Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keneven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keneven. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 listopada 2020

Wydalenie z watahy!

 Kochani członkowie, 
Z dniem dzisiejszym pragnę was poinformować, że Keneven zostaje wydalony z watahy. Razem z nim wydalone zostają Vi oraz Milano. 

Powodów wydalenia jest kilka. 
Pierwszym z nich jest kradzież artu, podanie się za jego autora, jak i skopiowanie formularza z innego bloga, bez zgody właściciela. 

Dodatkowo Keneven stworzył kilka kont, które prowadził. Delta DeCay, Milano, Keneven i Vi to ta sama osoba. 

Przykro mi, że tak kończy się jego przygoda z nami. Keneven stwierdził, że całkiem przypadkiem znalazł owy art na internecie, podobnie było z imieniem. Lecz jest wiele podobieństw między formularzami. 
Dodatkowo na discordzie pisał, że to on sam owy art stworzył. 

Na dole umieszczam wam ss, które są dowodem naruszenia naszego regulaminu, jak i praw autorskich. 

Mam nadzieję, że tego typu sytuacje więcej się nie powtórzą. 

Niestety Keneven nie ma możliwości powrotu. 

Złamanie tylu zasad nie ma możliwość przejścia mu na sucho. 

Może weźmie to do serca i zrozumie, że takie zachowanie jest nieodpowiednie. 

Kradzież pracy i formularza jest naprawdę niedopuszczalne i nie w porządku względem osoby, która poświęciła cenny czas, aby coś stworzyć. Włożyła w to wiele trudu, a ktoś bezmyślnie kopiuje jej pracę. 

Co do kilku postaci, które miały rzekomo "należeć do innych osób" jest to po prostu niesprawiedliwe. Każdy ma prawo posiadać kilka postaci, więc nie potrzebne było tworzenie kolejnych kont, a chęć by nasza postać miała szczeniaki... Wystraszyło jedynie poczekać lub dogadać się z kimś z watahy. 

Naprawdę źle mi z tym, że nie tylko ja, ale i cała wataha została oszukana. 

Liczę, że Keneven coś z tego wyciągnie, ponieważ to nie są żarty. 

Ss dotyczące kradzieży artu: 

Formularz nadesłany przez Keneven'a





Oryginalny formularz od właścicielki postaci 



Zdjęcie z procesu tworzenia (od właścicielki) 

Sprawa związana z kilkoma kontami: 

Każdy wie jak wyglądała sytuacja z całą czwórką. Jednego dnia odchodzi Delta, a następnego przychodu Vi jako partnerka Keneven'a. Trochę to wszystko podejrzane. Milano posługuje się tym samym artem, co basior z innej watahy, którego właścicielką jest sama Delta. Delta DeCay napisała do nas administracji, z konta Keneven'a, co bardziej wzbudza podejrzenia. Dodatkowo od administratora innego bloga dowiedziałam się, że Keneven chciał dołączyć do watahy używając e-maila Delty. 


Tak wyglądają użyte przez niego e-maile. Każdy powstał wyłącznie w celu watahy. Nie jest połączony z żadnym innym blogiem, grą ani medią społecznościową. 

Vi - vi_wilk@op.pl
Delta DeCay - wolflover@op.pl
Milano - milenka.l@op.pl
Keneven - wataha_strachu@onet.pl

Tak więc 

Zostają wydaleni bez możliwości powrotu

~ Alfa Renesmee 

poniedziałek, 16 listopada 2020

Od Keneven'a do nikogo...

Keneven siedział i patrzył jak Delta stawia kroki. Wilczyca odchodziła. Wyglądała na ponurą i smutną. Ken też był taki. Można powiedzieć, że prawie płakał. Cay była jego prawie partnerką. Byli ze sobą zżyci. Obok niego siedział Raquel z opuszczonym wzrokiem. Co chwilę szeptała coś do siebie. Ken widział jak jego partnerka znika w krzakach. Raquel wzdychnęła i wróciła do swojej jaskini. Niv dalej tam siedział i patrzył na ślady w błocie. Ciężko wstał i włożył swoją łapę w jej odcisk. Pasowała idealnie. Na dodatek rozlał się deszcz. Jego futro szybko nasiąknęło wodą. Wszystkie wilki siedziały w jaskiniach, by się nie przeziębić, ale on chciał, by Delta wróciła. Chciał za nią pobiec. Ale nie mógł. Coś go trzymało w Watasze Renaissance. Nie miał pojęcia co to było. Miał również nadzieję, że Cay się rozmyśli i zaraz do niego przybiegnie. Ale nie. Nie wracała. Może faktycznie odnalazła swój cel i teraz poszukuje innego. Czy wróci znów do Watahy Mroku? A może zostanie samotniczką? Tylko ona sama to wie. Keneven był cały przemoczony, ale jedynie było słychać ciche siorbanie. Nikt by nie uwierzył... Ken zaczął płakać.

Od Keneven'a - 1 trening szybkości

Keneven wstał rano i spojrzał na Kuroiego, który akurat siedział blisko wejścia do jaskini. Zaczepił go:- Ej!
- Czego?
- Pościgasz się ze mną?
- Niech ci będzie - po czym basiory podeszli do początku Route Fleurie. Ustawili się na "starcie" i pobiegli lawendową ścieżką. Najpierw prowadził Hone, ale Ken miał wścibski plan. Mianowicie miał wyprzedzić go przy końcu. Kuroi nie spodziewał się tego, więc biegł o całych siłach. Gdy ścieżka się kończyła, Ken niespodziewanie ze straszną łatwością go wyprzedził i wygrał wyścig. Potem poszedł jeść, a na wieczór poszedł sam jeszcze pobiegać na tej samej trasie. Niezbyt się zmęczył, więc na następny dzień również zamierzał z kimś się ścigać. Postanowił, że jeszcze pobiega wokół jaskini, póki nie będzie śpiący. Obiegł ją chyba z 2000 razy. Została zaledwie godzina do północy, więc już się położył i zasnął. Nie mógł się doczekać kolejnego, wygranego wyścigu. Nawet taki jeden wyścig mu się przyśnił. Tylko w nim przegrał z właśnie Kuroim...

czwartek, 12 listopada 2020

Od Keneven'a - Quest 4

 Keneven... Nie muszę dokańczać... Podeszła do niego Delta i zagadała:

- Widziałeś nowego członka? Jest taki przystojny!

- On? Nie cierpię go!

- Nikogo nie cierpisz. Powinieneś z nim porozmawiać! Też jest Płatnym Mordercą

- I co z tego? Nie obchodzi mnie to! - Ken wstał i poszedł gdzie indziej. Cay spojrzała na swoje łapy i wzdychnęła. Niespodziewanie podbiegła do niej Renesmee.

- Widziałaś Ken'a? - spytała się Alfa

- Tak. Poszedł... Gdzieś - przywódczyni poszła "gdzieś" i akurat na niego wpadła. Powiedziała mu o dzisiejszym polowaniu, na które wybrała się z Kuroim - nowym członkiem. Opowiedziała mu, że zaatakowała ich Zagubiona Dusza. One nie żyły na tamtych terenach. Wyciekała jej piana z pyska. Rozkazała Ken'owi to zbadać. Niv zabrał ze sobą Raquel. Niepotrzebnie. Cały czas radowała się ze swojej nowej mikstury.

- Zamkniesz się wreszcie, czy sam mam cię zamknąć?! - warknął czarny basior

- Zamknę się - odrzekła wadera. Szli długo i gdyby nie ostrzeżenie alchemiczki, dawno by zginęli. Na ich drodze stanął Leśny Byk. Miał pełno piany w pysku i wyglądał na wrogo nastawionego. Raquel była przerażona, a Ken myślał, że to żart. Byk zaczął na nich biec. Samica wzięła nogi w zapas, ale Niv stał tam dalej, póki zwierzę nie uderzyło w niego rogami.

- Ken?! Żyjesz? Musimy uciekać! - Ken wstał i otrzepał się. Stworzenie wydawało dziwne dźwięki. Znów pojawiło się pytanie: Leśne Byki tu nie występują. Wilki zaczęły uciekać. Niv widząc, że Raquel zwalnia, krzyczał do niej"

- Biegnij, Raquel! Biegnij!! - samica opadała już z sił. Nie była tak wytrzymała i szybka jak Keneven. Byk ścigał ich dalej i nie zamierzał się poddawać. Widząc, że alchemiczka bardzo zwolniła, Vese ją przegonił i samica została z tyłu. Gdy oddalił się bardzo, spojrzał za siebie (na Raquel) i na ścieżkę przed sobą. Musiał wybrać: albo wadera albo własne życie. Każdy by się spodziewał, że wybierze własne życie, ale nie. On wybrał życie Raquel. Pobiegł w jej stronę i wsadził ją na jego plecy. Była ciężka, ale nie zamierzał jej zostawiać na pastwę losu. Po chwili byli już bezpieczni. Wszystkie wilki patrzyły się z podziwem na Ken'a. Samica zeszła mu z grzbietu i powiedział do niego:

- Dziękuję - Niv nachylił się i szepnął jej do ucha:

- Nie ma za co - po czym podbiegła do niego Renesmee i zaczęła ich wypytywać:

- I co? Czy to prawda?

- Tak. Zaatakował nas Leśny Byk - wyrwała się Raquel

- Musimy znaleźć przyczynę! Ken! Jutro pójdziesz wraz z Kuroim zobaczyć co to powoduje. Dobrze? - Keneven'owi zabrakło języka w pysku i tylko było słychać: *Eeeeee...* - Uznam to za "tak" - dokończyła Rene i zwróciła się do Hone - A ty się zgadzasz?

- Ummmmm... Chyba tak - powiedział ponuro, ale zaraz po tych słowach zauważył ostry wzrok Ken'a przeszywający go do łap. Rano Niv zobaczył, że Kuroi na niego czeka. Basior myślał, że tylko skłamał, ale się mylił. Podszedł do niego i warknął aż tamten odskoczył:

- Nie zadzieraj ze mną i mi nie rozkazuj!! Nie waż się nawet przerywać tej nędznej misji!! - nawet Raquel to usłyszała i wyjrzała zza głazu. Poniżany samiec wybiegł za przewodnictwem Ken'a. Niv czuł, że Kuroi się go boi, bo Vese jest od niego dwa razy wyższy, ale jego wróg nie bał się go. Rozmyślania Vese'go przerwało wycie.

