Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raquel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raquel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 marca 2021

Od Raquel Cd. Kuroi Hone

 

Słowa basiora mogły brzmieć trochę jak groźba, przez co Raquel przeszedł dreszcz. Rozumiała jednak w pełni obawy Kuroi Hone, lepiej, żeby zatrzymała pewne informacje tylko dla siebie. Dlatego właśnie alchemiczka odpowiedziała, szybko kiwając głową.

- Oczywiście, nie musisz się o to martwić - zapewniła.

Czarny wilk mruknął w reakcji, jakby próbując przekazać, że ma na to nadzieję. Halcón pisnął cicho i zakręcił się dwa razy wokół własnej osi. Raquel przymrużyła oczy.

- I ty masz jeszcze siłę na zabawę... - wymamrotała z lekkim uśmiechem.

Sama wciąż była bardzo osłabiona, powoli zaczęła podnosić się z ziemi. W końcu żeby wyjść z lasu, trzeba najpierw wstać.

- Pomogę ci - rzekł Kuroi swoim lodowatym tonem, po czym podał waderze pomocną łapę.

- Jak wrócę do jaskini, to pójdę spać i nie wstanę przez tydzień - jęknęła, żartując nieco z własnego stanu.

Basior pokiwał lekko głową. W głowie szarej wilczycy pojawiło się pytanie, czy może taki gest odebrać za uśmiech ponurego płatnego mordercy.

Wilki szły dość długo, głównie przez fakt, iż alchemiczka nie potrafiła poruszać się w dość szybkim tempie. Mięśnie paliły ją, jednak nie chciała narażać Kuroi, Gutou i Halcóna na jeszcze większe niebezpieczeństwo, które mogło pojawić się przez zbyt długą wizytę w mrocznym lesie, więc zaciskała zęby i mimo bólu brnęła przed siebie. Jednak jej mina musiała wyrażać jej wewnętrzne cierpienia, ponieważ nagle cisza została przerwana przez głos basiora.

- Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś próbowała zjeść pięć cytryn na raz.

Ten komentarz wywołał uśmiech na pysku samicy.

- Nie, wszystko okej. Próbuję sobie przypomnieć przepis na eliksir, który mógłby mi pomóc - skłamała, bo Kuroi już dość się przez nią namęczył.

- No to dobrze... W takim razie myśl dalej.

Raquel ponownie się uśmiechnęła, tym jednak razem z powodu polany, którą dało się już widać między drzewami. Byli przy wyjściu z lasu.

<Kuroi?>

piątek, 29 stycznia 2021

Od Raquel Cd. Renesmee

- Renesmee... - westchnęła alchemiczka. - To naprawdę nie była twoja wina. Uratowałaś mnie, nie zrobiłaś nic złego... Proszę, nie obwiniaj się o to, że ciągle przychodzę do jaskini medycznej. - pod koniec swojej wypowiedzi Raquel lekko się uśmiechnęła, dając tym samym znać, że mówi to żartobliwie.

Alfa milczała z zatroskaną miną, jednak spróbowała odwzajemnić uśmiech Raquel.

- Muszę na chwilę cię opuścić. Mam ważną sprawę do załatwienia... Która mam nadzieję cię uratuje - powiedziała w końcu Res.

- Próbka? - domyśliła się ranna wadera.

Rene pokiwała głową.

- Jeśli mogę coś zasugerować, a ty faktycznie nie chcesz zabijać ośmiornicy, to próbką idealną byłby kawałek ramienia, na którym widziałam śluz. Nie wiem, czy całe stworzenie było zainfekowane, a zbadanie tej części przyniesie pewne rezultaty. - alchemiczka mówiła trochę ciszej, ponieważ wciąż nie wróciły jej siły.

Renesmee ponownie dała znak głową, że rozumie słowa towarzyszki. Udała się w stronę Tarou, zamieniła z nim kilka słów, wyszła z jaskini i wzbiła się w powietrze. Medyk podszedł do rannej samicy.

- Czujesz się trochę lepiej? - mówił, jednocześnie oglądając okład z ziół, który wcześniej przygotował.

- Średnio... - sapnęła Raquel.

- Rene poleciała po Capitána i Ice Queen. Chyba podjęła decyzję o pobraniu próbki szybciej, niż myślałem... - kontynuował Tarou. - Mam nadzieję, że dzięki temu będę mógł podać ci zioła, które naprawdę pomogą. Tylko będę musiał najpierw zbadać to coś... - podrapał się po głowie.

- Jeśli będę w stanie, chętnie pomogę. Myślę, że to może być moja dziedzina, w końcu całymi dniami siedzę w laboratorium.

- No nie wiem... Jak będziemy potrzebowali twojej rady, to z pewnością o nią poprosimy, jednakże nie chcę, żebyś za bardzo się przy tym męczyła. I wstawała.

Raquel zacisnęła usta. Wyglądało na to, że stała się kaleką, która niewiele może zdziałać.

***

Minęło trochę czasu, alchemiczka cały czas odpoczywała na swoim posłaniu. Tarou i Bai Lang stali w drugim kącie jaskini i rozmawiali. Raquel czuła się coraz gorzej. Od jakiegoś czasu zaczęło jej być bardzo gorąco, jednak o dziwo wracały jej siły. Miała problem z koncentracją, myśli strasznie jej błądziły.

- Tarou... - jęknęła po raz kolejny.

Medyk i zielarz byli bardzo zaniepokojeni jej stanem. Wypatrywali Renesmee, która mogła w każdej chwili wrócić z próbką. Cały czas powstrzymywali się od dawania Raquel "mocniejszych" lekarstw, które mogły jej nawet zaszkodzić.

- Raquel, słyszysz mnie? - do wadery dochodził głos białego basiora, poznawała go, jednak obraz i dźwięk był coraz bardziej rozmyty.

- Cholera, Bai! Popatrz na ranę!

- Zielony śluz... - głos Langa wydawał się przerażony, ale alchemiczka nie potrafiła zrozumieć, dlaczego. Zielony śluz? Co to oznaczało? Gdzie ona właściwie była? Kim były wilki, które grzebały przy jej boku? Może chcieli jej zrobić krzywdę?

Raquel zerwała się z miejsca i obnażyła kły. Dwóch basiorów aż podskoczyło. Rzuciła się na mniejszego z nich. Lepiej, żeby to ona zabiła ich pierwsza, zanim oni zabiją ją.

<Renesmee?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 448
Ilość zdobytych PD: 224

sobota, 23 stycznia 2021

Od Raquel Cd. Kuroi Hone



Alchemiczka poczuła przypływ nadziei, kiedy w zasięgu jej wzroku ukazały się dziwne stworzenia przypominające motyle. Zwierzątka były jednak od tych owadów dużo większe i silniejsze, Raquel przekonała się o tym, kiedy dwa z nich uniosły ją w powietrze. Halcón leciał obok, wydając z siebie dźwięki wskazujące na jego zaniepokojenie.

Chwilę później wadera została położona przez motyle na trawie na zewnątrz jaskini. Powoli odzyskiwała siły, nie chciała jednak zbyt szybko wstawać. Wreszcie wydostała się z niebezpiecznej sytuacji, mogła leżeć bez obawy o swoje życie.

- Jesteś cała? - nagle zapytał Kuroi Hone.

Samica zwróciła się w jego stronę, lekko unosząc ciało. Basior ponownie stał się "normalną" wersją siebie, kości z powrotem obrosły czarnym futrem.

- Chyba tak... Jak twoja noga? - powiedziała trochę niepewnie.

Płatny morderca skierował wzrok na kończynę.

- Przeżyję - oznajmił bez wyrazu.

Ostatni motyl odleciał. Dwa wilki znajdowały się teraz w towarzystwie swoich towarzyszy. Dwa małe smoki siedziały przy swoich właścicielach jak stróże.

- Halcón wariacie, coś ty wymyślił? - Raquel przybrała nieco bardziej groźną minę.

Towarzysz pisnął i podkulił ogon. Następnie wtulił się w futro alchemiczki. Ta pokręciła głową i również przytuliła smoka. Zauważyła, że Kuroi również wszedł w interakcję z Gutou, nie słyszała od nich jednak żadnego dźwięku, domyśliła się więc, że prowadzą rozmowę telepatycznie.

- Kuroi... - odchrząknęła Raquel.

Basior i jego towarzysz spojrzeli w jej stronę. Policzki oblały jej się rumieńcem, poczuła się głupio, ponieważ pewnie przerwała im w środku zdania.

- Dziękuję, że mi pomogłeś. Bez ciebie nie odnalazłabym Halcóna... - zaczęła.

- Drobiazg - odparł Hone.

- No i przede wszystkim dziękuję, że uratowałeś mi życie. - wadera uśmiechnęła się lekko.

