Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kzen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kzen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 grudnia 2020

Wydalenie z watahy

 Witajcie kochani członkowie, 

Post miał zostać opublikowany wczoraj, lecz niestety nie udało mi się tego zrobić za co was przepraszam. 

Wraz z administracją chcemy poinformować, że Kzen oraz Heshenivv zostają wydaleni z naszej blogowej watahy. 

Powodem ich wydalenia jest niezastosowanie się właściciela do postanowienia administracji. 

O co dokładniej chodzi? Więc, po sprawdzeniu adresu IP udało się ustalić, że właściciel obu postaci, jest tak naprawdę właścicielem Kenevena, który został oskarżony o plagiat, naruszenie regulaminu bloga i oszustwo. 

Tak więc z dniem dzisiejszym obie postaci zostają wydalone. 

Dodatkowo nowa postać, którą chciał dodać pod innym adresem nie zostanie dodana, gdyż tamten adres również został sprawdzony. 

Liczymy, że tym razem właściciel zrozumie, że nie ma możliwości powrotu. Taka została postanowiona kara i prosimy o dostosowanie się do niej. 





~~ Administracja bloga 

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Od Kzen'a do Leonarda

Noc, noc i jeszcze raz noc. Chyba każdy już wie, że to najlepsza pora dla Kzen'a. Chodził on wkoło Lac doré. Jezioro było duże, więc na jedno okrążenie trochę schodziło czasu. Samiec myślał o ranku. Gdy nastanie, dopiero wtedy wróci do Forêt de Vie. Nie wiedział czemu. Basior nie przejmował się szuraniem w trawie. Niezbyt go to obchodziło. Zwrócił na to uwagę dopiero wtedy, gdy dało się słyszeć dziwny... ryk? Bardziej to już przypominało jęknięcie niż ryk, ale niech będzie. Alchemik podszedł cicho do źródła hałasu. Zachował jednak bezpieczny dystans. W dość wysokiej trawie dojrzał szkarłatnoczerwoną sierść. Prychnął:- Leonardo! Wiem, że to ty się chowasz - po jego słowach usłyszał wzdychnięcie, a z krzaków wyszedł Leo
- Jakim cudem mnie zobaczyłeś? - spytał się
- Normalnie. Poza tym wiatr wieje w moją stronę i cudem byłoby nie poczuć twego zapachu
- Nie zauważyłem - młody wilk szepnął bardziej do siebie niż do starszego samca. Kzen stał i wpatrywał się w Leo, ale gdy wiatr zaczął wiać mocniej, natychmiast odszedł. Po drodze zastanawiał się czemu ten kadet siedział w krzakach jak dzikus i nie wiadomo po co.
- Czekaj! - usłyszał krzyk za sobą
- Co rzesz znowu?
- A przestraszyłeś się mnie?
- Niby czemu? - alchemik przyśpieszył, pozostawiając szczeniaka w oddali. Według niego zachowywał się dziwnie. Pewnie dlatego, że nigdy z nim nie rozmawiał. Nastał ranek. Kzen odpuścił sobie noszenia latarni do końca trasy. Nie chciał już więcej spotkać Leonarda. Pewnie mu się to unikanie nie uda, ale jak sam twierdzi: warto... spróbować?

Leonardo??