- Co to? - syknął Hone

- Nie przestrasznych mnie! - Niv odwrócił się do towarzysza. Nagle zza jego pleców wyskoczyła Zagubiona Dusza i przygwoździła Ken'a do ziemi. Unieruchomiony basior próbował się wyrwać, ale nie przynosiło to skutków. Tej Duszy też wyciekała piana z pyska. Kuroi oglądał przedstawienie i nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Chichrał się na cały głos, a Ken wyszemrał:

- Taaa... Bardzo śmieszne - następnie wypowiedział jakieś słowa. Chyba po... Nie wiadomo jakiemu i Zagubiona Dusza padła martwa. Kuroiemu zrzedła mina. Tym razem Ken się... Nie! Ken się nie uśmiechnął. Wilki się odwróciły, gdy atakujące stworzenie zamieniło się w proch, a na jego miejscu pojawił się bursztynowy klejnot. Gdy wracali do watahy, spotkali Leśne Byki, ale na swoim miejscu. Z ich pysków nie wyciekała ślina. To znaczyło, że ta Zagubiona Dusza była przywódcą wszystkich zwierząt. Stało się to, gdyż stworzenie połknęło zaczarowany kryształ. Po powrocie, Vese opowiedział o wszystkim Renesmee. Gdy Niv oddalił się od Alfy, zaczepił go Hone:

- Zostaniemy... Przyjaciółmi? - Ken spojrzał mu w oczy i lekko się uśmiechnął:

- Czy ty sobie żartujesz?

Quest zaliczony !
Nagroda: 35 pkt doświadczenia, 55 WD

wtorek, 10 listopada 2020

Od Keneven'a - "Każdy miewa koszmary" cz.3 ~ Snoey

Keneven zapadał się cały w śniegu. Nie mówiąc już o Kivie. Ken musiał nieść ją na plecach. Oboje padli zmęczeni pod drzewem. Był to cud, bo drzewo przy tak ostrej zimie, panującej przez cały czas to rzadkość. Niv postanowił zapolować, a zadaniem Kivy było poszukanie picia. Przynajmniej tam nie było już takiej ilości śniegu. Po chwili, basior wrócił ze Śnieżnym Jeleniem w pysku, ale kotce się nie poszczęściło. Po "kolacji" znaleźli małą jaskinię idealną do spania. Dwójka szybko zasnęła w płomieniach ognia. Dopiero rano, Ken przypomniał sobie po co właściwie poszedł na tą wyprawę. Mianowicie po to, by znów uratować swego drogiego Dark Dreamer'a, który znowu miał jakieś kłopoty. Tym razem stwór był dwa razy większy od Snowilli. Gdy czarny samiec wstał, nie zobaczył czarnej kotki, która najprawdopodobniej sobie gdzieś poszła. Niv zobaczył ją na jakimś pagórku, siedzącą samotnie. Podszedł do niej i zaraz przed nią zobaczył pluskające Gorące Jezioro. Woda w nim nie nadawała się do picia, ponieważ była za gorąca. Jednakże, stojąc przy nim można było się ogrzać. Kiva zagadała:- Moje futro jest o tej porze roku krótkie. Przecież jest lato!
- Wiem. Dobrze, że je znaleźliśmy
- Ale i tak nie mamy picia, a ja umieram z pragnienia
- Wkrótce na pewno znajdziemy jakieś jeziorko - po czym oddalił się od niej, ale wrócił po chwili. Upuścił przed nią Lodowego Zająca. Kotka się ucieszyła i wgryzła się w grube futro zwierzyny. Ken i tak był głodny. Zjadł tylko jednego Zająca. Kocica potrzebuje mniej jedzenia, więc nie musi jeść tak dużo jak Niv. Na szczęście na początku wyprawy w nowym dniu, znaleźli źródło wody. Kiva bardzo się ucieszyła. Ken'owi też się chciało pić, ale i tak się ucieszył. Po ugaszeniu pragnienia, wyruszyli w dalszą podróż. Śnieg miał niski poziom i nie padał. Słońca też nie było, a wiatr wiał lekko. Tylko co kilka minut zrywał się mocny powiew. Dwójce znów się poszczęściło, znajdując Jastrzębie Pnącze. Wychodząc już z długiej doliny, usłyszeli krzyk. Natychmiast pobiegli do jego źródła. Okazało się, że była to młoda wilczyca, zraniona przez Kota Górskiego. Miała szczęście. Tutejsze Koty Górskie żyją samotnie. Kotka opatrzyła jej ranę i dała Lodowego Zająca, bo wadera była głodna. Ken i Ki postanowili zabrać ją ze sobą w dalszą podróż. Samica ich spowalniała, bo miała ranę na łapie, więc Ki wraz z nią wlekły się na Niv'em. Kolejnym wieczorem, Ken musiał zapolować na więcej zwierzyny. Nie był zadowolony z faktu, że ta wilczyca będzie szła z nimi do końca, więc postanowił zostawić ją w jakiejś jaskini. Niestety ktoś musiał pełnić wachtę, bo na tych terenach było niebezpiecznie. Pierwszy miał być Ken. Tak się złożyło, że obie samice bardzo szybko zasnęły, pewnie ze zmęczenia, więc Ken stał na straży całą noc. Nawet nie zdążył odpocząć. Z nowym rankiem przybył śnieg. Nastąpiła potężna zamieć. Gdyby ktoś teraz wyszedł z jaskini, zgubiłby się w tej śnieżycy. Wszyscy byli głodni i spragnieni. Mieli tylko 6 listków Jastrzębiego Pnącza, a na jednego przypada 4, by nie głodował przynajmniej przez godzinę. Znowu mieli szczęście. Zamieć szybko ustała, a śnieg nadawał się do normalnego iścia, bez zapadania się. Trójka szybko znalazła zwierzynę łowną i w końcu nikt nie był głodny. Trzeba było jeszcze znaleźć coś do picia. Ken wpadł na pomysł z roztapianiem lodu, bo by znaleźć wodę, musieliby zboczyć z trasy. Niewiele popili, ale musiało to starczyć przynajmniej do następnego dnia. Po drodze znaleźli małą jaskinię. Zostawili tam waderę i się pożegnali:
- Pa! Tylko uważaj na Snowillę! - miauknęła Kiva
- O! Zapomniałam o czymś! Nazywam się Vella! - wilczyca się przedstawiła
- Ja jestem Kiva, a to Zawsze Ponury Ken lub, jak wolisz, Pogromca Słabiaków Ken - Ki wydawała się zadowolona, a samica zrobiła zdziwioną minę i weszła w głąb jamy. Niv i kotka ruszyli w dalszą drogę. Wiatr zaczął wiać mocniej niż wcześniej, a śnieg zaczął padać. Jedynym plusem było to, że słońce mocno świeciło. Ki właśnie sobie coś przypomniała:
- Ken, czekaj! Moglibyśmy zostawić Velli trochę Jastrzębiego Pnącza. Może nie umie zbyt dobrze polować?
- A chce ci się wracać? Przecież już trochę przeszliśmy stamtąd!
- Chce mi się. A tobie nie?
- Ani trochę! Niech sobie sama znajdzie to zielsko!
- Ja się tam wracam!
- Sama nie przeżyjesz
- Przecież nie idę sama. Idę z tobą!
- Chyba sobie żartujesz. Nie zamierzam opóźniać wyprawy ze względu na jakąś nieznajomą samicę
- Bo ty nie masz serca... w przenośni!
- To trudno! Poza tym nie chcę zostać zjedzony przez Snowillę! Przecież koło jamy Velli jest Snow Tower! - po tych słowach, Ken pobiegł w stronę jakiś ostrych skał. Jednak kocica nie dawała za wygraną i jęczała dalej:
- Czekaj, Niv! - basior się zatrzymał - Proszę! Wróćmy się!
- Już ci powiedziałem, że NIE!
- Ale mi jest jej szkoda!
- Mnie to nie obchodzi
- No proszę, proszę, proszę, proszę, pro...
- No dobra! Tylko się zamknij!
- Jej! - Ki ucieszona wraz z Ken'em zawrócili. Musieli przejść dwie godziny w tył, z właśnie dwu - godzinnym opóźnieniem. Niestety ta podróż musiał zostać jeszcze bardziej opóźniona, bo znów rozpętała się zamieć. Dwójka musiała się gdzieś schronić. Znaleźli wgłębienie w ziemi. Schowali się tam i postanowili poczekać tam do końca śnieżycy. Jednak Niv nie czół Ki koło siebie. *Nieee! Ki!* - rozpłakał się w duszy Ken. Kiva zginęła w zamieci. Śnieżyca trwała długo. Prawie do wieczora lecz do niego zostało pół godziny. Samotny Niv pognała dalej, mając nadzieję, że Vella to przeżyła. Na jego szczęścia waderze nic się nie stało. Keneven podarował jej parę listków Jastrzębiego Pnącza. Samica się ucieszyła i powiedziała, że chciałaby pójść dalej z czarnym basiorem. Wilczyca chciała zastąpić Ki. Samiec się zgodził i na nowo dwójka musiała nadrobić stracony czas. Po raz trzeci musieli przejść koło Snow Tower i po raz trzeci musieli uważać na Snowillę. Velli szybko zrzedła mina, słysząc bardzo dziwne i zarazem bardzo głośne odgłosy, które przyprawiały ją o ciarki. Ani Kenenven ani Vella nie wiedzieli skąd one pochodzą. Możliwe, że była to Snowilla, ale raczej nie wydaje takich odgłosów. Więc co innego? Te tereny należą przecież właśnie do niej. Dwójka szybko się dowiedział co, a raczej kto był ich źródłem, odwracając się. To było to monstrum, które porwało Dark'a! Ken zareagował pierwszy:
- Przecież to tereny Snowilli!
- No właśnie! I faktycznie jest od niej większy! A propo: gdzie Dark?!

