Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

piątek, 17 kwietnia 2020

Podsumowanie Wielkanocnego Eventu

Witajcie kochani,
Już na wstępie chcę was przeprosić za małe opóźnienie z mojej strony, jeśli chodzi o podsumowanie Eventu. Miałam problemy z czasem, ale nareszcie jest!

Zacznijmy od rzeczy przyjemnych.

Attano! Nasza nowa duszyczka napisała jako jedyna quest wielkanocny. Nagrody zostały już jej przyznane, ale chcę cię jeszcze prosić kochana o to, abyś podesłała mi jeszcze jak chcesz rozdzielić zdobyte statystyki między umiejętności.

Capitán! Jako jedyny wziął udział w rysunkowej części konkursu wielkanocnego. Jako nagrody zdobywasz 40 pkt. doświadczenia, 40 pkt. statystyk i 45 wilczych denarów.  Proszę cię, tak samo jak w przypadku Attano, o skontaktowanie się ze mną, w celu przyznania punktów do odpowiednich umiejętności. Masz również możliwość zadecydowania, do której postaci trafią powyższe nagrody lub czy mają one zostać podzielone między dwie twoje postaci.

Oto praca Capitána :
Czyż nie jest prześliczna? 

W wyzwaniu pisarskim nikt niestety nie wziął udziału, lecz cieszę się, że wykazaliście się aktywnością pisząc Quest i rysując.

Mam nadzieję, że dobrze spędziliście święta, choć mogły być one nieco inne od wcześniejszych. Tak więc życzę wam spóźnionego wszystkiego dobrego z okazji Wielkanocy! Mam nadzieję, że lany poniedziałek zaliczyliście na mokrego.

~ Wasza Alfa Renesmee

czwartek, 16 kwietnia 2020

Od Capitána Cd. Renesmee

Dzień zaczął się ciepły, a przyjemny, wiosenny wiaterek delikatnie muskał futra przemierzających las wilków. Propozycja wspólnego polowania zadowoliła Capitána, gdyż żołądek basiora od dłuższej już chwili upominał się o chociażby skromny posiłek. I choć samiec, jak to w zwyczaju już ma, nie dawał tego po sobie poznać, propozycja ta wywołała u niego nie tylko miłe uczucie zadowolenia, ale także odczuł teraz jeszcze mocniej, że jest w domu. Minął bowiem zaledwie dzień odkąd dołączył do stada, stając się jedną z części otaczającego go lasu, ale także historii i sił szeregu wilków, które łączy od pokoleń kilka celów, a głównym z nich - jest przetrwanie.
Szybkim, uważnym krokiem Capitán wraz z Renesmee sunęli poprzez poszycie leśne złocistego gaju. Skupieni na polowaniu, wytężyli swoje zmysły na tyle, że każdy niewielki dźwięk zbudzał ich zainteresowanie. Wyczuwszy grupę młodych jeleni, wilkom napłynęła ślina do pysków. Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, przykucając w wyższych trawach. Bezszelestnie zbliżyły się na odległość zaledwie dwóch skoków od zwierzyny, zbyt przejętej wiosennymi zalotami, by dostrzec dwa głodne wilki, których łupem miały stać się już za niewielką chwilę. Renesmee skoczyła do przodu pierwsza, obejmując dowodzenie polowaniem. Dopadła młodego samca, wcześniej zranionego przez innego, znacznie masywniejszego, o większym porożu. Capitán skoczył do siłującej się z jeleniem samicy i wspólnie dokończyli dzieła, przepłaszając z okolicy resztę zgromadzenia. Capitán zaczekał, aż alfa rozpocznie pierwsza posiłek i po otrzymaniu znaku skinieniem ogona, dołączył do uczty.
Po posiłku pełne do syta psowate rozłożyły się w przyjemnych promieniach słońca, padających przez korony drzew na poszycie leśne.

- Zdecydowanie udane polowanie. - oznajmił Capitán, przewracając się na plecy, by rozkoszne ciepło słońca mogło otulić jego brzuch oraz klatkę piersiową.


