Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

środa, 9 grudnia 2020

Od Tarou Cd. Kuroi Hone



*przed odejściem Renimera* 
Tarou westchnął ciężko. 
- Posłuchaj, to naprawdę nie jest dobry pomysł byś się teraz ruszał. - odparł. Widząc jednak jak bardzo uparty jest przybysz pokręcił zrezygnowany głową. 
- Proszę połóż się. - poprosił skrzydlaty. 
- Nie trzeba, muszę iść dalej. - nieznajomi ciągle uparcie trzymał swego. 
- Dokąd? - spytał Renimer. Jednak nieznajomy milczał. Medycy spojrzeli po sobie. 
- Czuje, że będzie z nim ciężko. - zauważył Tarou. 
- Masz rację, ale przecież nie damy mu po prostu odejść. On ledwo chodzi. 
- Wiem... - odparł Tarou. Zbliżył się o krok do nieznajomego. - Przepraszam.... Mogę poznać chociaż twoje imię? 
- Kuroi Hone. - odparł tamten z wyczuwalną obojętnością. Tarou zerknął na Renimera. 
- Przynajmniej tyle wiemy. - odparł. Tarou spojrzał na czarnego basiora. 
- Jesteś bardzo ranny, proszę połóż się i daj raną się zagoić. - poprosił medyk. Czarny samiec spojrzał na niego i mruknął. 
- Nie potrzebuje odpoczynku. Muszę iść dalej. 
- Czy do ciebie nie dociera, że jesteś ranny? Możesz się wykrwawić na śmierć, jeśli rany się nie zagoją. 
- To nic. - odparł. Medycy spojrzeli po sobie. 
- To będzie trudniejsze niż myślałem. - zaczął Renimer. Tarou westchnął zrezygnowany. 
- Coś czuję, że spędzimy z nim całą noc. - odparł Tarou. 
- Pójdę zgłosić Renesmee, że mamy nowego. - powiedział Renimer. Już po chwili medyk zniknął, a Tao został sam. 
- Mogę zerknąć jeszcze raz na twoje rany? - spytał niepewnie.
- Jeśli musisz. - odparł samiec. Tarou podszedł niepewnie do basiora. 
- Możesz się położyć? Znacznie lepiej będzie się im przyjrzeć jeśli będziesz leżał. - zaczął medyk. 

Kuroi? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 229
Ilość zdobytych PD: 114

Od Kuroi Hone Cd. Raquel



 Płatny morderca dosyć spokojnym wzrokiem, jednak nadal nie pokazującym emocji, spoglądał na waderę. Musiał przyznać, że to co zrobiła z roślinką zaciekawiło Hone. Rzadko spotykał wilki z żywiołem życia, gdy żył w watasze Żywych Kości jedynym wilkiem, którego znał i miał ten żywioł była Ai Hua. Jego była partnerka... później jako samotnik nie spotkał nikogo z tym żywiołem.

-Rozumiem...- Odparł.- Masz może jakiś pomysł gdzie się udali?

Wadera zatrzymała się, jednak już chwilę potem pokręciła przecząco głową. 'Eh... będzie trzeba strzelać, co?'- zapytał sam siebie w myślach.

-Może pójdziemy najpierw tędy?- Zapytała wadera wskazując jedną z ścieżek.- Wyczułam tam jakąś energię życiową jednak nie jestem pewna czy to oni...

Kuroi jedynie kiwnął głową i poszedł w stronę wskazanego przez waderę korytarzu, ta poszła tuż za nim. Gdy tylko weszli do niego zobaczyli jak długi jest, jednak po mimo tego weszli tam, ponieważ najprawdopodobniej są tam ich towarzysze.
Szli w ciszy, żądne z nich nic nie mówiło.

-Mogę zadać ci pytanie?- Zapytał oschle wilk po jakimś czasie drogi przerywając cisze.

-Tak...- Odparła po chwili ciszy.

-Dlaczego zareagowałaś tak, a nie inaczej? Wilk, który nic nie wie nie zachowałby się jak ty, uwierz już musiałem kilku takich zabić.

