Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quest halloweenowy 2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quest halloweenowy 2. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 listopada 2020

Od Tsuki - Quest 2 ~ Halloween - "Pieśń śmierci"

Po tym jak Renesmee zaproponowała wilkom spędzenie wieczora i nocy przy ognisku dla opowiadania sobie strasznych historii w formie integracji członków, spotkało się to z dużą aprobatą watahy. W ten sposób w zasadzie wszyscy zebrali się przy dużym ognisku, również i Tsuki. W ciszy przysłuchiwała się opowiadanym historiom, każda dotychczasowa miała swój własny urok. To Keneven rozpoczął zabawę z opowieściami, dalej była Raquel - obie ich historie pasowały do tematyki wieczora. Bai jako trzeci opowiedział i faktycznie, jego przemówienie było nieco lżejsze, niż wcześniejsze.

-Że tak powiem, to ciekawa odskocznia- powiedziała Ice po tym, jak Lang skończył mówić. Basior nieco uciekł wzrokiem.

-Coś w tym jest- odezwała się cicho szara wadera.- Bardzo ciekawe to było.

-Em, dziękuję...

-A co z tobą Tsuki? Znasz może coś mrożącego krew w żyłach?- Zapytała z uśmiechem Tristana, która nieco wychyliła głowę do przodu.

-Ja? Hmm...- wspomniana samica zamyśliła się.- Realne zjawisko to jest jak pierwsze wstajesz po nocy i patrzysz w swoje odbicie.

Część wilków zaśmiała się na jej słowa. Zaraz jednak spojrzeli zaciekawieni na nią na nowo. Wówczas przypomniało się coś, co miała okazję usłyszeć od swojego opiekuna, poczciwego starego Yamisa.

-Nie jestem pewna czy się nada- powiedziała namyślając się patrząc w niebo.

-Każdy wariant jest w porządku- odezwał się przyjaźnie Tarou.- Śmiało.

-No cóż...- spojrzała przelotnie po wszystkich zgromadzonych pyskach.- To legenda, którą ktoś mi opowiedział, a raczej mogłam ją usłyszeć bez wiedzy wykładającego.

-Nie mogę się już doczekać- Ice zatarła łapy dla wysłuchania kolejnej historii.

-Co wy macie z tym przerywaniem na początku?- Raquel się skrzywiła. Skrzydlaty medyk już jedynie westchnął pokonany w formie reakcji.

-To jakiś standardowy bonus czy co- ktoś obok wymamrotał.

Tsuki mentalnie przewróciła oczami i na nowo rozejrzała się po zgromadzonych, nim jej wzrok spoczął tymczasowo na płonących kawałkach drewna i rozpoczęła opowiadanie a wszyscy ucichli, pozwalając jej przejąć pałeczkę wieczornych atrakcji...

Działo się to tak dawno, że nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić czasu. Nawet najstarsze wilki nie mogą wskazać części szczegółów. A może działo się to niedawno? Każdy mówi o innym okresie czasu, jakby się bali- głos Tsuki już na samym starcie wydawał się odległy w brzmieniu.- Jednak wszyscy wiedzą: wszystko zaczęło się dziać w okolicach jednej z wojen smoczych. Gdzieś na świecie, w odległej krainie, tereny zajmowała pewna specyficzna wataha, która bardzo była powiązana ze światem pozagrobowym, śmierć była dla nich istotą kultu. Nikt nie wie jak się właściwie nazywała, określano ją prowizorycznie mianem Watahy Śmierci.

Alfa często zabiegał się o utrzymanie pozycji watahy, która już wtedy nie cieszyła się dobrą opinią, normą była reakcja gęsiej skórki na samo jej wspomnienie. Dość szybko zaczął popadać w obłęd, jego zdrowie psychiczne staczało się coraz bardziej. I bardziej... Nim się inni zorientowali, wilk już się bratał z różnymi siłami demonicznymi. To właśnie one otumaniły go, oplatając go sobie wokół palców i spowodowały, że począł składać ofiary z żywych istot. Został opętany. Stopniowo z każdym krokiem, oddalał się od pierwotnego założenia swoich planów. W końcu całkiem zatracił się.

W watasze była także i pewna wadera, która sercem była związana z ich tamtejszą personifikacją bóstwa śmierci, można nazwać ją swoistą kapłanką, co nawet wskazywało jej imię. Priestess. Owa wilczyca była bliską przyjaciółką z ich przewodnikiem, byli dla siebie bardzo ważni, niczym rodzeństwo połączone silnymi więzami krwi.