<Kuroi? Przepraszam, że tak długo nie odpisywałam ^^'>

środa, 30 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Kuroi Hone

Raquel ocknęła się nagle. Była słaba jak jeszcze nigdy dotąd, nie miała nawet siły podnieść łba. Skierowała jedynie wzrok na basiora, który niósł ją na swoim grzbiecie. Gdyby alchemiczka była choć trochę bardziej na siłach, na pewno conajmniej by się wzdrygnęła, może nawet wydałaby z siebie okrzyk. Kuroi był właściwie samymi kośćmi, jedynie mały fragment jego grzbietu pozostał normalny, co właściwie chyba dodawało zjawisku jeszcze bardziej niepokojącej aury. Raquel wiedziała, dlaczego tak się stało, mimo wszystko żywy trup wydał jej się nienaturalny i lekko przerażający. W tamtym momencie jednak mogła być jedynie wdzięczna, że płatny morderca nie zostawił jej po drugiej stronie wybudowanego przez nią mostu.

Wilki znajdowały się już właściwie przy jego końcu, Hone cały czas starał się poruszać jak najszybciej, zwolnił jedynie na moment, żeby spojrzeć na waderę, kiedy poczuł, że się obudziła. Nic nie powiedział i ruszył dalej przed siebie, najwyraźniej rozumiejąc, że wilczyca nie dałaby rady iść na własnych nogach.

- Jeszcze... Trochę... - wycisnął z zaciśniętymi zębami, nadal brnąc przed siebie.

Drewniany most zachwiał się. Dziwne stworzenia z ogromną ich wersją na czele zżerały lichą konstrukcję. Było jasne, że za moment przejście to nie wytrzyma i przebywające na nim wilki spadną w przepaść pełną czarnych łusek. Liczył się czas, który uciekał nieubłaganie. Raquel chciała powiedzieć basiorowi, żeby zostawił ją i ratował siebie, nie potrafiła jednak odezwać się nawet jednym słowem. Czuła się, jakby zaraz miała ponownie odpłynąć.

Mostem znowu szarpnęło, tym razem złamał się w pół, przez co część, na której znajdowali się Raquel i Kuroi, została wygięta lekko w dół. Samiec szybko złapał się gałęzi, próbując się utrzymać. Było to trudne i nieco mogło przypominać surfing z o wiele mniejszą dawką zabawy. Kawałek drewna pod jedną z łap Hone został nagle odgryziony przez skaczącą istotę. Noga basiora straciła podłoże, przez co gwałtownie przechylił się i upadł. Wadera, która znajdowała się na jego grzbiecie, zsunęła się teraz obok niego.

- Cholera! - zakrzyknął Kuroi Hone.

Raquel zebrała resztki swoich sił i podniosła się powoli do siadu. Mogła z tej pozycji zaobserwować, że do nogi kościstego wilka "przykleiło się" zębami jedno ze stworzeń. Alchemiczka zadrżała i chwyciła za łapy basiora, próbując pociągnąć go w swoją stronę. Wciąż była jednak zbyt słaba i ten niewielki wysiłek okazał się dla niej bolesny. Krzyknęła, aby dodać sobie mocy, próbując pomóc Hone jeszcze raz. Bezskutecznie. Sytuacja wydawała się beznadziejna.

Do momentu, kiedy kątem oka Raquel nie dostrzegła kilku małych i kolorowych stworzonek, lecących w ich stronę. Na ich czele lecieli Halcón i Gutou.

<Kuroi Hone? :3 >

wtorek, 15 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Kuroi Hone



W stronę Raquel leciało dziwne stworzenie. Nie było duże, tylko trochę przewyższałoby roczne szczenię. Miało czarne łuski, głowa była bezpośrednio przyłączona do tułowia, z którego wyrastały 4 długie odnóża. Istota pewnie z nich wybijała się w powietrze. To coś nie miało oczu, głowa składała się właściwie jedynie z okrągłego otworu gębowego, z którego wystawały rzędy zębów, teraz skierowanych w stronę wadery.

Alchemiczka nie miała nawet czasu na reakcję. Kuroi zauważył napastnika przed nią, szybko rzucił się w jego stronę i mocno odbił stworzenie, które poleciało z powrotem w głąb przepaści. Przez nagły ruch basior potrącił Raquel, na którą następnie upadł. Samica chwilę patrzyła w jego oczy zszokowana. Hone szybko się podniósł i pomógł wstać towarzyszce. Ta chciała podziękować, lecz w ich stronę skoczył już następny czarny stwór.

- Uważaj! - krzyknęła do płatnego mordercy, który znowu wykazał się swoimi zdolnościami, tym razem zabijając atakującego.

Wadera miała mętlik w głowie. Trzeba było działać bardzo szybko. Nie było sensu zawracać. Nie polecą jak dwa smoki, przecież nie mają skrzydeł. Spacer ścieżką też był niebezpieczny. Chyba, że znajdowałaby się wyżej... Alchemiczka rozejrzała się i zauważyła po drugiej stronie mostu małe drzewko. Skoro tam rosło, musiało mieć dostęp do światła. Oczywiście w nocy nie mogła potwierdzić tej hipotezy. Za zakrętem mogło się jednak kryć wyjście.

- Kuroi, proszę kryj mnie. Halcón pewnie pomoże i spowolni ruchy tych istot... - w głowie Raquel pojawił się już plan.

Hone kiwnął głową. Nie pytał, co zamierzała samica, nawet nie było czasu na dyskusje, czy postępuje mądrze. Raquel skupiła całą swoją moc i wysłała ją w stronę drzewka. Roślina zaczęła rosnąć, jej gałęzie kierowały się w stronę wilków.

Ciemnoszara alchemiczka nigdy nie doświadczyła takiego wysiłku, używając mocy. Musiała użyć jej sporo, żeby gałęzie w końcu dosięgnęły przeciwnego brzegu. Jeśli miał być to nowy most, musiał być stabilniejszy. Raquel skupiła się, żeby wzmocnić konstrukcję. Czuła, że opada z sił, mięśnie jej drżały. W końcu krzyknęła, żeby dodać sobie mocy na sam koniec. Nawet nie miała szansy spojrzeć na swoje dzieło, ponieważ po chwili leżała już wyczerpana na ziemi.

<Kuroi?>

niedziela, 13 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Renesmee



Raquel powoli otworzyła oczy. Cicho stęknęła, czuła się słabo. Nie miała siły się podnieść, jednak nad sobą widziała zmartwioną twarz Tarou. Basior ożywił się, gdy zobaczył, że jest przytomna.

- Raquel! - alchemiczka usłyszała Renesmee.

W następnej chwili zauważyła również Bai Langa.

- Co... Co się stało? Co ja tu robię? - ciemnoszara wadera była wyraźnie zdezorientowana.

- Hipokamp pomógł mi wyciągnąć cię z wody... Straciłaś przytomność - głos Alfy lekko drżał.

- Dziękuję... Pamiętam, że byłam pod wodą, ale to było bardziej jak zły sen... - wymamrotała Raquel.

Wadera spróbowała wstać, jednak zatrzymał ją Tarou.

- Nie tak szybko. Powinnaś odpocząć, zajmiemy się tobą. - powiedział medyk.

Samica skrzywiła się.

- Doceniam to, ale ostatnio dość często tu bywam, a pewnie macie inne rzeczy do roboty... - spojrzała na zielarza.

- Spokojnie, zdrowie członków watahy jest dla nas najważniejsze. - uspokoił ją Bai.

- Dokładnie. Odpocznij i niczym się nie przejmuj. - Renesmee uśmiechnęła się delikatnie.

Raquel pokiwała głową. Tarou i Lang oddalili się na moment, a przy rannej pozostała jedynie skrzydlata wilczyca.

- Res... Z tym stworzeniem... - zaczęła Raquel. Alfa odpowiedziała jej skwaszoną miną. - Z tym stworzeniem coś było nie tak. Nigdy takiego nie widziałam, ale wyraźnie ta... Ośmiornica była ranna.

- Co masz na myśli? - próbowała zrozumieć towarzyszka.

- Istocie brakowało dwóch ramion. Były jakby odcięte... Na tym, co z nich zostało, był jakiś ciemnozielony śluz... Wyglądało to jak jakaś...

- Infekcja? - dokończyła Alfa i przymrużyła oczy.

- Dokładnie. Nie mam pojęcia, czy rzeczywiście tak było i czy to komuś zagraża, ale... Może warto to zbadać...?

Renesmee chwilę się zastanawiała.

- Na razie nic nie wiemy. Ale możesz mieć rację...

Alchemiczka zaczęła się zastanawiać. Niestety jej wiedza o chorobach nie była tak duża jak ta to eliksirach. Kiedy w zasięgu wzroku znowu pojawili się Tarou i Bai Lang, powtórzyła basiorom to, co widziała.

- Brzmi niepokojąco. - przyznał medyk.

- Powinniśmy coś zrobić? - zapytała kuzyna Rene.

Czarny skrzydlaty basior spojrzał na pacjentkę.

- Raquel, czy to coś miało z tobą duży kontakt? - zapytał.

Zapytana zmarszczyła brwi.

- To coś trzymało mnie mackami, a tak to... W pewnym momencie straciłam przytomność i nie pamiętam dalszych wydarzeń, ale raczej nie...

Bai Lang również zbadał wzrokiem wilczycę. W końcu zadał pytanie:

- Raq... Gdzie twój opatrunek?

- Zsunął się w wodzie, to jeszcze pamiętam... - alchemiczka wymówiła te słowa i moment później zrozumiała, do czego zmierzał zielarz.

Jeśli była to infekcja, coś mogło wedrzeć się do organizmu Raquel przez otwartą ranę.

