Newsy



:Aktualności
.Blog przechodzi obecnie renowację
.Już niebawem pojawią się nowości

:Pogoda
Obecna pora roku ~ Jesień
.Temperatura waha się między 10+ a 0- stopni Celcjusza
.Zmiana pory roku nastąpi 15.12.2022

Liczba wilków ~ 27
Wadery ~ 18 + 1 NPC
Basiory ~ 7 + 4 NPC
Szczeniaki ~ 1
Nieobecni: Brak

~Serdecznie zapraszamy♥~

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarou. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarou. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 października 2021

Nowa para w watasze

Kochani członkowie,
Mam zaszczyt ogłosić, że w naszej watasze pojawiła się druga para. Są nimi Bai Lang oraz Tarou. Tym samym są pierwszą homoseksualną parą w watasze. Mam nadzieję, że coraz częściej będę mogła wstawiać posty z tak przyjemnymi ogłoszeniami ^^
Gorące gratulacje dla kolejnej pary!



Od Tarou c.d Bai Langa ~ Los naszym panem

Tarou spoglądał na Bai Langa i przetwarzał w myślach jego słowa. Nie był początkowo pewny, czy aby na pewno dobrze zrozumiał ich znaczenie. Jednak widok zawstydzonego przyjaciela i atmosfera, jaka zapanowała wokół nich, przekonały go o tym, że to naprawdę się dzieje. Serce zabiło szybciej, powodując również trudności z wypowiedzeniem tego, co leży na duszy. Wziął głęboki wdech i wydech, by się nieco uspokoić. Podszedł do kremowego basiora i stanął tuż przy nim. Pochylił głowę do przodu i złożył uszy.
- Bai... Ja... - zaczął, lecz poczuł, że jego głos drga od nerwów. - Ja też cię lubię... Bardziej niż przyjaciela... - wyznał. Kremowy samiec spojrzał niepewnie w jego kierunku. Między nimi można było poczuć aurę niepewności. Tak jakby każdy z nich bał się, że jednym słowem może przegonić drugiego. Bynajmniej tak odczuwał sytuację Tarou. Serce ciągle biło jak szalone. Nocne odgłosy dodawały chwili nieco magii, choć sama w sobie była magiczna. Przez chwilę Tarou wpatrywał się w złote oczy Bai'a. Zawsze widział w nich dobroć i delikatność. Teraz dostrzegał także obawę, ale było to w stu procentach zrozumiałe. W końcu medyk zebrał się w sobie.
- Bai... Już od dłuższego czasu nad wszystkim rozmyślałem... Wiem, że to dosyć... niespotykane... Sam nie byłem wszystkiego pewien, ale teraz już jestem pewny. - odparł i przystopował na chwilę, by nie zasypać zielarza toną słów. Zbliżył się bardziej, tak że prawie stykali się nosami. Uszy medyka ciągle zdradzały jego niepewność, jego obawę. - Zakochałem się w tobie Bai... - wyznał i przysiadł przed nim. Dostrzegał zaskoczenie u zielarza. Rozumiał je w całości. Spojrzał prosto w jego oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- Chcę cię o coś zapytać... Zważywszy na sytuację, w jakiej obaj jesteśmy... na to, co przed chwilą miało miejsce... - zaczął, ale w pewnym momencie zrozumiał, że zbyt wszystko przeciąga. Dlatego zebrał się w sobie całkowicie, odtrącił lęk i niepewność. Nie pozwolił im zdominować swoich uczuć. - Zostaniesz moim partnerem Bai? - spytał, a serce już dawno biło mu w gardle. Bai Lang milczał, niestety medyk mógł się jedynie domyślać z jakiego powodu. Może nie chciał, by to wszystko działo się tak szybko? Może chciał jeszcze poczekać? Podobne myśli krążyły po głowie starszego. Po chwili kremowy samiec niepewnie skinął głową. Następnie uśmiechnął się.
- T-tak. - odparł. Tarou poczuł ulgę i narastającą w nim radość. Wstał i przytulił już nie swojego przyjaciela, a ukochaną osobę, która nadała mu nowy sens życia. Gdy nieco się cofnęli, Tarou polizał partnera po nosie.
- Jestem najszczęśliwszym basiorem na świecie. - wyznał. Oczy Langa zdawały się błyszczeć w świetle gwiazd. Powodowało to u starszego niezwykły zachwyt jego pięknem i sama całą osobą. Od dawna wiedział, że nie spotka drugiego takiego wilka jak Bai Lang. Tylko on zdawał mu się tak wyjątkowy. Dopiero z czasem Tarou, który nigdy wcześniej nie miał styczności z miłością, zrozumiał, że uczucia względem kremowego basiora nie oznaczały tylko przyjaźni, a narodziła się między nimi miłość. Teraz gdy wiedział, że nie tylko on to czuł, wiedział, że gotów jest oddać za Bai Langa życie. Tarou otarł swój pysk, o pyszczek partnera. Ku jego zaskoczeniu, Bai wykonał podobny ruch. Serce znów biło jak szalone, a myśli pozostały chaotyczne, lecz wszystkie krążyły wokół jednej osoby, jaką był Bai Lang.
- Może już powoli wracajmy? - zaproponował medyk, choć prawda była taka, że wolał już na zawsze pozostać w tym pięknym miejscu u boku Langa. Młodszy zgodził się i razem ruszyli w drogę powrotną. Gdy dotarli do jaskini Hanako, wszyscy domownicy już spali. Dlatego cicho położyli się na swoich legowiskach. Rankiem, gdy tylko świt zagościł w jaskini, wszyscy zaczęli wstawać. Tarou wiedział, że muszą razem z Bai Langiem ruszyć wcześniej, by przejść jak najwięcej drogi. Hanako ciągle wokół nich krążyła i wypytywała, czy aby na pewno wszystko ze sobą wzięli. Tao ciągle upewniał ją, że mają wszystko, co niezbędne. W pewnym momencie, gdy Hanako odeszła na moment do Guree, medyk podszedł do kremowego samca.
- Zanim odejdziemy, powinniśmy im powiedzieć. - szepnął. Bai nieco się zaskoczył, ale niepewnie przytaknął skinieniem głowy. W tym momencie był w oczach medyka niezwykle uroczy. Tarou szturchnął go bokiem, by nieco go ośmielić, następnie wykonał typowe chrząknięcie, aby zwrócić na siebie uwagę. Dwoje wilków spojrzało w ich kierunku z uśmiechami. Tarou zerknął na Bai'a, a następnie z uśmiechem przysiadł. Podobnie uczynił kremowy samiec, a zaraz, zanim zbliżyli się Hanako i Guree, by także przysiąść przed nimi.
- Ciociu, wujku. Chciałbym wam o czymś powiedzieć. - zaczął Tarou. Może i brzmiał na pewnego siebie, ale w duszy czuł się tak, jakby miał zaraz zemdleć.
- Słuchamy cię kochanie. - odpowiedziała Hanako z zachęcającym uśmiechem. Widocznie wyczuła niepewność medyka, co tak naprawdę ani trochę go nie zdziwiło. Przywyknął do tego, że wadera zdawała się mieć coś na wzór szóstego zmysłu.
- Ja i Bai Lang... od wczoraj jesteśmy... - odparł, lecz niedane mu było skończyć, ponieważ Hanako rzuciła się na niego w celu przytulenia go. Równie szybko znalazła się przy kremowym basiorze.
- Tak się cieszę! Moje kochane słoneczka! Ja wiedziałam, że jesteście sobie pisanie! - zaczęła radośnie wołać i skakać wokół basiorów. Guree uśmiechnął się i spojrzał na medyka oraz zielarza.
- Gratuluję wam. - odparł.
- Oboje wam gratulujemy!- dodała szybko Hanako. - Wiedziała, że tak będzie! Ja ci to kochanie mówiłam. - zwróciła się do białego samca, który z rozbawieniem spoglądał na swoją partnerkę. - Już się nie mogę doczekać waszej kolejnej wizyty! - zawołała i migiem znalazła się przy zielarzu.
- Kiedy zamierzacie wrócić? Ponieważ jeszcze nas odwiedzicie, prawda? Musicie! Mamy tak wiele do opowiedzenia! Będziesz się opiekował naszym Tao, prawda? Chociaż mam nadzieję, że i on otoczy cię opieką. Moje dwa małe skowronki. A będziecie planować pociechy? Wiadomo, że raczej waszych się niestety nie doczekam, ale może uda wam się jakieś przygarnąć? Chciałabym już je poznać. Będziecie wspaniałą parą! Widzę przed wami świetlaną przyszłość! - wadera zdawała się mówić wszystko na jednym wdechu. Biedny Lang został jej "ofiarą", a Tarou wraz z Guree siedzieli z boku, starając się nie roześmiać z danej sytuacji. Jednak w końcu samiec wstał i postanowił wesprzeć swojego partnera. Usiadł zaraz obok niego i uśmiechał się ciepło, a następnie oparł głowę o jego bok. Czuł się szczęśliwy, ponieważ poczuł, że w końcu jego życie jest w stu procentach kompletne. Pewnie, gdyby nie jego nieśmiałość, wykrzyczałby całemu światu, że jest najszczęśliwszy i zakochany. W pewnym momencie przez głowę przebiegła mu myśl. Jak na to wszystko zareagowałby jego ojciec Shi? Sam przecież wcześniej miał partnera, ale po rozstaniu poznał matkę skrzydlatego samca i wiadomo, co się potem stało. Możliwe jest, że uczucia tak szybko gasną?