Rene? :3 
PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 266
Ilość zdobytych PD: 133

niedziela, 5 kwietnia 2020

Od Attano - Quest wielkanocny (1)

Pogoda była cudowna, wreszcie, po tylu krótkich dniach, nastała wiosna z prawdziwego zdarzenia. Choć Luzige z tego powodu aż taka szczęśliwa nie była. Niegasnący, poranny świergot ptaków doprowadzał ją do szału i nawet nie miała frajdy z polowania, gdyż prawie wszystkie zwierzęta wolały ze sobą obcować niż uciekać przed jej zębiskami. Szczególnie króliki. Przeklęte, głupie króliki. Nie mogła sobie wybić z łba obrazu hasającej po łące grupki, która była tak zajęta sobą, że nawet jej nie zauważyła. Dopiero krew towarzysza w szczękach wilka wybudziła w wesołych króliczkach instynkty ucieczki.
Wadera zatrzymała się przed sporym, suchym już korytem jakiegoś strumyczka. Wokół brzegów rozkwitały kwiecia wszelakiego rodzaju, wabiąc tym samym owady. Z przeogromnych śnieżnych zasp nie zostało nic, nawet najgłębsze kałuże zdążyły wyschnąć. W powietrzu czuć było delikatną woń kwitnących wokoło kwiatów, która przyjemnie łaskotała w nozdrza. Do momentu, kiedy pierwszego marsza nie zaczął grać zapach w ogóle nie pasujący do szczęśliwej otoczki krajobrazu. Krew. Źrenice srebrnej wilczycy rozszerzyły się, gdy ta wiedziona instynktem zaciągnęła się świeżą wonią juchy. Nie należała do wilka czy do innego zwierzęcia, Attano by od razy wyczuła podobieństwo do cieczy, która płynie w jej własnych żyłach. Głodna nie była, więc od razu zrezygnowała z myślach z ewentualnego polowania na nieznaną jej zwierzynę. Obstawiała wiewiórkę czy kreta, choć pewna do końca nie była.
— Halo? Jest tu ktoś?
Jej zachrypnięty głos rozniósł się po polanie, wzbudzając ptaki w krzakach do lotu. Przeszybowały kilkanaście jelenich skoków i zniknęły za koronami ciemnych drzew. Przeszła szybkim krokiem w stronę leśnej kniei i niemal od razu dostrzegła wylaną przed jej łapami ciecz. Dotknęła krwi opuszką łapy i zaciekawiona stwierdziła, że ta jest jeszcze ciepła. Przyśpieszyła i ruszyła tropem krwawej ścieżki, zapewne prowadzącej do jakiegoś rannego zwierzaka.
Nie myliła się. Pod drzewem leżał spory królik, którego boki powoli się podnosiły tylko po to, aby po chwili znowu opaść. Jeszcze żyje. Attano cofnęła się o krok, nie wiedząc czy dobrze robi zbliżając się do tego zwierzęcia. A jeśli jakiś samotnik upolował sobie tego zwierzaka i zostawił okaleczonego na później? Taka ewentualność wchodziła w grę, choć pycha Luzige popchnęła ją do przodu. Jeśli ktoś się pojawi, to go po prostu pokona. Głupia i słaba nie była, ma przecież swoją wartość. Przecież nikt nie może zabronić jej przechodzenia akurat przez ten kawałek lasu! Dotykać znienawidzonego zwierzątka, też coś, takich zamiarów nie miała. Jeszcze gdy mgła wisiała nad leśną ściółką, wadera zdążyła się porządnie najeść innymi przedstawicielami leśnej fauny. Dopiero, gdy podeszła bliżej, dostrzegła prawdziwy powód tego, że zając się nie rusza. Jego tylną łapę przetrzymywały wnyki, które wbijały się w skórę. Na grzbiecie widniała rana, na której pojawiły się już zaczątki ropy. Gdy Luzige trąciła go nosem, ten otworzył przestraszone ślepia.
— Kto cię tak urządził, drogi kolego?
Zając poruszył uszami i przymknął oczy. Attano niemal czuła jego ból, rozchodzący się w spazmach po kręgosłupie.
— Jak ci powiem, to mnie dobijesz?
— Aż tak ci spieszno na drugą stronę?
Jej rozmówca nie odpowiedział. Może było gorzej, niż myślała. Dzisiaj nie miała nic do roboty i może by jakoś odkupiła swoje poranne winy.
— Dobrze, pobawię się w altruistkę. Zjadłam rano dziś dwóch czy trzech twoich krewniaków i muszę jakoś połechtać swoje sumienie.
Znowu do jej uszy dotarła pustka. Wadera westchnęła i zaczęła rozgrzebywać wnyki. Z łatwością przegryzła linkę i uwolniła więźnia pod dębowym płaszczem z liści. Jego całkowity brak reakcji zaczynał ją już pomalutku irytować. Chwyciła go gwałtownie za kark i ruszyła biegiem w stronę miejsca, gdzie dzisiaj rano widziała najwięcej królików. Przez całą drogę zastanawiała się, czy już nie litościwiej byłoby go po prostu zabić.
Gdy dotarła po dość krótkim czasie jak na taki dystans, położyła zwierzaka pod krzakiem.
— Może znajdziesz tu swoich przyjaciół. Do zobaczenia i nie polecam wchodzić mi w drogę! Drugiej taryfy ulgowej nie będzie.
Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę królika na granicy śmierci i widziała w jego oczach zdziwienie. Uśmiechnęła się mimowolnie pod nosem i skierowała swe kroki do legowiska. Miała ochotę się dzisiaj porządnie wyspać.

