:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości
:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022
Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak
~Serdecznie zapraszamy♥~
niedziela, 11 kwietnia 2021
Podsumowanie marca!
niedziela, 6 grudnia 2020
Od Tuisku - Quest 2
Tuisku obrócił kryształ łapą z ciekawością mu się przyglądając. Nigdy nie sądził, że znajdzie coś podobnego po prostu chodząc brzegiem morza. Sporej wielkości kryształ zdawał się delikatnie świecić, a dzięki padającym na niego promieniom światła wydawało jakby mienił się złotem. Był naprawdę piękny. Ciemno niebieski z jaśniejszymi liniami oraz paskami przez co przypominał tafle wzburzonego można, a złote, świecące fragmenty sprawiały, że wyglądał naprawdę niesamowicie. Wręcz biła od niego magia.
Możliwość, że był magiczny wydawała się Tuisku bardziej niż prawdopodobna, a jak to mawiają "Raz wilku śmierć" Tui uznał, że na własnym furze spróbuję to odkryć. Jednak gdy tylko zbliżył pysk do kryształu usłysz za sobą krzyk, na co praktycznie od razu się odwrócił. W jego kierunku biegł lis, jednak nie zwykły. Ciemnofioletowe stworzenie posiadało dziewięć ogonów, co wskazywało na to, że było to kitsune.
— NIE DOTYKAJ KRYSZTAŁU! — krzyknął lisek, na tyle wysoko, że biały basior skrzywił się i przej jeszcze chwilę dalej słyszał ten pisk w uszach.
— Niby dlaczego? — zapytał basior spoglądając z góry na sporo mniejsze zwierzątko, które zdarzyło już do niego dobiec.
— Bo… BO… BO TO MÓJ KRYSZTAŁ — znowu podniósł głos lisek.
— Niech już będzie tylko błagam, nie piszcz więcej — jęknął Tuisku czując, że jego uszy więcej nie wytrzymają.
— Oh, przepraszam, nie chciałem krzyczeć… — powiedział ciszej kitsune lekko zażenowany swoim wcześniejszym zachowaniem.
— Po prostu nie chciałem, żebyś dotykał mojego kryształu. — dodał, a Tuisku spojrzał na niego z widocznym rozbawieniem.
— Jestem ciekawy jak go przenosisz skoro jest większy od ciebie — zaśmiał się cicho, a lisek położył po sobie lekko uszy jakby sam nie wiedział, czy go to bardziej obraziło czy rozbawiło.
— Przy okazji skoro jest twój, to może jesteś mi w stanie odpowiedzieć na parę pytań, co? Rzadko mam okazję rozmawiać super silnymi kitsune — ponownie zaśmiał się jednak tym razem lis do niego dołączył.
— Myślę, że odpowiedzenie na parę pytań nikomu nie zaszkodzi… Nazywam się Kibuki. — powiedział lis siadając niedaleko kryształu.
— Tuisku. — basior również przedstawił siadając naprzeciwko kitsune.
— Jestem ciekawy czy ten kryształ jest magiczny oraz jakie ma zdolności i tak naprawdę skąd on się tu wziął. — dodał spoglądając z ciekawością to na kamień to
na nowo poznane kitsune. Kibuki westchnął patrząc na wyjątkowo zdeterminowaną minę wilka, musiał mu odpowiedzieć, inaczej biały basior z pewnością sam by spróbował dowiedzieć się coś więcej o krysztale.
— To kryształ Irheoemantte — powiedział lis. Tuisku przez kolejne parę minut próbował powtórzyć nazwę kamienia jednak z marnym skutkiem ku uciesze zrobawionego Kibuki'ego.
— Pomagam strażnikowi tego kryształu — dodał kitsune gdy biały basior w końcu wypowiedział poprawnie nazwę.
— To znaczy, że jesteś czyimś towarzyszem? — zapytał basior na co lis pokiwał głową. Z dalszej rozmowy wynikło to, że Kibuki już dłuższy czas nie może znaleźć swojego przyjaciela, a w tym również, że kryształ nie był chroniony. Mimo niezbyt dużej liczby informacji jakie Tui do tej pory dostał wnioskował, że kryształ był niebezpieczny.
— A co on robi? — zapytał po raz drugi basior przyglądając się mu.
— Pozwala przewidzieć przyszłość… Jednak osoby niedoświadczone widzą w nim jedyne śmierci bliskich osób, jest silnym artefaktem i może doprowadzić szybko do szaleństwa… — powiedział Kibuki, a na jego słowa siedzący niedaleko kryształu Tui lekko się skrzywił i odsunął od kamienia.
