Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tsuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tsuki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 września 2021

Tsuki opuszcza nasze szeregi

 Witajcie drodzy członkowie, 

Dziś żegnamy się z naszą drogą Tsuki. 

Powodem jej odejścia jest decyzja właściciela.  



Będziemy za tobą tęsknić !
Wataha Renaissance


wtorek, 23 marca 2021

Od Tsuki do Renesmee

Nie patrzyła na swoje pomoce mierzenia czasu kiedy przychodziła kwestia, od jakiego czasu jest w watasze. Kwartał? Więcej, mniej? Na pewno nie pół roku. Hah, ciężko było to określić, wadera zwyczajnie nie przykładała wielkiej wagi do czasu spędzonego w watasze. Zamiast siedzenia przed jakąkolwiek formą kalendarza, samica żyła sobie praktycznie w tym otoczeniu. Nigdy na nic się nie skarżyła - w sumie dalej aż tak nie wydawała się rozmowna albo to kwestia otaczającej ją aury? Kto wie. Istotne było to, że mogła napawać się normalnym życiem. Normalnym, tak na pewno?
Hah, tylko do pewnego momentu.

To było gdzieś na początku miesiąca. W okolicy południa, Tsuki była w trakcie wypełniania obowiązku związanym ze swoim stanowiskiem, kiedy pojawiła się sylwetka strażnika, jakim był Rodrigo. Zwięźle przekazał szarej waderze informacje, że alfa chciałaby z nią jak najprędzej rozmawiać. Niebieskowłosa myślała, że to może chodzi o jakąś misję czy coś w tym stylu, dlatego zaraz już podążała ku jaskini przywódcy. Niemal będąc na miejscu, Ice Queen ukazała się w progu jaskini i zaraz dała znać, żeby przybyła podążyła za nią.
-Alfa powiedziała, że przybyła para wilków w imieniu watahy z propozycją sojuszu. Mają ten sam znak co ty, więc możesz ich znać- poinformowała ją krótko cichym głosem. Tsu kiwnęła głową.
-Tak więc, Wataha Siły Księżyców... Musimy naradzić się- usłyszała głos samicy alfa.
Oho, czyli jednak ktoś z godnej pożałowania watahy jakimś cudem tu zawędrował. Było to ciekawe bo wadera pamiętała istotną informację, że obecna WSK była oporna na nawiązywanie sojuszów bez wcześniejszego wysyłania zwiadów. Coś musiało być na rzeczy, skoro od razu z propozycją współpracy przyszli. Co to wróżyło?
-Och, jesteście już- skrzydlata wadera skierowała swoje słowa do idącej pierwszej Ice, która weszła do miejsca w którym odbywały się rozmowy. Z tego co kojarzyła szara, była to nieco większa salka jaskiniowa niż zwykła i w zasadzie nie posiadała wystroju.- Myślałam, że może byś chciała...
-Co wy tu robicie?- Tsuki odezwała się po wejściu i zobaczeniu przybyłych tak lodowym głosem, że aż wewnętrznie mogło zmrozić. Tamta dwójka wilków na chwilę straciła pozory bycia poselstwem.
-Co TY tu robisz?- Jej żałosny ojciec gwałtownie wstał i ruszył w kierunku samicy. Tsuki natychmiast zajęła pozycję gotowości, gdy on się zbliżał.- Jak śmiesz pokazywać mi się na oczy?
-Trzymaj język za zębami, to nie jest twój dom- warknęła ostrzegawczo.
-Mero!- Erot tonem głosu zamierzał go jakoś opanować ale duma wzięła swoje.
-Ty mała suko- wysyczał ojciec i zaraz podniósł łapę do wykonania ciosu ale Tsuki byłą szybsza. Gwałtownie pochwyciła jego kończynę w zęby i silnym ciosem rzuciła nim w kierunku ściany.
-Żałosny śmieciu, pożałujesz tego- po czym i Erot zamierzał zaatakować samicę ale i jego natychmiast powaliła jednym ciosem.
-Co to ma być?! Pozwalacie mieć w szeregach szalonego wilka, co postradał rozum?!- Mero udał oburzenie po wstaniu w kierunku najwyższej dwójki wilków w hierarchii. - Nasza wataha nie wybaczy takiej zniewagi w kierunku delegacji!
-Proszę się natychmiast uspokoić- beta podniósł głos, podczas gdy rozdzielano trójce od siebie. Tsuki dobrowolnie poddała się zabiegowi ale cały czas wydawała z siebie warczenie.
Spotkanie postanowiono zakończyć dla stabilizacji sytuacji, wszyscy zaczęli opuszczać lokum. Po wyjściu, bracia cicho coś uzgodnili, przy czym Erot nagle podszedł w kierunku Tsuki i ruchem pozbywania się odpadku, rzucił małe zawiniątko pod łapy samicy.
-To chyba będzie twoje- splunął z szatańskim uśmiechem. "Zachowaj spokój" powtarzała sobie. Była bardziej niż pewna, że naprawdę chcą się jej pozbyć. Patrząc jednak na nieznany pakunek odnosiła wrażenie, że to coś, co bardzo dobrze zna. Prostym ruchem rozwiązała guz, by móc patrzeć na kawałek ucha co zaczął śmierdzieć rozkładem. Świat wtedy ucichł, jakby zmarł. Kolor futra i charakterystyczny znak wyszarpania...
-Ty...- zaczęła szybciej oddychać. Cały widok stał się czerwony. Pamiętała uczucie, że oni się uśmiechali zwycięsko.- Wy... Zabiliście Yamisa... ZAMORDUJE WAS GDNIDY!
W Tsuki wstąpił niby demon, gwałtownie doskoczyła na dwóch krewnych w jasnym celu zaatakowania. Nie pamięta tylko jak długo zajęło kilku członkom watahy odciągnięcie samicy w której, jak się okazało, były potężne siły rodowitego wojownika. Coś chyba brzmiało jak okrzyki pełne nienawiści i chyba wypowiedzeniu wojny, też chyba było o nakazie pozbycia się jej.
To, co pamięta już bardzo dokładnie to siedzenie w kącie najbliższej jaskini i przytulając jak największy skarb ucho jej opiekuna.
-Tsuki, co to było? Co ja mam z tobą zrobić?- Rene westchnęła oddalona o kilka metrów od szarej. Ona to na pewno musiała być osłupiała potęgą tkwiącą w oznaczonej księżycem.
-Nie obchodzi mnie to- powiedziała głucho.- Możecie mnie wyrzucić z watahy, zabić. Cokolwiek. Tylko... Tylko pozwólcie mi pochować, co zostało z Yamisa- spojrzała wzrokiem pełnych szczerych łez na alfę.- O nic więcej nie proszę. Moje życie jest mi obojętne.
-Tsuki... Dlaczego?- Zapytała zaniepokojona skrzydlata wadera robiąc krok ku niej. Z oczu szarej zaczęły kapać łzy.
-Błagam, pozwól mi go pochować- powtarzała jak mantrę tuląc do swej piersi kawałek ucha.
Wkrótce stała nad prowizorycznym i skromnym grobem, który osobiście wykopała. Z największą starannością wygładzała świeżą ziemię i położyła coś na wzór wiązanki nań. Z namaszczeniem pogładziła łapą po małej imiennej tabliczce. Bydlaki zabili jej najdroższego opiekuna. Nigdy im tego nie wybaczy. Z rozkoszą by ich wybiła w pień za to i za tamto, co jej zgotowali z resztą żałosnej rodziny.
Po oddaniu należytej czci pod kontrolą innego członka watahy, w formie zachowania szczególnej ostrożności z nią, mechanicznym krokiem wróciła do alfy. Renesmee miała wydać wyrok nad losem Tsuki i zdecydować o możliwości sojuszu z Watahą Siły Księżyców. Niebiekowłosej było to absolutnie obojętne. Wzrok miała iście martwy, pozbawiony jakiejkolwiek iskry. Zajęła miejsce siedzące po jednej stronie, naprzeciw siedzieli mocno poranieni Mero z Erotem.
-To twój koniec suko. W końcu- zasyczeli. Nie zareagowała. Patrzyła martwo przed siebie. Przynajmniej godnie pochowała co zostało z jej mistrza ale nie obroniła go na schyłku jego egzystencji. I teraz ona siedzi w oczekiwaniu na swój los. Ale czy tak miało być? Czy to był dobry pomysł, by tu faktycznie dołączyć? Co by Yamis w tej chwili powiedziałby? Czy zganiłby ją za pozostawienie go na łaskę wykonania rzeźni jej ojca i wuja? Miałby jej za złe to wszystko? Czy może też by żałował, że pomógł jej wtedy na początku?
Nie prościej było po prostu dać się zabić już dawno?

<Renesmee?>
+1000

wtorek, 12 stycznia 2021

Od Tsuki Cd. Capitána

Z początku słuchała z lekką rezerwą jego propozycji, jednak zaraz nastawiła uszu słysząc rozwinięcie. Jakby w jej głowie normalnie zostały aktywowane jakieś chyba wszystkie przyciski. Taka wyprawa, do tego dorzucić z kilka nawet worów do noszenia zawartości... Dzyń dzyń dzyń, mamy zwycięzcę! Gdyby się dało, w jej oczach pojawiłby się napis, jedno wielkie TAK. Oczywiście, nie zamierzała dać po sobie tego poznać. Zamiast tego odchrząknęła.
-Przemyślę tą ofertę. I tak trzeba podpytać Tarou o opinię.
-Rozumiem, gratuluje trzeźwego patrzenia na sprawę- uśmiechnął się sympatycznie.- Moje zdanie jednak znasz, oferta jest ważna.
-Zapamiętam. Dziękuję bardzo- uśmiechnęła się do niego lekko.- To może pójdziemy do jaskini medycznej i zobaczymy co wyjdzie z twojej propozycji?
-I takie podejście mi się podoba- zaśmiał się cicho basior. Już zaraz szli w szukanym celu, spacer umilały im luźne rozmowy na różne tematy, głównie losowe. Gdyby pomyśleć o tym z czasem, Tsuki byłaby zaskoczona, jak szybko zaczęła "nadawać na tych samych falach" co brązowo-czekoladowy wilk. Zwyczajnie nie mieściło się jej to w głowie.
Dotarłszy na miejsce, szczęśliwie zastali Tarou i Bai Langa, sami byli pogrążeni w dyskusji. Przybyli zaraz wyłożyli przysłowiową kawę na ławę, przez co oba samce poszli zobaczyć na poziom zgromadzonych dóbr medycznych - faktycznie, można śmiało powiedzieć, że dodatkowe zapasy będą mile widziane. Czyżby ktoś w górze uśmiechał się do wadery i to był jej szczęśliwy dzień? Zamiast tego, ona i Capitán jedynie wymienili się spojrzeniami.
-Wytłumaczcie mi jak wyglądają te zioła, załatwię je wam- powiedziała szara.
Tym oto sposobem, Tsuki o poranku, oczywiście w rozsądnej godzinie, zapukała do jaskini bety, drobiąc łapami w miejscu niczym szczenię nie mogące się doczekać. Basior z sympatycznym uśmiechnął się na powitanie, okazyjnie zaśmiał się cicho widząc jej energię.
-Ruszamy?- Zapytała po przywitaniu wadera, która na swoim grzbiecie zarzuciła sobie dwie duże torby.
-Pewnie... A mogę dostać chociaż jedną?- Zapytał patrząc na jej tobołek, już sięgając łapą.
-Nie- powiedziała krótko, wręcz sycząc jak wąż. Basior nagle się zatrzymał zaskoczony na tą reakcję. Widząc jego dezorientację, Tsuki po raz pierwszy szczerze zachichotała rozbawiona.