<Renesmee?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 381
Ilość zdobytych PD: 190

Od Raquel Cd. Heshenivv'a



Po odejściu basiora Raquel nadal trenowała z towarzyszem. Zajęło im to dość długo, w końcu trenowali od rana, a słońce wskazywało na to, że było już południe.

- No maluchu, chyba pora na mały obiad - oznajmiła wilczyca.

Czuła już głód, ponieważ ćwiczenia z Halcónem wymagały od niej dużo ruchu i energii. Była trochę zmęczona i potrzebowała odpoczynku. Mały smok ochoczo mruknął.

- No to chodźmy - zaśmiała się alchemiczka.

Szła na południe, jej towarzysz co jakiś czas wzbijał się w powietrze na jej wysokość. Wadera była zadowolona, że tak dobrze szło mu latanie. Co prawda do perfekcji było mu daleko, jednak jak na młodego smoka, który nie wychowuje się wśród osobników swojego gatunku, opiekunka była z niego naprawdę dumna.

Raquel zatrzymała się, kiedy wyczuła blisko ciepło jakiejś istoty. Była dość spora i leżała, mógł to być jakiś jeleń. Rzadko spotykała samotne wilki leżące w połowie dnia na środku lasu, dlatego bardziej spodziewała się zwierzyny łownej.

- Halcón... - szepnęła. - Tam jest zwierzę. Wiesz, co robić - mrugnęła do niego.

Stwierdziła, że przy okazji potrenuje zdolności łowieckie małego smoka. Wcześniej przynosił jej wiele królików i lisiurek, teraz przyszła pora na coś większego. Halcón ochoczo podleciał do przyszłej ofiary. Raquel nie miała pojęcia, jak sobie poradzi. Stwierdziła jednak, że dzięki mocy spowalniania ruchów innych sobie poradzi. Jelonek nie będzie mógł mu uciec. Malec zniknął za drzewami, alchemiczka czuła mocą, że jest przy tajemniczym zwierzęciu. Nagle usłyszała krzyk... Wilka?

Szybko przemknęła między krzewami do towarzysza i jej oczom ukazał się... Heshenivv. Zastygł w połowie ruchu, jakby chciał wstać. Halcón rzeczywiście spowolnił jego ruchy. Smoczy towarzysz stał na jego grzbiecie, jednak nie atakował. Wyglądał na zdezorientowanego.

- Dobrze, że nie zaatakowałeś, Halcón... - zaczęła Raquel. - Możesz go puścić.

Smok zleciał z pleców basiora i stanął przy alchemiczce. Po chwili Heshenivv mógł znowu ruszać się w swoim tempie, jednak przez dziwną pozę, w której został, przechylił się i opadł z powrotem na ziemię.

<Heshenivv?>

środa, 9 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Kuroi Hone



Tego samica się bała. Że Kuroi pociągnie temat i będzie próbował dowiedzieć się jak najwięcej. Czy mógł coś jej zrobić za samą wiedzę o Żywych Kościach? Czy mógł coś zrobić innym członkom watahy, gdyby dowiedział się prawdy? Raquel nie miała pojęcia, czy Kuroi Hone i Bai Lang wiedzą coś o sobie nawzajem, jednak czarny basior wydawał się zaskoczony, że alchemiczka posiada wiedzę na temat jego watahy. Postanowiła, że nie powie mu całej prawdy, aby ochronić innych. Nerwowo odchrząknęła.

- Cóż... Pochodzę z dalekiego południa, więc nigdy nie widziałam kogoś takie... - urwała i spojrzała na Kuroi. - To znaczy jednego z was. Ale jestem dość oczytana i mam dobrą pamięć. Napotkałam się kiedyś na legendę o Dzikich Kościach...

Kuroi przymrużył oczy. Wilczyca chciałaby w tamtym momencie wiedzieć, czy basior jej uwierzył. W końcu go nie okłamała, zataiła jedynie najistotniejszy fakt. Zanim cokolwiek odpowiedział, Raquel nagle przystanęła i uniosła łapę do góry, zatrzymując Kuroi.

- Zaczekaj. Coś czuję... Dużo małych stworzeń... Nie rozumiem. - wydukała.

- Gdzie? - zainteresował się Hone.

- Na końcu tego korytarza. Nie wiem, czy stoimy przed kryjówką jakiegoś gatunku, czy znajduje się tam wyjście, ale... Nie wiem, czy którakolwiek z tych opcji jest teraz optymistyczna. Nie mam pojęcia, co to za istoty.

Kuroi milczał ze swoją poważną miną.

- Gutou tam jest. - w końcu oznajmił.

Raquel przekrzywiła łeb. Czyżby komunikował się ze swoim towarzyszem w myślach?

- To... Chcesz tam pójść? - zapytała alchemiczka niepewnie. Poczuła, że dreszcz przeszywa ją do szpiku kości.

<Kuroi?>

Od Raquel - Quest 4

"Tylko tego nie schrzań" - pomyślała Raquel.

Powoli skradała się do sarny, którą miała przed sobą. Zwierzę było obrócone do niej tyłem, właśnie piło wodę z Lac Doré. Raquel czekała, aż jej przyszła ofiara odsunie się od wody, żeby skoczyć i zaatakować. Nie chciała przez przypadek wylądować w jeziorze. Sarna w końcu podniosła łeb. Raquel spodziewała się, że spokojnie odejdzie i będzie łatwym celem. Zwierzę jednak zaczęło mieć drgawki. Stało cały czas w tym samym miejscu. Obróciło się bokiem do wadery, która mogła dostrzec, że z pyska sarny wylatuje piana.

"Co jest?!" - wilczyca poważnie się zaniepokoiła.

Sarna wydała z siebie dziki ryk i popędziła w stronę lasu. Zszokowana Raquel nie miała nawet czasu zaatakować niedoszły obiad. Widziała tylko, jak zwierzę znika między drzewami. Kierowało się w stronę jaskini Renesmee.

Raquel ze skrzywioną miną ruszyła za sarną. Pozostała trochę w tyle i skryła się na skraju lasu. Obserwowała polanę, na której znajdowała się jaskinia Alfy i Douce Cascade. Właśnie tam znajdowała się sarna, jednak alchemiczka nie spodziewała się tego, czego chwilę później była świadkiem. Przed swoją jaskinią przebywała akurat Res, wyraźnie zdziwiona tym, że podchodzi do niej zwierzyna łowna. Sarna rzuciła się w jej stronę. Na szczęście tuż obok była Ice Queen, która (zgodnie z jej stanowiskiem) obroniła Alfę przed rozszalałą sarną. Dla pewności zabiła zwierzę, przegryzając jej szyję. Biała samica została ranna.

- Ta sarna mnie ugryzła! - krzyknęła.

Raquel pobiegła w stronę wader.

- Co się właśnie stało?! Od kiedy sarny są takie agresywne? - Renesmee próbowała dojść do siebie.

- Goniłam za nią od Lac Doré. - włączyła się Raquel. - Nie mam pojęcia, o co chodzi, ale niepokoi mnie ta piana.

Nagle ciało Ice Queen zaczęło drgać. Oczy wadery zaszły mgłą.

- Ice? Ice! - Rene próbowała nawiązać z obrończynią kontakt.

- Zachowuje się jak ta sarna... Renesmee, udaj się po pomoc medyków albo kogoś z potężniejszą mocą. Trzeba na chwilę dać jej coś na sen, bo może zacząć nas atakować. Muszę coś zbadać. - Raquel mówiła szybko z poważnym wyrazem pyska.

Normalnie czułaby się głupio, rozkazując własnej Alfie, jednak tym razem czuła, że powinna. Res nie wydawała się urażona, wręcz przeciwnie, przejęła się. Kiwnęła głową i poleciała po pomoc Tarou.

Raquel nie zwlekając rzuciła się biegiem w stronę jeziora. Nie miała pojęcia, czy jej hipoteza jest słuszna, ale wydawało jej się, że to od momentu napicia się tej wody sarna dostała drgawek. Możliwe, że jako alchemiczka odkryje przyczynę tego napadu agresji. W końcu dobiegła na miejsce. Ostrożnie podeszła nad taflę jeziora i powąchała wodę. Miała dziwny, ziołowy zapach. Coś było nie tak. Zaczęła się rozglądać i wtedy spostrzegła dziwną roślinę rosnącą na brzegu, jej część znajdowała się w wodzie. Podbiegła do niej. Ziołowy zapach nasilił się. To zdecydowanie źródło zapachu, ale czy ma to związek z pianą wyciekającą z pyska? Zbliżyła się jeszcze bardziej, żeby zidentyfikować zioło. Coś podpowiadało jej, że jest to roślina, o której czytała w swoich księgach, lecz nigdy jej nie widziała. Nosiła nazwę "Rosół Brzozowskiego". Dziwna nazwa, dziwne zioło. Jego działaniem była piana tocząca się z pyska i napady agresji. Wystarczyło, że sok znajdujący się w jej liściach znalazł się w organizmie. Alchemiczka połączyła fakty. Roślina wydzieliła soki do jeziora, z którego napiła się sarna. Zwierzę ugryzło Ice, która tym samym również została "zarażona". Z wiedzy Raquel wynikało też, że mikstura, która była właśnie tym sokiem, działała, dopóki roślina, z której pochodzi, była żywa. Wystarczyło więc zabić zioło. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Raquel mogła, dotykając liści, również się "zarazić". Na szczęście przyszedł jej do głowy pewien pomysł.

