Witajcie moi drodzy.
Dziś pragnę was poinformować o powrocie dwóch postaci. Są nimi Capitán oraz Tristana.
Witajcie moi drodzy.
Dziś pragnę was poinformować o powrocie dwóch postaci. Są nimi Capitán oraz Tristana.
- Oczywiście. - Capitán uśmiechnął się, po czym rozejrzał dookoła, wypatrując odpowiedniego miejsca, w którym wilki mogłyby odczekać tę chwilę czasu do zachodu słońca. Dostrzegł najwyższe miejsce na skalistych wzniesieniach. Wskazał je łapą. - Co myślisz o tym, aby stamtąd obejrzeć zachód słońca?
- Świetny pomysł. Wiatr ustał, więc będzie przyjemnie. - uśmiechnęła się Renesmee.
Krótkiej wędrówce wilków na płaski szczyt wzniesienia towarzyszył przyjemny, spokojny szum fal. Capitán z zamysłem zauważył, jak bardzo hipnotyzujący jest ten dźwięk.
- Niesamowite. - mruknął pod nosem na jednym wdechu.
- Co takiego? - Alfa spojrzała na niego ukradkiem. Wilki akurat dotarły na miejsce, więc zaczęły się sadowić, by odczekać tutaj aż do zachodu słońca.
- Ten szum fal. Mam czasem wrażenie, że gdybyśmy przyprowadzili tutaj najbardziej niesforne szczenięta w watasze, to nawet je by ten dźwięk mógł ukoić do snu. - uśmiechnął się i westchnął lekko basior.
- Możliwe. - odparła samica, po czym ziewnęła. - Chyba nawet nie tylko szczenięta.
- Masz racje. - zaśmiał się, choć chwilowe uczucie potrzeby zapadnięcia w błogi sen ogarnęło całe jego ciało. Wzdrygnął się.
Słońce leniwie przesuwało się po horyzoncie, zbliżając się ku tafli wody. Niedługo nastąpi zachód - pomyślał. Lekka, dotychczas nieznana obawa owinęła cały umysł samca, niczym ciemna, gęsta mgła.
- Myślisz czasem o przyszłości, Rene? Co będzie następnej zimy, kolejnej wiosny..? - westchnął Capitán, nie odrywając wzroku od tafli wody. Wadera spojrzała na niego, jakby nieco zamyślona.
Rene?
Samiec spojrzał ze współczuciem na zmartwioną waderę. Panuje zima, więc jest ciężej o pożywienie niż zazwyczaj. Basior jednak nie chciał, aby Renesmee zrzucała całą winę na siebie. Podszedł bliżej srebrzystej wadery i z uczuciem otarł się pyskiem o jej głowę, by ją pocieszyć.
- Nie obwiniaj się. Głód doskwiera także im, są wrażliwsze na dźwięki niż zazwyczaj. - westchnął spoglądając w kierunku, w którym stado uciekło. - Złapiemy coś innego.
- Ale.. - wadera próbowała polemizować, jednak Capitán już ruszył pewnym krokiem przed siebie. Zatrzymał się kilka kroków dalej i z figlarskimi iskierkami w oczach spojrzał na Renesmee.
- Idziemy? Czy będziemy rozpaczać za jeleniami resztę poranka? - zaśmiał się basior. Głód nie popsuł mu humoru, wciąż miał pełno energii i chęci do działania. Wilki czujnie ruszyły przez leśne poszycie. Nadsłuchiwały najmniejszego szmeru na śniegu, czy w krzewach. Nagle Capitán zatrzymał się, nastawiając uszy w kierunku z którego usłyszał ciche chrupanie. Delikatnie zaczął się podkradać, starannie kładąc łapę za łapą. Nim zdążył się obejrzeć, niósł w pysku dorodnego zająca.
- Ciepłe śniadanie dla damy. - odparł kładąc zdobycz przed waderą.
Rene? uwu
Widok wadery bardzo ucieszył basiora. Zaczął on bowiem dostrzegać ile samica zaczęła dla niego znaczyć, już nie tylko w kwestii bycia alfą watahy. Uśmiechnął się pod nosem na tę myśl.
- To miłe z Twojej strony. - odparł podchodząc bliżej. Polizał Renesmee za uchem na powitanie. Po chwili odsunął się, jakby niepewny czy zrobił dobrze. Z zakłopotaniem rozejrzał się po jaskini. - U mnie wszystko raczej dobrze, a u Ciebie?
- Tak samo. Vaim drzemie w jaskini, raczej nie wygląda na to, żeby planowała dziś prędko wstać. - zaśmiała się.