— Chyba w takim razie nie chcę na własnej skórze go testować. — zaśmiał się cicho, a lisek zrobił to samo.
— Dlatego właśnie muszę go pilnować, bo o ile takie małe kawałki jak tamten leżący po prawej stronie kryształu są niegroźne i działają jak powinny to on sam jest zbyt potężny. — powiedział lis, a na jego słowa wzrok Tuisku wbił się w leżą w obok jego łap odłamki kryształu. Basior z ciekawością przysunął jeden bliżej łapą.
— Te są bezpieczne, tak? — zapytał spoglądając na kitsune, a te pokiwało głową. Biały wilk nachylił się w kierunku niewielkiego odłamku i dotknął go nosem. Przez pierwszą chwilę nic się nie stało i basior chciał już zarzucić Kibuki'emu kłamstwo gdy nagle w jego oczy uderzyło jaskrawe, błękitne światło przez, które był zmuszony zamknąć oczy. Gdy je ponownie otworzył znowu był w całkowicie innym miejscu. Pełnym śniegu. Na pewno nie na terenach watahy Ranaissance. Przez pierwszą chwilę miał wrażenie, że może udało mu się wrócić do domu, jednak te tereny nie były mu znane. Również wilki jakie zobaczył należały do jego aktualnej watahy, nie licząc dwóch bardzo dziwnie wyglądających basiorów… Nie wyglądali na zbyt szczęśliwych, raczej mógłby pewny, że wszyscy byli. Gdy zauważył w końcu alfę i chciał do niej podejść znowu był zmuszony przez światło, aby zamknąć oczy, a po ponownym otwarciu był już znowu obok małego kitsune przyglądającemu mu się bacznie.
Wziął głębszy oddech i ponownie się wyprostował.
— I to naprawdę była przyszłość? — zapytał, a lisek pokiwał głową.
— W pewnym sensie tak, bo przyszłość zmienia cały czas. Każda decyzja tworzy inną wersję przyszłości. Kryształ pokazuje tą najbardziej prawdopodobną. — powiedział po czym podniósł się i próbował przepchnąć kryształ na bok, jednak drobny kitsune nie był w stanie go za bardzo ruszyć, możliwe, że nawet Tuisku mógłby mieć z tym problem.
— Rozumiem… — powiedział po czym z lekkim rozbawieniem patrzył na próby Kibukiego. — Poczekaj tu, spróbuję ci pomóc z tym kryształem. — zaśmiał się po czym nie czekając na odpowiedź liska truchtem ruszył w kierunku lasu, co prawda nie należącego do terenów watahy, ale w którym widział roślinę o dużych, rozłożystych liściach oraz inną o takich przypominające liny. Gdy już zdobył potrzebne materiały jak się okazało minęło więcej czasu niż przypuszczał. Było już popołudnie, jednak mimo wszystko był ciekawy czy kitsune naprawdę poczekało na niego. Jak się okazało Kibuki leżał obok kryształu, od razu podnosząc głowę gdy zauważył białego basiora.
— Podróżując widziałem kiedyś jak psy nosiły coś w stylu związanych linek i dzięki temu mogły ciągnąć sanie, mniej więcej pamiętam jak to wyglądało, może dzięki temu udałoby ci się mocami to związać gdybym ci powiedział jak. — powiedział Tuisku odkładając zebrane przedmioty, a kitsune pokiwał głową przystając na te propozycje. Zawiązanie lin dzięki magii wokół kryształu nie należało do trudnych, jednak stworzenie "szelek" było już o wiele trudniejsze. Zajęło im to praktycznie cały wieczór, jednak w końcu kitsune był ubrany w uprząż. W ramach próby miał przejść parę metrów i jak się okazało z sporo mniejszym wysiłkiem udało mu się ruszyć kryształ.
— Dziękuję za pomoc! Tamten mały fragment, którym testowałeś kryształ możesz zatrzymać! — zawołał ze śmiechem odchodząc kitsune. Tuisku zastanawiał się czy mógłby zanieść ten odłamek alfie, może by się jej przydał.
1000+
+ używam smoczego jadu
Quest zaliczony!