Bai? <3 

PODSUMOWANIE 
Ilość napisanych słów: 1056
Ilość zdobytych PD: 528 + 5% (26 PD)  za długość powyżej 1000 słów.
Obecny stan: 906

środa, 6 października 2021

Od Tarou c.d Bai Langa ~ Los naszym panem


Tarou wstał leniwie ze swojego łoża, gdy złośliwe promienie słońca nie pozwalały mu już dłużej spać. Rozciągnął się, a następnie rozejrzał. Dostrzegł, że jego ciocia już nie śpi i spogląda z uśmiechem na swojego partnera. Wzrok Tarou powędrował na legowisko Bai Langa. Samca już w nim nie było. Tao domyślił się, że musiał on wcześniej już wyjść. Ruszył w kierunku wyjścia, a następnie się rozejrzał. Dostrzegł postać przyjaciela nieopodal łąki. Ruszył w jego kierunku wolno, a gdy był już blisko, postanowił się przywitać.
- Witaj Bai. - powiedział z ciepłym uśmiechem. - Ty znów wcześnie na łapach?
- Witaj Tarou. - odparł zielarz. - Tak, wiesz... Słońce zbudziło mnie dosyć wcześnie.
- Czyli dla mnie było nieco bardziej litościwe. - zaśmiał się medyk i przysiadł na trawie. - W czymś przeszkodziłem? - spytał, przechylając głowę na bok.
- Nie, ależ skąd. - odparł Bai i lekko się uśmiechnął. Po chwili siadł obok medyka.
- Wiesz co Bai? - zaczął Tao, a złotooki spojrzał w jego kierunku. - Mam trochę mieszane uczucia co do naszego powrotu. Nie zrozum mnie źle. Po prostu jakoś podoba mi się panujący tutaj spokój...
- Rozumiem, o co chodzi. - odparł Bai i spojrzał przed siebie. - Faktycznie jest tutaj przyjemnie.
- Ale niestety obowiązki wzywają. - odparł nieco smętnie skrzydlaty samiec i wstał z ziemi. Otrzepał się i odwrócił w kierunku przyjaciela. - Pójdę sprawdzić, czy Hanako nie potrzebuje pomocy. - powiedział z uśmiechem. Bai Lang przytaknął skinieniem głowy. Tarou wrócił do jaskini. Zastał tam Hanko, która żywo dyskutowała o czymś z Guree. Jednak, gdy tylko Tao wszedł, oni zamilkli.
- Coś się stało? - spytał zaskoczony ich zachowaniem. Samica wstała, spojrzała znacząco na Guree i wyszła. Tarou zaskoczony spojrzał na białego samca, który uśmiechnął się lekko.
- Han chce, bym z tobą pomówił.
- Ale o czym? - spytał Tarou zbliżając się do swojego wujka. Guree wstał do siadu i ziewnął.
- Chodzi jej ciągle o to samo. - zaśmiał się samiec. Tarou przewrócił rozbawiony oczami.
- Ciocia to się chyba nigdy nie zmieni. - zaśmiał się.
- Mam taką nadzieję. Za to ją kocham. - odparł z uśmiechem Guree. Tarou westchnął i spojrzał na wyjście z jaskini.
- Coś cię trapi? - spytał starszy.
- Nie, to nic. - odparł szybko Tao. - To nic. - dodał znacznie ciszej.
- Wiesz, że w razie potrzeby możesz mi zawsze o wszystkim powiedzieć. Nie masz co się krępować. - mówiąc to Guree położył łapę na ramieniu niebieskookiego. Spędzili tak dłuższą chwilę. Następnie wróciła Hanako mówiąc, że znalazła ciekawe miejsce. Poleciła Tarou, by je zbadał. Zaproponowała także, by samiec zabrał ze sobą Bai'a. Skrzydlaty samiec wyszedł z jaskini i odnalazł przyjaciela. Praktycznie w tym samym miejscu co wcześniej.
- Nie spodziewałem się, że znajdę cię tutaj. Myślałem, że będę dłużej szukał. - zaśmiał się Tao. Bai zdawał się lekko wystraszyć jego głosu, lecz gdy tylko zauważył medyka, na jego pyszczku zagościł uśmiech.
- Podoba mi się tutaj. - odparł nieco niepewnie Bai. Tarou przytaknął i stanął obok przyjaciela.
- Hanako prosiła, bym zbadał pewne miejsce. - zaczął medyk niepewnie. - Może pójdziesz ze mną? - spytał, spoglądając na Bai'a. Basior skinął głową.
- Pewnie. - odparł i po chwili obaj szli we wskazanym przez samicę kierunku. Droga minęła im naprawdę miło, mimo iż nie wypłynęło praktycznie żadne słowo między nimi. Natura sprawiła, że nie chcieli oni przerywać pięknego, porannego koncertu ptaków, które śpiewały, ukrywając się w koronach drzew. Po chwili jednak do uszu basiorów dotarł także odgłos wody, która była w ruchu.
- Jakiś strumyk. - zauważył Bai. Chwilę później znajdowali się na niewielkiej polanie, która została stworzona przez pochylające się do środka drzewa. Przez nią przepływał niewielki strumyk. Tarou rozejrzał się i z zachwytem spoglądał na otaczające go widoki. Podobnie uczynił Bai.
- Pięknie tu, prawda? - spytał Bai, a Tarou zdecydowanie skinął głową.
- Tak. Co powiesz na trochę odpoczynku? - spytał z uśmiechem. Lang zaśmiał się cicho.
- Nie widzę żadnych przeszkód. - odparł Bai. Oboje położyli się na trawie, spoglądając w ostatnie przebłyski ciepłego, letniego słońca. Była już jesień, jednak tam, gdzie mieszkała Hanako, zadawało się, że lato będzie jeszcze długo gościć wśród nich.
- Myślę, że dobrze zrobiliśmy, wybierając się tutaj. - wtrącił Tarou, aby zacząć rozmowę.
- Tak, dużo mogliśmy się nauczyć od twojej cioci.
- Tak, wie, co robi. - zaśmiał się Tao. - Wiedza, którą nam przekazała, na pewno dobrze nam się przysłuży. Czas mijał im przyjemnie, co wiązało się także z biegiem czasu. Nie odczuwali tego, jak szybko mija im czas na leżeniu wśród drzew, strumyka i wszelkich innych elementów natury. Cieszyli się ciszą i chwilą.


<Bai Lang?^^>


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 704
Ilość zdobytych PD: 352
Obecny stan: 352

sobota, 11 września 2021

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

 

Tarou z zaniepokojeniem spoglądał na swojego przyjaciela. Chciał mu pomóc, jednak nie był pewny, czy powinien się zbliżać do brzegu. Na szczęście nie było to potrzebne i już po chwili Bai stał zaraz przy medyku.
- Jesteś cały? - spytał z zaniepokojeniem, oglądając zielarza z każdej strony. Po chwili spojrzał prosto w jego oczy.
- Tak, nic mi nie jest. - odparł Bai. Obaj spoglądali na siebie przez krótką chwilę. Następnie gwałtownie zwrócili głowy w różnych kierunkach.
- Myślę, że możemy powoli wracać. Hanako dziś chce nam pokazać niektóre zioła.
- Zgoda. - odparł Bai. Obaj wracali, milcząc. Tao czasem zerkał na przyjaciela kątem oka. Czuł się dosyć dziwnie. Towarzyszyło mu od jakiegoś czasu dziwnie miłe uczucie w obecności Bai Langa. Czasem w jego umyśle rodziła się myśl, lecz szybko ją od siebie odganiał. Uważał, że to niedorzeczne. On... i Bai? Nie, nie, nie. To nie jest rozsądne. Poza tym Bai z pewnością widzi w nim tylko przyjaciela. Tarou nie mógł robić sobie zbędnych nadziei. To tylko bardziej pogorszy sytuację, w jakiej się znalazł.
W jaskini znaleźli się kilka minut później. Hanako leżała opierając się o swojego partnera. Tao uśmiechnął się, a jego wyobraźnia znów pognała, nie w tym kierunku co należy. Szybko się otrząsnął i spojrzał na ciocię, która powoli wstawała.
- Już idę kochani. - powiedziała wesoło i delikatnie liznęła Guree w czubek głowy. Następnie podeszła do Bai Langa i Tarou. Razem ruszyli w kierunku południowej części lasu. Drzewa spokojnie kołysały się na lekkim wietrze.
- W tym roku zima może być bardzo sroga. - zauważyła.
- Masz rację. Powinniśmy jak najszybciej skończyć naukę i wracać. - odparł Tarou.
- Należałoby zebrać więcej ziół na zimę. - zauważył Bai. Po chwili między trójką wilków narodziła się żywa rozmowa. Każdy wyrażał swoje zdanie na temat zbliżających się dni. Gdy dotarli na miejsce, Han zatrzymała się w środku kamiennego kręgu.
- To miejsce jest szczególnie ważne dla mnie i Guree. To tutaj raz na jakiś czas kwitnie kwiat, który jest w stanie zapewnić nam ochronę, przed paskudnym robactwem. Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło, ale zapach tego kwiatu je odstrasza.
- Brzmi ciekawie i męcząco. - zauważył skrzydlaty samiec. Hanako z uśmiechem skinęła głową i się rozejrzała.
- Może na początek sprawdzę waszą znajomość odnajdywania ziół w terenie. - odparła. Po chwili wymieniła kilka ziół, a zadaniem basiorów było odnalezienie ich w okolicy. Ważnym elementem była znajomość warunków, w których dane zioło lubiło rosnąć. Po kilku minutach obaj zjawili się przy białej samicy. Pokazali swoje znaleziska.
- Pięknie. Jestem z was dumna. - odparła, merdając wesoło swoim puszystym ogonem. Następnie zaczęła prowadzić ich przez gęstwiny. Tłumaczyła, skąd należy zdobywać poszczególne zioła. Zobrazowała także różne przypadki chorób i wyjaśniła, jakie zioła należałoby w takim przypadku podać choremu. Tarou starał się zapamiętać jak najwięcej z wykładu Hanako. Wadera mówiła wszystko z pasją, ponieważ od zawsze pragnęła zostać medyczką. Tao rozumiał ją bez słów. Sam od szczeniaka chciał ratować innych. Zaczął zastanawiać się, co słychać u Shi. Jego ojciec nie był zadowolony z odejścia syna. Tarou martwił się, że przez swoje postanowienie zniszczył więź, która ich łączyła. Tak czy siak, była ono mocno naderwana, przez to, że młody samiec nie czuł pociągu do walki i szkolenia wojennego. Medyk tak mocno pogrążył się w swych myślach, że nie zauważył stojącego Langa. Wpadł w niego, co za skutkowało upadkiem na trawę obu samców. Tarou pokręcił głową i spojrzał na basiora, który leżał pod nim.
- No, jeśli wy na siebie nie lecicie, to ja nie mam szczeniąt. - odparła z boku Hanako. Tym samym przywróciła w Tao trzeźwe myślenie. Samiec szybko wstał z przyjaciela i zaczął go przepraszać. Jego wzrok unikał spojrzenia Bai Langa, a dusza paliła się z zawstydzenia. Bogom dzięki za sierść.
- No już, już gołąbeczki. Ruszajmy, ponieważ czekają nas łowy obiadu. - odparła Hanako, idąc przodem.