Pognała w stronę Forêt de Vie. Użyła swojej mocy, żeby wykryć wilki. Wyczuła jednego i pobiegła do niego, jednak okazała się do być Attano. Nie jej szukała Raquel. Pobiegła dalej, aż natrafiła na Kuroi Hone.

- Kuroi! - krzyknęła, dysząc. - Proszę, chodź za mną! Chodzi o życie Ice Queen!

Samiec zrobił wyraźnie nierozumiejącą minę, ale zapewnienie, że może uratować życie członków watahy, chyba go przekonało. Raquel zaprowadziła Hone do Rosołu Brzozowskiego.

- Proszę, zabij tę roślinę - poprosiła.

- Co? - czarny samiec był bardzo zdezorientowany.

- Proszę! - alchemiczka ponaglała go.

Kuroi westchnął i zamknął oczy. Wykonał gest podobny do tego, który Raquel robiła przy "doładowywaniu" roślin. Basior jednak zamiast przyspieszyć jej wzrost sprawił, że zioło obumarło. Raquel odetchnęła.

- Dziękuję - powiedziała.

- A... O co chodziło? - zapytał Hone.

Quest zaliczony! 

Od Raquel Cd. Heshenivv'a



Wadera patrzyła ze spokojem na wilka stojącego przed nią.

- Dobrze. Przeprosiny przyjęte. - odpowiedziała z kamienną twarzą.

Po tych słowach Raquel obróciła się przodem do swojego towarzysza i kontynuowała naukę. Halcón zademonstrował jej swoje umiejętności latania, które udało mu się już nabyć, jednak nie były jeszcze perfekcyjne. Potrafił utrzymać się w powietrzu przez kilka sekund i nie musiał już odbijać się z kamieni jak wcześniej.

Uwagę wilczycy rozproszyło chrząknięcie Hesh'a. Z grymasem na pysku zwróciła się w jego stronę. Wyglądał na niezadowolonego. Czy basior oczekiwał, że Raquel popłacze się ze wzruszenia, zacznie się kłaniać i składać mu ofiary w podzięce?

- No? - rzuciła zniecierpliwiona.

Heshenivv był wyraźnie zmieszany i chyba trochę nie wiedział, co ma zrobić.

- I to wszystko? Przeprosiny przyjęte? - zapytał surowym tonem.

Raquel nie odpowiedziała i znowu zwróciła się w stronę małego smoka. Nie widziała reakcji samca, ale domyślała się, że nie jest specjalnie zadowolony. Dała Halcónowi zadanie do wykonania, miał zerwać dla niej gałązkę z czubka drzewa, z którego wcześniej spadł Ivv. Chciała w ten sposób sprawdzić, czy Halcón ma problemy z nabieraniem wysokości. Kiedy jej towarzysz ruszył po gałązkę, zwróciła się do Hesh'a, który nadal najwyraźniej na coś czekał.

- Wiesz, przypominasz mi kogoś... - zaczęła.

Basior zmarszczył czoło, chyba nie spodziewał się zwykłej rozmowy. Nie odezwał się, więc wilczyca kontynuowała:

- Mieliśmy tu basiora podobnego do ciebie. Też płatny morderca i też... Ciężki z charakteru.

Heshenivv przekrzywił głowę z zaciekawieniem.

- Coś słyszałem. - przyznał swoim lodowatym głosem.

- Tak? Też widzisz podobieństwo między sobą a Kenevenem? - zapytała Raquel.

<Heshenivv?>

wtorek, 8 grudnia 2020

Od Raquel - Quest 2

Samica maszerowała spokojnie, nucąc pod nosem. Właśnie mijała Route Fleurie. Było to doprawdy piękne miejsce, przepełnione fioletowymi kwiatami. Raquel czuła ich delikatny zapach. Sprawiał on, że poczuła się niezwykle szczęśliwa. Może kwiaty miały jakieś magiczne właściwości? Wilczyca zerwała jeden i włożyła do jednej z fiolek, którą sobie przygotowała. Mogła zwrócić się potem do Bai Langa i zapytać, o co chodzi. Liczyła na to, że zielarz będzie znał odpowiedź.

Celem wyprawy Raquel był Haute Forêt. Nigdy wcześniej tam nie była i chciała sprawdzić, jakie ciekawe składniki może tam znaleźć. Przekonała się już, że w różnych częściach watahy rosły przeróżne zioła, owoce i kwiaty, które były niezwykle rzadkie. Miała nadzieję, że i ten las pozytywnie ją zaskoczy. Przydałoby się również bardziej poznać okoliczne tereny.

Przeskakiwała z nogi na nogę, mijając jezioro z tajemniczą wyspą, na której rosło drzewo Arbre Divin. Tam wadery też jeszcze nie było, ale jakoś nie spieszyło jej się do zwiedzania wyspy. Można tam było pojawiać się tylko w bardzo ważnych sprawach, a ona nie chciała, żeby jakiś rozwścieczony bóg przemienił ją w dmuchawiec... Oczywiście nigdy nic takiego się tu nie wydarzyło i Raquel nie wiedziała, co mogłoby się stać, ale wolała nie testować cierpliwości bogów.

Znajdowała się już przed lasem. Ogromne wrażenie wywarła na niej wysokość drzew, które tam rosły. Haute Forêt był piękny, jednak w pewnym sensie niepokojący. Wszystko było tak wielkie, że aż przytłaczało malutką Raquel. Wilczyca spoważniała, odrzucając na bok rozmyślania na temat drzew. Skupiła się teraz na ściółce, w końcu to tam miała największe szanse na odnalezienie upragnionych składników. Musiała znaleźć tylko jakieś niezidentyfikowane wcześniej okazy.

Gdy tak szła w głąb lasu, nagle jej uwagę przykuł lśniący przedmiot wystający z ziemi. Zdawało się, że ktoś go zakopał, jednak zrobił to na tyle nieumiejętnie, że rzecz pozostawała widoczna. Samica podeszła do tego czegoś, wystarczył jeden ruch łapą, żeby wydostać to z ziemi.

Jej oczom ukazał się niewielki kryształ o pięknym, bladoróżowym kolorze. Jako waderze Raquel oczywiście spodobała się owa błyskotka, jednak jako naukowcowi postanowiła zbadać ten przedmiot. Zbliżyła do niego łapę i w tym momencie kamień otoczyła biała poświata.

- To jest magiczne... Ciekawe... - powiedziała do siebie.

Powoli dotknęła kryształ, lecz nic więcej się nie stało. Dla bezpieczeństwa zamknęła go w fiolce i czym prędzej udała się z powrotem do laboratorium. Chciała dokładnie zbadać, czym jest tajemniczy przedmiot.

***

W jaskini mogła już "odpakować" dziwny kamień. Delikatnie odłożyła go na stół i zaczęła uważnie go oglądać. Halcón wstał z pozycji leżącej i z zaciekawieniem spojrzał na kryształ. Raquel zbliżyła go do pyszczka smoka, a ten wydał delikatny pomruk.

- Czyli na pewno nie czarna magia. - stwierdziła. - Coś ci się w nim podoba, hę? Mam nadzieję, że nie tylko to, że błyszczy się, kiedy ktoś się do niego zbliża... - zwróciła się do towarzysza.

Odstawiła kamień na stół. Zdjęła z półek kilka fiolek z eliksirami, po czym po kolei wkładała część kryształu do płynu. W pierwszej fiolce nie nastąpiła żadna zmiana. Podobnie w drugiej. Jednak kiedy Raquel zanurzyła różowy kryształ w trzecim eliksirze, mikstura zaczęła bulgotać i zmieniać swój kolor na intensywny róż. Kiedy kamień został wyciągnięty, wszystko powróciło do poprzedniego stanu.

- A to ciekawe. Kryształ reaguje z eliksirem miłosnym!

Halcón znowu zamruczał i wtulił się w futerko Raquel. Ta zmarszczyła brwi.

- Wiem, że normalnie jesteś przytulaśny, ale teraz to już jakoś... Bardziej niż zwykle.

Uniosła kamień, żeby przyjrzeć mu się pod światło. Postanowiła, że przetestuje działanie na wilku, czyli po prostu chciała zbadać czyjąś reakcję. Rodrigo akurat nie było, ponieważ patrolował tereny. Wadera musiała więc poszukać kogoś innego. Wyszła z jaskini i udała się w stronę Douce Cascade, może akurat ktoś poszedł tam, aby zaspokoić pragnienie. Raquel rozejrzała się, ale nikogo nie zobaczyła. Ponownie skierowała kryształ w stronę słońca, żeby się mu przyjrzeć.

- Hej! Oddawaj to! - usłyszała piskliwy głos.

W jej stronę biegło kitsune. Zwierzę miało białe futerko i - jak na jego gatunek przystało - dziewięć lisich ogonków. Stworzonko wyglądało na zdenerwowane. Alchemiczka uniosła kamień w łapie. Kitsune próbowało do niego doskoczyć, jednak było zbyt małe.