<Cap?>


niedziela, 3 stycznia 2021

Od Tsuki Cd. Tarou



 Obserwowała jak basior odchodzi i w końcu znika z pola widzenia, dopiero wtedy spojrzała na prezent o charakterze prośby o przebaczenie, jakim był zając. Spoglądała w milczeniu na posiłek chwilę, zanim w końcu wzięła otrzymaną zdobycz i zaniosła w głąb swojej lokum, które jednak zajmowała w samotności. Po odłożeniu prezentu aż się rozejrzała po wnętrzu jaskini - zajęła niezbyt dużą wnękę a i tak sypiała w kryjówkach, które nie były widoczne na pierwszy rzut oka ale gwarantowały jej czas na ocenę sytuacyjną.Jaskinia pozbawiona nawet byle pierdółki ozdobnej sprawiała wrażenie pustej i nie zamieszkanej.
Trochę jak Tsuki.

Czy to się zmieni?

***

Szara samica przechadzała się po leżącym śniegu, gdzieniegdzie znajdowały się nawet większe zaspy białej masy, prawdopodobnie tylko czekały kusząc, by ktoś ochoczo się w nich zatopił w geście zabawy. Nawet po drodze zgarnęła zająca z ciekawymi białymi końcami uszami, w dalszym ciągu szła przed siebie pogrążona w milczeniu.
Nie wiedziała nawet kiedy przywędrowała pod jaskinię medyczną, z której dało się słyszeć lekkie poruszenie. Po zerknięciu zobaczyła tam basiora, który wydawał się zawzięcie czegoś szukać. Znowu był sam.
Nie zapukała, weszła cicho do środka i dopiero celowo uderzając w kamień, zwróciła na siebie uwagę Tarou. Wilk spojrzał na nią szybko i zaraz ogon mu opadł na jej widok. Zlustrowała go jak i półkę, po czym znowu przyjrzała się jemu zmęczeniu w oczach.
-Powinieneś odpocząć, jesteś przemęczony- powiedziała jasno, kładąc upolowanego kicacza i podsuwając go mu.
-Nie mogę- pokręcił głową ze słabym uśmiechem.- Muszę to znaleźć.
-W tym stanie to prędzej zaśniesz stojąc i wpadając na słoje, rozwalisz je- skwitowała krótko. Otworzył nieco szerzej oczy.- Albo sam się teraz położysz, albo zrobię to za ciebie. Musisz się zdrzemnąć, zasypiasz na stojąco.
Stała tak wpatrując się w niego poważnym wzrokiem a ponieważ nie zrobił kroku, Tsu westchnęła i zaczęła go ostrożnie popychać na najbliższe stanowisko leżanki. Dosłownie stała nad nim dając jasno do zrozumienia, że się nie ruszy do momentu, aż wilk nie zaśnie. Oczywiście, nie było bata, by zmieniła swoje stanowisko.

<Tarou? XD Wybacz za zwłokę>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 328
Ilość zdobytych PD: 164

Od Tsuki Cd. Bai Langa



Wadera uniosła jedną brew ku górze.
-Tyle problemu z jednym szkodnikiem?- Zapytała spoglądając przy tym na trzymaną istotę przez jej łapę ku ziemi. Niby takie niepozorne a tyle zachodu? Nawet ciekawe.
-Nie patrz tak, wiesz jak ciężko złapać go pomiędzy słojami z ziołami i ich nie stłuc?- Tarou lekko się skrzywiła ale zaraz się zaśmiał cicho pod nosem.
-Wyobrażam sobie- rzuciła w odpowiedzi. Ponownie spojrzała na przyciskane życie przez nią.- Czyli tyle dobrego, że wyskoczył od was.
-Zapasy mogą być bezpieczne- westchnął zadowolony Bai. Wadera spojrzała na niego, jednak nic nie powiedziała ku niemu wówczas.- Jeszcze raz dziękujemy.
-Nie ma problemu- wzruszyła lekko ramionami.- Coś jeszcze można wam pomóc?
-Tak właściwie to nie- odpowiedział jej Tarou.- Ale dzięki za chęci.
-Spoko. W razie czego to wiecie.
-Tak, znajdziemy cię w chwili potrzeby- dodał Lang. Dwoje pozostałych wilków wróciło do jaskini, tym samym pozostawiając tamtą parę samych sobie. Jasny basior ponownie zwrócił się do szarej wadery.- Wygląda, że nie możesz znaleźć sobie zajęcia. Mam rację?
-Robię sobie turę po wszystkich, co poradzę- odparła spokojnie. Wskazała ruchem łapy za siebie.- Niedawno skończyło się działanie przy uzupełnianiu zapasów, może gdzieś jeszcze wsparcie jest niezbędne. Sprawdzić nie zaszkodzi.
-Tylko się nie przemęczaj- poprosił basior. W odpowiedzi Tsuki uniosła kącik ust do góry.
-Więcej wiary jest ci potrzebne- pozwoliła sobie na mały żart.

<Bai?>
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 218
Ilość zdobytych PD: 109

czwartek, 3 grudnia 2020

Od Tsuki Cd. Capitána



Przemieściła ucho w jego stronę przy usłyszeniu zabierania głosu przez basiora. Jak na zawołanie, wiatr na chwilę ucichł, tuż po tym jak skończył mówić.-Nic wielkiego- mruknęła.- W razie czego zadziałam w razie potrzeby.
Wilk zaśmiał się słysząc jej odpowiedź.
-To bardzo miłe słyszeć, jak angażujesz się w funkcjonowanie życia watahy. Podnosi nieźle na duchu- Capitán uśmiechnął się sympatycznie w stronę wadery przy tych słowach.- Jestem pewien, że inni też są wdzięczni za twoją aktywność.
-Bez przesady- odparła pacząc bardziej przed siebie.- To zwykłe działanie w formie pełnionego stanowiska.
-Właśnie dlatego pomocnicy są nieocenieni przy trudnych sytuacjach czy brakach w innych stanowiskach- dodał miło robiąc większy krok w celu ominięcia gałęzi.- Tylko nie nadwyrężaj się, dobrze? Każdy potrzebuje zwolnić tempa. Nie wahaj sobie zrobić dzień wolny.
-Zrobić sobie co?- Uniosła brew nieco.
-Nie mów mi, że nigdy nie robiłaś sobie czegoś na wzór wakacji- spojrzał na nią znowu. Tym razem nie odpowiedziała mu, na co on otworzył szerzej oczy.- Tsuki, poważnie?
-Nie odczuwam potrzeby nic nierobienia.
-Ale to niezdrowe.
-Ale mi tak pasuje.
-... Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę się kłócił z kimś o wolne- basior nagle przystanął i się zaczął śmiać. Szara wadera podobnie się zatrzymała i przekrzywiła nieco głowę na bok. Przez chwilę myślała, że całe tutejsze towarzystwo jest dziwne na swój sposób, bez wyjątku.

Cap? XD


czwartek, 26 listopada 2020

Od Tsuki Cd. Bai Langa



Po tym, jak dnia wczorajszego odprowadziła mocno poturbowanego wilka do jego lokum i zerknięcie na niego kilka godzin później z troski alfy, Tsuki w zasadzie nic nie robiła, co w zasadzie przyprawiało ją o lekkie podenerwowanie - nie umiała odpoczywać, zawsze coś musiała robić. Nic więc dziwnego, że na prośbę o pomoc przy łowach z samego rana kolejnego dnia, przyjęła z radością w środku, chociaż jej mina wyrażała klasyczną obojętność u niej. Wielbić fakt, że w kierunku łowiectwa było stanowczo za mało wilków, by obyło się to bez pomocy postronnych członków. "W to mi graj" mogła sobie pomyśleć szara wadera.
Wręcz relaksowała się z każdą kolejną turą atakowania zwierzyny, podczas gdy dwoje wilków obok niej raczej wolno zipały już. Coś chyba nie byli w formie, skoro to tylko była dziewiąta tura. Albo nie mieli kondycji aż takiej optymalnej. A to tylko 14 saren było.
Po blisko godzinie, musiało być w okolicach południa, oba wilki padły sobie w cieniu na trawę i starały się wyrównać oddechy.
-Wybacz Tsuki... Ale to nie dla mnie- zachichotał słabo wilk bliżej drzewa.
-Moje płuca chcą uciec...- wyjąkała wadera kawałek dalej. Tsuki aż uniosła brew na jej stan. Sama obserwacja fizyczna jasno dawała do zrozumienia, że nie miała za dużo siły fizycznej. Basior z trudem zmienił pozycję na siedzącą. Jego aura wyglądała jakby zaraz miał nawet zwrócić z zaskoczenia widząc, jak szara nawet nie wyglądała na zasapaną i właśnie luźno pchała cielsko sarny w cień.
-Nie mam pojęcia ile ty masz siły ale weź oddaj chociaż część- wymamrotał. Wadera spojrzała na niego przez ramię. W tym stanie jakim był, nawet nie byłby potencjalnym zagrożeniem.- Daj mi chwilę to zaraz pomogę z transportem...
-Ja przepraszam ale chcę obecnie umrzeć- wymamrotała słabo leżąca towarzyszka łowów. Całkiem była wykończona.
-Nie powiem, podzieliłbym z tobą tą myśl- powiedział z nutą sarkazmu zmęczony basior.- Ale zostało tylko przeniesienie tego dziadostwa i koniec, finito. Po tym mam chęć tylko leżenia, niczym pierwszorzędny trup.
-To nie gadaj a regeneruj się szybko- powiedziała obojętnie Tsu.
-Jak to możliwe, że nie masz nawet nierównego oddechu?
-Bo mnie to nie zmęczyło?
Basior aż zrobił większe oczy i była pewna, że chciał się wręcz przeżegnać.