(Snoey i helikopter, a w tle Snow Tower)

- Miau!!!! Ken! Szybko! Ominie cię śniadanie! - była to Kiva z wejścia do jaskini. Keneven wstał i spojrzał na kotkę. Była cała i zdrowa. Widocznie był to kolejny koszmar...

poniedziałek, 9 listopada 2020

Od Kenevena CD. Delty DeCay ~ "Królewskie Uderzenie"

Cały Klan zbliżył się do martwej samicy. Ayven akurat wniósł ciało Melly do obozu. Wilki ubolewały nad jej stratą. Delta zaplanowała pogrzeb na wieczór. trzeba było zabić Lodowego Kota. Musiał to zrobić ten, który widział jej śmierć. Był problem - nikt tego nie widział. Wybrano więc Cay - jako Alfę watahy. Wadera mogła wybrać sobie 2 wilki do pomocy, bo sama by sobie nie poradziła. Musieli to też zrobić niezauważeni przez Watahę Brzasku (zabrali im tamte tereny). Delta wybrała Ayven'a i Keneven'a. Trójka wyruszyła. Biegli przez Wąwóz Jakve aż w końcu dotarli do Śnieżnych Kłów. Było tam zimno lecz nie padał śnieg. Zapach Watahy Brzasku był stary. Nie było również śladów zapachu Kotów. Gdy medyk odłączył się od grupy, to coś złapało go za ogon. *Co do...* - myślał, widząc przed sobą potężne dwa wilki. Trzeba też wspomnieć, że Ayven jest kotem... Reszta się zerwała, a Ken odsłonił kły. Cay zawęszyła, ale nic nie złapała. Może dlatego, że powietrze był zimne? Czarna wadera i czarny basior ruszyli za śladami porwanego. Zaszli do ciemnej jaskini i nikogo tam nie było, a raczej nikogo już nie było. Wilki ruszyli za bardzo mocnym kocim zapachem. Zapomnieli nawet o Lodowym Kocie. Gdy wybiegli na ośnieżoną polankę, zauważyli trzy wilki. Dwa basiory i jedną waderę. Jeden z samców trzymał ciemno - pręgowanego kota w pysku.

Delta?:)

Od Keneven'a - "Samotna wadera" cz. 5

Luthia z pełną podziwu łatwością dosięgła szyi Keneven'a. Wgryzła się w nią, ale Ken był sprytniejszy i bardzo mocno, gdy wadera się tylko pochyliła, odepchnął ją tylnymi łapami. Samica uderzyła z hukiem o ziemię. Po chwili, zanim Ken zdążył wstać, Luthia uciekła w las. Biegnąc krzyknęła za siebie:- Jeszcze się zemszczę! - po tych słowach, Niv ledwo co stanął na łapy, więc nie mógł myśleć o gonieniu wilczycy. wiedział też, że wzięła jego nóż. *Nigdy nie zdołasz mnie zabić* - pomyślał i bardzo wolno idąc, poszedł za zapachem Luthii. Nie musiał iść daleko, bo wilczyca pobiegła do swej kryjówki, a ta kryjówka była bardzo blisko. Niv dotarł do "bunkra", ale wadery tam nie było. Zastał tam jedynie naszyjnik z czerwonym kryształem. Był on duży i dość ciężki. Tak naprawdę to był to metalowy kot trzymający krwisty minerał. Gdy basior go założył, wszystkie jego rany się zagoiły, a jego głód zniknął. Po nieudanym poszukiwaniu, postanowił wrócić do watahy. Odstawił wisior i szybkim biegiem zawrócił na tereny Watahy Renaissance. Na na następny dzień, z samego rana, znów wyruszył do kryjówki Luthii. Jednak i tego dnia jej tam nie zastał. Medalion też znikł, jak i wszystkie rzeczy. Nawet nóż. Pozostała jedynie kryjówka w skale. Ken wyszedł na urwisko, na którym, póki Luthia był w swojej kryjówce, unosił się zapach róż. Tym razem nie było tej woni. Niv siedział tam do zachodu słońca, bowiem wtedy było widać ogromne i piękne słońce, znikające za górą. Podczas tego pokazu, Ken zrozumiał, że Luthia wyruszyła na dalszą podróż po świecie i (być może) już jej nie zobaczy.

KONIEC

piątek, 6 listopada 2020

Od Keneven'a - Quest 5

Keneven zbliżał się do wejścia do lasu. Jednak Delta go zatrzymała:
- Hej! Może pójdę z tobą?
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo nie!
- No dobra. Idź! - Delta miała nadzieję, że Ken nie będzie chciał być samotny. Niv wyszedł, ale czuł się obserwowany. Co chwilę odwracał się, ale nikogo za nim nie było. Myślał, że Tuisku - nowy członek, go śledzi. Nie czuł żadnego zapachu wilka, więc nie przejmował się tym zbytnio. Pomyślał, że mógłby na coś zapolować. Postanowił tak zrobić. Na drodze stanęła mu Lisurka. Widocznie nie bała się go. Basior z łatwością ją zabił. Chcąc zanieść ją do watahy, zauważył, że na drodze stał inny wilk. Prawdopodobnie ten, co go śledził. Podszedł do niego trochę. Wróg podniósł głowę. Ten basior był stary i strasznie głośny. Nie byłby w stanie go śledzić. Jednak zdołał coś powiedzieć:
- Hej, ty! Młodzieńcze! - Ken nie był zadowolony z tego "przezwiska"
- Śmiesz mnie tak nazywać, starcze!?
- Nie jestem starcem. Mam zaledwie 266 lat - uśmiechnął się
- Niemożliwe. Wilki tyle nie żyją
- Co? Widocznie wszystko się tu pozmieniało. Niestety i tak jestem już za stary. Mógłbyś mi coś obiecać?
- Jasne, że nie! Sam se pomóż!
- Ooo... Jaka z ciebie wojownicza dusza - Niv miał dość tych pogaduszek i zaczął się oddalać od nieznajomego. Starzec to zauważył:
- Czekaj. Proszę, pomóż mi!
- Niech ci będzie! Czego chcesz?
- Jest taki zamek...
- Zamek?
- Jest taki zamek. Został dawno zburzony. Za moich czasów oczywiście. Jest tam dolina. W dolinie Kwiat Młodości. Zerwij Kwiat, a zginiesz lecz gdy zerwiesz Kwiat Śmierci przeżyjesz i otworzą się przed tobą wrota do Błękitnej Skały. Przewal ją, a cel odnajdziesz - Czarny basior spojrzał z niedowierzaniem na obcego, ale gdy zaczął mówić o nagrodzie, Ken wsłuchał się bardziej - Czeka cię nagroda. Ja nie dam rady tam pójść, ale ty tak. Chcesz nagrody. Oto ona - wilk wyciągnął z torby kawałek szmaty. Gdy go odsłonił ukazały mu się kamyczki. Zdziwiony zapytał:
- Kamyki? Na cóż mi kamyki?
- Przyjmujesz zadanie?
- No...
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć
- ...Tak - skończył Ken, ale starzec już zniknął. Gdy Niv uniósł głowę zobaczył białego wilka. Rozpoznał go z łatwością - był to właśnie Tuisku. Ken go zaczepił:
- Ej! Nowoniaszku! - Tui obrócił głowę i zrobił zaskoczoną minę. Po chwili podszedł do czarnego wilka i się spytał:
- Kim, jesteś?
- Jak to? Nie wiesz?
- Nie wiem
- Nazywam się... Zawsze Ponury Ken albo jak wolisz - Pogromca Słabiaków Ken
- Yyyy... Ok. A masz jakieś normalne imię?
- Tak właściwie, to jestem Keneven
- O. Miło mi poznać - uśmiechnął się Tuisku, a następnie opowiedział Ken'owi dowcip
- Czemu się nie śmiejesz, przecież to był najśmieszniejszy dowcip jaki znam! - Ken nadal stał ponuro:
- Ja się nie śmieje ani się nie uśmiecham, a teraz chciałbym odejść, bo mam własną misję do wykonania.
- Mogę iść z tobą?
- Nie
- Czemu?
- Egh... No dobra - basiory ruszyły dalej to tej "dolinki". Prawie się do siebie nie odzywali. Przynajmniej Niv się nie odzywał. Dopiero na miejscu Tuisku zaczął się wypytywać:
- Po co poszliśmy do tej doliny?
- Nie twa sprawa - i Ken zaniechał odpowiadania na kolejne, irytujące go pytania. Starzec miał rację, były tam dwa Kwiaty. Tylko który był był który? Jeden był czerwony, a drugi czarny. Ken pomyślał, że czarny jest Śmierci i go wyrwał. Żadne wrota się nie otwarły. Jedynie przed nimi stanęły cztery Górskie Koty. Tuisku się przeraził, a Ken nawet nie drgnął. Niv zamknął oczy i natychmiast zabił koty dzięki łatwemu posługiwaniu się żywiołem śmierci. Nie zastanawiając się długo, wyrwał drugi Kwiat. Jakieś wrota może i się nie otwarły, ale przesunął się kamień. Wilki weszły do środka, a głaz z powrotem się zasłonił.
- O nie! Zostaliśmy uwięzieni! - Tui nie wydawał się zadowolony
- Patrz na ten kamień. To zapewne ten "Błękitny" - Ken podszedł do świecącego kamienia i odwalił go bez trudu. Pod tym kamieniem znajdował się malutki, świecący kamyczek. Gdy Ken złapał go, głaz szybko odsuną się z powrotem i wilki wyszły stamtąd. Teraz tylko musieli odnaleźć tego starca. Po drodze basiory upolowały Gryfa. Niespodziewanie starzec pojawił się przed wilkami rzekł:
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć, Alfo!
- Ja nie jestem Alfą - odrzekł Keneven
- A kim?
- Tak właściwie to Płatnym Mordercą
- Nic nie szkodzi. Masz, oto twoja nagroda - po czym starzec wyciągnął te same kamyczki, a świecący kamień schował. Ken spojrzał na kamienie... Nic nie trzymał w łapie. Niv zrozumiał, że stary wilk go oszukał, póki nie usłyszał przestraszonego Tuisku:
- Keneven? Z kim ty rozmawiałeś?

Quest zaliczony !
Nagroda: 35 pkt doświadczenia, 55 WD

Od Keneven'a - Quest 1 ~ Halloween

Keneven siedział wpatrzony w rozmawiające  ze sobą wadery. Było ciemno, więc nie wiedział kto to był. Dojrzał jedynie jak Andzia grzebie w ziemi. Podszedł do niej i spytał się niegrzecznie:

- Co ty odwalasz?

- Oh. Przepraszam bardzo, ale przydałoby ci się trochę kultury! - po tych słowach Andzi, Ken się jej uczepił:

- Czy ty mi właśnie rozkazujesz?

- Nie. Ja cię tylko upominam...

- No właśnie! Upominasz mnie! Wiesz, że nie masz prawa?

- Obraziłam cię?

- Jasne, że tak!