-Wiesz w jakiej sytuacji się znajdujemy... gdybym zaczęła panikować...

-Może zmienię pytanie.- Przerwał jej basior.- Jak dowiedziałaś się o moim pochodzeniu? Nie, może powinienem zapytać jak dowiedziałaś się o mojej rodzinnej watasze?- Zapytał.- Wiesz... Wataha Żywych Kości jest trzymana jak najbardziej w tajemnicy. Póki co każdy kto się o niej dowiedział widząc ją, widząc jej członków, przychodząc na jej tereny, zginął w przeciągu kilku godzin...- Dopowiedział cały czas oglądając alchemiczkę.

Wadera niczego nie odpowiedziała, w oczach czarnego basiora wyglądała na przerażoną. Gdyby były to inne czasy prawdopodobnie uśmiechnął by się i roześmiał... jednak tak było kiedyś, robił tak jedynie gdy miał niecałe dwa lata. Natomiast teraz... każdego kto dowiedział się o jego pochodzeniu, rodzinnej watasze... traktuje jak potencjalną ofiarę. 'Co jeżeli cała wataha o tym wie?'- zapytał sam siebie w myślach, to byłby dla niego problem. Nie zabije przecież wszystkich.

-Czyżby znów sprawka Dzikich Kości...?- Zapytał sam siebie z rezygnacją w głosie Kuroi, zaraz po tych słowach mocno zacisnął zęby, aż tak mocno, że zaraz krew mogłaby skapywać z pyska basiora.

Raquel? :3

Od Kuroi Hone- 2 trening szybkości

Drugiego dnia, o dziwo, Kuroi obudził się w miarę dobrym nastroju. Pierwsze co zrobił po wstaniu było wyjście z jaskini i zrobienie sobie parunastu minutowego biegu sprintem. Płatny morderca uważał to za nawet dobre rozpoczęcie drugiego dnia treningu. Hone stał na niewielkim wzniesieniu po między Haute Forêt i Route Fleurie. 'Nawet ładny stąd widok'- pomyślał wilk. Lekko wolnym biegiem udał się w stronę Haute Forêt. Możliwe, że nawet coś tam upoluje, choć lepiej by było gdyby poszedł do Golden Grove, jednak nie widział potrzeby tam iść. Po za tym od miejsca, w którym się znajduję do Golden Grove od miejsca gdzie obecnie się znajduję jest szmat drogi.

**

Podczas biegania wśród ogromnych drzew płatny morderca zauważył samotnego byka. Był on jeszcze dość młody wnioskując po wielkości jego poroża.
Kiedy Kuroi postanowił zaatakować młody byk zorientował się dopiero po krótkiej, czarny basior miał już złapać go zębami uciekł. Zaczęła się gonitwa, która zakończyła się tym, że Kuroi niczego nie złapał. Przynajmniej pobiegał więcej niż planował.

Od Raquel - Quest 4

"Tylko tego nie schrzań" - pomyślała Raquel.

Powoli skradała się do sarny, którą miała przed sobą. Zwierzę było obrócone do niej tyłem, właśnie piło wodę z Lac Doré. Raquel czekała, aż jej przyszła ofiara odsunie się od wody, żeby skoczyć i zaatakować. Nie chciała przez przypadek wylądować w jeziorze. Sarna w końcu podniosła łeb. Raquel spodziewała się, że spokojnie odejdzie i będzie łatwym celem. Zwierzę jednak zaczęło mieć drgawki. Stało cały czas w tym samym miejscu. Obróciło się bokiem do wadery, która mogła dostrzec, że z pyska sarny wylatuje piana.

"Co jest?!" - wilczyca poważnie się zaniepokoiła.

Sarna wydała z siebie dziki ryk i popędziła w stronę lasu. Zszokowana Raquel nie miała nawet czasu zaatakować niedoszły obiad. Widziała tylko, jak zwierzę znika między drzewami. Kierowało się w stronę jaskini Renesmee.