Bai?
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 357
Ilość zdobytych PD: 178

sobota, 21 listopada 2020

Od Tsuki ~ "Skrwawiony księżyc", cz. 4 (16+)

Uderzenie łapą w spokojną taflę wody zaburzyło odbicie.
Zacisnęła powieki jak i szczękę a jej usta zmieniły się w cienką linię. Patrzyła na zaburzoną ciecz, która blokowała możliwość dostrzeżenia jej wyglądu w rzece. Nie żeby chciała się oglądać - mogła patrzeć na wodniste zbiorniki tylko jeśli tafla była zaburzona lub uniemożliwiała dostrzeżenie się.
Tsuki stanowczo znienawidziła oglądanie siebie, kim była i jak wyglądała.
Minęło ponad 5 miesięcy od tamtego zmasakrowania jej grzbietu przez starego wuja- Yamis, nie wiadomo jakim cudem, zdołał zszyć jej skórę a rany jakoś szybko się zabliźniły i pokryły się futrem. Młoda wadera w zasadzie nawet nie mieszkała z rodziną, ponieważ wiedziała, że jej ojciec może chcieć zrobić z nią porządek pod osłoną nocy pod pretekstem zemsty za brata. O dziwo, Erot zabronił mu rozprawiać się z najmłodszą córką, gdyż to były ich utarczki. Jak gdyby ten staruch na swój sposób zaczął ją szanować. Dobre sobie. Szara w zasadzie teraz trzymała się tylko swojego opiekuna, przez co jeszcze bardziej skupiała się na naukach.
Szramy dokuczały jej psychicznie.
Najrozleglejsze blizny na grzbiecie niemal wyparły jej emocje, Tsuki zobojętniała niemal doszczętnie. Chociaż może sensowniej stwierdzić, że zwyczajnie zamknęła się w sobie a ukazywała tylko skorupę mającą aurę, która wyraźnie wskazywała na trzymanie się z daleka, zarówno dla niej jak i dla innych członków Watahy Siły Księżyców.
Yamis słabł w oczach. Wiedział, że jego czas dobiega końca. Cały czas jednak powtarzał jej o skupieniu się na tym co ważne. Wielokrotnie wspominał, że obecne przyciśnięcie do nauki to jest finisz. Wilk chciał, by młoda była przygotowana do życia przed ukończeniem dwóch lat. Został mu niecały miesiąc, decydujący o wszystkim.
Dwa tygodnie przed urodzinami trojaczek, coś się posypało.
Tsuki wyraźnie odczuwała niepokój w powietrzu, gdyż w rodzinnej jaskini od tygodnia było zbyt cicho i spokojnie. Coś stanowczo jej nie grało ale nie mogła sklasyfikować, co to za zapowiedź. Starała się tym nie przejmować ale miała to na uwadze i zamierzała zachować dodatkową ostrożność, tak jak w przypadku ciskania w jej kierunku kamieniami lub śmieciami od innych członków watahy. Tsu od razu skierowała się do Yamisa, który leżał tuż przy wejściu do jego jaskini. Od tygodnia widziała, że jego oczy mają coraz mętniejszy obraz. Stary wilk zwyczajnie ślepł na niedługą śmierć. Podniósł ostrożnie głowę w kierunku przybyłej wadery, która stała w milczącym oczekiwaniu.
-Jesteś już gotowa- powiedział po prostu.- Nauczyłem cię wszystkiego co potrafiłem przez życie i co ty możesz. Od ciebie zależy reszta.
-Uważasz, że poradzę sobie?- Zapytała się go cicho. Kiwnął głową.
-Nie patrz na nich, ani na mnie. Ty decydujesz o swoim życiu. Mogę ci jedynie doradzić jak najszybsze opuszczenie tej zapchlonej rudery- splunął. Yamis także nie miał miłego określenia na obecny status watahy.
Wkrótce Tsuki bezszelestnie przemierzała tereny watahy, skutecznie omijając szerokim łukiem jaskinię rodzinną jak i miejsca w których najwięcej i najczęściej bywały inne wilki. Jeszcze dwa tygodnie oficjalnego wytrzymania w tym syfie?
Wtedy właśnie na jej drodze stanął ten wilk.
Jego pewna postawa ciała dobitnie sugerowała, że typ jest przekonany do swego i nie ma opcji na zmianę. Zatrzymała się i patrzyła na niego nieco napięta. Atmosfera wręcz kleiła się obrzydliwie. Obserwując jak na nią patrzył, aż ciągnęło ją na wymioty. Zarechotał i oblizał się z tym paskudnym uśmiechem. Stanęła łapami nawet mocniej w ziemi, czuła nadciągające zagrożenie z jego strony.
-A więc tu jesteś. Świetnie się nawet złożyło, nie miałem ochoty cię szukać wszędzie gdzie leci- odezwał się takim tonem, że u normalnego wilka byłaby aż gęsia skórka. Jednak nie u niej, oj nie. Tsuki mając już swoistą wprawę z radzeniem sobie z okropnościami ze strony innych ku niej, jedynie dodatkowo uzbroiła się w czujność. Wyczuwała, że poza nimi, nikogo w okolicy nie ma, co było aż dziwne. Nie odrywając wzroku od niego, wykonała rucha na bok, ale on zrobił dokładnie to samo. Czyżby bawił się w kotka i myszkę?- Gdzie się wybierasz?
-Tam, gdzie mi się żywnie podoba- powiedziała sucho ale cały czas obserwowała jego poczynania.
-Ah tak? A mnie to nie obchodzi- powiedział w sposób lekceważący. Zaraz jednak spojrzał na nią w taki sposób, że cudem się powstrzymała, by się nie cofnąć.- Nie pozwolę ci teraz odejść. Twój ojciec dał mi zgodę.
Nie zapytała o co chodziło. Sam sposób jak na nią patrzył, sugerował o intencjach. Szczególnie to, co zaraz miało miejsce.
Wilk rzucił się w jej kierunku, ona z kolei go ominęła odskokiem na bok. Nie poprzestawał w skakaniu ku niej a ona w unikach. Widać było, że zamierzał ją zagonić w ślepy zaułek, gdyż nie lekkie szaleństwo nie opuszczało jego oczu. W pewnej chwili musiała zmienić strategię, ponieważ zaganiał ją w kierunku gwałtownego urwiska na skraju lasu- jeśli odskoczy jeszcze raz tak to spadnie.
Ta chwila kosztowała ją to, że dopadł ją. Natychmiast przygniótł ją i obrócił się. Zamierzał ją wykorzystać!
Tsuki natychmiast zaczęła się szarpać, na co on wtopił pazury w jej boki, oczekując, że w ten sposób ją opanuje ale zamiast tego, zażarcie się broniła. Nie przestawała prób ataków na celu oswobodzenia się, tak samo jak on usilnego wejścia w nią. W końcu z całej siły rąbnęła go w łapę a gdy tylko się zachwiał przejechała mu pazurami po pysku, trafiając na linię oka. Basior w odpowiedzi ryknął z bólu i chwyciła w kły jej łapę, która go zaatakowała.
-Ty suko- wycharczał.- Już nie żyjesz!
Tsuki na to gwałtownie drugą łapą uderzyła go w kark, przez co stracił przytomność po głośnym upadnięciu całym ciałem o grunt. Dyszała szybko, mentalność nakazywała jej jak najszybsze opuszczenie tej sytuacji.
Wkrótce z ranną łapą, nie czując bólu, biegła z ziem Watahy Siły Księżyców. Uciekała z rodzinnych stron, nawet nie oglądając się za siebie- zresztą i tak za te dwa tygodnie znikłaby z tych terenów.
W sercu było jej nawet żal, że nie pożegnała się z Yamisem. Ściskało ją to, że w ostatniej godzinie nie będzie przy nim, nawet jeśli sam by jej kazał spieprzać stamtąd.
Nienawidziła swojej rodziny, każdego z osobna i wszystkich jednocześnie. Akelę za totalną zlewkę i przekonania o swoją rację. Acrellę i Thalię za znęcanie się nad najmłodszą. Erota za popieranie przemocy w stosunku do Tsuki i zmasakrowanie jej grzbietu. Mera za jawną agresję na niej i w dodatku za to, że pozwolił na zgwałcenie Tsuki przez jakiegoś typa. Cudem się udało ale sama świadomość, że tylko cudem i naukom od opiekuna wyratowała się z potwornej sytuacji...
W pewnym momencie, już z dala od granic watahy zatrzymała się i spojrzała nienawistnym wzrokiem za siebie.
-Wszyscy jesteście popieprzeni i warci siebie- splunęła. Zaraz spojrzenie jej zrobiło się gorzkawe.- Wybacz mi Yamis, że ci nie podziękowałam wystarczająco za to, jak mi pomagałeś. Wybacz, że nie będę przy tobie w chwili śmierci. Postaram się cię nie zawieść...
Stanęła wyprostowana pyskiem do rodzinnych stron i wydała z siebie długie wycie, wkładając w to wiele sił i niejako emocji. Wyła tak dobre kilkanaście sekund, aż skończyła i ponownie spojrzała twardo w tamtym kierunku. Zaraz odwróciła się i ponowiła bieg, chcąc być jak najdalej od tego miejsca, które zgotowało jej piekło. Spojrzenie jej wówczas z powrotem zobojętniało.
Nawet nie przeczuwała, że po kilku tygodniach biegu z ranną łapą, która się goiła w trakcie, natrafi na watahę, w której rozpocznie nowe życie i zmieni w niej wiele.
Nie będzie wyrzutkiem.
Nie będzie workiem treningowym.
Nie będzie traktowana gorzej niż padlina.
Będzie po prostu waderą, która nie wydaje się, aby martwiła się o cokolwiek, być może na razie.
Spróbuje być sobą.
Będzie Tsuki.