- To dobrze. - westchnął z uśmiechem Capitán, zerkając za plecy na Opal, która podobnie nie zamierzała się budzić. 'Nie jest ewidentnie zadowolona z zimy.'-pomyślał.
Renesmee została u Capitána przez resztę poranku, a gdy oboje wspólnie podjęli decyzję o zapolowaniu na śniadanie, po wyjściu z jaskini oczom wilków ukazał się zielono-biały krajobraz lasu. Capitán uśmiechnął się szeroko i z dziecięcą radością wybiegł z jaskini, lądując w niewielkiej zaspie śnieżnej.
- Śnieg pada! - krzyknął tylko podczas lotu. Za plecami usłyszał donośny śmiech wadery, a po chwili i ona znalazła się obok basiora. Liznął ją w policzek pod pretekstem zrzucenia kępki śniegu, która właśnie osadziła się na futrze wadery. 'To będzie piękny dzień'-pomyślał samiec.
Rene? ^^''
Capitán podążał wzrokiem za małym, biegającym stworzonkiem.
- Jeśli akurat Opal nie będzie spała i nie zostanie obudzona.. - zaśmiał się i spojrzał na Renesmee. - To myślę, że tak.
- Masz rację - wadera uśmiechnęła się szeroko na myśl o leniwej smoczycy, która za swoje ciepłe, miłe posłanie, oddałaby własny ogon.
- Pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na moją pomoc. - przypomniał Capitán, na chwilę odbiegając od tematu towarzyszy. - Jeśli mam coś zrobić za Ciebie, lub coś wam upolować, daj znać. Wychowanie młodych stworzeń bywa czasochłonne.. Z chęcią pomogę we wszystkim, w czym będę mógł.
- Dziękuję. - uśmiechnęłą się z wdziecznością Renesmee, obserwując Vaim. Mała zdawała się szukać czegoś, Capitán od razu westchnął z uśmiechem.
- Chyba zgłodniała..
- Chyba tak. - przyznała z uśmiechem Renesmee.
- Co ona może chcieć jeść.. - zastanawiał się na głos samiec. Wpadł nagle na pewien pomysł. - Może upoluję coś dla Was? Od razu bym złapał kolację dla Opal. Zobaczymy, czy Vaim jest mięsożerna.
Rene?
Capitán uśmiechnął się pod nosem, kręcąc głową ze zrezygnowaniem.
Samiec uśmiechnął się i poczuł ulgę na widok wadery wracającej ze stworzonkiem na plecach. Cieszyło go, że Renesmee udał się pierwszy krok we wzajemne zaufanie ze zwierzątkiem. Gdy jedank wylądowała i stanęła na jednej z łap, wydała z siebie ciche syknięcie. Capitán dosłyszał je.
- Wszystko dobrze? - zapytał, lekko zaniepokojony. Renesmee uśmiechnęła się.
- Tak, wszystko gra. Najważniejsze, że jest bezpieczne. - odparła, obracając głowę tak, by nosem wskazać stworzonko na plecach. - Chodźmy lepiej do lasu, musimy obejrzeć czy nic jemu nie jest.
Wilki dość szybko znalazły się w jaskini Renesmee. Wadera poleciała tam pierwsza, aby być szybciej na miejscu, Capitán dobiegł tam niewiele po samicy. Nieco zmęczony biegiem przysiadł, obserwując bacznie samicę. W ruchach Renesmee, gdy oglądała stworzonko, było coś dziwnego. Capitán wstał i podszedł nieco bliżej.
- Napewno wszystko w porządku? - zapytał ostrożnie.
- Tak, jest dobrze. - odparła szybko samica, nie spuszczając wzroku z oglądanego lewego boku zwierzątka.
- Przecież widzę, że coś Cię boli. - westchnął Capitán.
Renuś?
- Nie masz za co dziękować. - uśmiechnął się Capitán.
Dwójka wilków ruszyła pewnym krokiem w stronę lasu, czujnie nastawiając uszy i węsząc, by nie przegapić żadnego znaku, który wskazywałby na obecność wystraszonego stworzonka. Wilki w uważnym milczeniu przyspieszyły kroku, łapiąc trop. Capitán pozwolił Renesmee prowadzić, wadera wysunęła się pół metra przed samca. Przeskoczyła powalone drzewo, który musiał ucierpieć podczas jednej z ostatnich wietrznych nocy, a jego stary pień był za słaby na utrzymanie się polejną jesień więcej.