- Ja nie chciałam

- Ale i tak to zrobiłaś!

- Wiem. Nie zamierzam się z tobą kłócić

- Ale ja tak! Ty parszywa gli...

- Co tu się wyprawia? - przyłapała ich Renesmee.

- Nic, nic - odparła Andzia i natychmiast się wycofała. Ken zobaczył, że Renesmee jest zamyślona i zmęczona. Niv odważył się i zapytał ją:

- W... Wszystko dobrze?

- Nie. Przed chwilą był u mnie Capitán i powiedział mi, że jedna ze ścieżek jest nawiedzona. Podobno widział na niej ducha. Minęła chyba godzina zanim doszedł do siebie. Duch, jak to duch, był prawdopodobnie jasnego koloru z ciemniejszymi odcieniami - Rene opuściła wzrok, a następnie poszła w swoją stronę. Ken chciał się dowiedzieć kto za tym stoi i wziął sprawy w swoje łapy. Idealnie o północy poszedł na tą ''nawiedzoną ścieżkę''. Gdy tam dotarł nikogo tam nie było. Postanowił poczekać. Czekał długo, ale było warto. Z oddali nadchodziło coś w upiornym przebraniu. To coś miało sztuczne rany na głowie i  sztuczne, doczepiane i świecące oczy. Capitán miał czego się obawiać. Ken'a też przeszły ciarki. Nawet nie zorientował się , kiedy nadepnął na gałąź. Stwór zwrócił wzrok ku krzakom. Zaczął się powoli zbliżać. Niv nie miał dokąd uciec. Potwór odsłonił kły i rzucił się w krzaki. Ken poczuł wgniecenie się łapy w plecy. Zaczął drapać wszystko w koło pazurami, bo nic nie widział. Jednak duch widział doskonale i po chwili obezwładnił Ken'a. Basior już wiedział kto był sprawcą. To była Andzia. Wadera pełna podekscytowania fuknęła:

- I co teraz zrobisz?  Moja zemsta przyszła - Ken miał plan. Mógł drapnąć wilczycę w brzuch, ale tego nie zrobił, ponieważ wadera zeszła z basiora i przeprosiła go. Następnie zciągnęła strój i pobiegła zadowolona w dal. Niv pomyślał: *Niezła jest* - i w głębi duszy się roześmiał, ale miny nie zmienił.


Quest zaliczony !
Nagroda: 30pkt doświadczenia, 30 WD + 20pkt umiejętności
 (do dowolnego rozdzielenia)


czwartek, 5 listopada 2020

Od Keneven'a - "Każdy miewa koszmary" cz.2 ~ Snowilla



Ken leżał wraz z Kivą na ośnieżonej skale. Ostatnio w okolicy pojawił się wielkich stwór, który porwał Dark Dreamer'a. Keneven'a  znów czekała podróż. Tym razem w Ośnieżone Szczyty. I tym razem wraz z jego pupilem - Kivą. Droga była krótsza, ale trudniejsza. Prowadziła ona przez góry. W tej krainie prawie cały czas padał śnieg, a w górach osiadał się nawet lód. Nawet Kiva nie mogła polecieć, bo za mocno wiało. Noce były bardzo zimne. Większość zwierzyny padała z wychłodzenia. Nawet tutejsze Górskie Koty o nadzwyczajnie grubym futrze nie wytrzymywały nocnego mrozu. Ken na następny dzień, z samego rana musiał już wyruszać. Powoli zaczynało się ściemniać. Ken i Kiva wrócili do swojej kryjówki. Niestety Niv zebrał za mało drewna, więc nie mógł rozpalić ogniska. Gdyby właściciel lub towarzysz wyszli wtedy na zewnątrz - już by nie powrócili. Jeszcze na dodatek na zewnątrz panowała zamieć, a wiatr wiał silniej niż zeszłej nocy. Bez ogniska ujdzie. Basior widział jak kotka zasypia, więc sam postanowił zasnąć. Tylko jedno go dręczyło - rano mógł się nie obudzić. Było mu bardzo zimno i miał nadzieję, że pogoda się poprawi. Zasnął szybko. Rano obudziła go Kiva. Była radosna, a jej oczy były pełne nadziei. Na  śniadanie nie mieli czasu. Ken zamierzał upolować coś podczas wyprawy. Niv założył zieloną pelerynę z kapturem, zapinaną Wilczym Diamentem, czyli najdroższą rzeczą na świecie. Ki zaś ubrała białą pelerynkę z futrem. Keneven jak i Kiva z niechęcią opuścili bezpieczną kryjówkę i skierowali się na Śnieżne Pola. Ich czarne futra natychmiast pokrył śnieg i dobrze. Kamuflaż się przyda między innymi na Górskie Koty i inne niebezpieczne górskie drapieżniki. Śnieg lekko padał i jego poziom nie był wysoki. Ten dzień był na ich korzyść. Słońce mocno świeciło i bardzo powoli roztapiało śnieg. Chociaż i tak słońca było za mało, by roztopić choć trochę śniegu lub lodu. Niv i czarna kotka szli niskim zboczem góry. Ich śnieg na futrach już się roztopił, a padający śnieg nie zakrywał śladów pozostawionych przez nich. Powietrze było chłodne i wilgotne. Pomimo zimnego powietrza, było ciepło. Jak słońce grzało w ich ciemne futra, od razu robiło się jeszcze cieplej. Wtedy byli łatwym celem dla Górskich Kotów. Ken był w pełni gotowy na ich atak, ale Kiva niezbyt umiała się bronić. Tutejsze Koty Górskie żyły w stadach od 2 do 4 osobników i ocieplały się własnym ciałem, a jeśli jeden się zgubił, to raczej nie przeżywał nocy.

- Ken! Patrz! Znalazłam jesenie! - Kiva mruknęła radośnie

- To padlina! Poza tym mówi się "jedzenie"

- A nie możemy zjeść padliny? Chyba jest jeszcze świesza

- Możemy. I jest "świeża" - po czym Niv wyciągnął ją na górę, bo Kiva nie dałaby rady. Razem zaczęli jeść. Był to Śnieżny Jeleń. Zapewne nie przeżył nocnych mrozów. Najbardziej głodna był kotka. Po posiłku nikt nie był już głodny i ruszyli dalej. Ciągle szli zboczem. Po godzinie od jedzenia kocica zaczęła narzekać na pragnienie. Ken'owi też się chciało pić. Musieli zejść do doliny, którą przepływała rzeka. Doszli tam w 26 minut. Woda był chłodna i świeża. Gdy tak pili, usłyszeli sapanie. Spojrzeli przed siebie. Przed nimi stanął potężny Górski Kot. Miał on bardzo długie futro, a co najdziwniejsze - był sam. Widocznie odłączył się od stada niedawno. Kiva była przerażona, ale Niv wiedział, że te drapieżniki panicznie boją się wody, więc nie zrobi im krzywdy. To uspokoiło kocicę. Kot tylko warczał, ryczał i odsłaniał kły.  Wiedząc, że wróg nie zrobi im krzywdy, dwójka podróżników wycofała się i podążyła dalej zboczem. Zostały 2 godziny do zmierzchu. Keneven musiał poszukać miejsca, w którym nie zamarzną, a Kiva poszła poszukać czegoś na rozpalenie ogniska. Czarny basior nie znalazł żadnej kryjówki, ale kotka znalazła parę gałązek. Niestety gałązki się nie przydały. Ogniska nie dało się rozpalić. Zostało tylko pół godziny do zmroku. Na szczęście, Ken znalazł rozwiązanie. Oboje zeszli to małej kotliny. Wiatr tam nie docierał. Ki rozkopała śnieg, a Niv starał się znaleźć Jastrzębie Pnącze, czyli coś co likwiduje głód na jakąś godzinę. Gdy kotka skończyła, zaczęła się lizać ze śniegu. Keneven znalazł jedynie parę listków tego zioła. Gdy nastał wieczór, zaczął padać śnieg. Wilk i kotka skulili się razem i zasnęli. Rano obudziło ich gorące słońce. Ken zauważył sopelki lodu na jego futrze i w myślach zażartował: *Żebym się czasem nie zmienił w wilka lodu*. Kiva jeszcze spała. Była cała we śniegu. Ich "kryjówka" przepełniła się śniegiem, omal nie przysypał on wędrowców. Gdy kotka otworzyła oczy, ujrzała leżący koło niej szkielet jakiegoś Śnieżnego Jelenia. Oczywiście Niv go nie zauważył. Gdy wstała, ujrzała Kota Górskiego, a raczej martwego Kota Górskiego.

- Co on tu robi? - kotka wydawała się nim zaciekawiona

- Kto? Jeleń czy Kot?

- Kot

- Upolowałem go

- Jak?

- Jakoś przetrwał sam noc. Był słaby i roztrzęsiony. Jedz jak chcesz

- A ty?

- Ja? Ja zdążyłem już zjeść dwa Lodowe Zające

- Ale one szą mane

- "Są" i "małe". Wiem, ale nie muszę jeść dużo. Poza tym mam kilka liści Jastrzębiego Pnącza

- Czego?

- Jastrzębiego Pnącza. Zwalcza na chwilę głód - Ken się uśmiechnął i podsunął Kota bliżej Ki. Kotka z zapałem zaczęła go jeść. Widocznie była głodna. Minął dopiero dzień mozolnej wędrówki. Został im jeszcze jeden. Choć zanim będą myśleć o dalsze drodze, muszą się najpierw czegoś napić. Znowu na szczęcie źródło było blisko. Po napojeniu się ruszyli doliną w górę Snow Tower. To był najbardziej męczący odcinek trasy. Ki ledwo dawała radę, a Ken wlókł już za sobą łapy. Oboje byliby niezmiernie radośni, gdyby dotarli już na szczyt. Przed nimi i tak była już połowa.