KONIEC

czwartek, 19 listopada 2020

Od Tsuki ~ "Skrwawiony księżyc", cz. 3 (+16)



Wataha Bliźniaczych Księżyców nie istniała, zamiast niej została utworzona Wataha Siły Księżyców.
Alfa w końcu postawił na swoim, tym samym odtrącając dziedzictwo byłej alfy, postąpił jak chciał jego ojciec, wcześniejszy przywódca. To był moment, kiedy wataha podzieliła los Lacrimosy - jej świetność odeszła na dobre. Nawet jeśli wilk powtarzał, że dopiero teraz jest potężna.

Yamis się nie patyczkował.
To właśnie ten stary wilk ukierunkował rozwój wadery, która właśnie weszła w okres nastoletni, mając na koncie okrągły rok egzystencji na ziemi. Basior powtarzał, że nie pozwoli aby nauki jego świętej pamięci siostry znikły bezpowrotnie. Kiedy nie opatrywał jej najnowszych ran od reszty watahy, która uważała ją za wyrzutka, mówiąc najdelikatniejszymi słowami, uczył ją wykorzystywać swoje mocne strony, które posiadała. Nikt by nie zgadł, że natura obdarowała ją znacznie silniejszymi zmysłami, które pod okiem opiekuna nawet zwiększała. Albo moce, które byłyby na wagę złota lub nawet nieocenione w starciu.
-Gdyby Lacrimosa żyła, zdecydowanie chciałaby ciebie w każdej walce. Mogłabyś już na starcie przechylić szalę zwycięstwa po naszej stronie i znacznie skrócić czas walk- powiedział pewnego dnia w trakcie treningu.
Tsuki mogła wtedy śmiało powiedzieć, że tylko Yamis trzymał ją o zdrowych zmysłach dzięki nie mu nie zrobiła sobie krzywdy, jak to często myślała.

*

-Obiad- mruknęła Akela podsuwając kawałek mięsa najmłodszej córce. Część sarny do zaspokojenia głodu, nic więcej. Dorosła już jakiś czas temu stwierdziła, że obowiązkiem rodziców jest zapewnienie dachu nad głową i jedzenia swoim młodym, standardowe potrzeby.
Nie pałała miłością do swojego potomstwa. Tsuki odczuwała to dotkliwie z malutkiego kąta jaskini, który jej przypadł, podczas gdy starsze siostry dostały nieco większe przestrzenie jak i posiłki- to za sprawą ojca. Obiło się jej o uszy, że uważał starsze za pewnik przyszłościowy, dlatego też potrzebowały znacznie więcej niż taka "niedorajda" jak ona. Miała to gdzieś, tak naprawdę. Yamis kilkakrotnie jej wspominał o szybkim opuszczeniu watahy dla własnego dobra. Jednak czy roczny wilk i nie do końca wyszkolony, może przetrwać nieznane warunki świata i potencjalną długą tułaczkę? Nie. Właśnie dlatego Tsuki musiała zagryźć zęby i wytrzymać.
Jeszcze ten jeden rok.
Księżyc zdawał się iskrzyć swym blaskiem.

Obserwowała niedostrzeżona przez Acrellę, jak ćwiczy. Nawet z dużego dystansu widziała jej trudności- najstarsza z ich trójki miała kłopoty z równowagą przy gwałtownych skrętach tułowia w biegu. Średnia z kolei była słaba z kwestią oceny dystansową, ponieważ przykładowy rzut nie umiała nie spartolić. To dodawało poczucia wyższości nad siostrami dla Tsuki, gdyż same jej wyostrzone zmysły umiały jasno i precyzyjnie określać sytuacje.
Słyszała jak Mero i jego znacznie starszy brat Erot ćwiczyli te dwie wadery. Najmłodsza zdawała sobie sprawę, że, o jaka szkoda, Erot ślepł na jedno oko i był coraz łatwiejszym celem. Unikała ich, zwłaszcza basiorów- kontakty rodzinne ograniczyła do absolutnego minimum. Erot był nieobliczalny w obyciu i chociaż starała się być silna to przy nim nie raz mentalnie panikowała.

To wydarzyło się popołudnia w czasie obiadu. Trzy młode wadery miały już po półtora roku na karku i były w okresie nastoletnim. Acrella i Thalia były zajęte rozmową we dwie i olewania istnienia najmłodszej siostry, podczas gdy Tsuki ignorowała ich totalną zlewkę. Stwierdziła, że nie będzie kontaktowała się z osobnikami bez własnego mózgu, jak Thalia która wręcz ślepo naśladowała Acrellę. Smutne to i chore.
Kiedy przybył Erot, wszyscy jak na komendę zajęli dystansowane miejsca na posiłek i w milczeniu jedli. Tuż po tym wyszli i zajęli się sobą. Bracia usiedli obok wejścia do jaskini, Akela z Acrellą i Thalią gdzieś znikły a Tsuki siedziała na uboczu ale wychwytywała wszystko ze swojego położenia.
-Zaczynam tracić resztki cierpliwości do Yamisa- usłyszała słowa wypowiedziane z pogardą od wuja.
-Co znowu?- Mero przewrócił oczyma.
-Po prostu: żyje. Szczerze czekam z utęsknieniem na dzień jego zgonu. Hehe, z chęcią bym dopomógł. To stary, bezwartościowy typ, który jest trzymany tylko ze względu na pokrewieństwo z byłą alfą. Faworyzacja, nie ma co- splunął Erot.
-Aaa, tak. Gdyby nie ona to ojczulek byłby dowódcą- przypomniał sobie Mero, który wstał i kierował się gdzieś.- Masz rację bracie, nic wartego uwagi.
Tsuki aż się wyprostowała na te określenia. Instynkt aż ryczał o bronienie honoru jej opiekuna. Żaden gnój nie będzie obrażał kogoś dla niej ważnego. Wstała i z patrząc spod byka skierowała się głównie w stronę dziada, który właśnie podążał wzrokiem za młodszym bratem. Spojrzał z góry na młodą waderę, która stała wręcz napięta dobre dwa metry przed nim.
"Pamiętaj trzymać jak najkorzystniejszy dystans"- złota zasada przetrwania.
-A ty czego tu?- Zapytał się pogardliwie Erot bratanicę.
-To niesamowite z jaką lekkością i braku szacunku mówisz o kimś, kto przysłużył się watasze przez lata. Uważasz się za lepszego?- Odezwała się spokojnym głosem, chociaż jej oczy mówił co innego. Efekt przypominał jeżdżenie widelca po talerzu.
-Jak śmiesz się tak do mnie odnosić? Nie wiesz kim jestem?- Erot wstał ze zmrużonymi oczyma, chcąc zapewnić sobie wielkość.
-Mówisz o nędznym połączeniu krwią czy o byciu żałosnym staruchem o tak niskim poczuciu własnej wartości, że musi sobie ją podbudowywać terrorem?- Spojrzała na niego kpiąco.- Twój czas się kończy. Stajesz się coraz słabszy.
-Zamknij mordę!- Mero przypomniał o swoim istnieniu ale ucichł na gest brata. Erot zwęził oczy.
-No no. Wyszczekana jesteś jak na bezwartościowego śmiecia.
-Jak słodko, że mówisz o sobie- odparła wręcz cukrowo.
Erot zabronił się wtrącaniu Merowi, chyba tylko przez wzgląd na dumę. Młody tylko patrzył całkiem zdumiony jak ta wilczyca, którą nazywał nikim, rzuciła się na Erota do starcia, bezkonkurencyjnie pogrążając go w zaledwie dwie minuty. Patrzyła twardym wzrokiem na starego pryka, który ośmielił się bluzgać pod adresem jej opiekuna.
-Coś podobnego- splunął Erot.
Oddychał ciężko, gdyż nie spodziewał się takiej prędkości i precyzyjnych ruchów w kierunku jego wszelkich słabości. W życiu by nie powie, że Tsuki faktycznie była dobra w walce. Zamiast tego, postanowił pokazać, że to jednak wygrał ten pojedynek i przywołał spod szarej wadery niejaką sprężynę ziemi, która podbiła młodą w powietrze. W ciągu sekundy zarejestrowała całość sytuacji i wszelkie zakończenia- wszystko dlatego, iż wybicie odsłoniło swoją ostrość.
"Jeśli spadnę na to, to już po mnie" pomyślała. Musiała wybrać mniejsze zło. Dlatego odbiła się i wylądowała bezpośrednio przed Erotem, który na to szybko podciął jej łapy, tym samym powalając na ziemię. Przygwoździł łapą jej kark i natychmiast wgryzł się w jej grzbiet. Atakował kłami skórę, chcąc się przebić jak najgłębiej dla ukarania tej bezczelniej główniary. Tsuki wydawała z siebie dźwięki bólu ale za nic nie zamierzała wierzgać, ponieważ to by tylko pogorszyłoby sprawę. Basior kontynuował niszczenie grzbietu młodej samicy, aż w końcu pociągnął skórę do góry, niemal całkiem odrywając jej sporej wielkości płat. Krew sikała z ran.
-Bracie, wystarczy- przerwał sucho Mero.- Dość ją ukarałeś.
Obaj odeszli jak gdyby nic, zostawiając leżącą i niezmiernie poważnie ranną Tsuki na ziemi w jej własnej krwi. Oddychała bardzo płytko, obraz stawał się rozmazany. Dobrze wiedziała, że rozorany grzbiet jest w stanie makabrycznym, sporą część nie czuła, zatem i nerwy zostały trwale uszkodzone albo całkiem zniszczone. Yamis lada chwila ją znajdzie...
Księżyc został zalany krwistą posoką.

CDN.
1000+

Od Tsuki - "Skrwawiony księżyc" cz. 2



-Jest nikim!- Ryknął Mero do Akeli, gdy jego córki skończyły trzy miesiące. Dwie starsze nie posiadały żadnych mocy ale było widać jak na dłoni, że będą sprawnymi wojowniczkami, natomiast Tsuki co prawda miała w sobie magię ale nie taką, jako oczekiwano w watasze i rodzinie. Była hańbą.

Dorosła samica nie wyglądała na przejętą. Być może wynikało to z jej podejrzeń od początku odnośnie najmłodszej ale się łudziła, że pozytywnie ich zaskoczy. Wydała z siebie odgłos "tch".