- Oddawaj! - powtórzyło.

- Ładne maniery. Dlaczego miałabym ci oddać kryształ? - zapytała chłodnym tonem Raquel.

- Bo jest mój! Kobieto, pewnie nawet nie wiesz, co trzymasz! - kitsune nie przestało skakać. - Cały dzień go szukam, a paraduje z nim jakiś wilk!

Wadera zmarszczyła czoło. Nie chciała przyznać, że kitsune ma rację.

- A skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? Dlaczego mam uwierzyć, że kryształ jest twój?

- Arghhh! - jedynie tyle samica uzyskała w odpowiedzi.

- Okej, to może powiesz mi w takim razie, co to jest? Jeśli twoja odpowiedź będzie poprawna, oddam ci kamień. - zadecydowała Raquel.

Kitsune przestało skakać w próbie odzyskania domniemanej własności. Westchnęło i usiadło przed wilczycą.

- Ehhh... No dobrze. To Kryształ Amora. - na te słowa Raquel jeszcze bardziej skrzywiła minę. - No czyli taki kamyczek co to powoduje miłość.

- Eliksir miłosny w postaci stałej? - wilczyca przypomniała sobie doświadczenia z miksturami i fakt, że z tym eliksirem zaszła reakcja.

- Nie. Eliksir miłosny powoduje krótkotrwałe zauroczenie, kryształ wywołuje prawdziwą miłość. Obiektem westchnień jest zawsze ten, kto go trzyma na tak długo, ile go posiada. - wyjaśniło kitsune.

"To ma sens..." - zgodziła się w myślach Raquel. Chciała jednak jeszcze sprawdzić liska.

- Tak? Jakoś nie widzę, żebyś pokazywał mi dużo miłości. - powiedziała chłodno.

- Po pierwsze, jestem samicą. - kitsune wydawało się oburzone.

- Oh... - zarumieniła się Raquel.

- Po drugie nauczyłam się już przebywać w jego obecności i chyba dowodzi to temu, że normalnie powinnam być jeszcze bardziej zdenerwowana. To sobie to teraz wyobraź.

Raquel westchnęła. W sumie nie potrzebowała, żeby każdy za nią wzdychał. W pewnym sensie byłaby to klątwa, waderze nie wydawała się to przyjemna wizja. Dziwiła się, że kitsune tak bardzo zależy na tym przedmiocie. Szkoda tylko, że nie mogła dłużej prowadzić badań naukowych. Może udałoby się wytworzyć z niego jakieś eliksiry...

- Dobrze, wierzę ci. Ale nie nadużywaj mocy kamienia. - pouczyła stworzenie wilczyca.

- Okej, przecież mam go od lat... - kitsune przewróciło oczami.

- Proszę. Oto twój Kryształ Amora. - Raquel wręczyła zwierzątku przedmiot.

Lisek od razu się rozpromienił i bez słowa uciekł w las. Najwyraźniej był zbyt przejęty odzyskaniem zguby, żeby choć podziękować alchemiczce. Miała nadzieję, że nie wywoła tym sposobem jakiegoś zamieszania.

"Kryształ Amora..." - pokręciła głową samica i wróciła do jaskini.

1000+

Quest zaliczony!

Od Raquel Cd. Kuroi Hone

Gdyby nie sytuacja, w której się znajdowała, Raquel pewnie zachwycałaby się pięknem jaskini. Jej wnętrze było wypełnione kolorowymi kryształami, które się świeciły. Sama grota była większa, niż waderze się wcześniej zdawało: wilki stały w dość dużym pomieszczeniu, od którego odchodziły trzy ścieżki. Raquel jęknęła.

- Super. Co robimy? Możemy pójść którąś z dróg, ale może to potrwać wieki, zanim znajdziemy jakieś wyjście... Jeśli ono w ogóle istnieje. - powiedziała.

- Wolisz czekać, aż smok sobie pójdzie? Ostro go wkurzyłem, może to nie być dobrym pomysłem. - odpowiedział Kuroi.

- Eh... No tak. Ale... Czym go właściwie tak zdenerwowałeś?

Hone nie zdążył odpowiedzieć. Do uszu wilków wdarł się dźwięk przypominający piszczenie ptaka.

- Halcón... - Raquel się rozchmurzyła. - Najwidoczniej też się tu schował! Razem z... Gutou.

Basiorowi zaświeciły się oczy.

- Możliwe, że masz rację. - odparł.

- No to chodź! - wadera zwróciła się w stronę tunelu, z którego usłyszała dźwięk. Chciała chwycić Kuroi, żeby go ponaglić i wtedy jej wzrok skupił się na jego łapach. Wadera aż znieruchomiała.

- Coś nie tak? - zapytał zdziwiony samiec.

Raquel aż zakręciło się w głowie. Prawa tylna łapa Kuroi była... Odsłoniętą kością. Wyglądało to tak, jakby basiorowi ktoś odgryzł kończynę, zostawiając jedynie kość. Wilczyca ciągle wpatrywała się w jego nogę. Hone w końcu też na nią spojrzał.

- Cholera! - zakrzyknął i skierował niepewny wzrok na Raquel.

- To... W porządku. Nikomu nie powiem... - wydukała.

"O ile przeżyję..." - dodała w myślach. Nie wiedziała, czy powinna zacząć się bać basiora. Ale czy naprawdę byłby zdolny wyrządzić jej krzywdę?

Samiec nerwowo odchrząknął i wykonał gest głową, który miał oznaczać "chodźmy już". Tunel był dość długi i wąski. Kilka minut, które zajęło przebycie go, wilki spędziły w kompletnym milczeniu. W końcu przed nimi ukazała się kolejna komnata. Była pusta i odchodziły z niej następne tunele.

- Co teraz? - zapytała Raquel przyjaznym tonem, jakby próbując ukryć rozmowę sprzed kilku minut.

Kuroi wyglądał na zrezygnowanego. Miał skwaszoną minę. Może martwił się o towarzysza, o to, że nie odnajdą wyjścia, a może przez to, że Raquel poznała jego pochodzenie? Samica postanowiła rozluźnić jakoś atmosferę.

- Więc twoim żywiołem jest śmierć... - zaczęła. Kuroi spojrzał na nią spode łba. - No tak, to oczywiste. - kontynuowała. - Jesteśmy w takim razie kompletnym przeciwieństwem. - odrzekła.

- Co masz na myśli? - czarny basior wreszcie się odezwał.

Raquel rozejrzała się. Pomiędzy kryształkami dostrzegła małą roślinkę. Drobne "doładowanie" nie pozbawi ją aż tak dużej ilości energii, więc czemu nie? Wadera zamknęła oczy i ułożyła przednie łapy nad roślinką. Skupiła się na przesłaniu mocy i po kilku sekundach otworzyła oczy. Drobna łodyżka zamieniła się teraz w piękny, granatowy kwiat. Raquel oddychała głęboko jak po wyczerpującym sprincie.

- Moim... Żywiołem jest... Życie. - mówiła, łapiąc oddech.

<Kuroi? :3 >

Od Raquel Cd. Heshenivv'a



Heshenivv popchnął waderę. Może nie było to coś, co naraziło ją na utratę życia, ale była to na pewno duża zniewaga i okazanie braku szacunku. Raquel słyszała od innych wilków, jakie podejście do innych (szczególnie do płci przeciwnej) ma ten basior. Ona jednak dzieliła przez dwa to, co mówili jej inni. Miała więc nadzieję, że to tylko plotki, w końcu kto normalny chciałby żyć z takim wilkiem w jednej watasze? Cóż, samica nie znała go długo, ale jak do tej pory niestety musiała uznać, że pogłoski się nie myliły.

Wilczyca nie chciała narażać się na niebezpieczeństwo, które mogłoby jej przynieść samo przebywanie przy Shenie. Zmarszczyła brwi i zaczęła maszerować w stronę jaskini.

- Już idziesz? - w jego głosie można było dosłyszeć drwinę.

- Idę. - odpowiedziała krótko. - Nie wiem jak ty, ale ja nie wchodzę do niebezpiecznych lasów po nic. Przyszłam tu jedynie, bo na skraju lasu rośnie roślina, której brakuje mi do przyrządzenia pewnego eliksiru.

Basior mruknął coś pod nosem, ale Raquel nie potrafiła dosłyszeć, jakie słowa wymówił. Brnęła przed siebie. Ciągle trwała noc, chciała choć na moment się przespać. Rodrigo nie zdawał sobie sprawy, że wymknęła się z jaskini. Znowu potrzebowała nocnego spaceru, stwierdziła, że przy okazji poszuka zioła, którego brakowało w jej kolekcji. Obejrzała się. Heshenivv zniknął jej z oczu.

Weszła do swojego laboratorium. Wnętrze było oświetlone słoiczkami ze specjalnym płynem fluorescencyjnym. Podeszła do jednej z półek, na których leżały składniki i fiolki. Odłożyła tam roślinę, którą znalazła tuż przed tym, jak zaczepił ją basior. Ziewając, udała się do części sypialnianej. Jej brat smacznie spał, podobnie jej smoczy towarzysz. Raquel uśmiechnęła się. Obaj byli uroczy, kiedy spali. Położyła się na swoim kamieniu pokrytym mchem i szybko zasnęła.