Capitán wylądował sprawnie po drugiej stronie drzewa, jednym susem pokonując przeszkodę. Podczas uważnego lądowania, samiec dostrzegł kontem oka białą sylwetkę nieopodal dwójki wilków. Owiał go słodki, znajomy zapach siostry. Tristana na widok alfy i bety w skupieniu biegnących przez las, sama do nich podbiegła. Renesmee z poślizgiem zatrzymała się, łapiąc oddech. W jej oczach błyszczała determinacja.
- Chyba wiem, czego szukacie. - Tristana z typowym dla siebie miłym uśmiechem wskazała ogonem odpowiedni kierunek. - Małe nieznane mi stworzonko pobiegło w tamtą stronę.
Capitán wymienił wzrok z Renesmee. Chwilę później, wilki ponownie ruszyły między leśnym poszyciem. Tristana obiecała rozglądać się w razie czego w lesie, gdzie została.
- Czujesz coś? - zapytał cicho Capitán. Renesmee przystanęła, intensywnie węsząc w powietrzu.
Rene?
Wilk o futrze brązowym, w nieładzie ułożonym z powodu licznych kępek sierści zimowej, zmieszanej z liniejącą letnią, skinieniem głowy pożegnał swego rozmówcę i ruszył żwawym krokiem w kierunku szaro błękitnej wadery, z wolna opuszczającej głaz na którym chwilę wcześniej się wylegiwała. Capitán przystanął około metra od samicy, zapewniając jej przestrzeń i swobodę.
- Witaj Tsuki, jak Ci dzień mija? - odparł przyjaźnie, z uśmiechem skinając głową. Wadera usiadła wygodnie w miejscu z którego odgarnięła chwilę wcześniej liście.
- Cześć Capitánie! Nudno dość, a Tobie? - odpowiedziała wadera spokojnym tonem, w którym wyczuć można było nutę senności.
- Monotonnie, choć spora ilość nowych członków wymaga uwagi na każdym kroku. - basior wymownie przewrócił oczami, po czym zaśmiał się pod nosem na wspomnienie, gdy sam był nowym członkiem watahy i wraz z Renesmee zwiedzali terytorium jako zaledwie grupka czterech wilków. To były czasy.. - Wybierałem się na polowanie akurat, mam wielką ochotę na zająca. Chcesz może dołączyć? Razem zawsze raźniej.
Tsuki?
Utkwiwszy wzrok w wejściu do wypełnionej dymem jaskini medycznej, Capitán stał w zamyśleniu i starał się pozbierać myśli. Nerwowo machnął ogonem, przymykając oczy.
- Skoro nie można wejść do środka, trzeba wybawić stworzenie, cokolwiek to jest, na zewnątrz. - odparł zdecydowanie brązowej barwy samiec, przenosząc wyczekujący wzrok na Renesmee.
- Jak chcesz to zrobić? - Renesmee spojrzała z lekkim powątpieniem w oczy Capitána. Czynność ta sprawiła, że nieoczekiwanie serce basiora zabiło mocniej i poczuł pewnego rodzaju obawę. Co zrobią, gdy stworzenie już wybiegnie ze środka? Tarou, bądź samicy alfa może stać się krzywda. Nastała krótka, wyczekująca cisza.
- Zwierzyna. Musimy szybko przynieść świeżą zwierzynę, postawić ją przy wyjściu i.. i uciekać. - choć plan Capitánowi wydawał się nieco banalny, tak samo czuł niepewność co do jego skuteczności. Po chwilowym namyśle dodał; - I musimy mieć nadzieję, że podziała.
- A jeśli nie? - tym razem odezwał się Tarou, wcześniej równie pogrążony w myślach.
- Masz inny pomysł? - Capitán czuł, jak czas im ucieka. Im dłużej stworzenie jest w środku, tym więcej szkód robi.
- Weźmy pod uwagę, że to co jest tam w środku jest rozdrażnione i samo do końca nie wie, co się dzieje. - powiedziała Renesmee, przenosząc wzrok z jednego basiora na drugiego.
- Masz rację. Może.. może musimy jakoś rozświetlić wyjście, by kierował się w stronę światła? - dodał niepewnie brązowy samiec. Po chwili poczuł jakby głaz spadł mu na serce i pożałował tych słów.
- Potrafię przemienić się w ognistego wilka. - odezwała się pewnym tonem Renesmee.
- Rene, nie.. - zaczął Tarou.
- Nie możesz. - Capitán przerwał, czując jak skurcz strachu i obawy o waderę przeszedł mu po całym ciele. Wymienił wzrok z Tarou. - A gdybyśmy przynieśli większą gałąź? Renesmee, możesz ją podpalić. Wejdę z nią w jaskinię i gdy tylko zobaczę, że stworzenie mknie w moją stronę, zacznę biec do wyjścia.