-To się wysil i zrób z niej chociaż wojownika- rzuciła oschle. Związek mający na celu połączenie silnych genów w ich przypadku nigdy nie mógłby zostać nazwany miłością, byli mocno zdystansowani do siebie.- A jak będzie całkowitą niedorajdą, to i tak zostanie wyrzucona z watahy w chwili ukończenia dwóch lat. Do tego czasu przecierp.

-Pieprzone prawo- warknął basior ale nie mógł się wyłamać.

W tym czasie stary wilk wolnym krokiem przechadzał się po terenach, podążał za głosikiem intuicji. Jego sierść, która w czasach świetności była ciemnoszara, obecnie roiła się od siwych intruzów, natomiast jego brązowe oczy był niczym oceany zgromadzonej wiedzy przez te wszystkie lata. Z uwagi na jego doświadczenie i zasługi dla watahy, miał zagwarantowane miejsce do końca swych dni w niej, nawet jeśli wielu z chęcią by się go pozbyła.

Zwali go Yamis.

Uszy basiora drgnęły, gdy za krzakiem zauważył leżącą małą kupkę szarości, która była skalana czerwoną posoką. Jedno z młodych szczeniąt, wyglądało jakby uciekło wprost z morderczych kłów. Po przybliżeniu się dostrzegł, że szczenię było poharatane niezliczoną liczbą ataków pazurów, po rozmiarach obstawiał też jakąś młodą istotę.

Wkrótce opatrywał rany na ciele młodej wadery nie mówiąc przy tym ani słowa, nie musiał- wystarczyło spojrzenie w kierunku jej oczu. Zniszczona od środka. Widząc jej niebieskie pasemka na głowie i ogon domyślał się o powód ataku. Młoda z kolei czuła, że jemu jedynemu może zaufać.

-Dlaczego jestem odmieńcem? Dlaczego wszyscy przez to mnie nienawidzą?- Zapytała się słabo. Nie pytała o imię czy dlaczego zabrał ją do jego jaskini. Zapytała o niesprawiedliwość.

-Dziecko...- westchnął stary wilk.- Czasem ktoś musi się wyłamać ze standardów, jak ty.

-To jest do bani, nawet padlina jest lepiej traktowana- powiedziała cicho. Nie chciała nawet dotknąć tej rany sprzed kilku dni na policzku, co tata zrobił.

-Urodziłaś się w złych czasach- powiedział cicho Yamis.- Kiedy Lacrimosa rządziła watahą, to były największe czasy świetności. Odkąd moja siostra zmarła a władzę przejął obcy wilk, wszystko zaczęło schodzić na psy. A teraz jego synalek niszczy filary, na których utworzono watahę. To już nie jest ta sama wataha jak kiedyś.

-Była alfa to twoja siostra?- Spytała słabo. Kiwnął głową czyszcząc jej tylną łapę.

-Jestem Yamis, ówczesny dowódca straży.

-Tsuki.

-Więc widzisz Tsuki- powiedział patrząc jej spokojnie w oczy.- Gdybyś urodziła się za rządów Lacrimosy, już ona by dopilnowała o twoje życie. Nie było wtedy podziałów na wilk bez magii do walki i wilk z magią walki. Nie istniał nikt taki jak odmieniec.

W jej oczach był jak dziadek, znający rzeczywistość świata. Być może dlatego odsunęła na bok formalności.

-Nie pocieszaj mnie- mruknęła.

-Że niby co robię?- Uniósł brew.- Słuchaj mała, musisz zacząć się bronić. Inaczej zgniotą cię jak robala.

-Dla nich jestem robakiem. Nawet dla własnej rodziny. Nie mogę nawet podnieść głosu na rodzeństwo bo zaraz ktoś z nich albo ojciec pokazuje kto rządzi...

-To zamiast otwartej walki zbieraj informacje na przyszłość- Yamis przewrócił oczyma.- Inaczej zginiesz.

-Nie będzie to prostsze? Gdybym umarła, nie byłoby problemu... Ała!- Pisnęła gdy trzepnął ją niespodziewanie w ucho.

-Nie bluźnij przy mnie- mruknął cicho.- Jestem za stary na to, bym cię bronił przed innymi- powiedział trzeźwo, na co ona nieco posmutniała. Szczerze liczyła, że ktoś chciałby stanąć w jej obronie.- Ale mogę ci inaczej pomagać.

-Dlaczego?

-Gdy byłem w twoim wieku, w rodzinnej watasze Lacrimosa mnie broniła przed złośliwymi wilkami a też byłem takim odludkiem. Ty również zasługujesz na wsparcie- dodał.

CDN.

Od Tsuki Cd. Bai Langa


-W każdym razie, wrócę do szukania tych ziół- powiedział zaraz kremowy wilk, który przez chwilę drobił w miejscu.- Trochę mi to zajmie...

-Czemu?- Tsuki uniosła lekko brew ku górze. Bai Lang uciekł nieco wzrokiem na bok.

-Nie mam zbyt dobrego węchu- wymamrotał cicho, jakby miał sobie to za złe.- A to taki ciekawy zapach jest ale delikatny. Nie chcę by Tarou się martwił, że nie ma tych roślin.

-Jaki to rodzaj zioła z zapachem?- Przerwała mu z lekkim westchnięciem. Basior sprawnie opisał szukane zioła i patrzył nieco zdziwiony, kiedy wadera tylko się zaciągnęła się nieco mocniej i wskazała ruchem głowy kierunek w jakim wilk miał się udać.- Metr od tamtych roślin wodnych na tym małym wybrzuszeniu.

-Jak to robisz?- Bai zamrugał zaskoczony oczyma.

-Wyostrzone zmysły- odparła krótko. Ledwo co basior odwrócił się w kierunku co wskazywała i już spojrzał za ramię w stronę wadery, która już zdążyła zniknąć. Tsuki poszła do siebie na spoczynek.

Następnego dnia pomagała przy polowaniach, jako argument poszło o zapasy na zimę, cała grupa skończyła dopiero chwilę popołudniu, gdzie musieli odprowadzić jednego nieszczęśnika, który wywinął orła uszkadzając się przy tym. Tsuki miała za zadanie z drugim członkiem watahy przetransportowanie upolowanych zdobyczy do wskazanego punktu, całkiem blisko nich. Sprawnie przerzucili zwierzynę do pewnego rodzaju spiżarni i rozstali się w swoich kierunkach. Samica postanowiła przejść się do jaskini medycznej dla zorientowania się stanu zdrowia tamtego pechowca.

-... i dużo odpoczynku- usłyszała głos medyka, czyli wizyta na finiszu. Bai odwrócił się od półki z ziołami i zerknął na wejście przy którym stała Tsuki.

-Pomogę mu z powrotem do siebie- powiedziała po szybkim przywitaniu się z dwojgiem basiorów.

Bai?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 267
Ilość zdobytych PD: 133

niedziela, 15 listopada 2020

Od Tsuki Cd. Bai Langa



Widząc jego zbliżenie się w jej kierunku, gwałtownie się cofnęła, prawie aż odskoczyła. Wlepiła w niego czujne spojrzenie i nastawiła uszu. Kremowy wilk widząc jej reakcję otworzył szerzej oczy i zatrzymał się w miejscu, gdzie obecnie stał. Samica pokręciła głową ale nie spuszczała z niego wzroku. Lang zrozumiał prosty i czytelny sygnał: odsunąć się od wadery. Dla pewności nawet zrobił dodatkowe dwa kroki wstecz. Nie spodziewała się ale aż czuła, jak mentalnie się skulił.
-... Zajmij się sobą- powiedziała cicho i nagle znikła idąc tyłem w krzaki.
Dzień minął w reszcie bez innych incydentów, dopiero kiedy księżyc był już od dosyć dawna na niebie, wyszła w kierunku najbliższego zbiornika wodnego. Tsuki zawsze wolała się później w ciągu nocy taplać się w formie umycia się, kiedy pozostałe wilki już przygotowywały się do snu - gwarantowało je to spokój i bardzo niski procent szansy na jakieś wydarzenie, rodem z koszmarnej przeszłości.
Księżyc był w pierwszej kwarcie, dzięki czemu mogła zerkać na niego przy wynurzaniu się z wody, która obmywała ją z dziennej porcji brudu, czyli kurzu i tych drzazg, przez co jej futro odzyskało swoją naturalną jasnoszarą barwę, księżyc biel a włosy z ogonem przyjemny odcień niebieskiego. Tsuki jednak nigdy nie spojrzała w kierunku swojego odbicia, dlatego nie było u niej mowy z zachwycaniem się sobą. Po chwili wyszła z wody, futro nieco ociekało cieczą do momentu jak nie otrzepała się solidnie, wręcz wysuszyła się od razu. Jedyne co, to szybkim ruchem łapy przejechała sobie pazurami o włosach na prowizoryczne rozczesanie ich, sierść już ładnie zakryła jej skórę ozdobioną licznymi bliznami w różnych kształtach i rozmiarach. Następnie spojrzała na prawo i przemówiła:
-Kiedy wyjdziesz i przestaniesz podglądać, Bai?
-C-co? N-nie podglądałem!- Wilk odezwał się i wyszedł faktycznie. Sama aura wskazywała na jego zapeszenie.- Jak mnie rozpoznałaś?
-Masz specyficzny chód w brzmieniu- odparła krótko. Kącik ust nieco drgnął jej w kierunku wzwyż, na widok jego większego zapeszenia sytuacji w jakiej się znalazł.