Od Kzen'a ~ Legenda alchemika cz.1

Na prawie całych ternach panował spokój lecz jedynie Golden Grove było "głośno". Na środku malutkiej polanki w złotym lesie wir wydawał okropny hałas. Wiatr wiał jak przy wichurze.
Moje łapy ledwo trzymały mnie przed tym wirem. Nie zdążyłem dokończyć jakiegoś eliksiru, a właśnie mi się rozbił. Podobno, gdy nie zostanie dokończony,
po rozlaniu otworzy portal. I ten portal był dość mały, ale wystarczająco duży, by wciągnąć wilka. Nie wiadomo dokąd prowadził. No może tylko to, że na pewno do jakiejś... mrocznej krainy?
Tak mrocznej krainy. Chyba... Raczej tak. Wir stawał się coraz silniejszy. Moje łapy nie mogły już wytrzymać, więc się puściłem. Portal mnie wciągnął do mrocznego lasu. Był on podobny do Vallée Sombre.
Różnił się tylko tym, że niektóre drzewa przeobrażone były w kolce wystające z ziemi. Ten las wyglądał przerażająco. Nie chciałem tam być. Moim marzeniem było wrócić do Golden Grove i na tereny watahy.
Niestety nie było jak. Nigdzie nie było śladów tego teleportu. W krainie było bardzo zimno. Jednak nic nie było zamarznięte. Widocznie zawsze musiała być tam taka temperatura, a wszystko się
do niej przyzwyczaiło. Nie widziałem tam żywego ducha. Zapomniałem powiedzieć, że jedynie na drzewach przysiadały ptaki, które miały na wierzchu kości. Dziwny widok.
Ciekawiło mnie czy poza nimi coś tam jeszcze żyło. Wszedłem pomiędzy drzewa. Wydawały się większe niż patrząc z daleka. Ich liście były szare i suche. Tak samo z pniami. Kora już odpadała.
Kolce zaś, również szare, tępe i grube. Różnej długości. Moim zamiarem nie było zapuszczanie się w głąb mrocznej gęstwiny. Oddaliłem się od niej z nadzieją na spotkanie kogoś.
Szedłem długo, a pogoda robiła się coraz gorsza. Deszcz zaczął lekko kropić. Szara mgła się namnożyła i była już wszędzie. Widoczność spadła do zera. Musiałem zatrzymać się, bo przecież
nie dałbym rady iść w tym szarym kłębie. Jednak miałem też szczęście. Mianowicie deszcz się nie nasilił, a ta okropna mgła rozlazła się. Znów odsłoniły się drzewa i tępe kolce.
Ptaki poodlatywały, a ja ruszyłem na dalsze poszukiwania. Szedłem tak z godzinę i dalej nic. Jedynie mała polanka ukazała mi się przed oczami. Również szara z powiędłymi kwiatkami i z zszarzałą trawą.
Dziwiło mnie też to, czemu przy tych drzewach i kolcach nie było trawy. I jak te kolce wyrosły. Możliwe, że ktoś je tam ustawił i powyrywał tą trawę. Wtedy pewnie zapanowała szarość. Niestety
tego nie wiedziałem. Było tyle pytań, a na żadne z nich ani część odpowiedzi. Przysiadłem na polance, by trochę odpocząć. Zasnąłem, a obudziłem się chyba w nocy. Było o wiele zimniej niż gdy tu dotarłem.
Musiałem znaleźć miejsce, w którym będzie cieplej. Myślałem, że zamarznę. Im bliżej ranka, tym zimniej. W końcu znalazłem jaskinię. Nikogo nie było w środku. Tam było o wiele cieplej. Wyczułem też zapach.
Dosyć świeży. Możliwe, że ktoś tu był przede mną. I tak zasnąłem. Byłem zbyt zmęczony. Spałem aż do południa. Przynajmniej wtedy stawało się cieplej niż w ciągu nocy. Zanim zdążyłem wyjść z jaskini,
usłyszałem głos"
"- Co tu robisz?"
"- A co ty tu robisz?" - po tych moich słowach z cienia wyszedł wilk. Był czarny i tylko jego zielone oczy świeciły
"- Ja tutaj mieszkam i nazywam się Viss"
"- Mieszkasz tu?"
"- Tak. Od narodzenia"
"- Ja jestem Kzen i wciągnął mnie tu portal"
"- Portal?"
"- Tak. Należę do Watahy Renaissance"
"- Aaaa. Wiem jak stąd się wydostać"
"- Jak?"
"- Istnieje portal. Tylko w drugą stronę. Jest on w takim zamku. Niestety niełatwo się tam dostać. Pilnują go Wilki Lazurowej Doliny"
"- Wilki Lazurowej Doliny?"
"- Można uznać to za watahę. Mnie stamtąd wygnali. Nie pytaj się dlaczego"
"- Zabierzesz mnie tam?"
"- Dobra! Ale niczego nie obiecuję" - Viss sięgnął pyskiem w róg groty i wyciągną jednego z tych ptaków przysiadujących na drzewach, tylko martwego. Zjadłem go i był nawet dobry. Po najedzeniu się ruszyliśmy w drogę.
Zapomniałem powiedzieć, że ten wilk, którego spotkałem wyglądał jak szczeniak, ale mniejsza z tym. Zamek był bardzo daleko, a droga dość trudna. Wątpiłem, że dojdziemy tam żywi. Natomiast mój towarzysz twierdził,
iż szedł tędy wiele razy i jakoś dalej nic mu się nie stało. Trochę mnie to pocieszyło. Jednak mina mi zrzedła, gdy zobaczyłem ranę na brzuchu samca. Spytałem się skąd jest, a on odrzekł, że spadł ze skarpy.
Niezbyt mu dowierzałem, ale rana naprawdę wyglądała jakby się uderzył o głaz. Narzuciło mi się jeszcze jedno pytanie: czemu w tej krainie panuje mrok. Viss opowiedział, iż podobno bóg mroku zabił boga natury i zieleni.
Mówił też, że to tylko plotka, ale kto wie. Tylko jak bogowie mogą zabijać się nawzajem? Nieważne, podarowałem sobie to pytanie. Pierwszym naszym przystankiem było Wzgórze Królów. Tam zginął bóg natury
i zieleni. Pewnie dlatego wkoło szczytu rosło kilka zielonych kwiatków. Towarzysz wytłumaczył, że to przez jego szczątki. Zbytnio tego nie zrozumiałem. Wtedy właśnie szliśmy szeroką doliną. Dni były dość krótkie, ponieważ
znów zapadł zmrok. Musieliśmy gdzieś się schronić przed chłodem. Odnaleźliśmy norę. Mój przyjaciel wyciągnął stamtąd lisa i weszliśmy do środka. Przynajmniej mieliśmy kolację. Zwierzę było wychudłe, ale i tak pojedliśmy.
Wtuliliśmy się w siebie, by zachować ciepło i zasnęliśmy. Śnił mi się bóg natury i zieleni, chodzący między drzewami i przechadzający się po kwiecistych polanach. Nagle stanął przed nim bóg mroku. Szybko go zabił.
Na szczęście wybudziłem się z tego koszmaru. Dziwiło mnie tylko to, że zabity bóg nie zginął na Wzgórzu Królów. Przecież to tylko sen, prawda? Viss jeszcze spał. Próbowałem go obudzić, lecz spał za twardo.
Poszedłem więc po śniadanie. Upolowałem królika. Gdy wróciłem, samiec już nie spał. Patrzył się na mnie z uśmiechem na pysku. Jadł szybko. Widocznie bardzo zgłodniał podczas snu. Ja zaś nie byłem głodny, więc
dałem zwierzynę Vissowi. Miałem nadzieję, że tym razem pojadł. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Dolina ciągnęła się dalej lecz coraz bardziej się zwężała. W końcu stanęła przed nami góra, kończąca dolinkę.
Wspięliśmy się na nią. Była dość stroma i śliska od wody. Moim zdaniem zejście było o wiele trudniejsze od wejścia. Co chwilę któryś z nas się ślizgał. Na szczęście zeszliśmy bezpiecznie. Przed nami
stanęła jeszcze wyższa góra, której ominięcie zajęłoby 2 dni. No nic, zaczęliśmy wspinaczkę. Ten szczyt nie był taki stromy, lecz lodu było więcej. Viss co chwilę się ślizgał. Natomiast ja trochę mniej.
Dużo zabawy i śmiechu było podczas wchodzenia na wzgórze. Nieźle się uśmialiśmy, a gdy wyszliśmy na sam szczyt prawie nie spadliśmy na sam dół. Przed nami rozpościerała się pustynia.
Zamiast piasku był popiół. Nie było widać jej końca. To jeszcze nic, ale prawie umarłem ze strachu, gdy Viss wskazał na coś za wydmą.