Niepewny wzrok wadery spoczął na Capitánie, który poczuł ukłucie frustracji. Kompletnie nie potrafił pojąć, skąd pojawiły się u niego tak silne, chaotyczne emocje. Złapał wzrok Renesmee.
- Nie pozwolę aby coś Ci zagrażało. - powiedział cicho.
Renee? c:
Capitán westchnął i pokręcił głową z uśmiechem.
- Pojęcia nie mam. - przyznał. - Jest.. stosunkowo mała, więc myślę, że coś niewielkiego by ją zadowoliło.
- Coś takiego jak zając? - Renesmee wskazała głową w kierunku, z którego pochodził cichy szelest i aromatyczny zapach stworzonka. Capitán ze satysfakcją spojrzał na waderę.
- Dokładnie tak. - odparł i bezszelestnie zaczął się skradać. Dostrzegł, że Renesmee podkrada się okrężną drogą do zdobyczy, by oba wilki mogły ją okrążyć. Gdy wadera była na swojej pozycji, Capitán śmiało wyskoczył w stronę zająca, by ten zaczął uciekać. Stworzonko wyrwało przed siebie, prawie wpadając w Renesmee. Basior zaśmiał się i ruszył w pogoń. Mimo, że zając był szybki i robił gwałtowne skręty, nie miał szans przy dwóch wilkach.
Capitán i Renesmee złapali jeszcze łanię, którą sami się pożywili, a następnie ruszyli do jaskini. Ku ich uldze, Opal dalej spała, lecz dźwięk chodzących po jaskini wilków obudził młodego smoka. Capitán postawił zająca przed legowiskiem młodej, a Renesmee usiadła obok, z zaciekawieniem spoglądając na rekację smoczka. Opal z zainteresowaniem wstała i oblizując się podeszła do zdobyczy. Pochłonęła zająca szybko.
- Ewidentnie woli to niż jakieś papki. - zaśmiał się basior. Renesmee uśmiechnęła się szeroko.
- Nie ma co się dziwić! Też byśmy chyba woleli świeże mięso. - przyznała.
Rene? ;3
Capitán przywitał siostrę skinieniem głowy. Wadera nie posiadała się ze szczęścia i nie mogła tego ukryć. Złożyła gratulacje bratu, po czym zerknęła na Renesmee, stojącą przy Tarou. Uśmiechnęła się do nich łagodnie.
- Zawsze wiedziałam, że jesteś kimś więcej niż wojownikiem w armii watahy. - zaśmiała się śnieżnobiała samica. Capitán wymienił rozbawione spojrzenie z nią.
- Nie spodziewałem się prawdę mówiąc. Zawsze będę bronił watahy - odparł, przestępując z łapy na łapę.
- Coś Ci nie daje spokoju. - stwierdziła Tristana siadając.
- Zdaje Ci się. - ziewnął basior. Zobaczył kątem oka, że Renesmee mówi coś szybko do Tarou, po czym wstała i podeszła do rodzeństwa.
- Przecież widzę! - upierała się białofutra.
- Co widzimy? - uśmiechnęła się Renesmee, siadając obok dwójki wilków.
- Capitána coś ewidentnie męczy. - odparła poważnym tonem Tristana, choć błysk rozbawienia wciąż iskrzył się w jej jasnofioletowych oczach. Renesmee zmrużyła oczy z uśmiechem przyglądając się samcowi. Basior wymienił z nią porozumiewawcze spojrzenie.
- Widzisz.. - zaczął Capitán, zastanawiając się jak dobrać słowa. - Mam, znaczy.. będę mieć.. zwierzątko.
- Ooo! Ale super! Co to takiego? Znalazłeś kota, sowę? - Tristana aż wstała.
- Nie do końca.. - Capitán niepewnie spojrzał na Renesmee, która z trudem ukrywała rozbawienie. - To smok. Jeszcze się nie wykluł..
- SMOK!? - siostrę basiora wryło w ziemię na moment i wyglądała, jakby miała się przewrócić. - Żartujesz, prawda?
- No akurat w tej chwili nie. Powinien się wykluć lada dzień.. może pójdziesz ze mną i Ci pokażę? - uśmiechnął się, po czym przeniósł wzrok na drugą waderę. - Renesmee, może też wpadniesz zerknąć co u jajka?
- Chętnie, ale przyjdę nieco później. Muszę sprawdzić kilka rzeczy.
- Jasne, to do później! - odparł Capitán, skinowszy głową.