Raquel ze skrzywioną miną ruszyła za sarną. Pozostała trochę w tyle i skryła się na skraju lasu. Obserwowała polanę, na której znajdowała się jaskinia Alfy i Douce Cascade. Właśnie tam znajdowała się sarna, jednak alchemiczka nie spodziewała się tego, czego chwilę później była świadkiem. Przed swoją jaskinią przebywała akurat Res, wyraźnie zdziwiona tym, że podchodzi do niej zwierzyna łowna. Sarna rzuciła się w jej stronę. Na szczęście tuż obok była Ice Queen, która (zgodnie z jej stanowiskiem) obroniła Alfę przed rozszalałą sarną. Dla pewności zabiła zwierzę, przegryzając jej szyję. Biała samica została ranna.

- Ta sarna mnie ugryzła! - krzyknęła.

Raquel pobiegła w stronę wader.

- Co się właśnie stało?! Od kiedy sarny są takie agresywne? - Renesmee próbowała dojść do siebie.

- Goniłam za nią od Lac Doré. - włączyła się Raquel. - Nie mam pojęcia, o co chodzi, ale niepokoi mnie ta piana.

Nagle ciało Ice Queen zaczęło drgać. Oczy wadery zaszły mgłą.

- Ice? Ice! - Rene próbowała nawiązać z obrończynią kontakt.

- Zachowuje się jak ta sarna... Renesmee, udaj się po pomoc medyków albo kogoś z potężniejszą mocą. Trzeba na chwilę dać jej coś na sen, bo może zacząć nas atakować. Muszę coś zbadać. - Raquel mówiła szybko z poważnym wyrazem pyska.

Normalnie czułaby się głupio, rozkazując własnej Alfie, jednak tym razem czuła, że powinna. Res nie wydawała się urażona, wręcz przeciwnie, przejęła się. Kiwnęła głową i poleciała po pomoc Tarou.

Raquel nie zwlekając rzuciła się biegiem w stronę jeziora. Nie miała pojęcia, czy jej hipoteza jest słuszna, ale wydawało jej się, że to od momentu napicia się tej wody sarna dostała drgawek. Możliwe, że jako alchemiczka odkryje przyczynę tego napadu agresji. W końcu dobiegła na miejsce. Ostrożnie podeszła nad taflę jeziora i powąchała wodę. Miała dziwny, ziołowy zapach. Coś było nie tak. Zaczęła się rozglądać i wtedy spostrzegła dziwną roślinę rosnącą na brzegu, jej część znajdowała się w wodzie. Podbiegła do niej. Ziołowy zapach nasilił się. To zdecydowanie źródło zapachu, ale czy ma to związek z pianą wyciekającą z pyska? Zbliżyła się jeszcze bardziej, żeby zidentyfikować zioło. Coś podpowiadało jej, że jest to roślina, o której czytała w swoich księgach, lecz nigdy jej nie widziała. Nosiła nazwę "Rosół Brzozowskiego". Dziwna nazwa, dziwne zioło. Jego działaniem była piana tocząca się z pyska i napady agresji. Wystarczyło, że sok znajdujący się w jej liściach znalazł się w organizmie. Alchemiczka połączyła fakty. Roślina wydzieliła soki do jeziora, z którego napiła się sarna. Zwierzę ugryzło Ice, która tym samym również została "zarażona". Z wiedzy Raquel wynikało też, że mikstura, która była właśnie tym sokiem, działała, dopóki roślina, z której pochodzi, była żywa. Wystarczyło więc zabić zioło. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Raquel mogła, dotykając liści, również się "zarazić". Na szczęście przyszedł jej do głowy pewien pomysł.

Pognała w stronę Forêt de Vie. Użyła swojej mocy, żeby wykryć wilki. Wyczuła jednego i pobiegła do niego, jednak okazała się do być Attano. Nie jej szukała Raquel. Pobiegła dalej, aż natrafiła na Kuroi Hone.

- Kuroi! - krzyknęła, dysząc. - Proszę, chodź za mną! Chodzi o życie Ice Queen!