1000+
C.D.N

wtorek, 8 grudnia 2020

Od Kzen'a do Vaayu

Kzen biegł z lisurką w pysku, nie patrząc na drogę. Była noc. Trudno mu się biegło. W końcu dotarł do lasu watahy. Śnieg lekko rozświetlał drogę, ale na pewno nie miał tak mocnego światła jak latarnia i oczy basiora. Nawet to mu nie pomogło. Wpadł na jakiegoś wilka. Nawet nie widział na kogo, ale był on biały. Samiec nie zamierzał się zatrzymywać. Straciłby rytm biegu.- Czekaj! - wydyszał potrącony wilk. Kzen chcąc, nie chcąc zatrzymał się. Z zarośli wybiegła biała wadera. Alchemik z łatwością rozpoznał w niej Vaayu. Wyglądała na smutną. Samiec upuścił lisurkę i postawił latarnię na ściółce. Z niezadowoleniem wyszeptał:
- Czego? Przerwałaś mi! Źle się to skończy
- Co ty tu robisz - spytała pomimo "groźby"
- Chyba co TY tu robisz? - zwłaszcza nacisnął na "ty"
- Nie jestem śpiąca. Podziwiam księżyc. A teraz: co ty tu robisz?
- No jak to co? Poluję
- W środku nocy?
- Lepiej działam po zmroku
- Te oczy świecą tylko w nocy? - dopytywała dalej
- No... tak... - wilk nie chciał już dalej z nią rozmawiać, więc chwycił rzeczy należące do niego i ruszył dalej. Wilczyca jednak ciągnęła dalej:
- Mogę pójść z tobą?
- Ze mną? - wyjąkał
- Tak, z tobą.
- Oczywiście, że nie. Sama tu przyszłaś, to rusz tyłek i idź sama.
- Czy mi się wydaje, że jesteś jakiś... poruszony lub zdenerwowany?
- Tak. Bardzo dobrze ci się wydaje. A teraz zostaw mnie w spokoju, bo zamierzam bezpiecznie pójść spać! - nie słuchał już dalszych słów Vee. Miał jej na tę noc serdecznie dosyć. Nie obchodziło go, że się bała iść w nocy. Może się nie bała? Nie wiedział tego. Dotarł do jego miejsca snu (dokładnie Clairière Verte) i położył się. Oczywiście nie zapomniał o kolacji upolowanej dla samego siebie. Nawet mu smakowała. Szybko zasnął, pomimo świstu wiatru. Dobrze, że uciekł przed nim, ale i tak ten mierzwił mu dość mocno futro. Już ranek. Śpiew ptaków niósł się daleko. Kzen przeciągnął się i zobaczył postać wychodzącą na Clairière Verte. Na jego nieszczęście była to Vaayu...