I pewnego dnia demony, którym był ślepo posłuszny alfa, nakazały złożyć krwawą ofiarę właśnie z Priestess. Miały powiedzieć, że poświęcenie kogoś szczerze związanym ze śmiercią zagwarantuje pewne utrzymanie silnej pozycji. Alfa praktycznie zgodził się bez mrugnięcia okiem. Wydał wyrok śmierci na własną rodzinę, gdyż wadera była jego młodszą kuzynką...

-To na razie smutna historia, nie straszna- komuś się wymsknęła uwaga, tym samym przerywając Tsuki, na co zaraz ktoś doprowadził go do pionu.

-Aby na pewno?- Zapytała się tonem, który natychmiast obudził aurę niepokoju.

Werdykt skazania na śmierć Priestess był bardzo dokładny w postępowaniu, wykonano go o wskazanej porze dnia i miejscu. Wilczyca została zaatakowana przez ośmiu wilków pod osłoną nocy, gdy nikt nie mógłby przyjść jej na ratunek... Dość powiedzieć, że spotkał ją niezmiernie okrutny los. Wszyscy ją brutalnie wykorzystali, zamordowali z zimną krwią a na koniec zbezcześcili jej ciało, a raczej to, co z niego zostało. Demony śmiały się okrutnie, widząc rozwój sytuacji...

Personifikacja śmierci odnalazł jej zwłoki, zasmuciło go to niezmiernie, tracąc przy tym ukochaną przyjaciółkę, po czym postanowiła się zemścić. I to okrutnie. Paradoksalnie śmierć powołała do życia istotę, Morte. Tajemnicą jest to, w jaki sposób tego dokonał. Jednak na czym to ja... Ach tak. Wówczas rozpoczęła się krwawa zabawa.

Jakiś czas później od zamordowania Priestess i trwałego zniknięcia personifikacji, zaczęły dziać się dziwne sytuacje, bardzo niepokojące. Członkowie, zauważając wkrótce brak błogosławieństwa śmierci, mówili, że nocą słychać dziwne śmiechy z lasu, w którym doszło do morderstwa. Niedługo później kolejne wilki ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach ale w sposób wielce okrutny. To przywódca watahy dostrzegł potworną zależność - morderstwa tyczyły się jego pobratymców ze zbrodni na jego kuzynce.

Kolejnej nocy i on usłyszał niepokojące chichoty, nim się zorientował, jego łapy same go prowadziły ku źródłowi dźwięku, mimo, iż za wszelką cenę chciał zawrócić, nie był w stanie, nie miał władzy nad swoim ciałem. Zatrzymał się dopiero pośrodku kręgu drzew i zastygł w bezruchu. Poczuł uderzenie w narządy wewnętrzne, kiedy usłyszał po chorym śmiechu pieśń:

"Pierwszy podzielił los lalki

gdy odmówił wsparcia swatki;

drugi chytrze po skałkach skacząc,

nadział się na palisadę nie patrząc;

trzeci piszcząc jak dziewczynka

padł i wyłożył się jak dłużynka;

czwarty, ach! To skarb!

A został ciśnięty w piach;

piąty, cóż to za straszliwy los,

został rozerwany w jedną noc;

szósty chciał być przezorny

a padł jak szaszłyk durny;

siódmy chcąc ratować się formą ucieczki

nie był w stanie skoczyć na drzewo jak wiewióreczki;

ósmy, czas na ciebie!

Na pewno nie spotkasz ni w niebie!

Raz. Dwa. Trzy.

Teraz umrzesz ty."

Ciało alfy nie reagowało na rozpaczliwe sygnały z mózgu o natychmiastowe opuszczenie tego miejsca. Mógł tylko ciskać oczami po otoczeniu, jedyne nad tym miał władzę. Nie mógł nic poradzić na to, kiedy zobaczył wolno zbliżającą się istotę: smoliście czarna istota uformowana na wilczycę, której blask był z kolei śmiertelnie biały, podobnie jak elementy kostne sterczące z jej ciała i jako ogon. Najbardziej przerażający był jej pysk - ociekająca czarną substancją czaszka, przerażający uśmiech o ogromnych kłach i wielkie, puste oczodoły. Szczęka nieco jej opadła, by zaraz wydać z siebie złowieszczy śmiech.

-Jakie to uczucie, wiedząc, że zaraz pożegnasz się z życiem? Znasz to? Nie? To zabawne- zachichotała strasznie.

-Osz... czędź...

-Och?- Pochyliła nieco się ku niemu.- A Priestess, moja matka, tego doświadczyła?