Od Tuisku - Quest 5
Tuisku wolnym krokiem przemierzał graniczne tereny watahy. Mimo, że nie do końca do jego zadań należały patrole, jednak czuł się zobowiązany aby co jakiś czas upewniać się, że żadne nieproszone stworzenie nie biega po okolicy. Noc była ciepła jak na tę porę roku, a przynajmniej jemu, przyzwyczajonemu do niskich temperatur tak się zdawało. Było cicho, tak naprawdę jedynym odgłosem jaki słyszał był szelest liści oraz gałęzi pod jego łapami. Taka cisza nie była normalna. Basior zatrzymał się i podniósł głowę węsząc, jednak nie udało mu się ustalić żadnego niepokojącego zapachu. Lekko zmrużył oczy i nastawił uszy czekając dalej w bezruchu, może i nie był w stanie wywęszyć tu nikogo, ale definitywnie czuł czyjąś obecność i nie było to tylko puste przeczucie.
Samiec położył po sobie uszy słysząc cichy szelest z krzaków parę metrów od niego i gdy już miał zamiar zabrać się za atak do jego nosa dotarł zapach wilka. Jakim cudem wcześniej go nie poczuł?
Tui podszedł odrobinę bliżej, a zza krzewów wyłoniła się postać wilka. Była to widocznie starsza wadera, o szaro rudym futrze z wieloma znaczeniami oraz nienaturalnie długich uszach zakończonych pędzlami jak u rysi. Jej pysk był w dużym stopniu pokryty ranami tak, że na pierwszy rzut oka można było uznać, że została ona oślepiony, a jasne, zamglone oczy tylko to potwierdzały.
Stara wilczyca zrobił krok w kierunku białego basiora i podniósł głowę węsząc.
— Ktoś tu jest? — zapytała co chwilę zmieniając ułożenie uszu jakby sprawdzając skąd mógłby dojść dźwięk. Przypominała przez to Tuisku trochę nietoperza.
— Witaj, znalazłeś się na terenach watahy Ranaissance. — zaczął obojętnym tonem z przyzwyczajenia mówić basior już wyuczonej przez niejedno spotkanie z wilkami z zewnątrz regułki.
— Ah, witaj...witaj… Nie chcę żadnych problemów z wchodzeniem na tereny innych watah. Poszukuję pewnego miejsca, ale przez panującą tu ciszę całkowicie straciłam orientację w terenie… — zaczęła mówić starsza wadera po czym zrobiła na chwilę pauzę.
— Zwę się Ilmestys. — dodała lekko skłaniając głowę. Mimo, że sama wadera tego nie mogła zobaczyć Tui wykonał ten sam gest. Biały wilk skądś kojarzył imię jakim przedstawiła się wadera, wydawało mu się w jakiś sposób znajome.
— Ja nazywam się Tuisku — powiedział, a na dźwięk jego imienia Ilmestys wyraźnie zareagowała.
— Nie jesteś stąd, prawda młodziku? Te imię… wyraźnie słychać, że nie jesteś stąd… Z której to z północnych watah pochodzisz mój drogi? — powiedziała przekręcając głowę i siadając na ziemi.
— Z nad Naonneis. — powiedział widocznie o wiele bardziej zainteresowany rozmową, oraz nowo poznaną wilczycą. Jednak gdy ta usiadła zobaczył na jej szyi oraz brzuchu długie oraz wyglądające na poważne rany. Mimo to nie wyglądały one ani na zagojone, ani na otwarte.
— Jesteś ranna, potrzebujesz może pomocy medyka? — zapytał od razu jednak starsza wilczyca zaśmiała się tylko.
— Żaden medyk już tu nie pomoże… jednak przydałaby mi się pomoc w znalezieniu pewnego miejsca...nie powinno być daleko stąd… — powiedziała po czym ponownie się podniosła. Tui sam nie wiedział co ma myśleć, w pewnym sensie była dziwna i niepokojącą, ale z drugiej strony to tylko stara wilczyca, a starsze wilki nie raz miały swoje dziwactwa, możliwe, że te rany, które widział tylko mu się przy widziały, ostatnio zdecydowanie za mało spał…
— Naonneis — powiedziała Ilmestys wyrywając Tuisku z przemyśleń.
— Doskonale pamiętam tamto miejsce… Kraina tak zimna, że wydawałoby się, że nic dobrego nie można tam spotkać, a mimo to nie pamiętam czy gdziekolwiek indziej spotkałam wilki o tak ciepłych sercach… — westchnęła, a Tuisku uśmiechnął się lekko na wspomnienie o domu.