Vee??

niedziela, 6 grudnia 2020

Od Kzen'a CD. Raquel



Kzen spiorunował waderę wzrokiem i odsłonił kły.
- Nic! - warknął, a następnie wolnym krokiem oddalił się od niej. Usłyszał jeszcze jakiś krzyki, ale nie zareagował. Jednak Raquel zdążyła dobiec do niego. Mówiła coś, ale basior udawał, że nie słyszy. Po chwili jego cierpliwość się skończyła:
- Na co ty sobie pozwalasz?! Uratowałem ci tyłek w tym durnym lesie, a tym masz to gdzieś!! Tak w ogóle, co ty mi chciałaś powiedzieć?
- Nieważne - alchemik znów spiorunował ją wzrokiem po tej odpowiedzi i odwrócił się. Ne miał zamiaru już jej słuchać. Jednakże ta nie chciała odpuścić. Rzuciła się na niego, obciążając samca, ale ten wkurzył się jeszcze bardziej. Chwycił Raquel za kark i rzucił nią w miękką trawę. Zanim zdążyła się podnieść, czmychnął. Tym razem nie wiedział gdzie biegnie. Miał nadzieją, że już jej szybko nie zobaczy. Biegł dość długo. W pewnej chwili zobaczył przed sobą Haute Forêt. Odwrócił się za siebie, ale nikogo tam nie było. Niepewnie postawił łapę w lesie, ale tu zamierzał "odpłynąć". Położył się na miękkim mchu i zasnął. Obudził go szelest. Zerwał łeb i spojrzał wkoło siebie.
- Rany!! Czy ty nie dasz mi spokoju?! - znów była to Raquel, ale była niezbyt zadowoloną. Nie odpowiedziała. Kzen stanął na kamieniu i warknął:
- Przestaniesz mnie w końcu śledzić? - znowu odsłonił kły i prawie rzucił się na samicę.
- N-nie... - zająknęła się - Ja-a
- Nie obchodzi mnie co ty! - jego futro było napuszone, a krótki ogon wydawał się dwa razy większy. Po kilku minutach milczenia podszedł do wadery. Przyłożył swój pysk do jej pyska i powiedział grożąco:
- Spróbuj jeszcze raz mnie zranić, a gorzko tego pożałujesz! - usłyszał tylko wzdychnięcie. Wbiegł w głąb lasu. Nie usłyszał kroków za sobą i to go trochę ucieszyło. Chciał się na czymś wyżyć. Na jego szczęście przed nim ukazał się Duch Lasu. Kzen natychmiast go zabił. Nie pomogło. Dalej był wściekły na samicę. Chciało mu się cholernie spać. Zmęczony wspiął się na najniższą gałąź i zamknął oczy. Otworzył je po jakimś czasie i spojrzał w górę na potężne drzewa wspinające się pod samo niebo.

środa, 2 grudnia 2020

Od Kzen'a Cd. Raquel



Kzen zaciął się na chwilę, ale szybko go odcięło:
- No jak to? O wsz-szystkim. O jakiejś spraw-wie z wygnaniem. O-o, coś o mnie i takie inne... - wadery patrzyły na niego ze zdziwioną miną. Nastała cisza. Na szczęście Ice Queen przerwała spokój:
- No to może... - ale i tak zaniemówiła. Basior strzepnął ogonem i zaczął się rozglądać w koło siebie, ale jedynie co dojrzał do Douce Cascade. Ta cisza aż zapiszczała w uszach samca, który trzepnął pyskiem. W końcu ktoś się odezwał:
- No to co robimy? - była to Raquel. Nie otrzymała odpowiedzi. Jednak Kzen się parsknął:
- Dobra. To ja idę
- Ej, czekaj! - zaczepiła go alchemiczka
- Co?
- Może... Może pójdziemy... gdzieś...
- Ale gdzie? I po co? Ja nie chcę nigdzie iść! - samiec nie słuchał już jej dalszych słów. Znowu wskoczył w krzaki i skierował się w stronę Vallée Sombre. Nie miał pojęcia po co. Chciał po prostu sobie pospacerować. Tak właśnie usłyszał wadery. Wcale nie chciał ich zaczepiać, ale... Nieważne. Wilk spieszył się. Nie wiadomo dlaczego. Co chwilę odwracał łeb do tyłu, by zobaczyć czy żadna z wader za nim nie biegnie. W końcu ukazał mu się las. Był jak zawsze mroczny i ponury. Kzen co chwilę ocierał się o jakiś krzak. Oczywiście trzymał w pysku latarnię, a jego oczy świeciły się, bo było aż tak ciemno. Żaden promień światła tam nie docierał. Alchemik zjeżył futro. Trochę się bał. Nie miał pojęcia co może zrobić mu Smok. Zagubionych Dusz się...
- Kzen! Miałam nadzieję, że tu cię znajdę! - odezwał się głos wilczycy
- Raquel? Co ty... Co ty tu robisz?! Tu jest niebezpiecznie!
- No... ja poszłam cię szukać, bo chciałam ci coś powiedzieć
- I tylko po to tu przyszłaś?
- No, nie
- To po co?
- Nie wiem...
- No dobra. Jak już tu jesteś, to spróbuj nie zginąć! - Alchemiczka ruszyła za basiorem zapominając o wiadomości. Samiec szedł dość szybko i nie zwracał uwagi na wilczycę. Jego myśli przerwał mu głośny ton Raquel:
- P-patrz! - alchemik odwrócił się i zobaczył duże zwierzę. Wśród najgorszych była to Mroczna Dusza. Wróg zaczął biec w ich stronę, ale szybko zawrócił. Blask latarni oślepił stworzenie, które natychmiast zwiało. Kzen uśmiechnął się lekko, a jego kompanka wydała pomruk zaciekawienia. Na szczęście ukazał się błyska światła. Było to wyjście z lasu. Widocznie tajemnie zawrócili. Samiec kompletnie zapomniał o samicy. Nawet nie wiedział gdzie jest. Nie wiadomo nawet czy wyszła z lasu. Kzen śmiało stanął w blasku światła, a jego oczy natychmiast zgasły, a latarnię pozostawił na kolejną noc.