- Wysoko tu - wydyszała Kiva

- Masz... Rację - odrzekł zasapany Ken. Im byli wyżej, tym bardziej i mocniej padał śnieg. Po kolejnych 2 godzinach wyszli na samą górę. Oboje padli na zlodowacone podłoże i podziwiali widoki. Po kilku minutowym odpoczynku, Niv postanowił zapolować na kilka Lodowych Zajęcy. Było ich tam mnóstwo. Również znajdował się tam stawek z krystalicznie czystą wodą. Każdy by się skusił. Jednak każde szczęście nie trwa wiecznie. Ich szczęście też. Oboje prawie nie umarli ze strachu, gdy zza góry wyłonił się potężny pysk pełen długich i ostrych zębów. Zaraz po tym zdarzeniu na pobliską górę, największą pod względem powierzchni, wskoczył potężny, lodowy potwór. Tamten szczyt ledwo co go mieścił. Przerażający wygląd potwora przybierał o ciarki. Monstrum trzymało coś w łapie. Ken dojrzał w niej... Dark Dreamer'a. W łapie tego stwora, Dark

wyglądał jak szpilka. Monstrum kolosalnych rozmiarów zacisnęło łapę, zgniatając Dark'a. Zdarzenie wyglądało strasznie. Monstrum powoli wchodziło na Snow Tower. Dla tego potwora góra była jak wybój na asfaltowej drodze. Potwór otworzył paszczę i potężną łapą przygotowywał się do zgniecenie dwóch malutkich muszek.

(Snowilla i człowiek)

(Snowilla i jeleń [jeleń stoi na półce skalnej])

Ken uniósł głowę i zauważył spadający śnieg lecz nie czół zimna. Podniósł się i zobaczył Kivę kruszącą nad nim jakiś biały proszek. No cóż. Nawet morderca miewa koszmary.

1000+ 

Od Keneven'a - "Samotna wadera" cz.4



Ken stał z wrytym w nią wzrokiem. Luthia była zadowolona z tego, na jakiej pozycji stoi. Niv nie dawał za wygraną:

- Wiesz, że i tak mogę cię z łatwością zabić? - wadera dobrze o tym wiedziała, ale chciała udawać odważną i ani trochę się tym nie przejęła. Ken zawsze atakował drugi, ale wtedy byłoby to błędem. Luthia nie umiała walczyć nożem, więc chciała ostrzec Ken'a:

- Lepiej się do mnie nie zbliżaj. Nie zaatakuje pierwsza. Nie jestem na tyle głupia

- Twój błąd! - Ken natychmiast rzucił się na wilczycę i przyszpilił ją do ziemi, kompletnie ją obezwładniając.

- I co teraz zrobisz? - spytał się szyderczo Niv

- No tak. Może byś mnie puścił! - Luthia próbowała się wydostać spod jego łap, ale nic jej to nie dawało

- Nie jestem taki głupi jak ty!

- Ale mnie zabijesz? I tak już mnie przyduszasz!

- Chyba o to chodzi? - Luthia zaniemówiła i próbowała dosięgnąć pyskiem, w którym ma nóż, do łapy Ken'a. Na jej nieszczęście basior zauważył, co wadera próbuje zrobić. Jednak nie zwrócił na to zbytniej uwagi, bo myślał, że i tak nie dosięgnie. Luthia zdołała dosięgnąć i przecięła Ken'owi łapę. On odskoczył i jęknął. Wilczyca wstała i otrzepała futro. Keneven miał taką ranę, że chodzić prawie nie mógł, a o walce strach było mu myśleć. Teraz to faktycznie wadera miała przewagę. Rzuciła się na Ken'a i starała się wgryźć mu w kark, czyli po prostu go zabić. Tym razem to Ken nie dawał za wygraną. Drapał po brzuchu ostrymi pazurami, ale wadera nie odpuszczała. Ken miał lekką przewagę, ponieważ miał dłuższe łapy, ale i tak to nic nie zmieniało.

środa, 4 listopada 2020

Od Keneven'a - "Mgła wyobraźni" (Konkurs)

Keneven siedział i wpatrywał się w księżyc. Nie dawało mu spokoju, że ta noc jest taka ponura. Przed chwilą obiło mu się o uszy, że Renesmee wysłała jakiś "patrol", a gdy wrócił to mówili zaniepokojeni o jakiejś mgle. Z tego pagórka widać było tę mgłę. Zajmowała niewielki obszar, ale pewnie z bliska wyglądała jak cały las. Niv nie chciał się znaleźć w jej środku. Nie wiadomo dlaczego. Pewnie dlatego, że nie znalazłby drogi powrotnej. Ciągle myślał, co te wilki czuły, gdy tam były. Mógłby zrobić to za pomocą telepatii, ale nie chciał, bo wilki i tak by się na takie coś nie zgodziły, więc Ken nie miał skąd wiedzieć czy w tej mgle faktycznie są duchy, czy też nie. Ken tak rozmyślał, gdyby ktoś go znowu nie zaczepił:- Ken! Wiesz. Muszę ci coś powiedzieć! Byłam tam! - to była akurat Andzia
- Gdzieś ty znowu była?
- W lesie... No wiesz... Gdzie jest ta mgła!
- No i? Wiesz, że mnie nie obchodzi gdzie łazisz?
- Wiem, ale... Ale w tej mgle... To... To duchy... S... Ą. Znaczy w mgle tej są duchy! - Słysząc to Ken zrobił minę pełną zdziwienia i z pełnym zdziwienia głosem mruknął:
- Co?
- W tej mgle są duchy! Naprawdę, widziałam je. Wiem, że mi nie wierzysz, ale zrozum, po co miałabym kłamać?
- Nie wiem. Może po to, by mnie zastraszyć?
- Nie! To prawda!
- Dobra już dobra! Wierzę ci! - Andzia wydawała się z tego powodu ucieszona, więc oddaliła się. Ken nie zwlekał i udał się do Tarou lecz nigdzie nie mógł go znaleźć. Nie musiał go zbyt długo szukać. Sam wrócił do watahy i od razu skierował się do Ken'a:
- Ken! Muszę ci coś powiedzieć!
- Cóż znowu takiego?
- Znasz tą mgłę? Co nie? Gdy poszedłem poszukać ziół zamiast Bai Lang, bo go głowa rozbolała, to spotkałem tam... Ducha! - zamiast odpowiedzi, Tarou dostał to:
- Wariat z ciebie, wiesz? - po czym oddalił się i skierował bieg ku Renesmee. Wadera widząc basiora z daleka się z nim przywitała:
- Witaj, Ken!
- Witaj Renesmee! Chcę ci o czymś powiedzieć. Wszyscy w watasze mówią, że widzą duchy w jakiejś... mgle
- Tak. To jest prawda. Muszę wybrać jakiegoś wilka, by zbadał tę sprawę... - Ken nie słuchał dalej, tylko złapał się z uszy i krzyknął:
- Rany!! Czy oni wszyscy powariowali!?
- I wiem kto to będzie - kontynuowała Alfa, a Niv nawet nie słuchał. Renesmee mówiła dalej:
- To będziesz... Ty! - Ken spojrzał wilczycy w oczy i wyszeptał:
- Ja?
- Tak, ty - i tak zakończyła się ich rozmowa. Keneven nadal myślał, że wszyscy oszaleli. Przypomniał sobie to, że wpajał sobie, że nie chciałby znaleźć się w jej wnętrzu, bo, prawdopodobnie, nie znalazłby drogi powrotnej i by się zgubił. Ken wyruszył wraz Ice Queen, bo miał nadzieję, że oświetli mu drogę czy jakoś pomoże w oświetlaniu drogi. Szybko zbliżali się do mgły, a Ice niewiele pomogła. Z każdym krokiem, Ken'owi serce biło coraz bardziej, ale tego nie ujawniał ani nie pokazywał. Za 10 minut stali już przed mgłą. Była gęsta, a w jej "wnętrzu było duszno i parno. Ken chciał już tam wbiec, ale zobaczył zmartwioną Queen. Ice miała obawy, ale bała się zostać sama w takich ciemnościach. Na szczęście Niv ją pocieszył:
- Boisz się? Niby czego? Tam żyją same milutkie kotki
- Taa... Jakbyś nie wiedział, w ogóle mnie to nie pocieszyło! - ryknęła wadera. Szli razem i na razie żadnych duchów nie było, póki Keneven nie został przyciśnięty do ziemi poprzez jakieś pnącza. Tarmosił się, ale to nic nie dawało. Z każdym szarpnięciem, pnącze zaciskało się coraz mocniej. Okazało się, że to sprawka Bai Langa.
- Oj. Przepraszam Ken, myślałem, że to duch - Bai uwolnił Ken'a i oczami błagał o przebaczenie, znając jego sposoby na zemstę.
- Miałem szczęście, że to ty. Da się zabić tym ducha?- odrzekł dość miło jak na niego Niv
- Nie wiem i szczerze wątpię, ale nie zaszkodzi spróbować - odpowiedział prawie śpiewając Bai
- A propo, widziałeś tu jakieś duchy? - spytała się Ice Queen
- Nie. Nie wiem czemu inne wilki je widziały. Też poszedłem ich szukać - Bai wydawał się mówić prawdę. Tym razem trójka poszła dalej. *Na pewno nie jest normalne zjawisko atmosferyczne* - myślał Ken - *Może po prostu jakiś wilk z watahy ją wyczarował, a te duchy to wyobraźnia? Nikt tego nie wie, a ja muszę im jakoś udowodnić, że żadnych duchów nie ma*
- Chłopcy! Lepiej popatrzcie - Ice zrobiła minę obrzydzenia - Czy to nie przypadkiem jeden z Górskich Kotów?
- Tak. Nie trudno je rozpoznać - zakpił Ken
- No... ale martwy? Aż tutaj? - Bai udawał detektywa
- No właśnie. Dziwne - Niv nie zainteresował się tym w ogóle
- Dziwne, ale prawdziwe. Co to tych kotków się nie myliłeś - wadera wciągnęła powietrze - Fuuuu. Ale smród! Czujecie to obrzydlistwo?
- Faktycznie - Lang znowu udawał detektywa - Ta część mgły tak śmierdzi! Ja już oddychać nie mogę - wszystkie wilki wycofały się poza strefę odoru, a Ken znów zaczął rozmyślać: *Śmierdząca strefa, martwy Kot Górski. Dziwne. Nawet nie ma jego śladów krwi. Póki co nie spotkaliśmy żadnego ducha*. Podczas drogi powrotnej Ice wydawała się przygnębiona i smutna. Nikomu o niczym nie mówiła. Niv wmawiał sobie, że to tylko strach przed mrokiem lub mgłą, ale wiedział, że chodzi o coś innego. Po powrocie do watahy Ken skierował się do Renesmee. Znalazł ją przed swoją jaskinią.
- Byłem w mgle - zaczął
- Naprawdę? I?
- Żadnych duchów tam nie było. Jedynie martwy Górski Kot, za którym rozpościerała się śmierdząca strefa
- Naprawdę?
- Tak
- To co jest przyczyną pojawienia się tej... - lecz przerwała im Ice Queen:
- To moja wina. Ja wyczarowałam mgłę - przyznała się Ice - A duchy były wytworami wyobraźni, ponieważ tak mroczne miejsce, przywołuje mroczne wspomnienia... Ciało Górskiego Kota znalazłam tam gdzie jego miejsce i przeniosłam. Zapach stęchlizny zamaskowałam eliksirem od Raquel... Przepraszam! Ja nie chciałam!
- Przecież nic tak złego się nie stało! Idealny "prezent" na Halloween! Wybaczam ci w imieniu całej Watahy Renaissance! - uspokoiła ją Renesmee i obie wadery się roześmiały. Ken tylko stał i się na nie gapił. Po chwili podeszła do nich Raquel i chyba też chciała przeprosić, ale jej się to nie udało, bo cała wataha zgromadziła się przy śmiejących się waderach. Do Ken' a podeszła Delta i szepnęła mu:
- Halloweenowy prezent? Dobra nie pytam - nawet Ken się przy tym uśmiechnął.