Kiedy się obudziła, był późny ranek. W jaskini nie znalazła brata.

"Pewnie poluje" - pomyślała.

Halcón leżał zwinięty w kulkę przy niej. Kiedy poczuł, że wstaje, momentalnie się obudził. Wydał z siebie kilka zadowolonych pisknięć i wtulił się w futro Raquel.

- Cześć, maluchu! - zaśmiała się wilczyca. - Może dzisiaj potrenujemy twoje zdolności, co?

Niemy smok wykonał kilka obrotów wokół własnej osi. Wadera uznała to za "tak tak tak tak". Wyszli więc z jaskini i ruszyli na Clairière Verte. Spokojna polana wydawała się idealna na przećwiczenie Halcóna.

Kiedy już się tam znaleźli, Raquel przycupnęła pod drzewem. Spojrzała na towarzysza.

- To co, poćwiczymy latanie? - zapytała.

Zanim Halcón zdążył jej odpowiedzieć, rozległ się trzask łamanych gałęzi. Po chwili na ziemi obok Raquel pojawił się wilk. Najwyraźniej spadł z drzewa...

- Co do cholery?! - zapytała zaskoczona, widząc skrzydlatego basiora.

<Heshenivv?>

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Kuroi Hone

 


Wadera spojrzała na samca.

- Masz rację. - powiedziała. - Trzeba się pospieszyć.

Spojrzała w górę. Między koronami drzew można było dostrzec granatowe niebo. Oznaczało to, że słońce już zaszło. Raquel zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich wdechów. Po chwili stała się niewidzialna. Podeszła do basiora i zatrzymała się tuż przed nim.

- Wierzę w ciebie. Cokolwiek planujesz, nie daj się zjeść. - zwróciła się do niego cicho, po czym obróciła się i pobiegła w stronę, z której czuła obecność Halcóna i towarzysza Kuroi.

Starała się zachowywać jak najciszej. Przemykała między drzewami i kamieniami, czasami skacząc nad przeszkodami. Zwolniła, kiedy poczuła, że jest już bardzo blisko smoka. Przystanęła, żeby chwilę obserwować sytuację.

Smok był ukryty za drzewami, jednak jego ogromny rozmiar i niebiesko-złoty kolor łusek rzucał się w oczy. Bestia miała ogromne skrzydła przypominające kończyny nietoperza. Nagle Raquel zamarła. Smok miał dwie głowy, na obu znajdowały się bycze rogi. Dwie głowy to podwójny problem. Miała nadzieję, że sposób Hone zadziała. Nie wiedziała, co samiec dokładnie zamierzał zrobić, ale prawdopodobnie była to ich jedyna szansa.

Uwaga stworzenia nagle została rozproszona. Coś sprawiło, że smok powoli zaczął kierować się w tamtym kierunku.

- Powodzenia, Kuroi - wyszeptała jakby sama do siebie wadera i zaczęła ostrożniej iść w stronę Halcóna.

W pobliżu nie wyczuła żadnych "niechcianych" stworzeń, co ją ucieszyło. Przynajmniej nie było dodatkowego problemu. W następnej chwili rozległ się smoczy ryk. Raquel obróciła głowę w stronę, z której owy dźwięk dobiegał. Było to bardzo niepokojące. Czyżby samcowi coś się stało?

Raquel próbowała skupić się jednak na odnalezieniu towarzyszy. Przecież wszystko mogło pójść na marne, gdyby teraz zaczęła rozmyślać nad tym, co się dzieje z samcem. Czuła, że jest już bardzo blisko towarzyszy. Miała rację, po chwili ujrzała dwie małe sylwetki w oddali. Halcón unosił się nad ziemią! Czyli mały nauczył się latać... Raquel zatkało, kiedy zobaczyła drugiego smoka.

Stworzenie składało się właściwie z samych kości. Wyglądało jak zmarły smok przywrócony do życia. Waderę olśniło, choć nie wiedziała, czy nie powinna się bać. Przypomniała sobie o halloweenowej opowieści Bai Langa. Zielarz opowiadał wtedy o żywych kościach.

To oznaczało, że Kuroi Hone...

Znowu po lesie rozniósł się ryk. Następnie ziemia zaczęła aż trząść się pod łapami Raquel. Nad korony drzew wzbił się ogromny smok i wydał z siebie kolejny ogłuszający ryk.

Wadera aż się wzdrygnęła. Spostrzegła, że dwa małe smoki uciekają w przeciwnym kierunku. Niech to szlag! Mogła za nimi gonić, ale wydawało jej się, że Kuroi może potrzebować pomocy. Towarzysze powinni być bezpieczni, mogła po nich wrócić za kilka minut.

- Cholera. - wycisnęła przez zęby i pobiegła w stronę basiora.

<Kuroi?>

Od Raquel do kogoś

Wokół panowała ciemność. Nocna cisza aż piszczała w uszach Raquel. Mogła usłyszeć bicie własnego rozszalałego serca i przyspieszony oddech. Trudno było określić jej emocje. Sama nie wiedziała, czy zaliczyć swoje uczucia bardziej do rozpaczy, czy zirytowania.

Przed nią leżał umięśniony basior o czarnym futrze. Jego oczy o dwóch różnych kolorach pozostawały otwarte, podobnie jego pysk ciągle był rozchylony. Mimo to już nie poruszała się jego klatka piersiowa dająca znak o wymianie tlenu. Jego futro było umoczone we krwi, której kałuża rozlewała się po jaskini.

Raquel siedziała przed zwłokami i nie wiedziała, co ma zrobić. Spojrzała w dół na swoje łapy. Były całe we krwi, jakby wróciła z brutalnego polowania. Jednak ona cały czas była przecież przy Ricardo.

Zaczęła łkać. Nie chciała wybuchnąć płaczem, żeby nie było jej zbytnio słychać. Nie chciała w końcu przywołać niezapowiedzianych "gości". Łzy spływały jej po pysku i skapywały na martwe ciało brata.

W pewnym momencie usłyszała głos od wejścia z jaskini.

- Raquel. - głos był donośny, należał do basiora. Słychać było w jego tonie ogromną powagę.

Wadera, której imię padło przed chwilą, uniosła głowę w stronę tajemniczej postaci. Ujrzała silnie zbudowanego samca o czarnym futrze. Spojrzała jeszcze raz na zwłoki i znowu na przybysza. Wilki wyglądały niemal identycznie, znalazłaby pewnie jakieś drobne różnice, gdyby bardziej się przyjrzała. Zrozumiała wreszcie, że przyszedł do niej jej drugi brat, Rodrigo. Otworzyła pysk, żeby się do niego odezwać, jednak wydusiła jedynie jęk i ponownie zaczęła płakać. Żywy brat podszedł do niej i zlustrował ją lodowatym wzrokiem.

- Zabiłaś go. - wydał wyrok.

Raquel chciała zaprzeczyć, o wszystkim opowiedzieć, jednak nadal nie była w stanie się odezwać. Szybko kręciła głową, przynajmniej w taki sposób dając znać, że nie jest mordercą.

- Zabiłaś własnego brata. - surowy głos Rodrigo rozniósł się po jaskini, choć basior nie krzyczał.

Samica przeraziła się. Wreszcie wydukała:

- N-nie... Przecież ja bym go nigdy nie... - jej głos był właściwie szeptem przerywanym przez nadchodzące łzy.

- Milcz! - tym razem Rodrigo wrzasnął uniesiony gniewem.

Raquel skuliła się. Dawno nie była tak wystraszona. Co brat mógł jej zrobić?

- Jak wytłumaczysz swój wygląd? - syknął.

- C-co..? - nie rozumiała wilczyca.

Rodrigo wskazał jej kałużę znajdującą się w rogu jaskini. Raquel powolnym krokiem zbliżała się do zwierciadła. Kiedy znajdowała się tuż przed nim, obróciła się, żeby spojrzeć na braci. Ricardo nadal leżał jak wcześniej. Rodrigo siedział przy nim i bacznie obserwował siostrę. Ponaglił ją wzrokiem. Skruszona samica nachyliła się nad taflą wody.

Już wcześniej była zdezorientowana. Teraz nie rozumiała kompletnie nic. W odbiciu zobaczyła siebie, jednak jej pysk był zmieniony. Oczy były pełne furii. Pysk rozciągał się w uśmiech psychopaty, obnażając wszystkie zęby. Wszystkie były czerwone od krwi, którą był pokryty cały pysk. Wadera wyglądała tak, jakby przed chwilą rozszarpała wnętrzności zmarłego brata. Zupełnie tak, jakby to ona go zamordowała.

Cofnęła się w panice. Nie chciała patrzeć dłużej na tę istotę w zwierciadle. Nie potrafiła uwierzyć, że to jej odbicie. Odwróciła się i skierowała wzrok na Rodrigo. Ten z kamienną twarzą skradał się do niej tak, jakby miał na nią zapolować. Jakby miał zrobić jej to, co ona Ricardo.

- Raquel...? Raquel! Halo, słyszysz mnie? Raqi, popatrz na mnie i powiedz, gdzie jesteś! - z ust brata usłyszała nagle zaniepokojony głos pełen troski.