Quest zostaje zaliczony ! Gratulacje 
NAGRODA: 25 pkt doświadczenia, 20 monet i 20 pkt. statystyk

środa, 1 kwietnia 2020

Nasza pierwsza, wspólna Wielkanoc!

Witajcie moi kochani!


Dziś mam zaszczyt ogłosić, że rozpoczynamy Event Wielkanocny! Nikt się pewnie tego nie spodziewał. I nie, to nie jest żart. Event będzie trwał od dnia dzisiejszego 01.04.2020r. do 14.04.2020r. czyli dwa tygodnie

Zacznijmy więc od tego co Event przyniósł nam ze sobą.

1

Nowe questy !

Pojawią się nowe questy wielkanocne oraz specjalne etykiety do nich. Każdy quest zapewnia ciekawe nagrody w postaci doświadczenia oraz monet!
(questy wielkanocne należy oznaczyć etykietką "quest wielkanocny 1/2/3")

2

Konkurs artystyczny!

Lubisz rysować? Ten konkurs jest w sam raz dla ciebie! Cóż kojarzy się nam z Wielkanocą? Kurczaki, jajeczka... No i oczywiście Zajączek!

Konkurs polega na narysowaniu naszego wilczka właśnie jako zajączka wielkanocnego otoczonego wszystkim, co kojarzy ci się s tym świętem. 

Zasady konkursu :

1. Mamy się dobrze bawić rysując nasz rysunek!
2. Prace wysyłacie na mój email asiulka180203@gmail.com
3. Rysunki nie muszą wyglądać niczym obrazy Matejki. Każdy z nas rysuje inaczej jedni lepiej, drudzy troszkę gorzej, lecz każdy ma do rysowania talent!
4.  Rysunki będą oceniane przez waszą kochaną alfę pod wieloma względami, więc każdy będzie miał równe szanse 

3

Konkurs pisany!

Jeśli nie czujesz się duszą artysty, a twoim konikiem jest pisanie to zachęcam do wzięcia udziału w tym konkursie!

Na czym polega? To proste! 

"Renesmee nie spała przez całą noc! Co robiła? Proste! Chowała wszędzie kolorowe jajka dla swoich kochanych członków, a Tarou jej w tym pomagał. Wilki przemierzyły całą watahę tylko po to, aby jej członkowie mieli świetną zabawę!"