Samiec zrobił wyraźnie nierozumiejącą minę, ale zapewnienie, że może uratować życie członków watahy, chyba go przekonało. Raquel zaprowadziła Hone do Rosołu Brzozowskiego.

- Proszę, zabij tę roślinę - poprosiła.

- Co? - czarny samiec był bardzo zdezorientowany.

- Proszę! - alchemiczka ponaglała go.

Kuroi westchnął i zamknął oczy. Wykonał gest podobny do tego, który Raquel robiła przy "doładowywaniu" roślin. Basior jednak zamiast przyspieszyć jej wzrost sprawił, że zioło obumarło. Raquel odetchnęła.

- Dziękuję - powiedziała.

- A... O co chodziło? - zapytał Hone.

Quest zaliczony! 

Od Raquel Cd. Heshenivv'a



Wadera patrzyła ze spokojem na wilka stojącego przed nią.

- Dobrze. Przeprosiny przyjęte. - odpowiedziała z kamienną twarzą.

Po tych słowach Raquel obróciła się przodem do swojego towarzysza i kontynuowała naukę. Halcón zademonstrował jej swoje umiejętności latania, które udało mu się już nabyć, jednak nie były jeszcze perfekcyjne. Potrafił utrzymać się w powietrzu przez kilka sekund i nie musiał już odbijać się z kamieni jak wcześniej.

Uwagę wilczycy rozproszyło chrząknięcie Hesh'a. Z grymasem na pysku zwróciła się w jego stronę. Wyglądał na niezadowolonego. Czy basior oczekiwał, że Raquel popłacze się ze wzruszenia, zacznie się kłaniać i składać mu ofiary w podzięce?

- No? - rzuciła zniecierpliwiona.

Heshenivv był wyraźnie zmieszany i chyba trochę nie wiedział, co ma zrobić.

- I to wszystko? Przeprosiny przyjęte? - zapytał surowym tonem.

Raquel nie odpowiedziała i znowu zwróciła się w stronę małego smoka. Nie widziała reakcji samca, ale domyślała się, że nie jest specjalnie zadowolony. Dała Halcónowi zadanie do wykonania, miał zerwać dla niej gałązkę z czubka drzewa, z którego wcześniej spadł Ivv. Chciała w ten sposób sprawdzić, czy Halcón ma problemy z nabieraniem wysokości. Kiedy jej towarzysz ruszył po gałązkę, zwróciła się do Hesh'a, który nadal najwyraźniej na coś czekał.

- Wiesz, przypominasz mi kogoś... - zaczęła.

Basior zmarszczył czoło, chyba nie spodziewał się zwykłej rozmowy. Nie odezwał się, więc wilczyca kontynuowała:

- Mieliśmy tu basiora podobnego do ciebie. Też płatny morderca i też... Ciężki z charakteru.

Heshenivv przekrzywił głowę z zaciekawieniem.

- Coś słyszałem. - przyznał swoim lodowatym głosem.

- Tak? Też widzisz podobieństwo między sobą a Kenevenem? - zapytała Raquel.

