzige kolor. Jeśli jesteśmy już w temacie blizn, Luzige ma ich sporą kolekcję na karku czy grzbiecie, choć te zarosły już krótką szczeciną i widać je nieco mniej. Spojrzenie ślepi o barwie morskiej toni ma czujne a spiczaste uszy prawie zawsze postawione na sztorc, wysłuchując niepokojących dźwięków. Jej krok jest zawsze silny i pewny, choć brak jej tej gracji, charakterystycznej dla wader - między innymi dla tego wiele wilków bierze ją za mniejszego przedstawiciela płci przeciwnej. Nie zalicza się też do wilków wysokich o potężnym ciele, ale mała też nie jest. Ma smukłe ciało, gdzie oprócz blizn, można jeszcze dostrzec delikatny zarys mięśni . Jedyne co w sobie tak naprawdę lubi, to bujna i miła w dotyku sierść. Prawie cała bielutka, jedynie na pysku i kufie przechodzi w szarość.

ZNAKI SZCZEGÓLNE:

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

CHARAKTERYSTYKA 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

OSOBOWOŚĆ: Zacznijmy może od tych lepszych cech, jakie posiada w sobie Attano. Wiele wilków, oceniając ją przez pryzmat jej wyglądu, nie ma większej chęci, by zawrzeć z nią choćby przelotną znajomość. Takie zachowanie nie rani Luzige, ale mimowolnie sprawia, że czuje się nieco gorsza. Wadera może wydawać się chłodna w obyciu, ale uwielbia słuchać wszelakich rozmów. Jest typem obserwatora zbierającego informację i dopiero, gdy usłyszy ich wystarczająco wiele, sama zawsze głos w dyskusji. Na jej opinię nie wpłynie nic, czego sama nie doświadczy czy odkryje. Może to czynić ją trochę upartą, choć wadera rzadko się myli i nigdy nie osądza kogoś bez wiarygodnych dowodów. Jej słowom zawsze możesz ufać, nie skala swego pyska kłamstwem bez wyraźnego powodu. Wyrażą się... zależy od sytuacji. Zwykle mówi spokojnie, ale bardzo łatwo jest wytrącić ją z równowagi. Nie zaczyna wtedy krzyczeń czy rzucać obelg na lewo i prawo, lecz skupia się na rozmówcy by zetrzeć go w proch na jego poziomie. Jest bardzo pewna siebie, choć ma czasami przebłyski nieśmiałości które skutecznie maskuje. Zdradę uważa za najbardziej haniebny czyn na świecie i twierdzi, że takie wilki powinno się niemal od razu eliminować z watahy. Będąc szczerym, Attano jest strasznie nieufna. Potrzeba naprawdę dużo czasu, aby zaakceptowała w swoim otoczeniu obecność nieznanych jej wilków. O ile potrafi się przywitać, to poprowadzenie samej rozmowy idzie jej już o wiele gorzej. Tak, czuje strach przed innymi wilkami i bardzo ukrywa pod maską chłodu czy złości - tak jest po prostu łatwiej. Wizja ponownej tułaczki w samotności, w okowach śmierci bliskich i zdrady sprawia, że w jej oczach pojawia się prawdziwy lęk. Jeśli wadera rozluźni w twojej obecności gotowe do ataku mięśnie, to wiedz, że jeszcze trochę i przestanie cię czujnie obserwować na każdym kroku. Niby mało znaczące sygnały, ale jeśli zdobędziesz uznanie Attano, zdobędziesz wiernego przyjaciela, służącego ci za cenę własnej krwi. Nie zostawi cię w potrzebie i pomoże, kiedy będzie trzeba. Gdy zrobisz coś ryzykownego, pierwsza cię wyzwie ale w duchu dziękować będzie, że nic ci się nie stało. Ciężko zmusić ją do rozmowy na jakikolwiek temat i ona sama musi tego chcieć, by powiedzieć te kilka słów więcej niż zazwyczaj. Jej mentalność... jest w miarę stała i dosyć prosta w rozumowaniu - zabij każdego, kto chce zabić ciebie. Nie lubi być wystawiona na widoku, woli ciszę i spokój.

RODZINA: Na tym świecie nie stąpa już nikt z rodu jej matki i na każde pytanie o swych bliskich, Attano, najzwyklej w świecie, nie odpowie. Jej matka, Aviano, zginęła w ataku na jej poprzednią watahę wraz z ojcem i rodzeństwem