Po czym z szerokim uśmiechem, szybkim ruchem rozpruła mu brzuch a wnętrzności zaraz wypadły pod ogromną przestrzenią rozszczelnienia wrażliwego miejsca ciała. Widziała jego szok ze strachu gdy padł na ziemię. Zbliżyła się do konającego, po czym rozorała jego klatkę piersiową, połapała przeszkadzające żebra aby w końcu zmiażdżyć jego serce. Dopiero wtedy wyzionął ducha. Cały czas w trakcie śpiewała śmiertelną pieśń.

I tak właśnie osiem winnych zbrodni wilków zginęło w sposób taki, jaki potraktowali nieszczęsną Priestess,a raczej jej ciało: pierwszy został rozpruty, drugi ciśnięty w grube i ostre gałęzie, trzeci za to padł martwy od ciosu w kark, czwarty uduszony w piachu, piąty rozorany w pół, szósty potraktowany pociskiem co przebił całe jego ciało na wylot, siódmy został ciśnięty w drzewo co połamało mu śmiertelnie kręgosłup, natomiast ósmy wiadomo.

-Jestem Morte. Zabiję każdego powiązanego krwią zbrodniarzy mej matki- zaśmiała się głośno i znikła w mrokach nocy.

I tak się stało. Od tamtej nocy istota kolejno zabijała członków rodziny tamtej grupy, cały czas przy tym dołączając kolejną zwrotkę swojej Pieśni Śmierci. Działa tak bez przerwy, gdyż tamci zdążyli się namnożyć. Morte nie spocznie, dopóki nie wybije co do ostatniego potomka morderców swojej matki. To widział i opowiedział kolejnym wilkom personifikacja- postępowanie Morte jest jego zemstą za jego ukochaną przyjaciółką.

Nawet teraz, wśród nas, może być ktoś spokrewniony z tamtymi przodkami. Więc wystrzegajmy się, przerażającej pieśni Morte. Kto wie, może i my usłyszymy jej mrożący krew w żyłach śmiech podczas jej wędrówki?- Rozejrzała się po sztywnych wilkach.

I wówczas z oddali ktoś się zaśmiał, zapewne jakiś młody wilk, który się nie zjawił na integracji. Wystarczyło to jednak, by co bardziej płochliwie wilki podskoczyły z krzykiem.

-Skąd ty to znasz?- Bai wymamrotał pytanie. Szara uniosła kącik ust.

-Niektóre sprawy lepiej nie by nie ujrzały światła dziennego- powiedziała spoglądając na niego i resztę członków watahy.

1000+

Quest zaliczony !
Nagroda: 50 pkt doświadczenia, 50 WD


poniedziałek, 9 listopada 2020

Od Bai Langa - Quest 2 ~ Halloween "Żywe kości"