<Heshenivv?>

wtorek, 8 grudnia 2020

Od Samyi Cd. Ice Queen

Długoucha wilczyca spojrzała na pokryte lodem zwierzę. Był to młody okaz leśnego byka.
- Ice, jesteś wielka. - Przyznała z uśmiechem Sam, zachwycona zdobyczą, jaką przyniosła jej biała wadera.
Kremowa samica spojrzała na rozpalone niedawno ognisko. Na szczęście wszystko potrzebne zioła udało się znaleźć u Baia. Cóż, właściwie nie wszystkie, bo jedno z nich biały wilk zdążył już przekazać Tarou. Znalezienie skrzydlatego samca nie było jednak zbyt trudne i wilk nie miał problemu z odstąpieniem Samyi odrobiny potrzebnych jej ziół. Wszystko było więc już przygotowane. Kremowa wilczyca wrzuciła do ogniska mieszankę ziół. Płomienie zatańczyły, wypuszczając w niebo chmurę zielonego dymu. Pierwszy punkt z listy można więc było spokojnie odhaczyć. Następnym krokiem było dodanie do ognia trochę krwi.
- Mogłabyś go już rozmrozić? - Zwróciła się do Ice Queen kremowa wilczyca.
- Już się robi. - Odparła z uśmiechem biała wadera.
Niedługo po zastosowaniu przez samicę swoich mocy, młody leśny byk był już rozmrożony. Sam chwyciła zwierzę za kark i wbiła w nie kły. Czerwona ciecz zaczęła wypływać z powstałych w ten sposób ran. Krew była zimna. Było to dla kremowej wilczycy dosyć dziwne uczucie, ale skoro zwierzę znajdowało się w lodzie, to raczej nie można było tego uznać za nic nadzwyczajnego. Widząc, jak długoucha wadera szamota się, próbując zabrać byka nieco bliżej ogniska. Widząc to Ice postanowiła również chwycić zwierza i pomóc mniejszej koleżance. Samice przytrzymały zwierzę tak, aby krew z rany spłynęła prosto do ognia.
- Okej. Dziękuję. - Powiedziała Samya, gdy wadery odłożyły martwe zwierzę obok.
Aby doprowadzić rytuał do końca, pozostało już niewiele. Zaledwie jeden składnik i formułka dzieliły wilczyce od przywołania ducha. Kremowa wadera z cichym westchnieniem spojrzała na swój ogon. Wiedziała jednak, że nie ma sensu tego przeciągać. Samica z lekkim trudem sięgnęła do końcówki swojego ogona i wyrwała z niego trochę sierści.
- Ał. - Jęknęła, trzymając w zębach swoje futro.
Ice przyglądała się jej bez słowa i z lekkim zaciekawieniem w oczach. Odprawianie rytuału mającego na celu przywołanie ducha nie było raczej codziennym widokiem. Nawet dla Samyi było to swego rodzaju oderwanie od codzienności. Zwykle bowiem to ona stałą z boku, tak jak teraz Queen i pomagała swojej babce. Kremowa wilczyca stanęła przy ogniu i wyszeptała formułę:
- Mors meam. Captivum duos mundos. Audi vocem meam. Ecce venit ad lucem ac vocatio mea.
Wilczyca upuściła swoją sierść, która powoli spadała w ogień. Gdy tylko płomień dosięgnął sierści, rozbłysł jasno, oślepiając na chwilę obie wadery, po czym zmienił kolor na błękitny. Długoucha uniosła wzrok ku niebu. Poszarzałe chmury już od jakiegoś czasu snuły się po niebie. Sam miała jedynie nadzieje, że nie rozpada się, nim duch zdąży się pojawić.
- Co teraz? - Zapytała biała wilczyca.
- Musimy czekać. - Odparła patrząc z nieco nietęgą miną na swoją towarzyszkę Samya.
- Czy to problem? Nie wyglądasz na zbyt pewną.
- To nic. Po prostu trochę martwi mnie pogoda. - Kremowa wilczyca zmusiła się do lekkiego uśmiechu.
Ice odwzajemniła ten uśmiech. Wilczyce usiadły przy błękitnym ogniu. Na szczęście dalej wytwarzał on ciepło, przy którym wilczyce mogły się ogrzać. Oczekiwanie nie trwało bardzo długo. W tym jednak czasie wadery mogły jednak spożytkować upolowanego wcześniej przez Ice Queen leśnego byka. Sam nie ukrywała bowiem, że nie jedła jeszcze nic od rana i głód powoli zaczął dawać się jej we znaki. Wilcza postać pojawiła się w pobliżu po jakiejś godzinie oczekiwania. Sam wstała powoli, miała przy tym okazję na lepsze przyjrzenie się wilkowi. Był to basior. Wysoki, a przy tym strasznie wychudzony. Jego obojętny wyraz pyska i puste spojrzenie nie mówiły absolutnie nic. Kremowa wilczyca cofnęła uszy, nie miała wątpliwości, że przyczyną zgonu wilka było wygłodzenie. Wiedziała jednak, że musiało stać się coś jeszcze, coś, co spowodowało, że dusza tego wilka nie mogła spocząć w spokoju.
- Jak ci na imię? - Zapytała Sam, a duch zwrócił ku niej pysk.
- Zapomniałem swego imienia lata temu. - Odparł beznamiętnie.
Długoucha wadera spojrzała na swoją przyjaciółkę i ich spojrzenia się spotkały. Nie było wątpliwości, że może to nie być do końca prosta sprawa.
- Dlaczego tu jesteś? - Kontynuowała Samya.
- Złożyłem obietnicę, której nie byłem w stanie dotrzymać. - Wzrok ducha powędrował w stronę ośnieżonych szczytów. - Wśród tych białych wzniesień znajduje się grób. Wewnątrz jaskini pokrytej lodem. Otoczony błękitnymi kwiatami. Moją ostatnią obietnicą było złożenie szafirowego naszyjnika na tym grobie. Nie udało mi się jednak tego dokonać. Moje ciało zostało rozszarpane przez koty, a naszyjnik zaginął gdzieś na szlaku. - Wilk spojrzał na swoje łapy. - Wiem, gdzie znajduje się grób. Nie wiem jednak, co stało się z naszyjnikiem. Brak mi też śmiertelnego ciała, które pozwoliłoby mi dokończyć swoje zadanie.
W oczach Sam wilcza dusza wyglądała na naprawdę przygnębioną. Bogowie jedynie wiedzieli, jak długo trwa jego wędrówka pomiędzy światami. Kremowa wadera nie była jednak do końca pewna, czy jest w stanie pomóc duchowi. Wybieranie się w zamieszkałe przez górskie koty góry nie należało do bezpiecznych, zwłasza gdy pogoda z każdym dniem stawała się coraz gorsza. Samya spojrzała na białą wilczycę z nadzieją, że ta podpowie jej jaką decyzję powinna podjąć. Rozum z całych sił protestował przeciw tej eskapadzie. Serce jednak krzyczało, by nie pozostawiać potrzebującego samemu sobie.
- Ice? - Zapytała niepewnie kremowa samica.