Zadanie:
Napisz opowiadanie o tym jak twój wilk bawi się w szukanie jajek. Opisz gdzie je znajdywałeś i obowiązkowo pochwal się ile udało ci się ich znaleźć. 

 Wymagania:

1. Twoje opowiadanie powinno być zatytułowane w odpowiedni sposób Od "Imię wilk" - Wielkanocne poszukiwania
2. Jeśli dodajesz opowiadania samodzielnie musi zawierać etykietkę Wielkanoc 2020
3. Opowiadanie musi liczyć minimum 1000 słów
4. Jest to osobne opowiadanie, więc nie może być ono ciągiem dalszym jakiegoś wątku
5. Popiszcie się kreatywnością! Niech wasze opowiadanie będzie jedyne w swoim rodzaju!

W razie jakichkolwiek pytań śmiało piszcie do alfy. 

Udanej zabawy!

~Wasza alfa Renesmee 







wtorek, 31 marca 2020

Od Tarou Cd. Frae

Tarou z początku był lekko zaskoczony czynem szczeniaka. Po chwili jednak uśmiechnął się. Frae wydał się mu w tym momencie naprawdę uroczy. 
- No mały zuchu, pora nam ruszać. - powiedział z delikatnym uśmiechem. Młody wilczek odsunął się od jego łap i spojrzał na basiora z wesołym wyrazem pyszczka. Tarou zaśmiał się cicho.
- Muszę ci przyznać, że jesteś uroczy. - powiedział rozbawiony. Po chwili mogli ruszyć na wspólne polowanie. Tarou skierował swoje kroki w stronę Golden Grove. Gdy tak szli, basior zerknął na Frae. Zauważył, że mały nie za bardzo za nim nadąża więc zwolnił kroku. 
- Nie męczysz się zbytnio? - spytał, a w jego głosie można było usłyszeć nutkę troski. Szczeniak spojrzał na starszego i pokręcił przecząco główką. Tarou westchnął i uśmiechnął się lekko. 
- No dobrze, ale gdy tylko poczujesz zmęczenie daj znać. - powiedział. Szczeniak przytaknął, a Tarou skierował swój wzrok przed siebie. Byli już niedaleko mostu. Jeszcze chwila drogi i powinni znaleźć się na miejscu. Tarou zaczął się zastanawiać nad posiłkiem. Może niech młody spróbuje swoich sił? W lesie roi się od szaraków, które są dosyć łatwym celem, ale czy nie za szybkim? Ewentualnie powinny znaleźć się też bażanty lub inne mniejsze zwierzęta. Tarou nie był do końca pewny, co nadałoby się na posiłek dla Frae. Jednak wolał nad tym myśleć już na miejscu. Wtedy może również spytać szczeniaka, prawda? Chwilę później dotarli do mostu. Przeszli przez niego na drugą stronę i znaleźli się na terenach złotego gaju. Tarou uśmiechnął się i spojrzał na Frae. 
- I co i tym myślisz? Podoba ci się? - spytał z uśmiechem. Szczeniak przytaknął skinieniem głowy. 
- Tak. - odpowiedział. Tarou machnął kilka razy ogonem zadowolony. 
- W takim razie witaj w Golden Grove. Ten gaj jest pełen zwierzyny łownej. Możesz wybrać na co tylko masz ochotę. - powiedział Tarou z uśmiechem. 

Frae? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 290
Ilość zdobytych PD: 145