Raquel??

sobota, 28 listopada 2020

Od Kzen'a Cd. Raquel



Kzen siedział jeszcze chwilę w miejscu, w którym Raquel go opuściła. Słońce chyliło się ku zachodowi. Samiec dość szybko przebiegł i stanął koło jaskini wadery. Spała zwinięta. Nic dziwnego: w taką pogodę? Deszcz lał, a pioruny uderzały z hukiem. Co chwilę błyskawice rozświetlały ponure niebo. Samiec zrzucił, oczywiście już trochę nieświeżą, Lisurkę i postawił latarnię przy wejściu do jaskini. Jego futro było przemoczone, a krople opadały na ziemię. Wadera zerwała się ze snu, gdy tylko coś szurnęło. Kzen szybko wyskoczył z jaskini zapominając o latarni. Jednak jego oczy wystarczały, by lekko rozświetlić panujący mrok. Samica szybko kapnęła się, że wilk ją obserwował. Zrobiła też skwaszoną mnę na widok Lisurki. Była dość spokojna póki błyskawica nie ukazała wilczego cienia. Wilczyca odskoczyła, bo przecież nie miała pojęcia, że to Kzen. Jednakże szybko się o tym przekonała. Lekko wystawiła pysk z jaskini. Nie dojrzała nikogo ani niczego. *Egh... Niech będzie* - pomyślała i wyszła na ulewę. Jej futro szybko nasiąknęło wodą. Basior natomiast wyszedł z krzaków.- Co ty tu robisz?! - oburzyła się alchemiczka
- A jak myślisz?
- N-nie wiem - zaraz po jej słowach, Kzen odsłonił ostre kły.
- Nie wiesz, że lepiej mnie nie wkurzać?
- Um. Nie - samica była spokojna, ale ciarki przeszły ją na myśl o ataku wielkiego samca. On nie miał wcale ochoty atakować niewinnej wadery, więc wskoczył w krzaki. Usłyszał tylko krzyk Raquel:
- Znowu, cholera?! - nie usłyszała ona odpowiedzi. Jej myśli zamgliły pytania.
- Tylko wybierz dobrze! - tajemniczy głos nie dawał jej spokoju. Nie wiedziała która opcja jest dobra, a były aż trzy: albo pobiec za Kzen'em, albo wrócić do bezpiecznej jaskini, albo jeszcze powiedzieć o tym Renesmee. Postanowiła wrócić do jaskini. Jednak pewien huk, rozbrzmiewający co chwilę nie dawał jej spokoju. Nie był to szary samiec, bo on pobiegł gdzieś, albo pioruny. Poza tym było by widać jego żółte ślepia. Ten huk mroził krew w żyłach. Lepiej było nie wiedzieć co to jest...

Raquel??