Bai? ^^


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 610
Ilość zdobytych PD: 305

poniedziałek, 8 marca 2021

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

 
Skrzydlaty samiec naprawdę był zażenowany całą sytuacją. Miał nadzieję, że ta cała sytuacja, która powstała z nieporozumienia szybko pójdzie w niepamięć. On sam, gdy tylko pomyślał o nieporozumieniu zalewał się rumieńcem. Ciocia naprawdę zareagowała w ten sposób? Czy to mogłoby mieć miejsce? Czy Tarou mógłby udać się w ślady ojca i zakochać się w basiorze? Szybko zaprzestał rozmyślań, przypominając sobie, że znajduje się w obecności innych. 
- Co tak stoicie kochani? - spytała wesoło Hanako. Zdawała się wcale nie przejmować tym wszystkim. Jeśli tak było, to Tarou naprawdę jej zazdrościł. Sam chciałby mieć zdolność nieprzejmowania się rzeczami małoistotnymi. Zdecydowanie życie stałoby się łatwiejsze i barwniejsze. 
- Dziękuję, że nas przyjęłaś ciociu. - zdołał wypowiedzieć jedynie tyle, lecz to i tak było sukcesem dla medyka. Samica machnęła wesoło ogonem na boki i podeszła do bratanka. 
- Naprawdę nie masz za co dziękować skarbie. Wiesz, że zawsze służę pomocą. 
- Tak wiem, nie raz się o tym przekonałem.  - wyznał z delikatnym uśmiechem, który wadera odwzajemniła. 
- Mam nadzieję, że posłania przypadły wam do gustu. - powiedziała spoglądając na dwójkę samców. Obaj skinęli w odpowiedzi głowami. Samica uśmiechnęła się, a w jej oku błysła iskierka. 
- Proponuję wspólny posiłek. Następnie odpoczniecie po podróży. Jutro zaczniemy naukę. 
- Zgoda. - Tarou przystanął na propozycję Hanako. Był padnięty po podróży i czuł, że zaczyna robić się głodny. 
- Więc proszę za mną. - samica wyszła z jaskini. Bai wraz z Tarou ruszyli za nią. Zatrzymali się na obrzeżach lasu. Zaraz dołączył do nich Guree. We czwórkę upolowali dostojnego samca jelenia. Byka wystarczyło by napełnić cztery głodne wilki. W drodze powrotnej medyk niepewnie zerkał na zielarza. Nie wiadomo czemu, jego myśli zaczęły krążyć właśnie wokół Bai Langa. Były one dosyć chaotyczne, więc trudno było mu wynieść jakiekolwiek wnioski z nich. Spojrzenie zielarza wybudziło go z pewnego "transu" w jakim się znalazł. Pomachał łbem na boki i westchnął. 
- Co taki zmarnowany? - spytała Han zrównując krok z jego. Niebieskooki spojrzał na nią. Widział, że jest zmartwiona. 
- To nic ciociu. - odparł. Samica zmarszczyła brwi i stanęła przed medykiem, zmuszając go tym samym, do zatrzymania się. 
- Kochanie... Nie ze mną te numery. 
- To naprawdę nic. Zbyt wilka ilość myśli. 
- Pewnie jesteś już tym wszystkim zmęczony. Na szczęście zmierzamy do jaskini, gdy dojdziemy będziesz mógł się odprężyć. - odparła. Nie myliła się. Zaraz po dotarciu na miejsce, Tarou ułożył się na swoim posłaniu. Bai Lang zajął swoje, a Hanako ułożyła się obok swojego partnera. Wtuliła się w jego bok, a on opatulił ją ogonem. Tarou położył głowę na łapach. Spoglądając na ten widok, nie wiedzieć czemu, wyobraził sobie w tej sytuacji jego i Bai Langa. Lekki róż wkradł się na jego policzki, a przyjemne ciepło opatuliło ciało, które leżało, przygotowane do snu. Wzrokiem powędrował na legowisko zielarza. Bai Lang układał się właśnie wygodnie do snu. Chyba poczuł na sobie czyjś wzrok, gdyż zaczął się rozglądać. Taro w mgnieniu oka zmienił cel, na który spoglądał. Jego serce zabiło szybciej, jakby bał się odkrycia, że to on stoi za jakąś ogromną zbrodnią. Medyk przymknął oczy. 
- Bogom dzięki, że dotarliśmy w jednym kawałku. - szepnął do siebie, po czym zasnął. 

Bai? ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 501
Ilość zdobytych PD: 250

piątek, 22 stycznia 2021

Od Tarou Cd. Tsuki

Tarou zaskoczył się zachowaniem samicy. Cóż, doceniał to, że zależało jej by odpoczął, jednak wiedział, że jego praca nie pozwala na zbyt dużo odpoczynku. Tsuki jednak jasno dawała mu znak, że nie odpuści. Po chwili basior zrezygnowany ułożył się na jednym z posłań. Dotarło do niego, że będzie musiał uporać się z szukaniem później. 

- Nie wolno ci się przemęczać. Zmęczony zbyt dużo nie zdziałasz. - odparła. W jej słowa była ukryta prawda. Jednak powodem, dla którego Tarou tak właśnie wyglądał, była jego praca. Wilki codziennie odwiedzały jaskinię medyczną licząc na pomoc medyka, a Tao nie mógł ich zawieść. Zależało mu by każdy otrzymał pomoc, gdy tylko będzie jej potrzebował. Swoje potrzeby zawsze odkładał na drugi plan. 

- Jesteś pewna Tsuki? Wiem, że powinienem się zdrzemnąć, ale praca... 

- Poczeka. Nikt nie umiera, więc jest dobrze. - odparła jasnym tonem, który wskazywał na to, że Tarou nie ma co próbować przekonywać jej do tego, że musi pracować. Położył się wygodnie i ułożył pysk na łapach. 

- Muszę znaleźć tę fiolkę. - szepnął do siebie, jednak Tsuki usłyszała jego słowa. 

- O jaką fiolkę chodzi? 

- Jest w niej przygotowane antidotum na rany. Renesmee prosiła bym jej ją dostarczył, gdyż jej zwierzątko Vaim miała mały wypadek. Źle znosi opatrunki, więc zaproponowałem jej fiolkę pełną soku z ziół. 

- Jaki kolor ma ten wywar? I jak wygląda fiolka? - spytała wadera. Samiec ziewnął i zmęczonym spojrzeniem spojrzał na towarzyszkę. 

- Nieco zaokrąglona fiolka, z różowym płynem. Wiem, że brzmi to dziwnie, lecz dodałem tam wcześniej płatków róż, dzięki czemu ma taki kolor. Tworzona była podczas wiosny, dlatego nie mam pojęcia, gdzie mogłem ją dać. - odparł sennie samiec. 

- Rozumiem. W takim razie idź spać. Ja jej poszukam. - powiedziała Tsuki. Tarou otworzył już pysk, chcąc powiedzieć, że wadera nie musi tego robić. Ta jednak go wyprzedziła. - Nie przyjmuje sprzeciwów. Spać. - nakazała. Tarou nieco się zaniepokoił, ale po chwili przymknął oczy i zasnął. 
Gdy zbudził się, zauważył, że słońce jest już wysoko na niebie. Musiał spać dosyć długo. Podniósł się z pozycji leżącej i rozciągając nieco, rozejrzał się po jaskini. Zauważył siedzącą w końcu Tsuki. Nieco zaskoczyła go jej widok. 

- Tsu? To ty nadal tu jesteś? 

- Tak, nie chciałam pozwolić ci wyjść szybciej, póki się porządnie nie wyśpisz. - odparła z obojętnością. Tarou zamrugał kilkakrotnie, ale po chwili uśmiechnął się. 

- Dziękuję ci za twoją troskę. To naprawdę miłe. - odparł z uśmiechem. 

Tsuki? ^^ 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 383
Ilość zdobytych PD: 191

Od Tarou Cd. Kuroi Hone



Medyk naprawdę nie mógł zrozumieć co było takie ważne, że nowoprzybyły już chciał opuszczać ich progi. Nie mógł na to pozwolić, gdyż czyn ten szedł w parze z ryzykiem. Co jeśli rana nie wygoi się odpowiednio? Co jeśli basior wykrwawi się? Było zbyt wiele złych zakończeń, by Tarou mógł pozwolić samcowi odejść. Po chwili zaważył Bai Langa, który stał przy piłce z ziołami. Stwierdził, że pewnie samce zdołały się zapoznać. 