Alfa watahy, Renesmee, poprosiła wszystkie wilki by spotkały się przy wspólnym ognisku w nocy i zrobiły sobie noc strasznych historii. Miało to na celu uczcić święto jakim jest Halloween, ale także zintegrować stado. Bai oczywiście postanowił przyjść chciał posłuchać strasznych historii reszty watahy. Pierwszym, który opowiedział swoją historię był Keneven, a druga była Raguel, Lang słuchał ich historii uważnie, ciekawiły go i to bardzo. Już po wysłuchaniu historii, którą opowiedział Keneven, po ciele Langa przechodziły ciarki. Jednak po historii Raquel poczuł wielki niepokój.
- Raquel... to było takie niepokojące... i przerażające... - Powiedział cicho Bai.
- Bai, może teraz ty coś opowiesz? - Zapytała Tsuki patrząc na basiora.
- ...Ja? Moja historia... cóż... nie jest jakoś ciekawa... myślę, że... - Zaczął nieśmiało złotooki.
W porównaniu do historii dwóch wilków, według niego historia którą miał opowiedzieć mogła być uważana za bajeczkę na dobranoc. Z resztą tak była traktowana przez trochę starsze szczeniaki ze wschodu. Oprócz jeszcze młodych szczeniaków praktycznie nikt się jej nie bał, przynajmniej historii, którą basior usłyszał od matki, ale gdy był jeszcze w jego rodzinnej watasze udało mu się podsłuchać trochę starsze od niego wilki... wersja, którą tam usłyszał była dużo bardziej przerażająca niż ta opowiadana szczeniakom.
- Śmiało, chętnie posłuchamy. - Powiedział Tarou.
- Ja...- Basior cicho westchnął i nastała chwila ciszy, jednak nie trwała ona krótko gdy zaczął mówić.- Cóż... historia, którą chcę opowiedzieć jest starą legendą ze wschodu wykorzystywaną jako bajka do straszenia niegrzecznych szczeniaków...
- Oh, więc nie byłeś aż takim aniołkiem, co Bai? - Zapytała Raquel.
- Czemu wszyscy przerywają te opowieści na początku..? - Westchnął cicho Tarou.
Bai delikatnie zarumienił się, ale już po chwili odpowiedział :
- Ja... po prostu moja mama raz mi to opowiedziała, także w noc Halloween, ale pamiętam to do dziś. Ale tą wersję usłyszałem od trochę starszych od mnie wilków, jest ona lekko zmienioną wersją bajki do straszenia szczeniąt jednak bardziej przerażającą niż można byłoby się spodziewać. - Odparł delikatnie się uśmiechając. - Myślę, że ta historia nie będzie jakoś imponująca, ale jest jedyną jaką znam... Więc wracając. Mówi się, że nawet najstarsze z wilków wschodu nie wiedzą kiedy pierwszy raz opowiedzianą tą legendę, kto ją stworzy, a także czy jest prawdziwa. Dawno temu, gdy smoki królowały na niebie, a na ziemi wielkie stworzenia nieznanych gatunków, a także wiele nie znanych dziś zwierząt królowało w lasach, wśród wilków istniała pewna wataha. Nazywano ją w przeróżne sposoby, od watahy zombie po watahę diabłów jednak najczęściej używaną nazwą była Wataha Żywych Kości lub w nie których miejscach Wataha Dzikich Kości. - Powiedział i rozejrzał się spoglądając na wilki. - Możliwe, że zastanawiacie się dlaczego ich tak nazywano. Ponieważ członkowie tej watahy byli kośćmi, najprawdziwszymi żywymi kośćmi, nie mieli mięśni, stawów czy innych części ciała, nawet nie wiadomo czy posiadali narządy wewnętrzne, jednak nie rozpadali się, kości trzymały się siebie mocno, nie rozpadały się od byle uderzenia. Poruszali się bardzo szybko, zwinnie i cicho, nadawali się idealnie na skrytobójców. Ich kły były dłuższe i mocniejsze od kłów zwykłych wilków, łatwiej wbijały się w ciała ich przeciwników przez co byli sprawnymi mordercami. W ich oczach zamiast oczu znajdowały się dwa płomienie, były ich oczami. Widzieli bardzo dobrze, w dzień nic nie mogło im umknąć, a w nocy także widzieli bardzo dobrze, po mimo braku uszu ich słuch był doskonały z resztą węch także. Byli wręcz idealnymi łowcami... - Tu Bai zrobił krótką przerwę i wziął głęboki wdech. - a także mordercami. Ponoć oprócz nich istniały wielkie kościste koty, smoki i wiele innych stworzeń, a wszystkie przerażające i okrutne.
Po wielu latach o watasze dzikich kości zapomniano i stała się najzwyklejszą legendą opowiadaną z ust do ust. Ale i tak niewiele już o niej pamiętało, jedynie najstarsi członkowie watah tamtych czasów pamiętali to dobrze i wyraźnie, opowiadali to nowym pokoleniom jednak te coraz bardziej lekceważyły ich słowa i nie słuchały. Młodzi skupiali się jedynie na polowaniach czy innych ciekawszych według nich rzeczach. A wraz z umierającymi starymi wilkami coraz mniej osób pamiętało tą starą legendę aż do pewnych tajemniczych zdarzeń.
Pewnego dnia, podczas patrolu w lesie wokół pewnej z watah znaleziono wilcze kości, sam zwiadowca, które je znalazł był tym przerażony. Alfa watahy od razu się o tym dowiedział. Kości należały do wadery, tak przynajmniej stwierdzili medycy. Nie wiadomo czy był to jakiś przerażający zbieg okoliczności czy taka była prawda co do tych kości, ale nie długo przed tym zaginęła córka wilka bety, młoda wadera, dokładnie jeden dzień wcześniej. Parę tygodni później do alfy zaczęły przychodzić wilki z watahy mówiące, że podczas pobytu w lesie widzieli żywe kości, chodzące o własnych siłach, a nawet próbujących atakować. Na początku myślał, że są to tylko kłamstwa i jakiś głupi pomysł młodych wilków, ale jego nastawienie zmieniło się gdy przyniesiono do niego martwe ciało wilka, które powoli traciło mięso i inne części ciała pozostając jedynie kośćmi. W następnych dniach alfa zakazał udawania się do lasów poza watahą bez bardzo ważnego powodu, nikt nie mógł opuścić watahy, jednak nie zatrzymało to serii tragicznych zdarzeń...
Zaledwie po paru dniach odnotowano kilkanaście zaginięć... aż pięć wilków zniknęło, a według wilków, które chodziły do lasu na polowania, widzieli siódemkę żywych kości... Poruszających się z nieosiągalną prędkością, od razu chciały ich zaatakować, zabiły nawet jednego z ich kompanów, jeden został ranny, ale reszcie udało się uciec bez szwanku. Jak się okazało zraniony kompan także zaczął zmieniać się w żywe kości, medycy byli przerażeni nie wiedzieli co to jest... Po mimo tego, że jeden z nich znał tak wiele chorób, że aż trudno byłoby je wymienić, ale nie wiedział co to jest. Co to może być. Powoli ginęło i znikała więcej wilków... żywych pozostało jedynie pięć osób, alfa, samiec beta, alchemik, medyk oraz generał, ale samiec beta został zarażony tą dziwną chorobą, jednak tak naprawdę nie była to choroba... Kolejne tygodnie były udręką... jedzenie było coraz mniej, pozostała czwórka żyjących stawała się coraz bardziej chuda... koścista. Mieli jedynie dostęp do wody, a byli coraz bardziej otoczenie przez te upiory... w końcu alchemik oraz medyk nie wytrzymali, rzucili się wśród szkielety i po chwili zostali zwerbowani do wilków, jeżeli można było to tak nazwać. Już niedługo po tym alfa i generał także zmarli.
Kilka dni potem przysłano posłańca z niedalekiej zaprzyjaźnionej watahy, była już noc. Posłaniec nie słysząc nic zaczął szukać wilków, a gdy doszedł do jaskini alfy zobaczył to co zostało po zaginionej watasze...
- A jedynym co pozostało... - Bai zrobił chwilową dramatyczną pauzę. - były kości. Tak właśnie zwerbowano nowych członków watahy Żywych Kości... Gdy posłaniec odwrócił wzrok, na wzgórzu, na tle księżyca... znajdował się wilk wyjący do księżyca, ale był jedynie kośćmi. - Bai zamilkł sygnalizując, że jest to już koniec tej opowieści.
- Bai. Skąd ty to znasz? - Zapytała Tsuki patrząc pytająca na basiora.
- Tak jak mówiłem, to zmieniona bajka dla niegrzecznych dzieci. - Powiedział delikatnie się uśmiechając.