piątek, 27 listopada 2020

Od Kzen'a CD. Raquel



Kzen po chwili odpoczynku wskoczył w krzaki. Raquel dalej leżała w tym samym miejscu.
- Mogłaś nie być taka głupia. Hahaha - był to ten sam głos co przy drzewie z żółtymi owocami. Wilczyca nie miała jak odpowiedzieć, więc tylko cicho jęknęła. Dopiero po kilku minutach zorientowała się, że szary basior przebiegł koło niej. Kzen kierował się ku Plage Sud. Biegł wolniej niż zawsze. Jednakże samcowi też przydarzyło się nieszczęście. Mianowicie potknął się o kamień i wtrynił pyskiem w kamień. Szybko dało się słyszeć okrzyk bólu. Wilk miał też szczęście. Jedynie rozciął sobie skórę na karku. Rozcięcie było tak lekkie, że nawet rana nie krwawiła. Basior usiadł, ciężko dysząc. Raquel zdążyła już wybiec z lasu. Kzen zobaczył ją w oddali, bo zrezygnowała z niewidzialności. Samica bardziej szybko szła niż biegła, ale dość prędko się przemieszczała. Samiec nadal siedział. Widocznie nie zamierzał dalej biec. Minęło aż 15 minuta zanim Raquel tam dobiegła.
- Cz-czemu przede mną uciekasz - wydyszała
- Nie uciekam przed tobą
- To przed cz-czym? - alchemiczka nie usłyszała odpowiedzi. Alchemik zaś odwrócił się i poszedł w dalszą drogę. Jednak wadera nie dawała mu spokoju i poszła za nim.
- Uważaj! - głos znów się odezwał. Możliwe, że były to po prostu jej myśli, ale wątpiła w to. Nie mógł być to Kzen, bo on z kolei nie miał takiego głosu. Wilczyca zaczęła się zastanawiać na co ma uważać, ale nic nie mogła wymyślić. Ponownie spytała się idącego 10 metrów przed nią, Kzen'a lecz on też nie wiedział o co chodzi. W pewnej chwili, zza trawy wyskoczyło małe stworzonko. Była to Lisurka. Alchemik natychmiast naskoczył na zwierzę i je zabił. Następnie podszedł do wadery stojącej kilka metrów za nim i upuścił Lisurkę przy jej łapach.

Raquel??

czwartek, 26 listopada 2020

Od Kzen'a CD. Raquel



Zaraz po tajemniczych słowach, wilczyca usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się chaotycznie i w krzakach dojrzała czarne futro. To coś nuciło dziwnie znaną jej piosenkę. Raquel wiedziała, że jest to wilk. Jednakże po chwili odetchnęła z ulgą, bo okazało się, że był to Kzen. Basior miał mnóstwo liści w futrze i nawet jedną ranę na tylnej łapie. Gdy samiec zobaczył waderę uśmiechnął się i zaprzestał nucenia.
- Co tam? - zaczął
- Egh... nic takiego. Próbowałam dostać tych żółtych owoców. Mógłbyś mi pomóc?
- Jasne - po czym Kzen wyskoczył do góry i chwycił owoc. Powtórzył to kilka razy i tak uzbierał ich 5. Raquel cieszyła się, że ktoś w końcu jej pomógł. Jej radość przerwała myśl o tajemniczym głosie.
- Ej, Kzen! Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie. Czy to ty mi mówiłeś, że mi coś spadło?
- Nie. Nawet nie wiedziałem, że tu jesteś - po jego słowach, samica przestraszyła się i zaczęła się zastanawiać czy powiedzieć o tym samcowi. Postanowiła, że powie. Basior stwierdził, iż mógł ją straszyć inny członek watahy. Alchemiczka bardzo chciałaby w to uwierzyć, ale nie mogła. Natychmiast wzięła się do zbierania owoców z ziemi.
- Nie zapomnij o tym... - był to ten sam głos
- O czym? - Raquel oglądnęła się w koło siebie, lecz głos nie odpowiedział. Jedyne co usłyszała, to zdziwiony głos Kzen'a. Opowiedziała mu o tym głosie, ale alchemik wciąż wpajał jej, że to tylko ktoś z watahy. W takim razie: czemu on nic nie słyszał? Samiec zaproponował jej powrót do jaskini. Wilczyca zgodziła się i oszołomiona poszła przed siebie. Wreszcie przed nimi ukazał się Pont radial. Raquel szybko weszła na most, ale jej towarzysz zatrzymał się przed nim. Wadera zdziwiła się i od razu zaczęła go wypytywać.
- Um. Myślę, że ten most jest niebezpieczny. Przecież to jest otwarta przestrzeń! - odpowiedział
- No i?
- Nieważne - rzucił alchemik i wbiegł z powrotem do Golden Grove. Zaczęło już się ściemniać. Raquel nie wiedziała czy iść za nim, czy wrócić do jaskini. Po długim namyśle zdecydowała, iż pójdzie za Kzen'em.

Raquel? 