1000+

Od Keneven'a - "Każdy miewa koszmary" cz.1 ~ The Many-Eyed Cat


Przed Keneven'em była jeszcze bardzo długa droga. Nie zdawał sobie sprawy jaka długa. Ken i tak miał już bardzo obolałe łapy. Szedł już z tydzień. Zapomniał nawet jak dobrze było mu w watasze, ale on nie odszedł, on kierował się na Śnieżne Skały. Tam jest mała osada ludzi. Musiał tam iść, bo jego towarzysz się tam zgubił. Nie mógł go zostawić, więc wyruszył na bardzo długa wędrówkę. *Robi się coraz zimniej. Przynajmniej to jest dobre, że już się zbliżam. Nie no muszę się zatrzymać i na coś zapolować. Nie jadłem przez 3 dni* - pomyślał Ken, ale i tak nie był zadowolony. Po chwilowym odpoczynku zaczął szukać zwierzyny. W oczy wpadła mu Lisurka. Z łatwością ją złapał i zjadł. Dla niego było to za mało, ale nic więcej nie wywęszył. Po posiłku ruszył w dalszą drogę. Gdy nastał zmrok, Ken musiał się zdrzemnąć, więc znalazł jakieś dogodne miejsce i zasnął. Rano zbudził go deszcz. Wlewał się do małej jaskini. Ken z żałosną miną otrzepał się z wody i wychylił łeb z jaskini. Dość mocno lało. Pogoda nie nadawała się do dalszej wędrówki, toteż Keneven wszedł na półkę skalną, do której nie docierały krople deszczu. Czekał tak z dwie godziny, ale w końcu ulewa ustała. Ken'owe futro nadał było mokre, ale basior się tym ani trochę nie przejmował. Łapy bolały go nadał, ale nie mógł na to nic zaradzić. Musiał dotrzeć na miejsce, nim nie będzie za późno. Na jego szczęście wyszło słońce, a dzień zapowiadał się piękny. Zimno z poprzedniego dnia ustało. Tego dnia Ken był jeszcze bardziej radosny niż na początku podróży. Może dlatego, że już zbliżał się do celu. Minęła już 1 godzina, a Keneven'owi znów dopisało szczęście. Na drodze spotkał kolejną Lisurkę. Oczywiście nie pogardził nią. Po zjedzeniu ruszył dalej. Znów zbliżała się noc. Tym razem w okolicy nie było żadnej jaskini ani czegoś takiego, więc basior musiał spać pod gołym niebem. Przynajmniej nie padało. Ta noc jednak nie była dla Ken'a przyjemną. O północy zbudził go głośny szelest. W ciemnościach nic nie dojrzał, ale wiedział, że to coś jest blisko. Cały czas się rozglądał, ale nic to nie dawało, więc Ken zaniepokojony poszedł dalej spać. Początek kolejnego dnia też nie obszedł się bez dziwnych szelestów. Basior nie miał pojęcia kto lub co chce go tak nastraszyć, ale wiedział, że i tak w końcu się ujawni. Miał rację. To nie był nikt inny jak kolejna Lisurka. Przynajmniej Ken był zadowolony z tego, że nie był głodny. Trochę się smucił z tego powodu, ponieważ nie jadł wspólnie z watahą - jadł sam. Smucił się też, że jest tak daleko od domu i jest taki samotny. To było bardzo dziwne, bo Ken kocha być sam i robić wszystko w samotności, ale poczuł ją pierwszy raz w jego życiu. Keneven prawie się rozpłakał na samą myśl o ty, że wróci do domu i wszyscy będą martwi, nikogo tam nie zastanie. Ta podróż trwała dotychczas zaledwie 2 tygodnie, a dla Ken'a to jak 2 lata. Basior żałował, iż nie wziął jakiegoś wilka do towarzystwa. Wiele wilków się zgłaszało, ale wtedy nie wiedział, że podczas wyprawy poczuje smak samotności. Ken nie mógł już dłużej rozpacz, więc wstał i pomyślał: *Było - minęło. Nie da się cofnąć w przeszłość. Teraz to bym akurat chciał tego dokonać*. Po tych rozmyślaniach odetchnął i ruszył dalej. Gdy po drodze przypominał sobie o tej samotności, robiło mu się wstyd, że był taki samolubny i zawsze chciał być sam, ale gdy tylko taka myśl przychodziła mu do głowy od razy myślał o celu podróży - uratuje swojego towarzysza i z nim powróci. Myśli wtedy też o tym, że jakby nie podjął się wyzwania podróży - straciłby najlepszego przyjaciela. Dochodziło południe, a słońce grzało coraz mocniej. Ken musiał aż odpocząć i poszukać wody, bo już umierał z pragnienia. Gdy tylko znalazł kałużę pozostawioną przez tamtą mocną ulewę, rzucił się w nią chlipiąc z całych sił. Po skończeniu picia, Ken znowu ruszył w dalsza drogę. Jednak wieczorem okazało się, że w nocy jest chłodniej niż w dzień. Basior postanowił iść również nocą. Po północy zaczęło robić się już zimno i zaczął padać śnieg. Keneven wiedział, że dochodzi do celu, bo rankiem cały zapadał się w śniegu. Musiał zwolnić, bo inaczej łapy bolałyby go bardziej. *W południe muszę się zatrzymać i może poszukam jedzenia. Ledwo co chodzę w tym śniegu. Mam nadzieję, że za niedługo przestanie padać* - ustalił czarny wilk. Jak sobie obiecał, tak zrobił. Położył się pod drzewem i po niedługiej chwili nieświadomie zasnął. Obudził go świst wiatru. *Jak nie deszcz to śnieg, a jak nie śnieg to wiatr. Ehh...* - zdenerwował się Ken. Tym razem przytrafiło mu się podwójne nieszczęście. Po pierwsze: nic tu prawie nie żyje, co oznacza brak jedzenia, a po drugie: wszystkie źródła czerpania wody są zamarznięte, co oznacz brak wody. Może Niv wytrzymałby bez jedzenia, ale bez wody do końca nie przeżyje. Wilk musiał jakoś roztopić lód, lub go lizać. Niv starał się roztopić go, ale dopiero po godzinie mu się udało. Basior musiał jeszcze załatwić jedzenie, chociaż było ono trzeciorzędne. Keneven nie zdołał ugasić pragnienia tak małą ilością wody, a nie ma tyle czasu, by roztapiać lód. Musiał wytrzymać. Podczas wznowionej podróży ujawnił się kolejny, dość spory problem. Mianowicie - śnieg był bardzo wysoki. Niv ledwo szedł lecz był z nigo taki szczęściarz, że nie musiał długo się tak męczyć. Po 2 godzinach wysokiego śniegu, jego piętro się obniżyło, a zza skarpy Ken ujrzał długo wyczekiwany cel. Ucieszył się bardzo. Jego radość była ogromna, ale nie trwała długo. Zszedł do wioski. Była noc, więc ludzie usnęli. Gdy wilk wszedł do wioski zobaczył Dark Dreamer'a leżącego na śniegu i niepewnie się go spytał:- Nic nie jest Dark? - pupil wstał i widząc właściciela odrzekł mu:
- Ken? Trudziłeś się tak, by mnie odnaleźć? To warte wielkiego uznania
- Wiem. Nigdy cię nie opuszczę - w końcu właściciel i towarzysz byli znowu razem. Nawet nie wiedzieli, że tylko oni nie śpią. Podczas gdy oboje rozmawiali, zza rogu wyszedł rudy kocur. Trzymał coś w pysku. Gdy tylko Ken go zauważył, kocur rzucił w niego tym czymś, a następnie się wycofał. Dark uciekł za górkę i postanowił tam siedzieć dla własnego bezpieczeństwa. Ken czuł, że leży na śniegu, ale czuł jakby nie miał futra. Wstał na łapy, ale to nie takie proste, on nie miał łap... Minęła zaledwie chwila, gdy Ken zorientował się, że jest człowiekiem. W łap... W ręce trzymał miecz. Wcale nie był z tego zadowolony. Najgorsze było jednak to, że pierwszy raz w życiu poznał również strach. Poczuł starch unosząc głowę i dopiero wtedy uświadomił sobie, że musi to pokonać.