PODSUMOWANIE:
Ilość napisanych słów: 1105
Ilość zdobytych PD: 552 + 5% (28 PD) za długość powyżej 1000 słów:
Nagroda za Quest: 250 PD
Obecny stan: 1021 + 580 + 250 = 1851
Quest zaliczony !

piątek, 6 listopada 2020

Od Raquel - Quest 2 ~ Halloween

Była już prawie północ. Wataha siedziała wokół ogniska, które zdążyło osiągnąć już duże rozmiary - Raquel zastanawiała się, czy gdy siedzą tak na polanie, widać ich z Sommets interdits. Renesmee przygotowała to wydarzenie w ramach integracji grupy, w końcu w ostatnim czasie w stadzie pojawiło się kilka nowych wilków. Każdy z obecnych miał opowiedzieć straszną historię. Miał to być sposób, w jaki wataha spędzi Halloween.

Keneven właśnie skończył swoją historię o Duchu Jaskrawego Lwa. Mimo to wszyscy milczeli, ciszę przerwał dopiero Tarou:

- Woow… Naprawdę dobra historia!

Czarny basior skinął głową, widocznie w jego naturze nie było większego entuzjazmu.

- Zgadzam się! Dobra, teraz pora na następną opowieść… Raquel, mówiłaś, że chciałabyś opowiedzieć, prawda? - zwróciła się do wadery Res.

- Owszem - samica na moment skierowała wzrok w stronę Tsuki, następnie spojrzała w ogień. - Historia, którą wam opowiem, dzieje się w niedalekiej przyszłości. Na dalekim wschodzie…

- Jak bardzo dalekim? - zaciekawił się Bai.

- Mhm, teraz to ty przerywasz. - karcące spojrzenie wysłała mu Andzia.

- Cóż… Wydawałoby się, że tak dalekim, że nie sposób tam dotrzeć, jednak z opowieści dowiecie się, że to wcale nie było takie trudne… - kontynuowała Raquel - Na tamtych terenach żyła pewna wataha. Była bardzo liczna, jednak w tym regionie grupy z tak wieloma członkami zdarzały się często. Wataha miała specyficzny sposób życia: nie odżywiała się tak, jak my, lecz polowała na nietoperze, węże i często nawet na inne wilki. - wadera przeleciała wzrokiem po zgromadzonych i zauważyła grymas na pyskach większości. - Oczywiście stado miało swojego alchemika…

- Wiedziałam… - wyszeptała Tsuki, jednak na jej twarzy nie widać było rozczarowania, można było dostrzec natomiast lekki uśmiech.