Wraz z Tristaną dotarli do jaskini, po drodze robiąc sobie przerwę na nawodnienie się. Basior pokazał samicy ciemne smocze jajo, po czym z dreszczem podeskcytowania zauważył, że dotarli idealnie na czas. Smok miał się lada chwila wykluć. Gruba skorupa po chwili zaczęła pomału pękać, na co siostra basiora odruchowo cofnęła się i nastroszyła lekko puchaty ogon. Capitán łapą pomógł stworzeniu przebić się przez twardą skorupkę i po chwili przyglądał się z błyskiem w oku niewielkiemu, czarnemu smokowi. Tristana ciekawsko wyglądała zza basiora, ilustrując stworzenie.
- Jaki on mały! - odparła, wstrzymując oddech gdy podeszła bliżej.
- W zasadzie.. to ona. - uśmiechnął się basior.
- Samica? - Tristana przekręciła głową, po czym burknęła: - Nie wiedziałam, że smoki są takie małe..
- Jest mała, bo dopiero się wykluła. - zaśmiał się basior, a gdy siostra rzuciła mu wściekłe spojrzenie, zaśmiał się. - Fakt, nie wygląda aby miała być dużym smokiem, ale kto wie.. też myślałem, że rodzą się znacznie większe.
Oba wilki oczyściły młodego smoka, a Capitán podał jej papkę z roślin i ziół, którą przygotował dzień wcześniej. W chwili, w której smoczek układał się do snu na posłaniu wyścielonym grubą warstwą mchu, przyszła Renesmee. Capitán pokazał jej smoka i opowiedział, w jak idealnym momencie wraz z Tristaną przyszli.
- To jak zamierzasz ją nazwać? - zapytała z błyskiem w oku samica alfa.
- Nie myślałem o tym.. - zaczął basior, przyglądając się ciekawsko patrzącemu na wilki zwierzątku. - Ale pasuje mi do niej Opal.
- Ładne imię. - stwierdziła skrzydlata wadera. Capitán ziewnął potężnie. Renesmee zaśmiała się. - A Ty wyglądasz na przemęczonego.
- Chyba trochę jestem.. dzień pełeń wrażeń. - uśmiechnął się basior.
- Prześpij się.. wygląda na to, że nie Ty jeden chcesz spać. - wadera pokazała głową na Opal, która także ziewnęła i układała się właśnie w kulkę.
- Dobry pomysł. Dziękuję za wszystko Renesmee. - Capitán z czułą nutą spojrzał w oczy wadery, na co ta się uśmiechnęła. - Może zawitasz u mnie jutro? Ta mała pewnie będzie głodna, a ja jedyne co mam to papki z roślin. Będę musiał coś porządnego złapać dla niej.
Rene? c:
Przez chwilę delikatne ukłucie szoku przeszyło ciało brązowego samca. Momentalnie skłonił głowę na znak szacunku do Renesmee. Odczuwał wdzięczność, którą starał się jak najbardziej ukazać w następnie wypowiadanych słowach.
- Renesmee, to naprawdę zaszczyt.. - zaczął, podnosząc głowę. - oraz ogromna odpowiedzialność. Nie wiem, jak wyrazić w słowach to, jak bardzo się cieszę, że mi zaufałaś.
- Pokażesz w czynach. - uśmiechnęła się wadera. Capitánowi zaświeciły iskierki podekscytowania w oczach.
- Zrobię wszystko aby Cię nie zawieść. - samiec ponownie skłonił głową. Renesmee usiadła przed nim. Oba wilki były teraz bardzo blisko siebie. Wpatrywały się nawzajem sobie w oczy przez chwilę, jak gdyby próbowały czytać nawzajem swoje myśli. Capitán uśmiechnął się i pewnym tonem przerwał krótką, lecz jakże pełną oczekiwania ciszę. - Zawsze możesz na mnie liczyć.
Samiec ledwie powstrzymał się, by nie polizać wadery w ucho. Choć Renesmee była jego drogą przyjaciółką, także pełniła funkcję głowy watahy. Capitán widział pewność siebie w jej oczach, wyraźnie podjęta przez nią decyzja była dobrze przemyślana.
- Na którym stanowisku mnie bardziej widzisz i potrzebujesz, takie przyjmę. Dobro watahy, pomaganie Tobie jak i innym członkom, oraz obrona każdego z osobna, niezależnie od stanowiska, będzie dla mnie najważniejsza. - odparł pewnym tonem głosu Capitán. Wiedział, że przed watahą już niedługo szare dni, pełne chłodu i braku zwierzyny. W tej chwili poczuł pewnego rodzaju ogień w sercu, który mówił mu, że wszyscy dadzą radę. Wataha trzymająca się razem jest i będzie zawsze najsilniejszą.
Rene? :3