W jednej sekundzie straszny obraz rozmył się i przed oczami Raquel ujrzała wnętrze swojej jaskini w lesie Forêt de Vie. Ricardo wyglądał na zatroskanego, potrząsał delikatnie waderą. Obok kręcił się Halcón, wydając piski, co oznaczało jego niepokój. Wadera wybuchnęła płaczem.

- Znowu koszmary...? - Rodrigo nie pytał, on dobrze wiedział. Przyciągnął do siebie siostrę i przytulił ją. - Ciii, spokojnie. Jestem tu i już nic ci nie grozi. - wyszeptał jej do ucha.

Raquel powoli zaczynała odzyskiwać panowanie nad sobą. Już nie płakała, próbowała uspokoić rozszalały oddech.

- Spróbujesz znowu zasnąć? - wzrok starszego brata był przepełniony ciepłem i współczuciem.

Wadera pokiwała głową. Zwinęła się w kłębek. Obok niej położył się Halcón.

- Spokojnych snów. - Rodrigo nadal wyglądał na przejętego. Wrócił na własne posłanie.

Raquel zamknęła oczy. Upragniony sen nie przychodził. Spróbowała liczyć, był to sposób, który zazwyczaj ją usypiał. Znała swój organizm na tyle, żeby zorientować się, czy wszystko jest okej. Zazwyczaj zasypiała zanim doliczyła do czterystu, tym jednak razem doliczyła już do tysiąca i nic. Bezskuteczne próby zasypiana były dla niej męczące. Wierciła się, próbując znaleźć wygodniejszą pozycję. Od tego ruszania się aż obudziła małego Halcóna.

- Cii... Śpij dalej, maluchu... - uspokoiła go, ponieważ towarzysz wyglądał na wystraszonego.

Postanowiła, że zrobi sobie mały spacer. W końcu było to coś, co pomagało jej jeszcze zanim zjawił się Rodrigo. Może sposób zadziała i tym razem?

Po cichu wymknęła się z jaskini. Ominięcie małej kulki tworzącej jej smoczego przyjaciela było trudne, Raquel nie chciała znowu go zbudzić. W końcu jednak się udało. Skierowała się na południe.

Szła powoli, nigdzie jej się nie spieszyło. Sama nie wiedziała jeszcze, dokąd idzie. Podziwiała uroki terenów watahy nocą. Wydawało się jej niebywałe, że las po zachodzie słońca może być taki cichy. Za dnia biegało tu pełno lisiurek i jeleni. Można było też spotkać wielu członków watahy. Teraz nie było tu nikogo.

"I dobrze" - pomyślała samica. - "Mogę pobyć tu w ciszy i spokoju"

Nie lubiła okazywać swoich emocji innym, jeśli dotyczyły tak osobistych i delikatnych spraw. Nawet rozmawianie o tym z własnym bratem było dla niej dziwne. Nie pozwalała sobie na rozgrzebywanie ran przeszłości nawet wtedy, kiedy była sama. Ta myśl sprowokowała ją do skierowania wzroku na jej prawe udo. Dużej rany nie było teraz widać spod grubej warstwy futra, była trudna do zauważenia nawet wtedy, kiedy oświetlało ją światło słoneczne. Raquel westchnęła.

Szła dalej przed siebie, a po policzkach spływały jej pojedyncze łzy. Zastanawiała się, co mógł oznaczać jej koszmar. Czy naprawdę obwiniała się o śmierć Ricardo tak bardzo, że bała się, że Rodrigo też uzna ją za winną? Możliwe, że w jakimś sensie była za to odpowiedzialna. Mogła pomóc bratu, jednak nic nie zrobiła. Nie była w stanie.

To jeszcze bardziej pogorszyło nastrój wilczycy. Szła ze spuszczonym łbem, aż jej łapy zaczęły iść po piasku. Podniosła łeb i ujrzała brzeg morza. Kolejny raz wydała z siebie westchnięcie. Szła dalej, nawet przyspieszyła kroku. Zatrzymała się tuż przed wodą i położyła się na plaży. Głowa spoczywała na jej przednich łapach, oczy w dwóch różnych kolorach wpatrywały się w horyzont.

Nagle za pomocą mocy wyczuła obecność innej istoty, która znajdowała się kilka metrów za nią. Istota była wielkości wilka, Raquel zrozumiała więc, że to Rodrigo za nią poszedł. Pociągnęła nosem, chcąc ukryć łzy.

- Rod, proszę... Chciałam pobyć sama... To wszystko mnie przerasta... - powiedziała.

Nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Podniosła się do siadu i obróciła łeb w stronę tajemniczej postaci. Wtedy zauważyła, że to nie Rodrigo za nią stał.

<Ktoś?>

1000+

niedziela, 6 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Kzen'a

Raquel szła w stronę swojej jaskini. Próbowała myśleć o czymś przyjemnym, wyobrażała już sobie, z jaką chęcią położy się na swoim posłaniu. Znajdowała się już niedaleko laboratorium, szła powolnym krokiem.

Powiedzieć, że była wściekła na Kzen'a, to nic nie powiedzieć. Wadera obiecała sobie, że już nigdy z własnej woli nie poświęci mu swojego czasu. Nie obchodził ją nawet fakt, że oboje byli alchemikami. Znała swoje umiejętności i wiedziała, że nie potrzebuje pomocy tego - w jej mniemaniu - idioty. Czy on miał jakieś rozdwojenie jaźni? Cóż, to wiele by tłumaczyło. Na szczęście nareszcie Raquel mogła od niego odpocząć. Była jedynie zła na siebie, że zmarnowała dość sporo własnego czasu na bezsensowne interakcje z jego osobą. I po co jej to było?

Była już obok swojej jaskini. Zauważyła wtedy białe futro Ice Queen.

- Cześć Raq, znowu jesteś jakaś nie w sosie... - powiedziała do niej samica.

- Szkoda gadać, Ice, szkoda gadać... - Raquel pokręciła łbem. - Może wejdziesz do środka? - wskazała głową na wnętrze swojego domu.

- Z miłą chęcią. Może przy okazji opowiesz, co się stało. - zachęciła ją Ice Queen.

Ciemnoszara wilczyca ze szczegółami opisała drugiej wszystkie ostatnie wydarzenia. Ice była wierną słuchaczką, kiedy Raquel skończyła, sama pokręciła łbem z zażenowaniem.

- Dupek. - zaśmiała się biała samica.

Raquel uśmiechnęła się lekko. Cieszyła się, że mogła zwierzyć się towarzyszce. No i przede wszystkim, że ten żenujący koszmar już się skończył.

KONIEC

sobota, 5 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Kuroi Hone

Samica zastanawiała się nad tym, co powiedział jej Kuroi. Jedną z jego mocy było zabijanie roślinności, co stanowiło kompletną odwrotność jednej z jej mocy: przyspieszanie ich wzrostu. Wychodziło na to, że ich żywioły też były sobie przeciwstawne.

Znajdowali się już przy granicy z mroczną doliną. Basior o czarnym futrze nagle zatrzymał się i przed moment nawet nie drgnął.

- Coś wyczułeś? - zapytała zaniepokojona Raquel.

- W okolicy może się znajdować duży smok. - powiedział.

Wadera zmrużyła oczy. Skupiła się i sięgnęła mocą w głąb doliny. Wyczuła żywe stworzenie, było ono natomiast ogromnych rozmiarów.

- Masz rację. Niecałe sto metrów na północ. Skąd wiedziałeś? - pytanie było zadane chłodniejszym tonem przez fakt, że Raquel nie miała się już z czego cieszyć.

Basior spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem, po czym odrzekł:

- Mam swoje sposoby.

Obrócił się i zaczął iść przed siebie. Oniemiała Raq podbiegła do niego dopiero po kilku sekundach.

- Erm... Masz jakiś plan? Znalazłam dwa małe punkty, tylko w linii prostej oddziela nas od nich ta bestia. - poinformowała samca przyciszonym tonem.

- Czy mam plan? - samiec zawiesił się. - Chyba nie zabijemy smoka...

- No raczej. - odpowiedziała Raquel.

"Choć miałabym zapas składników na rok..." - pomyślała.

- Trzeba go ominąć. - powiedział Kuroi.

Wilczyca na moment zamyśliła się. Przeszła jej przez głowę pewna myśl.

- Kuroi, jaką mamy porę dnia? - zapytała.

- Wydaje mi się, że popołudnie, chociaż w tym lesie jest strasznie ciemno, więc trudno stwierdzić. Co to ma do rzeczy?

- Cóż... Myślisz, że moglibyśmy zaczekać do zachodu słońca? O tej porze roku dzień jest krótki, a noc może się nam przydać...

- W jaki sposób? - zapytał.

- Okej, jesteśmy w takiej sytuacji, kiedy nie powinnam skrywać swoich talentów. W nocy mogę zmienić się w niewidzialną, dzięki tej mocy udało mi się tutaj ostatnio przeżyć. Mogłabym bez problemu przemknąć obok każdej istoty, jeśli będę się zachowywać dostatecznie cicho. Poszłabym sama i...

- Jak to sama? - oburzył się nagle Kuroi.

Raquel spojrzała na niego nierozumiejącym wzrokiem.