- Alchemik nie zgadzał się z resztą swojej watahy w sprawie ich pożywienia. Próbował udowodnić, że wcale nie przynosi to nikomu korzyści, wręcz może się to skończyć źle dla wilków. Nikt jednak nie słuchał go, nawet Alfa o imieniu Yā odprawił go, w ogóle nie wysłuchawszy argumentów. Alchemik się wściekł, postanowił dać nauczkę swojej watasze. Długo pracował w laboratorium, praktycznie z niego nie wychodził, jednak miał ogromną motywację do działania. Pewnego dnia wreszcie dokonał fascynującego odkrycia. Rezultat badań wykraczał poza oczekiwania wilka. Udało mu się stworzyć dziwną istotę: była niezwykle mała, okrągła i miała niebywale wiele odnóży. Wyglądała niepozornie, ale potrafiła bardzo szybko się rozmnażać. Alchemik chciał przetestować działanie swojego „wynalazku”. Złapał nietoperza, któremu następnie podał istotę wraz z wodą. Latającego ssaka zabił po kilku godzinach i zaniósł samcowi Alfa. Powiedział mu, że to w ramach przeprosin za wcześniejszy bunt, stwierdził, że zgadza się z dietą watahy, w końcu co złego mogłoby się stać? Łakomy przywódca Yā przyjął prezent i zjadł nietoperza jeszcze przy alchemiku. Nic niezwykłego się nie stało, jednak nie przeszkadzało to wilkowi, który uzbroił się w cierpliwość. Dopiero kilka dni po tym członków watahy obiegła informacja o złym stanie zdrowia Yā. - tu Raquel zrobiła dramatyczną pauzę. - Miał ogromne problemy z oddychaniem, był tak słaby, że nie mógł nawet wstać ze swojego posłania. Od razu zaopiekowali się nim wszyscy okoliczni medycy. Byli oni jednak na tyle zdezorientowani, że nie wiedzieli, jak mogą pomóc. Nigdy nie widzieli ani nie słyszeli o takiej chorobie. Zirytowany władca nałożył na nich karę śmierci, pozwolił ułaskawić tylko jednego, który zawsze był mu oddany. Po dwóch tygodniach w męce Yā zmarł. Do alchemika ta informacja dotarła bardzo szybko. On sam trochę się zaniepokoił, bo jego celem nie było uśmiercanie nikogo, a jedynie wywołanie niegroźnej choroby. Ku jego większemu przerażeniu, mała istota zdążyła rozmnożyć się na tyle, że wkrótce każdy wilk w watasze był zainfekowany, nawet sam alchemik. Próbował stworzyć antidotum, cokolwiek, co powstrzymałoby to coś od uśmiercania jego towarzyszy, niestety nic nie wymyślił. Umierały kolejne wilki. Basiorowi nie zostało nic, tylko udać się po pomoc na zachód. Miał nadzieję, że tam znajdują się lepsi od niego alchemicy, którzy utworzą lek. Szedł długo, jednak z każdym dniem coraz bardziej słabł. Kiedy poczuł, że oddychanie przychodzi mu już z ogromnym trudem, zatrzymał się u najbliższej watahy i poprosił, żeby ktoś od nich ruszył na zachód po pomoc. Tak też się stało. Alchemik nie wiedział jednak, jak ogromny popełnia błąd: wilk, którego wysłał, zdążył się zarazić. Dotarł za zachód, zarażając przy tym kolejne stada. Niedługo potem zmarł twórca wirusa. Świat pogrążył się w pandemii.

Raquel skończyła opowieść i spojrzała na towarzyszy przy ognisku. Na ich pyskach malował się strach.

- To było… Niepokojące. - powiedziała Attano.