— Nie spodziewam się, żeby któryś z tamtejszych wilków chciał po, prostu stamtąd odejść… Mam nadzieję, że nie jesteś tu dlatego, że coś się stało z twoją poprzednią watahą? — powiedziała zmartwionym tonem stara wataha co odrobinę białe my basiorowi przypominało jego babcie, przez co cicho się zaśmiał.
Jednak nie miał serca powiedzieć staruszce, że wataha, która tak dobrze wspomina już nie istnieje.
— Nie, nie nic się nie stało, po prostu… Lubię odkrywać nowe miejsca. Mówiłaś, że szukasz pewnego miejsca, jeśli pozwolisz, chętnie ci w tym pomogę. — powiedział, a szara wadera uśmiechnęła się w odpowiedzi.
— Oh dziękuję, bardzo miły z ciebie młodzieniec! Szukam wodospadu, jednak nie jest to zwykły wodospad,według starej legendy ma on -
— Spełniać życzenia — biały basior przerwał Ilmestysie w środku zdania sam je kończąc.
— Słyszałem już tą legendę parę razy, doskonale wiem gdzie to jest, proszę za mną — powiedział po czym ruszył wolnym krokiem w kierunku wodospadu co chwilę upewniając się, że na tyle mocno szeleści liśćmi, aby wadera mogła bez problemu za nim podążać.
Nawet nie zwrócił uwagi, że niedługo zacznie świtać. Kolejna nieprzespana noc odhaczona. Większość drogi minęła w ciszy. Do tej pory przyjaźnie nastawiona Ilmestys, która wydawała mu się być miłą babcią zrobiła się pochmurniejsza, jakby wiedziała, że ma się stać coś złego. Dotarcie na miejsce nie trwało długo, jednak gdy już tam byli powoli niebo zaczynało robić się coraz jaśniejsze.
— Jesteśmy. — powiedział, a wilczyca podeszła do niego i zostawiła przed nim parę dziwnie wyglądających kamieni, które zdawały się odbijać światło podobnie jak i jego futro.
— Dziękuję. — Ilmestys skłoniła głowę po czym odwróciła się do Tuisku i ruszyła w kierunku niezbyt dużego kamienia, o nienaturalnie kanciaste kształcie leżącego w wodzie niedaleko brzegu jeziora. Stanęła przed nim i pochylając się dotknęła go nosem mówiąc coś niezrozumiale, w prawdopodobnie innym języku. Na chwilę coś oślepiło białego basiora, mimo, że pierwsze promienie słońca dotykały ledwie korony drzew, nagle musiał on zamknąć oczy, przez światło, które w nie uderzyło. Gdy je znowu otworzył wadery nie było już przy kamieniu, a jedynym śladem po tym, że naprawdę istniała, było pięć niewielkich kamieni, które Tui zabrał mimo wszystko ze sobą, nawet nie próbując zrozumieć co się właśnie stało.
— Voi vittu… — zaklął cicho ruszaj w kierunku domu licząc, że jak w końcu się wyśpi to wszystko nabierze większego sensu. I było dokładnie tak jak sądził. Dopiero następnego dnia zrozumiał, że nie spotkał prawdziwej wadery, a z pewnością nie żywej, słowo Ilmestys nie było mu znajome dlatego, że znał kogoś o takim imieniu. Nie, znał je ponieważ w jego ojczystym języku oznaczało "zjawę"...
1000+
Quest zaliczony!
poniedziałek, 30 listopada 2020
Od Tuisku Cd. Ice queen i Tsuki~ "Wiadomość"
Tuisku spojrzał wymownie w kierunku wadery, która go przewróciła. Przez bieg był na tyle zmęczony ze nawet nie przeszło mu przez myśl, że tak go przywitają.
— A o immuniecie posłanća to słyszała? — powiedział w kierunku watahy z podobnym do niej uśmiechem po czym otrzepał się kurzu, który osadził się na jego jasnym futrze. Nie minęła chwila, a obok pojawił się jakiś inny basior oraz o wiele więcej gapiów, a jego mieli zaprowadzić do alfy watahy. Prawdopodobnie jacyś strażnicy.