HISTORIA: Jej szczenięce życie było istnym rajem na świecie. Wraz z trójką rodzeństwa byli dziećmi radosnymi i aktywnymi, stanowiąc zarazem oczko w głowie całej watahy. Lubił ich każdy i nie było wilka, który by ich nie zbeształ za robienie hałasu czy głupich kawałów innym członkom grupy. O ile matka była szanowaną (i zbyt poważną) zastępcą alfy, to ojciec był zielarzem i to jego najbardziej kochało zwariowane trio. Zawsze potrafił dla nich znaleźć czas i uczył szczeniaki wszystkiego, co tylko sam wiedział - oczywiście, z przerwami na zabawę. To właśnie wtedy malutka Attano kwitła, miała wielu towarzyszy zabaw i nie bała się do nikogo zagadać, zgrywając zawsze tą najsilniejszą w szczenięcych zabawach. Otoczona miłością z każdej strony miała do tego idealne warunki.
Jej dawna wataha znajdowała się na południu, gdzie tereny były obfite w pożywienie nawet podczas lekkich, zimowych chłodów - nikt więc nie głodował i każdy mógł się rozwijać we własnym kierunku. Gdy Luzige i jej rodzeństwo miało rok, zaczęli szkolenie pod kątem zielarstwa, mimo głośnych sprzeciwów matki. Avion chciała, by choć Luzige, która miała sporą wiarę w siebie i predyspozycje fizyczne, została wojowniczką. Wataha nie potrzebowała aż trzech wilków zajmujących się ziołolecznictwem w tym samym czasie, lecz Wirano zdążył zarazić swoją pasją własne dzieci. Uwagę matki, od przyszłości swoich ukochanych dzieci, odciągnęło jednak wtargnięcie obcych wilków na tereny zajmowane przez watahę Luzige.
I wtedy całe życie Attano się posypało. 
Atak nastąpił niewiarygodnie szybko, pod osłoną bezksiężycowej nocy. Attano do dzisiaj pamięta mrok wymieszany z czerwienią i charakterystyczną wonią krwi. Przedarli się nagle, bez uprzedzenia, atakując z trzech stron w słabych punktach. Wrogie wilki wiedziały co czynić, aby rozłożyć na łopatki cały, dobrze dopracowany system obrony stworzony przez ich alfę. Stary wilczur bronił swej wielkiej rodziny do samego końca, by potem na jej oczach zginąć okrutną śmiercią. Zamordowany wraz z matką i całą starszyzną pokazowo, na podwyższeniu, aby przypadkiem reszta członków nie zaczęła się nagle buntować. Attano i jej rodzeństwo także chciano zabić i zrobiono to chwilę potem, dosłownie - mogli przecież upominać się o władzę jako dzieci zastępcy, prawda? Brązowy wilczur, o oczach szarych jak stal, podszedł do nich od razu, kiedy tylko zabił młodziutką córkę starego alfy - Attano na zawsze zapamięta jego ślepia. Oprócz ojca, nikt z zebranych przyjaciół czy czy dalszej rodziny, nie chciał ich ratować. Nastawiali się już pewnie na zmianę przywództwa i nikt podpaść silnemu, młodemu alfie nie chciał. Gdy Wirano skonał, dusząc się własną krwią na oczach Hansa, Vero i Luzige, w małej waderze coś pękło. Całe jej postrzeganie świata brutalnie się zakrzywiło i w oczach pierwszy raz w życiu zawitała czysta nienawiść. Chciała poczuć gorącą krew z ciała atakujących, chciała widzieć ich poskręcane karki a w głowie mieć tylko ich agonalne jęki. Chciała śmierci tych wojowników, bolesnej i najbardziej okrutnej. Gdy jej brat rzucił się na wilka, ten bez najmniejszego problemu odrzucił go w tył, zapewne przy okazji zabijając. Siostra w popłochu uciekła w tłum dawnej watahy i znikła wszystkim z pola widzenia. Wtedy basior zaatakował Luzige. Przejechał jej ogromnym łapskiem po pysku, zostawiając krwawe szramy. Źle wycelował i zamiast od razu trafić w gardło, zaorał Attano pysk. Młoda, mimo ogromnego bólu i bezsilności, rzuciła się w las zostawiając za sobą wszystko, co znała i darzyła miłością.
Samotnikiem była przez dwa lata, gdyż żadna grupa wilków nie chciała przyjąć ją w swe szeregi. Dopiero wataha Renaissance otworzyła przed nią swe wrota i wadera nie ma zamiaru takiej okazji zmarnować.

PARTNER: Na stan aktualny nikogo na oku nie ma, choć kto wie, czy to się kiedyś nie zmieni.

POTOMSTWO: Nie posiada.

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

MAGIA

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

ŻYWIOŁ: Zimno i umysł.
MOCE:
- Nikt i nic nie jest w stanie dostać się do jej głowy, nieważne, jak mocno by się starał i wysilał swe moce. Nie działają na nią żadne manipulacje czy inne umysłowe sztuczki ze strony innych wilków. Jest też w stanie dostrzec prawdziwe oblicze stworzonej przez kogoś iluzji. Staje się też niewyczuwalna dla innych wilków, które potrafią przez umysł dojrzeć inne osobniki.
- Attano jest w stanie poruszać się w niewiarygodnie niskiej temperaturze bez większych problemów związanych z odpornością na zimno. Odmrożenia nie sprawiają jej dużego bólu i nie ranią w tak dużej skali jak inne wilki. Zazwyczaj temperatura jej ciała jest też o kilka stopni niższa od tej, jaką mają inni przedstawiciele jej gatunku. Natomiast za wysoka temperatura sprawia jej ból.

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

STATUS I STAN

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━


POZIOM: 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Inteligencja: 30
Siła: 25
Szybkość: 25
Obrona: 10
Moce: 10
Razem: 120 (20 do dowolnego rozdzielnia)

PUNKTY ZDROWIA: 100/100

STAN PSYCHICZNY: ◉◉◉◉◉◉◉◉◉◉

GŁÓD: 5/5

CHOROBA: - 

DOŚWIADCZENIE: 25 pkt

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

INNE

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

CIEKAWOSTKI: 
- Czuje silny strach przed morską głębią; bardzo słabo też pływa.
- Jest strasznie przewrażliwiona jeśli chodzi o swoją sprawność fizyczną, uważa stać ją na o wiele więcej i ciągle 
ćwiczy.
- Niewiarygodnie uprzedzona do obcych wilków, które podczas pierwszego spotkania staną zbyt blisko.

WŁAŚCICIEL: Szczygieł; Nowik#3334