Quest zaliczony !
Nagroda: 50 pkt doświadczenia, 50 WD

środa, 4 listopada 2020

Od Keneven'a - Quest 2 ~ Halloween

Ken, jak to on, siedział samotnie i patrzył się na swoje łapy. Co chwilę wzdychał i trzepał ogonem. Bardzo zaskoczył go głos:
- Cześć! Idziesz na dzisiejsze ognisko? - to była Delta DeCay
- Jakie znowu ognisko? Czy ja znowu o czymś nie wiem? - Ken wydawał się mniej ponury niż zawsze
- Nie słyszałeś? Dzisiaj w nocy! Renesmee wszystkich poprosiła. Może ciebie wtedy nie było?
- Już jest noc, geniuszu
- Wiem, dlatego chodź! Nie chcesz się chyba spóźnić?
- Wiesz, że nie cierpię ognisk? - wadera nie odpowiedziała tylko złapała basiora za ogon i podniosła go.
- Chodź! - i poszli. Na ognisku nie było jeszcze tylko samej Renesmee. Wilki opowiadały coś między sobą. Ken i Delta usiedli koło siebie, a Delta powiedziała Ken'owi, by przygotował się na straszne historie.
- Ja bym chciała opowiedzieć - rozmarzyła się Raquel, ale nikt jej nawet nie słuchał. Jedynie Tsuki zareagowała:
- Taaa.... Pewnie będziesz alchemizować? Co?
- Ej! - możliwe, że doszłoby do gorszej wymiany słów pomiędzy waderami, gdyby nie zjawiła się Renesmee.
- Już się ściemniło. Możemy zacząć Noc Strasznych Opowieści! - powiedziała. Wilki były podekscytowane, bo jedynym światłem był ogień.
- Już się boję. Halloween to nie jest straszne święto - mruknął Ken niezadowolony z tej imprezy. Widocznie tylko on był nieucieszony, bo reszta wilków była wręcz podekscytowana. Zwłaszcza wtedy, kiedy Alfa powiedziała, że każdy wilk będzie miał szansę opowiedzieć straszną historię. Za moment zaczęło się wybieranie wilka, który jako pierwszy coś opowie. Znowu odezwała się przywódczyni:
- No więc, pierwszym wilkiem będzie... Keneven! - Ken zrobił zdziwioną minę i patrzył się z pogardą na Renesmee. Udało mu się powiedzieć tylko:
- Eeee... Ja? - cała wataha skierowała ku niemu wzrok i czekała na początek. W końcu Ken uległ - No dobra. Tylko nie komentujcie, bo to będzie zmyślona historia i o... kotach. Dobra. No to... Yyyyy... Emmmmmm... O wiem! Brązowe łapy stąpały po bezkresnym bagnie. Kotce coraz trudniej było stawiać kroki, a jej oddech był coraz cięższy. Wlokła się tak, póki nie usłyszała krzyku:''Nieee!! Zostaw mnie!!''. Kocica zerwała się pomimo wszystkich utrudnień i pognała w stronę głosu. Na miejscu zastała jasno - brązowego kocura leżącego na ziemi. Podeszła do niego i spytała: ''Nic ci nie jest?''. Kocur ledwo wydał z siebie głos: ''Trochę. Zranił mnie w bok''. Kotka zauważyła dużą ranę na boku kocura i spytała się: ''Kto ci to zrobił?''. Kocur odpowiedział: ''Duch Jaskrawego Lwa''. Kotka się zdziwiła: ''Kogo? Dobra nieważne. Ja nazywam się Kai, a ty?''. ''Ja jestem Edward''. Kai przejechała łapą po zranionym boku. Edward zdziwiony wstał: ''Ty leczysz? Wow, nigdy nie widziałem czarodziejki życia!''. Kai się zaśmiała: ''To masz okazję''. Kotka opowiedziała Edwardowi o swojej przyjaciółce - lwicy, a nazywa się ona Selene. Kocur za przewodnictwem Kai wrócił do kryjówki Kai i Selene. ''Kto to?'' - przy wejściu przywitała ich błękitna lwica. ''To Edward. Uratowałam go od... Jakiegoś Ducha Jaskrawego Lwa''. ''Jaskrawego Lwa? - Selene dobrze wiedziała kim on jest, dlatego też opowiedziała o nim przyjaciołom: ''To był najpotężniejszy ze wszystkich lwich wojowników! Ale jego duch? Jego duch musi być potężniejszy niż on sam!'' - lwica sapnęła

- A jak on wygląda? - przerwała Andzia
- Mogłabyś być taka dobra i nie przerywać? - zwrócił jej uwagę Bai Lang
- No dobra, już dobra... No kontynuuj!

- No to lwica sapnęła - kontynuował Keneven - ''Musimy go zabić''. ''Zabić ducha? To niemożliwe'' - Kai i Edward okrzyknęli chórem. ''Da się. Tylko ja mogę go zabić. Ja jestem lwem'' - Selene powiedziała to tak jakby chciała się pochwalić. Dwa koty i lwica po omówieniu planu "pułapki" dwa koty i jedna lwica wyruszyli na poszukiwania tego ducha. Najpierw musieli rozstawić przynętę. Były to kukły kotów, wyglądające jak prawdziwe. Grupa znalazła idealną kryjówkę w skale...

- A to na naszych terenach? - Andzia nie mogła się powstrzymać
- Aaaa! Możesz nie przerywać!? Ja tu słucham!! - Bai był już o wiele bardziej wkurzony
- Egh... Dobra...