Od Renesmee Cd. Capitána

Renesmee miło spędziła czas wraz z Capitánem. Miło zaskoczyło ją to, że basior był wychowany i taktowny. Odnosił się do niej z szacunkiem, co naprawdę ją mile zaskoczyło. Można powiedzieć, że udało mu się u niej zapunktować dzięki temu. Gdy basior udał się do swojej nowej jaskini, Renesmee udałam się do swojej. Droga minęła jej dosyć szybko. Weszła do środka i rozejrzała się. Ogromna przestrzeń, która była gotowa pomieścić całą watahę w razie zagrożenia. Mimo tego, że było to bardzo przydatne w czasie zagrożenia, obecnie przytłaczało to waderę. Obowiązki jakie przyjęła na siebie, gdy zdecydowała się zostać alfą również nieraz ją przerażały. Musiała się wszystkiego nauczyć, wypróbować. Tarou wspierał ją na każdym kroku. Czasem Res zastanawiała się, czy nie lepiej było oddać pałeczkę właśnie jemu. Jednak patrząc na to, że basior raczej nie był chętny do objęcia tego stanowiska wiedziała, że dobrze się stało. Nigdy nie chciała nikogo do niczego zmuszać. Ciągle pamiętała jak jej matka opowiadała o wspaniałej watasze jaką stworzyła. Rene uwielbiała słuchać jej historii. To właśnie dzięki temu odeszła i sama postanowiła stworzyć coś na wzór watahy matki. Pogrążona w myślach wadera, ułożyła się wygodnie na ziemi, a następnie położyła swój pysk na łapy. Z cichym westchnieniem zamknęła oczy. Uwolniła swój umysł od wszelakich myśli i udała się w objęcia Morfeusza. Następnego dnia obudziła się dosyć wcześnie. Nie wiedząc co może ze sobą począć, przeleżała prawie cały poranek rozmyślając. Z rozmyśleń wybudził ją znajomy głos. Res uśmiechnęła się i wstała, a następnie skierowała się do wyjścia. Gdy stanęła przed Capitánem spojrzała na niego z miłym uśmiechem.
- Witaj! Jak Ci minęła noc, droga Pani? Mam nadzieję, że nie budzę? - Rene słysząc to zaśmiała się delikatnie.
- Witaj. Spokojnie, nie budzisz mnie. Już od jakiegoś czasu nie śpię. - powiedziała. - A noc minęła mi naprawdę miło. - dodała po chwili.
- Cieszy mnie to. W takim razie może wyruszymy już? - spytał Capitán.
- Oczywiście. Im szybciej wyruszymy tym więcej uda nam się zobaczyć. - oznajmiła Renesmee. Po chwili wilki wyruszyły. Rene szła przed siebie pewnym krokiem, a Capitán dotrzymywał jej kroku. Waderę naprawdę cieszył fakt, że basior wraz ze swoją siostrą zasilili szeregi watahy. Będzie mogła to powtarzać bez końca. Im więcej wilków tym lepiej dla watahy. Może jeszcze nic takiego im nie zagraża, lecz z czasem owe zagrożenia nadejdą. Wtedy każdy wilk będzie się liczył. Idąc tak Renesmee ułożyła sobie w głowie mały plan kolejności terenów. Na sam koniec zostawiła najbardziej wyjątkowe miejsce w całej watasze. Teraz jednak skierowała swe kroki do centrum watahy. Miejsca jakże ważnego i zarazem miłego dla oka. Gdy znaleźli się u celu, Res zatrzymała się i spojrzała na Capitána.
- Już jesteśmy. - oznajmiła. Basior rozejrzał się. - Oto centrum naszej watahy. Zwie się ono Douce Cascade. To tu wygłaszam wszelkie mowy i przydzielam zadania.
- Rozumiem. Jest tu naprawdę pięknie.
- Cieszę się, że ci się podoba. - Powiedziała Renesmee i uśmiechnęła się. - Kolejnym miejscem, jakie chcę ci pokazać to Pont radial.
- Ciekawa nazwa. - zauważył basior. Renesmee uśmiechnęła się.
- Pont radial to promienisty most, który łączy ze sobą dwa lasy. Ten, w którym się obecnie znajdujemy, czyli Forêt de Vie z lasem Golden Grove. Jak sama nazwa wskazuje, drugi z lasów, do którego zmierzamy, jest pięknym złocistym gajem. Jest tam sporo zwierzyny łowieckiej. - zaczęła tłumaczyć z uśmiechem. Capitán przytaknął skinieniem głowy. Wadera była naprawdę zadowolona z postawy Capitána. Basior wydawał się słuchać każdego słowa, wypowiedzianego przez Rene z uwagą i skupieniem. Alfa poprowadziła basiora do kolejnego celu. Gdy znaleźli się na moście przystanęła na chwilę. Basior spojrzał w jej kierunku, a ona spojrzała na niego. Przez chwilę się wahała, jednak otrząsnęła się i otworzyła niepewnie swój pysk.
- Tak sobie pomyślałam, że skoro jest ranek to musisz być głodny. - zaczęła. Prawdą jest, że to alfa poczuła głód, lecz z początku nie chciała o tym mówić. Teraz skoro nadarzyła się okazja, chętnie z niej skorzysta. Basior również by na tym zyskał, więc nie dostrzegała w tym nic złego. - Kierujemy się teraz do naszego złotego gaju i chciałam się spytać, a raczej zaproponować ci wspólne polowanie. - dodała po chwili.