Bai? XD
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 319
Ilość zdobytych PD: 159

Od Tsuki - "Skrwawiony księżyc", cz. 1


Pełnia księżyca.
Taka właśnie noc była, kiedy to Akela była w trakcie wydawania na świat potomstwa. Jej partner, Mero wraz ze znacznie starszym bratem Erotem stali przed jaskinią, w której znajdowała się rodząca samica. Starszy wilk gratulował młodszemu, że zaraz będzie świeżo upieczonym ojcem.
-Dobre drzewo genealogiczne. Twoje młode będą silne- pokiwał z niejakim uznaniem Erot. Być może i Mero był z młodszego miotu od niego, ale dla niego liczyła się przede wszystkim potężna krew.
-Wataha Bliźniaczych Księżyców doczekała się nowych członków!- Obwieścił wychodzący z jaskini medyk, czyli Akela urodziła.
Dumny Mero z wypiętą klatką skierował się do jaskini, jego lekki zarys księżyca na łopatce lśnił blaskiem gotowym do przyjmowania dalszych gratulacji. Nie bez powodów połączył się z Akelą - podobnie jak on, wywodziła się z silnej rodziny. Tylko czekać aż ich młode podrosną...
Akela trzymała przed sobą trzy małe kulki ze wzrokiem utrzymującym się na partnerze o ciemnoszarej sierści, podczas gdy jej beżowa jeszcze lekko wibrowała od trudu wydania na świat nowego życia w liczbie sztuk trzech.
-Wszystkie trzy córki- powiedziała obojętnym tonem wadera. Szczerze liczyła na basiorów, starała się o nie z Mero.
Przystanął nad samicą i spojrzał na swoje potomstwo. Ta z lewej i po środku były dość wyrośnięte a ich kolorami były: ciemnoszary u tej z boku po ojcu, natomiast pośrodku leżała nieco ciemniejsza beżowa kulka. Po prawej leżała mniejsza sztuka, jasnoszara. Cała trójka miała znaki księżycowe w różnych wariantach w okolicach miednicy.
-Z tą coś jest nie tak- mruknął krytycznie Mero wskazując na najmniejszą.
-Może wyrośnie- wzruszyła ramionami.- Mój młodszy brat był też najmniejszy z miotu a przerósł wszystkich. Był świetnym wojownikiem.
-Co to...- basior zmruży oczy dostrzegając coś, kilka włosów sierści w kolorze niebieskawym.- Co to ma być?
-Skończ z doszukiwaniem się wszystkiego- powiedziała chłodno Akela.- Przyjmij do wiadomości, że to twoje dzieci.
-Ach, czyżbym słyszał kłótnię małżeńską?- Odezwał się Erot wchodzący do środka, na co tamci ucichli.- Przyszedłem zobaczyć wasze szczeniaki.
-Córki- rzucił Mero do brata, na co ten uniósł brew. Podszedł bliżej i rzucił okiem na młode.
-Ta coś nie wyszła- powiedział bez pardonu najstarszy wilk wskazując na najmniejszą.- Może jeszcze wyrośnie, na silną nie wygląda na starcie.

***

Tsuki siedziała na uboczu, kiedy jej starsze siostry bawiły się. Obserwowała zasmucona jak Acrella i Thalia mogły w najlepsze iść w rozrywkę, podczas gdy jej zabraniano. Wszystkie trzy miały dopiero po miesiącu ale najmłodsza była bystrzejsza, chociaż nie rozumiała czemu była traktowana inaczej niż jej siostry. Zerknęła na swój jasnoniebieski ogonek - czemu nie mogła być cała szara, nie mogła mieć normalnego ubarwienia? Nie rozumiała tego.
-Ej ty, odmieńcu!- Zawołała drwiąco Acrella przy chichocie średniej.- Mówię do ciebie!
Tsu dalej patrzyła zamyślona na swój ogonek, pogrążona we własnych myślach. To był błąd, gdyż zirytowało to starsze siostry. Acrella jako ta najmniej cierpliwa doskoczyła do młodszej siostry i uderzyła ją z premedytacją. Szara cicho krzyknęła z zaskoczenia.
-Jak mówię do ciebie to masz słuchać idiotko- warknęła najstarsza siostra.
-Ej! Tak nie wolno!- Tsuki spojrzała zdenerwowana na Acrellę.
-Zamknij się!- Dorzuciła swoje Thalia. Acrella ponownie ją uderzyła.
Tsuki zaraz szybko uciekła stamtąd z zamiarem poskarżenia się rodzicom na swoje siostry, jednak w ich jaskini był tylko ojciec, który chodził od ściany do ściany.
-Tato, siostry na mnie krzyczą i biją!- Pisnęła podbiegając do niego. Mero spojrzał zdenerwowany na młodą.
-Co im zrobiłaś?
-Ja nic! To one zaczęły!
-Musiałaś coś zrobić, że je zdenerwowałaś- powiedział ostrzegawczo.
-Mówię ci, że to one zaczęły!- Odezwała się głośniej.
-Nie waż się podnosić na mnie głosu gówniaro!- Głośno warknął jak nie krzyknął Mero, posyłając cios w kierunku Tsuki.

Księżyc został pobrudzony krwią po raz pierwszy.

CDN.

Od Tsuki CD. Bai Langa



Reszta trasy w kierunku punktu oddania skupiska drewna upłynęła im głównie w ciszy, którą sporadycznie Bai przerywał. Nie było to nic złego ani dobrego, ot, utrzymanie neutralnej pozycji. Ostatecznie po kilku minutach byli na miejscu docelowym, po chwili zrzucenia chrustu ich grzbiety były wolne.

-Cieszę się, że mogłem pomóc- uśmiechnął się delikatnie basior.

-Nie musiałeś mimo wszystko- mruknęła wadera. Bai mimowolnie się roześmiał.

-Może i tak ale lubię pomagać. Ty nie?

-Lubię działać byle co- wzruszyła ramionami z obojętnym wzrokiem.- Pomocnik może robić w zasadzie wszystko i wszędzie.

-Praktyczne podejście- Bai wydawał się nawet ucieszony jej odpowiedzią.- Skoro to skończyłaś to znaczy, że nic obecnie nie robisz?

-Raczej tak- powiedziała powoli wolno dystansując się z racji ostrożności. Spojrzała na niego uważnie- dla własnego komfortu pozbądź się resztek z chrustu, drzazgi mogą być solidnie upierdliwe.

-A co z tobą?- Kremowy spojrzał z troską na szarą, która mentalnie poczuła się niewygodnie.

-Może później- powiedziała wymijająco. Lang pokręcił głową.- Jestem mocno zahartowana.

-Nie ma mowy. Nie pozwolę, byś chodziła cała w resztkach przyrody- powiedziała by zaraz zamrugać zaskoczony. Uniosła brew.

-Że niby wygląd jest taki ważny?- Spytała obojętnie. Nic złego nie widziała w ubrudzeniu się, nawet jeśli wtedy była w drzazgach i pewnie zakurzona od wcześniejszych robót. Wilk widząc i słysząc jej odpowiedź, zarumienił się jeszcze bardziej ale nie wypominała mu tego.

Bai? XD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 219
Ilość zdobytych PD: 109

piątek, 13 listopada 2020

Od Tsuki Cd. Bai Langa



Zawiesiła się na chwilę mentalnie na słowa wilka. Nie była pewna czy mogła nazwać szczęściem dołączeniem do tej watahy, jednak na razie było dość spokojnie jeśli chodzi o życie między wilkami. Tsu nie umiała wyciszyć mentalnie alarmu, który wiecznie nakazywał jej zachować czujność, dlatego też nie umiała "pogodzić" się z myślą o spokojnym życiu. Nie była przyzwyczajona do samej myśli.

-W końcu znajdziesz takie miejsce, gdzie będziesz mogła zacząć spokojnie żyć- tak kiedyś powiedział Yamis przy opatrywaniu rannej wadery. Pamięta swoje spojrzenie na niego, opustoszałe od emocji, jedynie łzy pozostawały gotowe do opuszczenia jej powieki.
-Czemu w to wierzysz?- Zapytała wczesna nastoletnia wadera martwym głosem.
-Weź się w garść- Yamis się nie pierdzielił przy tym żachnięciu się.- Chyba, że tak bardzo chcesz tu zostać.
-Nie prościej jakbym w końcu spełniła ich marzenie i zdechła? Byłby spokój.
-Tsuki- powiedział twardo stary wilk.- Bądź że twarda. Zrób im wszystkim na złość. Znajdź sobie kiedyś miejsce, gdzie będziesz mogła powiedzieć "to idealne miejsce do spokojnego życia". Psia jego mać, zasługujesz na normalne życie! Zapomnij o tych wszystkich tutaj, zrób to jak nie dla mnie to dla siebie!
-... Dziękuję Yamis- powiedziała w końcu z lekko tlącą się emocją w głosie.


-Tsuki?- Łagodny glos basiora przyciągnął jej uwagę po tym, jak ostatni z chrustu wzięła na swój grzbiet. Spojrzała na Langa, który delikatnie się uśmiechnął- gdzie to zanosimy?
-Ach... Poprowadzę- powiedziała ruszając z miejsca. Czy w końcu znalazła ten spokojny kąt, tą idyllę? Spojrzała w niebo i powiedziała kolejną myśl na głos.- Ładny dzień.
-Prawda- uśmiechnął ponownie w sposób delikatnie Bai. Spojrzała znowu na niego i kiwnęła głową a na jej pysku pojawił się cień lekkiego uśmiechu. Wilk na ten widok jakby spanikował bo zaraz odwrócił głowę. Tsu jedynie wzruszyła mentalnie ramionami i przysłuchiwała się niejakiego słowotoku od kremowego wilka, jakby naprawdę był zdenerwowany podczas kierowania się do szukanego celu.

<Bai?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 305
Ilość zdobytych PD: 152

czwartek, 12 listopada 2020

Od Tsuki - Quest 2 ~ Halloween - "Pieśń śmierci"

Po tym jak Renesmee zaproponowała wilkom spędzenie wieczora i nocy przy ognisku dla opowiadania sobie strasznych historii w formie integracji członków, spotkało się to z dużą aprobatą watahy. W ten sposób w zasadzie wszyscy zebrali się przy dużym ognisku, również i Tsuki. W ciszy przysłuchiwała się opowiadanym historiom, każda dotychczasowa miała swój własny urok. To Keneven rozpoczął zabawę z opowieściami, dalej była Raquel - obie ich historie pasowały do tematyki wieczora. Bai jako trzeci opowiedział i faktycznie, jego przemówienie było nieco lżejsze, niż wcześniejsze.

-Że tak powiem, to ciekawa odskocznia- powiedziała Ice po tym, jak Lang skończył mówić. Basior nieco uciekł wzrokiem.

-Coś w tym jest- odezwała się cicho szara wadera.- Bardzo ciekawe to było.

-Em, dziękuję...

-A co z tobą Tsuki? Znasz może coś mrożącego krew w żyłach?- Zapytała z uśmiechem Tristana, która nieco wychyliła głowę do przodu.

-Ja? Hmm...- wspomniana samica zamyśliła się.- Realne zjawisko to jest jak pierwsze wstajesz po nocy i patrzysz w swoje odbicie.