środa, 25 listopada 2020

Od Kzen'a ~ Quest 3

Kzen przemierzał brzeg Lac de Cristal. Nudziło mu się, więc poszedł na tą "wycieczkę". Kierował się on do Forêt Ombragée. Słońce powoli zachodziło, ale gdy basior dotarł do skraju lasu, tylko nieliczne promienie przedostawały się do mrocznej ściółki. Drzewa miały poszarpane gałęzie, a niektóre korzenie wystawały jak w horrorze. Sam Kzen nie wiedział po co tam idzie. Możliwe, że chciał głębiej poznać te tereny. Gdy samiec przemierzał Forêt Ombragée, nastała noc. Zrobiło się wilgotno i naprawdę mrocznie. Alchemik się nie bał, ale gdy usłyszał donośny jęk, natychmiast stanął i się obrócił. Serce zaczęło mu walić mocniej. Może nie wiedział, iż w nocy można było słyszeć krzyk zmarłych? Może Kzen nie wiedział, że może już stamtąd nie wrócić? Kilka jęków się powtórzyło i im bliżej do północy, tym głośniejsze i częstsze były te odgłosy. Basior prawie dostał zawału serca, gdy coś zaszurało w ściółce. Okazało się jednak, że był to Kitsune. Nieszczęśnik był z niego. W końcu alchemik padł na ziemię i uniósł tylko głowę. On nawet nie wiedział gdzie jest! Niezwykłe jest to, że udało mu się zasnąć. Jednakże nie spał długo. O północy usłyszał ciężkie dyszenie nad nim. Wilk lekko otworzył oczy, a nad nim stała niby nic Zagubiona Dusza. Kzen odskoczył. Stworzenie od razu wydało dziwny dźwięk i pobiegło w mrok. Możliwe, że Dusze bały się światła, bo Kzen trzymał w pysku jasną latarnię, a jego oczy żarzyły się jaskrawą żółcią. Samiec zaczął się wycofywać tyłem. Po sekundzie wydarł się:- Cholera! - z jego oczu polały się nawet łzy. Ziemia zlała się krwią, a Kzen jęczał z bólu. Gdy odwrócił się zobaczył, że jego biedna tylna łapa utknęła w pułapce na niedźwiedzie. Wilk miał szczęście. Jedynie dolna część łapy została urażona. Nie zastanawiając się dłużej, samiec na resztkach sił wyszarpnął łapę z pułapki. Prawie nie mógł nią ruszać. Znów padł na ziemię z wrażeniem, że się zaraz wykrwawi. Na jego szczęście obok niego leżał martwy niedźwiedź. Kzen szybko oderwał mu kawałek skóry i przyłożył do rany. Niestety zakażenie zdążyło się wedrzeć. Gdy alchemik spojrzał przed siebie, bardzo się przestraszył. Przed nim było mnóstwo tego typu pułapek.
- O... o co t-t-t-tu ch-ch-chodzi? - wymamrotał, a następnie kulejąc skierował się wzdłuż "śmiertelnej ścieżki". Przy niektórych pułapkach leżały martwe niedźwiedzie, a przy niektórych tylko zakrzepnięta krew. Droga nie była zbyt długa, toteż basior zawrócił na sam początek i zaczął się zastanawiać po co to wszystko. Siedział tak długo, ale jego obmyślania przerwał głos. Kzen szybko wskoczył za drzewo. Po kilku minutach na miejsce jego męk przyszli... ludzie. Gadali coś między sobą, a jeden nawet przeklął. Nawet nie zauważył, że przy nich stał wilk. Zaczął on węszyć. Po chwili odłączył się od ludzi i skierował za drzewo. Jednak nikogo tam nie było. Basior widocznie wlazł na pień. Zdradziły go ślady krwi. Wadera, bo była to wadera, rzuciła się na drzewo i chapnęła Kzen'a za ogon. Niestety nie powiodło się jej. Samiec miał za krótki ogon. Ludzie odwrócili się i podeszli do wilczycy. Dość prędko zobaczyli ich obserwatora. Jeden z nich wyciągnął strzelbę i skierował ją na wilka. Kzen ani myśląc zeskoczył z drzewa i leciał na złamany kark w stronę... nie widomo, w którą stronę. Wrogowie zaniechali pościgu. Alchemik postanowił znów tam podejść. Miał nadzieję, że tym razem ta wadera go nie wyniucha. Tak się też stało. Samica siedziała grzecznie. Wilk zobaczył, iż ludzie zbierają pułapki i odchodzą. Okazało się, że to było tylko jednodniowe polowanie na niedźwiedzie. Kzen zapomniał już o łapie i skierował się do wyjścia. Jeśli w ogóle wiedział gdzie ono jest...

Quest zostaje zaliczony ! Gratulacje 

NAGRODA: 30 pkt doświadczenia i 45 monet 

sobota, 21 listopada 2020

Od Kzen'a do Tuisku

Kzen spojrzał na zwierzę leżące przed nim. Była to Lisurka. Niezbyt chciało mu się jeść, ale i tak wgryzł się miękkie futerko zwierzyny. Zamierzał dzisiaj pójść na długi spacer po okolicy. Zamierzał zabrać jakiegoś wilka ze sobą. Nie mógł się ,zdecysować kogo. Basior myślał, że jeśli nie weźmie kogoś ze sobą, to ten ktoś nie będzie go już lubił. Czyli jego zdaniem najlepiej było wziąć całą watahę. Jednak udało mu się zdecydować. Wyruszył wraz z Tuisku. Tui miał podobny charakter do Kzen'a. Wilki pobiegły, a raczej poszły w kierunku Clairière Verte. Gdy dobiegli na polanę, nie zastali tam nikogo. Widocznie nikt nie miał ochoty przebywać w takim pięknym miejscu. Jedyne co tam zobaczyli do martwe zwierzę. Leżało ono tam dość długo, bo rozłożona skóra odkrywała kości.- Oh! Co za smród! - jęknął zniesmaczony Kzen
- Eee tam. Czółem nieraz gorszy, o wiele gorszy - Tuisku wyglądał na podekscytowanego na widok truchła. Gdy śnieżnobiały samiec podszedł do "ciała" poruszyło się ono.
- Ueue! - wydarł się Tui
- Co jest? - Kzen podszedł do niego
- To się... poruszyło!
- Nie wierzę. Martwe zwierzę się rusza... - zanim czarny basior zdążył dokończyć, "żywe kości" znów się poruszyły. Kzen odskoczył na bok. Jednakże zwierzyna sama się nie poruszała. Po chwili zza zwierzęcia wyszedł biały basior.