Basior szedł obok dwóch wilków prowadzących go jak sądził do przywódcy. Samiec idący obok niego wydawał się być ważny, być może był betą? Trudno mu było to teraz stwierdzić. Na chwilę się odwrócił, aby zobaczyć, że połowa watahy za nimi podąża, no kto by się spodziewał. Gdy dotarli już pod jaskinie do której był prowadzony, nie czekając na to co powiedzą dwa odprowadzające go wilki ruszył do środka pewnym siebie krokiem. Nie przejmując się zbytnio wołaniem jednego z członków watahy. Na jego szczęście zastali tam alfe, a on zatrzymał się niedaleko niej czekając abyvta zwróciła na niego uwagę i mógł przekazać swoją wiadomość.
Rene? Tsuki? Ice? XD
piątek, 6 listopada 2020
"Wiadomość" Od Tuisku do kogoś
Śnieżno biały wilk biegł ile sił w łapach starając się co parę dłuższych skoków zmieniać kierunek aby broń bogowie nie biec w prostej lini. Mimo, że kroki, które za sobą słyszał zaczęły ucichać doskonale wiedział, że nie oznaczała to bezpieczeństwa, a nawet jeśli to zgubił, to z pewnością nie na długo. Możliwe, że dzięki gęstym okolicznym lasom zyska tydzień przewagi, jeśli będzie się poruszał cały czas pod wiatr możliwe, że nawet dwa. Od czasu gdy zawitał do tego lasu między suchymi liśćmi unosiły się zapachy innych wilków, sporwj ilości. Co oznaczało watahę. Basior mimo bycia już lekko zmęczonym dalej biegł utrzymując to same szybkie tępo, skoro on bez problemu wyczuł ich zapach to to cholerstwo też mogło. Chociaż z informacji, które udało mu się już ustalić przy bliższym spotkaniu z jednym z tych stworzeń nie miały one prawdopodobnie nosów ani oczu. Możliwe było więc, że tylko słyszały albo widziały tak jak węże. Jednak nie mógł być pewny więc starał się tworzyć w biegu fałszywe tripy oraz biec zygzakiem. Gdy był już pewny, że stworzenie naprawdę zostało na skraju lasu odrobinę zwolnił łapiąc oddech i starając się dokładnie ustalić położenie watahy, co udało mu się bez większych przeszkód.
Ponownie ruszył biegiem, w końcu zależało mu na czasie. Zwinnie omijając wszystkie przeszkody po chwili zauważył pierwszego wilka jednak nie zatrzymał się jak przypuszczał koło wadery tylko pognał dalej w kierunku, jak miał nadzieję centrum watahy. Jak się też okazało trafił dokładnie tam gdzie chciał. Wskoczył jednym susem na sam środek przestrzeni i zatrzymał się tam.
— Tuisku... Zwiadowca pierwszego oddziału watahy znad Neonneis... Mam ważne informacje dla waszego alfy... — powiedział łapiąc oddech i prostując się.
Ktoś?
Wojownik/Strateg ~ Tuisku
PRZEZWISKO: Tui, Opal oraz tak naprawdę wszystkie pochodne do śniegu i koloru białego
DATA URODZIN: 20 listopad
PŁEĆ: Basior
APARYCJA: Jest to większy i bardziej puchaty od zwyczajnych wilków basior o zazwyczaj śnieżnobiałej sierści. Jednak mimo mocno, jak się wydaje zbitej budowy ciała tak naprawdę jest on bardzo lekki oraz porusza się nad wyraz zwinnie. Głównie z powodu, że praktycznie całe życie spędził na dalekiej północy gdzie zawsze leżał śnieg. Jego oczy podobnie jak i futro są praktycznie białe. Jego łapy są większe niż zwykłego wilka oraz o wiele bardziej puchate dzięki czemu może poruszać się po śniegu nie wpadając w środek zasp.
MOCE:
• praktycznie nie jest w stanie odczuwać zimna
• ma wyższą temperaturę ciała niż zwykły wilk
POZIOM: 1
Inteligencja: 30
Siła: 25
Szybkość: 30
Obrona: 25
Moce: 7
Razem: 117
STAN PSYCHICZNY: ◉◉◉◉◉◉◉◉◉◉
GŁÓD: 5/5
CHOROBA: -
• jego ulubionym jedzeniem są foki, na które polował resztą drużyny łowieckiej
• w poprzedniej watasze był jednym z najlepszych obrońców i jednym z nielicznych, którzy przeżyli atak
• mimo, że wie, że już nie pomoże swoim i pewnie nigdy do nich nie wróci dalej próbuje pomagać innym watahą czując, że te demony depczą mu po śladach, czasem jest nawet w stanie jakieś zauważyć



Szczeniaki