Część wilków zaśmiała się na jej słowa. Zaraz jednak spojrzeli zaciekawieni na nią na nowo. Wówczas przypomniało się coś, co miała okazję usłyszeć od swojego opiekuna, poczciwego starego Yamisa.

-Nie jestem pewna czy się nada- powiedziała namyślając się patrząc w niebo.

-Każdy wariant jest w porządku- odezwał się przyjaźnie Tarou.- Śmiało.

-No cóż...- spojrzała przelotnie po wszystkich zgromadzonych pyskach.- To legenda, którą ktoś mi opowiedział, a raczej mogłam ją usłyszeć bez wiedzy wykładającego.

-Nie mogę się już doczekać- Ice zatarła łapy dla wysłuchania kolejnej historii.

-Co wy macie z tym przerywaniem na początku?- Raquel się skrzywiła. Skrzydlaty medyk już jedynie westchnął pokonany w formie reakcji.

-To jakiś standardowy bonus czy co- ktoś obok wymamrotał.

Tsuki mentalnie przewróciła oczami i na nowo rozejrzała się po zgromadzonych, nim jej wzrok spoczął tymczasowo na płonących kawałkach drewna i rozpoczęła opowiadanie a wszyscy ucichli, pozwalając jej przejąć pałeczkę wieczornych atrakcji...

Działo się to tak dawno, że nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić czasu. Nawet najstarsze wilki nie mogą wskazać części szczegółów. A może działo się to niedawno? Każdy mówi o innym okresie czasu, jakby się bali- głos Tsuki już na samym starcie wydawał się odległy w brzmieniu.- Jednak wszyscy wiedzą: wszystko zaczęło się dziać w okolicach jednej z wojen smoczych. Gdzieś na świecie, w odległej krainie, tereny zajmowała pewna specyficzna wataha, która bardzo była powiązana ze światem pozagrobowym, śmierć była dla nich istotą kultu. Nikt nie wie jak się właściwie nazywała, określano ją prowizorycznie mianem Watahy Śmierci.

Alfa często zabiegał się o utrzymanie pozycji watahy, która już wtedy nie cieszyła się dobrą opinią, normą była reakcja gęsiej skórki na samo jej wspomnienie. Dość szybko zaczął popadać w obłęd, jego zdrowie psychiczne staczało się coraz bardziej. I bardziej... Nim się inni zorientowali, wilk już się bratał z różnymi siłami demonicznymi. To właśnie one otumaniły go, oplatając go sobie wokół palców i spowodowały, że począł składać ofiary z żywych istot. Został opętany. Stopniowo z każdym krokiem, oddalał się od pierwotnego założenia swoich planów. W końcu całkiem zatracił się.

W watasze była także i pewna wadera, która sercem była związana z ich tamtejszą personifikacją bóstwa śmierci, można nazwać ją swoistą kapłanką, co nawet wskazywało jej imię. Priestess. Owa wilczyca była bliską przyjaciółką z ich przewodnikiem, byli dla siebie bardzo ważni, niczym rodzeństwo połączone silnymi więzami krwi.

I pewnego dnia demony, którym był ślepo posłuszny alfa, nakazały złożyć krwawą ofiarę właśnie z Priestess. Miały powiedzieć, że poświęcenie kogoś szczerze związanym ze śmiercią zagwarantuje pewne utrzymanie silnej pozycji. Alfa praktycznie zgodził się bez mrugnięcia okiem. Wydał wyrok śmierci na własną rodzinę, gdyż wadera była jego młodszą kuzynką...

-To na razie smutna historia, nie straszna- komuś się wymsknęła uwaga, tym samym przerywając Tsuki, na co zaraz ktoś doprowadził go do pionu.

-Aby na pewno?- Zapytała się tonem, który natychmiast obudził aurę niepokoju.

Werdykt skazania na śmierć Priestess był bardzo dokładny w postępowaniu, wykonano go o wskazanej porze dnia i miejscu. Wilczyca została zaatakowana przez ośmiu wilków pod osłoną nocy, gdy nikt nie mógłby przyjść jej na ratunek... Dość powiedzieć, że spotkał ją niezmiernie okrutny los. Wszyscy ją brutalnie wykorzystali, zamordowali z zimną krwią a na koniec zbezcześcili jej ciało, a raczej to, co z niego zostało. Demony śmiały się okrutnie, widząc rozwój sytuacji...

Personifikacja śmierci odnalazł jej zwłoki, zasmuciło go to niezmiernie, tracąc przy tym ukochaną przyjaciółkę, po czym postanowiła się zemścić. I to okrutnie. Paradoksalnie śmierć powołała do życia istotę, Morte. Tajemnicą jest to, w jaki sposób tego dokonał. Jednak na czym to ja... Ach tak. Wówczas rozpoczęła się krwawa zabawa.

Jakiś czas później od zamordowania Priestess i trwałego zniknięcia personifikacji, zaczęły dziać się dziwne sytuacje, bardzo niepokojące. Członkowie, zauważając wkrótce brak błogosławieństwa śmierci, mówili, że nocą słychać dziwne śmiechy z lasu, w którym doszło do morderstwa. Niedługo później kolejne wilki ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach ale w sposób wielce okrutny. To przywódca watahy dostrzegł potworną zależność - morderstwa tyczyły się jego pobratymców ze zbrodni na jego kuzynce.

Kolejnej nocy i on usłyszał niepokojące chichoty, nim się zorientował, jego łapy same go prowadziły ku źródłowi dźwięku, mimo, iż za wszelką cenę chciał zawrócić, nie był w stanie, nie miał władzy nad swoim ciałem. Zatrzymał się dopiero pośrodku kręgu drzew i zastygł w bezruchu. Poczuł uderzenie w narządy wewnętrzne, kiedy usłyszał po chorym śmiechu pieśń:

"Pierwszy podzielił los lalki

gdy odmówił wsparcia swatki;

drugi chytrze po skałkach skacząc,

nadział się na palisadę nie patrząc;

trzeci piszcząc jak dziewczynka

padł i wyłożył się jak dłużynka;

czwarty, ach! To skarb!

A został ciśnięty w piach;

piąty, cóż to za straszliwy los,

został rozerwany w jedną noc;

szósty chciał być przezorny

a padł jak szaszłyk durny;

siódmy chcąc ratować się formą ucieczki

nie był w stanie skoczyć na drzewo jak wiewióreczki;

ósmy, czas na ciebie!

Na pewno nie spotkasz ni w niebie!

Raz. Dwa. Trzy.

Teraz umrzesz ty."

Ciało alfy nie reagowało na rozpaczliwe sygnały z mózgu o natychmiastowe opuszczenie tego miejsca. Mógł tylko ciskać oczami po otoczeniu, jedyne nad tym miał władzę. Nie mógł nic poradzić na to, kiedy zobaczył wolno zbliżającą się istotę: smoliście czarna istota uformowana na wilczycę, której blask był z kolei śmiertelnie biały, podobnie jak elementy kostne sterczące z jej ciała i jako ogon. Najbardziej przerażający był jej pysk - ociekająca czarną substancją czaszka, przerażający uśmiech o ogromnych kłach i wielkie, puste oczodoły. Szczęka nieco jej opadła, by zaraz wydać z siebie złowieszczy śmiech.

-Jakie to uczucie, wiedząc, że zaraz pożegnasz się z życiem? Znasz to? Nie? To zabawne- zachichotała strasznie.

-Osz... czędź...

-Och?- Pochyliła nieco się ku niemu.- A Priestess, moja matka, tego doświadczyła?

Po czym z szerokim uśmiechem, szybkim ruchem rozpruła mu brzuch a wnętrzności zaraz wypadły pod ogromną przestrzenią rozszczelnienia wrażliwego miejsca ciała. Widziała jego szok ze strachu gdy padł na ziemię. Zbliżyła się do konającego, po czym rozorała jego klatkę piersiową, połapała przeszkadzające żebra aby w końcu zmiażdżyć jego serce. Dopiero wtedy wyzionął ducha. Cały czas w trakcie śpiewała śmiertelną pieśń.

I tak właśnie osiem winnych zbrodni wilków zginęło w sposób taki, jaki potraktowali nieszczęsną Priestess,a raczej jej ciało: pierwszy został rozpruty, drugi ciśnięty w grube i ostre gałęzie, trzeci za to padł martwy od ciosu w kark, czwarty uduszony w piachu, piąty rozorany w pół, szósty potraktowany pociskiem co przebił całe jego ciało na wylot, siódmy został ciśnięty w drzewo co połamało mu śmiertelnie kręgosłup, natomiast ósmy wiadomo.

-Jestem Morte. Zabiję każdego powiązanego krwią zbrodniarzy mej matki- zaśmiała się głośno i znikła w mrokach nocy.

I tak się stało. Od tamtej nocy istota kolejno zabijała członków rodziny tamtej grupy, cały czas przy tym dołączając kolejną zwrotkę swojej Pieśni Śmierci. Działa tak bez przerwy, gdyż tamci zdążyli się namnożyć. Morte nie spocznie, dopóki nie wybije co do ostatniego potomka morderców swojej matki. To widział i opowiedział kolejnym wilkom personifikacja- postępowanie Morte jest jego zemstą za jego ukochaną przyjaciółką.

Nawet teraz, wśród nas, może być ktoś spokrewniony z tamtymi przodkami. Więc wystrzegajmy się, przerażającej pieśni Morte. Kto wie, może i my usłyszymy jej mrożący krew w żyłach śmiech podczas jej wędrówki?- Rozejrzała się po sztywnych wilkach.

I wówczas z oddali ktoś się zaśmiał, zapewne jakiś młody wilk, który się nie zjawił na integracji. Wystarczyło to jednak, by co bardziej płochliwie wilki podskoczyły z krzykiem.

-Skąd ty to znasz?- Bai wymamrotał pytanie. Szara uniosła kącik ust.

-Niektóre sprawy lepiej nie by nie ujrzały światła dziennego- powiedziała spoglądając na niego i resztę członków watahy.