Tuisku?

czwartek, 19 listopada 2020

Alchemik ~ Kzen

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

OGÓLNE INFORMACJE 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━
IMIĘ: Kzen

PRZEZWISKO: Brak

WIEK: 3 lata

DATA URODZIN: 2 luty

PŁEĆ: Basior

STANOWISKO: Alchemik

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

WYGLĄD ZEWNĘTRZNY 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

AUTOR: JadeMerien

APARYCJA: Kzen jest potężnym, szaro-czarnym wilkiem. Ma on długie łapy, przez co jest wysoki. Jego ogon jest krótki. Z takim się urodził. Posiada on żółte oczy, które w nocy świecą jak na grafice. Pazury Kzen'a nie są za długie, a kły niezbyt skuteczne. Futro basiora jest długie i miękkie. Samiec ma długi pysk i duże, sztywne uszy. Najbardziej puszysty jest ogon.

ZNAKI SZCZEGÓLNE: Kzen ma lekko poszarpane uszy

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

CHARAKTERYSTYKA 

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

OSOBOWOŚĆ: Kzen nie jest taki na jakiego wygląda. Jest miły i chętny do pomocy. Kocha podróże. Jeśli na jakąś wyruszasz, samiec będzie idealnym kompanem. Jak zdarzy mu się powiedzieć coś nie tak, to po prostu powiedz mu o tym, to Kzen spróbuje się poprawić. Wytrzymałość basiora jest wysoka. Wytrzyma prawie wrzystko jeśli tylko będzie musiał. Tak samo jest z jego odwagą i pewnością siebie. Co do lojalności i posłuszności to jest różnie. Gdy sprawa wymaga posłuszeństwa, a jest ona ważna, to jak najbardziej. Wilk nie cierpi być w centrum uwagi i rzadko do tego doprowadza. Nie lubi jak inni się przechwalają i często je upomina. Niektórzy mówią, że jest zły, jest antagonistą lub wysłannikiem złych bogów, ale to nieprawda, nic z tych rzeczy. Trzeba go tylko lepiej poznać.

RODZINA: Nie pamięta imion rodziców ani sióstr. Posiadał on matkę, ojca i cztery siostry.

HISTORIA: Kzen urodził się w innej watasze jako jedyny basior. Był on najmłodszy. Jego rodzice byli parą Gamma. Siostry go nie szanowały i dokuczały mu, a najstarsza z nich często wyrzucała go na zewnątrz w mroźne noce. Często próbowała się go pozbyć. Pewnego dnia matka zauważyła jak siostra znęca się nad bratem, ale ona tłumaczyła się blizną na łapaię, którą zadał jej Gryf. Rodzice uwierzyli, a gdy basior miał pół roku, wataha uznała, że jest już dorosły i wyrzuciła go z watahy. Wałęsał się tak sam. Nie umiał zbytnio polować. Podczas podróży nauczył się sporo o alchemii. Po pół roku znalazł nową watahę. Jednak ta była okrytna. Jeśli jakiś wilk nie był posłuszny, od razu go zabiajno. Kzen uciekł z tamtąd po połowie roku. Znów wędrował, aż dotarł tutaj.

PARTNER: Podoba mu się Raquel

POTOMSTWO: Brak

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

MAGIA

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

ŻYWIOŁ: Noc, strach

MOCE:

- robienie z dnia nocy

- wywoływanie strachu podczas snu

- reszta nieodkryte

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

STATUS I STAN

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

POZIOM: 1

UMIEJĘTNOŚCI: 
Inteligencja: 30
Siła: 20
Szybkość: 20
Obrona: 15
Moce: 15
Razem: 100

PUNKTY ZDROWIA: 100/100

STAN PSYCHICZNY: ◉◉◉◉◉◉◉◉◉◉

GŁÓD: 5/5

CHOROBA: Brak

DOŚWIADCZENIE: 30 pkt

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

INNE

━⋅•⋅•⋅⊰⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅∙∘☽༓☾∘∙⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⋅•⋅⊰⋅•⋅•⋅━

*CIEKAWOSTKI: Kzen w nocy nosi przy sobie latarnię

WŁAŚCICIEL: dobry.wilk1029@gmail.com