- To na czym stanąłem? A! Grupa znalazła idealną kryjówkę w skale. Musieli poczekać tam do zmroku. Edward wpadł na pomysł z wachtą. Zmiana była co 1 godzinę. Najpierw straż pełniła Selene. Reszta mogła iść bezpiecznie spać. Na następnej zmianie stał Edward z Selene, ponieważ lwica była uparta. Zanim Kai zdążyła wyjść z jaskini, by przejąć wartę, już się ściemniło. Młodzi bohaterowie czuli, że są obserwowani przez mnóstwo "stworów". Najbardziej bał się Edward. Gdy rozbrzmiewały straszne dźwięki, to właśnie on kulił się wtedy na ziemi i trząsł ze strachu. Kai też się bała, a gdy zostawała w tyle widziała jedynie świecące oczy Selene. Był tylko jeden problem - wszystko dookoła Kai świeciło. Jednak mogła kierować się zapachem strachu pochodzącym od Edwarda, a Edward prawie wchodził na lwicę. Selene się w ogóle nie bała. Podobno w jej rodzie była zwana "Pogromczyni Strachu", ale i tak nie używała nigdy tego tytułu. Grupa zatrzymała się, gdy usłyszała bardzo głośny ryk. Kai szepnęła do towarzyszy: ''To chyba ten Duch Jaskrawego Lwa''. Usłyszała odpowiedź Selene: ''Tak, to jego ryk''. Jedynie Edward stał w bezruchu, z przerażoną miną, pełen pesymistyzmu. Po chwili lwica zwróciła się do jasno - brązowego kocura: ''Edwardzie - Strachajło idź...''. Przerwała jej Kai: ''Gdzie on właściwie jest?''. Kotka i lwica się zaniepokoiły i postanowiły najpierw odszukać przyjaciela, a potem dopiero pokonać Ducha Jaskrawego Lwa. ''Ej, Selene. Spójrz tutaj. Czy to przypadkiem nie są ślady tego lwa?''- Brązowa kotka zwróciła się do lwicy. ''Tak. To jego ślady... O, nie!. Ten duch. On... On... Porwał Edwarda!'' - Towarzyszki spojrzały zdziwione na odciski dużych łap. ''Patrz. Tu jest taka gruba linia'' - Kai była perfekcyjna w odnajdowaniu "szczegółów". ''Tędy pewnie ciągnął Edwarda. Chodźmy po śladach!''. Selene prowadziła, a Kai starała się dojrzeć, czy w krzakach nie czyha czasem duch lwiego wojownika. Po kilku minutach podążania za śladami, przyjaciółki zobaczyły okropną scenę. Na polanie siedział lwi duch odgryzający Edwardowi głowę. Selene przymknęła oczy i wymówiła jakąś lwią modlitwę, a Kai zaczęła płakać. Płakała tak głośno, że aż Jaskrawy Lew to usłyszał i odwrócił się. ''Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Ty pewnie jesteś Kai? A ty? Ej! Ja cię znam lwico! Ty jesteś Selene Pogromczyni Strachu!''. ''O. Jak fajnie, że mnie znasz'' - Selene zaczęła swą rozmowę z pogardą - ''A ty jesteś zapewne Duch Jaskrawego Lwa. Wiesz, że właśnie zabiłeś mojego przyjaciela, który był też prawdopodobnie chłopakiem Kai? Nie ujdzie ci to na sucho! Już ja się na tobie zemszczę!''. Selene bez zastanowienia skoczyła na ducha i wgryzła mu się w kark. Jednakże to nic nie dało. Lew złapał ją łapą i przygniótł do ziemi. Dla niej również nie miał litości i...''Stój!'' - Kai znowu kogoś uratowała. ''Bo co? Ty mnie pokonasz?''. ''Tak!'' - po tych słowach Kai zmieniła się w ogromnego potwora i rzuciła się na lwa, który zrobił bardzo zdziwioną minę. Natychmiast go zabiła i wróciła do prawdziwej postaci. Selene jej podziękowała i zapytała się o ten "wybryk". ''Ech. Umiem się zmienić w cokolwiek. Nie mówiłam ci, bo mogłoby to wpłynąć na naszą przyjaźń''. ''Nigdy by to nie zmieniło więzi z tobą! A teraz musimy pochować Edwarda. Szkoda, że znałyśmy go tak krótko''. Po tych słowach, dwie przyjaciółki urządziły pogrzeb, ale za to mogły żyć już spokojnie. Koniec!

Quest zaliczony !
Nagroda:  50 pkt doświadczenia i 50 monet + 20 monet za ponad 1k słów