- Witaj Bai. - przywitał się Tarou. Kremowy samiec spojrzał na medyka i uśmiechnął się. 

- Witaj Tarou. Coś czuję, że czeka cię mnóstwo pracy. - odparł przyjaźnie. 

- Praca medyka niesie wiele odpowiedzialności. - przyznał Tarou i ponownie spojrzał na Kuroi'ego. - Proszę połóż się. - odparł. Czarny samiec ponownie przewrócił oczami i niechętnie się położył. Tarou uśmiechnął się w duchu. Udało się go położyć. To już połowa sukcesu. 

- Dobrze. Więc jak wczoraj udało się ustalić, walczyłeś z pumą, prawda? - spytał medyk. W odpowiedzi usłyszał jedynie pomruk, który miał zgodzić się z jego słowami. - Widać, że musiała być to zacięta walka. To naprawdę dobrze, że uszedłeś z niej żywy. Po co ją atakowałeś ? - Spytał medyk. Jednak tym razem odpowiedziała mi cisza. Westchnął zrezygnowany i usiadł obok rannego. 

- Wierz, że rozmowa to kluczowa kwestia, jeśli chodzi o badania medyczne? - spytał skrzydlaty samiec. Kuroi spojrzał na niego wymownie i po chwili ponownie jego wzrok zdawał się patrzeć w niematerialny punkt. Tarou czuł, jak zaczyna się nieco irytować tą całą sytuacją. Wstał i podszedł do półki z ziołami. "Jak tak dalej pójdzie, to sam będę musiał przygotować sobie jakiś napar z ziół" - pomyślał i sięgnął po pewne zioła. 

- Muszę zmienić ci opatrunek, gdyż maść z ziół pewnie straciła już lecznicze właściwości. - powiedział. Cisza od Kuroi'ego była niezwykle drażniąca. Medyk dosyć sprawnie poradził sobie z opatrunkiem. Gdy zakończył pracę do środka wszedł Renimer i alfa. 

- Witaj Tarou. - przywitała się Renesmee. 

- Witaj Rene. To ten wilk, o którym ci mówiliśmy. 

- Rozumiem. Wcześniej nie dane było mi go poznać, gdyż obowiązku wzywały, ale teraz nareszcie mogę zobaczyć kim się zajmujecie. - odparła i spojrzała w kierunku Kuroi'ego. Przyjrzała się mu i zatrzymała przez moment swój wzrok na ramię basiora. 

- Widać, że należysz do dzielnych wojowników. - zaczęła siadając nieopodal. - Puma, jest niebywale trudnym przeciwnikiem, a tobie udało się ujść z życiem. - dodała po chwili. Tarou miał nadzieję, że może Alfie uda się sprawić, że ranny będzie nieco bardziej wygadany, lecz wszytko miało się okazać z czasem. 

Kuroi Hone? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 394
Ilość zdobytych PD: 197

piątek, 15 stycznia 2021

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem


 -To Bai Lang, mój... - zaczął Tarou, lecz Hanako wtrąciła się w jego wypowiedź. 
- O mój! - zawołała radośnie, czym zaskoczyła oba wilki.- Kochanie! Tak się cieszę! Szczerze, to się nie spodziewałam, ale wiadome, że co w rodzinie to nie ginie! - mówiła entuzjastycznie. Tarou zerknął na Bai Langa z przepraszającym uśmiechem. Bai odwzajemnił niepewnie uśmiech. 
- Han mogę wiedzieć co masz na myśli? - spytał, a wadera spojrzała na niego wymownie. 
- To proste i jasne jak słońce kochanie. Mój ulubiony bratanek w końcu sobie kogoś znalazł. Na dodatek poszedł w kierunku ojca i jest to samiec! - zawołała cała w skowronkach. Tarou zachłysnął się powietrzem i zarumienił intensywnie. Gdy kątem oka zerknął na Bai Langa zauważył, że ona także zarumienił się mocno na słowa Hanako. 
- Jestem taka dumna z ciebie! Wyglądacie razem ta słodko! Obaj z osobna też jesteście słodcy, ale razem to już prawdziwa cukrzyca! 
- H-han.... 
- Aww. Jestem zaszczycona tym spotkaniem. - zaczęła, a jej ogon poruszał się rytmicznie na boki. 
- Ale ciociu... 
- Właśnie ! Teraz jesteśmy rodziną. Więc miło mi cię w niej powitać Bai. Naprawdę się cieszę, że do niej dołączyłeś. Muszę cię zapoznać z Guree! Tak się ucieszy, że nasz Tarou już nie jest sam! Nie ukrywam, że zaczęliśmy się martwić, że nikogo już sobie nie znajdziesz. Ale! Warto było czekać. Taki słodziak! Jak ty go znalazłeś? A z resztą. Wiadomym jest, że urok masz po cioci. - powiedziała dumnie się prostując. Tarou był coraz bardziej zażenowany zaistniałą sytuacją. 
- Ale.. 
- Chodźcie! - zawołała i znikła w krzakach. Tarou westchnął bezsilnie. 
- Z-zaraz to w-wyjaśnię... - powiedział zarumieniony Tarou. Bai milczał i jedynie przytaknął nieśmiało skinieniem głowy. Basiory ruszyły za Hanako, która cała w skowronkach wręcz podskakiwała naprzód. Po chwili Tarou ujrzał swojego wuja, Guree. Basior widząc go uśmiechnął się i wstał, a następnie ruszył powoli w ich kierunku. Gdy tylko Hanako stanęła obok przytuliła się do jego boku, co Guree odwzajemnił. 
- Witaj Tarou. Miło, że nas odwiedziłeś. Widzę, że nie jesteś sam. - zaczął spoglądając na Bai Langa. Nim medyk zdążył cokolwiek powiedzieć, Hanako zaczęła swoją wypowiedź. 
- Kochanie mam cudowne wieści! - powiedziała Hanako z entuzjazmem. Guree zerknął na nią z zaciekawieniem. 
- Jakie? - spytał. Wadera zerknęła na dwa basiory. 
- Rodzinka się nam powiększyła! - zawołała podskakując. Guree zerknął na Tarou. 
- Proszę... - zaczął zrezygnowany medyk. 
- Ależ kochanie nie bądź taki nieśmiały. - Hanako ciągle nie dawała dojść medykowi do słowa. Guree widocznie zauważył zrezygnowanie Tarou. Uśmiechnął się i podszedł do niego. 
- Może damy dojść do słowa Tarou? - zaproponował podchodząc i stając tuż obok skrzydlatego samca. 
- Racja! W końcu to o niego chodzi. - powiedziała radośnie. Tarou westchnął po czym spojrzała to na Guree, to na Hanako. 
- To nie tak... Ja i Bai Lang jesteśmy przyjaciółmi... Nie jesteśmy parą. Przyprowadziłem go tu, abyś nas nieco podszkoliła ciociu. Wybacz, że cię zawiodłem, że nie jest to moja druga połówka. - odparł z małą trudnością. Hanako milczała, a Guree, mimo że wydał się nieco zaskoczony, ciągle przyjaźnie się uśmiechał. Han podeszła do bratanka i położyła mu łapę na łapie. 
- To czemu mnie kurka nie uprzedziłeś? - spytała rozbawiona z uśmiechem. 
- Nie dałaś mi dojść do słowa... - odparł niezwykle cicho. 
- W takim razie miło nam cię poznać Bai Lang. 
- Tak, niezwykle miło. - wtrącił Guree. Tarou zerknął zawstydzony w kierunku kremowego basiora. 
- Skoro chcecie mieć u mnie szkolenie, to pewnie jesteście na nieco dłuższy czas, prawda? 
- Tak, jeszcze nie wiemy na jak długo. 
- Rozumiem. W takim razie proszę za mną ! Zaraz przygotujemy wam posłania w jaskini. - powiedziała cała w skowronkach. Tarou ciągle nie mógł się do końca uspokoić z zarumienienia. Nawet wolniejszy oddech nie pomagał. 

Bai Lang? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 578
Ilość zdobytych PD: 289

środa, 9 grudnia 2020

Od Tarou Cd. Kuroi Hone



*przed odejściem Renimera* 
Tarou westchnął ciężko. 
- Posłuchaj, to naprawdę nie jest dobry pomysł byś się teraz ruszał. - odparł. Widząc jednak jak bardzo uparty jest przybysz pokręcił zrezygnowany głową. 
- Proszę połóż się. - poprosił skrzydlaty. 
- Nie trzeba, muszę iść dalej. - nieznajomi ciągle uparcie trzymał swego. 
- Dokąd? - spytał Renimer. Jednak nieznajomy milczał. Medycy spojrzeli po sobie. 
- Czuje, że będzie z nim ciężko. - zauważył Tarou. 
- Masz rację, ale przecież nie damy mu po prostu odejść. On ledwo chodzi. 
- Wiem... - odparł Tarou. Zbliżył się o krok do nieznajomego. - Przepraszam.... Mogę poznać chociaż twoje imię? 
- Kuroi Hone. - odparł tamten z wyczuwalną obojętnością. Tarou zerknął na Renimera. 
- Przynajmniej tyle wiemy. - odparł. Tarou spojrzał na czarnego basiora. 
- Jesteś bardzo ranny, proszę połóż się i daj raną się zagoić. - poprosił medyk. Czarny samiec spojrzał na niego i mruknął. 
- Nie potrzebuje odpoczynku. Muszę iść dalej. 
- Czy do ciebie nie dociera, że jesteś ranny? Możesz się wykrwawić na śmierć, jeśli rany się nie zagoją. 
- To nic. - odparł. Medycy spojrzeli po sobie. 
- To będzie trudniejsze niż myślałem. - zaczął Renimer. Tarou westchnął zrezygnowany. 
- Coś czuję, że spędzimy z nim całą noc. - odparł Tarou. 
- Pójdę zgłosić Renesmee, że mamy nowego. - powiedział Renimer. Już po chwili medyk zniknął, a Tao został sam. 
- Mogę zerknąć jeszcze raz na twoje rany? - spytał niepewnie.
- Jeśli musisz. - odparł samiec. Tarou podszedł niepewnie do basiora. 
- Możesz się położyć? Znacznie lepiej będzie się im przyjrzeć jeśli będziesz leżał. - zaczął medyk. 