- O co chodzi, Hone? Dlaczego tak się uparłeś, żeby mi pomóc?

Kuroi milczał.

- No właśnie... Idę po mojego towarzysza sama i niewidzialna. Podobno nie masz mocy, która by ci pomogła, więc tylko utrudniłbyś sprawę. - w jej głosie było już słychać zirytowanie.

Obróciła się, jednak nagłe słowa samca sprawiły, że ponownie skierowała łeb w jego stronę.

- Raquel, zaczekaj... - powiedział z nutą rezygnacji.

- Tak?

<Kuroi? ^^>

czwartek, 3 grudnia 2020

Od Raquel Cd. Kuroi Hone



Ciemnoszara samica przeklęła w myślach. Przed nią i basiorem stał mroczny byk. Wcześniej nigdy się z takim nie spotkała, wiedziała jednak, że nie są przyjaźnie nastawione do wilków, podobno są nawet mięsożerne.

Kątem oka spojrzała na stojącego obok Hone. Samiec wydawał się tak zdezorientowany jak ona. Była zła na własny los, że z magicznych zdolności nie miała żadnej, która byłaby przydatna w walce. Na szczęście miała wysoki poziom umiejętności, co trochę poprawiało sytuację. Przez głowę Raquel przeszło nawet pytanie, czy jest silniejsza od czarnego wilka obok niej.

Byk prychnął i potrząsnął łbem. Wbił racicę w ziemię, wzbijając przy tym w powietrze kurz. Raquel nie przychodziło do głowy żadne sensowne rozwiązanie oprócz jednego, a musiała działać szybko.

- W nogi! - krzyknęła w miarę cicho, żeby nie przywołać innych stworzeń, po czym pobiegła w kierunku przeciwnym do tego, w którym jeszcze przed chwilą była zwrócona.

Kuroi nie protestował i szybko zareagował. Rzucił się biegiem za Raquel, pozostając nieco za nią.

„A więc jednak jestem szybsza…” - pomyślała.

Obróciła się przez ramię. Byk niestety udał się za nimi. Był niesamowicie szybki i z łatwością skracał dystans między nim a uciekającymi wilkami. Wadera zwolniła, przez co Kuroi ją przegonił.

- Co robisz? - wycisnął przez zęby.

Samica nie odpowiedziała i czekała na byka. Kiedy tylko się zbliżył, błyskawicznie odskoczyła w bok. Zdezorientowane zwierzę zatrzymało się, nie wiedząc, czy biec za samcem, który również przystanął, czy atakować Raquel. Wilczyca skorzystała z okazji i rzuciła się na grzbiet napastnika. Silny byk tarmosił się, przez co miała problemy z utrzymaniem. Pomogła sobie, wbijając w skórę istoty pazury. To działanie poskutkowało rykiem byka.

- Raquel, uważaj! - Kuroi wskazał łapą na coś, co znajdowało się za nią.

Gdy wadera obróciła łeb, spostrzegła kolejnego byka, który w dobrym nastroju na pewno nie był.

- Cholera… - rzuciła Raquel.

Mogła wybrać mniej drastyczne metody. Zamierzała zabić stworzenie, ale teraz musiała bronić się przed kolejnym. Kuroi zaczął biec w jej stronę i rzucił się na drugiego byka. W tym czasie samica została zrzucona z grzbietu pierwszego, lądując twardo na ziemi. Atakujący stanął nad nią i stanął na tylnych nogach, jak gdyby zaraz miał zgnieść wilczycę przednimi. W tym jednak momencie byk zastygnął w miejscu w nienaturalnej pozycji. Hone pokonał jednego intruza i rzucił się z pomocą Raquel. Bez problemu powalił na ziemię istotę, która poruszała się teraz w tak wolnym tempie, że jej ruch trudno było w ogóle dostrzec.

Raquel bolała łapa od nagłego zderzenia z ziemią. Ciężko oddychała i wciąż leżała. Samiec stanął przy niej.

- Wszystko okej? - zapytał, choć chyba znał odpowiedź.

- Halcón… On tu jest… - wyszeptała Raquel.

Dobrze wiedziała, że jedną z mocy jej towarzysza jest spowalnianie ruchu innych na kilka sekund.

<Kuroi?>

Od Raquel Cd. Kzen’a



Kzen znowu to zrobił. Znowu czmychnął w krzaki bez słowa i udał się do prawdopodobnie najbardziej niebezpiecznego miejsca w watasze: Vallée Sombre. Po co? Raquel nie miała pojęcia, było to dla niej absurdalnie nieodpowiedzialne. Basior był młody, ale wilczyca miała nadzieję, że ma więcej rozumu, patrząc na fakt, iż znajduje się na stanowisku, które tego wymagało. Cóż… Jak widać nie każdy alchemik musi myśleć trzeźwo…

Teraz dwa wilki znajdowały się w mrocznym lesie, przed nimi widać było wyjście. Raquel spostrzegła, że Kzen już przymierzał się do kolejnej ucieczki, oczywiście jak najdalej od wyjścia. Zanim to zrobił, złapała go za kark i szarpnęła w stronę wyjścia.

- Ał! Co ty robisz?! - w jego głosie słychać było wyrzuty.

- Wychodzimy stąd. Nie możesz sobie hasać wśród morderczych stworzeń, jesteś skrajnie nieodpowiedzialny. - gniewnie powiedziała wadera.

Szary samiec wyrywał się, próbował uwolnić się od Raquel. Ta jednak była od niego silniejsza, więc jego starania spełzły na niczym. Prowadziła go jeszcze przez jakiś czas po wyjściu z lasu i puściła dopiero, kiedy przekroczyli granicę Forêt de Vie. Samica zmroziła go wzrokiem, przez co przed nią usiadł.

- Czy możesz choć na moment przestać zachowywać się jak szczeniak? Następnym razem za tobą nie pójdę i dam ci zginąć. Już któryś raz narażasz się na niebezpieczeństwo. Miło byłoby też, gdybyś dawał jakieś odpowiedzi na moje pytania i raczył wymawiać chociaż słowo wyjaśnienia przed swoimi „skokami w krzaczki”.

- Okej… Już nie będę… - wydukał Kzen.

Raquel przybrała skwaszony wyraz twarzy.

- No więc? Co to wszystko znaczy? - zapytała.

<Kzen?>

poniedziałek, 30 listopada 2020

Od Raquel Cd. Kzen’a



Raquel miała już głęboko pod ogonem to, co robił Kzen. Kolejny raz zniknął bez słowa, nie zamierzała marnować na niego czasu. Nie wahała się, co zrobić, jedyną opcją, która była dla niej możliwa, był spokojny powrót do jaskini. Weszła do części sypialnianej i szybko zasnęła, w końcu była wyczerpana po wrażeniach tego dnia.

***

Słońce ponownie pojawiło się na niebie. Wadera wychyliła łeb z jaskini. W powietrzu można było czuć wilgoć i zapach deszczu, który padał w nocy. Okolica była pełna kałuż. Mimo to pogoda była całkiem znośna, pomijając zimno, było nawet przyjemnie: na niebie nie było wielu chmur i wiatr nie był zbyt silny.

Raquel wyszła przed laboratorium i przeciągnęła się leniwie.

„Pewnie miałabym lepszy humor, gdyby nie potrzeba bezsensownego biegania w nocy…” - pomyślała.

Siły już jej wróciły. W przypadku utraty energii przez „doładowywanie” roślin najlepszym sposobem na regenerację okazał się sen. Spokojnym krokiem ruszyła w stronę Douce Cascade, które było najbliższym źródłem świeżej wody. Po takich wrażeniach musiała zaspokoić pragnienie.

Maszerowała kilka minut, aż dotarła do niewielkiego wodospadu, który znajdował się w centrum watahy. Nachyliła się nad taflą wody i zaczęła pić. Gdy podniosła łeb, spostrzegła zbliżającą się w jej stronę Ich Queen.

- Cześć, znowu spotykamy się w tym miejscu - zaśmiała się biała samica.

- Witaj, Ice - uśmiechnęła się lekko Raquel.

- Co jesteś taka… W dziwnym nastroju?

- Aaa tam… Ciężka noc - ciemnoszara machnęła łapą. - No i nowe wilki…

- Rozumiem. Chodzi o Kzen’a? - domyśliła się Ice.

Raquel pokiwała głową z grobową miną.

- Czytasz mi w myślach. - odpowiedziała.

- Cóż… Dziwne czasy nas nadeszły. Tyle wilków przychodzi, tyle odchodzi… Jeszcze w takich dziwnych okolicznościach.

- Racja. Sporo emocji… Ta cała sprawa z wygnaniem, wprowadzanie w życie watahy nowych… - zgodziła się Raquel.

W tym momencie zza krzaków jak na zawołanie wyskoczył Kzen. Ice Queen aż podskoczyła przez to nagłe zjawienie się przybysza.

- Dzień dobry, drogie panie, usłyszałem waszą rozmowę i chciałem się przywitać - powiedział.

- Hej - przywitały się obie wadery.

- Rzeczywiście musieliście ostatnio sporo przeżyć… Oczywiście z tego, co słyszałem. - zaczął mówić szary basior.

- A co słyszałeś? - dopytała Raquel.

<Kzen?>