Capitán? :3

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 662
Ilość zdobytych PD: 331

czwartek, 26 marca 2020

Od Attano

Przez wychudzone ciało Attano przeszedł dreszcz, który sprawił, iż wadera otworzyła szeroko błękitne ślepia. Napędzona kilkudniową głodówką wygrzebała się z prowizorycznego legowiska i leniwie rozciągnęła, strząsając przy okazji ze swego futra przylepione do niego grudki ziemi. Zerknęła na zapadłą gawrę, w której spędziła dwie ostatnie noce. Pomijając fakt, że niemal się w niej udusiła, gdy zaczęło padać i cała woda spłynęła właśnie tam, to była ona całkiem znośnym schronieniem.
Przez zmarkotniałe oblicze przemknął cień niezdecydowania, kiedy wprost przed jej oczyma przemknął wystraszony zając. Głód wygrał jednak z rozumem, odbierając mu resztki władzy nad ciałem wadery. Do wilczego nosa dotarł zapach króliczej szczeciny i zanim rudawy gach zniknął jej z oczu, w głowie miała go już oznaczonego jako kolejny cel. Resztkami sił zmusiła zesztywniałe mięśnie do karkołomnego biegu i ze świszczącym oddechem, poczęła gonić za swym dzisiejszym obiadem.
Luzige wędrowała nieustannie już od kilku dni, przemierzając dziennie tyle, na ile pozwalało jej własne ciało. Chciała się jak najszybciej oddalić od terenów, gdzie w pościg za nią ruszyły trzy wilki. Była pewna, że już dawno zrezygnowały z pościgu, upewniając się, że była tylko samotniczką i nie miała zamiaru ich zaatakować. Mimo mocnych argumentów i tak ostrożnie parła do przodu, czasami sprawdzając, czy nikt jej tropem nie podążą. Miała dość tej ciągłej tułaczki, ciągłego strachu o własną skórę i spania tam, gdzie popadnie. Oczywiście, jest w stanie wiele znieść, ale chyba już czas, aby w końcu znaleźć sobie miejsce na tej ziemi. Choćby na jakiś czas, aby tylko odzyskać siły. Wszystkie watahy, jakie spotykała po drodze, nie potrzebowały kolejnej gęby do wykarmienia czy miały pod dostatek członków. Czasem zdarzało się, że patrol złożony z kilku silnych basiorów przepędzał ją, za nim zdążyła otworzyć pysk, aby się odezwać. Miała dość innych przedstawicieli jej gatunku, choć wmawiała sobie, że to szybko przejdzie. Że to tylko chwilowa reakcja na jej niepowodzenia i za kilka dni znowu będzie próbować. Ale nawet ona sama jakoś w to nie wierzyła.
Wadera kłapnęła szczęką zbyt szybko i zając zdążył uskoczyć w bok, unikając śmiertelnego chwytu. Samica prychnęła niezadowolona, jednak nie zaprzestała pościgu. Miała świadomość, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to straci wszystkie zachowane pokłady energii i będzie w poważnych tarapatach. Nie miała niczego w pysku od kilku dni i nie ukrywała, była z tego powodu coraz słabsza. Głód się z każdą nocą nasilał, wzmagając także jej wściekłość. Przymknęła oczy i zmusiła się, aby spiąć mięśnie. Wydłużyła krok i w ostatnim przebłysku energii, skoczyła za zającem z rozwartym pyskiem. Dorwała go ostatnimi siłami, uderzając łapą w bok i tym