1000+

Quest zaliczony !
Nagroda: 50 pkt doświadczenia, 50 WD


środa, 11 listopada 2020

Od Tsuki Cd. Tuisku ~ "Wiadomość"



Niejakie zamieszanie powstało w momencie, gdy Ice chciała zagadać jasnoszarą waderę o coś. Obie jednocześnie spojrzały na środek serca watahy, gdzie wskoczył obcy wilk, swoją drogą ledwo oddychał.
- Tuisku... Zwiadowca pierwszego oddziału watahy znad Neonneis... Mam ważne informacje dla waszego alfy...
-Co się dzieje?- Zapytał sprawnie podchodzący samiec beta.
-Błagam, to pilne- odezwał się nabierając powietrza w nozdrza. Capitán musiał dodać jedno do drugiego, gdyż dał znak ruchem głowy dla przybysza, aby szedł za nim. Ice postawiła uszy obserwując jak para basiorów skierowała się do nich.
-Ice, pójdziesz ze mną- powiedział szybko rudy wilk, najpewniej dla dodatkowej ochrony alfy. Kiedy ona kiwała głową na znak zgody, kolejne słowa padły w kierunku szarej wadery.- Tsuki, gdzie Rene?
-W swojej jaskini- odparła krótko, ponieważ dosłownie kilka minut wcześniej zostawiła alfę po tym, jak zrealizowała jej prośbę.
-Dobrze- i tak, zaraz zebrana trójka szybko poszła w kierunku kwatery alf.
-Co się dzieje? Wiesz może?- Zapytał inny członek watahy, który podszedł do szarej. Słyszała jak inni obecni cicho szeptają między sobą.
-Nie wiem ale coś się może spieprzyć- słowa Tsu jak zawsze pocieszające.
Wkrótce, czyli raczej po dłuższej chwili skierowała się również pod jedną z dwóch najważniejszych jaskiń w watasze, zresztą jak część innych wilków. Byli ciekawi co się święciło w związku z nagłym pojawieniem się obcego wilka i to w trybie pilnym na spotkanie z alfą tejże watahy. Tsu zajęła miejsce nieopodal wejścia do lokum wadery alfa, przyjmując chłodne spojrzenie, trzymała na odległość innych członków, by nie przyszło im na myśl przerywanie obrad. Stanowisko pomocnika dawało elastyczność działania w watasze, naprawdę, a ponieważ było za mało wilków w roli porządkowej, zajęła się tym. Pozostało tylko czekać na rozwój wydarzeń.

<Tuisku?>

wtorek, 10 listopada 2020

Od Tsuki do Bai Langa

Czas mijał a Tsuki od około miesiąca należała do watahy, cały czas coś ją zaskakiwało w jakimś stopniu. Poznając nowe oblicza wspólnego życia większej grupy, która stopniowo zaczynała się rozrastać, niczym grzyby po deszczu, miała okazję zapoznawać się z każdym kolejnym członkiem. Jednak nawyki wadery nie odeszły, oj nie. Standardowo z obojętnością obserwowała z daleka bawiące się wspólnie wilki, znajdowała sobie jakieś zajęcie, to prawda, ale nigdy nie traciła czujności.
Coś mówiło w niebiosach, że tak szybko to Tsuki nie pozbędzie się tych objawów wręcz paranoi.
I całkiem słusznie.
Tego dnia zbierała chrust na prośbę pewnego wilka, wszystko układała sobie na własnym grzbiecie, w celu zaniesienia wszystkiego za jednym razem. Spokojnie, wręcz leniwie rzucała sobie drewno w jeden punkt, aż pozwoliła sobie na drobne szeleszczenie leżącymi liśćmi. Być może właśnie to przesądziło o tym, co stało się następnie.
Roześmiany wilk wyskoczył radośnie zza krzaka na jej plecy, wołając przy tym jej imię.
To był błąd.
Tsuki natychmiast czując na sobie ciało obce, gwałtownie się odwróciła i zasadziła taki cios, że nieszczęśnika wygięło w drugą stronę. Krzyknął głośno z bólu łapiąc się za nos, i opadł na bok, jęcząc.
-Oł- wymamrotała wadera.- Sorki. Nie zachodzi się mnie od tyłu niespodziewanie.
Wilk coś tam wyjąkał ale musiał zrozumieć swój błąd. Dlatego wkrótce był w jaskini medycznej na oględziny - Tsu rozwaliła co prawda mu nos do krwi, jednak nie połamała, tylko cios solidnie zamroczył mu zmysły. No co, przykład samoobrony do zyskania niezbędnego czasu. Jeszcze raz się wzajemnie przeprosili i zostawiła nieszczęśnika w dobrych łapach a sama wróciła do tamtego chrustu. Właśnie zbierała zgromadzony na siebie do transportu, kiedy ktoś cicho zawołał jej imię. Spojrzała w tamtą stronę, na chwilę przy tym zatrzymując łapę z drewnem w powietrzu.
-O, hej Bai- przywitała się luźno. Wspomnianego basiora poznała niedługo po swoim dołączeniu.
-Um, cześć Tsuki- kiwnął głową.- Zajęta jesteś?
-Jeszcze przez chwilę, tylko musze to zanieść- wskazała lekkim ruchem głowy.
-Rozumiem- spojrzał na swoje przednie łapy tak sobie stojąc przed nią. Miała wrażenie, że mentalnie to się przyrumienił. Wstydził się?
-Coś trzeba?- Zapytała się przerzucając ostatni badyl na swój grzbiet. Basior nie podnosił wzroku, na co westchnęła.- Bai, wszystko gra, serio. Coś mogę ci pomóc?


<Bai?>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 361
Ilość zdobytych PD: 180

Od Tsuki Cd. Tarou



-O czym?- Zapytała zerkając na niego, kiedy jeszcze usilnie wpatrywał się w swoje przednie łapy. Mogła się założyć, że mentalnie gorączkowo westchnął.-Em... odnośnie tego pomysłu! Z uśpieniem- dodał dla pewności znaczenia swoich słów.
-To znaczy?- Ucho jej drgnęło przy tych wypowiadanych słowach. Basior w końcu podniósł wzrok na jej wysokość.
-Jak na to wpadłaś?- Zapytał tak, jakby starał się dobrać neutralne słowa do sytuacji.
-Terapia szokowa, nic nadzwyczajnego- wzruszyła lekko ramionami.- Podobno mało kto lubi szczegółowe opisy niektórych czynników, na przykład złamań otwartych.
-Zasugerowana opcja podziała bardzo dobrze- zgodził się, nim doszła do tego. Kiwnęła głową na znak racji.
-Całe szczęście...
-Musiałaś sporo się dowiedzieć w rodzinnej watasze, zanim tu się pojawiłaś- dodał z lekkim uśmiechem.
Ona zastygła na te słowa. Samo określenie "domu" wywoływało w niej gwałtowne zamrożenie psychiczne, natychmiast pojawiły się losowe urywki ze wspomnień. Jak to kiedy jedna z jej "sióstr" ją podtapiała z domyślnym celem, którym nie były słodkie zabawy szczeniąt. Albo kiedy tamten stary dziad rozorał jej grzbiet jednym ruchem...
Natychmiast wstała, Taoru spojrzał na nią zmieszany.
-Tsuki?
-Nie wymawiaj nic na temat mojej przeszłości- powiedziała wręcz oschle z ostrością. "Dla mnie jest martwa".
Już zignorowała go, zaraz odwróciła się i odeszła sztywnym krokiem.


<Taoru???>

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 200
Ilość zdobytych PD: 100

poniedziałek, 9 listopada 2020

Od Tsuki CD. Capitána


Wadera przekrzywiła nieco głowę na bok po usłyszeniu propozycji z ust wilka, z którym właśnie się spotkała o poranku nowego dnia.

-Co pod pomocą w treningu rozumiesz?- Zapytała.

-Może jakieś uwagi z boku albo dopingowanie? Wedle uznania- uśmiechnął się zachęcająco.

Szczerze nie wiedziała jak odpowiedzieć w pierwszej chwili, co było u niej rzadkością. Zaproszenie do pomocy w treningu? Co się tam robi? Na czym to polega tutaj? Z własnego doświadczenia u wadery żelazną zasadą było przy "treningach" przyjmowanie pozy, która przyniesie najmniej bólu w wyniku odnoszonych ran.

Otrząsnęła się z koszmarnych wspomnień przeszłości i zamrugała patrząc na samą smoczycę. Widać było w jej aurze ekscytację, nawet jeśli aż tak tego fizycznie nie pokazywała. Wolno kiwnęła głową.

-Mogę spróbować- słowa powoli opuściły jej pysk, na co basior uśmiechnął się nieco bardziej.

-W takim razie, zapraszamy!

Podążała za tą specyficzną parą w stosownej odległości w kierunku pobliskiej polany, w stosunku do lasu. Ponieważ Opal, z obserwacji samca, była bardzo chętna dziś na naukę, zaraz po zajęciu pozycji poczęła ćwiczyć. Tsuki siedząca kawałek dalej obserwowała uważnie jak młoda istota już na starcie wprawiała w ruch swoje skrzydła, pasjonujący widok to był. Szczególnie, kiedy to usiłowała wzbijać się w powietrze ale zaczęła opadać na glebę.

Szczerze, wadera nie miała absolutnie pojęcia odnośnie nauki lotu, znała jedynie podstawy z zakresu ptactwa, co było czymś naturalnie całkiem innym, niż taki młody smok. Jednak to zaciekłe spojrzenie w oczach było doskonale jej znane.

Sama nie wiedziała, kiedy to znalazła się bliżej istoty, którą dzielnie motywował Capitán do dalszego podejmowania wyzwania. Widać było, że problemem było przede wszystkim samo wzbicie się z podłoża. Opal w końcu spojrzała na bliżej będącą waderę, podobnie jak i samiec.

-Mam pomysł- powiedziała tylko wysuwając ogon ku smokowi z przekazem chwycenia się go.

Kiedy już młoda samica trzymała się go, Tsu przekręciła go tak, aby bardziej istotka siedziała na nim. Bezproblemowo uniosła ją samym ogonem (no, może trochę użyła mocy) i widząc rozłożone skrzydła w gotowości, nieco podrzuciła Opal na wysokość metra, która już znajdując się w przestrzeni powietrznej, mocno wykonywała ruchy dla utrzymania się, co jej się udawało lecz zaraz zaczynała opadać, w dole pozostawał czujny ogon wadery dla komfortowego lądowania.

Basior zaczął poczciwie wyrażać swoją euforię po lądowaniu Opal, nie aż tak koślawym jak na pierwszy raz. Cały czas trzymała się długiego błękitnego ogona.

-Mogę cię wybijać trochę, szybko załapiesz jak startować- powiedziała jej cicho.

<Capitán? c:>