Kuroi? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 229
Ilość zdobytych PD: 114

wtorek, 8 grudnia 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem


Tarou był zaskoczony i cały zarumieniony. Pod wpływem chwili zapomniał o małej ilości miejsca i gwałtownie się odsunął, co zaskutkowało uderzeniem głową o kamienny sufit jaskini. 
- Cholera. - syknął medyk czując ból. 
- Jesteś cały? - spytał z nutą troski Bai Lang. Tarou spojrzał na niego. On także był zarumieniony, lecz jego oczy wskazywały na to, że przejął się reakcją medyka i jego zderzeniem. 
- Tak, jestem cały. - odparł z delikatnym uśmiechem. Po chwili udało im się wyjść z jaskini. Medyk zerknął na zielarza, który rozglądał się wkoło. Momentalnie zarumienił się, przypominając sobie jak blisko się znaleźli i spojrzał w bok, licząc w duchu, że drugi tego nie zauważy. 
- Trochę popadało, lecz większość kałuż zdążyła już wsiąknąć w podłoże. 
- To dobrze. Nie będziemy mieli zbędnego utrudnienia podczas wędrówki. - odparł. 
- W takim razie możemy upolować jakieś śniadanie, a potem ruszać dalej w drogę. 
- Zgoda. A więc co powiesz na coś większego? Może sarna? 
- Pewnie. - odparł Bai. Już po chwili ona samce przemierzały gęstwiny lasu, w poszukiwaniu pożywienia. Minęła dłuższa chwila nim do ich nosów doszedł zapach zwierzyny. Jednak w końcu znaleźli niewielkie stado, które pasło się wśród drzew, na niewielkiej polanie. Nie zajęło im to długo. Już po chwili mogli nacieszyć się posiłkiem w postaci dorodnej sarny. Po "śniadaniu" ruszyli znów w drogę. Tarou wiedział, że drogą powietrzną znaleźli by się na miejscu znacznie szybciej, lecz niestety Bai nie posiadał skrzydeł. Z resztą, czas jest nie ważny. Priorytetem było dostanie się do Hanako i Guree, a następnie nauka ziół. Wadera z pewnością im pomoże.
Minął około tydzień, od rozpoczęcia ich wędrówki, czyli pozostał około jeden dzień drogi. Tarou cieszył się w duchu na tą myśl. Obecnie przemierzali dosyć niewygodny teren. Przez większość czasu trwały deszcze co zaskutkowało znacznemu nawilżeniu gleby, a także osunięciem się jej. W ten sposób powstały rowy, o różnej głębokości. Tarou obecnie szedł dosyć blisko skraju podłoża. Łapy samców były niezwykle brudne. Błoto to naprawdę nieprzyjemna sprawa. 
Tarou szedł z pochyloną głową rozmyślając czy zdążą przed jutrzejszym wieczorem znaleźć się u celu. Nagle poczuł jak grunt gwałtownie osuwa się spod jego łap. Przerażony nie zdążył jakkolwiek zareagować. Razem z dosyć dużą ilością ziemi i błota znalazł się na dole rowu. Bai podbiegł do jego brzegu, lecz nie podszedł zbyt blisko, aby nie skończyć jak skrzydlaty samiec. 
- Tarou?! Cały jesteś?! - spytał. Medyk spojrzał w górę. 
- Tak! - zawołał i wstał z ziemi. Był cały w błocie. Nawet pióra przemokły, co skreśliło możliwość wylecenia z rowu. 
- Trzymaj się tam! Zaraz znajdę sposób by ci pomóc. - zawołał zielarz i zniknął. Tarou kilka razy starał się jakoś wspiąć, lecz za każdym razem osuwał się wraz z błotem. Po chwili oberwał w głowę pnączem. Zaskoczony i nieco obolały spojrzał w górę. 
- Wybacz! - usłyszał zakłopotany głos Bai Langa. 
- Nie szkodzi ! - odparł Tarou. 
- Chwyć się! Spróbuję cię wciągnąć! - odparł. Tarou zrozumiał o co chodzi przyjacielowi, więc złapał w pysk pnącze, uważając, aby go nie przegryźć. Po chwili Bai zaczął go wciągać, a Tarou zaczął podpierać się i odpychać, aby mu pomóc. Już po chwili mógł stanąć na równych łapach. 
- Nie dla mnie takie przygody. - odparł ciężko oddychając. Nie ukrywajmy, poczuł strach nie tylko o siebie, ale i o Baia, aby nie skoczył jak on. Na szczęście wyszli z tego bez szwanku. Nagle podłoże znów zaczęło się osuwać co spowodowało gwałtowne odskoczenie Tarou wprost na Bai Langa. Tym samym obaj wylądowali na ziemi. 
- W-wybacz! - zawołał Tarou, starając się jak najszybciej podnieść. Czerwień pojawiła się na jego pysku, a sam basior zaczął nerwowo spoglądać na boki. - Naprawdę nie chciałem, po prostu się wystraszyłem i jakoś tak wyszło... - spojrzał na zielarza z przepraszającym wyrazem pyska.

Bai Lang? ^^

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 593
Ilość zdobytych PD: 296

Od Tarou Cd. Tsuki



Basior przez moment siedział, nie wiedząc co tak naprawdę się wydarzyło. Wychodzi na to, że uraził ją wspominając o jej dawnej watasze. Skarcił się w myślach za to. Nie chciał jej zranić. Jednak nie pobiegł za nią, gdyż pomyślał, że potrzebuje ona chwili dla siebie. Postanowił, że jutro z rana uda się do jej jaskini z przeprosinami. Nieco smętnym krokiem wrócił do swojej jaskini. Długo zastanawiał się co mogło się takiego stać w jej przeszłości. Przecież nie zapyta jej wprost. Ta, z pewnością mu nie odpowie i może ją tym bardziej zdenerwować, a zależało mu na tym, aby wadera do polubiła. Że też musiał wspomnieć od watasze. 
- Ty to jednak do mądrych nie należysz. - powiedział sam do siebie kładąc się w rogu jaskini. 
*** 
Następnego dnia wstał leniwie skoro świt i udał się do wspomnianej jaskini samicy. Stanął przed wejściem i niepewnie zerknął za zdobycz, którą upolował w międzyczasie jako gest przeprosin. Położył ją u swych łap i zerknął do środka jaskini. 
- Tsuki? Jesteś tam? - spytał. Po chwili z jaskini wyłoniła się owa wadera. Tarou przełknął ślinę i spojrzał na swoje łapy. 
- O co chodzi? - spytała patrząc na niego. 
- Chciałbym cię przeprosić. Wczoraj nie potrzebnie zacząłem ten temat i cię uraziłem. - powiedział i na moment urwał swą wypowiedź. - Mam dla ciebie zająca na przeprosiny. - przyznał. Tsuki wydała się nieco zaskoczona. 
- Po prostu już nigdy nie wspominaj o tym. - odparła nieco chłodno. 
- Dobrze, jeszcze raz cię przepraszam. - odparł spuszczając wzrok i po chwili odwrócił się z zamiarem odejście. 
- Do zobaczenia Tsuki. - odparł cicho i odszedł z podkulonym ogonem. Udał się do jaskini medycznej. Westchnął cicho i uśmiechnął się delikatnie. 
- No to pora do pracy. - odparł i skierował się do jednej z półek. 

Tsuki ? Wybacz za długi czas oczekiwania...  

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 280
Ilość zdobytych PD: 140

niedziela, 29 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

Po rozstaniu z Baim, medyk udał się do jaskini alf. Idąc zauważył, że wraca z niej właśnie Capitán. 

- Witaj. - przywitał się mijając basiora. 

- Tarou, miło cię wiedzieć. - odparł przyjaźnie beta. Basiory wymieniły kilka zdań. Jednak po chwili rozstali się. Capitán ruszył w kierunku swojej jaskini, a Tarou ponowił wyprawę do alfy. Stając na progu rozejrzał się. 

- Renesmee ? Jesteś tam? - spytał. 

- Tarou? - spytał głos ze środka. - Wejdź proszę. - medyk wszedł do środka. Zauważył kuzynkę leżącą na swoim leżu. 

- Witaj Rene. - przywitał się z uśmiechem. 

- Witaj Tarou. Co cię do mnie sprowadza? - spytała łagodnym głosem alfa. 

- Cóż, pomyślałem, że mógłbym odwiedzić Hanako. 

- Ma to jakiś konkretny cel, czy tylko odwiedziny? - spytała zaciekawiona Renesmee. 

- Cóż, udałbym się do niej na małe szkolenie. 

- Mamy jeszcze jednego medyka, więc z pewnością ktoś będzie jeszcze nad nami czuwał. 

- Tak, pomyślałem też, że wezmę ze sobą Bai Langa. Wiesz, naszego zielarza. 

- Z tego co wiem, to mamy naprawdę bogate zapasy, dlatego nie widzę żadnych przeszkód. Tylko wróćcie mi cali i zdrowi. 