(Ken i potwór [Autor: Christianxh ]

- Ken? Gdzieś ty jest? - Keneven nie wiedział o co chodzi, więc otworzył oczy i okazało się, że nadal jest wilkiem i, że jego pupil właśnie go woła. Zobaczył kamienną ścianę jaskini i zrozumiał, że to był po prostu koszmar.
1000+

Od Keneven'a - Quest 2 ~ Halloween

Ken, jak to on, siedział samotnie i patrzył się na swoje łapy. Co chwilę wzdychał i trzepał ogonem. Bardzo zaskoczył go głos:
- Cześć! Idziesz na dzisiejsze ognisko? - to była Delta DeCay
- Jakie znowu ognisko? Czy ja znowu o czymś nie wiem? - Ken wydawał się mniej ponury niż zawsze
- Nie słyszałeś? Dzisiaj w nocy! Renesmee wszystkich poprosiła. Może ciebie wtedy nie było?
- Już jest noc, geniuszu
- Wiem, dlatego chodź! Nie chcesz się chyba spóźnić?
- Wiesz, że nie cierpię ognisk? - wadera nie odpowiedziała tylko złapała basiora za ogon i podniosła go.
- Chodź! - i poszli. Na ognisku nie było jeszcze tylko samej Renesmee. Wilki opowiadały coś między sobą. Ken i Delta usiedli koło siebie, a Delta powiedziała Ken'owi, by przygotował się na straszne historie.
- Ja bym chciała opowiedzieć - rozmarzyła się Raquel, ale nikt jej nawet nie słuchał. Jedynie Tsuki zareagowała:
- Taaa.... Pewnie będziesz alchemizować? Co?
- Ej! - możliwe, że doszłoby do gorszej wymiany słów pomiędzy waderami, gdyby nie zjawiła się Renesmee.
- Już się ściemniło. Możemy zacząć Noc Strasznych Opowieści! - powiedziała. Wilki były podekscytowane, bo jedynym światłem był ogień.
- Już się boję. Halloween to nie jest straszne święto - mruknął Ken niezadowolony z tej imprezy. Widocznie tylko on był nieucieszony, bo reszta wilków była wręcz podekscytowana. Zwłaszcza wtedy, kiedy Alfa powiedziała, że każdy wilk będzie miał szansę opowiedzieć straszną historię. Za moment zaczęło się wybieranie wilka, który jako pierwszy coś opowie. Znowu odezwała się przywódczyni:
- No więc, pierwszym wilkiem będzie... Keneven! - Ken zrobił zdziwioną minę i patrzył się z pogardą na Renesmee. Udało mu się powiedzieć tylko:
- Eeee... Ja? - cała wataha skierowała ku niemu wzrok i czekała na początek. W końcu Ken uległ - No dobra. Tylko nie komentujcie, bo to będzie zmyślona historia i o... kotach. Dobra. No to... Yyyyy... Emmmmmm... O wiem! Brązowe łapy stąpały po bezkresnym bagnie. Kotce coraz trudniej było stawiać kroki, a jej oddech był coraz cięższy. Wlokła się tak, póki nie usłyszała krzyku:''Nieee!! Zostaw mnie!!''. Kocica zerwała się pomimo wszystkich utrudnień i pognała w stronę głosu. Na miejscu zastała jasno - brązowego kocura leżącego na ziemi. Podeszła do niego i spytała: ''Nic ci nie jest?''. Kocur ledwo wydał z siebie głos: ''Trochę. Zranił mnie w bok''. Kotka zauważyła dużą ranę na boku kocura i spytała się: ''Kto ci to zrobił?''. Kocur odpowiedział: ''Duch Jaskrawego Lwa''. Kotka się zdziwiła: ''Kogo? Dobra nieważne. Ja nazywam się Kai, a ty?''. ''Ja jestem Edward''. Kai przejechała łapą po zranionym boku. Edward zdziwiony wstał: ''Ty leczysz? Wow, nigdy nie widziałem czarodziejki życia!''. Kai się zaśmiała: ''To masz okazję''. Kotka opowiedziała Edwardowi o swojej przyjaciółce - lwicy, a nazywa się ona Selene. Kocur za przewodnictwem Kai wrócił do kryjówki Kai i Selene. ''Kto to?'' - przy wejściu przywitała ich błękitna lwica. ''To Edward. Uratowałam go od... Jakiegoś Ducha Jaskrawego Lwa''. ''Jaskrawego Lwa? - Selene dobrze wiedziała kim on jest, dlatego też opowiedziała o nim przyjaciołom: ''To był najpotężniejszy ze wszystkich lwich wojowników! Ale jego duch? Jego duch musi być potężniejszy niż on sam!'' - lwica sapnęła

- A jak on wygląda? - przerwała Andzia
- Mogłabyś być taka dobra i nie przerywać? - zwrócił jej uwagę Bai Lang
- No dobra, już dobra... No kontynuuj!

- No to lwica sapnęła - kontynuował Keneven - ''Musimy go zabić''. ''Zabić ducha? To niemożliwe'' - Kai i Edward okrzyknęli chórem. ''Da się. Tylko ja mogę go zabić. Ja jestem lwem'' - Selene powiedziała to tak jakby chciała się pochwalić. Dwa koty i lwica po omówieniu planu "pułapki" dwa koty i jedna lwica wyruszyli na poszukiwania tego ducha. Najpierw musieli rozstawić przynętę. Były to kukły kotów, wyglądające jak prawdziwe. Grupa znalazła idealną kryjówkę w skale...

- A to na naszych terenach? - Andzia nie mogła się powstrzymać
- Aaaa! Możesz nie przerywać!? Ja tu słucham!! - Bai był już o wiele bardziej wkurzony
- Egh... Dobra...

- To na czym stanąłem? A! Grupa znalazła idealną kryjówkę w skale. Musieli poczekać tam do zmroku. Edward wpadł na pomysł z wachtą. Zmiana była co 1 godzinę. Najpierw straż pełniła Selene. Reszta mogła iść bezpiecznie spać. Na następnej zmianie stał Edward z Selene, ponieważ lwica była uparta. Zanim Kai zdążyła wyjść z jaskini, by przejąć wartę, już się ściemniło. Młodzi bohaterowie czuli, że są obserwowani przez mnóstwo "stworów". Najbardziej bał się Edward. Gdy rozbrzmiewały straszne dźwięki, to właśnie on kulił się wtedy na ziemi i trząsł ze strachu. Kai też się bała, a gdy zostawała w tyle widziała jedynie świecące oczy Selene. Był tylko jeden problem - wszystko dookoła Kai świeciło. Jednak mogła kierować się zapachem strachu pochodzącym od Edwarda, a Edward prawie wchodził na lwicę. Selene się w ogóle nie bała. Podobno w jej rodzie była zwana "Pogromczyni Strachu", ale i tak nie używała nigdy tego tytułu. Grupa zatrzymała się, gdy usłyszała bardzo głośny ryk. Kai szepnęła do towarzyszy: ''To chyba ten Duch Jaskrawego Lwa''. Usłyszała odpowiedź Selene: ''Tak, to jego ryk''. Jedynie Edward stał w bezruchu, z przerażoną miną, pełen pesymistyzmu. Po chwili lwica zwróciła się do jasno - brązowego kocura: ''Edwardzie - Strachajło idź...''. Przerwała jej Kai: ''Gdzie on właściwie jest?''. Kotka i lwica się zaniepokoiły i postanowiły najpierw odszukać przyjaciela, a potem dopiero pokonać Ducha Jaskrawego Lwa. ''Ej, Selene. Spójrz tutaj. Czy to przypadkiem nie są ślady tego lwa?''- Brązowa kotka zwróciła się do lwicy. ''Tak. To jego ślady... O, nie!. Ten duch. On... On... Porwał Edwarda!'' - Towarzyszki spojrzały zdziwione na odciski dużych łap. ''Patrz. Tu jest taka gruba linia'' - Kai była perfekcyjna w odnajdowaniu "szczegółów". ''Tędy pewnie ciągnął Edwarda. Chodźmy po śladach!''. Selene prowadziła, a Kai starała się dojrzeć, czy w krzakach nie czyha czasem duch lwiego wojownika. Po kilku minutach podążania za śladami, przyjaciółki zobaczyły okropną scenę. Na polanie siedział lwi duch odgryzający Edwardowi głowę. Selene przymknęła oczy i wymówiła jakąś lwią modlitwę, a Kai zaczęła płakać. Płakała tak głośno, że aż Jaskrawy Lew to usłyszał i odwrócił się. ''Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Ty pewnie jesteś Kai? A ty? Ej! Ja cię znam lwico! Ty jesteś Selene Pogromczyni Strachu!''. ''O. Jak fajnie, że mnie znasz'' - Selene zaczęła swą rozmowę z pogardą - ''A ty jesteś zapewne Duch Jaskrawego Lwa. Wiesz, że właśnie zabiłeś mojego przyjaciela, który był też prawdopodobnie chłopakiem Kai? Nie ujdzie ci to na sucho! Już ja się na tobie zemszczę!''. Selene bez zastanowienia skoczyła na ducha i wgryzła mu się w kark. Jednakże to nic nie dało. Lew złapał ją łapą i przygniótł do ziemi. Dla niej również nie miał litości i...''Stój!'' - Kai znowu kogoś uratowała. ''Bo co? Ty mnie pokonasz?''. ''Tak!'' - po tych słowach Kai zmieniła się w ogromnego potwora i rzuciła się na lwa, który zrobił bardzo zdziwioną minę. Natychmiast go zabiła i wróciła do prawdziwej postaci. Selene jej podziękowała i zapytała się o ten "wybryk". ''Ech. Umiem się zmienić w cokolwiek. Nie mówiłam ci, bo mogłoby to wpłynąć na naszą przyjaźń''. ''Nigdy by to nie zmieniło więzi z tobą! A teraz musimy pochować Edwarda. Szkoda, że znałyśmy go tak krótko''. Po tych słowach, dwie przyjaciółki urządziły pogrzeb, ale za to mogły żyć już spokojnie. Koniec!