samym wybijając z rytmu w jakim biegł. Zacisnęła zęby na grzbiecie zwierzaka i czując ciepłą krew, wiedziała, że niesforny uszaty należy już do niej. Gdyby tylko wolniej biegał, nie cierpiał by tak długo. Attano skręciłaby mu kark i zwierzątko szybko by umarło - teraz się męczyło, wyginając się w łuk w pysku wadery. Uradowana Attano nie przewidziała jednak skarpy, która pojawiła się, zanim biała zdążyła całkowicie wyhamować. Wybiegła wprost na nią i czując tym samym, jak traci grunt pod przednimi łapami, wpadła między skalne osuwisko.
Jakimś cudem upadła na ziemię. Wzięła głębszy oddech, czując jak całe jej ciało przeszywa ból. Dziękowała wszystkim siłom natury, że dane było jej zatrzymać się na skarpie pokrytej trawą a nie okrychami skalnymi. Stęknęła głucho i wstała niczym oparzona, bojąc się o własne zdrowie. Jeśli coś jej się stało, to nie ma większych szans na przeżycie... Ku uldze białoszarej, wszystkie łapy bez problemu jej się słuchały i nie czuła dużego bólu w żadnej kończynie. Niepocieszona stwierdziła jednak, że zgubiła swoją jedyną nadzieję na dzisiejszy posiłek.
Attano siadła pod drzewem, ogarnięta zmęczeniem i otępieniem spowodowanym upadkiem. Miała ochotę po prostu się położyć i zamknąć oczy, aby oddać się w łapy podnoszącego na duchu snu. Aby odpocząć... Z tychże zamiarów wyrwał ją szmer i dudniące kroki. Ktoś ewidentnie zmierzał w jej stronę. Gdy tylko zarys postaci zamajaczył jej się przed ślepiami, warknęła ostrzegawczo. A co jeśli to patrol wrogo nastawionej watahy? W takim stanie jest na siłach, aby walczyć. Byle szczenię by ją pokonało! Ogarnęła polanę wzrokiem, szukając ewentualnych dróg ucieczki.
— Kim jesteś? — krzyknęła w stronę postaci, szybko odganiając kłębiące się wokół niej chmury strachu. Musi być pewna siebie, musi pokazać, że jeszcze kłapnąć zębami potrafi.
Biaława sierść na jej grzbiecie mimowolnie stanęła na sztorc a wadera lekko przykucnęła, z szeroko otwartymi oczyma wpatrzonymi w potencjalnego przeciwnika. Wilk naprzeciwko niej wyglądał na najedzonego, pełnego energii i jeszcze ten pogodny wyraz pyska... Jak mu się sierść błyszczy! Oh, ile ona by dała, aby być teraz w jego skórze! Zerknął na Luzige, zapewne zdziwiony jej reakcją i podszedł o krok, na co Attano odsłoniła rząd białych zębów. Nieufność wygrała pojedynek z osądem osobnika stojącego kilkanaście kroków przed nią. Nieważne, jak przyjazne sygnały mógł wysyłać w jej stronę i tak zawsze będzie tym obcym.
— Nie chcę nikomu przeszkadzać. Jeśli tereny, na których stoimy, należą do Ciebie, niezwłocznie je opuszczę — powiedziała po chwili namysłu i otworzyła pysk, aby coś dodać, ale zmieszana zamilkła.
Strach zwyciężył. Lekko zgarbiona obserwowała najmniejszy ruch wilka oczyma pełnymi lęku. Wyglądała na jeszcze mniejszą, niż w rzeczywistości - mimo, że chciała uzyskać przeciwny efekt.

Ktośku?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 844
Ilość zdobytych PD: 422