- Oczywiście. - odparł samiec z uśmiechem. Zamienił jeszcze z alfą kilka zdań, a następnie wrócił do siebie.
Zaczął przygotowywać się na ich wspólną wyprawę. Wziął jedną ze skórzanych toreb i zapakował do niej kilka potrzebnych rzeczy. Następnie położył ją w kącie jaskini. Postanowił poszukać Bai Langa, aby oznajmić mu o zgodzie alfy. Zastanawiał się także, czy lepiej alby wyruszyli jeszcze dziś, czy może z samego rana. Idąc przed siebie zamyślony nie zauważył, że nim się obejrzał znalazł się u celu. Zauważył Baia stojącego nad taflą wody jeziora. 
Medyk podszedł do zielarza. 

- Renesmee o wszystkim wie. - powiedział z uśmiechem Tarou. 

- Ren także. - odpowiedział kremowy basior.

- Dobrze. Zostało nam ustalić kiedy wyruszamy. Myślałem aby zrobić to raczej jutro z rana. Odpoczniemy po dzisiejszym dniu. 

- Dobry pomysł. Dodatkowo znacznie lepiej wędrować podczas dnia. Nocą za to można spokojnie spacerować.  

- Masz rację. Wracasz, czy jeszcze chcesz pospacerować? - spytał Tarou. 

- Zostanę, jeśli to nie problem. 

- Żaden problem. Ja będę się zbierać. - powiedział Tarou ziewając. Po chwili pozostawił basiora i wrócił do ich jaskini. Ułożył się wygodnie na swoim posłaniu, a następnie zerknął w kąt jaskini, gdzie leżała przygotowana torba. Po chwili westchnął i położył się, aby następnie oddać się w ramiona snu. 

Bai Lang? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 360
Ilość zdobytych PD: 180

poniedziałek, 23 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem


Medyk spojrzał na swoją łapę. Strużka krwii, zaczęła spływać z rozcięcia. 

- Nie przejmuj się. - odparł medyk patrząc w kierunku basiora. Ten ciągle spoglądał na swoje łapy. Tarou podszedł do niego utykając i stanął na przeciwko. Delikatnie łapą podniósł pysk Baia co spowodowało, że zielarz spojrzał na medyka całkiem zarumieniony. 

- Nie przejmuj się. To nie twoja wina. - powiedział z powagą Tarou, gdyż nie chciał, by Bai obwiniał się o zaistniałą sytuację. To był przypadek. 

- Przepraszam. - szepnął zielarz. Medyk westchnąłem. 

- To nie twoja wina, nie musisz przepraszać. - powiedział. - Możesz podać mi odpowiednie zioła? Muszę opatrzeć sobie tę ranę. - powiedział Tarou z uśmiechem. Na te słowa Bai szybki spojrzał na medyka. 

- Oczywiście! Już idę po zioła! - powiedział i szybki pognał po odpowiednie rośliny. Tarou pokręcił rozbawiony głową. Gdy Bai zniknął w poszukiwaniu ziół, Tarou polizał swoją łapę. Po chwili ta uleczyła się. Tarou raczej ukrywał swój dar leczenia. Powodów było wiele. Głównym to, że nie zawsze jego moc działała. Nie działa gdy basior czuje presję, więc rzadko był w stanie kogoś wyleczyć podczas zmiany jako medyk. Obawy, że coś pójdzie nie tak, mocno utrudniają jego mocy działanie. Gdy Bai wrócił, wręczył medykowi zioła. Tarou przyjrzał im się, a następnie uśmiechnął do zielarza. 

- Właśnie i nie mi chodziło. - odparł. Jednak nie opatrzył się, co zaskoczyło Bai Langa. 

- Em.... Nie powinieneś się opatrzeć? 

- Rany już nie ma. - odparł Tarou. Bai przekrzywił głowę na bok. Tarou pokazał mi swoją łapę. Zielarz spojrzał na niego niezrozumiale. Medyk zaśmiał się i nic nie mówiąc zaczął sprzątać rozbitą butelkę. Po chwili dołączył się do niego Bai. Razem ogarnęli w jaskini. 

- Jak to zrobiłeś? - spytał Bai w pewnym momencie. 

- Co zrobiłem? - spytał Tarou. 

- To, że jej już nie ma. - dodał Bai. 

- Magia - zaśmiał się Tarou. Po chwili byli już wolni. Gdy nastał wieczór oba wilki wróciły do swojej jaskini. 

- Bai? - spytał w pewnym momencie medyk. 

- O co chodzi Tarou? - spytał. 

- Byłbyś chętny na mały spacer ze mną ? - spytał Tarou. Zielarz spojrzał w bok. 

- J-jasne.. - odparł Bai. Tarou uśmiechnął się. Następnie razem z basiorem ruszyli drogą przed siebie. Doszli do Lac doré. Medyk zatrzymał się przy jeziorze i spojrzał na swoje odbicie w tafli wody. Bai po chwili podszedł i stanął obok niego. Trou spojrzał na zielarza. W jego oczach było widać cień wątpienia. Nie wiedział, czy może zadać to pytanie i czy zielarz się zgodzi. Ostatecznie wziął się w garść. 

- Bai, chce cię o coś spytać. - zaczął. Zielarz spojrzał na niego i zdawał się nieco zagubiony. 

- O co dokładniej? - spytał niepewnie. 

- Dużo myślałem i mam dla ciebie propozycję... - Bai zdawał się zmieszany na te słowa, co trochę zbiło pewność Tarou. 

- Jaką? - spytał Bai. 

- Może udasz się razem ze mną do mojej cioci Hanako? - spytał. 


Bai ? xD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 445
Ilość zdobytych PD: 222

niedziela, 22 listopada 2020

Od Tarou Cd. Tristany



Tarou rozejrzał się i po chwili uśmiechnął. Słowa wadery były prawdą. 

- Faktycznie. - przyznał medyk przysiadając leniwie na trawie. Następnie spojrzał na Tristanę. - Dużo czasu zdążyło upłynąć od tego spotkania. 

- Racja. Zaszło także wiele zmian. Wataha znacznie się powiększyła. 

- Masz rację. Kto by pomyślał, że tak to się wszystko potoczy. Szczerze? Nie byłem pewny czy ktoś jeszcze dołączyłby do watahy nie licząc ciebie, Capitána i Frae. 

- Widzisz, życie lubi zaskakiwać. 

- I to jak. - przyznał medyk. Spędzili razem dłuższą chwilę. Pogrążeni w rozmowie nie zauważyli, że zaczął zbliżać się wieczór. O jego nastaniu poinformowało ich ciche chuczenie sowy, która przysiadła nieopodal na jednej z gałęzi. 

- Niebywale. Jak to szybko czas potrafi umykać z łap. 

- Racja. - przyznała wadera. Po chwili wstała na równe łapy. - No nic. Pora się zbierać. - powiedziała. 

- Czasem wilk ma ochotę zostać dłużej, a niestety nie może. - przyznał basior. Tristana zaśmiała się. Po chwili oba wilki ruszyły ku jaskiniom. Tarou oprowadził Tristanę, a następnie, pożegnał się z nią. Wrócił do swojej jaskini. Położył się leniwie na swoim legowisku w praktycznie odrazu zasnął. 
Miał dosyć nietypowy sen, który zrodził w jego głowie ciekawy pomysł.

Następny dzień był niebywale pracowity dla medyka. Od rana zajmował się segregacją ziół i opatrywaniem przybyłych. Bai Lang pomagał mu w tym, a Renimer udał się do alfy, gdyż ta prosiła by się u niej stawił. Nagle do jaskini zawitała przyjaciółka skrzydlatego wilka. Medyk widząc ją uśmiechnął się przyjaźnie, a następnie podtruchtał do niej. 

- Witaj Tris. - przywitał się. 

- Cześć Tao. Nie przeszkadzam? 

- Ależ skąd. Razem z Bai Langiem zajmujemy się segregacją ziół. 

- Rozumiem. Może wam pomóc? - spytała wesoło. 

- Jeśli tylko chcesz. - odparł medyk. Po chwili całą trójką udało im się uporządkować ziołowy chaos. 

- Dobrze, ja zmykam. - oznajmił Bai. Pożegnał się z pozostałą dwójką. 

- Właśnie. - zaczął Tarou. - Wpadłem na ciekawy pomysł. 

- Jaki to? - spytała z zaciekawieniem Tristana. 

- Co powiesz na małe polowanie? - spytał. 

- Obecnie raczej nie... Niedawno jadłam. - odparła. Tarou zaśmiał się krótko. 

- Nie o takie polowanie mi chodziło. Może spróbujemy ujrzeć duchy marzeń? 

Tristana? 


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 327
Ilość zdobytych PD: 163

Od Tarou Cd. Kuroi Hone



Tego dnia Tarou nie miał zbyt wiele obowiązków. Odkąd pojawił się Renimer, coraz mniej wilków trafiało pod opiekę medyka. Oczywiście ciągle wiernie oddawał się swojej profesji. Jednak na mniejszą skalę, gdyż Renimer odbierał część chorych. Tego dnia przyszła do nich jedynie Tristana, którą od rana męczył ból głowy. Tarou właśnie zbierał się na mały spacer dlatego Renimer powiedział, że to on zajmie się opiekunką. Tarou zgodził się i wyszedł z jaskini. Swoje kroki skierował przed siebie. Rozglądał się po krajobrazie, który jesienią zabierał dech w piersiach. Wszystko pięknie przyozdobione przez kolorowe liście. Naprawdę można się wzruszyć. Gdy Tarou spokojnym krokiem przemierzał tereny, nagle do jego nosa dotarł niepokojący zapach. Zapach krwii. Dokładniej wilczej. Ktoś był ranny. Tarou miał nadzieję, że to nic poważnego. Ruszył szybkim krokiem za zapachem. Po dłuższej chwili zauważyłem leżącego na ziemi czarnego basiora. Podszedł do niego ostrożnie, gdyż nie był pewny kim ów basior jest. Im bliżej niego był, tym lepiej wiedział, że wilk ten nie należy do watahy. Na dodatek miał ogromną ranę na boku. Nie była zbyt głęboka, lecz z pewnością samiec stracił przez nią wiele krwi. Tarou zauważył, że jest on nie przytomny. Rozejrzał się, by się upewnić, czy nieznajomy jest samotnikiem, czy też może wędrował z jakąś watahą lub też mógł być to zwykły przekręt. Gdy medyk upewnił się, że nieznajomy jest całkiem sam pochylił się, by następnie wziąć rannego na swój grzbiet. Skrzydłami nieco sobie pomógł. Następnie skierował się do jaskini medycznej. Gdy wszedł do środka, spoczął na nim wzrok drugiego medyka. 