Quest zaliczony !
Nagroda:  50 pkt doświadczenia i 50 monet + 20 monet za ponad 1k słów

wtorek, 3 listopada 2020

Od Keneven'a - Quest 3 ~ Halloween

Keneven wracał z nocnego obserwowania zwierząt. Jednak wszystkie pouciekały jak tylko złamała się pod nim gałąź. Oczywiście poszedł sam, bo lubi być sam. Trochę się bał. Było ciemno, a on wracał samotnie już ciemnym i mrocznym lasem. *Głupia zwierzyna. To wszystko przez Halloween. Ostatnio jestem trochę nierozgarnięty. Nawet polowania mi nie wychodzą. Boję się, że jak będę miał kogoś zabić, to też mi nie wyjdzie* - rozmyślał. Zląkł się na samą myśl o jego wymyślonych potworach. Myślał, że go teraz obserwują. Nawet jego wyobraźnia nie miała na nie miejsca. Co chwilę widział migające światło. Wiedział, że to zapewne jakaś zwierzyna, ale i tak się bał. Co chwilę spoglądał za siebie, ale nikogo nie spostrzegał w takich wielkich ciemnościach. *Fajnie by było...* - nagle przerwał mu szelest w gęstych krzakach. *O rany. Trzeba było nie iść patrzeć na te durne zwierzęta!* - szelest rozbrzmiał ponownie w tym samym miejscu.*Nie mogę się bać. Nie mogę. Dobra! Idę to sprawdzić!* - stał w miejscu jeszcze 5 minut zanim się serio odważył. Gdy podszedł do krzaka, uniósł niepewnie łapę. Schował ją po chwili. Za chwilę znowu wyciągnął i rozchylił krzaki. *Dawaj potworze! Wyłaź! Nie boję się ciebie!* - lecz nikogo ani niczego tam nie było. *Widocznie mi się zdawa...* - po sekundzie szelest dobiegł z drugiej strony. *O co chodzi. Czy ktoś bawi się ze mną w chowanego? Drugiego krzaka też muszę obczaić* - podszedł do krzaczora, odchylił łapą liście i... nic ani nikogo tam nie zastał. Ken się wkurzył i krzyknął:
- Nie wiem kim lub czym jestem, ale pożałujesz tego! Gorzko pożałujesz! - nikt ani nic mu nie odpowiedziało. Keneven zdziwił się i parsknął. *Eh. To pewnie jakiś szczeniak... Mamy tylko jedno szczenię... Masakra!* . Ken nie myśląc długo, starał się wywęszyć zapach. Niczego nie złapał. *Ktoś zamaskował swój zapach. Niemożliwe!*. Keneven pomyślał chwilę i oświecony podskoczył: *Ślady! Gdy szedłem oglądać zwierzęta widziałem za krzakami błoto!* - Ken miał rację. Wskoczył za krzak, ale śladów nie było. Zasmucony basior opadł na ziemię i jęknął:
- Jakiś mały stworek mnie załatwił. Pięknie - nie był świadom, że powiedział to na głos. Gdy tak siedział przy krzaku, kępka futra spadła mu na nos. Ken kichnął i spojrzał w górę. Zwierzątko miały łapy z błota. Keneven zrobił głupią minę i zdziwiony wymamrotał:
- Kitsune?

Quest zaliczony !
Nagroda: 30 pkt doświadczenia i 45 monet

Od Keneven'a - ,,Samotna wadera" cz.3



Luthia zrobiła przerażoną minę i zrobiła krok w tył. Jednak zdołała wdusić z siebie kilka słów:- Cz...Czy...Tttyy...Czy ty...Chcesz...Znaczy...Czy chcesz mnie...Z-z-z-za-ab-bić?
- Jasne, że nie! - odparł Keneven - W sumie tak było by rozsądnie... - jeszcze wyszeptał
- Wiedziałam! Na ciebie nie można liczyć! Wiedziałam, że powiedziałeś o wszystkim twojemu Alfie! A twój Alfa przysłał ciebie, byś mnie zabił! W końcu jestem na waszych terenach...I jesteś mordercą! Egh...Mogłam się domyślić... - Luthia zaczęła płakać i szemrać jeszcze jakieś pojedyncze słowa.
- Nie wiesz tego
- Pewnie, że wiem - rozpłakała się jeszcze bardziej - Przecież gdy turlikaliśmy się ze zbocza nie miałeś tego noża przy łapie
- Znalazłem... Znalazłem go po drodze i nie...
- I tak ci nie wierzę! - przerwała mu wadera. Po chwili niespodziewanie rzucił się na Ken'a lecz nie w celu powalenia go jak wroga. Z bardzo mocnym uściskiem wtuliła się w niego. Ken zdziwiony jęknął jak szczeniak. Luthia miała nadzieję, że zdoła tylną łapą sięgnąć noża przywiązanego do tylnej łapy Keneven'a. Ken, choć wydaje się mądry, myślał, że wilczyca chce go przytulić i przeprosić. Luthii udało się chwycić łapą nóż, ale musiała jeszcze odczepić go tak, by basior tego nie poczół. Nie było to łatwym zadaniem. Ken był bardzo ostrożny jeśli chodzi o Luthię. Waderze się powiodło. Nóż był w jej łapach, więc odskoczyła od Ken'a i powiedziała:
- Patrz!
- Eeeeeeee... - Keneven'owi zabrakło języka w pysku
- Jeśli sprawa tak się potoczyła... To teraz ja mam przewagę i ja mogę cię zabić!

poniedziałek, 2 listopada 2020

Od Keneven'a - „Samotna wadera” cz.2


Keneven dysząc stanął nad brzegiem. Szukał wadery w otchłani wody. Nie było mu jej szkoda. Odwróciwszy się mokra łapa złapała go za ogon. Ken zląkł się. Okazało się, że wadera zdołała wypłynąć na powierzchnię.

- Puść mnie! - ugryzł ją w łapę. Wadera wyskoczyła z wody i wylądowała przed Keneven'em.

- Śmiesz mnie gryźć? - prychnęła wilczyca

- Nie jesteś nikim wartym uwagi - powiedziawszy to Ken zwiał. Jedynie w oddali siedziała błękitna wadera nie próbując go gonić.

- Jeszcze się okaże - rzuciła na koniec, a gdy Ken zniknął jej z oczu, sama udała się do kryjówki. Na następny dzień wilczyca postanowiła poszukać Keneven'a. Po długiej wędrówce, padła ze zmęczenia i zasnęła. Szybko zasnęła... Ale nie na długo. Ziewając jeszcze dojrzała czarną sylwetkę stojącą nad nią. Podskoczyła i znów ujrzała czarnego, potężnego i ponurego Keneven'a. Ken z niechęcią zrzucił przed nią zwierzynę i wyszeptał jej:

- Uważaj lepiej. Jesteś na terenach Watahy Renaissance. Gdy cię złapią będzie niedobrze. Albo jeszcze gorzej... Złapią mnie z tobą

- Watahy Renaissance?

- Ta. Należę do niej. - po tych słowach Ken'a wadera zaczęła jeść i podziękowała mu. Po posiłku wilczyca zbliżyła się i tajemniczo wyszeptała:

- Jestem Luthia - po tych słowach przytuliła się do czarnego basiora i zaczęła nucić jakąś piosenkę. Ken'owi się to nie podobało i jęknął:

- Musisz? - Luthia nie przestawała, aż do tego momentu, gdy nie ujrzała czegoś co Ken ma przywiązane przy łapie.


Chętny? 


piątek, 23 października 2020

Od Keneven'a - "Samotna wadera" cz.1


Spoglądając na zachód słońca, Ken myślał o lisach. O lisach, bo one sprawiły mu najwięcej kłopotów. Podczas tych rozmyślań zauważył, że pomiędzy drzewami w dole coś się poruszyło. Wiedział, że nikt z watahy. Gdy wiatr zmienił kierunek do jego nosa napłynęła woń róż. Postanowił to sprawdzić. Gdy zszedł na dół zastał tam błękitną waderę, która patrzyła się na niego. Po chwili podeszła do niego i powiedziała:
- Witaj, Ken. - Keneven zastanawiał się skąd wadera zna jego imię, ale nie zapytał się jej o to, bo nie lubi zadawać takich pytań. Wilczyca wydawała się być miła, ale Ken zamiast poczekać, aż wadera przyniesie coś to on wolał uciec stamtąd. Powróciwszy, błękitna wilczyca nie zastała nikogo, ale poszła za zapachem Ken'a. Gdy Keneven dotarł na zbocze zauważył, że wadera wychodzi za nim. Wkurzył się, bo nie cierpi gdy ktoś go śledzi. Wadera na jego widok znów się ucieszyła, choć minęło zaledwie 5 minut. Ken rozwścieczony rzucił się na waderę i stoczył się z nią zboczem.
- Co ty wyprawiasz, Ken? - w jej oczach lśnił strach. Ken nie zamierzał się zatrzymać, ponieważ zabiłby tą waderę za swoje życie. Na końcu turlikania oboje wpadli do wody. Wilczyca nie umiała pływać, a Ken nie był skłonny jej pomóc, więc uratował tylko samego siebie.

Każdy?

środa, 14 października 2020

Keneven ~ Płatny Morderca


Brak zdęcia - naruszenie praw autorskich

IMIĘ: Keneven
PRZEZWISKO: Ken, Niv, Vese
MYŚL PRZEWODNIA: Nie bój się mroku, przecież ja nim jestem!
WIEK: 5 lat
URODZINY: 8 wrzesień
PŁEĆ: Basior
STATUS: Początkujący
GŁOS: Brak
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY: Ken jest czarny. Ma żółte oczy. Nie ma skrzydeł. Ma długie, gęste, miłe w dotyku futro. Ma czarny, mały nos. Ma duże uszy i długi pysk. Zawsze ma ponurą minę. Ma długi, puszysty ogon. Ma bardzo długie łapy, przez co jest bardzo wysoki i szybki. Jest masywny. Futro na ciele ma krótsze niż ''grzywę''.
OSOBOWOŚĆ: Ken jest ponury. Często ma ataki agresywności. Jest antagonistą. Jest bezduszny i nikomu nie pomaga. Jest lojalny do watahy, ale nie zginąłby za nią. Je bardzo małomówny i znienawidzony przez inne wilki. Nie jest dusza towarzystwa, wręcz przeciwnie. Często kogoś obgaduje. Lubi się skarżyć na innych. Jego pewność siebie nie zna granic. Jest odważny jak nikt inny. Nie boi się prawie niczego. Uważa się za boga świata. Jest obojętny i wszystkich ma gdzieś. Nigdy nie zabije nikogo z watahy, bo wie co go czeka. Nie jest za bardzo posłuszny i czasami nie słucha co się do niego mówi. Nikogo nie lubi.
STANOWISKO: Płatny morderca
ŻYWIOŁ: Dusza, śmierć
MOCE: Telepatia, może zabić każdego, ale tego nie zrobi nikomu z watahy, potrafi wywołać strach u każdego, ale nie zrobi tego nikomu z watahy, teleportowanie na max: 300 metrów,
RODZINA Urodził się z mroku
Matka- Sanh - zastępczyni władcy mroku
Ojciec- Veg- Zwiadowca mroku
Nie ma rodzeństwa
PARTNER: Brak
POTOMSTWO: Brak
HISTORIA: Narodził się z mroku. Żył w watasze mroku, ale gdy zaginął jeden członek zwalono winę na niego. Ken musiał uciekać. Uciekając dotarł tu. Teraz dobrze mu się żyje.
CIEKAWOSTKI: Dalej umie język Wilków Mroku
UMIEJĘTNOŚCI: 
  • Inteligencja: 20
  • Siła: 30
  • Szybkość: 20
  • Obrona: 30
  • Moce: 20
  • Razem: 120 
DOŚWIADCZENIE:  195 pkt
WŁAŚCICIEL: wataha_strachu@onet.pl (e-mail)