Ice Queen?

Od Heshenivv'a CD. Raquel



Heshenivv patrzył się na Raquel jego zielonymi oczami. Siedział na ziemi, ale po chwili wstał i się otrzepał. Wadera również się w niego wpatrywała. Samcowi nie podobało się to:
- Co się tak gapisz? Wilka nie widziałaś? - nie zdobył odpowiedzi. Odwrócił się więc i zamierzał udać się w swoją stronę. Jednak samica się "odetkała":
- A ta rana? - jednak ją dojrzała... Była ona na tylnej łapie wilka.
- Nie twoja sprawa - odrzekł nie odwracając się
- Czekaj! Jeszcze jedno pytanie. Czemu mnie obserwowałeś? - Shen zatrzymał się i odwrócił łeb do Raquel:
- Bo... bo... bo... Też nie twoja sprawa! - jego słowa brzmiały drżąco, a mina samca była jakaś zmartwiona. Usiadł i opuścił głowę. Zapomniał o członku watahy wpatrującym się w niego. Zapomniał też o towarzyszu alchemiczki.
- Wszystko dobrze? - samica nie mogła już wytrzymać tej ciszy
- Oczywiście, że nie! - usłyszał odpowiedź.
- Co się stało? - tym razem odpowiedzi nie było. Morderca był już w lesie. To jego zachowanie było bardzo dziwne. Nie wiedział, co miał robić i powrócił na Clairière Verte. Wilczyca ćwiczyła tam latanie ze swoim towarzyszem. Heshenivv podszedł do wilka i smoka. Ivvi jąkając się, ale zachowując powagę przyznał:
- N-no w-wiesz. J-ja chciałb-bym... Ja ch-chciałbym c-cię. Ja chciałbym cię przeprosić...

Raquel??