- Mamy kolejnego rannego? - spytał. 

- Tak. - odparł Tarou kładąc czarnego samca na jednym z legowisk. 

- Ou, musiał nieźle oberwać. - powiedział Renimer przyglądając się ranie. 

- Racja. Podaj potrzebne zioła. Ja przejmuję ranę wodą. 

- Dobrze. - odparł Renimer. Po chwili rana wilka została oczyszczona i obłożona opatrunkiem z ziół. 

- Oby rana się szybko zagoiła. W tym stanie jest niewiele zrobić. 

- Racja. - przyznał Tarou. Po chwili do jaskini zawitały kolejne wilki. Renimer oznajmił, że zajmie się nimi, a Tarou niech zostanie i dokłada nieznajomego. Medyk zgodził się. Po chwili przyniósł spory kawałek mięsa i trochę wody w drewnianym naczyniu. 

- Co robiłeś, że jesteś tak ranny. - powiedział Tarou przyglądając się ranie. 

Kuroi Hone? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 356
Ilość zdobytych PD: 178

czwartek, 19 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem

 
Samiec był zadowolony z polowania. Nie spodziewał się, że uda im się złowić aż dwie łanie. 

- Racja. - przyznał kremowy basior. Tarou podszedł do jednej z nich. Przyjrzał się zdobyczy z uśmiechem. 

- Cóż, głównie to dzięki tobie udało nam się. Dobra robota. - pochwalił go. Zauważył, że przez moment Bai spogląda w całkiem innym kierunku. Medyk przekrzywił głowę na bok, lecz po chwili wstał z uśmiechem. - Zacznij pierwszy. - powiedział wesoło, po czym przyjął nieco inną pozycję, która będzie znacznie wygodniejsza do spożycia posiłku. Bai spojrzał na niego, a następnie na posiłek. Po chwili zaczął jeść. Podobnie uczynił Tarou. Gdy się wystarczająco nasycili, mogli powoli wracać. Medyk zrezygnował z dalszej nauki zielarza, ponieważ widział, że ten zna wiele ziół i szybko się uczy. Poza tym sam Tao nie znał dokładnie wszystkich ziół. Tarou szedł w ciszy. Podobnie było z idącym obok niego Baiem. Gdy medyk chciał się w końcu odezwać, poczuł gwałtowny ciężar na grzbiecie, podskoczył nieco zaskoczony i szybko spojrzał za siebie. Po chwil coś skoczyło na jego głowę, a następnie zeskoczyło. Zdezorientowany Tarou niechcący wpadł na zielarza, co za skutkowało upadkiem obu wilków. Okazało się, że stworzeniem było znane medykowi Kitsune. Tarou podniósł się na przednich łapach i spojrzał na Bai Langa, który leżał pod nim. Oba wilki były mocno zdezorientowane. 

- W-wybacz. - powiedział szybko Tarou i zszedł z basiora. Bai niepewnie się podniósł. 

-  Nie szkodzi. - odparł cicho. Tarou czuł, jak na jego policzkach pojawia się rumieniec. Po chwili zerknął w kierunku Kitsune, które zdawało się być bardzo zadowolone z siebie. 

- Ty cholerny szkodniku, kiedyś ci się ogony podwiną. - odparł medyk. Kitsune zaśmiało się i uciekło. - Jak nie torba, lub zioła to to. - powiedział sam do siebie.

- Znasz tego lisa? - spytał Bai. 

- Tak, to jeden z dosyć męczących osobników. Mamy z nim małe problemy. - wyznał Tarou. Bai spoglądał na czarnego z zaciekawieniem. Skrzydlaty widząc to, nieco opowiedział mu o danym osobniku. Zielarz słuchał uważnie. Po chwili powoli zaczęli zbliżać się do jaskiń. Resztę dnia spędzili w jaskini medycznej na układaniu ziół. Po pracy, gdy nastał wieczór obaj udali się do swojej jaskini. Tarou ułożył się wygodnie na swoim stanowisku. Bai przez moment stał i rozglądał się. 

- Możesz się ułożyć gdzie tylko zapragniesz. - powiedział z uśmiechem medyk. Bai odwzajemnił delikatnie uśmiech, po czym wybrał swoje miejsce do spania. Basiory porozmawiały jeszcze chwilę, a następnie oddały się w objęcia snu. 

Gdy nastał kolejny dzień, Tarou zbudził się nieco wcześniej niż zazwyczaj. Wstał leniwie i zaczął się rozciągać. Rozejrzawszy się po jaskini zauważył, że Baia nie ma. Wyszedł i skierował się do jaskini medycznej. Właśnie tam zastał zielarza, który odkładał na miejsce zioła. 

- Dzień dobry. - przywitał się wesoło skrzydlaty. 

- Dzień dobry Tarou. - odparł wesoło Bai. Medyk rozejrzał się. Jego oku nie umknęło, że liczba ziół znacznie wzrosła. Spojrzał zaskoczony na Bai Langa. 

- Kiedy mniej więcej wstałeś? - spytał. 

- Z około godzinę temu, patrząc na ułożenie słońca. - odparł nieco zaskoczony Bai. 

- I w godzinę zebrałeś aż tyle ziół? - spytał Tarou zaskoczony. 

- Tak... - odparł trochę niepewnie Bai Lang. 

 - Jesteś naprawdę niesamowity. - powiedział wesoło medyk. Bai przez chwilę milczał. Tarou przeszedł się po jaskini i rozejrzał/ Po chwili zatrzymał się i spojrzał na Baia. 

- Zgrabnie to wygląda. - odparł z uśmiechem. Bai, na którego obecnie patrzył Tarou zamrugał kilkakrotnie. Po chwili całkiem się zarumienił. 

- Um.. - usłyszał jedynie tyle. Widząc reakcję Baia, pojął jak mogło to zabrzmieć. Również pokrył się silnym rumieńcem. 

- Znaczy się... To! W sensie zioła! Na półkach! Choć ty też, ale mi o zioła chodziło! Znaczy... - zaczął się szybko tłumaczyć, lecz widząc, że tylko pogarsza sprawę zamilkł. Po dłuższej chwili ciszy spędzonej na unikaniu własnych spojrzeń, Tarou podniósł zarumieniony wzrok na również zarumienionego Baia. 

- W-wybacz... To nie miało tak zabrzmieć. Miałem na myśli te półki, że zgrabnie wyglądają. A o tobie nie myślałem... Co nie zaprzecza temu, że jesteś, ani nic. - odparł Tarou, a po chwili czując nasilającą się czerwień, zakrył pysk swoją łapą.. 

Bai ? XD

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 638
Ilość zdobytych PD: 319

piątek, 13 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem



Tarou cieszył się, że Bai umie tak wiele ziół. Zdecydowanie ułatwiło to zadanie medyka, dotyczące przygotowania zielarza do pracy. 

- Cóż, może kiedyś uda mi się ściągnąć na moment moją ciocię w nasze strony. - powiedział z uśmiechem Tarou. - Trochę by nas podszkoliła. - odparł rozbawiony Tarou. Bai uśmiechnął się wesoło. Po chwili obaj zatrzymali się. 

- Mamy kolejne zioło. - powiedział wesoło Tarou podchodząc do rośliny - Cóż jest banalnie proste więc spodziewam się, że wiesz do czego służy i jak się nazywa. 

- Tak. - przytaknął Bai podchodząc bliżej. - Jest to Czerwona malina. Jej liście są tutaj leczniczą częścią. Spożywanie umiarkowanej ilości łagodzi stany zapalne, ponadto enzymy w liściach czerwonej maliny mogą leczyć podstawowe problemy w przewodzie pokarmowym.

- Świetnie! - odparł entuzjastycznie medyk. - Wybacz, że tak reaguje. - dodał po chwili zakłopotany. 

- Spokojnie. - odparł Bai. 

- Skacze jak piłka z radości. - zaśmiał się skrzydlaty. Bai również się zaśmiał. - Wiesz taka radość, że ktoś podziela mój zachwyt do ziół. - odparł z uśmiechem Tao. 

- Rozumiem cię. - odparł Bai przyjaźnie. Tarou poczuł się nieco pewniej. Po chwili Tao wskazał łapą na kolejny kwiatek z białymi płatkami. Bai od razu wiedział o co chodzi. 

- Rumianek, pomocny jest w leczeniu dolegliwości zdrowotnych szczególnie problemów z trawieniem, działa przeciwzapalnie, antyseptycznie oraz wiatropędnie.

- Jestem po wrażeniem. - przyznał medyk. Bai uśmiechnął się. Po chwili Tarou zauważył zioło, którego jest dosyć mało na terenach watahy. Zbliżył się do niego i spojrzał na nie. - A te zioło? - spytał. Zielarz podszedł do niego i spojrzał na roślinę. Przymrużył oczy i zaczął się zastanawiać.

- Kojarzę to zioło. - szepnął Bai. Tarou stał obok basiora i uśmiechał się przyjaźnie. Po chwili zielarz stwierdził, że nie może skojarzyć nazwy zioła.

- Barwinek. - powiedział Tarou. - Często używam go, by zaspokoić nerwy wilków. - odparł. - Niestety rośnie go tu dosyć mało. - dodał po chwili.

- Rozumiem. - odparł Bai. 

- Cóż może zrobimy sobie krótką przerwę na małe polowanie? - zaproponował Tarou. 

Bai?

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 300
Ilość zdobytych PD: 150

poniedziałek, 9 listopada 2020

Od Tarou Cd. Bai Langa ~ Los naszym panem



Tarou uśmiechnął się na odpowiedź młodszego. Cóż, lubił taką postawę. Dzięki temu wiedział, że samiec będzie go uważnie słuchał, a nie lekceważył. 

- Zacznijmy może od tego, że niestety mamy tu do czynienia z pewnymi szkodnikami. Są dosyć słodkie i "niewinne" lecz uwielbiają psocić. Chodzi mi o kitsune. Nie pozwalamy im zbliżać się do jaskini medycznej, ponieważ z pewnością zrobiły by tu solidny bałagan. - wyjaśnił Tarou. 

- Rozumiem. 

 - Oczywiście wszystko zależy od danego osobnika. - dodał. - Każde zioła są odpowiednio segregowane na tych półkach. - tu skrzydlaty przerwał na moment, aby ruchem łapy wskazać owe półki. - Segreguje je odpowiednim... Kodem, że tak powiem. Lecznicze są oddzielone od tych, ci mogą zatruć nasz organizm. Osobno są także te, co wywołują silne skutku uboczne. Na najwyższych półkach znajdują się najrzadziej używane zioła, a na najniższym te, których potrzebujemy praktycznie cały czas. Wiesz, jeśli są niżej, łatwiej się do nich dostać. Jeśli jakieś zioła się skończą, zostaniesz o tym jak najszybciej poinformowany. Wtedy będziesz musiał ich poszukać. Na szczęście nasze tereny są dosyć dogodnym miejscem. W każdej części terenów rosną charakterystyczne zioła. Możliwe, że wiele z nich zauważyłeś podczas oprowadzenia po terenach. Wracając, zazwyczaj masz obowiązkowy patrol i zbiory raz na tydzień. Oczywiście możesz robić to częściej, lecz należy pamiętać, że ważny jest też mały odstęp czasu między zbiorami, aby zioła zdążyły ponownie urosnąć lub też rozsiać się. Wiem, że to co mówię pewnie nie jest ci obce, ale cóż... Dobrze jest sobie wszystko jeszcze raz dokładnie przypomnieć. Prawda? - tutaj skrzydlaty przerwał na moment. Bai przytaknął na jego słowa skinieniem głowy. Tarou uśmiechnął się. Spojrzał przez chwilę na wyjście z jaskini, a następnie ponownie spojrzał na Bai Langa. Zielarz siedział spokojnie, gotowy na kolejną porcję informacji. 

- Pomyślałem, że po małym wykładzie, będziemy mogli się przejść po terenach watahy. Wtedy zrobiłbym ci mały sprawdzian. - powiedział z wesołym uśmiechem Tarou. Bai delikatnie uniósł kąciki pyska w geście uśmiechu. - Ostrzegam, wymagający ze mnie nauczyciel. - zażartował Tarou. Po chwili obaj zaśmiali się. Tarou powiedział jeszcze kilka istotnych rzeczy, a następnie wstał i skierował się do wyjścia. Bai udał się w jego ślady. Już po chwili obaj kroczyli terenami Watahy Renaissance. 

- Tak z ciekawości. - zaczął nieco niepewnie Tarou. - Jak się u nas znalazłeś? Ta, czystym przypadkiem, czy w jakiś inny sposób? - spytał. 

- Poczułem woń wilków. - odparł Bai Lang. Tarou skinął głową, na znak, że rozumie. 

- Cóż. Ja się tu znalazłem za sprawą Rene. Kochana kuzynka wybawiła mnie z łap ojca. Nie jest zły ani nic, ale czuję się źle z tym, że go zawiodłem. Chciał abym był generałem jak on, lecz ja? Nie mam do tego żyłki. Od małego lubowałem się w ziołach. - wyznał Tarou. Z czasem znaleźli się przy centrum watahy. Tarou zatrzymał się i rozejrzał. Po chwili jego oczom, nasunął się widok kępki ziół rosnącej przy jednym z drzew. 

- Widzisz tamte rośliny? - spytał medyk wskazując łapą na owe drzewo. 

- Tak, widzę. - powiedział Bai spoglądając w tym samym kierunku. 

- Powiedz mi co to za zioła, jeśli oczywiście wiesz oraz jakie mają właściwości. Jeśli nie wiesz, to się nie przejmuj. Wtedy ja wkroczę do akcji z pomocą i wyjaśnię ci je. Niczym się nie przejmuj. Na spokojnie wszystko opanujemy. - odparł. Po chwili pochylił się nieco, aby jego pysku znalazł się przy uchu Bai Langa. 

- Tak między nami, to mi czasem też się zdarza pomylić jakieś zioła. Na szczęście nieszkodliwe. - szepnął z uśmiechem. Po chwili i wyprostował się i wesoło przyglądał basiorowi. 

Bai Lang? 

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 559
Ilość zdobytych PD: 279

Od Tarou Cd. Tsuki



 Basior stał w osłupieniu. Był pozbawiony możliwości ruchu przez krótką chwilę. 

- Nie musisz dziękować . Grunt to to, że pacjent śpi. - odparła. Tarou przełknął ciężko ślinę. 

- R-racja. - przyznał niepewnie. Sięgnął po potrzebne mu rzeczy, aby opatrzeć rannego wilka. Po tym, jak udało mu się poskładać ranę, wtarł w nią kilka ziół, a następnie obwinął wszystko kilkoma liśćmi, które posłużyły za bandaż. Medyk zostawił rannego na posłaniu, aby poleżał, póki nie odzyska przytomności. Tsuki już dawno opuściła progi jaskini medycznej. Tarou nie zdążył podziękować jej za pomoc. Postanowił, że gdy tylko ranny się obudzi, odprowadzi do do jaskini, a tym samym postaram się odnaleźć Tsuki. Minuty mijały, lecz ranny ciągle spał. Trochę zaniepokoiło go medyka. Gdy wstał, aby udać się po alfę, ranny nagle się obudził. Zadał kilka pytań, na które Tarou mu odpowiedział. Dodatkowo medyk wyjaśnił mu jak ma postępować z chorą łapą. Wyszli razem z jaskini medycznej i skierowali się do domu rannego. Po pożegnaniu się, Tarou szedł nieco zrezygnowanym korkiem ku swojemu lokum. Nie udało mu się odnaleźć Tsuki. Westchnął i już miał wchodzić do środka swojej jaskini, gdy kątem oka zauważył waderę. Siedziała ona i spoglądała w niebo. Zdawała się nieco nieobecna. Tarou westchnął i wolnym krokiem podszedł do niej. Stanął niepewnie na odległość kilku metrów. Obserwował ją przez pewien moment zastanawiając się, czy dobrym pomysłem będzie podjęcie do niej. Ostatecznie wadera wyręczyła go. 

- Długo będziesz tak sobie stać ? - spytała, a Tarou podskoczył wystraszony. 

- Tak... Znaczy nie!.... Znaczy... Em.... Ja... Wybacz. - odparł speszony. - C-chciałem po prostu.... Pogadać... - odparł zmieszany patrząc na swoje łapy. 

Tsuki? Wybacz, totalny brak pomysłu >,<

PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 257
Ilość zdobytych PD: 128

Od Tarou Cd. Tristany



Tarou spojrzał na waderę z uśmiechem. Czuł, że chyba się nieco zarumienił. 

- Dziękuję. - odparł. Między wilkami zapadła chwilowa cisza. Tarou spojrzał w bok, a następnie wrócił wzrokiem na Tristanę, która niepewnie na niego spoglądała. 

- Ciekawie było zaliczyć te sterty liści. - powiedział, aby jakoś zacząć rozmowę. 

- Masz rację. - przyznała biała. 

- Choć, gorzej jak ci się liście do piór przyczepią. - zażartował. Oboje po chwili zaczęli się śmiać. Tarou wpadł na pewien pomysł. 

- Skoro już tak się świetnie bawimy. - zaczął podchodząc nieco bliżej. Tristana przyglądała mu się z zaciekawieniem i małym rozbawieniem. Basior stanął przed nią, a po chwili przyjął pozycję zaproszenia białej do wspólnej zabawy w berka. Przednie łapy miał wyprostowane, natomiast ogony kołysały się delikatne w przyjaznym geście. Trostana pokręciła z rozbawieniem pyszczkiem na boki. Po chwili jednak również przyjęła pozycję do zabawy. Tarou uśmiechnął się i po chwili zaczął uciekać. Tristana natomiast rozpoczęła pościg za wilkiem. Biegli tak pośród drzew, a ich głosy można było usłyszeć z dalekiej odległości. Oboje śmiali się i wygłupiali, póki Tarou dosyć niezdarnie wpadł w stertę liści. Tristana starała się powstrzymać śmiech, gdy basior nieudolnie próbował wydostać się z pułapki. W końcu udało mu się do, lecz już po kilku krokach opadł na ziemię. 

- Zmęczyłem się. - odparł rozbawiony, a następnie zerknął na Tristanę, stojącą niedaleko. 

Tristana?


PODSUMOWANIE
Ilość napisanych słów: 210
Ilość zdobytych PD: 105